Wpisy oznaczone tagiem "victoria" (228)  

ebook-kryminaly
 
Autor: Victoria Jenkins  

„Próbowała przerwać spadanie, obracała się rozpaczliwie, ale nie było niczego, co mogłoby ją zatrzymać. Jej samotny krzyk przeszył nocne powietrze...”

Keira North wypada z okna podczas studenckiej imprezy i ginie na miejscu. Wypadek? Początkowo tak to wygląda, ale policjantki Alex King i Chloe Lane podejrzewają, że to morderstwo.
Przesłuchują troje przyjaciół-współlokatorów Keiry i odkrywają, że każde z nich ma coś do ukrycia. I ktoś jest gotów zabić, by zachować tajemnice.
Morderca osacza grupę przyjaciół, którzy kolejno zdają sobie sprawę, że teraz ich życie jest w niebezpieczeństwie. Alex i Chloe zmagają się z własnymi problemami, lecz rozpoczynają wyścig z czasem, zagłębiając się w splątaną sieć kłamstw, zazdrości i gniewu.


Szczegóły publikacji:
kryminaly.masz24.pl/dziewczyna_ktora_zginie_pier…

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z działu "kryminał, sensacja, thriller", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-kryminal-sensacja-thriller.html
---------------------------------------------------------------------------------------------------
 

ebook-zdrowie
 
Autor: Victoria Boutenko  

Świat oszalał na punkcie zielonych koktajli. Piją je nie tylko gwiazdy Hollywood, ale również polscy celebryci i sportowcy. Anna Lewandowska, sportsmenka i propagatorka zdrowego stylu życia, zachęca do sięgania po zielone smoothie, gdyż gwarantują one energię na cały dzień, a także zdrową, piękną skórę i zgrabną sylwetkę. Victoria Boutenko, pionierka witarianizmu i autorka bestsellerów prezentuje w tej publikacji lecznicze właściwości zielonych koktajli. Przedstawia ponad 150 przepisów i listę najskuteczniejszych składników odżywczych, użytecznych w walce z różnymi dolegliwościami i przewlekłymi chorobami. Znajdziesz tu m.in. koktajle na piękną skórę, wzmocnienie odporności, zmniejszenie stresu, a także oczyszczanie organizmu. Zielony zastrzyk energii.


Szczegóły publikacji:
zdrowie.masz24.pl/zielone_koktajle__smoothie_dla…

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z działu "zdrowie", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-zdrowie-medycyna.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

photo15
 
Hello!
Na imię mi Wiktoria.
Mam 11 lat, moją pasją jest fotografia i to właśnie jej poświęcę ten blog.
Na pingerze miałam już blogi, to nie mój pierwszy.
Posiadam lustrzankę - Nikona.
Kocham robić zdjęcia przyrodzie!
A na mnie - jeśli chcecie możecie mówić Tori, lub malinka (malinka z poprzedniego bloga) :)
Kocham zespół happysad, Linkin Park, SOAD i Imagine Dragons.
Moją ulubioną piosenkarką jest CLEO i Ewelina Lisowska.
Prócz tego kolekcjonuję lalki Monster High oraz Ever After High. Posiadam 3 lalki Ever After High oraz około 20 lalek Monster High.
Kolekcja powoli się powiększa :)
Coś o moim charakterze?
Jestem nieśmiała, ale dość miła.

To chyba wszystko!


