Wpisy oznaczone tagiem "wilki" (139)  

pakamera.pl
 
Naszyjnik W I L K I

Wykonany z drewna, recznie malowany, zabezpieczony lakierem.
Lancuszek ku.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/naszyjniki-inne-naszyjnik-wilki-…
 

timesummer
 
The Best Time Summer <3: Pamiętajcie
o
tym
aby
położyć
kwiaty
pomiędzy
smutnymi
liśćmi
życia
4d3087a0ac891952ffdee78f1bcd18b0.jpg


64e0486a8fcfce022a772d5f785022a2.jpg


964b2b8bd4dae29522b24ab1c6104f8e.jpg


tumblr_nf5474APbs1rcf4rko1_250.jpg


tumblr_static_tumblr_static_f2u477u8jzkso0kkw4osw0408_640.jpg


tumblr_static_tumblr_static__640.jpg


a77b0fbc4c40f1810e25032cfe8d9164.jpg


tumblr_ojj06sZAaR1ublox3o1_500.jpg


beautiful-fall-girl-girls-Favim.com-2251137.jpg


blonde-clothing-fall-fashion-Favim.com-2202544.jpg


img-thing.jpg


tumblr_static_tumblr_static__64.jpg


goodbye-winter-and-hello-spring-4.png
  • awatar ms moth: Zdecydowanie jeden z moich ulubionych blogów z inspiracjami <3
Pokaż wszystkie (1) ›
 

seltiii
 
(A)społeczne: Czy pisanie opowiadań sprawia Ci przyjemność?
Czy lubisz pisać z innymi wspólne historię? a może nawet nie próbowałeś? Lubisz wilki?
Wkrocz razem z nami do świata magii! Znajdzie się miejsce zarówno dla osób całkowicie początkujących, co bardziej zaawansowanych graczy.
Wciel się w rolę wilczej istoty i przeżywaj co rusz to nowe przygody.
soloriens.oxn.pl
Spokojnie, nie gryziemy :3
Gdybyś potrzebował pomocy, miał jakieś pytania dotyczące rozpoczęcia gry, stworzenia kp itd. Wyślij mi wiadomość na pw, a Ci pomogę.
I PAMIĘTAJ:Nie ma głupich pytań :3
 

ekogroup
 
www.ekogroup.info/15420/martwy-wilk-pod-baligrodem/ - W miniony czwartek 18 lutego wracający wieczorem z lasu pracownicy leśni z leśnictwa Czarne (Nadleśnictwo Baligród), poinformowali leśniczego o znalezieniu martwego psa lub wilka.

Wspólnie udali się na miejsce, gdzie stwierdzono, że jest
 

banzajpl
 
Kłusownicy zastawiają sidła, które doprowadzają do cierpienia złapane zwierzęta. Na szczęście są jeszcze myśliwi kierujący się zdrowymi zasadami. To oni najczęściej jako pierwsi...
www.banzaj.pl/Mysliwi-opracowali-sposob-bezpiecz…
 

banzajpl
 
Wyprawy w dzikie tereny Szwecji nie należą do bezpiecznych. W lasach oprócz spokojnych zwierząt grasują także drapieżniki, które wykorzystają każdą okazję do zdobycia pożywienia...
www.banzaj.pl/Pies-kontra-dwa-wilki-w-lesie-nies…
 

ekogroup
 
www.ekogroup.info/(…)o-wilkach-i-rysiach-w-raporcie… - - To już kolejny sezon wspólnych działań i należy mieć nadzieję, że nie ostatni – zaznaczył Stefan Jakimiuk, koordynator Projektu Fundacji WWF Polska, dziękując leśnikom za efektywną współpracę przy zbieraniu informacji na temat pop
 

ekogroup
 
www.ekogroup.info/15037/wilki-powrocily-do-puszczy/ - Kolejny rok z rzędu potwierdzono obecność wilczej watahy na terenie Puszczy Iłżeckiej.

Pierwsze obserwacje wilków na obszarze Pogórza Gór Świętokrzyskich, w nadleśnictwach: Suchedniów i Zagnańsk przeprowadzono w między 2006-2012 r. P
 

zorena
 
Frustracja rosła, wydawało mi się, że dystans jaki dzieli mnie od jaskiń w ogóle się nie zmniejsza. Nagle usłyszałam żałosne wycie umierającego wilka. Wściekła przyspieszyłam. Byłam na granicy wyczerpania, sama zdziwiłam się, że zniosłam tyle czasu nieprzerwanego biegu, bałam się, że nie starczy mi sił na walkę. Odrzuciłam jednak na bok te czarne myśli i znów skupiłam się na drodze. Po chwili mym oczom ukazał się widok domu. Nie był to widok, na który w duchu liczyłam. Po jasnych skałach spływała świeża krew, zarówno na górze jak i na dole wzniesienia walały się ciała. Zatrzymałam się patrząc z przerażaniem na twarze osób, które znałam całe życie wykrzywione w grymasach strachu, bólu i wściekłości. Zrobiło mi się gorąco. Na górze wciąż było słychać odgłosy walki- jęki bólu, wrzaski zawziętości i obelgi. Wdrapałam się na miejsce z zadziwiającą prędkością. Zobaczyłam jeszcze więcej ciał, ale tym razem nie tylko wilkołaków ale również wampirów. Po środku grupa przeciwników właśnie starła się ze sobą w otaczającej ich zewsząd kałuży czerwonej cieczy. Ujrzałam pięciu wilkołaków i trzech wampirów, ale zanim zdążyłam doskoczyć do nich trzech wilków już nie żyło. Jeden z wrogów z prędkością światła połamał im karki. Zła rzuciłam się na jednego z wrogów, zaskoczony nie zdążył uchronić się przed śmiertelnym ciosem, po chwili jego głowa turlała się po kamiennym podłożu. Przez chwilę patrzałam na nią z pogardą i obrzydzeniem.
-Kochanie!-usłyszałam głos ojca, który w pół wilczej formie biegł w moim kierunku.
W jego tle widziałam jak jeden z wampirów spada zepchnięty przez jasnego wilka, ale po chwili on także spada tam pociągnięty przez niego. Usłyszałam ostatni w ich życiu krzyk. Za plecami taty przerażona spostrzegam jak ocalały potwór rzuca się na niego od tyłu z rządzą mordu w szkarłatnych oczach. Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować ojciec pada powalony przez niego chwytając się za pogryzioną szyję. Paskudna rana ociekała krwią, jej czerwień złączyła się w przerażającym kontraście z jasną skórą wilkołaka. Zmieniałam się w postać pół wilczą.
-Ojcze!!!-Wrzasnęłam przerażona a łzy napływały mi do szeroko rozchylonych oczu.
Z wściekłością wbiłam pazury w ciało oprawcy ojca przebijając mu niegodziwe serce. Przez moment spojrzałam na jego zbolały wraz twarzy i popchnęłam go aby spadł ze skały. Bezwładne ciało zostało zmasakrowane pod wpływem licznych uderzeń. Czaszka roztrzaskała się na kawałeczki odsłaniając obrzydliwy mózg okraszony czerwoną cieczą. Wyszczerzyłam kły i zaciągnęłam się świeżym zapachem krwi spływającej po mojej ręce. Pewnie, gdyby teraz ktoś mnie zobaczył przestraszył by się.

“Ma gnida na co zasłużyła!”


