Wpisy oznaczone tagiem "włosowe spa" (25)  

hairlovelo
 
Wtf, czy na Pingerze zmieniła się czcionka?

Wczorajsze włosowe spa to kombinacja kosmetyków Azjatyckich, a konkretnie rosyjskich i indyjskich, z czego te pierwsze inspirowane Indiami i Francją. Ale po kolei.
IMAG6222.jpg
1. Na godzinę-dwie naolejowałam, a właściwie nakremowałam włosy kremem Vatika na noc.
2. Umyłam włosy dwukrotnie szamponem prowansalskim Planeta Organica.
3. Nałożyłam na godzinę proszek Amla rozrobiony z wodą na skórę głowy, a na długość dodałam maskę ajurwedyjskiej Planety Organica.
4. Po spłukaniu na końcówki nałożyłam serum ArganOil.

Z kremu Vatika jestem raczej zadowolona, ale gdy stosuje go raz na jakiś czas czyli nie częściej niż raz w tygodniu. Moje cienkie włosy nie lubią częściej parafiny, którą zawiera.
Jeśli chodzi o szampon to wstępnie jest po prostu za delikatny, myje ale włosy szybko tracą świeżość.
Maskę Ajurwedyjską bardzo lubię, bo świetnie odżywia moje włosy, natomiast Amla śmierdzi, i o ile do zapachu ziół Kalpi Tone się przyzwyczaiłam, to do tego zapachu raczej się nie da. No i działanie też jest trochę gorsze od Kalpi Tone, chociaż to zależy czego się oczekuje.
IMAG6230.jpg
Jakości tego zdjęcia nie skomentuje, ale mniej więcej oddaje wygląd i kształt włosów.

Miałam nadzieje na większą objętość, ale ta się nie pojawiła. Włosy są odżywione, błyszczą, a rozczesywanie było znacznie ułatwione. Włosy są mięsiste jednak dzięki Amli miałam nadzieje zwiększyć objętość i przedłożyć świeżość włosów, jednak chyba nie mogę na to liczyć.
jestem pozytywnie zaskoczona, że Amla działała łagodniej niż większość ziół. Zazwyczaj zioła utrudniają rozczesywanie i sprawiają, że włosy są bardziej sztywne i trochę szorstkie za to zyskują na objętości. Amla natomiast odżywia włosy bez tych efektów ubocznych, a włosy są gładkie i nie splątane.  
IMAG6210.jpg
A tak sobie rozmnażałam kwiatki.  
IMAG6217.jpg
Kupowałam im osłonki w Biedronce.
IMAG6218.jpg
A sobie książki. Później dokupiłam sobie, również w Biedronce, 'Krainę Wódki" Mo Yan.  
IMAG6212.jpg
no i znowu Biedronka. W szafie Bell pojawiło się coś takiego, zbiera świetne komentarza na Wizażu, mnie jednak nie zachwyciła. No ale co można oczekiwać za 10 zł.

A wy kupiliście coś fajnego? :)
 

hairlovelo
 
Biovax i Vatika czyli trochę  tych, których wykończyłam wczoraj.
IMAG6142.jpg
L'Biotica Biovax maska do włosów ciemnych
IMAG6150.jpg
OPAKOWANIE
typowe dla dużych masek Biovax, wieko uchylane jednak plastikowe "zawiasy" szybko mi pękły. Według mnie jest poręcznie i wygodniej, zakręcone wieczka są irytujące gdy mam śliskie ręce od maski.

ZAPACH
mówiąc krótko nie przypadł mi do gusty, był jakiś taki mdły ale nie był też intensywny czy nachalny.

KONSYSTENCJA
ni to geste ni to rzadkie. Zastanawiam się jak to jest z tymi Biovaxami. Gdy kupiłam małe opakowanie 3oleje maska była zbita jak typowo woskowa maska, ta była w porównaniu z nią rzadka. kiedyś, kiedyś miałam wersje do włosów wypadających i konsystencja też nie była aż tak gęsta, ani nawet wtedy gdy kupiłam ją w saszetce.

DOSTĘPNOŚĆ
Hebe, Super Pharm, czasem apteki.

DZIAŁANIE
producent zapewnia nawilżenie, odżywienie, zmiękczenie i połysk. To właściwie nie tak dużo jak na maskę. ja jednak mimo pozytywnych opinii na temat maseczki jestem rozczarowana. Stosowałam ją w mniejszych i większych ilościach ale moja cierpliwość do niej szybko się skończyła i później stosowałam jedynie w mieszankach przed myciem.
IMAG6147.jpg
Zazwyczaj włosy po niej były tępe i szorstkie, tak jakbym wcale nie użyła maseczki. Dziwnie się układały przez końcówki które jakby puszyła. Później postanowiłam nałożyć więcej maseczki. Efekt nie był lepszy, tyle tylko, że włosy były obciążone, bo maska źle się spłukała. Włosy się tylko dodatkowo strączkowały. Niestety maseczka nawet nie ułatwia rozczesywania.
Dopiero wczoraj, używając jej ostatni raz maska jakby desperacka próbowała uratować swój honor i dzisiaj włosy są zadowolone ale to bardziej z powodu maseczki przed myciem (chociaż wcześniej stosowana po maseczce przed myciem i po myciu dawała niezadowalające efekty).
Mogłabym zganić na stan moich włosów, ale jednak inne produkty działają lepiej. Ponad to maskę stosowałam na przestrzeni pól roku, a pol roku temu włosy miałam w lepszej kondycji a działanie maski wcale nie było korzystniejsze.
Do domowych mieszanek przed myciem średnio się nadaje. Niby maseczki te dają dobre efekty więc maska się spisuje w tej roli, ale ciężko ja rozmieszać, albo wręcz jest to nie możliwe wtedy w mieszance pływają nierozwieszane cząsteczki maski i prezentuje się to nie najlepiej.

PODSUMOWUJĄC
gdybym stwierdziła, że przeciętna to byłoby to za dużo. Maska na moich włosach się nie sprawdziła (chociaż tragedii nie było). Zapłaciłam za pol litra 11 zł więc nie muszę czuć się rozczarowana.
IMAG6143.jpg
Jeśli chodzi o olej kokosowy Vatika to towarzyszył mi bardzo długo, termin ważności skończył się w maju, a wczoraj go wykończyłam. Do tego czasu olej nie zmienił konsystencji czy zapachu.
Olej pozostanie w mojej pamięci jako jeden z ulubionych. Uwielbiałam używać go na rzęsy i brwi bo efekty odżywienia były szybko widoczne po regularnym stosowaniu.
Czasem stosowałam po myciu niewielką ilość na końcówki, a mimo to nie były tłuste.
Najbardziej jednak lubiłam olejowac nim włosy. Po myciu były takie mięsiste, mimo że mam włosy cienkie.
Stosowałam również w mieszance z olejem rycynowym, łopianowym od GreenPharmacy i z olejkiem z drzewa herbacianego, dzięki czemu moje włosy szybciej rosły.
Jedyny minus to właściwie efekt lenistwa, bo jednak olej ma stan skupienia stały (chyba, że są upały) i trzeba go podgrzewać przez użyciem.

Wcześniej stosowałam olej kokosowy rafinowany i zupełnie się do tego nie umywa, dziki czemu uświadomiłam sobie, że nie ma sensu kupować rafinowanego.
To, że Vatika jest nierafinowana to największy plus oleju. Nierafinowany to znaczy, że jest "mniej oczyszczony", a co za tym idzie bogatszy w naturalne składniki, urozmaicony.
Ponadto olej zawiera ekstrakty ziołowe, które moje włosy lubią.

Drobna uwaga: firma Dabur Vatika posiada w ofercie również inny olej koksowy, oparty na parafinie, są to dwa zupełnie produkty.

Coconut Oil (Cocos Nucifera Oil), Emblica officinalis fruit extract (Amla), Terminalia chebula extract (Haritaki), Terminalia belirica extract, Azadirachta Indica leaf extract (Neem), Centella Asiatica plant extract (Brahmi), Hedychium Spicatum Rhizome extract (Kapur Kachri), Lawsonia Inermis leaf extrac (Henna), Lecithin (Soya Lecithin), Perfume, Aqua (soft water), Milk (Lac), Rosmarinus Officinalis leaf oil (Rosemary Oil), Tocopherol acetate (vitamin E), Citrus medica limonum oil (Lemon Oil), Butylated hydroxy toulene.

PODSUMOWUJĄC
świetny indyjski kosmetyk, trafił do grona ulubieńców.

Czas na krótkie włosowe spa:
1. Nałożyłam na około godziny (mogło być trochę dłużej, nie wiem bo oglądałam Harrego Pottera): dwie łyżki maski Biovax (patrz wyżej), dwie łyżki oleju kokosowego (patrz wyżej), dwie łyżeczki Amli w proszku, kilka kropel gliceryny, oleju z drzewa herbacianego i cedrowego.
2. Dwukrotne mycie szamponem prowansalskim Planeta Organica.
3. Maska Biovax na kilka minut.
4. Serum z olejem arganowym Bioelixire na końcówki.

EFEKT:
IMAG6157.jpg
Włosy się domyły i łatwo rozczesywały, a o to obawiałam się najbardziej. Od nasady są uniesione, może trochę końcówki trochę marudzą.
Myślę, że efekt byłby lepszy gdybym po myciu nałożyła inną maskę zamiast Biovaxa, ale chciałam już go zużyć do końca.