c34af152a4bc65dd3aa8a9445b49b386,62,37.jpg


404225.jpg


pizap.com14625616257101.jpg
 

rysujemy
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

zakiraluna
 
Wzdycham głęboko opierając się o zimną ścianę. Siedzę na szerokim parapecie mojego pokoju, obejmując kolana dłońmi i wciąż próbuję zapanować nad targającymi mną emocjami… Dziś sobota. Nie ma zajęć. Może to i lepiej, całą noc praktycznie przepłakałam, na mojej twarzy doskonale to widać…nie chciałabym żeby…ktoś to zauważył. Po raz kolejny odtwarzam w myślach całą moją wczorajszą rozmowę z Aleksem… spławił mnie. Dał mi kosza. Znam chyba już wszystkie określenia…i zrobił to w najbardziej oklepany sposób… ,,Zostańmy przyjaciółmi”… Wczoraj byłam najpierw wściekła, później zdołowana, a teraz popadłam w swego rodzaju apatię, nie mogę sobie znaleźć miejsca… duszę się we własnym pokoju…ale też nie mam zamiaru z niego wychodzić. Wszystkie poranne czynności wykonałam jak robot, nie zeszłam jedynie na śniadanie- wiem że przy powrocie do zdrowia powinnam dobrze się odżywiać, ale jedzenie to w tej chwili ostatnia rzecz na jaką mam ochotę… Wpatruję się w świat za oknem, mając nadzieję że w płatkach śniegu odnajdę pocieszenie…nagle słyszę pukanie do drzwi. Nie…zostawcie mnie samą! Jedyny pozytywny aspekt polega na tym, że z góry wiem iż to nie Aleks…on nie puka. Zamykam oczy i zaczynam powoli liczyć sekundy, mając nadzieję że ten ktoś uzna że po prostu mnie nie ma i sobie pójdzie… Niestety, kilka minut później słyszę odgłos otwieranej klamki i natychmiast otwieram oczy, by przywitać niechcianego gościa… Jason?! Jestem tak zrezygnowana i przybita, że kiedy powoli zbliża się do mnie, nawet nie zmieniam pozycji czy miny, wszelkie moje emocje zostają w środku. Chłopak ma na sobie czarną koszulkę z rękawem trzy czwarte i kilka bransoletek na lewym nadgarstku, dostrzegam również że jego zarost jest odrobinę dłuższy.
– Hej. – Mówi cicho, najwyraźniej wyczuwając mój podły nastrój. Staje naprzeciwko mnie, wkładając dłonie do kieszeni.
– Hej. – Odpowiadam tylko i z westchnieniem odwracam się do niego przodem na marmurowym parapecie, nogi skrzyżowane na wysokości kolan zwisają mi luźno w powietrzu.
– Nie było cię na śniadaniu…wszystko w porządku? – Pyta delikatnie, choć po zmarszczonych brwiach widać wyraźnie że jest zaniepokojony.
– Nie. – Nie mam siły na wymyślanie kłamstw i udawani że nic mi nie jest…ale też nie chcę mi się tłumaczyć dlaczego. Błagam, tylko nie drąż tematu! Gdybym teraz miała opowiedzieć tę całą historię od nowa, znowu bym się popłakała.
– Chcesz o tym pogadać? – Kręcę tylko głową, mając nadzieję że uszanuje moją decyzję.
– Okej. – Mówi cicho, przyglądając mu się bacznie. Na jakiś czas zapada zupełna cisza… Patrzę mu w oczy i zastanawiam się jak to się stało, że ktoś praktycznie dla mnie obcy, ktoś kogo znam mniej niż dwadzieścia cztery godziny pociesza mnie teraz w moim własnym pokoju… Wszyscy ostatnio mnie zawodzą…jak mogę zaufać komuś takiemu?
– Skąd się tu wziąłeś? – Pytam w końcu, bo to pytanie nurtuje mnie odkąd go poznałam. Błagam, tylko nie kłam
– Przyszedłem…– Natychmiast mu przerywam, nie mam ochoty na takie gierki.
– Wiesz że nie o to mi chodzi. Co robisz w instytucie? – Marszczę brwi. – Nie wmówisz mi że jesteś pierwszopoziomowcem…nie wierzę w to. – Przez chwilę chłopak przygląda mi się uważnie, po czym uśmiecha się lekko.
– Chyba mnie przeceniasz, kotku… – Cała się najeżam, a on wyciąga jedną dłoń jakby chciał pogłaskać mnie po włosach… zabierz tą rękę, bo ci ją odgryzę i cię nią zatłukę! Odkręcam głowę w drugą stronę i zaciskam dłonie w pięści, mając nadzieję że zrozumie aluzję… przez chwilę jego ręka wisi w powietrzu, po chwili zabiera ją o bez skrępowania chowa z powrotem do kieszeni.
– Powiedz mi coś… – Zaczynam lekko rozżalonym tonem, nie mam już nawet ochoty się złościć. – Dopiero się poznaliśmy, a już mnie okłamujesz? – Glos łamie mi się na końcówce…on za ś otwiera szeroko oczy, przez chwilę widzę w jego oczach wewnętrzną walkę.
– Jesteś bystrzejsza niż sądziłem…no cóż, w końcu i tak musiałaś się dowiedzieć. – Wzrusza ramionami – Tak naprawdę jestem tu już od dłuższego czasu, ale na zajęcia chodzę od niedawna…
– Nic nie rozumiem. Jak…– Jason kładzie mi palec na ustach i natychmiast milknę.
– Chodzi o ten atak… nie wiem czy wiesz, ale wszystkie instytuty szkolące łowców podlegają pewnej ważniejszej instytucji, to taki nasz Watykan.
– Nie miałam pojęcia. – To są jeszcze inne takie instytuty?!
– Ja jestem właśnie z tej instytucji. Przysłali mnie bym zbadał okoliczności ataku i dowiedział się co było jego przyczyną. A że to ty zostałaś wtedy zaatakowana, możesz mi w tym bardzo pomóc…– Z mojego gardła wydobywa się coś co w połowie przypomina śmiech szaleńca, a w połowie zduszony szloch…
– Więc dlatego zwróciłeś na mnie uwagę… – Wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Idiotka! Jak mogłam wierzyć, że ktoś taki jak on… Gdyby to, dajmy na to Ifi została ugryziona, to z nią jadłby lunch i szeptał czułe słówka!
– Nie! – Odpowiada chłopak szybko i zbliża się do mnie jeszcze bardziej, jego klatka piersiowa dotyka moich chudych kolan. – Nie tylko dlatego. Zwróciłem na ciebie uwagę, bo mi się podobasz. – Po tych słowach, nie przerywając kontaktu wzrokowego, położył obydwie dłonie na moich kolanach i delikatnie je rozsunął, po czym zajął miejsce między nimi…O rany…  – Ale muszę przyznać że podoba mi się taki zbieg okoliczności. – Przeniósł dłonie na moje policzki i jego usta opadły na moje, niemalże je miażdżąc- nasze języki tańczyły wokół siebie, całował mnie z taką pasją i zapamiętaniem, że mimowolnie zaczęłam odwzajemniać jego pocałunki, wplatając mu palce we włosy i przyciskając go do siebie jeszcze mocniej. Przerwał tylko na sekundę, obrzucił mnie pełnym aprobaty spojrzeniem i uśmiechnął się drapieżnie, po czym znów przywarł do moich ust. Byłam tak zaaferowana dotykiem jego ust na swoich i jego dłoni pieszczących moje policzki, że gdyby koło mnie wybuchła w tej chwili bomba, prawdopodobnie bym tego nie zauważyła… Już prawie tracę zmysły, kiedy nagle słyszę, jak ktoś głośno wciąga powietrze. Ten dźwięk jest zadziwiająco znajomy… Z niejakim trudem odrywam się od Jasona, chłopak poznaje pomruk niezadowolenia, i spoglądam ponad niego. O nie, tylko nie to! W drzwiach stoi oniemiały Aleks, przyglądając się mnie i mojemu towarzyszowi… zacisnął dłonie w pięści, w przebłysku świadomości ogarnął mnie strach że lada moment rzuci się na Jasona, ale on tylko spojrzał na mnie z nienawiścią i dosłownie wybiegł z pokoju…  W jednej chwili podejmuję decyzję, tak tego nie zostawię, mimo wszystko, zawdzięczam temu facetowi życie… natychmiast zeskoczyłam z parapetu, wyplątując się z objęć Jasona i czym prędzej pognałam za nim.
– Aleks! – Krzyknęłam a on zatrzymał się , nie zdążył jeszcze odejść nawet kilku metrów.
– Jak mogłaś? Jak? – Krzyczy na cały korytarz. – Po tym wszystkim co się między nami wydarzyło?
– Co się między nami wydarzyło? – Również krzyczę – Co? Oprócz tego że albo mnie od siebie odpychałeś, albo próbowałeś mnie zaciągnąć do łóżka? – Blednie na samo wspomnienie.
– To był jeden jedyny raz! – Na korytarzu zebrał się już tłum gapiów, zapewne zwabiony hałasem.
– Mam tego dość! Wczoraj bardzo jasno dałeś mi do zrozumienia, że jestem dla ciebie tylko przyjaciółką!– Wypominam mu jego własne słowa.
– To nie fair. – Chłopak w końcu przestaje krzyczeć. – Dobrze wiesz co do ciebie czuję.
– A niby skąd mam to wiedzieć? Skąd? – Ja również spuszczam trochę z tonu. – Nigdy mi tego nie powiedziałeś!
– Uratowałem ci życie do jasnej cholery! Mało?!– Znowu krzyczy. Boże, w co ja się wpakowałam, mam już tego wszystkiego dość…
– I wiesz co? – Spojrzenie ma zimne, oschłe – Żałuję że to zrobiłem. – Odwraca się i odchodzi, ja zaś zamieram z szeroko rozdziawionymi ustami, czuję jakby nagle zabrakło mi powietrza…jak mógł powiedzieć mi coś takiego? Dopiero po chwili dociera do mnie, że wciąż mam dookoła tłum gapiów…powolnym, powłóczystym krokiem wracam do swojego pokoju. Jason stoi przy parapecie z założonymi rękami, kiedy mnie dostrzega, natychmiast pokonuje dzielącą nas odległość. Ja zaś nie mam dłużej siły udawać silnej i odważnej…wpadam w jego ramiona i zaczynam głośno łkać. Tuli mnie mocno do swojej piersi, raz po raz szepcząc kojące słowa.
– On powiedział…– Zachłystuję się powietrzem.
– Wiem, słyszałem…ciii…– Wciąż mnie uspokaja. Dopiero po jakiś piętnastu minutach jestem w stanie się od niego oderwać. Biorę głęboki, uspokajający oddech i siadam na łóżku.  Jason natychmiast zajmuje miejsce obok mnie.
– Przykro mi… – Mówi chłopak i o dziwo, brzmi to szczerze.
– Chciałeś wybić mi go z głowy… zrobił to za ciebie.– Uśmiecham się lekko, moje życie robi się tak beznadziejne, że gdyby Szekspir żył, miałby teraz używanie…i napisał o mnie swoją kolejną tragedię.
– Nie chciałem żeby to stało się w ten sposób. – Tłumaczy. No cóż, teraz przynajmniej mam jasną sytuację. Znów przytulam się do swojego towarzysza i lekko przymykam oczy.
– Kompletnie tego nie rozumiem… – Zaczynam. – Znam cię niecałe dwadzieścia cztery godziny, a czuję się, jakbyśmy znali się od zawsze.
– Ze mną jest tak samo. – Odpowiada, gładząc mnie lekko po plecach. A mnie wydaje się to zupełnie naturalne i właściwe.
– Zwykle nie całuję się z chłopakami których znam tak krótko… – Zależy mi żeby o tym wiedział. Słyszę jego męski, gardłowy śmiech.
– Cieszę się że dla mnie zrobiłaś wyjątek…– Również się uśmiecham i coś mi się przypomina.
– Co do twojej misji, to mam swoją teorię.
– Zamieniam się w słuch.
– Myślę, że w instytucie może być szpieg… – Milknę, czekając na jego reakcję. Przez chwilę nic nie mówi, jakby się zastanawiał.
– Tak, to całkiem możliwe. Masz jakiś potencjalnych podejrzanych?– Przecież nie mogę mu chyba powiedzieć, że podejrzewam Aleksa?
– Ciągle się zastanawiam…– Odpowiadam wymijająco. Przez chwilę siedzimy w ciszy, niespodziewanie Jason wstaje i posyła mi smutny uśmiech.
– Muszę iść, przyjdę do ciebie wieczorem dobrze?– Wolałabym żeby nie wychodził… co on ma teraz do roboty?
– Dobrze. – Pochyla się i znów mnie całuje, a w moim brzuchu tańczy cała symfonia motyli…
***
Kiedy w naszym życiu dochodzimy do jakiś przełomowych, trudnych momentów mamy potrzebę przeanalizowania wszystkiego…wracamy wtedy do początków, do samych korzeni naszej historii, do miejsc w których to wszystko się zaczęło…To samo postanowiłam zrobić i ja, kiedy wybrałam się na spacer do lasku tuż przy instytucie. Oddychałam chłodnym powietrzem, czując je głęboko w płucach, z moich ust raz za razem wydobywają się obłoczki pary.. pod powiekami pojawiało się  tysiące obrazów…moje życie sprzed odkrycia prawdy o klątwie, pierwsze spotkanie z Aleksem…choroba wyniszczająca mnie i moje ciało… Jason… Nagle za drzewem dostrzegłam jakiś ruch. Wychylam się nad gałęzią i dostrzegam ogromnego, czarnego wilka…moje serce staje w miejscu, nie byłam w stanie wykonać najmniejszego ruchu, choć mój mózg pracował na najwyższych obrotach. Trzeba ostrzec Torgala! Kolejny atak? Tylko nie to!
Nagle z wilkiem zaczęło dziać się coś dziwnego… sierść zaczęła z niego opadać, sylwetka prostowała się…jeszcze nigdy nie widziałam przemiany, było to dla mnie niesamowite zjawisko… bestia powoli nabierała ludzkich kształtów, zmrużyłam oczy by dokładniej dojrzeć twarz intruza i z mojego gardła wydobył się głośny krzyk, a para ciemnych oczu spoczęła tuż na mojej twarzy. Powoli wyszłam z za drzewa i  stanęłam twarzą w twarz ze szpiegiem, który o mały włos nie pozbawił mnie życia.
– To ty jesteś zdrajcą! – Wykrzyczałam. Nie czułam już strachu, jedynie wszechogarniającą furię i cierpienie… tym człowiekiem był Torgal.
KONIEC KSIĘGI I
_________________________________________________________
Rozdział długi...ale ostatni, więc musiałam się postarać :) Tym sposobem kończę opowiadanie o Victorii...może kiedyś, z sentymentu do niego wrócę, zostawiam sobie otwarte drzwi. Warto wspomnieć że było to moje pierwsze, pierwsze opowiadanie... pisałam je dosyć długo, z dwiema poważniejszymi przerwami- aż chciałoby się powiedzieć: Łza się w oku kręci :)
  • awatar Zwykła jak zawsze...: Fajnie napisane!
  • awatar Zakira Luna: @Zwykła jak zawsze...: dziękuje :)
  • awatar Lisa Angels: SERIO?! Czytasz mi w myślach... jak zawsze zresztą. Zanim przeczytałam ten rozdział, pomyślałam sobie: "Fajnie by było, gdyby szpiegiem został Torgal" i bum! Ostatnia linijka. Zaskoczenie, a potem dziki wewnętrzny śmiech(nie mogłam sobie na głośny pozwolić, bo w autobusie dziwnie się na mnie patrzyli) :D Czytając tę historię od samiuśkiego początku można dostrzec, jak zmieniał się twój styl pisania, a przede wszystkim punkt widzenia świata. Ale uważam, że ostatnie trzy rozdziały ukazują geniusz twojego geniuszu (jakkolwiek to brzmi XD ) Wątek romansu mąci myśli i przyspiesza serduszka czytelników, a fantastyka, która jakby na to nie patrzeć jest tłem całej historii dodała jej tego smaczku. Do do męskich bohaterów. Niech Viki wraca do Alexa, a Jasona zostawi mnie. Ja się nim zajmę. A tak wogóle jak on śmiał! Zawiodłam się na Alexie takie wstrętne słowa, po tym jak ją odrzucił. Ta cała rozmowa... żal mi ich dwójki(co nie zmienia faktu, że Jason jest mój) :D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