Nagle przypominam sobie o tacie i cała żądza krwi zmienia się w przerażenie. Podbiegłam do niego i odkryłam, że jeszcze żyje chociaż ledwo. Położyłam jego głowę na moich kolanach. Poczułam jak po policzku spływają mi ciepłe łzy.
-Córeczko, musisz być silna-jego głos był bardzo słaby, ledwo słyszalny.
-Wiem, będę... dla ciebie ojcze-płakałam jeszcze bardziej.
Czy teraz, gdy wszyscy z mojej watahy zostali zamordowani? Znajdę swoje miejsce na świecie? Czy poradzę sobie bez ojca? Wizja przyszłości coraz bardziej napawała mnie niepokojem, spoglądałam w nią doszukując się dobra, ale widziałam tylko smutek i nieprzenikniony mrok.
-Posłuchaj mnie uważnie-wyraźnie chciał mi powiedzieć coś ważnego-Muszę naznaczyć cię Wilczym Piętnem.
-Ale ojcze, przecież ja już jestem nim naznaczona, jestem wilkołakiem i...
-Nie! Nosisz w sobie klątwę wilkołactwa. Ja mam w sobie piętno naszych przodków, którzy otrzymali je od wilków, oni rozpoczęli nasz gatunek. Mam w sobie błogosławieństwo pierwszych. Wilcze Piętno uczyni ciebie alfą nad wszystkimi alfami. Chciałem wytłumaczyć ci to, gdy skończysz dwadzieścia lat. Nasza rodzina pochodzi w lini prostej od pierwszego wilkołaka. Jesteś wyjątkowa i pamiętaj o tym. Ten znak uczyni ciebie silniejszą, szybszą, mądrzejszą, po prostu-lepszą. Teraz słuchaj mnie uważnie, zgromadź stado silnych wojowników i raz na zawsze połóż kres terrorowi wampirów. Tylko ty możesz tego dokonać wierzę w ciebie.
Uniósł się delikatnie przy mojej szyi, w której ostrożnie zatopił swoje kły po czym uśmiechnął się blado i wyszeptał ostatnie słowa w swym życiu.
-Dasz radę, wieżę w ciebie. Żegnaj, kocham cię córeczko-zamknął oczy i zmarł w mych ramionach.
Odgarnęłam włosy z jego twarzy i ucałowałam go w czoło.
-Żegnaj ojcze-wyszeptałam.
Wstałam a jego ułożyłam na ziemi. Łzy nieprzerwanie płynęły mi z oczu. Rozryczałam się na dobre. Podeszłam do kamiennej ściany i z całej siły zaczęłam w nią uderzać pięściami. Po kilku mocnych ciosach skóra na kostkach była całkiem zdarta a z niej sączyła się krew, mimo to musiałam się na czymś wyżyć więc nie przerywałam. W końcu złapałam się za głowę zsuwając po ścianie na ziemie.
-Nie!!!-wrzasnęłam na całe gardło.
Mój wrzask bólu i rozpaczy rozniósł się na całą knieję. Byłam ciekawa co zrobili moi wrogowie, gdy go usłyszeli. Radość? Sprawiło im to przyjemność? Pewnie teraz te cholerne pijawki świętowały swoje wielkie zwycięstwo śmiejąc się wesoło przy jakimś martwym ciele, z którego wysysały krew a temu zdrajcy wyznaczyli jakieś nowe zadanie.
-Wiecie co?! Teraz żyje tylko dla zemsty!!!
Złowroga groźba unosiła się echem po okolicy docierając zapewne do uszu wszystkich, do których chciałam aby dotarła. Odwróciłam się na pięcie i z nowym nastawieniem do życia rozpoczęłam walkę. Właśnie ponownie rozpętała się odwieczna wojna gatunków. Jednak to wilkołaki ją wygrają a wampiry znikną z tego świata na zawszę...

                      KONIEC CZĘŚCI I
-----------------------------------
Ha! Tego się nie spodziewaliście, co? Lubię zaskakiwać ;)
A więc jest to ostatni rozdział pierwszej części. Kiedy będzie druga? Nie mam pojęcia. Pierwszy rozdział nowego opowiadania pojawi się tradycyjnie w piątek. To tyle. Narka! :D
  • awatar Seiti: Lubię krwawe opisy, lubuję się w morzu płynącej posoki! Me serduszko drży na samą myśl o jatce! Dobra robota! :D
  • awatar gość: @Seiti: Dzięki! :D Pisząc ten rozdział sama przestraszyłam się swoich wyobrażeń ;)
  • awatar SallyLou: Przeczytałam w końcu całe "Wilcze Piętno" i zatkało mnie ( znowu :)) Nawet się nie waż mówić, że to opowiadanie jest gorsze niż moje, bo to kłamstwo. Chciałaby umieć wprowadzać w swoim tak długie opisy, serio :D Przy scenie śmierci ojca popłakałam się, a niewiele rzeczy mnie wzrusza. Mam nadzieję, że Zorena krwawo się zemści za tych wstrętnych krwiopijcach. Już zacieram ręce czekając na więcej :P
Pokaż wszystkie (4) ›
 

zorena
 
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
-O czym ty mówisz?-zapytał.
-Zaraz to ty...nie...-spuściłam głowę, chyba się pomyliłam-Eee...wybacz, chyba coś mi się pomieszało od tego płaczu-zwróciłam się do obu-Dajcie mi minutkę, ogarnę się i już idę na lekcję.
Weszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i zaraz spochmurniałam. Zobaczyłam, że cała moja twarz jest ubrudzona z makijażu, który z takim trudem zrobiłam. Oczyściłam wszystko i zabrałam się za nowy. Nałożyłam na skórę wszystkie potrzebne kosmetyki, na powieki zaaplikowałam wąski pasek czarnego cienia zaraz przy krawędzi oka, po tuszowałam rzęsy a usta przeciągnęłam delikatną różaną pomadką. Rozczesałam włosy układając je tak aby nie zakrywały mi oczu i już miałam wychodzić, gdy usłyszałam rozmowę pomiędzy Sebastianem a Kamilem.
-Dlaczego to zrobiłeś?-usłyszałam głos Seby.
-Nie rozumiem o czym mówisz.
-Dlaczego do cholery przytuliłeś ją? Przecież wiesz, że mi na niej zależy.
Słowa przyjaciela odbijały się echem w mojej głowie. Ja podobałam się mu? Miałam już wcześniej pewne przeczucia, ale nie byłam pewna. Teraz już wiem. Łapczywie zaczerpnęłam powietrza starając się nie dać po sobie poznać, że wszystko słyszałam. Byłam już na to przygotowana jednak nie mogłam ukryć zaskoczenia, pewnie jeszcze do nie dawna gdybym coś takiego usłyszała to skakałabym z radości, ale teraz... Sebastian...to... nie jest to.
-I co nic nie powiesz? -drążył dalej temat-Czekaj... a może ona też ci się podoba.
Stop! Tego było po prostu za wiele, nie miałam ochoty dalej przysłuchiwać się rozmowie. Odetchnęłam i pchnęłam drzwi łazienki. Chyba będę miała nauczkę na przyszłość.
-Ok, możemy już iść-posłałam im nieco wymuszony uśmiech, ale oni chyba tego nie zauważyli, gdyż wesoło gawędząc wyszli z pokoju jak gdyby rozmowa, którą wcześniej odbyli w ogóle nie miała miejsca.
Pierwszą lekcją była biologia. Byłam zbyt zajęta rozmyślaniem nad Wiktorią, Sebastianem... i Kamilem żeby słuchać tego co omawia nauczycielka. Kobieta miała niskie, pulchne ciało, krótkie blond włosy, twarz pooraną lekkimi zmarszczkami, wąskie usta, które nieudolnie podkreślała czerwoną szminką, mały spiczasty nosek i nienaturalnie żółte oczy, które przypominały dwa bursztyny. Ubrana była w zbyt dopasowaną do jej figury bluzkę w gepardzie cętki, dzwonowate dżinsy, czarne baleriny na drewnianej koturnie oraz pęk dużych zielonych korali.

“Co ja mam robić? Zgraja wampirów ma moją przyjaciółkę a Sebastian się we mnie podkochuje, do tego Kamil nieźle zawrócił mi w głowie! Nie, sprawy sercowe muszę odłożyć na drugi plan. Teraz liczy się życie Wiki a ja...”


-Zoreno!-z zamyśleni wyrwał mnie piskliwy głos uczącej mnie kobiety- Zadałam pytanie!
-Przepraszam, mogła by pani powtórzyć?-zapytałam rozkojarzona.
-Ech... i co ja z wami mam dzieci!-Aż kipiała ze złości, zapewne korciło ją aby wlepić mi pałę- Co to jest limfa?
-Przesącz osocza krwi do przestrzeni międzykomórkowej-wyrecytowałam regułkę, którą dzięki bogu znałam na pamięć.
-Dobrze-blondwłosa zacisnęła pięść i syknęła coś pod nosem-Wróćmy więc do omawiania układu limfatycznego!
Ponownie zatraciłam się w swoich przemyśleniach. Miałam gdzieś szkołę, i tak chodziłam tu tylko dlatego aby mieć jakąś przykrywkę. Nie zależało mi zbytnio na dobrych stopniach więc uczyłam się średnio. Nagle przed moimi oczyma na ławce wylądował zwinięty w kulkę papier. Rozejrzałam się, spostrzegłam jak Sebastian patrzy się w moją stronę, domyśliłam się, że to on jest autorem liściku. Na kawałku papieru widniał napis: "O czym tak zawzięcie myślisz?". Wzięłam długopis do ręki i odpisałam natychmiast: "Jeszcze się pytasz?! Boje się, że oni ją zabiją!". Korzystając z nieuwagi nauczycielki rzuciłam wiadomość na ławkę chłopaka. Niestety w tym momencie pani z biologi podniosła wzrok i wstała.
-Widziałam to!-podeszła do jego ławki i wzięła liścik-Chętnie poczytam czym zajmujesz się na moich lekcjach.
Myślałam, że serce mi stanie.

“Nie!!! Błagam nie czytaj tego!”


