Wpisy oznaczone tagiem "wiktor" (20)  

nela18
 
Nela18: Staliśmy z Arkiem w salonie, ja byłam już wykończona ale perspektywa poświęcenia jeszcze piętnastu minut na szarpaninę z moją obstawą sprawiała, że szybko regenerowałam siły.
-Bliżej, nie wstydź się- pouczył mnie Arek, gdy dusząc się starałam się go nie dotykać ciałem. –Umiesz mocniej, ale jesteś kulturalna jak się bijesz. Nie obchodzi mnie czy się o mnie otrzesz. –Beształ mnie jak mój ojciec za każdym razem gdy ćwiczyliśmy, chłopaki łapali od niego gadkę po paru treningach. Tomek siedział przy laptopie na sofie i podniósł aż wzrok. Arek sięgnął do tyłu, zagarnął mnie ręką tak, że byłam przyklejona do jego ciała.
-Taki jesteś pewien- skoczyłam mu na plecy i oplotłam nogami. Ścisnęłam go jeszcze mocniej.
-Raczej tak- złapał mnie za kark i pociągnął moją bluzę, bez trudu klękając rzucił mnie przed siebie. Upadłam na dywan i obróciłam się szybko, wiedziałam, że jak tylko zdąży mnie złapać to znów zwinie mnie na ziemi i unieruchomi. Kopnęłam go w tors obiema nogami i korzystając z dodatkowych sekund poderwałem się na nogi.
-No i?- Uśmiechnęłam się zasłaniając się gardą.
-Jakoś ci idzie- nie był zbyt wylewny. –No dalej, nie masz na co czekać, u ciebie liczy się refleks. –Ponaglił mnie więc ruszyłam na niego. Szarpaliśmy się dłuższą, chwilę ja wyprowadzałam ciosy a on je zbijał.
-Tak właśnie dostajesz kosę w żebra- oznajmił mi, gdy zamiast pięści której się spodziewałam przycisnął mi do żeber atrapę noża.
-No wiesz-uderzyłam go w rękę i znów zaczęliśmy się szamotać, zabrałam mu nóż i też „wbiłam” mu go w żebra.
-Gratuluję, tylko, że po tej kosie to już byś mnie martwa nie załatwiła.

-Co zjemy na kolację?- Spytałam Tomka. Arek wyszedł parę minut temu a ja wzięłam prysznic żeby zmyć z siebie trudy treningu.
-A na co masz ochotę? -Pytał gdy kładłam się na sofie obok niego. Uważałam tylko, żeby nie przygnieść jego kontuzjowanego łokcia.
-Frytki? Albo zupka chińska- zaświeciły mi się oczy.
-Nie wiem czy mamy- zaśmiał się. –Zawsze mnie zaskakuje, że możesz mieć ochotę na to gówno, jedząc codziennie porządną kuchnię.
-Czasem zjadam też cheeseburgera- popatrzyłam mu w oczy.
-Dramat. –Pogładził mnie po policzku. –To co? Sprawdzisz czy jest za zupka?
-No- poderwałam się i pobiegłam do kuchni. –Noooooołłłłł- rozpoczęłam czarną rozpacz nie znajdując vifona.
-Aż tak jej potrzebujesz?- Rzucił mi krytyczne spojrzenie z nad laptopa.
-Zadzwonić do Arka?
-Nawet się nie zorientują, weźmiemy Przemka, tylko wysusz się i włóż coś na siebie.
-Nie pamiętam, żebyś mnie kiedyś prosił o ubranie się- śmiałam się kierując kroki do sypialni. Wyszykowana w dres i z wysuszonymi włosami poszliśmy we trójkę do sklepu trzy ulice dalej. Chłopaki zrobili studenckie zakupy jakieś piwa, kiśle i chipsy a ja kupiłam kilka zupek chińskich. Czasem człowiek ma ochotę na śmieciowe jedzenie, nawet jak ma restaurację. Roześmiani wyszliśmy na zewnątrz, a pod drzwiami stał Arek z Wiktorem zamurowało mnie. Mój ochroniarz miał przy uchu telefon.
-Już są- rzucił tylko i podał mi go.
-Jak się umawialiśmy?- Mój ojciec był w defconie 4.
-Że jak chłopaków nie ma to zabieramy kogoś i wzięliśmy Przemka. –Starałam się brzmieć na skruszoną.
-NELA!!! Co ty sobie myślisz?! Co ty do cholery robisz?! Kpisz sobie ze mnie! Nie masz za grosz szacunku!- No wrzeszczał tak na mnie dobre pięć minut. –Wszyscy staliśmy pod sklepem, ja kręciłam się w prawo i w lewo a za mną Arek.
-Tato- jęknęłam w końcu. –Nie gniewaj się, przepraszam, Kocham Cię, nie złość się.
-O nie! Nie! Do chuja, nie! Nie weźmiesz mnie na to!
-No tatuś, ale nic się przecież nie stało, jak chłopaki mają wolne to tak robimy i żyjemy.
-Ale nie mają wolnego!!! Nie tak się umawialiśmy! Jak mam ci ufać?! Mam cofnąć do was Wojtka?!
-Nie! Nie waż się!- Wydarłam się zła. –Chciało mi się pieprzonej zupki, więc zejdź ze mnie wreszcie! Poszliśmy we trójkę! Nie panikuj, bo wyolbrzymiasz!
-Nie to ty nie potrafisz się trzymać zasad! Co ja źle zrobiłem, co? Żebyś ty nie potrafiła normalnie przestrzegać prostych zasad. Nawet Marek jest karniejszy! Gdzie popełniłem błąd? Może mnie oświecisz?!
-Za dużo mi pozwalałeś! Dupa jesteś bo moje rzęsy się wzruszają i wyznania miłości którą do ciebie żywię jak nienormalna, rozczulasz się też jak udam że się zawstydzę, a już wpychanie się na kolana totalnie się rozmiękcza! To są twoje błędy! Nie jestem żołnierzem! Nie będę się do wszystkiego stosować! Tym razem to ty zaakceptujesz że jesteś miękki bo ja wachluje rzęsami. –Rozłączyłam się i oddałam telefon Arkowi. –Masz i odprowadź mnie do domu bo jeszcze we trójkę coś nam się stanie.
-Szef nas wysłał, bo tylko twój nadajnik wyszedł z domu sam.
-Co?
-Tylko ty najwyraźniej masz przy sobie telefon. –Wyjaśnił. –Martwił się, że poszłaś gdzieś sama.
-Nie powiedział mi tego.
-Przestraszył się, że tej dziewczynce wachlującej rzęsami może się coś stać.
-Zobaczymy jaki nam jutro kaganiec zafunduje- westchnęłam, byłam pewna, że teraz to już na pewno zacieśni nam pętle na szyi. –Z jaką dokładnością namierzacie nasze telefony?
-Metra.
-No to dostaniemy osobiste. Możesz zadzwonić do szefa i powiedzieć mu, że Tomek chce dostać niebieską opaskę dawcy a mi obojętnie. –Szliśmy ulicą, ja przytulałam się do Tomka i niosłam nasze zakupy, a za nami szedł Przemek z Wiktorem. Arek gapił się na mnie jakby nie zrozumiał. –No co? Nie zrobi tak?
-Zrobi- pokiwał głową- to kolejny krok w takich sytuacjach. Nigdy nie miałem podopiecznego który wyprzedziłby moje kroki.
-Sorry- wzruszyłam ramionami. –Nie mieliście problemów?
-Nie, to ty zwiałaś. –Znów miał wyraz twarzy jakby miał się zaraz udławić. Widziałam już tą minę, zawsze tak miał jak chciał spytać ale nie wypadło. Brakowało mu pokerowej twarzy Wiktora.
-Spytaj bo zaraz się udławisz.
-Serio Pułkownik się tak daje?- Uśmiechnął się rozbawiony jak chłopiec a Tomek parsknął śmiechem.
-Tylko mi, nie złapiesz go na rzęsy- wyszczerzyłam się. –Pewnie, jest cudownym ojcem. Nasze nastroje zawsze na niego działały, zwłaszcza moje bo byłam młodsza no i wiadomo, córka. Facet zawsze kocha bardziej córkę, chyba. Udawanie skruszonej jest moją specjalnością, teraz już częściej się łapie, ale w najgorszych przypadkach dalej pomaga.
-Musiałbyś to zobaczyć- dołączył się mój mąż- „Tato przestań już proszę, wiem jestem zła i przepraszam, ale było tak fajnie” –mówił starając się udawać mój głos. –On widzi w niej tego małego łobuza z dzieciństwa i ustępuje, ona mówi mu jak go kocha i całuje a on się śmieje. Śmieszny z nich duet.
-Mają taką samą minę jak są zirytowani- stwierdził Arek, -to widziałem.