Teraz muszę zużyć tylko 4 oleje do włosów (ale jeden to mała flaszeczka), 9 maseczek, 4 odzywki, 12 szamponów (sama w to nie wierzę), 3 wcierki i 4 sera na końcówki.
  • awatar Wiedźma1: Miałam olej kokosowy Vatika :)
  • awatar hairlovelo: @dor0tka: a i tak pewnie najszybciej się z nimi uporam ;D
  • awatar Mi ki <3: Zaskoczyła mnie długość włosów jak ich kondycja pięknie lsnia
Pokaż wszystkie (6) ›
 

hairlovelo
 
Jakoś tak ostatnio się złożyło, że kilka rzeczy wpadło mi w ręce. Przygarnęłam nowego kwiatka, tradycyjnie sukulenta.
DSC00565 1.jpg
Ostatnio miałam szczęście do płyt głownie przez trwające w Empiku wyprzedaże. Natalia Przybysz, znana bardziej jako siostra z Sisters, tę płytę wydalę zdaje się jakieś 1,5 roku temu, ale dobrze wspominam kilka kawałków to i te dwie dychy nie było mi szkoda. RHCP niestety nie był na przecenie, ale ta płyta według mnie jest świetna.
IMAG6117.jpg
Na wyprzedaży w H&M dorwałam dwa naszyjniki za dychę, spódnicę w której się zakochałam oraz czarny bezrękawnik z golfem klasyczny, taki jaki chciałam. Zdjęcia robione kalkulatorem.  
IMAG6118.jpg
I spódnica chociaż według mnie zdjęcie nie oddaje jej uroku, ale w tym wzorze się zakochałam.  
hmprod.jpg
Przy okazji zerknęłam szybko do TK Maxx i w ręce wpadł mi szampon. Ale bardziej dla partnera niż dla mnie. Co prawda miałam nadzieje zakupić inny ale ten też ma ładny skład.
IMAG6125.jpg
Na zakończenie dosyć skromny sposób na włosowe spa.
1. Ok łyżeczki żelu aloesowego i maski proteinowej Bioetika wymieszałam z olejem na porost włosów Babuszki Agafii przy czym tego ostatniego sobie nie żałowałam i na koniec dołożyłam trochę na skórę głowy. Po około godzinie:
2. Umyłam włosy łopianowym szamponem Floresam, który jest gęsty jak galaretka i pieni się szalenie.
3. Nałożyłam na chwilę lub dwie maskę Bioetika, tym razem bez dodatków.
4. Zakończyłam wszystko nałożeniem na końcówki 'orientalnego serum Marion z o. kokosowym'.  
IMAG6130.jpg
Z efektu jestem zadowolona. Sama mieszanka nadzwyczaj ślicznie pachnie, szampon dobrze współpracował. Włosy są mięsiste, uniesione u nasady i błyszczące jednak nie jest to efekt specjalnego wygładzenia. Włosy się nie strączkują i nie plączą. To chyba najszybszy sposób odżywienia włosów w domowym zaciszu przy moich obecnych, dość skromnych zasobach (jeśli chodzi o produkty odżywcze do włosów z domowej spiżarki to bardzo krucho pod tym względem). Najczęściej ograniczam się do samego oleju, ale gdy go nałożę to wole z nim posiedzieć trochę więcej czasu.
IMAG6112.jpg
No to by było w sumie na tyle. Jeśli chodzi o wyprzedaże to tylko w sumie H&M mnie kusi, do reszty nigdy nie mam cierpliwości i sobie zawsze daruje.

A wy korzystacie z wyprzedaży?
 

hairlovelo
 
Odżywianie włosów ciąg dalszy. Padło na maseczkę, którą do niedawna stosowałam regularnie. Tym razem postanowiłam dodać do niej kawy.  
IMAG5989.jpg
IMAG6009.jpg
A było dokładnie tak:
1. Dwie łyżki kawy zalałam niewielką ilością wrzątku, dodałam dwie łyżki maski Biovax, dwie łyżki oleju arachidowego, po 4 krople gliceryny, olejku cedrowego i z drzewa herbacianego. Następnie dosypałam dwie łyżeczki amli w proszki, która wszystko zagęściła i w efekcie nie było tego zbyt dużo jak na to ile wcześniej zmieszałam.
Nałożyłam na skórę głowy i włosy razem z fusami, założyłam czepek i ręcznik.
2. Po godzinie, może dwóch (zasiedziałam się) umyłam dwukrotnie włosy szamponem prowansalskim Planeta Organica. Podczas mycia włosy były jakby trochę gumowe w dotyku, już się bałam, że rano będą niedomyte i obciążone.
3. Nałożyłam na kilka minut maskę Biovax do włosów ciemnych.
4. Rano zabezpieczyłam końcówki serum Chantall. Efekt:
IMAG5998.jpg
Pozytywne zaskoczenie w postaci czystych włosów, już się bałam że je przeciążyłam ale szampon dał rade (mimo, że ma łagodny skład). Plus dla szamponu za brak przyklapu.
Mieszanka natomiast dała efekt przyzwoity. Szału nie ma, ale źle też nie jest. Kawa chyba nie zostanie moim przyjacielem, lepsze efekty przynosiła maseczka bez niej. Plus za to, że nie było problemu z jej wypłukaniem. Włosy są mięsiste i się błyszczą, trochę trudno było je rozczesać pierwszy raz 9ale to raczej wina maski nałożonej po myciu).
Maska nie spowodowała wzmożonego wypadania.
Maska Biovax zastosowana solo znowu mnie nie przekonała, tym razem nałożyłam trochę więcej ale działanie nadal... przeciętne. Niewiele mi już jej zostało więc recenzja powinna być gdy ją wykończę (czyli pewnie w przyszłym roku z moim tempem).

W tym tygodniu wypróbowałam jeszcze jeden sposób na odżywienie włosów.
IMAG5088.jpg
Tym razem połączyłam podstawowe składniki w pielęgnacji włosów: emolienty - humekanty - proteiny.

Zamiast standardowo naolejowałać włosy do oleju makadamia dodałam proporcjonalnie (mniej więcej wszystko w takich samych ilościach na oko) żelu aloesowego oraz maski proteinowej Bioetika. Na końcu nałożyłam jeszcze resztę oleju.

Ten duet był efektywniejszy, włosy był wygładzone i bardziej dopieszczone. Całość ładnie pachniała i łatwo się zmyła.

A wy staracie się trochę bardziej odżywić włosy przy takiej pogodzie? :)
  • awatar kajszandoo: Kawa na włosy, te takie "fusy" ?? Woo, szacun :D Ja upinam je w dwa francuskie warkocze, pielegnacji nie zmieniam. Czuje się zaproszona do ciebie :P
  • awatar hairlovelo: @kajszandoo: Tak,fuzy, ale z moich wlosow wypukiwanie takich rzeczy to nie problem. Tez ostatnio robie sobie dwa warkocze ;D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hairlovelo
 
Ostatnio, po  miesięcznej przerwie po domowych maseczkach z amlą i po roku niepodcinania, zauważyłam że włosy nie są w najlepszej kondycji. Dodatkowo dochodzą upały i wiatr szarpiący rozpuszczone włosy.

Padło na maseczkę, która stosowałam dwa lata temu, a której skład jest wysoce odżywczy.
IMAG5966.jpg
A było tak:
1. Cynamon (dużo, chyba z pół paczki), dwie łyżki oliwy z oliwek, dwie łyżki miodu i sok z całej cytryny wymieszałam i dodałam trochę wody oraz maseczki Biovax. Nałożyłam na... w sumie nie pamiętam, kilka godzin bo przesiedziałam z nią cały wieczór (im dłużej tym lepsze działanie rozjaśniające ale po jednym razie nie ma na co liczyć). Po nałożeniu maseczki założyłam foliowy czapek i ręcznik.
2. Umyłam dwukrotnie włosy szamponem Planeta Oraganica.
3. Nałożyłam maskę Biovax dla wł. ciemnych.
4. Rano nałożyłam krople serum silikonowego Chantall.

Efekt:
IMAG5971.jpg
Końcówki bezsprzecznie do wyrównania ale aktualnie do fryzjera mi nie po drodze. Oprócz tego jestem całkiem zadowolona, włosy błyszcza i są mięsiste. Bałam się, że kilku godzinne siedzenie z maską i delikatny szampon spowodują przyklap, albo co gorsze, że włosy się nie domyją. A to takie mile zaskoczenie ze strony szamponu.

Natomiast maseczka Biovax nie zachwyciła mnie po raz kolejny. Jednym zdaniem: bardzo dobra do domowych mieszanek, solo bardzo słaba.
IMAG5951.jpg
(poszukałam nawet źródło w internecie i tam też brak dokładnych proporcji).

Czas na krótka recenzje.

Cien masło do ciała - intensywna pielęgnacja nawilżająca o zapachu mango - do skóry suchej i normalnej.
cien-bodybutter-mango-zoom.jpg
(wzięłam zdj. z internetu bo zapomniałam zrobić własnych, tu akurat niemiecka wersja wizualna).

OPAKOWANIE
bardzo na tak! Ale praktycznie to jednak jest trochę mniej wygodne, za to cieszy oko/400 ml.

ZAPACH
przyjemny i subtelny, owocowy (a raczej mangowy).

KONSYSTENCJA
nie za rzadka, nie za gęsta, typowa dla maseł. Łatwo się rozprowadza i szybko wchłania (ale nie należy przesadzać z ilością). Nie potrzeba wiele.

DOSTĘPNOŚĆ
Lidl - 9,99zł (oferta specjalna ale powtarzalna).

SKŁAD
cien1.2.jpg
[źródło: lady-in-braid.blogspot.com/(…)maseko-ze-spizarki-ci…]

DZIAŁANIE
masło nawilża dość dobrze i długotrwale. Zostawia wyczuwalną warstewkę na ciele, która utrzymuje się cały dzień (zazwyczaj kremy wchłaniały mi się całkowicie przez noc). Efekt jest więc długotrwały ale doraźny tzn. do następnej kąpieli.
Dla ekstremalnie suchej skóry może nie wystarczyć, ale dla normalnej jest b. dobry.
Natomiast do suchej skóry będzie dobrym rozwiązaniem dodanie czystego oleju, ja dodałam saszetkę 10 ml oleju awokado do do połowy zużytego kremu. Taka mieszanka nakładana na wilgotna skórę nawilża jak nic.  
2_40355_Pielegnacyjne_maslo_414.jpg
(Wszystkie wersje jakie były do wyboru: mango, kakao, kokos.)

PODSUMOWUJĄC
Jak na codzienne masło, z marketu jest bardzo dobre, a trochę urozmaicone jest świetne.

A i jeszcze na zakończenie, żeby nie było, że tylko kosmetyki do włosów mnie interesują, to małe zdobycze kulturalne z wczoraj.  
IMAG5972.jpg
*William Faulkner: jestem sobie na Placu Wolności, spoglądam w stronę ławki a tam to cudo. Nikogo w pobliżu... to trafiła w moje ręce.
Jest to zbiór opowiadań, dwa już za mną, szczególnie podobało mi się drugie "Dwaj żołnierze".
*W Empikach trwają wyprzedaże, dorwałam płytę Lany za 20 zł, bo za ta cenę nie przeszkadzało mi, że już ja nawet mam (ale w wersji nielegalnej), a że bardzo mi się spodobała to kupiłam.
  • awatar hairlovelo: @dor0tka: I to jeszcze taką która trafia w me gusta :))))))
  • awatar kajszandoo: Mam to masło ale o zapachu kokosowym, uwielbiam <3 no i to opakowanie. To jest produkt który podbił moje serce.
  • awatar MakeupAn: Ładne masz włosy :)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

hairlovelo
 
OHY I AHY PRODUCENTA
“Laminowanie to zabieg, dzięki któremu w szybki i łatwy sposób można uzyskać efekt doskonale prostych i wyjątkowo gładkich włosów. Składniki aktywne dodatkowo je kondycjonują i odżywiają: płynna keratyna, wnikając w głąb włosów, przyczynia się do ich odbudowy , zapewnia im zdrowy wygląd, gładkość i naturalny połysk; proteiny pszenicy pielęgnują strukturę włosów, wygładzając ją i wzmacniając; kompleks składników nawilżających gwarantuje natychmiastowe, optymalne i długotrwałe nawilżenie włosów. Zabieg powoduje, że włosy są gładkie i proste, ujarzmione i nawilżone, miękkie i błyszczące, łatwe do rozczesania. Do każdej saszetki dołączany jest czepek utrzymujący ciepło. Powoduje on wzrost temperatury, co wspomaga wnikanie składników aktywnych w strukturę włosów.”
IMAG1155-1.jpg
OPAKOWANIE
saszetka 2x10ml, gdzieś tam kiedyś coś tam czytałam o większych opakowaniach ale nie sprawdzałam. "2 aplikacje" czyli pojedyncza saszetka na raz.

