Wpisy oznaczone tagiem "wiśniówka" (4)  

chupa-cabra
 
chupa-cabra: Siedzę w pracy i użeram się z dokumentacją finansową. Ale w porównaniu z zeszłym tygodniem jest spokój.

Przypomniało mi się, że miałam zabrać Dziecko do Zakopca na wycieczkę.No cóż, w tym tygodniu raczej nic z tego, nie mam ani czasu, ani kasy. Zgłosiłam się na fajne szkolenie, ale jeszcze nie wiem, czy mnie przyjmą. No i w niedzielę jadę do Lwowa. Na pewno przez cały tydzień będę milczeć, bo mój komputer chyba nie jest ubezpieczony od kradzieży.

Od gości z Ukrainy dostałam chałwę i wódkę wiśniową Niemiroff. Tego drugiego jeszcze nie próbowałam, chałwa nie bardzo mi smakuje. Ostatnio dostaje same wiśniówki. Lubię wiśnie, ale bez przesady. Wódka może być, dobrze że nie whisky, której nie znoszę.
 

panhavranek
 
Poniedziałek przerodził się we wtorek. Weekendowa nalewka wiśniowa to już przeszłość, trzeba wrócić do obowiązków dnia codziennego. Czyli w sumie wychodzi na takie samo obijanie, co w niedzielę i sobotę, tyle że bez alkoholu, bo nigdy nie wiadomo co nagle wyskoczy i czy nie trzeba będzie wykorzystać nietknięty przez używki mózg. A poza tym picie w trakcie tygodnia to dobre dla studentów, nie dla ludzi (hyhyhyhy) pracy.
Przejdźmy jednak do konkretów- Kto ogląda „Terra Nova“? Ten jakże głośny serial dotyczący takich przygód jak podróży w przeszłość oraz dinozaurów jeszcze przed premierą okrzyknięty został prawdziwym przełomem i czymś zupełnie nowym. Ogromny budżet, (ponoć) niesamowite efekty specjalne, niebanalne historie; wszystko to kazało przypuszczać, iż będziemy mieli do czynienia z hitem. W rezultacie po emisji dziesięciu odcinków pierwszego sezonu produkcję zdjęto. Z hucznych zapowiedzi nie zostało w zasadzie nic, a sam serial okazał się mocno wypromowany marketingowo, ale tak sobie skrojony.
Weźmy chociażby dinozaury. Ziomboje z produkcji zapowiadały, że to co zobaczymy na ekranie zaskoczy nawet największych niewrażliwców, którzy z niejednym modelem 3D mieli do czynienia. W praktyce okazało się, iż „Park Jurajski“ z lat dziewięćdziesiątych jest znacznie bardziej zaawansowany, a przynajmniej na taki wygląda. Lipa panie, bo poza aktorami i scenografiami spora część budżetu miała iść w tym właśnie kierunku. I tego kompletnie nie widać, co oznacza, że albo ktoś 3DSMaxa nie opanował albo niespecjalnie się przykładał.
Fabuła również miała nas wbić w fotele, a okazało się, że jest sobie tak. Zanieczyszczona ziemia, podróż do prehistorycznych czasów, by zacząć on nowa, różne frakcje, twardy pułkownik z „Avatara“. Moc zestaw, ale tylko w zamierzeniach, bo w efekcie było nudno, familijnie i bez emocji. Pojawiały się motywy tajemnicze, mające nas przykuć do ekranów, ale nie sprawiły one, że widzowie rzucili się na „Terra Nova“.
Trochę szkoda, bo produkcji science fiction mamy mało i każda jest na wagę złota. Przepis na udany serial to jednak coś więcej, niż tylko efekty oraz dinozaury. Zabrakło tego czegoś, tej esencji, która sprawia, że dany produkt jest zrobiony przynajmniej dobrze.
 