-Przepraszam tato- powiedziałam zamiast „cześć” gdy po powrocie do domu, zadzwoniłam do niego.
-Boje się o ciebie Kochanie.
-Wiem, sorry, ale nie byłam sama. Nie chciałam ich ciągnąć przez piętnaście minut po to żeby poszli mi po głupią zupkę. Wzięliśmy Przemka i poszliśmy razem, uważamy.
-Mi włączył się alarm bo jedno z was wyszło same. Dopiero jak chłopaki byli pod sklepem to dowiedziałem się, że nie jesteś sama. Wściekłem się.
-Nie martw się, gdybyśmy wiedzieli to nosilibyśmy telefony.
-Arek ma już wasze osobiste nadajniki, tak myślałem, że się przydadzą i wiem, że Tomek ma opaskę dawcy i ty też. Wszyscy Niewidzialni mają. Chcieliście wszyscy być w bazie po śmierci Adama.
-Nie liczyłam, że pamiętasz.
-Wiem co dzieje się z moimi dziećmi i ich przyjaciółmi.
-Przepraszam jeśli niedoceniam tego co dla mnie robisz- wzruszyłam się i załamał mi się na chwilę głos.
-Chlipiesz mała?
-To dlatego, że tak kocham Ciebie i Mamę.
-Mam jej to powiedzieć?
-Jak chcesz.
-Mówi, że chlipie bo nas Kocha- usłyszałam jak zwraca się do mamy, byłam przekonana, że się uśmiecha.
-Też cię kocham córciu- odezwała się mama- uważaj na siebie, z twoim bezpieczeństwem nie ma żartów.
-Przecież się stosuje- uśmiechnęłam się mimo szklanych oczu. –Kończę idę robić zupę o którą cała afera.
-Smacznego Księżniczko- ciepło odpowiedział mi tata.
-Dzięki Mistrzu, śpijcie dobrze.
-Nie interesuj się- rozłączył się gdy się roześmiałam.
  • awatar Smerfetka: też mam czasem ochotę na jakieś śmieciowe jedzenie, którego nie jadam na co dzień :D i wtedy zupki chińskie są w cenie <3 dobrze, że nie tylko ja tak mam :D niby głupia sprawa, ale faktycznie mogli się zestresować, że coś się dzieje skoro cały czas macie problemy z tym gościem...;)
  • awatar Blonde Angel: martwią się, wiem że pewnie dla Ciebie to wielka afera o nic, ale chcą jak najlepiej. dobrze ze pochlipałaś i powiedziałaś że ich kochasz ;) p.s. koocham cheeseburgery z maca! :D
  • awatar Nela18: @Blonde Angel: Wiem Blondyna, zawsze im to mówię, od kiedy dorosłam i się wyprowadziłam, lubię do nich dzwonić jak sa w łóżku, wtedy jedno mówi drugiemu co u mnie a ja słucham :) No wiem, ja też :D @Smerfetka: Ja bez kurczaka curry nie żyje, chociaż sama robię pyszną zupę chińską, chłopaki lubią, ale jak nie zaleje klusek to jestem nieszczęśliwa. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (30) ›
 

nela18
 
Ochrona miała wolne więc wolno było nam się poruszać tylko z dodatkową osobą i tylko we dwójkę w związku z czym rano wpadliśmy do kancelarii a po południu zajęliśmy się imprezą w restauracji. Cały czas ktoś z nami był z rana Przemek który flirtował z aplikantkami w kancelarii po południu Kuba z Piotrkiem. Stosowaliśmy się sztywno do zasad chłopaków, mimo to pojawili się w restauracji na obiedzie, żeby nas obczaić.
-Macie ochotę na dobrą kolację?- Spytałam ich po skończonym posiłku.
-Mieliśmy iść się napić.
-Widzimy się z Niewidzialnymi i dziewczynami u mnie, możecie się czuć zaproszeni. Może potańczymy i sprawdzimy wasze biodra- uśmiechnęłam się.
-Pomyślimy o tym.- Zapewnił Wiktor.
-Ok., tylko weź też rozbawioną minę, przyda się- skrzywiłam się posępnie tak jak on miał w zwyczaju a Arek sikał po kostkach ze śmiechu. Przestał gdy drzwi do restauracji się otworzyły a do środka wszedł facet którego powinnam się bać.
-Witam serdecznie, stolik tylko dla Pana czy ktoś będzie Panu towarzyszył? –Uśmiechnął się mój kierownik sali.
-Będę sam- odpowiedział świdrując mnie wzrokiem a ja skinęłam głową patrząc na niego.
-Zapraszam tędy. –Krzysiek prowadził go do stolika a Tomek czujnie obserwował faceta z za ekspresu.
-Zacieśnia pętle- Arek mruknął.
-Idźcie, macie wolne. Damy sobie radę, mam trzech facetów ze sobą i obsługę
-Myślę, że poprosimy jeszcze o deser.- Wiktor może i nie był śmieszkiem, ale za każdym razem utwierdzał nas w przekonaniu, że możemy na niego liczyć.
-Jak sobie Panowie życzą. –Odpowiedziałam radośnie. –Kochanie, czy ja mogę mu powiedzieć kim jest? Czy nie powinieneś mi mówić, że mi groził? Zaszkodzi ci to w sprawie?
-Nie będziesz z nim rozmawiać- Tomek złapał mnie za rękę. –Nie ma mowy.
-Jesteśmy w restauracji pełnej ludzi, chłopaki są w pogotowiu, jesteś ty Kuba i Piotrek siedzą przy stoliku obok niego. Nic mi nie będzie. Ufasz mi prawda?
-Tak.
-Proszę nie martw się. Wiem, że wierzysz w moje możliwości, tu nie może mnie zaskoczyć. Dam radę.
-Wiem- pokiwał głowę, choć widziałam troskę w jego oczach.