zakiraluna
 
Dwie kolejne lekcje mijają mi w oka mgnieniu, jak to jest że zwykle dłużą się niemiłosiernie, a kiedy zupełnie tego nie chcę, lecą jak z bicza strzelił? Po zakończonej, kompletnie bezproduktywnej sztuce wychodzę z sali numer dwa i rozglądam się za Jasonem. Nie ma go? Rozglądam się raz jeszcze i nigdzie nie widzę jego ciemnej sylwetki… wystawił mnie do wiatru. Idiotka, powinnam się domyślić! Pewnie już oczarował jakąś inną ,,piękną dziewczynę o pięknym imieniu” i to z nią je teraz ten cholerny lunch…zalewa mnie złość. Złoszczę się podwójnie, właśnie dlatego że się złoszczę! Jakiś cienki głosik w mojej podświadomości mówi mi , że powinnam odczuwać ulgę, że to tylko zaoszczędzi mi niepotrzebnych tłumaczeń… ale w głębi duszy jestem wściekła. Z zaciśniętymi pięściami ruszam korytarzem w stronę schodów, by sama udać się do stołówki, pomimo kompletnego braku apetytu, kiedy nagle czuję na swoim ramieniu czyjąś ciężką rękę, . Wytatuowaną. Zabiję go!
– O, jednak postanowiłeś zaszczycić mnie swoją obecnością… – Syczę, strząsając jego dłoń, a on patrzy na mnie jakby…urażony?
– Myślałaś że cię wystawiłem? – Nie odpowiadam, tylko splatam ręce na piersi i powoli schodzę po murowanych schodach. – Schowałem się za filarem…chciałem cię zaskoczyć. – Tłumaczy, a ja odczuwam po tych słowach swego rodzaju…ulgę? Bardzo niepożądane wrażenie, zwłaszcza w mojej sytuacji. W milczeniu wchodzimy do stołówki i Jason zajmuje jedyny dwuosobowy stolik w całym pomieszczeniu- na samym środku… świetnie, cała reszta będzie miała doskonały widok. Przedstawienie czas zacząć.
– Usiądź a ja przyniosę jedzenie. – Mówi i natychmiast mnie zostawia, nie dając nawet szansy zaprotestować… Ależ jest apodyktyczny- zupełnie nie to co Alex… no, może zupełnie nie to co stary Alex, nowego jeszcze nie rozgryzłam- mechanicznie zerkam w stronę jego stolika, siedzi razem ze swoją bandą, odwrócony do mnie plecami i właśnie kończy jeść… spaghetti? W każdym razie jakiś makaron.
Zajmuję wskazane miejsce i czekam, wpatrując się w kolorowy wzorek na szkolnej ceracie. Kilka sekund później wraca Jason, dzierżąc w dłoni dużą tacę- nie jestem w stanie dojrzeć co się na niej znajduje, dopóki jej nie postawi. Siada naprzeciwko i moich nozdrzy dociera wspaniały, jedyny w swoim rodzaju zapach pizzy… nawet nie zdawałam sobie sprawy jaka jestem głodna.
– Dzięki…– Mruczę i zabieram się za pałaszowanie swojego kawałka, on robi to samo, ale kończy znacznie szybciej ode mnie.
– Smakowało? – Pyta kiedy i ja kończę swój kawałek, a ja kiwam entuzjastycznie głową, humor mam znacznie lepszy niż na początku.
– Tak, dziękuję – Uśmiecham się ciepło, a on zamiera przypatrując mi się intensywnie.
– Co? – Pytam po przedłużającej się chwili, on zaś wygląda, jakby właśnie rozwiązał jakąś zagadkę.
– Masz śliczny uśmiech. – Wzdycham przeciągle…a więc dalej będzie mi słodził? Nie żeby mi się to nie podobało, przyznaję, że moje ego zostało mile połechtane ale…
– Czaruś… – Kręcę głową, uśmiechając się jak do krnąbrnego dziecka, on zaś śmieje się gardłowo i lekko pochyla w moją stronę, opierając przedramiona na stole.
– To prawda. Gniewasz się na mnie?
– Niestety nie. – Odpowiadam zrezygnowana.
– To dobrze… – Mruczy. Jak to jest, że używając tak prostych, w zasadzie nic nie znaczących słów, jest w stanie kompletnie mnie rozbroić, mimo że znam go dopiero parę godzin? Czy to jest właśnie zauroczenie? Zastanawiam się nad tym przez chwilę, on zaś wciąż patrzy się na mnie bez słowa.
– Co to jest? – Pytam, wskazując na jego odsłonięte przedramię pokryte jakimś wzorem, on zaś prostuje rękę i wyciąga ją na stole spodem do góry, prezentując tatuaż w całej okazałości. Koniuszki jego palców lekko muskają moje ramię, ale staram się tego nie zauważać…
– To cień orła szykującego się do ataku na swą ofiarę…ostatni cień. – Przyznaję, trochę mnie to przeraziło…
– Rozumiem, ostatni jaki widzisz w życiu… – Wyrażam swoje myśli na głos, rzucając tekstem z filmu, który akurat przyszedł mi do głowy,  a on kiwa głową, nagle poważniejąc. W zupełnie niekontrolowanym odruchu przesuwam swoją dłonią po tych zawiłych, skomplikowanych wzorach, zastanawiając się czy on sam nie jest przypadkiem takim orłem…a ja jego kolejną ofiarą…
– Jest piękny…– Wyszeptuję sama do siebie nawet nie patrząc na Jasona. Nagle czuję czyjś wzrok na karku i automatycznie odwracam się w stronę Alexa…niestety robię to w tym samym momencie co on, patrzy na mnie dziwnie, ze zmarszczonymi brwiami, a ja natychmiast odwracam się z powrotem w stronę swojego towarzysza. Nie mam ochoty na scenę zazdrości. Tym bardziej że przecież chyba nie jesteśmy parą…prawda?
– To twój chłopak? – Pyta Jason patrząc gdzieś za mnie z wyraźną wrogością…tylko tego mi brakowało. I co ja mam mu odpowiedzieć?!
– Nie…nie wiem…ja…
– To skomplikowane? – Podpowiada, a ja kiwam głową z wdzięcznością. W tej chwili rozlega się dzwonek oznaczający koniec przerwy. Nagle Jason delikatnie łapie mnie za dłoń i podnosi do swoich ust, całując delikatnie. Mimowolnie rozchylam wargi i przyglądam mu się ze zmarszczonymi brwiami.
– To nie potrwa długo… Mam zamiar wybić ci go z tej pięknej główki. Na dobre. – Delikatnie odkłada moją dłoń na stolik i wstaje, po raz kolejny zostawiając mnie w kompletnym szoku. Czemu on mi to robi? I czemu to tak bardzo mi się podoba…Biorę głęboki wdech i wychodzę, zupełnie nie radząc sobie z targającymi mną uczuciami…Co się ze mną dzieje, znam go zaledwie kilka godzin! Za to on zachowuje się jakbyśmy razem bawili się od piaskownicy…Jestem stuknięta…
Reszta zajęć mija mi zupełnie niezauważona, po czym powoli, noga za nogą udaję się do swojego pokoju…nie mam ochoty rozmawiać dziś z Aleksem…czuję się jakbym go zdradziła- ale przecież nic złego nie zrobiłam! To był tylko przyjacielski lunch…- powtarzam sobie w głowie, ale moje myśli wciąż pozostają zagłuszone przez ostatnie słowa Jasona.
Siadam na łóżku i pogrążam się w oczekiwaniu…to gorsze niż samo spotkanie. W końcu moje męczarnie dobiegają się, do pokoju bezceremonialnie wchodzi Aleks. Halo, może warto by było wcześniej zapukać? A gdybym była naga? Ta myśl natychmiast pojawia się w mojej głowie i mój chory umysł natychmiast znajduje odpowiedź: To by się przestraszył…i uciekł gdzie pieprz rośnie…
– Hej. – Mówi i uśmiecha się do mnie. Przez chwilę mam wrażenie jakby chciał mnie pocałować, ale niestety…albo stety…to tylko wrażenie. Klepie miejsce obok siebie dając mu znak by usiadł, po chwili materac ugina się pod dodatkowym ciężarem.
– Jak ci minął dzień? – Zadaję pierwsze pytanie jakie przychodzi mi do głowy, wszystko byle nie cisza.
– W porządku… – Odpowiada roztargniony – Z kim dzisiaj jadłaś? – Pyta natychmiast, a ja wzdycham w duchu. Czyli bez tego się nie obejdzie. Widział jak całuje mnie w rękę czy nie?
– Z Jasonem…mamy razem literaturę. – Staram się nadać swemu głosowi obojętny ton, on zaś nie wydaje się przekonany.
– Literaturę tak? I uważasz że to jest w porządku? – Marszczę brwi, słysząc jego oskarżycielski ton.
– O co ci chodzi?
– Chodzi mi o to, że nagle jesz lunch z jakimś wytatuowanym facetem. – Wydaje się coraz bardziej rozdrażniony…i tym samym sprawia, że i mnie puszczają hamulce.
– Co w tym dziwnego?! Mogłabym go jeść z tobą, ale ty żyjesz tą swoją bandą. – Zaczynam prawie krzyczeć.
– Mścisz się na mnie?! Masz o to pretensje?
– Nie! – Co za idiota! Biorę głęboki wdech, by trochę się uspokoić, krzykiem do niczego nie dojdziemy… – Tłumaczę ci tylko, że ja też mam prawo zjeść lunch z kim chce. Czasem jem go z Ifi, a czasem  z jakimś kolegą… – Kręcę głową z niedowierzaniem… że też kłócimy się o taką błahostkę! On zaś zrywa się z łóżka i odwraca do mnie z furią w oczach.
– I każdy kolega całuje cię w rękę? – Pyta przez zaciśnięte zęby a ja blednę. Czyli jednak widział. Już otwieram usta by mu się jakoś wytłumaczyć, ale…nie wiem jak. Co mam powiedzieć? Że to on mnie pocałował, a ja tylko mu na to pozwoliłam? Zapada długa, niezręczna cisza.
– Czego ty ode mnie oczekujesz? – Pytam w końcu cicho. Nie zniosę dłużej takiej niepewności. Niech się w końcu zdeklaruje…albo odejdzie.
– Jesteś moją… – Rozchylam usta i patrzę mu prosto w oczy, gotowa usłyszeć to co ma mi do powiedzenia. On zaś przez chwilę mi się przygląda, po czym nagle jego ramiona opadają, wygląda jakby stracił wszystkie siły…
–…przyjaciółką. – Dokańcza, a mnie zalewa smutek. Czuję się jakby mnie spoliczkował. Wolałabym żeby to zrobił. On mnie właśnie…odrzucił. Zamykam oczy walcząc z łzami, które się pod nimi pojawiły. Nikt nigdy mnie tak nie upokorzył.
– Przyjaciółką? – Prycham lekko i podnoszę na niego wzrok. Aleks, widząc w nich łzy wyciąga do mnie ręce, ale powstrzymuję go jednym ruchem dłoni.
– Viktoria, zrozum…–
– Już wszystko rozumiem. – Przerywam mu nagle łamiącym się głosem. – Myślę że powinieneś iść. – Wciąż stoi, patrząc na mnie, a ja czuję, że lada moment wybuchnę…dosłownie. – Proszę. Idź. – Dopowiadam cicho, a on spuszcza głowę i wykonuje moje polecenie. Ostatnie co słyszę to odgłos zamykanych drzwi i po moich policzkach zaczynają toczyć się gorące łzy, a z gardła wydostaje się szloch bezradności.
Jak to możliwe, że dzień, który tak wspaniale się zaczął może tak beznadziejnie się skończyć?
_________________________________________________________
Wielkimi krokami zbliżamy się do końca :)
  • awatar serpentard210: Boskie!!!
  • awatar SallyLou: Hę? Dopiero zaczęłam się zżywać z Viki, a już niedługo koniec? Muszę przyznać, że to opowiadanie jest bardzo oryginalne, a Alex podbił moje serce ( nie wiem czemu coś mam z boskimi blondynami :D ), choć nie rozumiem zbytnio jego zachowania w stosunku do bohaterki. No mógł jej więcej uczuć okazać... No nic, wolę nie gdybać bo i tak nie trafię :D Ale będę czekać na dalszy ciąg :D
  • awatar Gavot i spółka: Nie mogę się doczekać aż bedzie koniec bo chce zobaczyć jak ta historia sie zakończy ale z drugiej strony wcale tego końca nie chce ;-;
Pokaż wszystkie (4) ›
 