ZAPACH I KONSYSTENCJA
zapach był przyjemny ale nie zapamiętałam go (typowo kosmetyczny). Konsystencja gęsta i zbita, łatwo się nakładała i bardzo, bardzo łatwo się wypłukała z włosów za co plus.  

DOSTĘPNOŚĆ
drobniejsze drogerie osiedlowe, sklepy internetowe, jak to bywa z produktami Marion. Cena to 2-3zł.
IMAG1354.jpg
 Skład jest całkiem okey. Olej ze słodkich migdałów i proteiny pszenicy znajdują się przed silikonami> produkt raczej proteinowo-emolientowy, jeśli czyjeś włosy nie lubią protein to mogą być niezadowolone.

Działanie zabiegu chciałam porównać do działania odżywki po myciu, dlatego wylądował na włosach po myciu jak każda odżywka bez czepka.
1. Umyłam włosy szamponem NaturVital wymieszanym z rożnową glinką dwukrotnie.
2. Nałożyłam zabieg laminowania na ok. 10 min bez czepka (swoją droga w moim zestawie nie było czepka dlatego minus dla sklepu).
3. Po zmyciu nałożyłam serum na końcówki Marion orientalne olejki (z o. kokosowym). Efekt:
IMAG1380.jpg
Za drugim razem efekt był lepszy niż za pierwszym. Z pierwszego razu nie byłam zadowolona, włosy były puszyste, wręcz lekko spuszone, końcówki trochę sztywniejsze niż zazwyczaj, trochę trudniej się rozczesywały jednak błyszczały się jak zawsze i nie były przyklapnięte.
Drugie użycie dało trochę lepsze rezultaty. Włosy rozczesują się dobrze, są puszyste (może na zdjęciu wyglądają na lekko puszone po rozczesaniu ale ten efekt minął) i ładnie się błyszczą. Jednoczenie objętość nie ucierpiała a trochę się tego obawiałam bo w końcu zabieg wygładzania no i to 10 ml na raz to trochę dużo jak na moje włosy. Jestem zadowolona ale w sumie nie wiem czy skusze się kolejny raz, bo nie był to efekt przewyższający dobrze dobrana odżywkę/maskę. Większego wygładzenia nie zauważyłam, włosy też nie są idealnie proste.
  • awatar Gabrielaa: używałam ostatnio i po raz kolejny się przekonałam że moje włosy nie lubią protein tylko i wyłącznie emulienty :)
  • awatar perasperaadastra81: a u mnie leżą jeszcze nieużywane...
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hairlovelo
 
W ostatnim miesiącu miałam bardzo mało czasu na pielęgnacje przed myciem. Włosy olejowalam rzadziej niż raz na tydzień, wczoraj postanowiłam trochę to nadrobić.
IMAG1308-1.jpg
1. Naolejowałam włosy o. kokosowym Vatika na ponad godzinę, może dwie.
2. Trzy czubate łyżeczki ziół Kalpi Tone rozmieszałam w przegotowana woda, dodałam łyżkę mgiełki Lactimilk (proteiny), łyżkę maski Biovax do wł. ciemnych, kilka kropel gliceryny (humekant), olejku cedrowego i z drzewa herbacianego. Wymieszałam i nałożyłam na włosy.
3. Po ponad pól godziny umyłam włosy szamponem Natur Vital (wcześniej, cały miesiąc stosowałam Białe Mydło Agafii).
4. Nałożyłam odżywkę Nieva Long Repair na kilka minut.
5. Zabezpieczyłam końcówki serum silikonowym Marion.

Dzisiaj rano wyszczotkowałam włosy nową szczotką Kult z włosia dzika i wyszło tak:
IMAG1307.jpg
Włosy nie są przyklapnięte, błyszcza się na całej długości chociaż może tego nie widać na zdjęciu (ale to tez nie jest jakiś super błysk jak w reklamach). Rozczesywały się dobrze i są przyjemnie mięsiste w dotyku.  

Podsumowanie stycznia:
-po miesięcznym stosowaniu płukanek z mydlnicy lekarskiej skóra głowy raz była w lepszej w kondycji a raz w sumie bez zmian. Być może pod sam koniec miesiąca skóra już się przyzwyczaiła. Niemniej czasem faktycznie włosy były dłużej świeże, i zdarzało się, że mniej wypadały.

Inne produkty które stosowałam:
-do mysia: Białe Mydło Trawy i Zioła Agafii, mydło Sesa (ok. raz w tyg.),
-po myciu: odzywkę Nivea Long Repair, raz czy dwa Cece of Sweden Cherry&Keratin,
-przed myciem: olej łopianowy, maseczka wszystko-i-nic (mniej więcej taka jak wyżej),
-końcówki: serum Marion orientalne z o. kokosowym,
-inne: różowa glinka Fito spisywała się świetnie w roli suchego szamponu co wykorzystała 2 czy 3 razy (idealnie wtapiała się w mój kolor włosów).

Plan na luty:
-płukanki zastąpię wcierką,
-Białe Mydło zastąpię szamponem Natur Vital,
-olej łopianowy zastąpię o. kokosowym,
-reszta chyba bez zmian.

Zakupoholizm:
-nabyte: szampon aktywator wzrostu Babuszki Agafii (saszetka 100 ml),
-zużyte: brak.

Bilans znowu nie najlepszy, mam nadzieje, że w tym miesiącu uda mi się coś zużyć (liczę co najmniej na szampon i odzywkę Niveai, które chyba się mnoży w tym opakowaniu).

Czy u was zużywanie tez jest takie czasochłonne? :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hairlovelo
 
Tak się zdarzyło, że wczoraj podjęłam druga próbę wykonania maseczki z udziałem indyjskich ziół na całe włosy (dotychczas tylko na skalp). Pierwsza próba zakończyła się katastrofą, kiedy to dwie łyżki Amli od Hesh zmieszałam z 3 łyżeczkami oleju łopianowego od Green Pharmacy, w efekcie czego włosy  NIE DOMYŁY SIĘ (tzn domyły się tylko przy skórze głowy, dzięki czemu przy warkoczu wszystko było okey). A wczoraj:
IMAG1124.jpg
1. Kilka godzin przed myciem wtarłam w skalp spray z proteinami Lactimilk (tak późno się za nią zabrałam, a teraz tak ją polubiłam i chociaż używam 2, 3 tygodnie to połowy już nie ma).
2. Na ok 1-2 h przed myciem resztę włosów spryskałam również proteinami Lactimilka, a następnie nałożyłam: zmieszane 2 łyżki Kalpi Tone, 2 łyżki o. łopianowego GP z kilkoma kroplami gliceryny, o. z drzewa herbacianego i cedrowego.
3. Umyłam TRZY krotnie włosy (z obawy, że znowu się nie domyją, ale na szczęście to były tylko obawy) szamponem prowansalskim Planeta Organica (jednocześnie rozdziewiczając go).
4. Na kilka minut nałożyłam maskę Biovax do włosów ciemnych.
5. Na koniec w skalp wtarłam tonik przeciw wypadaniu Receptury Babuszki Agafii, a w końcówki serum z Mariona. Efekt wczorajszego kombinowania i całodziennego warkocza jest taki:
IMAG1123.jpg
Trochę żałuje, że nie mogłam zrobić zdjęcia przed związaniem ale mówi się trudno. Włosy są w dobrej kondycji, nie zauważyłam zmiany w objętości (jest ok, mimo że szampon PO jest oparty na łagodnych sub. myjących). Może nie rozczesują się super ale wszystko jest w normie. Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona.  

Czas na krótką recenzje. Olejek łopianowy ze skrzypem polnym przeciw wypadaniu od Green Pharmacy.
IMAG1125.jpg
OPAKOWANIE
szybko się tłuści, pewnie przez brak żadnego dozownika. Otwór jest trochę duży jak na taką buteleczkę przez co raz zdarzyło mi się wylać za dużo (a gdyby nieuwaga to pewnie by się zdarzyło więcej razy, radze przelać do czegoś innego).

ZAPACH
ani ładny, ani brzydki. Mi nie wadzi, z reszta jak na olej to nie ma czego wymagać.

KONSYSTENCJA
dosyć rzadka jak na olej ale to nadal olej.

DOSTĘPNOŚĆ
drogerie wszelakie (kupowałam go w Rossmannie i w "osiedlowej" drogerii).

SKŁAD
IMAG1128.jpg
*o. z nasion słonecznika;
*ekstrakt ze skrzypu polnego;
*o. kukurydziany;
*e. z łopianu większego;
*przeciwutleniacz.

Szanowni Państwo mamy więc "olej łopianowy" BEZ oleju łopianowego. Dodatkowo samego ekstrakty z łopianu jest najmniej spośród naturalnych składników. Stwierdzam z przykrością, że to drugi raz kiedy firma Green Pharmacy wprowadza w błąd. Jakiejkolwiek jakości by mieli produkty wolałabym, żeby zaniechali takich praktyk.

DZIAŁANIE
*Na skórę głowy: radze zachować umiar. Nakładać stopniowo, przedziałek po przedziałku (nie jest to wcale czasochłonne). W ten sposób unikniemy wzmożonego wypadania.
Ty razem nie stosowałam go regularnie na skalp niemniej w zamierzchłych czasach wersja z papryką spowodowała wysyp baby-hair, a w połączeniu z innymi olejami przyspieszał wzrost.
*Na włosy: jako olej spisuje się dobrze. Myślę, że spełnia wszystkie warunki jakie spełniają inne oleje i niczym w działaniu się nie wyróżnia. Jest to produkt który zachęcam wypróbować z ciekawości i z powodu niskiej ceny. Zostało mi pól buteleczki (z dwóch opakowań) i na razie po niego nie sięgnę ale może kiedyś do niego wrócę.
Ma on jednak jeden MINUS: czasem się nie domywa. Czasem tzn. kiedy przez przypadek wylało mi się go za dużo na dłoń i mimo wszystko całość wtarłam we włosy. Ten efekt niedomycia zdarzył się kilka razy dlatego nie mogę zwalić winy na szampon (nie pamiętam aby przytrafiło mi się coś takiego nawet gdy stosowałam Vatike opartą na parafinie, czyli raczej dość ciężko zmywalną).

PODSUMOWUJĄC
fajny produkt ale wkurzył mnie kilka razy przez niedomycie.