-Jak Panu smakuje?- Stanęłam przed mężczyzną z menu w ręku.
-Bardzo dobre, dawno nie jadłem tak dobrego kremu- przyznał spoglądając na mnie zaskoczony. Od samego wejścia świdrował mnie mrocznym spojrzeniem a teraz był wyjątkowo zdumiony. Zaśmiałam się wesoło widząc jego minę. Jeden zero sukinsynu. –Nie spodziewał się mnie Pan co? Mogę usiąść?- Spytałam łapiąc za oparcie krzesła.
-Proszę- skonsternowany przyglądał mi się uważnie. –Fakt, jestem zaskoczony- znów zaczął mnie świdrować wzrokiem, wyglądał na psychopatę. Pewnie gdybym była inna poddałabym się temu spojrzeniu. Miał w sobie coś mrocznego.
-Widzi Pan- przerwałam jego gapienie się- to co Pan robi- zamachałam przed nim ręką- to nie działa na mnie ani trochę. Polubił Pan moją kuchnię, super to biznes ja tu nie wybieram klientów obsługuję tych których lubię i tych których nie lubię. Wymagam tylko kultury, to jedyne co musi Pan posiadać żeby tu wejść. Natomiast czy będzie Pan mnie świdrował wzrokiem czy nie, czy jest Pan winny zarzucanych Panu czynów czy nie, mnie nie obchodzi i nie wzrusza. Chce Pan za mną chodzić gdy robię zakupy? Proszę bardzo, wisi mi to. –Pochyliłam się nad stołem i mówiłam ciszej, żeby moi klienci nie słyszeli. –Pan wybaczy język, trudno mi się czasem powstrzymać. –Oparłam się znów o krzesło i patrzyłam na niego. Był zdziwiony, zaskoczony, może nawet rozbawiony odrobinę? Pozwoliłam mu trawić swoje zaskoczenie przez parę minut.
-To po co towarzyszący Pani mięśniak?- Spytał spoglądając z pogardą w stronę Arka i kładąc łokcie na stole żeby wychylić się w moją stronę.
-Mój mąż nie idzie na kompromisy jeśli chodzi o moje bezpieczeństwo, nie pozwoli na to żebym dała się zaskoczyć. To tylko dodatkowa para oczu uważnie obserwująca otoczenie, ja byłam przeciwna.
-Jest Pani aż tak pewna siebie?
-Gorzej- przyznałam. –I proszę mi uwierzyć, to pewność siebie nie blef. Małe szanse że się wystraszę. Trafił Pan na nieodpowiednia osobę, jeśli oczekuje Pan strachu, albo ma Pan nadzieję, że coś Pan wskóra to dam Panu dobrą radę wcześniej. Może Pan skończyć z tym świdrowaniem wzrokiem. Nie sądzę, żeby był Pan tak nierozsądny, żeby spełnić te groźby, a nawet jak się Pan pokusi to tylko pogorszy Pańską sytuację. –Przekrzywił głowę i gapił się na mnie, mógłby być uznawany za przystojnego gdyby nie ten dziwny wyraz twarzy, teraz wiedziałam o co chodziło Tomkowi, wydawał się nieobliczalny. Przeniosłam wzrok na mojego męża stojącego w wejściu do biura. Był kłębkiem nerwów, widziałam jak emanował napięciem. Za wszelką ceną starał się dać mi pole do popisu, ale bardzo się martwił.
-Jeszcze zobaczymy- zajrzał do portfela, zostawił banknot na stole uderzając w blat ręką i podniósł się szybko wychodząc. Wyszczerzyłam się do Tomka. Bitwa wygrana.
-Co powiedział?- Spytał Arek siadając w jego krześle, zaraz był też obok niego Tomek, położył mi ręce na ramionach.
-Masz- dałam mu okulary korekcyjne. –Baw się dobrze. –Przeszli wszyscy do biura posłuchać naszej konwersacji. To była jedyna rzecz na którą ja nalegałam, podsłuch z nagrywaniem obrazu, żeby mieć jakby co dowody, ochrona była mi nie potrzebna, chciałam tylko mieć nagrane każde jego słowo wypowiedziane w mojej obecności.