Kobieta rozwinęła papierek i zabrała się za czytanie naszej krótkiej rozmowy, stopniowo coraz bardziej rozchylała oczy ze zdziwienia. Uniosła wzrok i zdumiona a może przestraszona zwróciła się do mnie i przyjaciela.
-Zostańcie na chwilę po lekcji-wydusiła zszokowania i wydała polecenie do całej klasy aby przeczytała temat i zrobiła notatkę, usiadła ciężko na krześle i w niemym przerażeniu wpatrywała się w kartkę jak zaczarowana.
Dzwonek zadzwonił wyjątkowo szybko. Wszyscy uczniowie wyszli obdarzając nas pytającymi spojrzeniami. Kamil oznajmił, że poczeka pod klasą, wydawał się być równie ciekawy treści wiadomości co inni.
Powlekliśmy się jak skazańcy na rozstrzelanie do nauczycielki.
-Możecie mi wyjaśnić o co chodzi?-zapytała bardzo poważnym tonem.
-Nie rozumiem o co pani chodzi-odrzekłam tak spokojnie jak tylko potrafiłam.
-"Jeszcze się pytasz?! Boję się, że oni ją zabiją!"-odczytała treść liściku.
Sebastian podszedł krok do mnie i zabrał głos.
-Bo... to jest taka gra!-domyśliłam się, że wymyślił to na poczekaniu, byłam zła na siebie, że nie zmyśliłam wcześniej jakiejś historyjki-To taka gra komputerowa i... mamy w niej sojuszników i boimy się, że... nasi wrogowie zabiją jednego z nich-wydukał niepewnie.
Kobieta spojrzała na nas badawczo i westchnęła nie wydawała się do końca przekonana, ale mimo to odpuściła.
-Cóż, wieżę, że na przyszłość nie będziecie mnie tak straszyć. Och dzieci, dzieci, powinniście mniej czasu przebywać przed tymi diabelskimi urządzeniami. Idźcie, przepraszam za kłopot- podeszła do swego biurka przy, którym usiadła i zajęła się wpisywaniem czegoś do dziennika.
Ja i Seba wyszliśmy, przed salą czekał na nas Kamil.
-O co jej chodziło?-był wyraźnie zaniepokojony.
-Nie ważne, już dobrze- odparłam.
-Jeżeli tak mówisz...
Przez cały dzień nie mogłam się na niczym skupić, nie ważne jak starałam się zapomnieć to i tak moje wysiłki spełzły na niczym. Przez cały czas Sebastian się o mnie martwił i wspierał mnie, podobnie Kamil. Ceniłam przyjaźń jaką ofiarował mi chłopak, ale coraz bardziej pragnęłam lepiej poznać ciemnookiego, przy nim czułam się tak... dziwnie? szczęśliwie? niezręcznie? cudownie? Nie potrafiłam wyrazić tego uczucia słowami, ale wyczuwałam wyraźny dystans między nami i musiałam jak najszybciej stłumić wszystko w sobie. Po lekcjach zdecydowałam, że zacznę przygotowywać się na spotkanie z wrogami, ponieważ niedługo zapadnie zmrok. Włożyłam wygodny, czarny dres na wypadek, gdybym musiała walczyć bądź uciekać. Wzięłam mały nóż i drewniany kołek, wszystko starannie ukryłam pod ubraniem. Zaczerpnęłam powietrza i pewnie pchnęłam drzwi. Poczułam dziwny opór i usłyszałam cichy jęk.

“Ach... znów kogoś uderzyłam. Niezdara ze mnie!”


Zdziwiona ujrzałam Kamila. Stał przede mną ubrany w szare dres dzierżąc niczym miecz dużą, czerwoną latarkę.
-Eeee...Kamil?-aż zżerała mnie ciekawość, co chłopak mógł robić tu o tej porze?
-O Zorena! Chodź, zaraz się spóźnisz- wypowiedział to poważnym, wręcz grobowym tonem co bardzo mnie zdziwiło.
-Zaraz... idziesz ze mną? Skąd wiesz o spotkaniu?
Chłopak zbliżył się do mnie na tyle, że poczułam ciepły oddech na swoim policzku, który teraz okraszał czerwonawy rumieniec.
-Masz rację. Tajemniczy wilkołak to ja-wyszeptał mi wprost do ucha.
Zdziwiona wyprostowałam się na te słowa.
-Ale... jak to? Mówiłeś...
Delikatnie pociągnął mnie za dłoń i poprowadził przez korytarz.
-Ciii! Później ci wszystko opowiem. Teraz idziemy prosto w paszczę lwa.
Teraz to już po prostu miałam kompletny mętlik w głowie, ale mimo to byłam szczęśliwa, że chłopak jest przy mnie.
  • awatar Kochająca Książki *.*: No dzieje się. Jestem jednak nieusatysfakcjonowana długością! Kobieto, nie dręcz mnie. Chcę kolejny rozdział! :) ;)
  • awatar gość: @Kochająca Książki *.*: Chodzi o to, że za długi? No proszę cię! Ja tu wylewam z siebie siódme poty aby napisać jakiś długi rozdział a tu takie cuś? :D Co do następnego to dodam jak zwykle za tydzień :) A ty to lepiej się zabieraj za "Przeznaczenie" i "Wiecznie Żywą", bo skończyłaś w ciekawych momentach! ;) Heh, ale się rozpisałam! :P
  • awatar Seiti: W takim momencie, niedobra Ty! I tydzień mam czekać?! Litości... Coraz lepiej z długością :D
Pokaż wszystkie (6) ›
 

ekogroup
 
www.ekogroup.info/14767/spacer-z-wilkami/ - Lato to idealny czas na spacery. Przechadzki po lesie o tej porze roku lubią także duże drapieżniki.

W Nadleśnictwie Spychowo (RDLP w Olsztynie) fotopułapka zastawiona przez Straż Leśną zrobiła tuż przed 4:00 rano zdjęcie dwóm spaceru
 

zorena
 
Wstałam rano bardzo pozytywnie nastawiona. Poszłam jak zwykle do łazienki. Nałożyłam delikatny makijaż, kilka razy dopracowywałam go aby był idealny. Włożyłam na siebie długą, bladoróżową koszulę w białe grochy, czarne leginsy oraz białe balerinki. Przejrzałam się kilka razy w lustrze, postanowiłam rozpuścić włosy.
-Hmm... tak... chyba...nie!-mamrotałam.
Wzięłam złoty wisiorek z zawieszką w kształcie klucza wiolinowego, w uszy włożyłam małe perełki a na nadgarstek założyłam czarną bransoletkę z muliny. Ale zaraz. Naglę zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak bardzo przejmuję się swoim wyglądem. Co mogło być tym powodem? Nasuwała mi się pewna myśl, ale nie chciałam jej do siebie dopuścić.
-Zorena!-usłyszałam jak moja współlokatorka dobija się do drzwi.
-Eeee... tak już otwieram!-zawołałam otwierając zamek drzwi.
-Zora?-spojrzała na mnie jakbym była co najmniej kosmitą- Co ty się tak wystroiłaś?
-Ja? Wystroiłam? Nie...-chciałam ją minąć, ale chwyciła moją dłoń skutecznie mi to uniemożliwiając.
-Czyżby jakiś chłopak?-zapytała a na jej twarzy malował się uśmieszek.
Trafiła w sedno. Tak... cały ranek myślałam o pewnym chłopaku. Miałam mętlik w głowie, czarnooki wydawał mi się dziwnie znajmy, ale wyczuwałam dzielący nas dystans. Ten chłopak był dla mnie zagadką.
-Nie interesuj się- odparłam unikając odpowiedzi- W ogóle to czemu jeszcze się nie ogarnęłaś?-zmierzyłam ją wzrokiem, miała na sobie flanelową piżamę i włosy w kompletnym nieładzie-Chcesz iść tak do szkoły?-zażartowałam.
-Nie, kiepsko się czuję i zostanę dzisiaj w pokoju-wydała z siebie wymuszony kaszel a później mrugnęła porozumiewawczo.
-Eh...no dobrze- wzięłam plecak-To miłego leniuchowania!
Wyszłam z pokoju i naglę przypomniałam sobie, że zostawiłam referat na szafce w pokoju, wróciłam wiec tam.
-Posłuchaj Wiki, zostawiłam...-w pomieszczeniu nikogo nie było, sprawdziłam w łazience i nic- Wiktoria!-zawołałam zdumiona.
-Nie ma jej tutaj!-gwałtownie odezwał się za mną ktoś.
Odwróciłam się i dostrzegłam dziewczynę mniej więcej w moim wieku o długich do pasa kasztanowych włosach bladej wręcz białej cerze i oczach w kolorze szkarłatu, z ust nieznajomej spływała świeża krew. Odziana była w czarną, aksamitną tunikę obszytą czerwoną koronką, poszarpane, ciemne szorty, kabaretki i wysokie, szare buty zapinane na klamry.
-Wampir! Czego chcesz!? Gdzie moja przyjaciółka!?-byłam bardzo zaskoczona, nie spodziewałam się, że mogą kogokolwiek porwać.
Postać podeszła do mnie krok bliżej szczerząc spore kły w złowrogim uśmieszku. Okropnie chciałam się na nią rzucić z pazurami, ale wtedy cała moja anonimowość przepadłaby.
-Jest w naszych rękach, nic jej nie będzie jeżeli przyjdziesz jutro o zmierzchu na wielką polanę pośrodku małego lasu nieopodal.
-Poco mnie tam chcecie?
-To już sama odkryjesz-zaśmiała się i zniknęła równie szybko jak się pojawiła.
Byłam w szoku. Oparłam się o ścianę, gdyż czułam się fatalnie. Moja przyjaciółka została porwana przez grono krwiożerczych potworów i to ode mnie zależało czy przeżyje. Bałam się, naprawdę się bałam. Pierwszy raz w moim życiu decydowałam o być albo nie być jakiejś osoby. Zaczęłam płakać, szlochałam dosyć długo. Drzwi pokoju otworzyły się a przez nie wszedł Sebastian i Kamil.
-Zorena? Co się stało?-Sebastian zaskoczony podbiegł do mnie.
-Oni zabrali Wiktorie i to przeze mnie!-wpadłam w histerie, płakałam jeszcze mocniej.
-Seba o kim ona mówi?-Czarnowłosy był wyraźnie zdezorientowany.