zakiraluna
 
Dzisiaj coś innego, w końcu stworzyłam kolejny rozdział opowiadania, który na długi, długi czas porzuciłam...zapraszam do lektury dalszych życiowych potyczek Viktorii :)
_________________________________________________________
Pierwsze zajęcia to literatura. Wchodzę do niedużej, jak na ten instytut sali, i zajmuje jedyne wolne miejsce- niestety w pierwszym rzędzie, tuż przed biurkiem nauczycielki. Udaję że nie widzę tych wszystkich wlepionych we mnie spojrzeń, ale prawda jest taka, że ich wzrok niemalże wypala mi dziurę w plecach.Chyba nigdy jeszcze nie chciałam, żeby moje zajęcia rozpoczęły się tak szybko.
– Witajcie. – Mówi nieduża postać przy drzwiach i wszystkie głowy zwracają się w tamtą stronę. Uff…chociaż przez chwilę patrzą na kogoś innego. Nauczycielka ma nie więcej niż metr pięćdziesiąt wzrostu, ubrana jest w luźną, sięgającą kolan sukienkę w odcieniu brudnej zieleni, przy jej uszach kołyszą się długie, srebrne kolczyki o bliżej nieokreślonym kształcie, dodatkowo wyeksponowane przez króciutkie, niemalże żołnierskie włosy koloru piasku. Wygląda jak jakiś elf…albo duszek. Przechodzi wzdłuż ławek i po pomieszczeniu rozchodzi się stukot obcasów…o rany, musi być naprawdę niska.  Nie siada, staje tuż przed moim nosem, unosi dumnie podbródek i zaczyna mówić.
– Na ostatniej lekcji skończyliśmy mity, dzisiaj zaczniemy Biblię. – Głos ma niski i mocny, zupełnie nie idzie w parze z wyglądem.
– Będziecie pracować w parach. – Jęknęłam w duchu. Świetnie. Tylko tego mi było potrzeba. Ale może pozwoli mi pracować samej? Rzucam jej niepewne spojrzenie, kobieta natychmiast je odwzajemnia, zupełnie jakby miała jakiś radar…przygląda mi się bacznie i lekko marszczy brwi.
– Jason! – Krzyknęła nagle, wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku, a ja niemal podskoczyłam na metalowym krześle… to nie elf, ani duszek- to istny diabeł w ludzkiej skórze! Nie dodaje nic więcej, najwyraźniej wszyscy już zdążyli nauczyć się domyślać jej poleceń…
Słyszę, gdzieś za sobą odgłos odsuwanego krzesła, ale nie odwracam się. Wolę nie. Skoro kazała jakiemuś chłopakowi przysiąść się do mnie musi być dobry…już wyobrażam sobie pokurczonego i nieśmiałego kujona w okularach, ale kiedy w końcu odwracam głowę do mojego towarzysza moje spojrzenie natychmiast zmienia się z pogardliwego na… zszokowane, a usta mimowolnie się otwierają. Chłopak koło mnie jest nieziemsko przystojny- kruczoczarne włosy opadają mu lekko na twarz, ciemne jak noc oczy przewiercają mnie na wylot, podbródek zdobi kilkudniowy zarost… Pierwsze co wpada mi do głowy to fakt, że Jason stanowi całkowite przeciwieństwo mojego złotowłosego Alexa. Jak mogłam wcześniej go nie zauważyć? Po raz kolejny ogarnia mnie czarna rozpacz, wyobrażam sobie jak ja sama teraz wyglądam…cholera!
– Cześć… – Mówi niskim, lekko zachrypniętym głosem i uśmiecha się drapieżnie, wciąż przewiercając mnie spojrzeniem.
– Cześć – Odpowiadam dosyć słabo– …Jason. – Dopowiadam już nieco pewniej.
– Jak ci na imię? – Kompletnie ignoruje nauczycielkę, za to ja zerkam na nią co chwilę, bojąc się że lada moment mnie ukaże. Przełykam ślinę.
– Viktoria – Odpowiadam, mając pełną świadomość, że w całej klasie nie ma już ani jednej osoby która nie przyglądałaby się mnie i Jason’owi… mam ochotę krzyknąć żeby nastawili uszy…
– Piękne imię dla pięknej dziewczyny. – Mówi z uznaniem a ja prycham, lekko się rozluźniając. No naprawdę… nie stać go na nic lepszego? Nie wierzę, tym bardziej że w tej chwili nie jestem w swoim najlepszym wydaniu.
– Pewnie mówisz to wszystkim dziewczynom. – Zauważam odważnie lekko się uśmiechając, a on unosi dłoń i drapie się lekko po brodzie. Na jego przedramieniu dostrzegam jakiś tatuaż, ale na razie nie jestem w stanie go rozszyfrować.
– Nie… – Kręci głową i uśmiecha się krzywo. – Tylko wybranym. – I co ja mam na to odpowiedzieć? Zaraz zabraknie mi powietrza…na szczęście wybawia mnie nauczycielka. Z niejaką ulgą przenoszę na nią wzrok, chociaż widok nie jest nawet w połowie tak przyjemny jak poprzedni.
– Wyciągnijcie Biblię i otwórzcie na Księdze Objawienia… – Mrugam przerażona. Skąd ja mam niby tą Biblię wziąć?! Nieśmiało zerkam na swojego towarzysza i oddycham z ulgą widząc jak wyciąga z plecaka grubą, czarną książkę.
– Czyżbyś zapomniała? – Mój towarzysz patrzy na mnie z lekką kpiną w oczach, a ja wzruszam bezradnie ramionami.
– Dawno nie było mnie na zajęciach… – Używam całej swojej samokontroli by nie wzdrygnąć się na wspomnienie tamtych wydarzeń, a Jason kiwa lekko głową.
– W takim razie dobrze że jesteśmy razem. – Znowu posyła mi ten swój drapieżny uśmiech, a ja wstrzymuje lekko oddech. Cholera, co jest ze mną nie tak?! –  W parze. – Dopowiada jakby czytał mi w myślach, a ja gorączkowo przytakuję.
– Porozmawiamy dzisiaj o demonach, zanim zaczniecie czytać, musicie wiedzieć że wschód starożytny przypisywał swoistą osobowość tysiącom tajemniczych sił, których obecności dopatrywano się poza wszelkim złem, jakie nawiedzało człowieka.
– Nauczycielka na szczęście przerywa tę żenującą sytuację –W religii babilońskiej istniała bardzo skomplikowana demonologia oraz liczne egzorcyzmy, które miały na celu uwolnienie ludzi, rzeczy albo miejsc osaczonych przez demony. Te obrzędy, w swej istocie magiczne, stanowiły bardzo ważną część medycy¬ny, ponieważ każdą chorobę przypisywano działaniu jakiegoś złego ducha. – Demony? Hm, to może być ciekawe. Mam wrażenie że jeden siedzi koło mnie… Zerkam na swego towarzysza i korzystając z tego że on w tej chwili patrzy na nauczycielkę, studiuję jego profil- prosty nos, wyraźnie zaznaczone łuki brwiowe i równie wyraźna linia szczęki…w uchu zaś dostrzegam niewielki kolczyk. Zupełnie nie pasuje mi do reszty pierwszopoziomowców…
– Dlaczego mi się tak przyglądasz? – Mówi i dopiero wtedy odwraca twarz w moją stronę, a ja czuję jak na moje policzki wykwitają rumieńce.
– Nie wyglądasz jak typowy pierwszopoziomowiec… – Mówię pierwsze co przychodzi mi do głowy i badam jego reakcję- mruga w pierwszej chwili, jakby zbity z tropu, zaraz jednak uśmiecha się szeroko, ukazując białe, proste zęby.
– Nie podobam ci się? – Wypala nagle, a ja blednę. Rany, co ja mam na to odpowiedzieć ?! On zaś przechyla głowę na bok, wyraźnie czekając na odpowiedź…
– Nie znam cię… – Mówię wymijająco.
– Mam zamiar naprawić ten błąd. – Odpowiada, a mnie dosłownie miękną kolana… – Zjedz dziś ze mną lunch. – W głowie szaleje gonitwa myśli, na chwilę odrywam od niego wzrok, bo jego oczy są zbyt…dekoncentrujące. Co powie Alex? Alex jest moim…no właśnie kim jest? Uratował mnie, czuję coś do niego, ale… Cholera, przecież to tylko lunch! Nie ma co robić afery, po prostu mu odmówię, powiem że mam inne plany… Spoglądam na niego i już otwieram usta, ale w tej chwili czuję że…nie dam rady. Chcę zjeść z nim ten lunch! A co mi tam, Alex i tak zawsze je ze swoją świtą!
– Okej. – Odpowiadam po prostu, a on uśmiecha się z satysfakcją.
– Świetnie. Będę na ciebie czekał pod dwójką. – Przypominam sobie swój plan…faktycznie, przed przerwą obiadową mam sztukę w dwójce. Skąd on o tym wie?
– Teraz wy.– Mówi nagle nauczycielka patrząc prosto na mnie. Cholera… a o czym mówimy? Już mam zapytać jakie było pytanie, kiedy niespodziewanie przemawia Jason.
– Według przekonania późniejszego judaizmu świat demonów organizuje się w sposób bardziej systematyczny. Demony są uważane za upadłych aniołów, wspólników grzechu szatana i obecnych jego pomocników. Chcąc przedstawić ich upadek, pisarze z epoki późnego judaizmu odwołują się albo do mitycznego obrazu wojny gwiazd, bądź do opowiadania o pierwotnej wojnie Jahwe z bestiami, które są uosobieniem morza, albo wreszcie przejmują starą tradycję dotyczącą synów Bożych, którzy zakochali się w śmiertelnych kobietach, lub po prostu przedstawiają demonów jako buntowników bluźniących Bogu . – Mówi płynnie a ja patrzę na niego z rozdziawionymi ustami – Jakkolwiek by było, demony uchodzą za istoty nieczyste, odznaczające się pychą i rozpustą. Nękają ludzi i usiłują wciągnąć ich do złego. Aby ich zwalczyć, człowiek ucieka się do egzorcyzmów, które nie mają już teraz jak kiedyś w Babilonie charakteru magii, ale są pewną formą modlitwy błagalnej: żywi się  nadzieję, że Bóg poskromi szatana i jego zwolenników, jeśli człowiek odwoła się do potęgi Jego imienia. Wiadomo zresztą, że anioł Michał i jego niebieskie wojska prowadzą ustawiczną walkę z demonami i przychodzą z pomocą człowiekowi. – Dokańcza, a nauczycielka kiwa głową z uznaniem i przechodzi do następnej pary, ja zaś wciąż się na niego gapię.
– Co to było? – Wykrztuszam.
– Mam dosyć podzielną uwagę. – Odpowiada. Nie to co ja, dodaję w myślach. Na moje szczęście kilka sekund później odzywa się głośny dzwonek kończący zajęcia. Powoli wstaję i mam zamiar udać się do wyjścia, ale nagle czyjaś silna dłoń łapie mnie za rękę, czuję jakby przez całe moje ciało przepłynął prąd. Odwracam się i widzę Jasona- jest wyższy niż się spodziewałam, góruje nade mną niczym słońce, muszę więc nieco zadrzeć głowę by dostrzec jego twarz.
– Widzimy się na lunchu?– Kiwam tylko głową. Czy on się upewnia? O co tu chodzi? Przecież powiedziałam że tak…
– Nie mogę się doczekać… – Dopowiada, mruga do mnie i szybko wychodzi z Sali zostawiając mnie w stanie kompletnego osłupienia.
Idąc pod kolejną salę dopada mnie coś na kształt…smutku? Odrętwienia? Miałam szukać potencjalnego zdrajcy, tymczasem zupełnie nie mam do tego głowy… Najpierw Alex i jego dziwne zachowanie…potem Torgal i jego złość…a teraz jeszcze ten Jason. Nie będzie łatwo to wszystko pogodzić…
  • awatar Lisa Angels: "Z niejaką ulgą przenoszę na nią wzrok, chociaż widok nie jest nawet w połowie tak przyjemny jak poprzedni." Całkowicie się zgadzam Jason jest moim bohaterem! Uwielbiam go, całkowicie mój typ. Ach... Co tam Alex! Ja też chcę zjeść śniadanie w towarzystwie Jasona. Ach... Wracam na ziemie. Podoba mi się, jak go poznała, a jeszcze bardziej podoba mi się opis demonów na lekcji. Zaimponował mi, jak nic. Aż żal mi się robi, gdy pomyśle, że to opowiadanie zbliża się ku końcowi :C Co nie zmienia faktu, ze nie mogę się doczekać :D
  • awatar Gavot i spółka: Nareszcie! :D tyle czekałam! Bardzo fajne. Juz sie zaczynam spodziewać rożnych rzeczy, snuć najdziwniejsze teorie...! Ale nikomu nie powiem dopóki sie nie przekonam że są prawdziwe!
  • awatar Lotar King: Dobre ! Mnie się opowiadanie bardzo podoba.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