-No i rozumiesz, powiedziałam mu że wisi mi jego gapienie się na mnie- tłumaczyłam Karolinie siedzącej obok mnie na szafce.
-Tak po prostu? –Zdziwiła się.
-Tak, niech sobie nie myśli- prychnęłam.
-W czym kobieta wygląda najseksowniej?- Kleo najwyraźniej postanowiła przeczytać nam coś co znalazła w babskiej gazecie którą miała w ręku.
-W kuchni!- Odkrzyknęli jej Niewidzialni, a ona nie orientując się jeszcze w sytuacji postanowiła przedłużyć swoją agonię.
-No ale w czym?
-W nieustannej pracy!- Podali jej znaną mi już odpowiedź, oparłyśmy się o siebie z Karoliną rechocząc z rozdrażnionej miny przyjaciółki. Chłopaki byli z siebie bardzo zadowoleni zwłaszcza, że pomagali mi zrobić dla siebie kolację. Każdy stał lub siedział z deską albo innym narzędziem kuchennym i szykował warzywa do chińczyka. Wzięła łyk wina i poszła otworzyć drzwi razem z rechoczącym Przemkiem.
-Goryle!- Oznajmiła wchodząc do kuchni.
-Mów o nich jak o ludziach- upomniałam ją mimo rozbawienia rysującego się na jej buzi. –Corona?- Spytałam wyjmując dwa piwa z lodówki.
-A ty co pijesz?- Arek przysiadł przy wyspie i zdumiony rozejrzał się po nas wszystkich. –Sporo was.
-El sol białe. Chcesz? Nie wyobrażam sobie ciebie z kieliszkiem- świdrowałam go wzrokiem podając Wiktorowi butelkę trunku na którą przystał.
-Daj mu w martwym płodzie- zaproponowała Roksana bujając Filipa w ramionach. Chłopaki zmierzyli ją jak nienormalną czekając aż się zawstydzi, zwykle nie mówiła takich głupot. –Nie tym razem tępe chuje- zacytowała Kapitana Bombę razem z rumieńcem wypełzającym na policzki. –Jestem ruda!- Wkurzyła się. –Nie muszę się zawstydzić żeby zrobić się czerwona. –Burczała już totalnie czerwona a chłopaki wyli z radości.
-To zawsze tak wygląda?- Arek ciągle studiował nasze relacje.  –Daj mi sok.
-Mniej więcej- pokiwałam głową stawiając przed nim szklankę i napełniając sokiem.
-Och Kochanie, jesteś taka śliczna- Paweł śmiejąc się postawił małego na ziemi i przytulił swoją dziewczynę. –Nie martw się, ci niemili Panowie nie będą się z ciebie śmiać. –Szydził jak chłopaki.
-Zostaw ją wreszcie w spokoju i nie bądź podły- upomniałam blondyna kopiąc go w tyłek.
-Pokaż wujkowi gdzie masz nos- Piotrek kucnął przed Filipem. Mały wyszczerzył się i pokazał poprawnie. –A mogę zabrać? –chłopiec pokręcił głową rozbawiony. –Pożyczę tylko na chwilę. –Zrobił małemu numer z urywaniem nosa i pokazał mu swój kciuk. –Chcesz zobaczyć?- Pomachał mu ręką przed buzią a on się roześmiał gdy Piotrek rozłożył rękę i pokazał, że nic w niej nie ma.
-Mam?- Zdziwiony odwrócił się do Roksany trzymając się za nos.
-Wszystko dobrze Kochanie. Wujek odda ci nosek, chodź- posadziła go na wyspie obok stojącego przy niej Piotrka. –Poproś wujka, żeby ci oddał nosek. Tak ładnie wczoraj prosiłeś tatę.
-Prose?- Spojrzał z nadzieją na blondyna.
-No masz- Piotrek pomajstrował przy jego buzi i oboje z Roksaną stwierdzili zaskoczeni, że nos jest na miejscu.
-Widzisz jak ładnie! Wystarczyło poprosić- pogłaskała syna po głowie. –Śliczny jesteś. –Mały cieszył się trzymając cały czas za nos.
-Kleo to w czym kobieta wygląda najsexowniej?- Zagadnął ją Konrad.
-Tak wiem w kuchni w nieustannej pracy- przewróciła oczami. –Zapomnij- odwróciła się do Łukasza.
-Ja lubię nagie kobiety, jeśli chcesz wiedzieć. –Zadeklarował Kasjan.
-To tak jak ja- odpowiedziała mu Roksana.
-Chcesz spełnić moje marzenia?- Zagadnął ją brunet już kręcąc się wokół Roxie.
-Ty się ożeniłeś, siad chłopcze- przystopowała go Karola.
-Nie mówiłeś, że nie można już rwać lasek- brunet zwrócił się z wyrzutem do mojego męża.
-Można, spokojnie. Co nie widzi to jej nie boli.
-Pomóc wam coś?- Wiktor zainteresował się naszym gotowaniem.
-Bach- mały wpadł na jego nogę i się roześmiał.
-No cześć- mężczyzna podniósł go i spytał: -Co słychać? –Patrzyli na siebie chwilę.
-Bum!- Mały przywalił mu z główki tak jak Niewidzialnym gdy się z nimi wygłupiali.
-Tak zaczynasz znajomości? –Uśmiechnął się pocierając czoło. –Następnym razem będę lepiej przygotowany- zapewnił odstawiając małego na ziemię.
-Mocno?- Zainteresował się Arek.
-Od jednego do pięciu dałbym dwa. Byłem zdziwiony, że się nie poryczał. –Przyznał, a ja popatrzyłam na kręcącego się małego, rozcierał czoło. Paweł z Roksaną go uczyli, żeby nie płakać jak coś zaboli, najwyraźniej technika działała.
-Chodź, dam ci kredki i kolorowankę- wystawiłam do niego rękę, chwycił mnie chętnie i poszliśmy do salonu. Chłopiec wiedział gdzie szukać usiadł przed moim telewizorem bo wiedział, że w szafce pod spodem mam kredki. Wyjęłam wszystko dla niego i wróciliśmy do kuchni. –Kto ma pusty blat przed sobą?
-Ja- zgłosił się Arek bo jedyny faktycznie siedział przed kawałkiem pustego blatu bo my wszyscy coś robiliśmy. Poza moim kontuzjowanym mężem, on siedział między chłopakami i miał pozwolenie na lenienie się.
-No to usiądziesz u wujka na kolanach- posadziłam małego a Arek wyglądał jakby dostał do zabawy bombę odchylił się na stołku i patrzył na chłopca jak na coś przerażającego. –Nie musisz z nim rozmawiać, sam ci powie co masz robić. Ma wprawę w dyrygowaniu. –Rozłożyłam kolorowankę i kredki na blacie a sama zaczęłam smażyć mięso które pokroiłam.
-Nie mogę- Karolina gapiła się na niepewnego Arka. –Ten koleś ma cię bronić?
-Daj mu spokój, przywyknie jak chłopaki. Pamiętasz Konrada? –Spytałam brunetki a Sylwia roześmiała się głośno.
-No dzięki- obruszył się nasz przyjaciel.
-Nie moja wina, że trzymałeś go przodem do siebie- chichotała Karolka.
-Nikt mi nie powiedział, że może mnie obsikać jak go trzymam.
-No tak on ma wyłączniki, jak go trzymasz pod pachami to mocz nie płynie- Kleo płakała ze śmiechu.
-Wasze dziewczyny to dupki-stwierdził z wyrzutem spoglądając na chłopaków.
-Ja tam mam żonę- Kasjan spojrzał na siedzącą na ziemi i plączącą ze śmiechu Karolkę.
-Dawaj brunet paprykę a nie hipnotyzujesz swoją własność.
-Co myślicie o tym kolesiu?- Przemek spojrzał na ochroniarzy. –Sprowokowała go dzisiaj?