“O nie! On to słyszał! Głupia, czemu to wygadałaś!?”


-Zora majaczysz coś, co ci jest?-jego delikatna dłoń wylądowała na mojej głowie- Ciiii, wszystko będzie dobrze-jego głos działał na mnie kojąco.
Było mi dobrze. Łzy już tak nie napływały do oczu spojrzałam w oczy przyjacielowi.
TRZASK!!!!
Nagle na ścianie przy moim łóżku pojawił się napis wykonany ze ściekającej krwi.
-"To od ciebie zależy czy przeżyje"-przeczytał z przerażeniem Kamil-O co tu chodzi?
Zaczęłam ryczeć kuląc się ze strachu. To był zdecydowanie jeden z najgorszych dni w moim życiu. Kamil podszedł do mnie i przyciągnął mnie do siebie obejmując. Zaskoczona aż przestałam płakać.
-Wszystko będzie dobrze- wyszeptał mi do ucha.
Poczułam dziwnie znajomy zapach, ten sam, który poczułam, gdy tajemniczy wilkołak uratował mnie przed wampirem. Wyswobodziłam się z jego uścisku patrząc na niego zaskoczona.
-To ty! Wiedziałam, że wydajesz się mi dziwnie znajomy! Teraz jestem pewna!
--------------------------------------------------------
Proszę bardzo oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że ktoś to czyta, bo od dłuższego czasu nie pojawiają się pod wpisami żadne komentarze. :( Jeżeli chcecie abym coś poprawiła to proszę przecież możecie napisać, zniosę krytykę, bo to ona sprawia, że uczymy się na błędach przez co jesteśmy lepsi w tym co robimy. :)
  • awatar gość: Super
  • awatar gość: Świetny rozdział!
  • awatar Kochająca Książki *.*: Wow, dzieje się coraz więcej. Mam nadzieję, że Wiktorii nic sie nie stanie, to moja imienniczka :D pozdrawiam i czekam na więcej ;)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

zorena
 
Szłam korytarzem razem z Sebastianem. Jeszcze chwila a słowo daję, że wybuchnęłabym z tej niepewności. Każdy mięsień mojego ciała skręcał się, byłam bardzo zestresowana. Czy mogłam czuć się bezpiecznie? Bałam się. Jak na razie mój sekret był doskonale strzeżony a co jeśli ten chłopak widział zbyt dużo?
-To tutaj-Sebastian lekko pchnął drzwi prowadzące do jego pokoju.
-Zaczekaj-złapałam jego rękę aby go zatrzymać-A jeśli widział za dużo?
-Zajmę się tym-ujął moją dłoń i pociągnął mnie za sobą.
Na łóżku Seby siedział chłopak, cudowny chłopak. Miał piękne czarne jak smoła włosy sięgające do połowy szyi, bystre, tak ciemne jak źrenica oczy, wspaniałą jasną cerę. Ubrany był w czerwoną koszulkę z podwiniętymi do łokci rękawkami, potargane dżinsy i wysokie trampki. Było w nim coś takiego, że od razu zapragnęłam go poznać. To było magiczne uczucie nigdy czegoś takiego nie czułam. Otrząsnęłam się uświadamiając sobie, że zbyt nachalnie się na niego gapie.
-E... cześć. Jestem Zorena, przyjaciółka Sebastiana-przedstawiłam się czym prędzej lekko się rumieniąc.
-Kamil, ale to już chyba wiesz-jego głos był bardzo męski a zarazem ciepły i serdeczny.
-Stary co się z tobą działo!?-Seba usiadł obok przyjaciela.
-To było dziwne...-tym razem spuścił wzrok.
-Czy mógłbyś nam opowiedzieć co się wydarzyło?-zapytałam może troszkę zbyt gwałtownie.
-Ja... nie wiem czy mogę ci ufać...-zerknął na mnie podejrzliwie.
-Och...-zawstydzona spuściłam głowę-Wybacz.
-Kamil! Możesz jej ufać!-Sebastian tak jak ja był zaskoczony reakcją chłopaka.
-No dobrze a więc byliśmy w kniei i rozdzieliliśmy się, ponieważ jakieś stwory nas zaatakowały.
-Tak... pamiętam.
-Przerażony rzuciłem się do ucieczki-ciągnął-Wtedy ktoś złapał mnie i ugryzł w szyje. Czułem się jakby wyssał ze mnie całe życie. To był mężczyzna, średniego wzrostu o czarnych włosach, ale co ciekawsze jego skóra była blada jak papier, z ust wystawały dwa potężne kły a oczy skrzyły się złowrogim szkarłatem. Z jego ust spływała krew, wyglądał jak upiór, jak potwór z koszmarów. Już miał zafundować sobie kolejną porcję mojej krwi, ale coś mu przeszkodziło. Zza drzewa wyskoczył ogromny wilk i odciągnął go ode mnie, potem zwierze zabrało mnie ze sobą. Mój oprawca był wampirem a wybawiciel wilkołakiem.
-Wampir? Wilkołak?-udałam zszokowaną a Seba uczynił to samo.
-Wilk zabrał mnie do jakiś jaskiń, było tam ich całe stado i wszyscy mogli się przemieniać, wytłumaczyli mi, że napastnik był wampirem a oni są wilkołakami i nie mają złych zamiarów. Zostałem tam aż nie wydobrzałem. Oto cała historia.
Zamyślona wlepiłam wzrok w podłogę, w tej chwili beżowe linoleum wydawało mi się lepszym widokiem niż ciemne oczy Kamila które wsysały mój wzrok niczym czarna dziura.

“Dlaczego moja wataha mu zaufała?”


-Dlaczego ci zaufali?-zapytałam cicho.
-Powiedzieli, że wiele przeszedłem i powinienem znać prawdę-odparł- Zaraz, zaraz, Seba a ty? Jak ty się stamtąd wydostałeś?-wwiercał swój wzrok w mojego przyjaciela.
Zrobiłam się blada jak ściana, szybko odwróciłam głowę aby niczego nie podejrzewał, gdyby nie fakt, że jeszcze żyje mogłabym pomyśleć, że moje serce stanęło. Łapczywie zaczerpnęłam powietrza.
-Eh... no więc...ja pamiętam tylko, że ktoś uderzył mnie w głowę, gdy się rozdzieliliśmy. Obudziłem się na skraju lasu, gdzie znalazła mnie policja i sprowadziła mnie do domu- opowiadał tę historię z takim przejęciem, że gdybym nie wiedziała iż jest wyssana z palca to pewnie bym w nią uwierzyła.
Ponownie spojrzałam na ciemnowłosego, tym razem byłam już spokojna.
-Niebywałe...-mruknął pocierając kciukiem i palcem wskazującym  brodę-Chyba tylko ja miewam tak niezwykłe przygody... wierzycie w ogóle w tę historię?-zapytał.
-Wierze, że ty wierzysz w swą opowieść-odrzekłam powoli.
-A zatem powinienem zapytać się czy wierzysz mi- popatrzył głęboko w moje oczy jakby doszukując się odpowiedzi.
-Ja... nie znam cię i nie mam pojęcia.
-A... ty skąd się tu wzięłaś?-jego pytanie tak mnie zszokowało, że szybko musiałam coś wymyślić.
-E... jestem nowa... przyjechałam z drugiego końca kraju... chcę trochę się usamodzielnić- odrzekłam najbardziej wiarygodnym tonem na jaki było mnie stać, ale sama bym sobie nie uwierzyła.