Więcej o olejkach GP:
mieszanka hairlovelo.pinger.pl/m/23219849
wersja z papryczką hairlovelo.pinger.pl/m/22313956

Na koniec mala dygresja. Macie długie włosy? Zapuszczacie? Jeśli tak to kiedy czujecie, że wasze włosy już już długie (nie chodzi o faktyczny ich stan, tylko uczucie)?
To pytanie kiedyś padło na innym blogu, przepraszam za nieoryginalność, ale bardzo mi się spodobało.

Ja czuje, że moje włosy są za długie gdy:
-po czesaniu, albo już nawet nie pamiętam przy jakiej okoliczności zamachnęłam się włosami w łazience i zbiłam porcelanowy kubek na grzebienie który stał na półce pod lustrem, strącając go.
-podobna sytuacja. Czesze włosy zazwyczaj głową w dół i czasem kiedy robię to w pokoju odchylając się do pozycji prostej moje włosy w locie zahaczają się o kurki (kurki? te małe uchwyty przy szafkach) i wciskają się miedzy nie a powierzchnie mebla.
-śpiąc, kiedy muszę je odgarniać.
-ale najbardziej dzisiaj: gdy robiłam zdjęcie włosów musiałam podjąć się kilku prób (według mnie o wiele za dużo) ponieważ aparat telefonu nie obejmował całych włosów. Zdjęcia włosów robię ciągle w tym samym miejscu (aparat ma również swoją stała wysokość). Wkurzona, że już nie mogę ustać na palcach, co wpływało na ostrość zdjęcia, założyłam szpilki. I tak oto udało się je uchwycić w całości.

Chociaż osobiście nie uważam aby były jakieś tam bardzo długie, raczej przeciętna długość.

Zastanawiam się też, czy lepsze są częstsze posty ale krótsze, czy takie jak dzisiaj: dłużej ale rzadziej publikowane (akurat dzisiaj nie jest to zamierzone). Jeśli macie zdanie w tej kwestii, podzielcie się nim. :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hairlovelo
 
Tak jak pisałam przy najbliższej okazji podczas mycia planowałam zaserwować włosom trochę protein i ziół. Tak też się stało.
Arsenał:
IMAG1004.jpg
1. Kostka drożdży (zdecydowanie starczyłaby połowa ale jakoś tak nie lubię jak się druga polowa miałaby zmarnować i tak poszła cała) oraz dwie łyżki jogurtu naturalnego zmieszałam z dwoma łyżeczkami maski Hesh KalpiTone. Dodałam po 5 kropel olejku z drzewa herbacianego i cedrowego. Mieszankę nałożyłam na włosy na ok 25 min (z moich obserwacji, nie dłużej niż pol godziny).
2. Umyłam włosy szamponem Balea Volumen.
3. Na kilka minut nałożyłam maske Biovax do włosów osłabionych (zielona; niesamowite jak wydajne są te saszetki, użyłam 3 raz a tam chyba jeszcze z połowa została).
4. Standardowo zabezpieczyłam końcówki Bioetiką i wtarłam w skalp tonik przeciw Wypadaniu Receptury Babuszki Agafii (brak na zdj.).

Efekt:
IMAG1003.jpg
No cóż... spodziewałam się większego bałaganu na włosach. Z objętością jest minimalnie lepiej. Widocznie lepiej działają na mnie maski stosowane po myciu. Włosy o dziwo łatwo się rozczesują, są gładkie, co raczej nie jest gwarantowanym efektem gdy stosuje maskę drożdżową. Wniosek: albo mi porowatość skoczyła w dół albo mam popaprane włosy które żyją własnym życiem bez względu na to co z nimi zrobię.

PEES. Widzieliście, już, albo może nawet zakupiliście i wypróbowaliście nową serie kosmetyków do pielęgnacji Biovax z bambusem? Mi ta seria wpadła w oko, szczególnie maskę bym przygarnęła ale zachowuje rozsądek. Szczególnie, że paczka w drodze.

A wy co zaserwowaliście włosom ostatnio? A może kupiliście im jakieś dobrodziejstwa w ostatnim czasie lub też czekacie na paczkę jak ja? :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

hairlovelo
 
Przyznam, że dzisiejszy post o wczorajszej pielęgnacji nie jest jakąś nowością dla mnie ale... ale to ja decyduje o czym  pisze, więc pisze co chce.
Schemat wczorajszej pielęgnacji staram się powtarzać co tydzień, tym razem nie wyszło, gdyż miałam dwutygodniową przerwę.
Ale może od początku, czego użyłam:
IMAG0932.jpg
1. Wyjątkowo zaczęłam od mycia: użyłam szamponu Balea Volumen Patchouli&Jasmin, standardowo dwa razy.
2. Maskę w pudrze Hesh Kalpi Tone rozrobiłam w wodzie i dodałam po trzy krople olejku z drzewa herbacianego i cedrowego, następnie nałożyłam ją na skalp.
3. Na pozostała część włosów nałożyłam maskę Biovax przeciw wypadaniu, wzmacniającą (czy jak ona tam się dokładnie nazywa; zieloną).
Po pol godzinie zmyłam maskę Hesh i Biovax, odsączyłam nadmiar wody i zabezpieczyłam końcówki odrobiną oleju kokosowego i serum Marion (olejki orientalne z kokosem).

Czego nie użyłam: nie olejowałam przed myciem, nie użyłam wcierki ani płukanki. Można więc powiedzieć, że skromnie gdyż zazwyczaj przed nałożeniem maski Kalpi Tone olejowałam włosy. Tak się włosy prezentują po wyschnięciu podczas snu:  
IMAG0927.jpg
Na zdjęciu widać, że jakoś super wygładzone nie są ale za to łatwo się rozczesywały przynajmniej na długości (ostatnio włosy plączą mi się u nasady). Włosy błyszczą się od cebulek aż po końcówki.

Jeśli chodzi o samą maskę Hesh Kalpi Tone to użyłam jej już trzeci lub czwarty raz i bardzo ją polubiłam. Owszem zapach ma bardzo męczący biorąc pod uwagę, że pogoda nie sprzyja siedzeniu w pokoju z otwartym oknem, ale te pól godziny wytrzymałam a zdarzało się i trochę dłużej. Maska jest mieszanką ziół i może nie najlepiej wygładza ale świetnie działa na mój skalp (tzn jak do tej pory, mam nadzieje że i tym razem tak będzie). Włosy są widocznie dłużej świeże i odbite u nasady (natomiast po glince ghassoul włosy są bardziej odbite ale za to krócej świeże). Nie będę tu się na razie więcej rozpisywała ale recenzja na pewno się pojawi kiedyś.
Jeszcze dodam, że wczoraj obydwie maski ładnie i szybko się spłukały z włosów.

A teraz czas na zaległe nowości:  
IMAG0885.jpg
*Cienie Rimmel: dawno już upatrzyłam sobie taką zieleń i w końcu ja mam, to już druga paletka Rimmel z tej serii, pierwszą sobie chwale więc zaryzykowałam tez na drugą 8,49zł; Pomadka MUA kosztowała mnie dosłownie kilka złotych i jakoś mnie nie zachwyciła / kosmetykizameryki
*Lakiery Wibo dorwane na promocji w Rossmannie za ok 5-6 zł, no cóż nie mogłam się oprzeć; konturówka Astor to jest to czego poszukiwałam od dawna czyli kredka w jasny różu, ładny odcień, trwała tylko szkoda, że jest w formie wysuwanej (wole tradycyjne kredki) ; Million Dolar Lip Wibo: skuszona obietnicą trwałych i matowych ust wybrałam jasny odcień, liczyłam na pudrowy róż ale odcień mam wrażenie, że trochę ciemnieje i popada w szarość. Mimo wszystko za te kilka złotych i tak ją lubię. / promocje w Rossmannie.

I to by było na tyle jeśli chodzi o promocje i zakupy kosmetycznie. Musze powykańczać resztę.
Zakupy włosowe:
IMAG0898.jpg
*Szpilka do włosów dorwana na wyprzedaży w sklepie indyjskim za 6 zł. Jeśli nie publicznie to na pewno wygodnie w domu, szkoda tylko, że chyba ją zgubiłam.
*Wypełniacz do włosów. Tradycyjny koki z wypełniaczem raczej jakoś mnie nie porywają ale to wpadło mi w oko i chociaż za pierwszym razem po małym dylemacie odłożyłam na półkę to za drugim już musiałam iść z nim do kasy. Hebe ok 15 zł.
  • awatar Ruda1990: Znając swoje zdolności artystyczne pewno nic by mi nie wyszło z ta szpilką ;) Jak podepniesz to zrób zdjęcia ;)
  • awatar hairlovelo: @Ruda1990: U mnie to tez jakos artystycznie nie wyglada ale jest wygodne. Moze kiedys bedzie ladne i wygodne to sie pochwale. Xd
  • awatar perasperaadastra81: wypełniacz mnie zaciekawił :)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

hairlovelo
 
Moje włosy od jak są jakieś takie nijakie. Zaczynają się strączkować, a skóra głowy nadal szaleje. O ile za to drugie jakoś jeszcze się nie wzięłam, to włosom postanowiłam zafundować drożdże. Arsenał:
IMAG0828.jpg
1. Pół kostki drożdży babuni + glinke ghassoul rozrobioną w mocnym wywarze z ziołowej herbaty (ok. pół szklanki) nałożyłam na włosy i skore głowy, a na końcu dodałam jeszcze trochę oleju makadamia i arganowego na długość.
2. Po nie długim czasie (maks pół godz, nie patrzyłam na zegarek) umyłam włosy szamponem Balea volumen.
3. Nałożyłam na kilka minut odżywkę Goddbye Damage Garniera.
4. W skórę głowy wtarłam tonik na wypadanie Agafii, a w końcówki serum Bioetika z proteinami.
Efekt:
IMAG0826.jpg
Włosy są mięsiste, skręcają się lekko chociaż to może być skutek tego, że miałam je związane w koczku, ale na pewno nie są obciążone.

Jeśli chodzi o podsumowanie miesiąca - stosowane kosmetyki: w/w odzywka Garniera, maska z proteinami mlecznymi Biortika, szampon Herbapol, serum Bioetika + olej Vatika na końcówki, olejowanie: krem Vatika na noc, olej makadamia, sporadycznie olej łopianowy na skórę głowy, z wcierek: tonik na wypadanie Receptury Babuszki Agafii (jednak odstawiłam go po dwóch tygodniach), kilka razy wcierkę DIY z sokiem z czarnej rzepy; płukanki: od czasu do czasu z mydlnicy.

Zakupoholizm:
- kupione - maska Kalpi Tone w proszku od Hesh;
- zużyte - szampon Herbapol z mydlnica do włosów tłustych, olej na gorąco Oriflame, olej makadamia w saszetce (10ml)... nie wiele tego.

Mały sukcesss, przez cały miesiąc do włosów kupiłam tylko ta jedną maskę. Mam zamiar do końca roku nic nie kupować i może sprezentuje sobie coś na święta (to już końcówka roku).