-Nigdy nie ma gwarancji- odezwał się Wiktor. –Myślę, że są dwie opcje albo skumał, że nie ma sensu, albo Nela stanowi dla niego wyzwanie. Nie ukrywam że wolelibyśmy drugą opcję bo można by go zamknąć za napaść. A tak to zabawa się przeciąga. Z wariatami nigdy nie wiadomo.
-Ja wolałbym jednak, żeby nikt nie atakował mojej żony. –Obruszył się Tomek.
-Tomek, on mówi co szybciej rozwiązuje sprawę, ma rację. Ja też bym tak wolała- odezwałam się żeby Wiktor nie czuł się atakowany. –Jakby się zdecydował zaatakować to mielibyśmy psychola z głowy. Pomyśl, skopałabym mu tyłek, no albo Arek i po sprawie. Nawet twoja klientka miałaby spokój.
-Moja klientka nie jest dla mnie najważniejsza.
-Weź się pogódź, masz żonę gladiatora- przewrócił oczami Przemek. –Nie możesz jej kloszować.
- Bracia, nasze czyny za życia, brzmią echem w wieczności!- Krzyknęłam bo to był jedyny cytat z Gladiatora który mi się przypomniał.
-Siła i honor!- Dołączył się Kuba dosypując mi warzywa do patelni –I grzybki- uśmiechnął się.
-To było dłuższe- Paweł gdybał nad cytatem. -Trzymać szereg, trzymajcie się mnie. Jeśli będziecie sami, pędzący przez zielone pola, nie martwcie się. Bo to znaczy, że jesteście w Elysium i już nie żyjecie! Bracia, nasze czyny za życia, brzmią echem w wieczności.
-Prawie, ale unowocześniłeś- odezwał się Arek- dokładnie brzmiało tak: „Za trzy tygodnie będę zbierał moje plony. Pomyślcie gdzie wy będziecie i tak się stanie. Trzymać szereg, trzymajcie się mnie. Jeśli znajdziecie się sami, pędzący przez zielone słoneczne pola, niech was to nie martwi. Bo to znaczy, że jesteście w Elysium i już nie żyjecie! Bracia, nasze czyny za życia, brzmią echem w wieczności.
-Maximus, Maximus, Maximus- podłapali Niewidzialni.
-Koloseum szaleje!- Wyrwała się Kleo.
-To nie Quiddich –zgasił ją Przemek.
-On się zna -Roxie kiwała głową z uznaniem.    
-Gladiator- uzupełniła Kleo obchodząc Arka do okoła.
-Ty też chcesz się bić? –Spytał jej. –Co mnie tak osaczasz?
-Nigdy nie wiesz. –Uśmiechnęła się szeroko.
-Ała- jęknęłam schylając się żeby podnieść kawałek papryki leżący na podłodze.
-Nie schylaj się, bo ci znów tyłek pęknie!- Opierniczył mnie Przemek.
-Dobra, dobra, nie krzycz- przewróciłam oczami, zauważyłam że Wiktor ukrywa uśmiech. –Spadaj, pogadamy jak ty strzelisz sobie w tyłek. –Uśmiechnęłam się do niego, miał mi coś odpowiedzieć, ale Kuba już podgłosił radio i zaczął się z Karoliną bujać do BEP- I Gotta feeling. Chwilę później już wszyscy wiedzieliśmy, że dziś będzie dobra noc.
-Przestań macać się po cyckach- skarcił mnie Kasjan kilka piosenek później.
-Spadaj- roześmiałam się i opuściłam ręce. –Moje to mogę. –Karolina gapiła się na mnie jak na dziwną więc pokusiłam się o wyjaśnienie. –Bo jednego mam mniejszego i widać. Jeden to H a drugi to I.
-Tak?- Kuba śmiał powątpiewać a mój mąż siedzący obok przewrócił oczami.
-Mówiłem Ci, że wszystko z Tobą w porządku. Przez tyle lat je oglądam, zauważyłbym. Zresztą niech ci reszta powie- wskazał chłopaków.
-Bez pokazu nie ma opinii- Konrad pokręcił głową a Kasjan spojrzał na niego uradowany. Poprawiłam piersi i podniosłam koszulkę pokazując im stanik.
-Widać nawet po staniku- tłumaczyłam im pokazując wszystko. –Tu mi odchodzi miseczka na górze a tu nie a w dodatku mam już skrócone to ramiączko.
-Żadne ciało nie jest do końca symetryczne- z za moich pleców odezwał się Arek a chłopaki dalej się zastanawiali przekrzywiając głowy na boki.
-Wygląda ok., nic nie widać- zapewniła mnie Roksana.
-Jak nie dotknę to ekspertyza nie będzie dokładna- podniósł się Łukasz, ale zbiłam jego wyciągnięte ręce pozwalając koszulce opaść i przywaliłam mu w udo, tak że jęknął z bólu.
-Krzycz Hartman świnio- przyparłam go do szafki.
-Spadaj- śmiał się pocierając udo. –Kiedyś ci oddam.
-Dziesięć punktów za cycki!- Oznajmił Kasjan podnosząc rękę jak tabliczkę z notą.
-Są cycki jest okejka!- Dorzucił Konrad unosząc kciuki.
-Cycki- Paweł ciągle gapił się w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stałam- i nie muszę dzielić z synem. –Popłakaliśmy się ze śmiechu a Roxie znów spiekła buraka.
-Już ci lepiej?- Mój mąż wstał od stołu i otulił mnie ramionami.
-Może, nie wiem. – Wzruszyłam ramionami i wróciłam do mieszania  w moim wielkim woku. –Czy koś z was ma w planie kupić nową biografię Tysona?
-Dobra jest w CKM-ie były fragmenty. Też to rozważałem. –Poinformował mnie Kasjan.
-Kupię ci- zapewnił Tomek. –Będzie mogła leżeć w twojej biblioteczce dla grzecznych dziewczynek- otworzył drzwi lodówki i zassał sok pomarańczowy z kartonu. Po czym dokręcił go i odstawił.
-Było tam coś jeszcze?- Wiedziałam, że wstawiłam resztkę po nalaniu szklanki dla Arka.
-Uuuuu- chłopaki zareagowali, zawsze bawiło ich gdy któraś z nas ich dyscyplinowała.
-Trzeba było poczekać aż odwróci głowę- poradził Łukasz- ja tak robię a później trzaskam drzwiczkami od śmietnika i dziewczyny szarżują Kasjana za puste opakowania. –Roześmiał się widząc oburzoną minę bruneta.
-Mówiłem!- Wrzasnął na Kleo i Karolinę.
-Ty swoje też zostawiasz- odpowiedziała mu żona, miał oburzenie wymalowane na twarzy.
-Ja przestałam po prostu próbować cię prostować, jak opieprzę Kasjana parę razy za twoje opakowania, to on cię nauczy- Kleo promieniała bo wszyscy byliśmy zaskoczeni jej przebiegłością.
  • awatar KrakowskaGóralka: To było odważne z Twojej strony, tak podejść do tego faceta i powiedzieć, co myślisz. Ale z drugiej strony z pewnością się tego nie spodziewał. Dał już spokój, czy jeszcze nie? Niewidzialni jak zawsze trzymają poziom i aż się buźka uśmiecha, jak się to czyta :)
  • awatar Ola Łdz: Z całym szacunkiem dla Twojej poranionej pupy ale hasło "Nie schylaj się, bo ci znów tyłek pęknie!" rozbawiło mnie do łez...i to "Nie tym razem tępe chuje" :D Cała opowieść rozwala na łopatki! Make my day <3
  • awatar Nela18: @Ola Łdz: Wiem, ja też byłam rozbawiona :D Cieszę się, że ci się podobało, bałam się, że trochę się rozwlekłam. @KrakowskaGóralka: Niestety nie, myślę, że się dopiero rozkręca. No wiem, mi też zawsze poprawiają humor.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