victoriabrook
 
No więc cześć.
Po pierwsze "Brook" to nie jest moje prawdziwe nazwisko:)
Victoria Brook to mój pseudonim, którego będę używać. Po prostu nie mam ochoty na udostępnianie mojego nazwiska wam wszystkim.
Na tym blogu chciałabym umieszczać wpisy o mnie, o otaczającym mnie świecie i po prostu o wszystkim.
Więc po pierwsze, to mam 14 lat i na imię mi Wiktoria.
Nie mam konkretnego ulubionego gatunku muzycznego.
Lubię The Janoskians, ale nie dlatego, że są przystojni. Po prostu lubię ich muzykę i według mnie są bardzo zabawni. W sumie to stąd w drugim członie mojego pseudonimu "Brooks". Chyba każda Janoskianator uwielbia rodzeństwo Brooksów:)
Troszkę zeszłam z tematu, ale nieważne.
Jestem niska, mam niecałe 160 cm.
Ważę 57 kg:)))))
Mówiłam, że nie jestem szczupła. Ani tym bardziej idealna.
Chciałabym tutaj również wstawiać zdjęcia tego, jak dobieram ubrania. Czyli w sumie "stylówek"? Jezu, nie wiem:')
Wiem, że nie dla każdego przyjemne jest, jak gruba dziewczyna wypina się przed aparatem, ale po prostu poprzez ten blog chciałabym również pokazać, że nie ma się czego wstydzić.
Hmm.. O! Od razu na początku podkreślam, że na zdjęciach nie pokazuję twarzy. Po prostu nie mam ochoty.
Jeżeli macie jakiekolwiek pytania, piszcie w komentarzach. Na wszystkie z chęcią odpiszę.
A teraz może mały spam zdjęciami z Tumblra, które osobiście uwielbiam?:))

a sddcq.jpg


cajsbn.jpg


cs.png


large.jpg


superthumb.jpg


tumblr_njafnxGO8V1si1fxko1_500.jpg


Nie zwracajcie uwagi na nazwy niektórych zdjęć:-)
To w sumie na tyle.
Pozdrawiam, VB<3:)
  • awatar Domisiulek*.*: Powodzenia, zapowiada się ciekawy blog, obserwuję :) Zapraszam do mnie, może coś Cię zainteresuje :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

andplum
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

queenludmi12344
 
Hey! Jestem Sonica. Mam 14 lat, długie blond włosy i niebieskie oczy. Jako szalona marzycielka jestem dość tajemnicza a mój charakter się zmienia. Interesuję się muzyką, rysowaniem, zwierzątkami i modą. Żyję w swoim świecie... Niektórzy myślą, że mój świat otwiera się poprzez marzenia. Między innymi to tak ale takie osoby jak ja mogą tworzyć własny świat. Ale... O co właściwie chodzi? O to , że posiadam moce nadprzyrodzone! W moim wieku ciągle mi przybywa mocy. Chodzę do szkoły w której niewiele osób posiada moce. Mieszkam w Ameryce na wsi zwanej Fosstry. Jestem jedną ze strażniczek świata mocy. Moja przyjaciółka Victora opiekuje się ogniem a ja ogniem i muzyką. Victoria ma długie blond włosy zielone oczy i różowe zadbane ciuchy.
Pewnego weekendu zadzwoniła do mnie Viki:
-Hey Sonia!
-No siemanko! Co tam?-spytałam.
-Wszystko dobrze. Spotkamy się dzisiaj?
-No jasne! Gdzie? O której?-zgodziłam się po czym zadałam serię pytań.
-W mieście w centrum parku! O godzinie 14: 00
-No spoko! To dozobaczenia!
-Paa!-pożegnałyśmy się.
5km od nas jest niezbyt duże miasteczko Miclev a w centrum piękny park z fontanną i wieloma drzewami.
Kiedy rozmyślałam co porobić przez ten czas napisał o mnie Michael. Mój chłopak który także jest strażnikiem ognia.
,,Cześć! Co robisz po południu?"
Odpisałam mu:
,,Spotykam się z Victorią w parku. A co?"
Przez dłuższy czas nie odpisywał. Gdy wybiła godzina 13 mama zawołała mnie na obiad. W kuchni czekał na mnie obiad-Makaron z sosem pomidorowym. Wzięłam talerz i poszłam do pokoju. Gdy zjadłam spakowałam w nową niebiesko-białą torebkę telefon chusteczki wodę i małe lusterko ze szczotką.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

cpewebloga
 
They say women spend more on clothing than men and women spend more on handbags than men. Handbags are a real obsession of women, especially the nice and elegant designer’s handbags. However, with so many designer bags available to choose from, how can anyone choose the most popular and most valuable one? You may see … Continue reading 10 Most Popular Handbags and Celebrities Using Them www.computer-product-equipment.biz/10-most-popul…
 

zakiraluna
 
,,Tajemnice"
przycisnęłam głowę do ściany, mając nadzieję, że jej chłód choc troche uśmierzy ból. Nie za wiele to pomogło, no ale cóż, przynajmniej nie był juz tak przeszywający. Przymknęłam oczy, z nadzieją, że to pomoże. Pozwalam sobie odpłynąć, kiedy słyszę ciche kroki, a chwilę potem głośne trzaśnięcie drzwiami, które natychmiast daje znać mojej zbolałej głowie. Otwieram oczy i już-już mam rzucic w stronę tej osoby odpowiednia uwagę, ale widzę, że to Torgal, zamykam więc buzię i dalej sie opieram. Pan Stooler ubrany jest w szary, nienaganny garnitur i białą, jeszcze bardziej nienaganna koszulę. Wychodzi na środek sali i kiedy zaczyna mówić, wszyscy milkną. Widać, że dażą go szacunkiem, wcale sie nie dziwię, bo sama odczuwam przed nim wielki respect.
-Witajcie moi drodzy- Mówi rozkładając ręce jak polityk -pewnie zastanawia was powod, dla którego przerwałem wam lekcje- uśmiecha się- A więc, nie owijając w bawełnę. Jak juz pewnie zauważyliście, w tym roku dołączyło do nas bardzo dużo ludzi. Tylko w przeciągu ostatnich 3 tygodni przyjęliśmy pod swoje skrzydła, siedmioro. Chcę, abyście wiedzieli, że wcześniej raczej to sie nie zdażało, ale nie jest to powod do zmartwień. Przynajmniej narazie. Jednak zważywszy na sytuację, w jakiej się znajdujemy, chciałbym prosić was, i tu zwracam sie do poziomu pierwzszego o wsparcie.-Prycham, na szczęście na tyle cicho, że nikt nie zwraca na to uwagi- Wiem, że nie jest was dużo i że macie wystarczająco dużo swoich...-zatrzymuje się, marszczy brwi i mówi: obowiązków- Jeszcze jedna tajemnica? Nie za dużo tego? O jakie obowiązki mu chodzi? Moja Wewnętrzna Ja gromi mnie wzrokiem. ,,Przestań wszędzie widzieć sekrety!" zdaje się krzyczeć. Głos Torgala staje sie troche cieplejszy -Pamiętajcie, że wy tez przez to przechodzilięsie i że wam też nie było łatwo-taa, twoi chłopcy już okazali mi ogromne ,,Wsparcie"-myślę. Wspomina jeszcze o sprawach bieżących, typu nowy nauczyciel, od tego i tamtego bla, bla, bla- No dobrze to by było na tyle, nie będę was dłużej zatrzymywać. Gdyby ktoś chciał ze mna porozmawiać, to wiecie, gdzie mnie szukać- Kończy swoją przemowę, śmiecha sie a wszyscy wstają. Wszyscy oprócz pierwszopoziomowców. Oni siedzą na swoich miejscach, jakby na cos czekali. W końcu równiez wstają, ale nie udaja się do wyjścia, jak ja, tylko prosto w strone dyrektora, a on nie wyaje sie ani troche zdziwiony. No cóż, widocznie mają jakąś sprawę- z ta myślą wychodzę za drzwi , ale tuz za nimi zatrzymuje się i kiedy pozostałych nie widac już na korytarzu, przyciskam ucho do framugi drzwi. Ciekawość. ,,To pierwszy stopień do piekła!" mówi moje Racjonalne Ja, ale juz dawno przestałam go słuchać. To jest silniejsze ode mnie. Pomimo, że rozmowa toczy się normalnym tonem, to i tak ciężko jest mi wyłapac kontekst. Słyszę tylko urywki.
-....NIe dajemy juz sobie rady, a ty jeszcze każesz nam ich niańczyć, to...
-...Ostatnim razem o mało nie straciliśmy jednego z nas...- ostatnim razem czego?
-...To sie robi coraz bardziej niebezpieczne...- Oburzone głosy i potulny, cichy ton Torgala, jakiego jeszce u niego nie słyszałam.
...Wiem...wiem, ale uwierzcie mi, gdyby to zależało ode mnie, nie bralibyście w tym udziału...- w czym???Powiedźcie w końcu w czym!!!Ale nie doczekuję sie odpowiedzi, za to słyszę kroki w moim kierunku, więc szybko przebiegam korytarz i, juz normalnym tempem wchodzę po schodach, jakbym właśnie wracała ze stołówki. Zerkam na zegar na ścianie. Dobrze się składa, trwa akurat pora lunchu. Ale najpierw muszę znaleźć cos na ten potworny ból głowy. Skręcam, więc i udaje się do pokoju medycznego. Pukam kilka razy, a kiedy nikt nie odpowiada, delikatnie pociągam za klamkę i wchodzę. Pusty. Hm...Widać pielęgniarka tez była głodna . Trudno sama cos znajdę, w końcu to żadna filozofia. Coś przeciwbólowego np. Paracetamol to wszystko czego potrzebuję. Przeglądam szklane szafki z opakowaniami leków, ale nic nie znajduję. Kurczę, ja nawet nie kojarze tych nazw! Wszystkie fiolki sa ułożone alfabetycznie, ale to i tak nic nie daje, bo nie ma czegos takiego jak Paracetamol, czy ibuprofen. Cholera. Przeciez nie wezmę proszka, jeśli nie wiem na co jest!Przetsząsam kolejne szafki.
-Co tu robisz?- aż podskakuję, prawie upuszcając blado fioletowe opakowanie i szybko odwracam sie w stronę drzwi. Stoi w nich Alex ze zmarszczonymi brwiami. Noi proszę, znowu sie spotykamy. I znowu, to ON pyta się MNIE, to tu robię, chociaz mogłabym zapytac o to samo. Po chwili wahania wchodzi do pokoju, cicho zamykając za soba drzwi i siada na kozetce. Przyłapuję się na tym, że przyglądam się mu z zachwytem. W jego ruchach jest sporo gracji, a jego twarz...Hej, o czym ty myślisz?- przywołuje sama siebie do porządku, a on przygląda mi się, wyraźnie czekając na odpowiedź. Już mam na końcu języka jakąś ciętą uwagę, że to nie jego interes, bla bla bla, ale coś powstrzymuję mnie przed wypowiedzeniem jej na głos, zamiast tego mówię więc:
-Szukam, czegoś na ból głowy. A ty mógłbys się tak nie skradać- zarzucam mu, na chwilę zapominając o tym, że przed chwilą sama bezwstydnie podsłuchiwałam pod drzwiami.
-Nieźle sobie przywaliłas co?- Pyta i tym samym zbija mnie z tropu. Jak to ,,sobie przywaliłaś"? Pomimo, że jego ton niby był współczujący, to i tak wszystko się we mnie gotuje.
-Sama sobie nie przywaliłam-syczę- zrobił to twój nadęty kolega, jak mu tam, Rick?- Wymawiam jego imie przez zacisnięte zęby.
-Troche go poniosło...- odpowiada. Jego ton jest tak piekielnie opanowany, że aż mnie rozsdadza.
-Poniosło go??! trochę?! Mógł mi zrobic krzywdę!- Patrzy na mnie unosząc na moment brwi. Zastanawiam się, czy powinnam mu podziękować. ale z drugiej strony, mógł powstrzymać Ricka troche wcześniej, zanim ten zdążył mnie popchnąć.
-Ale nie zrobił- patrzy gdzieś za mnie- no, przynajmniej nie za dużą. Przez chwilę mierzymy sie wzrokiem, po czym on wstaje, i podchodzi do mnie, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Stoi na tyle blisko, że mogę poczuc jego zapach. Silna odurzająca woń, kojarząca się z drewnem i dopalającym się ogniskiem. Po chwili wyciąga ramię w stronę szafki, wyjmuje coś i cofa się. -Masz, połknij to. Tylko nie więcej niz jedną- mówi, i podaje mi, jak sie okazuje białą fiolkę z kolejna etykietką, która nic mi nie mówi. Marszczę brwi.
-Dzięki...skąd wiedziałeś?- Uśmiecha się z drwiną, dokładnie tak samo jak Rick. CZy oni ich tego gdzieś uczą?! Stoi teraz, nonszalancko oparty o drzwi, z rękami w kieszenich.
-Jestem na pierwszym poziomie, zapomniałaś?- jego ton, pełny kpiny i arogancji, działa na mnie, jak płachta na byka.
- Ty...- Po raz kolejny wyprowadził mnie z równowagi. Biorę głęboki oddech, by nad soba zapanować. Wystarczy jak na jeden dzień.
-Mam na imię Alex- dokańcza za mnie i tym samym powoduje, że szuflada z napisem ,,opanowanie" zostaje szczelnie zamknięta, a klucz wyrzucony.
-Wiem! Wiem, że masz na imię Alex! A teraz wiem jeszcze, że jesteś takim samym dupkiem jak tamten. Po co tu wogule przyszedłeś?!- jego uśmiech przygasa, ale ja zdążyłam się już rozkręcić.- I dla twojej wiadomości, ja tego tak nie zostawię! Nie będę, życ w strachu przed tobą i Twoją świtą! Ani ja, ani inni! Pójdę do Torgala!- Jego uśmiech całkiem gaśnie, twarz przybiera postac maski wykutej z lodu. Powoli, pochyla głową, i idzie w moim kierunku, pocierając nos kciukiem. Kiedy staje naprzeciwko mnie, przestaje, a ja zaczynam sie bać, że mnie uderzy i na tę myśl cała się w sobie kulę, on jednak tego nie robi, podnosi tylko głowę i zaczyna mówić:
-I myślisz, że on ci uwierzy? Albo, że jakiś inny dzieciak powie prawdę? Nie sądzę. Jesteś nikim- jego słowa tną jak noże- Dziewczynka z piątego poziomu o niewyparzonym języku, którą kręci podsłuchiwanie- czerwienie się. skąd on wie?- Tak, wiem, I inni też wiedzą- Czerwienię się jeszce bardziej, i czuję strach.. Ale on wydaje sie niewzruszony i kontynuuje:-Ty, przeciwko nam. Jestes pewna, że chcesz iść do Torgala?- Kładzie dłonie po obu moich stronach, przyszpilając mnie do ściany i nie pozwalając mi sie ruszyć. Nie odpowiadam, tylko kulę sie jeszcze bardziej i spuszcam głowę. Trzyma mnie tak jeszcze chwilę, po czym odpycha się od szafek, i wraca pod drzwi.
-Tak myślałem- patrzy na mnie beznamiętnie
Nie spodobało mi się, że nazwał mnie nikim. Nie spodobało mi się, że nazwał innych dzieciakami. Nie spodobało mi się, że przyłapal mnie na podsłuchiwaniu. Ale skoro naprawdę tak mysli, to dlaczego, choć późno ale jednak, powstrzymał Ricka przed oddaniem mi?
- Skoro jestem nikim- głos coraz bardziej mi się łamie- a reszta tylko banda dzieciaków, to dlaczego go powstrzymałeś? Dlaczego nie pozwoliłeś mu ponownie mnie uderzyć? Dlaczego?- za wszelka cene trzymam się gniewu, bo wiem, że kiedy przestanę, to się rozkleję, a tego nie chcę za żadne skarby. Tymbardziej przy nim. Kiedy podnoszę wzrok, widzę, że mruga, jakby zdziwiony moimi słowami. widać nie spodziewał się takiego pytania.
-Nie wiem- odpowiada w końcu i jak szybko może, wybiega z pokoju. Głośno wypuszczam powietrze. Opieram dłonie o kolana i próbuje się uspokoić. Kilka minut później, ignorując wewnętrzny opór, połykam tabletkę, którą dał mi Alex. Mija kilka sekund i czuje się...dziwnie. Mam mroczki przed oczami. Chwytam sie ściany. Wszystko wiruje, nogi mam jak z waty i czuję, że zaraz zwymiotuje. Ponadto w głowie czuje bolesne pulsowanie. Może minęlo pare sekund,a może pare minut, w każdym razie wszystkie objawy, włącznie z całym bólem głowy mijająm jak ręką odjął. Poruszam na próbę głową i nic nie czuję. O kurcze. Może troche to dziwaczne, ale podoba mi się. Kiedy mój organizm nie jest juz nakierowany na wyłączne odczuwanie bólu i złości, zdaję sobie sprawę, jaka jestem głodna. Przeglądam sie w lustrze na ścianie, poprawiam włosy i wychodzę z zamiarem pójścia do stołówki.
  • awatar Lisa Angels: Też chce takie tabletki, wreszcie bym się dobrze czuła
Pokaż wszystkie (1) ›
 