“Cholera! Szkoda, że nie umiem lepiej kłamać...”


-Znam odpowiedź na moje poprzednie poprzednie pytanie: nie, nie ufasz mi.
Sebastian przysłuchiwał się nam od dłuższego czasu naszej rozmowie i chyba uznał, że w tym momencie warto ją zakończyć.
-Zora, chodź. Już późno, za chwilę mam wieczorne zajęcia w terenie, nie możemy tego przegapić- uciął naszą wymianę zdań.
-Masz rację. Do widzenia Kamilu, dziękuję za zaufanie-uśmiechnęłam się szczerze.
-Do widzenia Zoreno, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś dane nam będzie pogadać-odparł tonem, którego ciepło zalało mnie od stup do głów, poczułam, że się czerwienie.
-Z pewnością nadarzy się okazja, postaram się oto- rzekłam na wychodnym.
  • awatar Seiti: No nie, trzeci?! Planujesz harem? bo moja wyobraźnia i owszem XD
Pokaż wszystkie (1) ›
 

powiesci
 
zakiraluna.pinger.pl/
zakira lun.png


Wiktoria od dziecka nienawidziła swoich oczu. Duże, z dziwaczną obwódką, zniechęcały napotykanych przez nią ludzi. Jednak nigdy przez myśl by jej nie przeszło, że owe oczy, są świadectwem dziedzictwa sięgających korzeni biblijnych opowieści. Właśnie ono zmieni całe życie jakie znała dotąd. Otaczający świat okazuje się jedynie złudą. Nowy dom, nowa rodzina, nowa szkoła i wydawałoby się, że nowe życie, jednak, czy dożyje końca nauki? I jaką tajemnicę skrywa dyrektor?

Opowiadanie jest bardzo ciekawie prowadzone. Narracja Wiktorii jest bardzo realistyczna, dzięki czemu czytelnik może mieć wrażenie, że "siedzi w jej głowie". Zaskakująca trzymająca w napięciu, ciut szablonowa, jednak nie na tyle by wiedzieć co będzie dalej. Jednak dla mnie w tym opowiadaniu najciekawszą postacią jest Aleks, tajemniczy łowca, który ma więcej na sumieniu niż można by go o to posądzić. Jego zachowanie budzi we mnie konsternacje. Nie wiem jak się zachowa, a jego upór i zmiany są nie do przewidzenia.  
Polecam fanom dobrego romansu i fantastyki :D

"Złoty strzał" (zakiraluna.pinger.pl/m/23923772)
Króciutki one-shot o ... no właśnie nic nie zdradzę, bo boję się zepsuć efekt, ale napomnę o tylko o tym, że opis emocji bije tutaj wszystko głowę.  

A tu znalezione polecenie tego bloga przez livli5.pinger.pl

b4.pinger.pl/(…)d7537411e1100d62de2398f508bde213.jp…
PS: Znalazłam to zdjęcie i po nowych rozdziałach nie mogłam się powstrzymać by odnowić recenzję.
 

zorena
 
Następnego dnia zaczynał się weekend. Wstałam późno, bo nie było zajęć. Weszłam a raczej przyczołgałam się zaspana do łazienki. Spojrzałam w lustro. Moje włosy, porozrzucane na wszystkie strony przypominały bocianie gniazdo. Zgrabnie uczesałam je w luźny kok. Potuszowałam rzęsy i pomalowałam usta bezbarwnym błyszczykiem z różowymi drobinkami. Założyłam białą bluzeczkę na ramiączkach z nadrukiem czerwonej róży, czarne szorty i niskie miętowe trampki na podwójnej podeszwie. Zawiesiłam na szyi czarny naszyjnik w kształcie literki Z a pod bluzkę schowałam wilczy ząb, z którym się nie rozstaje. Pełna chęci do życia otworzyłam drzwi i dziarskim krokiem wmaszerowałam do pokoju.
-Mmmmm... czemu tak wcześnie mnie budzisz?- zapytała ciągle jeszcze leżąca w łóżku współlokatorka.
-Jest 10, pośpiesz się, bo za chwilę zabraknie nam jedzenia na śniadanie, szybko śpiochu!- ponagliłam ją biegnąc przez drzwi na stołówkę.
-Zaraz, zaraz...-usłyszałam z daleka jej mamrotanie.
Na śniadaniu przysiadłam się do Sebastiana. Nie wspominał słowem o minionej rozmowie, widocznie rozumie, że to poważna sprawa i musi zachować dyskrecje.
-Zorena... czemu on się tu tak natrentnie gapi?- zapytał lekko wskazując nieznacznym ruchem głowy na stolik, przy którym siedział Patryk.
Z delikatnie przesuniętą głową w bok przypatrywał się mi jakbym była kawałkiem mięsa a on wygłodniałym lwem. Wzdrygnęłam się, nie nawidziłam tego typu spojrzeń. W kródce dołączyła do nas Wika i wspólnie dokończyliśmy posiłek. Odłożyłam właśnie tackę, gdy podszedł do mnie chłopak, z którym byłam na randce.
-Możemy pogadać Zorena?-wyszeptał niepewnie.
W tym momencie poczułam jak ktoś przyciąga mnie do siebie i obejmuje jakby chciał mnie przed nim ochronić.

“Seba? On...”


-Posłuchaj koleś, ona nigdzie z tobą nie pójdzie!-warknął obejmując mnie jeszcze mocniej.
-Sebastian... w porządku-uspokoiłam go.
Poszłam z Patrykiem przez korytarz.
-Przepraszam, dasz mi jeszcze szanse?
-Ja... sądzę, że za słabo cię znam aby podejmować takie decyzje, wybacz-spuściłam wzrok.
-To przez niego?-spytał wzdychając.
-O kogo ci chodzi?
-Widziałem jak cię przytulił i skrzyczał mnie, no a ty... widziałem twoją minę.
-Seba to mój..-zawahałam się-... przyjaciel.
Nagle jak na ironię przybiega do nas zdyszany.
-O wilku mowa...-warknął Patryk.
-Zorena... Kamil... ten mój kolega, który zaginął w kniei... on...-złapał oddech- Znalazł się.
----------------------------
I co? Jakieś przemyślenia odnośnie dalszych wydarzeń? Powiem jedno: akcja się zaczyna rozkręcać ;)
  • awatar Seiti: Kurde, to jest za krótkie (myślę perspektywicznie, jak skończę nadrabiać i będę musiała zadowolić się krótkim rozdziałem) Ciekawe, ciekawe, co się wydarzy :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

zorena
 
Jeszcze tego samego dnia postanowiłam pogadać z Sebastianem. Ruszyłam wąskim korytarzem szkolnego internatu, po chwili byłam przy jego drzwiach. Odetchnęłam głęboko i delikatnie zapukałam. Usłyszałam z wnętrza jak ktoś odkłada coś i idzie w strone drzwi. W progu ukazał się mój kolega.
-Zorena?-był wyraźnie zdziwiony-Nie jesteś z Patrykiem?
-Byłam, ale... nie do końca nam wyszło i przyszłam wcześniej- odparłam-Chciałabym z tobą pogadać-dodałam.
-Sam chciałem omówić z tobą wiele rzeczy. Poczekaj zabiorę bluzę i pogadamy w parku przy szkolę.
***
Wieczorna bryza delikatnie muskała moją twarz. Okolica wydawała się bardzo spokojna, drzewa szumiały a trawa pod wpływem wiatru przypominała bezkresny ocean zieleni, słońce leniwie chowało się za horyzontem. Sedzieliśmy na jednej z ławek. Dotyk chłodnego drewna pilnował mnie przed zatraceniem się w własnych przemyśleniach. Chłopak siedział obok mnie i bacznie mnie obserwował posyłając od czasu do czasu wyczekujące spojrzenie. Udawałam jednak, że tego nie widzę. Nie było łatwo przeprowadzić taką rozmowę, szukałam słów, od których mogłabym zacząć. Seba nie wytrzymał i przerwał tę błogą a za razem nieznośną ciszę.
- Sporo myślałem od naszego spotkania w kniei-zawahał się-Nie jesteś człowiekiem i dobrze o tym wiem, ale nie potrafię cię do końca rozgryść, jesteś taka tajemnicza.
-Co się stało z twoim kolegą? Znalazł się?- zapytałam unikając odpowiedzi.
-Uznano go za zaginionego. Policja szukała go na skraju lasu, ale nie odważyli się wkroczyć dalej-w jego oku pojawiły się łzy, które z całych sił wyraźnie starał się powstrzymać- Czy on ma jakieś szanse na przeżycie?
-Są trzy opcje. Pierwsza: dorwały go wampiry i wypiły z niego krew, druga: żyje i gdzieś się błąka i trzecia...-zawahałam się, nie chciałam mu tego uświadamiać, ale nie miałam wyboru-zmieniły go w jednego z nich.
-Że co!?- oczy chłopaka przypominały pięcio złotówki.
-Czasem niestety tak robią.
Tama trzymająca w ryzach jego łzy puściła momentalnie. Cicho szlochając oparł się o moje ramie. Nie wiedziałam jak mu pomóc, byłam bezradna. Nagle zrobiło mi się go strasznie żal i postanowiłam być z nim do końca szczera.
-Dobrze powiem ci kim jestem, możesz mi uwierzyć bądź nie, ale po tym co przeszłeś powinieneś wierzyć we wszystko- nachyliłam się nad jego uchem i wyjawiłam prawdę szeptem.
Chłopak wyprostował się jak struna.
-No tak dlatego tyle o nich wiesz, jesteście przecież wrogami- westchnął.
Kamień spadł mi z serca, cieszyłam się, że już o tym wie. Zerknęłam na zegarek telefonu: 20: 57.
-Za trzy minuty zamykają internat, szybko- zerwałam się z ławki- Nie mam najmniejszego zamiary spać na dworze- dodałam i zaśmialiśmy się oboje.
Dzikim sprintem dotarliśmy na miejsce. Pożegnałam się i wróciłam do pokoju. Cieszyłam się, że jest ktoś komu mogę zaufać.
  • awatar quapouchy_97:
  • awatar książkoholiczka123: czekam na więcej :)
  • awatar Seiti: Hmm ja bym tam nie ufała, zwłaszcza, że go słabo zna, ale może będzie to miało jakieś brzemienne skutki?
Pokaż wszystkie (3) ›
 