blondeangel
 
Tuż po posiłku zostaliśmy zaproszeni na parkiet, uformowaliśmy wielkie koło, a państwo młodzi odtańczyli dosyć dynamiczny pierwszy taniec. Potem rozpoczęliśmy zabawę. Co trzeba przyznać – DJ’a i wodzireja w jednym mieli świetnego! Jak się później okazało, jedynym minusem były zbyt długie zabawy przy stole (no prawie godzina grania non stop do kotleta, z przyśpiewkami to lekka przesada). W jednej chwili wirowałam z Pawłem, za chwilę z Marcelem, potem znów z Pawłem i z Kacprem. Oczywiście kamera musiała złapać nasze wygibasy z Kacprem, jakby nie było innych par, tylko my, z zamiataniem włosami w roli głównej ;) Potem chłopcy poszli się napić, a my, dziewczyny, zostałyśmy w kółeczku na parkiecie :) Oczywiście zaraz obok pojawili się jacyś chętni panowie do zabawy. Jeden usilnie prosił mnie do tańca, ale odmawiałam. Wyglądał mi na takiego, co po jednym tańcu Bóg wie co sobie pomyśli. Podobnie zareagowała Ig na „swojego” wielbiciela i tak bawiłyśmy się w damskim gronie. W końcu, po jakiejś godzinie zabawy, umęczona i szczęśliwa opadłam na krzesło. Chłopcy zdążyli się już zmyć „na papieroska”, przy stole siedzieli za to: Majka, Marika, Wiktor i, niestety, Czarek. Zerknęłam więc tylko na telefon, napiłam się soku i wyszłam na zewnątrz, aby poszukać mego lubego. Za mną, jak się okazało, podreptał Wiktor.
- Wiesz co, Ada? – zrównał się ze mną i zagaił – Grzywkę masz do podcięcia, wchodzi Ci do oczu.
- Haha, dzięki, ale wiesz, podcinam sama, ale teraz mamy remont i nie za szczególnie mam czas na zajmowanie się włosami.
- Sama? – zapytał, gdy siadałam na ławce koło Pawła, który właśnie palił i gadał z Konradem.
- No sama. A Ty jesteś fryzjerem? – zainteresowałam się jego komentarzem o grzywce.
- Zgadłaś – uśmiechnął się.
- No to trafiłeś na włosomaniaczkę. – wtrącił się Paweł – Wiesz czego ona nie wyprawia z tymi włosami? Wciera jakieś olejki, maseczki, no cuda wianki!
- Serio? – Wiktorowi aż się oczy zaświeciły – A jaki masz problem z włosami?
- Cienkie, trudno zapuścić przez rozjaśnianie. – wyjaśniłam – Poza tym są ok.
- Nie wyglądają źle. – ocenił, przyglądając się – Stylizujesz jakoś?
- Nie, jedynie lekko unoszę do góry nawiewem z suszarki. Poza tym mam do podcięcia jakieś 10-15 cm, bo muszę w końcu wyrównać włosy przez swoje głupie pomysły z cieniowaniem sprzed kilku lat.
- Masz moją wizytówkę, jakbyś chciała coś zmienić, dzwoń. – podał mi kartonik z imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu oraz gmailem.
- Misiu, idziemy do środka? – raptem mój mąż, który siedział na tarasie od pół godziny przypomniał sobie o mnie i władczym gestem zagarnął mnie ramieniem!
- Możemy, jak mnie zaprosisz do tańca. – uśmiechnęłam się, chwytając go za rękę. Niestety, na sali okazało się, że było zdrowie młodych itp. itd., a potem, kamerzysta bezceremonialnie opuścił przyjęcie! Czujecie? O 22.40! No i właśnie w momencie znikania kamerzysty chłopcy postanowili polecieć z imprezą na całego. Czarek (który łeb do picia miał, z wprawy) polewał w takim tempie, że mój mąż lada moment byłby, delikatnie mówiąc, wstawiony. Postanowiłam więc wyciągnąć go na parkiet. Oczywiście z jego protestami, jak on dobrze wie ile może wypić i żebym nie przesadzała! No, na przesadzanie było za późno zważywszy na to, że był październik – zgryźliwie dodałam, ale cel osiągnęłam – polazł ze mną potańczyć. Bo mój mąż w piciu niewprawiony – codziennie praca, w której musi pokonywać kilometry autem powoduje, że jak w raz w miesiącu w sobotę wypijemy lampkę wina do kolacji albo on oglądając mecz wypije jedno piwo, to jest święto…  Pobujaliśmy się może z 4-5 piosenek, po czym, jak się okazało, mój mąż zniknął, niby w toalecie. Gdy po kolejnych 20 minutach go znalazłam, on znów siedział na tarasie z papierosem!
- Tak z deka mnie olewasz, nie zauważyłeś? – powiedziałam tylko i weszłam do środka. Migiem znalazła się przy mnie Iga. No tak, jej słynne wyczucie czasu…
- Kotek, coś nie tak?
- Wszystko nie tak, a szczególnie ten burak, co stoi i pali po pół godziny, a ja siedzę tu sama…
- Chodź, posiedzimy razem. – objęła mnie ramieniem. – O, dobrze że jesteś! – zwróciła się do Kacpra, który właśnie nadchodził – pogadaj z kumplem, jak się nie ogarnie i nie zajmie swoją żoną, to biorę taxi i zabieram Ad do domu. – bezceremonialnie wygoniła Kacpra na taras. Po kolejnej półgodzinie okazało się, że jednak moja żaba zamienia się w księcia i jednak potrafi się zachować: wyszedł, poprosił mnie do tańca i aż po północy czas spędziliśmy na parkiecie. Potem wjechał cudowny, cytrynowo-malinowy torcik. Czekały nas jeszcze dwie godziny zabawy (o 2 umówiliśmy się na odbiór z tatą, który miał po nas przyjechać – zresztą, wesele miało trwać jedynie do 4), a Paweł z deka przetrzeźwiał, więc spokojnie udaliśmy się potem w kierunku stołów, żeby ominąć durne zabawy typu: „kto przebije balonik” lub „która para będzie miała najmniej części ciała dotykających podłogi”. Cóż, zabawy o podtekście erotycznym czyli po prostu niesmaczne nigdy nie leżały w moim guście – wyobraźcie sobie za to te hordy ludzi chętnych do drugiej zabawy, te podwinięte kiecki pań po 50, które tuszą mogłyby obdzielić ze trzy młode dziewczyny i ich chudych partnerów, którzy próbowali je utrzymać…
Tymczasem do naszego końca stołu doszła Ig z kieliszkiem, wymownie uniesionym w prawej dłoni.
- O, Igusia, napić się do nas przyszłaś? – Czarek przywitał ją jednym z najczarowniejszych uśmiechów, jaki pamiętałam z naszej krótkiej love.
- No na pewno nie do Ciebie, raczej DO MNIE przyszła. – powiedziałam ironicznie, unosząc jedną brew. Dziewczyny spojrzały zdziwione, a Marika o mało nie zakrztusiła się sokiem. Natomiast Ig skwitowała to ze swoją słynną prostolinijnością:
- Oczywiście że do Ciebie, zawsze wolałam blondynki. – po czym wypiłyśmy po kieliszku, bez popitki, jak zwykle, ku zdziwieniu reszty! :D
Wychodząc tuż po 2 z wesela zostałam wręcz „złapana” w pół przez Wiktora, który koniecznie chciał sobie ze mną strzelić selfie. No to się ładnie uśmiechnęłam, zrobiliśmy to zdjęcie i zaczęłam się ze wszystkimi żegnać. Po czym dowiedziałam się od zawiedzionej Kasi, że Wiktor pyta o mnie. Głupio mi było strasznie chociaż wiedziałam, że Kaśka przyszła z nim nie jako ze swoim chłopakiem ale z kolegą, ale jakoś tak wyszło, że spotkaliśmy się z Wiktorem przy wiejskim stole. Ja wybierałam jedzenie (bo trudno po tym niedosmażonym kotlecie być najedzonym), a on w międzyczasie nalewania bimbru coś gadał do mnie, że wie, że mam męża, ale różnie to w życiu bywa, no i jakbym się kiedyś rozwodziła to żebym dała znać czy coś bo mu się bardzo podobam… Ale uśmiechnęłam się tylko i zrzuciłam jego słowa na karb upojenia alkoholowego, bo było to już po zniknięciu kamery i po rozpoczęciu przez chłopaków akcji „picie”, po czym wybrałam dla siebie kawałek szyneczki, dobrałam drinka i poszłam do swojego męża…
W każdym razie czas na krótkie podsumowanie wesela:
jedzenie – oprócz wiejskiego stołu – na minus. DJ – plus i to ogromny. mąż – ma minusy za znikanie i picie bez umiaru. Iga i Kacper – duży plusik za pomoc w ustawieniu mego męża. Kiecka – no cóż, jeden ogromny plus, bo kiecka zapewniała mi zainteresowanie facetów i to większe, niż te wszystkie wysztafirowane panienki :D Jak to Ig skwitowała – prostota górą!
  • awatar megi94: No to ładnie Pawełek zabalował, dobrze że go Iga z Kacprem do pionu ustawili;) Wiktor mnie rozwalił "Jakbyś się kiedyś rozwodziła..." :D Ale w końcu znalazłam dziewczynę, która też wódki nie popija, bo już zaczęłam wierzyć że naprawdę ze mną cos nie tak:D
  • awatar Blonde Angel: @megi94: Boziu Meg serio?! :D super! :D na mnie się patrzą jak na alkoholika z latami praktyki :D a ja nie lubię rozcieńczonego :D z nami jest w porządku to reszta świata upadła :D
  • awatar Margaret: seryjnie kolo tak za Toba latal? Oj Blonde Blondeee robilas furore chyba w tej niby skromnej ale opiętej gdzie trzeba kiecce :D a Pawel troche przeginal z tymi wyjsciami na papieroska... on pali? fuuuj
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

blondeangel
 
Sunęliśmy dopiero co położoną drogą („rozwiniętą” jak by powiedział wójt Wąchocka, ale to nie był dobry moment na żarty).
- Ty głupi glonojadzie, co zamierzasz zrobić w tym swoim sportowym wozie jak droga nagle się urwie i będzie uskok po 20-30 cm do starego asfaltu?! No co?! – darłam się na niego, a on niewzruszenie patrzył na drogę, nie komentując. Odezwał się dopiero po kilku chwilach, podczas których zaczynałam podejrzewać, że strzelił focha za moje wyzwiska:
- Daj spokój, wiem kto remontował tą drogę. Jest jeszcze zamknięta bo nie ma namalowanych pasów. Chłopaki mają to zrobić w poniedziałek, we wtorek będzie odbiór, a uroczyste otwarcie będzie pewnie koło piątku z wójtem przecinającym wstęgę…
- To czemu wcześniej nie mówiłeś?!
- Bo się słodko na mnie wydzierałaś, moja amebko. – cmoknął mnie w policzek, bo akurat parkowaliśmy pod domem weselnym. Szybko weszliśmy na salę, znaleźliśmy swoje miejsca (tja, były winietki) i wyszliśmy przed lokal powitać młodych. Niestety, chyba tylko około 10 osób wpadło na tak „genialny” pomysł, że z rozpoczęciem wesela można by poczekać na młodą parę… Sporo ludzi rozsiadło się przy stołach, nalało picia i rozpoczęło biesiadę…
Na dworze stali rodzice młodych z chlebem i solą, a poza nimi byliśmy my, kuzyni Marcela, Kaśka z Wiktorem, Marika z Kamilem oraz Majka i, ku mojej rozpaczy, Czarek. Po chwili doszła też do nas Iga.
- Cześć słoneczko. – pocałowałam ją w policzek – Gdzie Ty zniknęłaś po mszy? Myślałam że się razem zabierzemy.
- Nie trzeba było, czekali na mnie rodzice. – uśmiechnęła się. Miała na sobie prześliczną żółtą sukienkę, która podkreślała jej świetną figurę.
- Cudownie wyglądasz. – oceniłam zupełnie szczerze.
- Ty też kochana. – odwzajemniła mi się – Skromniej niż tamte – wskazała głową – ale naprawdę ładnie. Zresztą wiesz, że i tak wolę Ciebie od zgrai tych harpii. – machnęła ręką.
- Ale ona ma męża! – wtrącił się mój i zaczęliśmy się śmiać.
- Jakbyś się rozwodziła, to wiesz, call me! – puściła mi oczko Ig i znowu zaniosłyśmy się śmiechem. W tej samej chwili podjechali młodzi, a z wozu wysiedli kolejno: świadek Kacper, świadkowa: siostra Pauli w kremowej sukience, a po chwili wygramolił się pan młody i podał ukochanej rękę. Nastąpiło tradycyjne powitanie, a po chwili Marcel wnosił żonę do domu weselnego. Wciąż jednak nie mogłam uwierzyć, że na wesele na ponad 150 osób tylko garstka wyszła przywitać młodych! No w głowie mi się to nie mieściło, jak tak można?!
- Gdzie siedzisz? – zapytała mnie Ig, rozglądając się.
- Tu. – wskazałam jej koniec stołu. No cóż, nie liczyłam na nic więcej, byłam znajomą, osobą towarzyszącą ich dobrego kumpla. Nie miałam szans na lepszą miejscówę.
- Trochę to po chamsku. – stwierdziła widząc, że bliżej młodych siedzi Czaro, nota bene praktycznie naprzeciwko mnie. No, może nie jak w godzinie 12 na zegarku z tarczą, ale tak około 2, jeśli wiecie co mam na myśli. Prychnęłam, widząc jego chamską gębę.
- Za to Ty masz dobrą miejscówkę kochana. – luknęłam na miejsce koło świadka, czyli obok Kacpra. Tymczasem rzeczony świadek zmaterializował się obok.
- Cześć słoneczko. – pocałował Igę – Cześć drugie słoneczko. – pocałował mnie w policzek.
- A trzecie słoneczko? – mój mąż jak zwykle miał wyczucie czasu, nadstawiając na niby policzek.
- Nie ma, siema paskudo! – Kacper cmoknął powietrze obok mego lubego, po czym podali sobie ręce, jak zwykle zresztą. – Chodźmy do stolików, bo zaraz obiad podadzą. – objął Ig i ruszyli na swoje miejsca.
Obiad, no cóż. Rosół był zjadliwy. Drugie danie natomiast spowodowało wycieczkę mojego męża do toalety, celem zwrócenia kotleta drogą, którą znalazł się on w żołądku. Powód? Niedosmażony kotlet, nadziewany grzybami, których Paweł w formie nieprzetworzonej (czyli niezesmażonej) nie akceptuje. Myślicie jednak, że spowodowało to wcześniejszy powrót do domu, czy chociażby zaprzestanie picia wódki przez mego ślubnego? Otóż nic z tych rzeczy, bo impreza dopiero się zaczynała!
  • awatar Ania: oj blondi to rzeczywiscie, te biale kiecki to zmora wesel dziewczyny chca blysnac szkoda ze czyims kosztem... natomiast jesli mowa o usadzeniu gosci to nie bierz tego do siebie. ja nie lubie winietek bo kazdy czuje sie pokrzywdzony ze czemu koniec stolu, czemu kolo cioci krysi a czemu nie kolo kuzyna marka... i tak w kolko. kazdy powinien usadzac sie sam i tylko kolo osob, ktore lubi. a nie jak ty z czarkiem na widoku....
  • awatar KrakowskaGóralka: Winietki to nie jest do końca dobry pomysl, bo nie zawsze uda się mieć miejsce koło osób, które się lubi. Zabawa udana?
  • awatar megi94: Zaczynam współczuć młodym, serio było aż tak źle? W ogóle nie rozumiem, jak można nie przywitać młodej pary pod salą?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

blondeangel
 
Wieczór panieńsko-kawalerski odbył się dwa tygodnie wcześniej w domu u Pauli, gdzie spotkaliśmy się na grillu. Jako, że jesień w tym roku niespecjalnie dopisała i pizgało jak w kieleckim, to grill ogródkowy zamienił się w grilla elektrycznego w kuchni :D Siedzieliśmy i piliśmy chyba do 2 w nocy, niestety stety – potem trzeba było wracać do domu. A potem, cóż, my zaczęliśmy remont, oni przygotowania do ślubu.
W czasie szpachlowania i malowania, zakurzeni i zmęczeni robotą zorientowaliśmy się, że do ślubu znajomych zostały dwa dni. DWA DNI! Czasu malutko ale dobrze, że w ogóle się zorientowaliśmy że to już (lepiej późno niż wcale nie?)! No ale tak czy tak, musieliśmy wziąć udział w tej sławnej imprezie. W końcu tylko raz w życiu słynny Marcello zostanie zakuty w małżeńskie kajdany czyż nie? :D
Pod kościołem stawiliśmy się punktualnie o 17:40. W sam raz, żeby rozejrzeć się kto jest, przywitać się ze znajomymi i zająć ławkę. Chociaż, przyznam szczerze, uczucia po przywitaniu się ze znajomymi miałam co najmniej mieszane. Marika była odwalona w białą mini na grubszych ramiączkach (swoją drogą, serio? Biała kiecka na ślub? Ja bym się wściekła na miejscu Pauli) i mnóstwo złotej biżuterii. Ok., wyglądała ładnie, ale jakby… niestosownie? To słowo pierwsze cisnęło mi się na usta. Później okazało się, że wyglądała na bardziej odwaloną od panny młodej ale mniejsza… Majka też postawiła na jasną kieckę, ale jej była kremowa w kolorowe wzory. Wyglądała pięknie, nie powiem. Kaśka – choć ubrana w kreację w ogóle nie w moim stylu – kłuła w oczy kiecką w kolorze morskim, piękną, na cieniutkich ramiączkach, taką połyskującą jak łuska z falbankami. Przyznam Wam, że miałam na czas remontu naszykowaną jedną jedyną sukienkę na tę okoliczność – i była to koronkowa sukienka, prosta, bez żadnych ozdób, z rękawem ¾. O, taka:

mojakiecka.jpg


Z tym, że moja nie była czarna, tylko błękitno – turkusowa. Dobrałam do tego jedynie długie kolczyki i szpilki, bo resztę „outfitu” (czy jak to zwą) robiła według mnie właśnie sukienka. O Wszyscy Święci! Jakże się myliłam widząc, jak przyszły odwalone dziewczyny! Minę miałam chyba niezbyt, bo nawet nie zwróciłam uwagi, że Kaśka przyszła z jakimś facetem. Zaraz, zaraz. Przedstawiał mi się. Jak mu było? Wiktor? No, chyba tak. No ale, wracając do mszy. Trzy ławki przed nami zobaczyłam Igę. Siedziała sama, bo, jak się okazało, świadek im się rozchorował i honory miał pełnić Kacper. Chciałam się do niej dosiąść, ale niestety ksiądz wybrał ten moment na rozpoczęcie mszy…
I teraz właśnie główną nawą sunęli narzeczeni. Ona – w prostej greckiej sukni, on – w czarnym fraku. Rozpoczęła się ceremonia, podczas której starszy ksiądz chyba z 5 razy się powtarzał, a kamerzysta (skąd oni go wytrzasnęli, z łapanki?!) ze 3 razy filmował pannę młodą z perspektywy podłogi, o mało nie wchodząc jej pod kieckę! Pod koniec, gdy tradycyjnie trzeba się było odwrócić w kierunku wyjścia, Paula tak mocno szarpnęła biednego Marcela, że o mało się nie wywalił :D Cały kościół ryknął śmiechem, ale zagłuszył go Marsz Mendelssohna.
Życzenia pod kościołem były krótkie, bo już się ściemniało i robiło się coraz chłodniej. Wręczyliśmy małżonkom prezent i zebraliśmy się do auta, by dojechać na salę weselną. Niestety, droga nie obyła się bez niespodzianek. Mgła gęstniała, dróżki w okolicy miasteczka były kręte, wąskie i praktycznie nieoświetlone, a my jechaliśmy jako jedni z pierwszych. Po chwili okazało się, że droga dojazdowa do domu weselnego jest ZAMKNIĘTA i zastawiona szlabanem! Paweł, niewiele myśląc, ominął oczywiście szlabany w myśl powiedzenia: „co, ja nie przejadę, ja nie przejadę?!” I tym sposobem, mimo moich sprzeciwów, wjechaliśmy na nieoświetlony, dopiero co zaasfaltowany pas jezdni, a to był dopiero początek imprezy...
  • awatar megi94: No to ładnie się zaczęło. Mam nadzieję że chociaż wesele bylo udane. A co do sukienek to z tą białą kiecką to naprawdę przegięła, ale niesrety coraz częściej goście się tak ubierają "bo tak im się podoba" w ogóle nie myśląc o pannie młodej...
  • awatar Blonde Angel: @megi94: powiem Ci że moim zdaniem przegięła. Paula miała bardzo skromną suknię, grecką, coś w tym stylu: images37.fotosik.pl/218/ed0eb22009587c00.jpg więc sukienka Mariki, biała i bogato zdobiona (choć krótka) była bardzo nie na miejscu.
  • awatar megi94: @Blonde Angel: no to tym bardziej, a Paula się nie wkurzyła? Gadałaś z nią później?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

crazyciastkaxd
 
Hejszi.