zakiraluna
 
,,Lekcja życia"
Wchodząc po schodach zastanawiam się jaką mam następną ,,lekcję". Ale już po chwili nie muszę tego robić, bo mój wzrok wędruje na kwadratową kartkę, powieszoną na tablicy ogłoszeń z informacją o apelu dla wszystkich poziomów na sali gimnastycznej. Hm...po raz pierwszy zobaczę wszystkich na raz pierwszy,a co za tym idzie oni mnie też, więc...warto byłoby pokazać się z dobrej strony. Z tą myślą wkraczam do pokoju i udaję się pod prysznic. Ciepła woda działa kojąco na moje obolałe ciało.Kiedy już całą ją zużywam, wychodzę i owijam się dużym ręcznikiem frotte, po czym suszę włosy i pozwalam , by delikatnymi falami spływały mi na ramiona. Dzięki, że chociaż raz w życiu układają się tak, jak bym chciała- mamroczę, stojąc przy otwartej torbie z ciuchami- jeszcze nie zdążyłam się rozpakować. Decyduję się na niebieskie, dopasowane jeansy i dziewczęcą granatową bluzkę z rękawem 3/4. Makijaż ograniczam do nałożenia na usta cienkiej warstwy błyszczyku i tuszu do rzęs. Przeglądam się w lustrze. Hm...Czegoś tu brakuje. Szperam w kosmetyczce i...tak! Filigranowy wisiorek z drobnymi diamencikami dopełni całość. Unoszę ręce z zamiarem zapięcia go na karku i na całych przedramionach widzę sińce i zadrapania- pamiątki po treningu. Niech to licho! Tylko tego mi brakowało. Zastanawiam się chwilę, po czym narzucam czarny cardigan z długim rękawem. No i proszę. Wyglądam całkiem nieźle. Wsuwam stopy w czarne, pasujące do sweterka baleriny i wychodzę.
Idąc w stronę sali widzę innych i trochę podnosi mnie na duchu, że chociaż garstka z nich, choć niewielka, wydaje się równie zagubiona jak ja, kiedy się tu zjawiłam. Wszyscy zwartą gromadą idą w stronę drzwi, ale w pewnym momencie z szokiem stwierdzam,że tłum jakby się rozstępuje. Wszyscy ze spuszczonymi głowami schodzą na bok i dopiero tam idą dalej. Robię to co oni i zatrzymuję się. O co tu chodzi? Zastanawiam się, i wtedy widzę grupę może 15 ,osób idących środkiem korytarza jak jakaś delegacja. Wyglądają doroślej i poważniej. Wszyscy mają dumne pozy i wysoko podniesione głowy. Ach tak. To pewnie poziomu pierwszy.Najstarsi. Kiedy mnie mijają dostrzegam Jego. Złotowłosego chłopaka z lasu, który nawiasem mówiąc na mnie nakablował. To dziwne, wydawało mi się, że jest w moim wieku. W momencie kiedy mnie mijali, popatrzyłam na niego, a on, jak na zawołanie odwrócił twarz i przyszpilił mnie spojrzeniem. Z jego oczu trudno było cokolwiek wyczytać, ale ten wzrok był tak intensywny, że musiałam przytrzymać się ściany.
W końcu się odwrócił i razem ze swoją świtą poszli dalej, ale nie weszli do sali, tylko zatrzymali się przy wejściu i cicho o czymś dyskutowali. Kątem oka zauważyłam, jeszcze jego dłonie- zaciśnięte w pięści. Otrząsnęłam się z szoku i mijając ich ze spuszczoną głową weszłam do sali.Niepewnie zrobiłam kilka kroków i rozejrzałam się szukając wolnego miejsca.
-Viki!- Zawołał ktoś z pierwszego rzędu, ale nie od razu, rozpoznałam ten głos, lecz kiedy zobaczyłam posiniaczoną rękę, z mnóstwem kolorowych bransoletek machającą do mnie, już wiedziałam, że to Ifi. Uśmiechnęłam się i szybko do niej podeszłam.
-Siadaj, zajęłam ci miejsce-powiedziała. Była ubrana w kolorową bluzkę z krótkim rękawem i zielone spodnie, a włosy pozostawiła w nieładzie. Bynajmniej nie przejmowała się siniakami.
- Dzięki- odpowiedziałam i zajęłam miejsce na czarnym, dość wygodnym krześle. Koło mnie siedzieli Tony i Milano, dobrze, że maja inne włosy, inaczej bym się nie połapała, który jest który. Na początku atmosfera była trochę napięta, zdawkowe pytania o samopoczucie itp. ale już po chwili wszyscy się rozluźnili.
-Wiecie, czego dotyczy ten apel?- zapytałam. Chłopaki popatrzyli na mnie i pokręcili głowami.
- Brat mi mówił, że Torgal je organizuje, kiedy przyjmuje do siebie więcej niż 5 osób w ciągu pół roku. 5? Tylko tyle?
-Masz tu brata?- Niemal chórem zapytali bliźniaki i wszyscy, włącznie z nimi zaczęliśmy śmiać się w głos. Pochyliłam głowę i oparłam ja na rękach, ciągle się śmiejąc, kiedy zauważyłam, że moi towarzysze zamilkli. Podniosłam się i odgarniając włosy z twarzy,zapytałam:
-Co jest?- Kiedy już włosy nie zasłaniały mi twarzy i zobaczyłam o co chodzi, z mojej twarzy również zniknął uśmiech. Nad nami stało czterech chłopaków, patrzących na nas z góry z rękami splecionymi na piersiach. Rozpoznałam w nich gości z korytarza, którym wszyscy zeszli z drogi. Był wśród nich Pan Tajemniczy.
-Musimy się przesiąść.- Powiedziała Ifi tak cicho, jak tylko mogła, i zaczęła wstawać,ale ja złapałam ja za łokieć i pociągnęłam z powrotem na krzesło.
-Nie!Dlaczego?- Zapytałam. O co tu chodzi? Najpierw wszyscy traktują ich jak Bogów, a teraz jeszcze mamy ustępować im miejsce? Nie ma mowy!Zbyt wiele razy ustępowałam, żyjąc pomiędzy ludźmi, teraz nie zamierzam! Rozejrzałam się.Okej,część ich grupy faktycznie siedziała na przodzie, ale kilka osób zajęło miejsca także z tyłu. Zresztą chyba nic nam nie zrobią w obecności dwóch chłopaków. Spojrzałam w bok i dostrzegłam...puste miejsce! Tony i Milano gdzieś się ulotnili. Super. Po prostu zwiali. Ale to nic nie zmienia. Nie przesiądę się, bo ktoś ma taki kaprys. Chodzi o zasady. Zresztą, są jeszcze inne miejsca, a oni nawet nie poprosili. jeden z nich popatrzył na mnie złośliwie i wycedził:
-Nie słyszałaś koleżanki, dziewczynko? Jazda stąd, to nasze miejsce.- Co to ma być? Zanim im odpowiedziałam, zobaczyłam, że dwóch z nich już zajęło miejsca po bliźniakach, natomiast ,,Strzelec" stał obok tego, który kazał mi się przesiąść.
-Nie widzę na nim twojego nazwiska-rzuciłam równie wściekle- Popatrzył na mnie ze wzgardą.
-Viki, daj spokój, chodź- Szeptała Ifi coraz bardziej natarczywie, więc puściłam jej rękę i syknęłam:
-Chcesz to idź! Ja zostaję.-Na co jej oczy zrobiły się wielkie, ale nic nie powiedziała, tylko wstała i odeszła. Po prostu. Zostawiła mnie. Tak więc dwóch z nich, siedziało teraz po mojej lewej stronie,a dwóch stało. Obaj mieli no sobie czarne, t-shirty i potężną muskulaturę.
- Niby dlaczego mam wam ustąpić?!Kim jesteście?- Zapytałam, nie spuszczając tonu. Zauważyłam, że chłopak zrobił się biały z wściekłości, ale niespecjalnie zrobiło to na mnie wrażenie. Przez zaciśnięte zęby powiedział:
- Jesteś zwyczajnie głupia. Zabieraj się stąd, bo zaraz przestane być miły- Uśmiechnęłam się złośliwie i tonem najsłodszym na jaki było mnie stać powiedziałam:
-Nie.
-Sama się o to prosiłaś- po tych słowach brutalnie złapał mnie za nadgarstek i odepchnął od siebie z taką siłą, że upadłam i uderzyłam głową w boczną ścianę. Na chwilę mnie zamroczyło, a kiedy powoli podniosłam się z podłogi w głowie czułam bolesne pulsowanie. Zamrugałam kilkakrotnie by lepiej widzieć. Ten, który mnie popchnął, usiadł teraz na moim miejscu i śmiał się w głos, natomiast Złotowłosy chłopak dalej stał i patrzył na mnie z przerażeniem w oczach, mój oprawca powiedział:
-Ej, Alex, co tak stoisz? siadaj chłopie!- Alex. A więc ma na imię Alex. Przęłknął ślinę, odwrócił się i usiadł na miejscu Ifi.
Czy nikt tego nie widział? Przyszło mi do głowy. Dlaczego nikt mi nie pomógł? Kiedy poniosłam głowę, poczułam jeszcze większy ból, skrzywiłam się, ale nie przestałam patrzeć. Wszyscy zdawali się pogrążeni w rozmowie, patrzyli wszędzie byle nie na mnie. Nic nie widzieli.Czy raczej nie chcieli widzieć. No cóż, widać tu też będę zdana tylko na siebie. Na tę myśl żelazna obręcz zacisnęła się wokół mojego serca, ale szybko porzuciłam te myśl, tak jak robiłam to przez ostatnie lata. odetchnęłam głęboko i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi, z zamiarem wyjścia, ale kiedy zobaczyłam skierowany we mnie szeroki uśmiech tego frajera, który mnie popchnął,
zmieniłam plany.Podeszłam do niego tak szybko, jak mogłam, ale kiedy stanęłam na przeciw, w jego oczach nie znalazłam śladu skruchy, czy wyrzutów sumienia. Dostrzegłam tylko dumę i pychę.
-Co mało Ci?- Zaśmiał się teatralnie.
-Pożałujesz tego- odparłam gotując się z wściekłości, a on roześmiał się jeszcze głośniej. Moja furia była wręcz namacalna. Poczułam ją aż w koniuszkach palców. Spojrzałam na Alexa. Patrzył na mnie błagalnie i nieznacznie pokręcił głową. Ale było za późno. Pewnie nie powinnam tego robić, ale wiedziona impulsem i przede wszystkim gniewem uniosłam rękę i wymierzyłam mojemu oprawcy siarczysty policzek. Zrobiłam to z taka siłą, że aż zapiekła mnie ręka, a na twarzy chłopaka został czerwony ślad. Głośny plask rozległ się po sali, ale mnie to nie obchodziło. W jednej chwili zerwał się z krzesła, tak gwałtownie, że się przewróciło. Z jego oczu biła taka nienawiść, że mimowolnie się cofnęłam. Miał minę, jakby chciał się na mnie rzucić. I zrobił to. Z uniesionymi pięściami ruszył w moim kierunku, ale jego działania przerwała czyjaś silna dłoń na jego piersi. Spojrzałam w bok. To Alex go powstrzymał. Nie rozumiem...dlaczego?
-Rick, daj spokój siadaj- powiedział swojemu koledze, cały czas go trzymając.
-Widziałeś co zrobiła? Puść mnie do cholery!- krzyczał i wyrywał się ale to nic nie dawało. A mnie nawet nie było przykro. Szczerze mówiąc, zrobiłabym to jeszcze raz.
-Siadaj!- Tym razem było to niemal polecenie. W końcu Rick go posłuchał, a wtedy Alex spojrzał na mnie. Jego wzrok był pełen błagania, ale ton oschły:
-Zmiataj stąd.-Po chwili wahania, ignorując ból raźnym krokiem ruszyłam do ostatniego rzędu i umościłam się na wolnym krześle. Bądź co bądź, byłam mu wdzięczna,a i nie spodziewałam się, że tamten będzie taki niebezpieczny. Uspokoiłam oddech, ale to niestety nie zadziałało na moje skołatane nerwy.
  • awatar I love the world: Ten Rick to debil żeby tak traktować dziewczyne dobrze że Alex jest milszy :).
  • awatar Arsenium <3: <3 a ja chyba tylko lubię Ricka xD
  • awatar Lisa Angels: Podzielam uczucia bohaterki. Ja już bym mu dała popalić!
Pokaż wszystkie (5) ›
 

zakiraluna
 
,,Lekcja pierwsza"
Poszłam do pokoju i włożyłam jedyne dresy jakie znalazłam- szare i trochę za duże, ale to nic. Zwiewną tunikę zmieniłam na bardzie sportowy czarny top, a baleriny, na adidasy. Niesforne kosmyki owinęłam gumką i uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. Dziwne. Chyba powinnam być zdenerwowana prawda? Nie mogę powiedzieć, żebym nie czuła lekkiego drżenia w klatce piersiowej, ale przede wszystkim odczuwam wielkie podekscytowanie. A co tam, że nigdy nie trzymałam łuku w ręku, kiedyś musi być ten pierwszy raz! Po raz pierwszy od kilku dni trochę się odprężam. Z niegasnącym uśmiechem na twarzy wybiegam z pokoju, ale na schodach przypominam sobie, czym kończy się pośpiech i trochę zwalniam. Faktycznie nie miałam problemu ze znalezieniem sali. W sumie to dziwię się że wcześniej jej nie znalazłam. No ale, trzeba przyznać, że te drzwi nie są wcale takie zwyczajne. Pomimo, że były duże, to były tylko odcień ciemniejsze od ściany w kolorze indygo, na której się znajdują. Dla kogoś kto specjalnie się nie rozgląda, pozostają prawie niewidoczne. Popycham klamkę i drzwi odrazu ustępują. Śmieję się w duchu. Inaczej to sobie wyobrażałam. Spodziewałam się wilgoci i pochodni na ścianach jak z filmu o Draculi, a tymczasem widzę ściany wyłożone panelami w kolorze drewna i miękkie przyjemne dla oka światło.
Schodzę na sam dół i na widok ,,sali" rozdziawiam usta. Jest ogromna. Na ścianach wiszą różnego rodzaju sprzęty do walki, których nazw nawet nie znam. Chociaż może...to czyba włócznia, ale to? Wygląda jak patyk pokryty kolcami i okrągła końówką. Nie mam pojęcia. Ściany mają tu kolor intensywnej czerwieni, a podłogę pokrywa...wlaściwie nie wiem co. Dywan? Nie, za twarde. Płytki? Nie za miękkie. Rozglądam się. Po lewej stronie widzę grupę nastolatków, więc ignorując przyspieszone bicie serca niepewnie do nich podchodzę. Na początku trochę się zdziwili, ale już po chwili jeden z nich, w wieku góra 23-24 lat uśmiechnął się i powiedział:
-Hej. Ty musisz być Viki. Jestem Stuart i będę was uczył strzelać.- Zdębiałam. Dosłownie. Czy wszyscy tutaj są tacy młodzi? Torgal, nie licząc woźnego, był tu chyba najstarszy. ,,Nauczyciel" zignorował moją mało inteligentną minę i zaczął mi przedstawiać resztę:
-To jest Hadża- powiedział wskazując na chłopaka po mojej prawej stronie z włosami obciętymi na żołnierza. Skinął mi tylko głową i dalej dłubał sobie w zębach wykałaczką.
-A to Ifi- drobna, niewysoka dziewczyna z burzą ciemnych loków, ujarzmionych kolorową opaską. Wyglądała trochę jak hipiska.Ta wykazała więcej zainteresowania:
-Cześć! Miło cię poznać. Mam nadzieję, że się dogadamy!- Jej entuzjazm był zaraźliwy, więc uśmiechnęłam się szeroko.
- Dzięki, nawzajem. Też mam taką nadzieję.- Stuart ( czy raczej pan Stewart?)nie zwracając na nas uwagi, kontynuował:
-a to są...- Nie dokończył bo przekrzyczało go dwóch chłopaków trzymających się za ręce. Geje? Doskoczyli do mnie i mocno uścisnęli.
- hej! Ja jestem Tony, a to Milano, masz bardzo ładne włosy, jakiej odżywki używasz?- tak z pewnością geje. Natychmiast ich polubiłam.
-Właściwie nie używam- odparłam
-O nie...-Zasmucił się w bardzo gejowskim stylu i pogrążył w rozmowie z Milanem, tymczasem ja poznałam jeszcze pare osób: rudego, chłopaka, którego włosy sięgały prawie do ramion, nazywał się Romy, no cóż, z Szekspirowskim Romeem ma mało wspólnego, platynowa blondynka z kilogramem tapety na twarz nazywała się Sydney, ale na wejście obrzuciła mnie takim spojrzeniem, że aż przesły mnie dreszcze. Pospolita dziewczyna o dość wybujałych kształtach- Ginna i Connor- niebezpiecznie przystojny chłopkak z idealną muskulaturą i włosach odcienia czekolady. Uśmiechnął się cwaniacko z rękami w kieszeniach, sięc odpowiedziałam tym samym. Hm....może tu nie będzi tak strasznie. Na końcu, ze spuszczoną głową stała przeraźliwie blada i chuda dziewczyna, ze strąkami czarnych włosów- Cindy. Nie zwróciła na mnie najmniejszej uwagi, ale inni zdawali się jakby tego nie zauważać.
-I to by było na tyle- skończył swoje integrowanie Stuart.
- tylko tylę? A gdzie reszta? - wyrwało mi się. W sumie było nas dziesięcioro.
-reszta jest już na następnym poziomie. Tylko wy mi zostaliście- uśmiechnął się, a mi przypomniał się moje zaskoczenie, kiedy czytałam plan. Nie było klas, tylko poziomy. Ja byłam na poziomie 5, czyli na samym początku, potem analogicznie poziom 4,3,2 i ostatni, czyli 1.
-Niech każdy weźmie sobie łuk- wskazał na przeciwległą ścianę. -tylko ostrożnie- upomniał nas- nie mam ochoty wzywać pielęgniarki. Kiedy każdy już się zaopatrzył, kazał nam dobrać się w pary. Nieśmiało się rozejrzałam, a kiedy zauważyłam że Ifi robi to samo, podeszłam do niej i zapytałam wesoło;
-Chcesz być ze mną w parze?- Uśmiechnęła się szeroko, a w jej zielonych oczach dostrzegłam ulgę.
-jasne- Odpowiedziała- stanęłyśmy więc obok siebie, tak jak zrobili to już pozostali.
-No prosze, żadnych sprzeczek, ani kłótni? Skoro jesteście tacy grzeczni, to chyba możemy zaczynać. Podam wam teraz strzały, ale jeszcz nie próbujcie ich zakładać- mówiąc to wręczył każdemu kilkanaście związanych ze sobą strzał. Spojrzałam na nie z przestrachem, ale myśl, że inni umieją tyle co ja, trochę mnie pocieszyła.Podczas gdy ja zatopiłam się w rozmyślaniach, nasz ,nauczyciel" mówił dalej, więc natychmiast się otrząsnęłam.
-Niech każda para stanie przed tarczą- Kiedy to zrobiliśmy podchodził do wszystkich i łumaczył jak założyć strzałę i strzelić. Kiedy poszedł do nas, zrobiłam Ifi mejsce, ale ona posłała mi uśmiech mówiący ,,nie licz na to" , westchnęłam więc i słuchałam jak należy trzymać łuk, jak naciągać cięciwę itp.itd. Nie za dużo zrozumiałam, ale coż, liczą się dobre chęci.
-No dobra, dzisiaj wam już odpuszczę. Postrzelajcie sobi do końca zajęć i nie zróbcie sobie krzywdy ok? - Zaśmiał się, ale nikt nie odpowiedział, zgadłam więc, że było to pytani retoryczne. No więc spróbowałam. Podniosłam łuk, naciągnęłam strzałę i...Auu! Może i trafiłam w Tarczę, ale co z tego, skoro poniżej łokcia pożądnie dostałam. Szczerze mówiąc, nie wiem co zrobiłam źle, ale postanowiłam się nie poddawać. Strzelałyśmy z Ifi na zmianę, przy czym jej szło całkiem nieźle. Za to ja po 10 minutach byłam całkiem obolała, nie wspominając o niezliczonej ilości zadrapań i siniaków na mojej skórze. Kiedy nieprzyzwoicie młody Stuart ogłośił gwizdkiem koniec, byłam mu bardzo wdzięczna. Chociaż poszło mi słabo, moja partnerka podniosła równie poranioną dłoń, a kiedy przybiłam jej piątke powiedziała:
-Nieźle ci poszło- Nie zdziwiłoby mnnie, gdyby powiedziała to z ironią, czy rozbawieniem, ale wcale tego nie zrobiła. Jej ton i wyraz twarzy świadczyły o tym, że naprawdę tak myśli.
-To cześć- powiedziała z uśmiechem i wyszła. Poszłam za jej przykładem i kiedy wchodziłam po schodach, pomyślałam, że naprawdę ją lubię.
  • awatar Lisa Angels: Nie ma to jak Łucznicy uczący strzelać... Weź łuk i sobie postrzelaj, nikt nigdy nie wspomina na początku, ze zła postawa = siniak na pół ręki...
  • awatar ρяιη¢єѕѕα: Bardzo mi się podoba, czekam na dalsze ! Zapraszam .
  • awatar Pearlita: Podoba mi się taki styl pisania, poprzez opisywanie drobnych czynności historia jest autentyczna :)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

zakiraluna
 
,,Pożegnanie"
Chociaż wiedziałam, że ta chwili nadejdzie, to i tak jest mi ciężko. Wiem, że będę musiała okłamywać dwie najdroższe mi osoby. Na szczęście nie muszę tego robić twarzą w twarz. Torgal zgodził się, żebym napisała do nich list z wyjaśnieniem dlaczego tak szybko wyjechałam. Miałam wcisnąć im jakiś kit o jakiś prestiżowych studiach w Atlancie, w których akurat zwolniło się jedno miejsce i jeżeli jak najszybciej tam nie pojadę, to miejsce będzie już zajęte. Uważam, że to dobry pomysł, ze względu na głęboki szacunek i przywiązanie moich rodziców do dobrego wykształcenia. ,,Pamiętaj, ucz się, a daleko zajdziesz"- nie wiem ile razy to słyszałam. Kiedy już go napiszę, mam zanieść Torgalowi, a on załatwi wszystko tak, aby wyglądało, że list naprawdę został wysłany z Atlanty, ale bez adresu zwrotnego. Wychodząc z jego gabinetu staram się za dużo nie myśleć. Jak maszyna. Kieruję się prosto do mojego pokoju, a tam wyciągam kartkę, długopis i walcząc z wielką gulą, która pojawiła mi się w gardle, zaczynam pisać.
Kochani Mamo i Tato!
Muszę powiedzieć wam coś bardzo ważnego, i przykro mi, że robię to w taki, a nie inny sposób, ale niestety nie mam innego wyjścia. Proszę was tylko, żebyście spróbowali zrozumieć, że sytuacja, w której się znalazłam, to dla mnie wielka szansa.
Niedługo wyjeżdżam. A nawet już to zrobiłam. Może nie uwierzycie, albo wyda wam się to co najmniej dziwne, ale dostałam się na studia, jednej z najbardziej prestiżowej uczelni w Atlancie. Szczerze mówiąc, był to łód szczęścia, ponieważ kiedy zwolniło się jedno miejsce, po prostu dostałam taka propozycję, pod warunkiem, że znajdę się tam w ciągu kilku dni. Nie miałam więc czasu o niczym wam powiedzieć, a i tak ledwo zdążyłam się spakować. Wczoraj tu dotarłam. Jest naprawdę świetnie! Nie martwcie się o mnie, jeżeli nie odbieram telefonu, ponieważ ktoś ukradł mi go na lotnisku, więc zablokowałam kartę, ale niestety nie mam na razie pieniędzy na zakup nowego. Po takich studiach wszędzie znajdę pracę.
Chcę, żebyście byli ze mnie dumni. Zobaczymy się za rok, w wakacje. Przepraszam, że tak wyszło, nie chciałam tego.Opiekujcie się sobą nawzajem i pamiętajcie, że Was kocham.
Trzymajcie się, Viki
Zakończyłam mój list i musiałam odsunąć papier, by nie kapały na niego łzy. Kiedy trochę się uspokoiłam i przebrałam, postanowiłam zanieść Torgalowi moje pożegnanie. Tak też zrobiłam, ale kiedy podawałam mu kartkę, moją twarz wykrzywił lewo zauważalny grymas. Zawahał się.
- Jeszcze możesz zmienić zdanie-Powiedział- Do niczego cię nie zmuszam. Możesz z nimi porozmawiać- Dokończył, ale pokręciłam tylko głową. Nie znał moich rodziców. Kiedy już powiadomiłabym ich o moich planach (o ile w ogóle zdobyłbym się na odwagę), musiałabym najpierw się z nimi kłócić, a potem patrzeć na rozpacz matki, która za wszelką cenę chciałaby mnie przy sobie zatrzymać. O nie. To gorsze niż wyrzuty sumienia z powodu kłamstwa.
- Nie. Podjęłam decyzję,- starałam się, by głos mi się przy tym nie łamał.
- W porządku. Możesz być pewna, że list dotrze do nich najszybciej, jak to możliwe.
- Dziękuje- powiedziałam. Mimo wszystko, byłam mu wdzięczna. Na tyle, na ile to możliwe, starał, się, by ta cała sytuacja była dla mnie jak najłatwiejsza.
- Chcesz iść na zajęcia, czy wolałabyś je sobie dzisiaj odpuścić?- Zapytał, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Szkoda, że wcześniej żaden nauczyciel nie zadawał mi takich pytań. Życie byłoby mniej skomplikowane: chcesz- idziesz, nie chcesz- nie idziesz, i nikt nie wygarnia ci, że wagarujesz. Jakiś odsetek mojego umysłu zorientował się, że chodzi mu głównie o zmianę tematu, za co byłam jeszcze bardziej wdzięczna, po czym rozważywszy wszystkie za i przeciw odpowiedziałam na pytanie:
- Nie, dziękuje. Chyba wolę się czymś zająć. Zresztą, kiedyś w końcu muszę zacząć- Nie ma nic gorszego, w takiej sytuacji niż zostać sam na sam z myślami.
-Rozumiem. O ile dobrze pamiętam, o tej porze Twoje pierwsze zajęcia to podstawy łucznictwa ze Stewartem. Do tego musisz się przebrać, a cały sprzęt dostaniesz na miejscu tzn. w podziemnej hali.- Rozdziawiłam usta. No tak, powinnam się domyślić, że jedna hala sportowa to za mało, a nie jestem na tyle dobra, by strzelać w lesie prawda? Ba, ja w ogóle nie jestem dobra. W życiu nie strzelałam z łuku, co tam nawet go nie trzymałam. Parę miesięcy temu, pewna koleżanka, której brat strzela chciała mnie wyciągnąć na jeden z jego treningów, i teraz zaczynałam żałować, że tego nie zrobiłam. Ale cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
- Gdzie znajdę tę salę?- Zapytałam nieśmiało.
- Po prawej stronie zwykłej hali, będą krótkie schody prowadząca w dół, a potem duże, metalowe drzwi. To tam.- Tłumaczył mi cierpliwie, hm...nie powinno być trudną je znaleźć. Ponownie się uśmiechnęłam, podziękowałam i wyszłam.
 

 

Kategorie blogów