zorena
 
Powoli uchyliłam powieki. Blask światła sprawił mi niemały ból. Po dłuższej chwili zobaczyłam, że jestem w swoim pokoju. Rozejrzałam się dookoła, ale wszystko wyglądało zwyczajnie co bardzo mnie zdziwiło. W tym momencie Wiki weszła do pokoju.
-O tu jesteś Zorena!
-E... Wika... co się stało?-zapytałam zmieszana.
-Zerwałaś się z wf i gdzieś pobiegłaś, potem zobaczyłam, że tu śpisz więc cię nie budziłam. Cóż, masz mistrza! Ja nigdy nie odważyłabym się zerwać z lekcji żeby uciąć sobie
drzemkę- mówiła wyraźnie ożywiona.

“Co!? To wszystko było snem?”


Dotknęłam tyłu mej głowy aby sprawdzić czy mam tam jakąś ranę, ale niczego nie znalazłam. Byłam w szoku, nie przekonywało mnie to, że ucięłam sobie drzemkę, ale w tej chwili niczego nie byłam pewna. Próbowałam zajrzeć w głąb mojego umysłu, ale nie znalazłam niczego co potwierdzałoby historię przyjaciółki. Nie wiedziałam już w co wierzyć.
- Hej a ty nie masz tak czasem spotkania z Patrykiem?
-E... tak! Która godzina?-natychmiast wyskoczyłam z łóżka.
-15: 30 masz jeszcze trochę czasu, ale marsz mi się szykować! Ja postaram się pomóc!-wołała ożywiona.
Zaczęła przeglądać moje rzeczy i mruczeć coś do siebie. Wzięłam szybki prysznic. Potem pomogłam wybrać strój na spotkanie... no dobra randkę. Włożyłam na siebie jasne jeansowe szorty, perłoworóżową bluzkę na ramiączkach, cienkie czarne rajstopy, miętowe trampki, szyję ozdobiłam złotym łańcuszkiem z zawieszka w kształcie litery Z a nadgarstek turkusową bransoletką z muliny, która miała wplecione w siebie małe również złote serduszko z cyrkonią w środku. Włosy jakoś ujarzmiłam, zebrałam włosy z przodu a następnie spięłam je do góry co dawało naprawdę ładny efekt. Rzęsy delikatnie wytuszowałam a usta przejechałam moim ulubionym błyszczykiem w kolorze brzoskwiniowym. Byłam gotowa.
-Zorena wyglądasz pięknie!-Wiki nie mogła się na mnie napatrzyć- Musisz mi wszystko opowiedzieć tylko pamiętaj w szczegółach!
-Jasna sprawa- uśmiechnęłam się wychodząc z pokoju.
***
Czekał już na dziedzińcu. Podszedł do mnie i lekko przytulił. Wyglądał nieziemsko. Czarne spodnie i brązowa koszula idealnie podkreślały jego budowę. Spojrzał na mnie turkusowymi oczyma i odgarnął z twarzy kosmyk rudawych włosów. Nagle coś mnie olśniło.

“To on! Te oczy! To wilkołak!”


Już chciałam mu o tym powiedzieć, ale w moim umyśle zatrzasnęła się blokada.

“Czeka! Co ty dziewczyno wyrabiasz a jeśli to nie on?”


Postanowiłam go poznać i zatrzymać przy sobie dopóki nie poznam prawdy.
-To... masz jakiś konkretny plan naszego spotkania-zapytałam.
-Chciałaś powiedzieć randki-ujął moją dłoń.
-E... tak...-zarumieniłam się.
-Chodźmy na spacer, pokażę ci miasto, skoro jesteś z daleka pewnie się tu nie orientujesz- zaproponował.
- Jasne chodźmy.
Pociągnął mnie delikatnie za sobą i tak szliśmy za rękę przez miasto. Dziwiło mnie, że chłopak jest tak odważny i wykonuje tak śmiałe kroki w moją stronę, ja postanowiłam na razie trzymać go na dystans. Spacerowaliśmy a on pokazywał mi wszystko. Mimo iż doskonale znałam to miasto starałam się udawać zainteresowanie. Na konie wziął mnie na lody włoskie.
-To było udane spotkanie-stwierdził gdy zajadaliśmy nasze smakołyki na ławeczce w parku.
-Tak, naprawdę dobrze się bawiłam.
Nagle nachylił się nade mną. Jego usta były coraz bliżej... bliżej...
-Nie!-gwałtownie się odsunęłam- Za szybko!
-Wybacz...-rzekł trochę speszony- Ja tylko... naprawdę cię lubię.
-Miło mi, ale powinnam już iść.
Wstałam z ławki, zmusiłam się, żeby uśmiechnąć się do niego i go pożegnać.

“Rany czy faceci zawsze tacy są!?”


Aż kipiałam ze złości, trochę popsuł to spotkanie. Nie chciałam tak szybko podejmować takich kroków...
  • awatar Arsenium <3: Czytam każdy rozdział i bardzo mi sie podoba, masz talent :) Zapraszam do siebie, moze coś ci sie spodoba :)
  • awatar gość: @Purple Rainbow: Dziękuje :) Nawet nie wiesz jak miło jest czytać takie komentarze :D
  • awatar książkoholiczka123: świetne :) czekam na więcej :*
Pokaż wszystkie (4) ›
 

zorena
 
Przyszłam na lekcję jako jedna z ostatnich, wciąż byłam mocno dotknięta minionymi wydarzeniami. Wyczułam tam pewien zapach, dziwny zapach jakby zepsutej krwi pomieszanej z nutką męskiego dezodorantu, zastanawiałam się do kogo mógł należeć. Szybko przebrałam się w krótkie dresowe spodenki oraz sportową bluzę na ramionczkach w kolorze neonowego różu. Graliśmy w koszykówkę, nie miałam sobie równych na boisku. Mecz zakończył się zwycięsko dla mojej drużyny. Usatysfakcjonowana prawie zapomniałam oo tamtych śladach. Po chwili coś przykuło moją uwagę.  To był jakby zarys postaci, która w zastraszająco szybkim tempie mknęła przez park blisko okien sali gimnastycznej. Wampir, byłam pewna, że to jeden z nich. Nie zważając na nawoływanie nauczycielki wybiegłam na zewnątrz. Nie zauważyłam tam niczego szczególnego, już miałam się cofać gdy przedemną jakby z ziemi wyrosła ubrana na czarno postać w kominiarce. Otwór odsłaniający oczy pozwolił mi zobaczyć dwa przerażające ślepia w kolorze szkarłatnym oraz fragment bladej jak kreda skóry. Upiór uderzył mnie w twarz, poczułam ogromny ból, pochyliłam się próbując złagodzić pulsujące ciepło uderzenia zimną ręką. Już chciałam się zmienić, ale postanowiłam to zrobić kiedy moje życie znajdzie się w dużym niebezpieczeństwie, nie chciałam na razie się ujawniać. Byłam wściekła, bo nie mogłam nic zrobić.
-Słyszałem, że jakiś nędzny człowiek wyczuł naszą obecność, nie ładnie wtrącać się w nie swoje sprawy-chwycił mnie i rzucił mną o drzewo-Teraz masz nauczkę na przyszłość.
Kopnął mnie energicznie w brzuch. Jęknęłam, bolało mnie bardzo mnie bolało. Postanowiłam być silna, żadna łza nie spłynęła po moim policzku. Oprawca podszedł i już szykował się do zadania ciosu, gdy stało się coś niespodziewanego. Zza krzewów wyskoczył ogramny rudy wilk. Wampir cofnął się zaskoczony. Ujrzałam jak stwór umyka. Wilkołak popatrzał się na pół żywą mnie turkusowymi oczyma.
-Dziękuję-wyszeptałam z trudem.
Nieznajomy podszedł i delikatnie położył mnie na sym grzbiecie. Poczułam miękką i delikatną sierść, której wilcza woń bardzo mnie uspokajała. Z wolna ogarniał mnie mrok. Zobaczyłam przed nami dwa wampiry. Wtedy straciłam przytomność.
 