Jak wiecie w sobotę Mikołajki.
W piątek obchodzimy w szkole.
Ja wylosowałam Wiktora Mikołajczyka.
Pani powiedziała że mamy tylko 5 złotych na prezenty a  i to muszą być słodycze.
Wiktorowi kupiłam Czekoladę,Żelki i Frutellę.

Ah ja tam sobie po cichu marzę o lalkach z serii Creepateria a dokładnie Howleen.

tumblr_n5bwl7gz2L1rf0qb7o1_500.jpg


Ah ta po prawej i ta po lewej obie mi się podobają.

Dziękuje za uwagę.

Ritsu_Usagi
  • awatar Ludmiła & León: my love story ♥: Pięć złotych? ;o Ja mam mojego kolegę i my kupujemy za 20 zł i możemy od słodyczy po nawet ciuchy i jak każdy każdego lubi i wydajemy na siebie ponad 20 zł :3 Ja swojemu koledze kupuję słuchawki za trochę kasy :3
  • awatar Otaku-Pastel-Goth: @Wolves.: Ale wiesz mamy wycieczkę za 37 zł i to w okresie światecznym
  • awatar gość: Ja na początku też pokusiłam się na Leen, ale postanowiłam z niej zrezygnować, chociaż ładna jest :) W Biedronce są teraz tanie Creepateri'e (45.99), więc może ją nabędziesz? Trzymam kciuki! ^^
Pokaż wszystkie (6) ›
 

baby.fashion
 
baby fashion:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

baby.fashion
 
baby fashion:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

baby.fashion
 
baby fashion:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

wredzia86
 
baby.fashion
 
czarownica86 > baby fashion:

Brak dostępu do wpisu

 

baby.fashion
 
baby fashion:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

baby.fashion
 
baby fashion:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

baby.fashion
 
baby fashion:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

baby.fashion
 
baby fashion:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

epartnerzy
 
Młody nieudacznik, Roma Szurkin, odpowiada na ogłoszenie prasowe, obiecujące mu sukces życiowy, i trafia do bractwa wampirów. Przechodzi szkolenie, podczas którego poznaje historię bractwa i dowiaduje się, kto rzeczywiście rządzi światem. Społeczność wampirów stworzyła wielka nietoperzyca Isztar. Jej poddani wyhodowali rasę ludzką, która dostarcza im pokarmu. Pomiędzy wampirami a ludźmi jest jeszcze grupa Chaldejczyków - to oni kryli się niegdyś w czołgach, a obecnie w limuzynach z zaciemnionymi szybami. Już niebawem na gruzach poprzednich epok, w następstwie całkowitego przeobrażenia rosyjskiego społeczeństwa, wyrośnie nowe, piąte imperium. Jakie ono będzie?

Pielewin jest geniuszem nieoczekiwanych zestawień, a jego satyra dotyka zarówno tego, co indywidualne, jak i tego, co uniwersalne. Jego czułki wychwycą każdy absurd, o ile jest godny uwagi. Ma ludzkie serce, a do tego ma je we właściwym miejscu. - „The Boston Globe”


Świetna literatura - mądra, przekorna, ciekawa - niebawiąca się w erudycyjny spektakl czy stylistyczne pustosłowie. Chciałbym taką czytać codziennie. - Zygmunt Miłoszewski, „Newsweek”

Książka w formacie EPUB (bez zabezpieczeń DRM) na PC, e-czytniki, smartfony i tablety.

Promocja trwa tylko 18 marca 2012 r. - sprawdź na stronie:
epartnerzy.com/okazja-dnia.xml

Poza promocją publikację znajdziesz na stronie:
epartnerzy.com/ebooki/empire_v_p1621.xml

Pobierz darmowy fragment:
www.aspiracja.com/(…)Empire_V_demo.pdf…
 

audiobooki-mp3
 
Nowa powieść Stefana Dardy nawiązuje klimatem do dzieł Stephena Kinga. Bohaterem książki jest Witold Uchmann, doświadczony dziennikarz, który od jakiegoś czasu zajmuje się w ogólnopolskim czasopiśmie opisywaniem zjawisk paranormalnych. Pewnego dnia, po awanturze z szefem postanawia złożyć wypowiedzenie. Swoją decyzję o rezygnacji z pracy wycofuje w chwili, gdy na firmowej skrzynce mailowej pojawiła się nowa wiadomość.
Młody mężczyzna informuje Uchmanna, że na Roztoczu, niedaleko Zwierzyńca, jest przeklęte miejsce, o którego istnieniu nie wie nikt poza tajemniczym nadawcą wiadomości. Dziennikarz, pomimo ostrzeżenia, które przekazuje mu najbliższy przyjaciel, decyduje się na spotkanie z informatorem. Dociera do wioski. Rzeczywistość skryta pod sielsko brzmiącą nazwą "Słoneczna Dolina" okaże się przerażająca.

Audiobook do pobrania na stronie:
epartnerzy.com/audiobooki/sloneczna_dolina_p30594.xml

 

audiobooki-mp3
 
Uhonorowane w 1997 roku Nagrodą Pulitzera wspomnienie urodzonego na nowojorskim Brooklynie syna irlandzkich imigrantów Franka McCourta, które przyniosło mu sławę i uznanie.

Na podstawie tej przepełnionej radością życia książki powstał w 1999 roku słynny film Alana Parkera.

W irlandzkich slumsach rodzina Franka - matka Angela, ojciec Malachy i czwórka dzieci - prowadzi walkę o przetrwanie. Staje się ona punktem wyjścia do fascynującej historii o nędzy, upodleniu i zbawczej mocy śmiechu.

Rodzina często cierpi głód - matka nie ma dość pieniędzy, by wyżywić dzieci, ojciec pracuje nader rzadko, nad wysiłek fizyczny przekładając alkohol i ucieczkę od rzeczywistości. Tym, co pozwala im wśród wąskich kamienic, brudu i rynsztoków zachować godność i pogodę ducha, są opowieści przekazywane z ust do ust - zarówno o dziejach Irlandii, jak i o własnej rodzinie.

Czyta: Wiktor Zborowski

Audiobook do pobrania na stronie:
epartnerzy.com/audiobooki/prochy_angeli_p11350.xml

 

imiona
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

imiona
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ekogroup
 
#Czarnobyl wraca do łask
Jak informuje Gazeta Wyborcza, prezydent #Ukrainy #Wiktor #Janukowycz chce przywrócenia do życia terenów #skażonych w #Czarnobylu.
#Radioaktywne #skażenia mają ustąpić miejsca #hodowli #rzepaku, z którego w przyszłości można by było produkować #biopaliwa.
ekogroup.info/czarnobyl-radioaktywna-hodowla-rzepaku/
 

 

Kategorie blogów