Kosmetyki na listopad:
IMAG0829.jpg
-olej arachidowy, ale w ostatniej kolejności; krem Vatika na noc (krótka data ważności); maska Bioetika zamiennie z odzywką Garniera (tą drugą chyba uda mi się zużyć do końca miesiąca); szampon Balea (ale może zamiennie z szamponem Natur Vital); wcierka DIY (chyba, że stracę cierpliwość i wyląduje w koszu), wcierka RBA (mam nadzieje, że przy niej wytrwam), gliceryna (krótka d/w), na końcówki serum Bioetika, olej kokosowy; olejowanie skalpu łopianowym; olej awokado i maska Biovax w saszetkach (nie potrzebnie się szwendają).

Większość powtórzyła się z zeszłego miesiąca gdyż oprócz szamponu i odżywki/maski brakowało mi systematyczności.

Plan jest taki:
-olejowanie włosów raz w tygodniu, skalp również raz w tygodniu (w inny dzień),
-wcierka DIY raz w tygodniu (zamiennie z o. łopianowym), RAB po myciu codziennie/co dwa dni,
-płukanki ziołowe,
-domowe maseczki raz na dwa tygodnie,
-chyba zacznę stosować maskę z glinką/maskę Kalpi Tone raz w tygodniu.

Mam nadzieje, że w listopadzie nie ulegnę zakupom, październik pod tym wglądem był udany.
Pokaż wszystkie (13) ›
 

hairlovelo
 
Po proteinową, domową maseczkę do włosów sięgam zawsze wtedy gdy widzę, że z włosami coś jest nie tak (szybko stają się oklapnięte, brak im życia). Moje cienkie włosy kochają proteiny więc postanowiłam po nie sięgnąć. Tym razem postanowiłam do podstawowej wersji dodać stary, zapomniany składnik.

MASKA PROTEINOWA
*kostka drożdży babuni (proteiny),
*łyżeczka jogurtu naturalnego (proteiny),
*jajko (proteiny).

1.Białko jajka ubiłam spieniaczem do kawy (kiedyś dodałam całe jajko ot tak i pamiętam, że następnego dnia wybierałam resztki białka we włosach). Do miski wrzuciłam drożdże oraz łyżkę jogurtu naturalnego i wymiksowałam to widelcem, dodałam żółtko, zamieszałam i wrzuciłam jeszcze białko (a raczej piankę z białka). Jajko znacznie rozrzedziło maseczkę ale dzięki temu mogłam swobodnie nałożyć ją na suche włosy. Tak sobie posiedziałam z 15-20 minut.
2. Umyłam włosy szamponem z Herbapolu.
3. Na kilka minut użyłam maseczki drożdżowej RBA, a raczej niekończące się jej resztki.
4. Na koniec zabezpieczyłam jeszcze końcówki.

Włosy zyskały puszystość a co za tym idzie i trochę więcej objętości. Brak efektu przyklapu i to mnie najbardziej cieszy. Niestety przez proteiny jajka, które stanowią chyba jakiś wyjątek w tej miłości do protein, włosy trudniej się rozczesują i są trochę takie szorstkie w dotyku. Ale mimo wszystko ładnie się układają i są odżywione.
IMAG0557.jpg
Dlaczego warto stosować proteiny (i nie tylko)? W skrócie:
Humekanty nawilżają (wiążą wodę), emolienty nawilżają pośrednio (zatrzymują tą wodę), a proteiny odbudowują włosy.

Jeśli wasze włosy nie kochają protein ale jednocześnie chcielibyście je im dostarczyć to wystarczy do maseczki dodać olej, naftę kosmetyczną, miód itd., itd. Lub gotową odżywkę (najlepiej wtedy wybrać albo jajko albo jogurt z drożdżami). Oczywiście dostępna jest masa proteinowych produktów do włosów już gotowych w postaci maseczek, odzywek najczęściej z jedwabiem, keratyną ale także proteinami mlecznymi.

A teraz muszę wrócić do olei bo jak już staram się ich tak często nie stosować to zostają całkowicie pominięte.

Stawiacie na domowe maseczki czy jednak te „kupne”? :)
  • awatar Ruda1990: Kiedyś więcej domowych, teraz raczej te kupne. Przynajmniej jeśli chodzi o włosy :)
  • awatar nadzieja7, Ania: zależy od tego ile mam na to czasu ;) jeśli mało to chociaż mieszam kupną maskę biovax + dodatki np.olej lniany ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hairlovelo
 
Ostatni taki wpis był 9 dni temu a ja mam wrażenie jakby wieczność. Może dlatego, że ostatnio w domu nic nie robiłam tylko się uczyłam. W każdym razie egzamin zdany yeaah i spokój przynajmniej na jakiś czas.

Zauważyłam, że wprowadzająca się jesień nie służy moim włosom. Łatwo tracą objętość, szybciej się przetłuszczają i chyba zwiększyło się wypadanie chociaż na razie nie dużo (głownie przy myciu ale to też może sprawka białego mydła).
Wdrażam w życie nowe "nawyki". Nie olejuje włosów przed każdym (albo prawie każdym) myciem. Naprzemiennie z olejowaniem używam płukanek, a ostatnio skupiam się na denkowaniu.

Wczoraj poirytowana stanem mojej skóry głowy postanowiłam sięgnąć po zapomniany peeling kawowy. Arsenal:
IMAG0532.jpg
[brak algo gdyż zużyłam je do końca]
Zrobiłam tak:
1. Dwie łyżki kawy wsypałam do dużego kubka i zalałam go do połowy wysokości. Następnie wylądowało tam pół łyżeczki kakao (którym wcześniej się ratowałam jako suchym szamponem), kopiasta łyżeczka alg morskich oraz niezliczone ilości błota z Morza Martwego. Mimo wszystko konsystencja była rzadka ale nie chciałam tam jeszcze wciskać maski czy szamponu. Naniosłam na skórę głowy i masowałam. Zostawiłam na jakieś 5 min.
2. Umyłam włosy szamponem jajecznym Barwa Naturalna.
3. Nałożyłam na kilka minut maskę drożdżową RBA.
4. Wtarłam płyn pokrzywowy Kulpol w skalp, a w końcówki olej kokosowy i serum Marion.

Efekt (zdjęcie po powrocie z egzaminu):
IMAG0529.jpg
Efekt: skóra odświeżona, cały martwy naskórek usunięty ale niestety brak cudownego odbicia u nasady chociaż tragicznego przyklapu nie ma. Chyba będę musiała się przyzwyczaić. Włosy na długości są bardzo miękkie (efekt po kawie), ale jednocześnie trudniej trochę je rozczesać i falują się a tego dawano nie było, to pewnie sprawka szamponu). Włosy się błyszczą i jest okey.
Już od jakiegoś czasu czułam, że skóra domaga się peelingu więc nie chciałam jeszcze dalej tego odwlekać.

A wczoraj była sobota więc czas i na zakupy. Takie skromnisie. Żadnego oleju i kosmetyku do włosów więc jest dobrze.
IMAG0524.jpg
*Wibo serum z miodem i keratyną na bazie wody termalnej - nowość w Rossmannie całkiem fajnie się zapowiadająca. Serum to chyba prawdziwe serum bo nie śmierdzi lakierem i nie wysycha. Szkoda, że brak więcej informacji od producenta.
*Wellness&Beauty peeling solny mango i kokos - polubiłam wersje oliwkową i chociaż mało wydajny ale skuteczny. Był na promocji a moje nogi od czasu do czasu domagają się pożądanego peelinigu.
*Korzeń mydlnicy lekarskiej (zioła to nie kosmetyk prawda?) bo nie poddaje się tak łatwo. Pewnie wyląduje w płukance (a może kiedyś uda mi się nią umyć włosy)
IMAG0535.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hairlovelo
 
hairlovelo: Włosowe spa tym razem było baaardzo obfite. O tak, można powiedzieć, że zaszalałam. Wróciłam wczoraj do domu wcześniej. Miałam na ten dzień zaplanowaną naukę, więc nie przewidywałam, że wyjdę jeszcze z domu. Pomyślałam sobie, że dawno nie olejowałam włosów na dłuuugi czas. Ostatnimi czasy owszem często, ale nie dłużej niż na godzinę. Zatem wczorajszy arsenał:
IMAG0412.jpg
1. Włosy spryskałam mgiełka Lactimilk, która jest bogata w proteiny (i śmierdzi). Po jakimś czasie nałożyłam olej lniany, który niestety obficie wylał mi się na dłoń (ale po nałożeniu nic nie ściekało więc wszystko w normie xd).
2. Po jakichś 6-7 godzinach (czyli już wieczorem) przygotowałam sobie maskę drożdżową - ulubieniec. Czyli kostka drożdży, dwie łyżki jogurtu naturalnego z dodatkiem dwóch łyżek alg morskich (w słoiku po Pudliszkach) i kilku kropel olejku z drzewa herbacianego.
3. Po pół godzinie zmyłam wszystko bardzo dokładnie białym mydłem Agafii (dwa razy jak to mam w zwyczaju).
4. Na kilka minut nałożyłam maseczkę drożdżową Receptury Babuszki Agafii (bez silikonów).
* Prawie bym zapomniała, po spłukaniu odżywki użyłam jeszcze płukanki tatarakowej.
5. Po odsączeniu wody ręcznikiem wtarłam w skórę głowy płyn pokrzywowy, który stosuje po każdym myciu.
6. I tu mi się urywa film, bo nie wiem czy zabezpieczałam końcówki zanim poszłam spać. Wydaj mi się, że nie. Rano końcówki były trochę szorstkie więc nałożyłam orientalny olejek Mariona wersja z kokosem.
IMAG0395.jpg
Było więc bardzo drożdżowo, co lubię, tzn. moje włosy lubią od czasu do czasu. Chociaż ostatnio sięgam po olej arachidowy to tym razem sięgnęłam po lniany, który po zakończeniu kuracji od wewnątrz nie ma co ze sobą zrobić. A że ważność ma do 15.09 to trzeba go jakoś zużyć chociaż jak na moje cienkie włosy jest " za ciężki" (lepiej spisze się na włosach wysokoporowatych, zniszczonych).
Widać już, że końcówki domagają się fryzjera ale doczekają się może w przyszłym miesiącu.
Ogólnie efekt jest zadowalający ale bez szału. Oleje wole jednak trzymać krócej (ale dłużnej niż godzina) i nie takie "ciężkie" jak lniany czy oleje na parafinie. Z reguły nie łącze olejowania z domową maseczką i tak też zostanie. Widzę, że włosy są odżywione, błyszczące i miękkie ale niestety ucierpiała objętość.

A tak wyglądały włosy po kilku godzinach gdy wróciłam do domu. Nie rozczesane, zdjęcie bez lampy w świetle dziennym (zrobione pod oknem).
IMAG0413.jpg
  • awatar Mrs Dangerous: Ładne włosy :)
  • awatar Orzeszkowa<3: Bardzo ładne włosy :) Co polecasz na zniszczone końcówki? Nie są jakoś bardzo zniszczone, ale trochę się rozdwajają.
  • awatar hairlovelo: @Orzeszkowa<3: Podciecie, chociaż 2-3 cm + silikonowe serum z dobrym składem np. Isana ma dobry i tani olejek ;)
Pokaż wszystkie (13) ›
 

hairlovelo
 
Jak zawsze przy tego typu postach zacznę od tego, że już dawno takiego nie było. A teraz przechodzę do konkretnych faktów. Oczywiście wspomnę o gorączkach i o tym, ze jednak musiałam się przekonać do silikonowych odzywek. Silikony i oleje w kosmetykach to sprzymierzeńcy włosów latem, szczególnie gdy jest tak ciepło. Po dwóch użyciach takiej odzywki stwierdziłam, że muszę z tęsknoty użyć lżejszej, bez silikonowej odżywki, ale tak by nie traciły na tym włosy.
Wczorajszy arsenał prezentuje się tak:
IMAG0269.jpg
1) pierwszy raz naolejowalam włosy olejem lnianym, którego wyłączyłam z diety, a zużyć go jakoś trzeba. Chociaż u niektórych olej lniany działa cuda to wydaje mi się, że dla moich włosów jest za ciężki, ale jeszcze to zbadam.
2) Po godzinie (chyba) nałożyłam na skore głowy maseczkę drożdżowa Agafii na pol godziny.
3) Po tym czasie na cale włosy nałożyłam odzywkę Cece od Sweden Cherry & Keratin i starałam się wmasować ją we włosy aby zemulgować olej. Tym sposobem olej 'rozpuściłam' odżywką, dzięki czemu łatwiej zmywał się z włosów. O samym emulgowaniu pisałam już kiedyś i jest oznaczone to w tagach.
4) Po ok 5 minutach umyłam włosy dwukrotnie szamponem Labell o zapachu kiwi, czyli tak jak zawsze.
5) Następnie dwie łyżeczki maseczki Agafii miód & owoce leśne wymieszane z łyżeczka maki ziemniaczanej nałożyłam normalnie jak odżywkę po myciu i po ok 10 min spłukałam włosy woda.
6) Na koniec wtarłam wcierkę i zabezpieczyłam jeszcze końcówki, jak zwykle odrobina oleju kokosowego i serum silikonowym.
IMAG0252.jpg
Mona by pomyśleć, że to trochę skomplikowane mycie włosów ale nie było ono ani czasochłonne ani meczące, gdyż po szybkim nałożeniem produktów zajmowałam się zwykłymi rzeczami i nie zwracałam na włosy uwagi.
Przede wszystkim chciałam przetestować skrobie ziemniaczana i już napisze, ze na pewno jeszcze do niej sięgnę przy najbliższej okazji. Fajnie zagęściła maseczkę tworząc jednolita masę. Nie było żadnych problemów z zapachem czy zmywaniem.
Włosy zemulgowałam odzywka gdyż bałam się, że olej lniany okaże się trudny do zmycia, a chciałam tego uniknąć.
No i oczywiście chciałam odżywić włosy po tej największej fali opałów. U mnie teraz słońce grzeje i jest chłodny wiatr, czyli idealnie. A raczej idealnie by było gdyby w nocy jeszcze padało. Ale nie o tym.

Efekty: olej domyty, a to najważniejsze. Włosy u nasady trochę mniej odbite niż zazwyczaj ale przyklapu nie ma. Włosy gładkie w porównaniu do poprzednich dni ale trochę trudniej się rozczesują. Są miękkie, a błyszczenie w normie. Ogólnie trochę dziwny efekt, jestem zadowolona ale ten brak objętości trochę mnie zdegustował. Niestety, jeśli nie miałam spiętych włosów z czubka głowy to zbijały się w stronki, czego bardzo nie lubię, ale o dziwo zachowują fason. Do maki ziemniaczanej, tak jak mówiłam, jeszcze wrócę i przyjże się jej bliżej. Ponieważ podczas mycia zastosowałam kilka nowości naraz mogę jedynie się domyślać co jest czego efektem, ale skrobia zrobiła na mnie wrzenie. No i nigdy nie sadziłam ze będę nakładać na włosy mąkę, jakąkolwiek.

Stosujecie skrobie ziemniaczana? Czy wolicie nie mieszać kuchni z łazienką? :)
  • awatar Pearlita: Ale masz długie włosy :)
  • awatar roger-the-alien: Właśnie mam olej na włosach, w takim razie lecę nałożyć odżywkę na nie więcej niż pół godziny. Nie wiem jak tu zrobić buziaka, ale przesyłam za te wszystkie informacje :)
  • awatar hairlovelo: @roger-the-alien: dasz po umyciu jak sie okaze czy sie sprawdzilo ;)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

hairlovelo
 
hairlovelo: Musze przyznać, że podczas mojego wyjazdu moje włosy doznały minimalnej pielęgnacji. Do tej pory 'minimalizm' w pielęgnacji kojarzył mi się szamponem, maską/odzywką i czymś na końcówki. Tym razem skończyło się na samym szamponie. Niemniej często miałam je związane, a podczas rozczesywania nie było aż tak źle więc w duchu mam nadzieje, że nie ucierpiały, a wręcz doznały małego odpoczynku i oczyszczenia.
Po powrocie chciałam zaserwować im coś odżywczego.
IMAG0215.jpg
1. Naolejowałam włosy Vatiką migdałową (pomijając nasadę) na kilka godzin (3? sama nie wiem, bo czymś się zajęłam i nie patrzyłam na zegarek).
2. Następnie na skórę głowy nałożyłam maseczkę drożdżową Agafii, a na resztę włosów maskę miodową Seri.
3. Po pół godzinie umyłam włosy szamponem aloesowym Labell i nałożyłam znowu maskę drożdżową tym razem na skórę głowy i na resztę włosów. Po kilku mi nutach zmyłam.
4. Na sam koniec w skórę głowy wtarłam płyn pokrzywowy Kulpol i zabezpieczyłam końcówki jak zawsze.
Dzisiejsze zdjęcie (włosy myłam wczoraj przed snem, wyschły same w nocy: grzech! Włosomaniaczki mówią by nie robić tego samego w domu).  
IMAG0214.jpg
Chciałam zobaczyć efekt maseczki drożdżowej po myciu i wyjątkowo nałożyłam maskę na skórę głowy. Włosy tracą fason u nasady dość szybko niemniej na długości jestem zadowolona z efektu gdyż nie zbijają się w strąki (mimo ich nałożyło mi się trochę więcej maski niż zazwyczaj). Są błyszczące po same końce i takie...hmm, sprężyste.
Mimo iż starałam się nie nałoży dużo maski u nasady to podejrzewam, że odbije się to na świeżości skóry głowy. Mam zamiar jeszcze zbadać bliżej działanie tej sławnej maski.
IMAG0198.jpg
I zdjęcie na zakończenie. Biedronka: Chupa Chups '20 laty minęło' kupiłam bardziej dla puszki niż dla lizaków (bardzo słodkie). Kwiatka kupiłam bo był tani, a ja takie bardzo lubię (nie wiem jaki to typ, ale w każdym razie nie trzeba ich często podlewać).

No i to tyle na dzisiaj :)
  • awatar hairlovelo: @dodzik-blog: Dziękuję ;) o właśnie, sukulenty to kwiaty dla mnie ;)
  • awatar kocieoko: piękne są !
  • awatar Julia Aleksandra: Jakie Ty masz rewelacyjne włosy :) Widać, że o nie dbasz i znasz się na rzeczy! Podziwiam!
Pokaż wszystkie (8) ›
 

hairlovelo
 
Zapewne każdy słyszał o metodzie mycia włosów ale bez użycia szamponu. Chociażby z opowieści babci, a właściwie bardziej prababci. No poo (czyli no shampoo) daje dużo alternatyw szczególnie dla osób z wrażliwą skóra głowy czy zniszczonymi włosami. Nie będę dzisiaj się o tym rozpisywać ale podczas ostatniego mycia włosów posłużyłam się właśnie jedną z takich alternatyw.

Już kiedyś wspominałam o myciu włosów odżywką (tutaj: hairlovelo.pinger.pl/m/23970154 ) i efekt mnie pozytywnie zaskoczył. Obawiałam się, że jeśli nie użyje szamponu włosy będą niedomyte, tłuste, a w najlepszym przypadku i tak je będę musiała umyć następnego dnia. Otóż  nie! Przełamawszy pierwsze lody podczas ostatniego mycia wykorzystałam inny sposób. A efekt po myciu i wyschnięciu włosów wyglądał tak:
IMAG0062.jpg
Gdyby ktoś mi powiedział kiedyś, że będę myła się błotem to bym chyba wyśmiała go od kosmity. No ale... stało się. Od początku. Moja ekipa czyli wszystkie użyte produkty podczas ostatniego mycia:
IMAG0080.jpg
1. Błoto z morza martwego (White Flower) rozrobiłam z wodą na dość rzadką papkę, ale łatwiejszą do rozprowadzenia. Następnie dokładnie jak tylko się dało wmasowałam je w skórę głowy, po chwili zmyłam i powtórzyłam zabieg.
2. Po "myciu" użyłam maski L'biotica Biovax 3 oleje ponieważ z wcześniejszego doświadczenia wiem, że włosy po błotku są dość szorstkie i trudne do rozczesania. Nałożyłam ją na kilka minut ale bez czepka, jak zwykłą odzywkę.
3. Po spłukaniu maski jak zwykle na końcówki poszło trochę oleju kokosowego.
4. I na zakończenie silikonowe serum, a raczej silikonowo-proteinowe z Bioetiki.
IMAG0061.jpg
Tak wyglądały włosy wczoraj (włosy umyłam w czwartek wieczorem przed snem, wyschły same podczas spania - wiem, tak nie powinno się robić dbając o włosy ale tak mi wygodniej) po rozczesaniu szczotką z włosia dzika. Są lekko sztywne, puszyste ale nie spuszone i łatwo się rozczesują. Mimo użycia dość intensywnej maski, która zwykle łatwo obciąża mi włosy włosy były uniesione u nasady. Mam też wrażenie, że błyszczą się trochę mniej ale za to gdy są rozpuszczone wygląda jakby było ich więcej.

Błoto dzięki zasadowemu odczynowi pochłonęło sebum a jednocześnie nie zdarło warstewki ochronnej tak jak robi to szampon. Mycie włosów błotem czy glinkami praktykowało wiele kobiet od zamierzchłych czasów.

Niestety przy błocie jest trochę zachodu. Samo rozmieszanie z wodą i nakładanie wymaga wprawy i przyzwyczajenia. Przy okazji brudzi się trochę wannę, jednak łatwo to zmyć samą wodą. Nie wiem czy w najbliższym czasie (wszak mam do zużycia jeszcze szampony) ale sięgnę jeszcze kiedyś po błota gdy moja skóra głowy będzie się nadmiernie przetłuszczała.
IMAG0060.jpg
  • awatar Catkin ☆: Jej, włosy wyglądają ślicznie i zdrowo. Chyba wypróbuje :)
  • awatar Mian: Łał, nie wiem czym bym mogła się przełamać, pewnie tez bym miała obawy, że włosy będę niedomyte :D A u Ciebie efekt jest świetny, włosy wyglądają bardzo zdrowo, są śliczne :D
  • awatar Princessa21: Piękne włosy :)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

hairlovelo
 
hairlovelo: Włosowe spa: wczoraj postanowiłam wykorzystać nowe zakupy kosmetyków do włosów, a konkretnie jeden. Oto czego użyłam:  
IMAG5721.jpg
-Na zwilżoną wodą skórę głowy nałożyłam maseczkę Dermaglin, raczej nie w za dużej ilości i raczej niedokładnie.
-Zwilżyłam włosy mgiełka wzmacniającą Green Phramacy, która zapomniałam dodać do zdjęcia (dopiero teraz mi się przypomniało).
-Nałożyłam olej arachidowy na włosy.
-Po godzinie, od momentu kiedy zaczęłam nakładać maskę z Dermaglin, umyłam włosy dwa razy szamponem piwnym.
-Następnie nałożyłam maseczkę Biovax 3 oleje, włosy zmięłam w niskiego koczka którego opatuliłam foliowym czepkiem. Po ok 10 min zmyłam włosy.
-Na koniec zapomniałam o oleju kokosowym i na końcówkach wylądowało samo serum arganowe z Bioelixire.
Mniej więcej wygląda to teraz tak. Mniej więcej ponieważ robię zdjęcia zwykłym smatrfonem więc brak dokładnej dokładności trzeba mu wybaczyć.
25,05,2015.jpg
Włosy wydają się być w dotyku mięsiste, nie są jednak spuszone. Błyszczą się i na szczęście objętość została zachowana. Trochę się plączą ale najważniejsze, że u nasady i na końcach jest dobrze, to mi wystarczy.

Przez najbliższy czas chce wypróbować nową maseczkę do skóry głowy, później zamierzam wrócić do wcierek, bo chociaż kozieradka mi nie przeszkadzała to jakoś po tygodniu mi się znudziła.

ps. w czwartek leci Titanic!!!
Pokaż wszystkie (7) ›
 

hairlovelo
 
hairlovelo: Dawno już, nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz zrobiłam domową maseczkę. Postanowiłam, że przyszedł na to najwyższy czas. Pojawił się jeden problem. Gdzie te drożdże? No i zaczyna się kombinowanie.
Ok. 1,5 łyżki jogurtu naturalnego, tyle samo miodu, odrobina wody, łyżka emulsji Gloria i wychodzi dość rzadkie. Wsypuje do tego alg morskich, ale średnio chcą się gładko wymieszać. Podobnie miód, który lekko zbija się w grudki. W gruncie rzeczy jednak nie jest tak źle, maseczkę łatwo się rozprowadza.
Miks nakładam na skórę głowy i włosy, a na to dodatkowo olej argonowy aby maska nie wyschła. Miało być 20 min, ale jak zwykle zasiedziałam się no i godzinka zleciała, a że nie chciałam już dłużej z tym siedzieć poszłam to zmyć.
Mycie standardowo: szampon Petal fresh, maska Kallos Keratin.
Efekt: włosy są wygładzone, miękkie i błyszczące ale niestety traci na tym objętość. Obwiniam za to miód, mam wrażenie, że za każdym razem gdy go używałam w tego typu celach działa właśnie w ten sposób, za to nie płacze włosów i łatwo się rozczesują (z czym może być problem po masce drożdżowej).
Droższe niezastąpione jednak są.
Może w przyszłym tygodniu zaopatrzę się w droższe i nadrobię długa przerwę.
IMAG5546.jpg
Edit: postanowiłam zrobić małe porównanie. Trudno mi jest znaleźć dwa zdjęcia w tej samej skali dlatego trzymam się chociaż jednej bluzki. Zdjęcie z prawej jest dokładnie z 3 lutego, zdjęcie z lewej z dzisiaj, czyli 22 kwietnia. Prawie trzy miesiące: dwa miesiące i 19 (?- w przybliżeniu) dni.
IMAG0006.jpg
Juhuu, chyba coś urosło (chyba? mam nadzieje, że to nie tylko moje wrażenie, chyba), bo cały czas mam wrażenie, że stały w miejscu. Najważniejsze, że do przodu (albo raczej w dół). :)
Pokaż wszystkie (7) ›
 

hairlovelo
 
Dawno już nie dopieszczałam tak włosów, a to dlatego, że w ostatnim czasie robię to w mniejszym stopniu ale częściej olejując włosy przed myciem.
IMAG5505.jpg
Prawdopodobnie wczoraj nie zrobiłabym tego co zrobiłam jednak po użyciu henny stwierdziłam, że dobrze to zrobi moim włosom. Ale od początku. Oto wczorajszy i nie tylko arsenał:
IMAG5508.jpg
W sobotę poświeciłam 2-3 godziny na rzecz henny (2 w 1, sprzątanie i hennowanie) przygotowując ją tak jak każe producent, czyli 12 godzin przed nałożeniem rozrobiłam z sokiem z cytryny i wodą i pozostawiłam na noc (akurat przy tym odcieniu henna musi poleżakować, z pozostałymi już nie ma takiego problemu).
Kiedy już nadszedł czas poszłam zmyć henne ale tylko letnią wodą (włosy umyłam przed jej nałożeniem).
Efekty są dosyć zaskakujące:
-włsy aż do następnego mycia były "surowe" tzn. nie nakładałam na nie żadnych odżywek, olejków, nawet serum na końcówki, mimo tego nie były matowe, wyglądały naturalnie i w pierwszym dniu układały się idealnie. Bałam się, że będzie przyklap-nie było. Włosy były puszyste ale strasznie się plątały. Nie dało się ich rozczesać, chociaż może nie było to plątanie i kołtunienie. To trochę jakby tak włosy czepiały się siebie.
Drugiego dnia włosy już łatwiej się rozczesywały ale nadal trochę ciężko. Włosy nie przetłuszczały się tak jak normalnie, ale straciły już na fasonie (wyglądały jak tłuste włosy tylko bez łoju u nasady xd).
Po drugim dniu z ulgą mogłam już umyć włosy i postanowiłam zrobić coś więcej, ponieważ po tych dwóch dniach bez żadnego odżywienia, a jednak henna to zioła, które lekko przesuszają, potrzebowały tego.  

-Naolejowałam skalp tak jak zawsze moim miksem,
-następnie zwilżyłam włosy na długości wodą i nie szczędząc sobie nałożyłam maskę Biovax 3 oleje,
-po tym umyłam normalnie włosy szamponem nawilżającym Petal Fresh
-i nałożyłam maseczkę z ceramidami od Ziaji (myślałam, że już ją wykończę ale na danie jeszcze trochę zostało, a nie chciałam obciążyć włosów),
-na koniec tak jak zwykle odrobinę oleju koksowego na końcówki i silikonowego serum Bioelixire.

Efekt jak na zdjęciu. Włosy są wygładzone (aż nie pamiętam kiedy ostatnio tak były), a nawet trochę za bardzo ponieważ brak im objętości i po jakimś czasie zbijają się w strąki. Natomiast bardzo się błyszczą, dzięki hennie wydają się grubsze, są miękkie i o wiele łatwiej je rozczesać.

Podsumowując jestem zadowolona, ale często nie będę powtarzać tego zabiegu ponieważ bardziej mi zależy na objętości.

Jeśli chodzi o kolor włosów to zdjęcie, mam wrażenie że tego nie uchwyciło, to zmienił się bardziej niż się spodziewała, chociaż po pierwszym myciu też się trochę zmienił. Włosy zyskały rudawy-czerwony odcień, najwięcej jednak zależy od światła. Wszyscy mi jednak mówią, że naturalne lepsze więc jeśli kiedyś jeszcze sięgnę po hennę to bezbarwną. A wydaje mi się, że sięgnę ponieważ efekt bardzo mi się spodobał, przynajmniej jak na razie.

A wy od czasu do czasu robicie sobie włosowe spa? =)
  • awatar MissJ.: Piękne włosy :)
  • awatar eM-: ja staram się raz w tygodniu robić sobie takie SPA dla włosów ale henny nie próbowałam i chyba nie wypróbuje bo farbuję włosy. Olejowanie staram się robić- mam do tego olejek kokosowy. piękne masz włosy :)
  • awatar blog.carolicious: Ale arsenal !! :)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

hairlovelo
 
hairlovelo: Włosowe spad trochę inaczej niż zwykle ponieważ efekty na dzień po (tzn. dwa dni po myciu, włosy myje przed snem).

Od jakiegoś czasu wprowadzam systematyczność, także nic nowego, na włosach wylądowała maska drożdżowa z drożdży babuni i jogurtu naturalnego. Tym razem dodałam kilka kropel olejku z drzewa herbacianego ale różnicy nie zauważyłam.
Nie wiem czy już o tym wspominałam, może się powtórzę, ale maseczka jest idealna do włosów które łatwo obciążyć, cienkich i szybko zbijających się w strąki.
Jakoś zdjęcia jest jaka jest ale musiałam je robić przy włączonej lampie.
IMAG5452.jpg
Sobota jak zwykle zakupowa więc...
Oto jak kończy się zakupy z moją mamą:
ja-patrz, to ten szampon, który chciałam sobie kupić,
mama-to weź,
-nie no już kupiłam inny,
-no weź bo później znowu będziesz chciała i nie będzie.

Przekonała mnie. Uległam. Zła ja.
IMAG5435.jpg
Potrzebowałam również delikatnego, pastelowego lakieru do paznokcie. I jest. Golden Rose, 4,50zł.
IMAG5445.jpg
A także namówiłam mamę na coś, według mnie, super. Orzechy prące to ekologiczna, naturalna i idealna dla alergików alternatywa dla proszku do prania. Może nie są najtańsze, ale biorąc pod uwagę alergie panujące w moim domu to wychodzi cenowo podobnie jak proszek Białego Jelenia. Z tą różnicą, że orzechy nie zostawią białych śladów na czarnych (i nie tylko w sumie) ubraniach. Gdy otworzyłam kartonik to byłam szczerze zdziwiona, że aż tylko mieści się w nim orzechów. Nie wiem czemu, zawsze wyobrażałam sobie taką małą paczuszkę. ;D
Orzechy  można stosować w każdej temperaturze. Wystarczy wrzucić do małego woreczka 3-5 orzechów, które można użyć do 4 prań. Tak przynajmniej informuje producent, a także przedstawia różne inne zastosowania:
-jako mydło,
-szampon,
-płyn do naczyń.
Ogólnie rzecz biorąc do czyszczenia.
IMAG5446.jpg
  • awatar myszonek: Daj znać, czy orzeszki dobrze piorą :)
  • awatar perasperaadastra81: jestem ciekawa tego szaponu-daj znać jak się spisuje:)
  • awatar Świat MyLady: super wpis.Fajny kolor lakieru przypadł mi do gustu :) i orzeszki bardzo ciekawe
Pokaż wszystkie (5) ›
 

hairlovelo
 
hairlovelo: Od ostatniego tego tupu 'zabiegu' minęły dwa tygodnie, więc stwierdziłam, że w końcu przyszedł czas na cotygodniową maseczkę. Tym razem padło na drożdże. Po kilku eksperymentach, po których bardzo polubiłam miód, mimo wszystko postanowiłam wrócić do tych śmierdziuchów.
IMAG0016-1.jpg
Do maseczki można użyć zwykłych drożdży lub drożdży piwnych. Ja niestety do tych drugich nie mam dostępu, ale gdybym miała to wiadomo, że bym spróbowała. U mnie w domu najczęściej goszczą Drożdże babuni więc to je zawsze wybieram.
IMAG0017.jpg
Tak było i tym razem. Zadowolona, że znalazły się drożdże kompletnie zapomniałam o drugim równie ważnym składniku jakim jest jogurt naturalny. I już po cichu zakrada się panika, i już po cichu rujnuje mój plan, kiedy przypominam sobie o mleku. Tak więc całą kostkę drożdży zalazłam mlekiem na oko (tyle ile na zdjęciu) i wymieszałam na gładką masę.
IMAG0018.jpg
Jak na maskę to była ona rzadka, do głowy przyszła mi mąka ziemniaczana, której dodałam niecałą łyżkę. Maska była niby dosyć rzadka ale jakaś taka lepka, z tego powodu staram się nie nakładać jej na suche włosy, aby niepotrzebnie ich nie ciągnąć.
Ponad to maska nie pachnie jakoś cudownie, natomiast można trochę go zamaskować odżywką lub olejkiem o intensywnym, przyjemnym zapachu.
IMAG0021.jpg
W skrócie tym razem wyglądało to tak:
*sok z aloesu na skórę głowy i na włosy,
*maska drożdżowa (drożdże, mleko, mąka ziemniaczana) na ok. 20min,
*mycie: szamponem 7 ziół, następnie odżywka z ekstraktem z awokado, a na sam koniec ocet z malin na całej długości włosów,
*po myciu: standardowo wcierka łopianowa i zabezpieczanie końcówek olejem kokosowym i serum z olejkiem argonowym.

Efekt:
IMAG0020aa.jpg
Jestem zadowolona, włosy są takie puszyste i nie zbijają się w stronki, a jednocześnie są nawilżone. To co najbardziej, mimo wszystko, mnie cieszy to objętość (brak przyklapu) i to, że podczas mycia wypadało mniej włosów.

Kiedy powiedziałam fryzjerce, że chce aby lekko postopniowała włosy ona stwierdziła, że wtedy włosy tracą na objętości. Ja natomiast uważam, że to pasuje moim włosom i  mam wrażenie, że jest odwrotnie.

A ile pączków macie już za sobą? ;D Ja jeszcze ani jednego :(
  • awatar gość: Czym sie chwalisz?marne te włosy
  • awatar hairlovelo: Nie chwale się po pierwsze, po drugie marne bo marne ale nie zniszczone, pokaż swoje :)
  • awatar zielona85: bardzo ładne, błyszczące, widać że zdrowe i zadbane :)
Pokaż wszystkie (9) ›
 

hairlovelo
 
hairlovelo: Wczoraj przyszła pora na cotygodniową maseczkę z kilkudniowym opóźnieniem. Maseczka jest bardzo prosta i na pewno każdy składnik znajdziemy u siebie w domu.
Składniki:
*dwie łyżki miodu
*dwa żółtka
wymieszałam i powstał mi dość gęsty miks. Ze względu na wygodę aplikacji dodałam jeszcze łyżeczkę emulsji Glorii. Do maseczki można dodać każdą inną odżywkę/maskę, ale najlepiej gdyby nie miała silikonów. Maseczkę dobrze mi się aplikowało, wmasowałam ją w skórę głowy i we włosy.
Ale po kolei. Wczorajszy arsenał:
IMAG5246.jpg
Pierwszym etapem było nałożenie soku z aloesu na skórę głowy i włosy (sok przelałam do buteleczki z atomizerem), następnie na tak zwilżone włosy nałożyłam wyżej opisaną maseczkę. Ostatnim krokiem było nałożeniem niewielkiej ilości oleju arachidowego, ale już tylko na długość, szczególnie na końcówki.
Włosy zwinęłam w koczek, założyłam foliowy czepek i zrobiłam turban z ręcznika. Wszystko po to by maseczka nie wyschła, a jej składniki pod wpływem ciepła mogły sobie działać. Posiedziałam tak z godzinkę, chociaż wystarczy 20 min, ale tak to już jest z czasem kiedy się usiądzie do książki.
Po tym czasie normalnie umyłam włosy szamponem piwnym Barwy, a po myciu standardowo odzywka, w tym przypadku Garnier AiMK. Końcówki zabezpieczyłam jak zwykle duetem oleju kokosowego z serum Bioelixire.

Efekt: włosy w dotyku są niesamowicie miękkie i lekkie, takie puszyste, ale co najważniejsze są niesamowicie nawilżone, a przy czesaniu nie miałam jak najmniejszego problemu.  
IMAG5244.jpg
Po dwóch tygodniach wcierania mieszanki olejków moje brwi idą dobrą drogą. Dobrze jeszcze nie jest ale już prawie. Z resztą gorzej już chyba nie mogło być.
brwi.jpg
To zdjęcie dokładniej przedstawia dzisiejszy stan.
IMAG5254.jpg
W brwi i rzęsy codziennie (no prawie, wciągu dwóch tygodni ominęłam dwa wieczory) wcierałam olejek rycynowy wymieszany z oliwa z oliwek z dodatkiem olejku z drzewa herbacianego. Olej rycynowy stosuje już od bardzo dawna rzadko jednak regularnie ponieważ wtedy powoduje u mnie lekko zwiększone wypadanie. Stosowałam go więc kiedy czułam, że brwi i rzęsy są w gorszej kondycji.
Po mieszance, którą stworzyłam przez przypadek nie zauważyłam efektów ubocznych. Udało mi uzupełnić lukę w brwi, a rzęsy są zdyscyplinowane. Niestety nie zauważyłam, aby były dłuższe, nie oczekiwałam tego, ale wiadomo, że to zawsze mile widziana niespodzianka.
Od dzisiaj przerzucam się na coś nowego, ale na pewno moja nowa mieszanka (chociaż w sumie już nie taka nowa) nie pójdzie w zapomnienie.
  • awatar Humraa: Twoje włosy wyglądają na napuszone ;) a tak spytam jeszcze, co Ci sie stało w brew że taka "luka"?;)
  • awatar Świat MyLady: Fajny wpis :),Na napuszone włosy bez przesady nie wyglądają..po prostu są nie równe.Miałam również ten problem,ze zapuszczałam włosy no i właśnie jak Ty były nie równe mnie to osobiście bardzo wkurzało i wyrównałam :) masz ładne długie rzęsy i trzymam kciuki,żeby twoje brwi ci z gęstniały :) Pozdrawiam
  • awatar eM-: jakie Ty masz piękne włosy :)
Pokaż wszystkie (11) ›
 

hairlovelo
 
Dzisiaj trochę o kosmetyku, który pozytywnie mnie zaskoczył i nawet zainspirował. Od początku stycznie postanowiłam wcierać regularnie ziołowe serum z Apteczki Agafii na porost włosów. Tak było i teraz. Tym razem postanowiłam też zaaplikować serum na całe włosy. Następnie nałożyłam na nie olej argonowy i to był strzał w dziesiątkę! Olejuje włosy już jakiś czas i próbowałam na wodę, na zwykłą odżywkę czy na sucho. Stwierdziłam, że większej różnicy nie widzę więc dalej olejowałam najwygodniejszym dla mnie sposobem czyli an sucho. Sam olej argonowy nie wywołał u mnie fascynacji więc zazwyczaj stosowałam inne oleje. Po tym miksie efekty olejowania są wręcz widoczne od razu. Włosy są miękkie, wygładzone i błyszczące. Po prostu wyglądają zdrowo.
IMAG4959.jpg
Po takim "zabiegu" umyłam dwukrotnie włosy żelem Babydream i nałożyłam odżywkę Garnier z awokado. Efekt podoba mi się tym bardziej, że włosy nie są obciążone u nasady i nie wypadały przy myciu jak to czasem u mnie bywa przy olejowaniu.
IMAG4976.jpg
Jeśli chodzi o inspiracje. Wcześniej raczej nie sięgałam po zioła, a jeśli już to był to szampon albo wcierka, jednak nic po czym spodziewałabym się odżywienia włosów. Myślałam, że zioła mogłyby by przesuszyć moje włosy. Teraz mam przeogromną ochotę wypróbować je w duecie z olejem.

A tu moje małe zakupy w ramach nagrody za nic-nie-kupowanie (kosmetyki do włosów) przez cały grudzień. Oczywiście w moim postanowieniu będę trwać dalej i celem jest zużycie tego co aktualnie posiadam i dokupienie ewentualnie rzeczy niezastąpionych, chociaż tych też mam na razie dosyć. Także do końca stycznia nic-nie-kupowanie ciąg dalszy.
IMAG4965.jpg
Przyznam szczerze, że uległam cenom tych produktów, ponieważ były one konkurencyjne z kosmetykami stacjonarnymi, może oprócz białego mydła a na tym zależało mi najbardziej.
IMAG4969.jpg
W paczce znalazły się więc dwa kremy do twarzy, ponieważ jest ona ostatnio w nie najlepszym stanie i potrzebuje dawki nawilżenia. Z wyjątkiem tego moja cera nie jest jakoś wymagająca. A także wypomniane wyżej białe mydło, winowajca zakupów, o ładnym, subtelnym zapachu mydlanym (jak na mydło przystało).
IMAG4972.jpg
Oprócz tego pokusiłam się na maseczkę z miodem gryczanym i jagodami, z racje tej, że odżywka Garniera już mi się kończy i szukałam czegoś lekkiego, najlepiej bez silikonów. Dodatkowo dwa toniki na skórę głowy i tutaj to już był chyba mój kaprys i niezdecydowanie. No cóż przynajmniej zrobiłam sobie zapasik. Postanowiłam stosować je tak jak serum 7 ziół, gdy już je wykończę.
IMAG4974.jpg
  • awatar fac3card: Świetny blog♥
  • awatar Gabrielaa: Musze wypróbować szampon bebydream, również zużywam kosmetyki niestety trochę schodzi zużywanie zapasów, a kupować by się chciało ;) powodzenia w kolejnym miesiącu!
  • awatar JaramSieRapem: fajna nagroda, gdzie kupiłaś te kosmetyki ? ;)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Kategorie blogów