zakiraluna
 
Ktoś życzył sobie codziennych rozdziałów :P
------------------------------------------------------------------------
Viktoria
Niewyobrażalny ból. Uczucie rozrywania od środka, jakby wszystkie żyły i połączenia w moim ciele nagle wybuchły, pozostawiając po sobie jedynie zgliszcza i pustkę. Potem ulga. Silniejsza niż cokolwiek innego...chłodna, twarda dłoń gładząca mnie po rozpalonym policzku. Otwieram oczy.
Widzę mężczyznę o ciemnej, jakby indiańskiej karnacji. Widzę kobietę w białym fartuchu, na jej szyji widnieje duży, ciemny ślad. W pokoju znajduje się jeszcze jeden mężczyzna. Już wiem. Instytut. Napad. Rana. I kiedy patrzę w to znajome, a teraz tak zmienione oblicze ogarnia mnie konsternacja.
-Alex?- Mój głos w moich własnych uszach brzmi dziwnie, chrapliwy, ochrypły. Chłopak patrzy się na mnie, z jego twarzy nie da się nic wyczytać. Wiem, że to on. Ale kiedy na niego patrzę, mam wrażenie że widzę go po raz pierwszy. Wydaje się jeszcze wyższy niż przedtem, jego rysy stały się ostre i groźne, piaskowe włosy opadające niedbale na czoło nadają mu wygląd barbarzyńcy, oczy stały się niemal czarne.
Przygląda mi się z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a kiedy już otwiera usta by coś powiedzieć, przerywa mu Gahira.
-Chciałabym ją zbadać. Odsuń się jeśli łaska.- Marszczę brwi. Nigdy nie widziałam jej takiej zimnej, takiej oschłej. Co się tu wydarzyło kiedy ja zmagałam się z trucizną trawiącą moje ciało?
Alex podnosi wzrok i obnaża zęby, jakby szykował się do ataku-kobieta odruchowo się cofa-ale on szybko się opanowuje , sprężystym krokiem opuszczając pomieszczenie.
Podczas gdy lekarka odczepia wszystkie niepotrzebne urządzenia, Torgal przysiada na brzegu łóżka z lekkim uśmiechen na zmęczonej twarzy.
-Co się tu wydarzyło?- Pytam, pierwsza przełamując ciszę.
-Jak się czujesz?- wyraźnie mnie zbywa. Niech tak będzie, dowiem się później-przechodzi mi przez głowę.
-Właściwie dobrze, tylko trochę boli mnie głowa.-Już prawie przyzwyczaiłam się do brzmienia własnego głosu.
-To niesamowite-wtrąca Gahira- wszystkie funkcje życiowe masz w normie, rana na plecach całkowicie się wygoiła. Najwyraźniej antidotum zadziałało.
-Antidotum?- Nie rozumiem. Przecież sama słyszałam, jak mówili że nie ma już dla mnie nadzieji. Lekarka nie odpowiada, spoglądając nerwowo na Torgala, ten tylko lekko kręci głową. Gahira momentalnie się ożywia, sięga gdzieś za siebie, po czym podsuwa mi pod nos coś małego i ostrego. Po chwili jestem w stanie stwierdzić że to pazur.
-A o to sprawca całego zamieszania.- Mówi tytułem wyjaśnienia. Gwałtownie się odsuwam , zagrzebując głębiej w śnieżną pościel. Gahira uśmiecha się lekko.
-Jest już niegroźny.- Odkłada go na szafkę obok mojego łóżka. -Więc, skoro już się obudziłaś, może najwyższy czas zgasić te wszystkie świece i wpuścić tu trochę naturalnego światła?- Kiwam energicznie głową i natychmiast tego żałuję-fala bólu rozchodzi się po mojej czaszce. Na szczęście moi dwaj towarzysze są zbyt zajęci, by dostrzec grymas, jaki pojawił się na mojej twarzy.
Po kilku minutach w moim pobliżu nie ma już żadnych świec, do pokoju wlewa się za to ciepłe, popołudniowe słońce.
-Odpocznij teraz, jak wszystko będzie dobrze za kilka dni będziesz mogła wstać z łóżka. Przyjdę wieczorem- mówi lekarka , po czym wychodzi, a w zasadzie wypływa z pokoju.
Torgal podchodzi do mnie i niezgrabnym ruchem klepie po odsłoniętej dłoni.
-Wszystko będzie dobrze.- Uśmiecham się delikatnie, mężczyzna mruga do mnie i już po chwili zostawia samą.
Nawet nie wiem kiedy, zapadam w drzemkę. Śni mi się wielki sad pełen drzew na których kołyszą się soczyste owoce-gdy jednak próbuję zerwać którykolwiek z nich, ten natychmiast zmienia się w kamień.
Budzę się i niemalże podskakuję na łóżku, sprężyny odzywają się w głuchym proteście.  Alex siedzi z założonymi rękami na niewielkim krzesełku obok mojego łóżka
-Przestraszyłeś mnie- Uśmiecha się, ale ten uśmiech nie dociera jego oczu.
-Jak się czujesz?- Pyta niskim, gardłowym głosem.
-W porządku.- Jego postać, taka zimna i władcza onieśmiela mnie.
Sięga dłonią do mojego stolika i bierze z niego zatruty pazur. Przez chwilę obraca go w dłoniach, po czym jego spojrzenie znów wędruje na mnie.
-To ten pazur?
-Zamierzasz zrobić sobie naszyjnik w stylu Indiana Jones? Ten wilk pewnie nie byłby zachwycony- Chcę choć odrobinę rozładować atmosferę, miałam nadzieję że rozbawię go swoimi słowami, że znowu ujrzę Alexa którego znam. Ale moja nadzieja okazuje się płonna.
-Nie. Zamierzam najpierw go dopaść, a potem wbijać w jego ciało sztylety, dopóki nie zdechnie.- Wwierca we mnie spojrzenie, a mnie robi się zimno od jego słów. Co się z nim stało?
-Przerażasz mnie- Nawet nie zdaję sobie sprawy, kiedy wypowiadam swoje myśli na głos. Cholera, dlaczego nie potrafię trzymać języka za zębami? Jego oczy zmniejszają się w złowrogie szparki.
-Zupełnie niepotrzebnie.-Stwierdza sucho.
To do niczego nie prowadzi. Zamykam oczy i wypuszczam głośno powietrze. O co w tym wszystkim chodzi? Mam już dość tych niedopowiedzeń, więc pewnym ruchem odchylam kołdrę, z zamiarem udania się do Torgala.
-Co ty wyprawiasz?- Głos chłopaka jest zimny jak stal, ostry, władczy i nieznoszący sprzeciwu. I utwierdza mnie w przekonaniu że robię dobrze.
-Wstaję.- Staram się, by mój głos brzmiał tak samo jak jego. Jego oczy znóz zwężają się w szparki.
-Miałaś leżeć.- Zaczynam się denerwować, cierpliwość nie jest moją najmocniejszą stroną, zwłaszcza w takich okolicznościach.
-To nie twój interes!- Mówię ostro i podnoszę się do pozycji siedzącej. Alex natychmiast do mnie podchodzi, jego dłoń brutalnie łapie mnie za ramię i zmusza bym się położyła. Pochyla się nade mną, ani trochę nie zwalniając uścisku.
-Będziesz robić to co ci każę!- Jego słowa są jak uderzenia bata. Zamieram, zbyt przestraszona by zrobić cokolwiek innego. Alex wciąż przygląda mi się z dziką furią w oczach. Po chwili puszcza moją rękę, a ja z niedowierzaniem przyglądam się sinym śladom jego palców na mojej skórze.
Zbieram całą swoją odwagę i podnoszę wzrok, patrząc prosto w jego ciemne, nieprzejednane oczy.
-Co się z tobą stało?
  • awatar Lisa Angels: Borze sosnowy!(kurcze dziwnie się czuję pisząc to jeszcze raz, ale dla ciebie wszystko) Aleks wzbudził we mnie olbrzymie pokłady współczucia. Facet dowiaduje się, że jego sympatia,nowa, bo nowa, ale jednak jest śmiertelnie chora i nie przeżyje pięciu dni. Żeby tego było mało nie ma antidotum. Chłopak leci, daje z siebie robić prywatną stołówkę, potem posuwa się nawet do zabicia dziecka, gdzieś po drodze gubi dobrą część swojego charakteru i co? Wraca na łeb na szyje i okazuje się, że jest za późno, też by mi nerwy strzeliły. A nawet jak już się, wybudziła i wszystko miało być pięknie, łzy radości i te sprawy(może jakiś pocałunek), to go wywalili za drzwi, a obiekt westchnień poszedł w kimę... super. Nie dziwie się, że taki wkurzony. Viki się budzi, teraz powinna być ta scena, gdzie rzuca mu się w ramiona i Love Forever, to ta z niego żartuje i ma go gdzieś, ba nawet się go boi. To się nazywa ciężkie życie. Nawet anioł po czymś takim przypominałby diabła. cdn
  • awatar Lisa Angels: cdn Po ostatnim rozdziale byłam rozczarowana i to bardzo. No bo jak tak można? Masz szczęście, że dodałaś ten bo bym cię poszczuła Mimi. O! Długość, to jedyna rzecz która mnie nie zadowala. Tępi moje czyste serce, nasyłając na nie mrok. Teraz tylko czekam aż wstawisz resztę wspomnianych rozdziałów, o których wspomniałaś. Widzę, że do serca wzięłaś sobie moje słowa, na temat codziennego dodawania rozdziałów. To ja rozumiem! Oby tak dalej! Dużo weny i czasu, życzę, byś mogla wstawiać DUŻO, BARDZO DUŻO rozdziałów :D
  • awatar Lisa Angels: ... kurde i znów się rozpisałam, limity mnie nie ogarną XD
Pokaż wszystkie (9) ›
 