panhavranek
 
Wiśniówka z poprzedniego wpisu opuściła na dobre mój organizm, choć zbliża się weekend, więc nie jest pewne, czy aby braki nie zostaną uzupełnione. Jako że szansa na taki obrót sytuacji jest całkiem dużą postanowiłem, iż jeszcze przed sobotnim wieczorem coś skrobnę, gdyż później może być za późno, a klimat nie będzie sprzyjał specjalnie skomplikowanym pisemnym wynurzeniom.
Otóż za około dwa tygodnie startuje drugi sezon "Falling Skies". Jest to opowieść zdecydowanie w moich klimatach, gdyż są obcy oraz zdominowana przez nich ludzkość, która wszelakimi sposobami próbuje wykonać podobny manewr jaki robi każdy, kto próbuje dać do zrozumienia gościom, że siedzą u nas nieco za długo. Chodzi tu rzecz jasna o perswazję, choć w wypadku "Falling Skies" nie idzie o delikatne sugestie, lecz strzelanie, wybuchy oraz szeroko rozumianą destrukcję.
Tłem serialu jest zniszczona i zdziesiątkowana planeta, na której niedobitki próbują się organizować i w miarę możliwości przeciwdziałać najeźdźcom. Z czasem pojawiają się pewne tropy świadczące o tym, iż obcy wcale niekoniecznie są tak mocni jakby to początkowo się wydawało, a porywane przez nich dzieci mogą stanowić klucz do rozwikłania zagadki kimże są przybysze.
Serial nie jest rewelacyjny, ale raz że obecnie niewiele jest w telewizji (hyhyhy, chodzi tu o TorrentTv oczywiście) prawdziwego science fiction, a pod drugie da się to oglądać bez zgrzytów. No i końcówka 1 sezonu wzbudza spore zainteresowanie, choć obawiam się, że nieprędko dowiemy się o czym Tom Mason, jeden z głównych bohaterów, rozmawiał z obcymi na ich statku. Generalnie polecam, bo to tylko 10 odcinków, a i na chwilę obecną nie ma nic lepszego w tej tematyce, nie licząc "Fringe".
Oho, właśnie przyszedł sms z dość wymowną treścią: "Dobra nalewka wiśniowa stop dzisiaj stop bez dyskusji". Czyli jestem prekognitą.
 

panhavranek
 
Budzę się w niedzielny ranek i, o żeż ty, jak boli! Okazuje się jednak, że jednak prawie 0,7 litra wiśniówki to jednak nieco za dużo dla mej styranej życiem głowy i wątroby. No nic, nie pierwszy raz, ale na pewno po raz ostatni (słowa, które zna każdy pijący, który budzi się następnego dnia).
Gdy już się nieco ogarnąłem uznałem, że nie ma sensu robić czegokolwiek sensownego, bo i tak wyjdzie z tego mniej więcej to, co wychodzi z każdego człowieka na drugi dzień. Dlatego też, po uprzednim przygotowaniu sobie coli oraz tłustej, niezdrowej strawy, zaszyłem się w wyrku i załączyłem film, znany jako "In Time" z Justinem Timberlake'em.
Rzecz traktuje o świecie, w którym nie istnieją pieniądze jako takie, a za wszystko płaci się (lub zarabia) swoim czasem. Patent w sumie fajny, w praktyce wygląda tak, że każdy ma na ręce licznik (ale nie że urządzonko, lecz w formie świecących na skórze cyfr), który stale leci w dół. Gdy za coś płacimy, to nasze impulsy przeskakują temu, kto nam coś sprzedaje, a w dniu wypłaty jest na odwrót. Ot, całkiem zacny pomysł. Fabuła kręci się wokół nierówności społecznych, buntu prekariatu (jakże modne ostatnimi czas słowo) i walce z systemem. Taki nieco punkowy film z morałem. Obraz zdecydowanie do oglądnięcia, choć partnerka głównego bohaterka trochę razi twarzą, ale ja się nie znam, bo to ponoć liderka wielu rankingów "najładniejsza kobieta na zachód od Wisconsin".
Mój skacowany umysł wychwycił kilka nieścisłości, jak np. kwestia podatków, ale to pierdoły są. Generalnie warto oglądnąć, choć nie jest to wielkie dzieło. Ot, hollywoodzka rzecz o buncie i złym systemie. 16 punktów na 26.
ps. Wiśniówka była przygotowana przez gospodarza i nie miała nic wspólnego z syfem stojącym na półkach. Oto i przepis:
www.wikikuchnia.org/(…)Nalewka_wi%C5%9Bniowa_%28wi%…
 

 

Kategorie blogów