zakiraluna
 
Podróż powrotna zajęła mu znacznie mniej czasu, ponieważ nie poczynił ani jednego przystanku by odpocząć, zjeść czy choćby napić się wody- był zbyt uparty, pędził napędzany dziką determinacją, jego rysy stały się bardziej ostre, twarz wydawała się demoniczna, zła, nawet uśmiech przypominał jedynie dziki grymas. Pokonywał zakręt za zakrętem, miato za miastem i kraj za krajem-przed samym wyjazdem zatankował swój motocykl, nie widział więc żadnego racjonalnego powodu by się zatrzymać.
Dotarł do instututu na dzień przed wyrokiem śmierci Viktorii. Wrócił do domu. Ale kiedy zsiadł ze swojej maszyny, zdjął kask...nie poczuł nic. Uczucie ciepła, stabilności i przynależności jakie ogarniało go za każdym razem gdy tu wracał rozpłynęło się w powietrzu, pękło jak bańka mydlana-Prychnął, kiedy zdał sobie sprawę z kierunku w jakim podążyły jego myśli. Głupoty-Pomyślał i przekroczył próg instytutu, natychmiast kierując się w stronę białego pokoju. Cicho nacisnął klamkę i wszedł, w mgnieniu oka oceniwszy sytuację-przy ciele dziewczyny znajdowało się jeszcze więcej rurek i przewodów, zaś ona sama zdawała się znikać w białej, niekazitelnej pościeli-prawie nie miała już włosów, na jej ciało składały się jedynie cienkie kości obciągnięte jasną, niebieskawą skórą- widok Gahiry przy jej łóżku,  gibkiej, zdrowej...żywej, stanowił niesamowity kontrast. Lekarka odwróciła się do niego ze zmarszczonymi brwiami i wciągnęła gwałtownie powietrze na widok twarzy przybysza, ale na nim nie zrobiło to większego wrażenia. Bez słowa podszedł i dał jej fiolki napełnione łzami inkuba. Wzięła je niepewnie, ważąc przez chwilę w dłoni, po czym podeszła i jedną z nich podpięła bezpośrednio do kroplówki Viktorii. Alex wstrzymał oddech.
Nic się nie wydarzyło. Kompletnie nic. Dziewczyna jak leżała tak leżała, na jej twarzy nie pojawiły się żadne oznaki życia. Alex spojrzał na Gahirę zszokowany, ale ona tylko pokręciła głową, po jej policzku spłynęła pojedyńcza, czarna łza.
-Już za późno...-wyszeptała tak cicho, że właściwie wyczytał to z ruchu jej warg, a nie głosu. Zawrzała w nim furia. Nie kontrolując samego siebie, doskoczył do niej i prawym przedramieniem przyparł do ściany, miażdżąc gardło. Kobieta przeraziła się, zaczęła krzyczeć, z całych okładać Alexa pięściami, ale to nie pomagało.
-Dałaś mi pięć dni!- Wykrzyczał jej prosto w twarz, niemalże tocząc przy tym pianę.-Pięć!
-Myliłam się!- Wycharczała Gahira walcząc o oddech. Te słowa rozwścieczyły go jeszcze bardziej; Podciągnął łokieć do góry, nogi kobiety wisiały teraz nad ziemią, trzymała ją jedynie ściana i morderczy uścisk jej oprawcy.
-Pomyliłaś się?!  Zapłacisz mi za to!- W tej samej sekundzie do pokoju wpadł Torgal, zwabiony krzykami dziewczyny.
-Alex?! Co ty...- Nie dokończył, bo nagle jego uszu dobiegł dziwny szmer dochodzący z łóżka. Wszycsy w pokoju zamarli, Alex bezwładnie puścił Gahirę, ta z głośnym łupnięciem upadła na podłogę. Nasłuchiwał.
Najpierw usłyszał lekkie łkanie, potem gwałtowny haust powietrza, aż nagle pokój wypełnił ostry, głośny krzyk dziewczyny, obiema rękami złapała się za głowę, walcząc z wszechogarniającym bólem. Chłopak doskoczył do niej i stanął jak wryty- Jej policzki zalane były łzami, skóra miała ten sam niezdrowy odcień co wcześniej.
-Coś ty jej dał?- Zapytała Gahira przekrzykując cierpienie Viktorii, jednocześnie próbując odsunąć jej dłonie od głowy. Alex szeroko  otworzył oczy. Czyżby kapłanka go oszukała? Nie mieściło mu się to w głowie. To nie może być prawda.
Nagle ciało Viktorii wpadło w drgawki, rzucała się na wąskim łóżku w nieokiełznanych spazmach- by to przerwać, Gahira złapała ją za lewą, a Torgal za prawą rękę- to sprawiło, że musiała się zatrzymać-wierzgała już tylko nogami, rzucając je na wszystkie strony. Alex doskoczył do łóżka i obiema dłońmi przytrzymał w miejscu jej szczupłe kostki. Były tak kruche i chude, że bez problemu zrobiłby to jedną. Bał się jednak, że w ten sposób złamie jej kości. Ale nic takiego nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie. Po chwili lekko się uspokoiła. Wyglądała, jakby pogrążyła się we śnie. To nie może być koniec- myśl przeszyła go jak włócznia.
Przyszło olśnienie. Alex ponownie zamarł, zafascynowany patrzył jak jej skóra z niebieskiej zamienia się w normalną, lekko zaróżowioną. Następne były paznokcie i włosy-znowu silne, znowu zdrowe- chłopak poczuł niesamowitą ulgę widząc rude, błyszczące kosmyki. Na twarzy stopniowo pojawiały się piegi. Torgal otoczył łóżko i delikatnie przekręcił dziewczynę na bok. Wciągnąl gwałtownie powietrze.
-Rana się zagoiła-Wyszeptał zszokowany.
Ale coś było nie tak. Dlaczego wciąż się nie budziła? Nie wiedział czy nagła poprawa wzięła się z lekarstwa czy może z...rychłej śmierci. Nie mogąc dłużej znieść tego oczekiwania, podszedł do niej bliżej. Delikatnie, niemalże z czcią dotknął jej policzka, teraz mającego już normalną temperaturę.
Otworzyła oczy.
  • awatar Lisa Angels: O kurczaki,dzieje się to mało powiedziane. Zamordowałabym cię, gdyby nie fakt, że nie mogłabyś mi więcej nic napisać i nie poznałabym dalszej części opowiadania. Co to jest za długość, co?! Raz... dwa... trzy... uf dobra spokonie... wszystko będzie dobrze. Może cię nie ukatrupię... Końcówka kojarzy mi się z zmierzchem, avatarem i jeszcze jakimś filmem, którego nie pamiętam. Wiedziałam, że jej nie zabijesz na amen, ale szczerze miałam wątpliwości... w końcu lubisz mnie zaskakiwać. A teraz jak się rozgrzałaś, spokojnie możesz brać się za kolejny :D Strasznie szybko mi minął, za szybko... i nie znalazłam błędów :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów