Wpisy oznaczone tagiem "wilkołaki" (56)  

zorena
 
Frustracja rosła, wydawało mi się, że dystans jaki dzieli mnie od jaskiń w ogóle się nie zmniejsza. Nagle usłyszałam żałosne wycie umierającego wilka. Wściekła przyspieszyłam. Byłam na granicy wyczerpania, sama zdziwiłam się, że zniosłam tyle czasu nieprzerwanego biegu, bałam się, że nie starczy mi sił na walkę. Odrzuciłam jednak na bok te czarne myśli i znów skupiłam się na drodze. Po chwili mym oczom ukazał się widok domu. Nie był to widok, na który w duchu liczyłam. Po jasnych skałach spływała świeża krew, zarówno na górze jak i na dole wzniesienia walały się ciała. Zatrzymałam się patrząc z przerażaniem na twarze osób, które znałam całe życie wykrzywione w grymasach strachu, bólu i wściekłości. Zrobiło mi się gorąco. Na górze wciąż było słychać odgłosy walki- jęki bólu, wrzaski zawziętości i obelgi. Wdrapałam się na miejsce z zadziwiającą prędkością. Zobaczyłam jeszcze więcej ciał, ale tym razem nie tylko wilkołaków ale również wampirów. Po środku grupa przeciwników właśnie starła się ze sobą w otaczającej ich zewsząd kałuży czerwonej cieczy. Ujrzałam pięciu wilkołaków i trzech wampirów, ale zanim zdążyłam doskoczyć do nich trzech wilków już nie żyło. Jeden z wrogów z prędkością światła połamał im karki. Zła rzuciłam się na jednego z wrogów, zaskoczony nie zdążył uchronić się przed śmiertelnym ciosem, po chwili jego głowa turlała się po kamiennym podłożu. Przez chwilę patrzałam na nią z pogardą i obrzydzeniem.
-Kochanie!-usłyszałam głos ojca, który w pół wilczej formie biegł w moim kierunku.
W jego tle widziałam jak jeden z wampirów spada zepchnięty przez jasnego wilka, ale po chwili on także spada tam pociągnięty przez niego. Usłyszałam ostatni w ich życiu krzyk. Za plecami taty przerażona spostrzegam jak ocalały potwór rzuca się na niego od tyłu z rządzą mordu w szkarłatnych oczach. Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować ojciec pada powalony przez niego chwytając się za pogryzioną szyję. Paskudna rana ociekała krwią, jej czerwień złączyła się w przerażającym kontraście z jasną skórą wilkołaka. Zmieniałam się w postać pół wilczą.
-Ojcze!!!-Wrzasnęłam przerażona a łzy napływały mi do szeroko rozchylonych oczu.
Z wściekłością wbiłam pazury w ciało oprawcy ojca przebijając mu niegodziwe serce. Przez moment spojrzałam na jego zbolały wraz twarzy i popchnęłam go aby spadł ze skały. Bezwładne ciało zostało zmasakrowane pod wpływem licznych uderzeń. Czaszka roztrzaskała się na kawałeczki odsłaniając obrzydliwy mózg okraszony czerwoną cieczą. Wyszczerzyłam kły i zaciągnęłam się świeżym zapachem krwi spływającej po mojej ręce. Pewnie, gdyby teraz ktoś mnie zobaczył przestraszył by się.

“Ma gnida na co zasłużyła!”


Nagle przypominam sobie o tacie i cała żądza krwi zmienia się w przerażenie. Podbiegłam do niego i odkryłam, że jeszcze żyje chociaż ledwo. Położyłam jego głowę na moich kolanach. Poczułam jak po policzku spływają mi ciepłe łzy.
-Córeczko, musisz być silna-jego głos był bardzo słaby, ledwo słyszalny.
-Wiem, będę... dla ciebie ojcze-płakałam jeszcze bardziej.
Czy teraz, gdy wszyscy z mojej watahy zostali zamordowani? Znajdę swoje miejsce na świecie? Czy poradzę sobie bez ojca? Wizja przyszłości coraz bardziej napawała mnie niepokojem, spoglądałam w nią doszukując się dobra, ale widziałam tylko smutek i nieprzenikniony mrok.
-Posłuchaj mnie uważnie-wyraźnie chciał mi powiedzieć coś ważnego-Muszę naznaczyć cię Wilczym Piętnem.
-Ale ojcze, przecież ja już jestem nim naznaczona, jestem wilkołakiem i...
-Nie! Nosisz w sobie klątwę wilkołactwa. Ja mam w sobie piętno naszych przodków, którzy otrzymali je od wilków, oni rozpoczęli nasz gatunek. Mam w sobie błogosławieństwo pierwszych. Wilcze Piętno uczyni ciebie alfą nad wszystkimi alfami. Chciałem wytłumaczyć ci to, gdy skończysz dwadzieścia lat. Nasza rodzina pochodzi w lini prostej od pierwszego wilkołaka. Jesteś wyjątkowa i pamiętaj o tym. Ten znak uczyni ciebie silniejszą, szybszą, mądrzejszą, po prostu-lepszą. Teraz słuchaj mnie uważnie, zgromadź stado silnych wojowników i raz na zawsze połóż kres terrorowi wampirów. Tylko ty możesz tego dokonać wierzę w ciebie.
Uniósł się delikatnie przy mojej szyi, w której ostrożnie zatopił swoje kły po czym uśmiechnął się blado i wyszeptał ostatnie słowa w swym życiu.
-Dasz radę, wieżę w ciebie. Żegnaj, kocham cię córeczko-zamknął oczy i zmarł w mych ramionach.
Odgarnęłam włosy z jego twarzy i ucałowałam go w czoło.
-Żegnaj ojcze-wyszeptałam.
Wstałam a jego ułożyłam na ziemi. Łzy nieprzerwanie płynęły mi z oczu. Rozryczałam się na dobre. Podeszłam do kamiennej ściany i z całej siły zaczęłam w nią uderzać pięściami. Po kilku mocnych ciosach skóra na kostkach była całkiem zdarta a z niej sączyła się krew, mimo to musiałam się na czymś wyżyć więc nie przerywałam. W końcu złapałam się za głowę zsuwając po ścianie na ziemie.
-Nie!!!-wrzasnęłam na całe gardło.
Mój wrzask bólu i rozpaczy rozniósł się na całą knieję. Byłam ciekawa co zrobili moi wrogowie, gdy go usłyszeli. Radość? Sprawiło im to przyjemność? Pewnie teraz te cholerne pijawki świętowały swoje wielkie zwycięstwo śmiejąc się wesoło przy jakimś martwym ciele, z którego wysysały krew a temu zdrajcy wyznaczyli jakieś nowe zadanie.
-Wiecie co?! Teraz żyje tylko dla zemsty!!!
Złowroga groźba unosiła się echem po okolicy docierając zapewne do uszu wszystkich, do których chciałam aby dotarła. Odwróciłam się na pięcie i z nowym nastawieniem do życia rozpoczęłam walkę. Właśnie ponownie rozpętała się odwieczna wojna gatunków. Jednak to wilkołaki ją wygrają a wampiry znikną z tego świata na zawszę...

                      KONIEC CZĘŚCI I
-----------------------------------
Ha! Tego się nie spodziewaliście, co? Lubię zaskakiwać ;)
A więc jest to ostatni rozdział pierwszej części. Kiedy będzie druga? Nie mam pojęcia. Pierwszy rozdział nowego opowiadania pojawi się tradycyjnie w piątek. To tyle. Narka! :D
  • awatar Seiti: Lubię krwawe opisy, lubuję się w morzu płynącej posoki! Me serduszko drży na samą myśl o jatce! Dobra robota! :D
  • awatar gość: @Seiti: Dzięki! :D Pisząc ten rozdział sama przestraszyłam się swoich wyobrażeń ;)
  • awatar SallyLou: Przeczytałam w końcu całe "Wilcze Piętno" i zatkało mnie ( znowu :)) Nawet się nie waż mówić, że to opowiadanie jest gorsze niż moje, bo to kłamstwo. Chciałaby umieć wprowadzać w swoim tak długie opisy, serio :D Przy scenie śmierci ojca popłakałam się, a niewiele rzeczy mnie wzrusza. Mam nadzieję, że Zorena krwawo się zemści za tych wstrętnych krwiopijcach. Już zacieram ręce czekając na więcej :P
Pokaż wszystkie (4) ›
 

zorena
 
Mijaliśmy kolejne drzewa i krzewy w milczeniu. Tysiące myśli kłębiło się w mojej głowie. Wiedziałam jednak, że teraz najważniejsze jest dobro Wiki. Od czasu do czasu zerkałam na Kamila, który w dalszym ciągu trzymał mnie za rękę, czułam się jak niegrzeczne dziecko prowadzone przez swoją mamę. Skóra chłopaka była, ciepła, delikatna a zrazem męska, jego dotyk dodawał mi otuchy i pomagał pozbierać myśli.
-Co zamierzasz?-odezwał się pierwszy, przerywając niezręczną ciszę, która obu nas wyraźnie męczyła.
-Dogadam się z nimi i uratuję Wiktorię, to ja powinnam zapytać się o to ciebie.
-Będę w pobliżu i zamierzam czuwać nad twoim bezpieczeństwem.
-Dlaczego to robisz?-zapytałam a on zatrzymał się nagle i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Jestem to winien twojej sforze a poza tym... po prostu chcę cię chronić-serce zaczęło walić mi jak młot. Powtarzałam jego słowa w myślach, nie mogłam uwierzyć, że powiedział coś takiego, coś tak cudownego dla mnie. Pociągnął mnie i dalej kontynuowaliśmy naszą wędrówkę. Dlaczego zależy mu na moim bezpieczeństwie? Czyżby to co powiedział Sebastian było prawdą? Wilkołak był niezwykły i tak bardzo pragnęłam go poznać, ale ten dystans między nami, to on nam to uniemożliwiał. Nie potrafiłam wyjaśnić tego uczucia, ale czułam, że on nie jest dla mnie dobry mimo, że tak bardzo go lubiłam.
-Zaraz dojdziemy, znikam. Nie martw się jeżeli coś się stanie będę w pobliżu. Po prostu uratuj przyjaciółkę- przytulił mnie czule, jeszcze raz zaciągnęłam się jego zapachem i wtuliłam się mu w ramie, które było przyjemnie ciepłe- Uważaj na siebie. Obiecaj mi, że wrócisz... proszę.
-Obiecuję-odrzekłam natychmiast uwalniając się z uścisku.
Ruszyłam przed siebie czując na sobie wzrok chłopaka. Moje policzki pokryły czerwone rumieńce.

“Przy nim czuję się tak cudownie... Jeżeli wrócę powiem mu co czuję, nie mogę dalej okłamywać siebie i jego. Ja się po prostu zakochałam, zakochałam od pierwszego wejrzenia a Seba i Patryk to nie to.”


Weszłam na niewielką polanę mieszczącą się na środku lasu. Zewsząd otaczały mnie wampiry przyglądające się mi uważnie, na twarzach kilku z nich zobaczyłam kpiący uśmiech.
-Przyszłam. Zadowoleni? No to teraz gadać, gdzie jest Wiki!-warknęłam.
-Tutaj-usłyszałam znajomy głos i odwróciłam się, jednak widok przyjaciółki nie przyniósł mi ulgi, wręcz przeciwnie.
Stała przede mną jakby jakaś obca dziewczyna ledwo ją poznałam. To nie była moja przyjaciółka to był wampir. Byłam w szoku. Jak ona mogła tak mnie wrobić? Wiedziałam, że wampiry potrafią ukrywać się pod postacią człowieka a nawet byłam pewna, że ukrywają się wśród uczniów, ale... Wiki... jak... jak mogłam być taka głupia? Było nikomu nie ufać.
-I co przyjaciółeczko? Zdziwiona?-uśmiechnęła się złośliwie, miałam rację, była potworem.
-Jak mogłaś!?-wrzasnęłam wściekła cała aż gotowałam się w środku, poczucie zdrady i rozgoryczenie ustąpiły miejsca złości- Ty kłamliwa żmijo!
Zamiast dotknąć ją tymi słowami tylko bardziej ją rozbawiłam. Posłała mi kpiące spojrzenie i sięgnęła po coś z kieszeni swej czarnej bluzki.
-A tak przy okazji zobacz co znalazłam w twoich rzeczach- na jej wskazującym palcu zakołysał się naszyjnik z zębem mojego dziadka- Wiemy już wszystko o tobie wilku!-prychnęła z pogardą.

“Jak to możliwe?! Byłam bardzo dyskretna!”


-Nie było wcale tak trudno cię rozgryźć- przed krąg wystąpił kolejny wampir.
-Patryk!? Jak to!?-szok, szok i jeszcze raz szok, chciałam paść na ziemie i się rozpłakać. Lubiłam go.
-Nie nazywam się tak, jestem Varon syn przywódcy wampirów a Wiktoria to Rose i jest moją siostrą-cały czas bacznie mnie obserwował, nie było to przyjazne spojrzenie-Cóż przyznam, że na początku miałem cię w sobie rozkochać, ale oparłaś mi się więc mój plan wziął w łeb.
-A twój kolega, który kryje się za drzewami mógłby do nas dołączyć- tym razem głos zabrała siostra chłopaka- Nie udawaj, że cię tam nie ma. Chodź albo sama po ciebie przyjdę- odsłoniła parę sporych jak na wampira kłów.
Usłyszałam trzask łamanych gałęzi i już po chwili dołączył do mnie Kamil.
-Dlaczego z nią przyszedłeś? Myślałem, że cię znienawidzi... ach tak przecież ona nie wie-Varon wyszczerzył kły w podstępnym uśmieszku.
Popatrzałam się na chłopaka zdziwiona wyczekując jakiś wyjaśnień, niestety najwyraźniej nie raczył się tłumaczyć. Na jego twarzy malował się grymas wściekłości i... jakby wstydu.
-Zamknij się-wysyczał przez zaciśnięte ze złości zęby.
-Nie uważasz, że powinna wiedzieć?-ciągnął tamten i wyraźnie sprawiało mu to przyjemność.
-Kamil o co chodzi?-zapytałam kompletnie zbita z tropu.
-Twój domniemany przyjaciel pochodzi ze sfory, którą wynajmują wampiry aby wyręczać się nimi w zabójstwach wilkołaków. On zabija swoich. Cała jego rodzinka została wilkami wbrew swojej woli więc nienawidzą was i zabijanie dla nas jest dla nich prawdziwą przyjemnością. Naprawdę nazywa się Wagrast.
Poczułam, że lada chwila padnę na ziemie, tego było już za wiele. Chciałam się oprzeć o chłopaka, ale szybko zaniechałam tego pomysłu. Spojrzałam na Kamila rozpaczliwie z nadzieją, że ten zaprzeczy, rozwieje te oskarżenia, ale on nie zrobił nic. Spuścił wzrok.
-Wybacz-wyszeptał.
Otworzyłam szeroko oczy i położyłam dłoń na ustach. Jak on może? Czy to jak mnie przytulił i kazał wrócić było częścią jego planu? Czy to do jasnej cholery nic dla niego nie znaczyło!?
-Na początku miał cię zabić, ale plany się pozmieniały i on tylko pilnował abyś nie wchodziła nam w drogę i oczywiście zdobyć twoje zaufanie-Rose również zdawała się być zachwycona możliwością zdołowania mnie jeszcze bardziej.
Odwróciłam się w stronę chłopaka ze ognikami złości w oczach. Nie kryłam wściekłości. Po prostu było tego wszystkiego za dużo, czułam się kompletnie zbita z tropu jakby otaczała mnie jedna wielka ciemność i ludzie, którzy chcą mi tylko wyrządzić krzywdę. Czułam już teraz tylko jedno-złość, miałam nieodpartą ochotę rzucić się na niego tak aby wyrwać mu te jego zdradzieckie serce prosto z piersi i oddać jego krwawiące ciało wampirom na kolację.
-Jak mogłeś!- wrzeszczałam na niego-Myślałam, że jesteś inny! Myślałam, że...-ucięłam, i co ja miałam mu powiedzieć? Zależy ci na mnie? Kochasz mnie? Nie... teraz raczej nie była zbyt odpowiednia chwila na takie pytania-...mogę ci ufać!-użyłam bezpiecznego dla mnie dokończenia.
-To nie tak! Zoreno, ja ci wszystko wyjaś...-urwał, bo Varon przerwał mu.
-Nie żebym nie chciał oglądać dalej jak się kłócicie, ale myślę, że masz teraz ważniejsze rzeczy do roboty.
-Niby co?-spojrzałam na niego spode łba.
-No na przykład biec czym prędzej do swojego domu i pomóc mordowanym bliskim- na jego twarzy widniał uśmieszek.
-Że co?!- z luźnej pozycji skoczyłam na równe nogi prostując się jak struna.
-Najznamienitsi wojownicy spośród nas właśnie atakują twój dom i założę się, że mają już na rękach krew osób, które znasz. Uznaliśmy, że może być zabawnie patrząc jak desperacko będziesz pragnęła ich uratować-to co mówił wyraźnie go bawiło a mnie te słowa raniły bardziej niż najmocniejsze ciosy, miałam ochotę oszpecić mu tę uśmiechniętą buźkę-Proszę, droga wolna.
Nie wiedziałam czy to co powiedział było prawdą, ale wolałam się upewnić. Natychmiast zmieniłam się w wilka i pomknęłam w stronę domu, nie obchodziło mnie co stanie się z Kamilem. Wiedziałam, że jeśli zawiodę stracę wszystkich, których kocham. Omijałam zwinnie drzewa rozpędzając się do zawrotnej prędkości. W pewnym momencie wybiegłam na ulicę, o mały włos potrąciło mnie auto. Tak wiem, duży, czarny wilk pędzący zawzięcie zwrócił na siebie sporo uwagi. Przechodnie piszczeli usuwając mi się z drogi, zdziwieni i zdenerwowani kierowcy trąbili na mnie, gdy przebiegałam przed maskami ich samochodów. Szybko przemierzyłam miasto i pobiegłam do kniei.

“Nie mogę ich zawieść...”


Gałązki drzew raniły mnie, gdy przedzierałam się przez nie przez co po moim ciele spływały strumyczki krwi łączące się we większe rzeczki. Ale to było dla mnie nieistotne.
--------------------------------------
Surprise! Chcieliście rozdział wcześniej? Macie rozdział wcześniej ;) Jest to przed ostatni rozdział pierwszej części opowiadania a już za 2 tygodnie ruszamy z nowym! Będzie to coś troszkę innego, ale myślę, że wam się spodoba. Będzie miało tytuł "Burza". I co jakieś domysły? Piszcie śmiało, może trochę się pośmieję, hehehe jestem takim geniuszem zła... eee nieważne po prostu czekajcie :D
  • awatar Kochająca Książki *.*: Ale sie porobiło! Takiego obrotu spraw to się nie spodziewałam. Mówiąc szczerze, to już nie moge doczekać się nowej części ;)
  • awatar Bïtchïnamï: Chyba przyjdę przeczytać całość ^^
  • awatar Seiti: Po trosze się domyśliłam, że Wiki to wampir, Kamil też mi nie pasował z tym nagłym pojawieniem się i wybawieniem z rąk wampirów. Niezłe plugawe świnie z nich.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

zorena
 
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
-O czym ty mówisz?-zapytał.
-Zaraz to ty...nie...-spuściłam głowę, chyba się pomyliłam-Eee...wybacz, chyba coś mi się pomieszało od tego płaczu-zwróciłam się do obu-Dajcie mi minutkę, ogarnę się i już idę na lekcję.
Weszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i zaraz spochmurniałam. Zobaczyłam, że cała moja twarz jest ubrudzona z makijażu, który z takim trudem zrobiłam. Oczyściłam wszystko i zabrałam się za nowy. Nałożyłam na skórę wszystkie potrzebne kosmetyki, na powieki zaaplikowałam wąski pasek czarnego cienia zaraz przy krawędzi oka, po tuszowałam rzęsy a usta przeciągnęłam delikatną różaną pomadką. Rozczesałam włosy układając je tak aby nie zakrywały mi oczu i już miałam wychodzić, gdy usłyszałam rozmowę pomiędzy Sebastianem a Kamilem.
-Dlaczego to zrobiłeś?-usłyszałam głos Seby.
-Nie rozumiem o czym mówisz.
-Dlaczego do cholery przytuliłeś ją? Przecież wiesz, że mi na niej zależy.
Słowa przyjaciela odbijały się echem w mojej głowie. Ja podobałam się mu? Miałam już wcześniej pewne przeczucia, ale nie byłam pewna. Teraz już wiem. Łapczywie zaczerpnęłam powietrza starając się nie dać po sobie poznać, że wszystko słyszałam. Byłam już na to przygotowana jednak nie mogłam ukryć zaskoczenia, pewnie jeszcze do nie dawna gdybym coś takiego usłyszała to skakałabym z radości, ale teraz... Sebastian...to... nie jest to.
-I co nic nie powiesz? -drążył dalej temat-Czekaj... a może ona też ci się podoba.
Stop! Tego było po prostu za wiele, nie miałam ochoty dalej przysłuchiwać się rozmowie. Odetchnęłam i pchnęłam drzwi łazienki. Chyba będę miała nauczkę na przyszłość.
-Ok, możemy już iść-posłałam im nieco wymuszony uśmiech, ale oni chyba tego nie zauważyli, gdyż wesoło gawędząc wyszli z pokoju jak gdyby rozmowa, którą wcześniej odbyli w ogóle nie miała miejsca.
Pierwszą lekcją była biologia. Byłam zbyt zajęta rozmyślaniem nad Wiktorią, Sebastianem... i Kamilem żeby słuchać tego co omawia nauczycielka. Kobieta miała niskie, pulchne ciało, krótkie blond włosy, twarz pooraną lekkimi zmarszczkami, wąskie usta, które nieudolnie podkreślała czerwoną szminką, mały spiczasty nosek i nienaturalnie żółte oczy, które przypominały dwa bursztyny. Ubrana była w zbyt dopasowaną do jej figury bluzkę w gepardzie cętki, dzwonowate dżinsy, czarne baleriny na drewnianej koturnie oraz pęk dużych zielonych korali.

“Co ja mam robić? Zgraja wampirów ma moją przyjaciółkę a Sebastian się we mnie podkochuje, do tego Kamil nieźle zawrócił mi w głowie! Nie, sprawy sercowe muszę odłożyć na drugi plan. Teraz liczy się życie Wiki a ja...”


-Zoreno!-z zamyśleni wyrwał mnie piskliwy głos uczącej mnie kobiety- Zadałam pytanie!
-Przepraszam, mogła by pani powtórzyć?-zapytałam rozkojarzona.
-Ech... i co ja z wami mam dzieci!-Aż kipiała ze złości, zapewne korciło ją aby wlepić mi pałę- Co to jest limfa?
-Przesącz osocza krwi do przestrzeni międzykomórkowej-wyrecytowałam regułkę, którą dzięki bogu znałam na pamięć.
-Dobrze-blondwłosa zacisnęła pięść i syknęła coś pod nosem-Wróćmy więc do omawiania układu limfatycznego!
Ponownie zatraciłam się w swoich przemyśleniach. Miałam gdzieś szkołę, i tak chodziłam tu tylko dlatego aby mieć jakąś przykrywkę. Nie zależało mi zbytnio na dobrych stopniach więc uczyłam się średnio. Nagle przed moimi oczyma na ławce wylądował zwinięty w kulkę papier. Rozejrzałam się, spostrzegłam jak Sebastian patrzy się w moją stronę, domyśliłam się, że to on jest autorem liściku. Na kawałku papieru widniał napis: "O czym tak zawzięcie myślisz?". Wzięłam długopis do ręki i odpisałam natychmiast: "Jeszcze się pytasz?! Boje się, że oni ją zabiją!". Korzystając z nieuwagi nauczycielki rzuciłam wiadomość na ławkę chłopaka. Niestety w tym momencie pani z biologi podniosła wzrok i wstała.
-Widziałam to!-podeszła do jego ławki i wzięła liścik-Chętnie poczytam czym zajmujesz się na moich lekcjach.
Myślałam, że serce mi stanie.

“Nie!!! Błagam nie czytaj tego!”


Kobieta rozwinęła papierek i zabrała się za czytanie naszej krótkiej rozmowy, stopniowo coraz bardziej rozchylała oczy ze zdziwienia. Uniosła wzrok i zdumiona a może przestraszona zwróciła się do mnie i przyjaciela.
-Zostańcie na chwilę po lekcji-wydusiła zszokowania i wydała polecenie do całej klasy aby przeczytała temat i zrobiła notatkę, usiadła ciężko na krześle i w niemym przerażeniu wpatrywała się w kartkę jak zaczarowana.
Dzwonek zadzwonił wyjątkowo szybko. Wszyscy uczniowie wyszli obdarzając nas pytającymi spojrzeniami. Kamil oznajmił, że poczeka pod klasą, wydawał się być równie ciekawy treści wiadomości co inni.
Powlekliśmy się jak skazańcy na rozstrzelanie do nauczycielki.
-Możecie mi wyjaśnić o co chodzi?-zapytała bardzo poważnym tonem.
-Nie rozumiem o co pani chodzi-odrzekłam tak spokojnie jak tylko potrafiłam.
-"Jeszcze się pytasz?! Boję się, że oni ją zabiją!"-odczytała treść liściku.
Sebastian podszedł krok do mnie i zabrał głos.
-Bo... to jest taka gra!-domyśliłam się, że wymyślił to na poczekaniu, byłam zła na siebie, że nie zmyśliłam wcześniej jakiejś historyjki-To taka gra komputerowa i... mamy w niej sojuszników i boimy się, że... nasi wrogowie zabiją jednego z nich-wydukał niepewnie.
Kobieta spojrzała na nas badawczo i westchnęła nie wydawała się do końca przekonana, ale mimo to odpuściła.
-Cóż, wieżę, że na przyszłość nie będziecie mnie tak straszyć. Och dzieci, dzieci, powinniście mniej czasu przebywać przed tymi diabelskimi urządzeniami. Idźcie, przepraszam za kłopot- podeszła do swego biurka przy, którym usiadła i zajęła się wpisywaniem czegoś do dziennika.
Ja i Seba wyszliśmy, przed salą czekał na nas Kamil.
-O co jej chodziło?-był wyraźnie zaniepokojony.
-Nie ważne, już dobrze- odparłam.
-Jeżeli tak mówisz...
Przez cały dzień nie mogłam się na niczym skupić, nie ważne jak starałam się zapomnieć to i tak moje wysiłki spełzły na niczym. Przez cały czas Sebastian się o mnie martwił i wspierał mnie, podobnie Kamil. Ceniłam przyjaźń jaką ofiarował mi chłopak, ale coraz bardziej pragnęłam lepiej poznać ciemnookiego, przy nim czułam się tak... dziwnie? szczęśliwie? niezręcznie? cudownie? Nie potrafiłam wyrazić tego uczucia słowami, ale wyczuwałam wyraźny dystans między nami i musiałam jak najszybciej stłumić wszystko w sobie. Po lekcjach zdecydowałam, że zacznę przygotowywać się na spotkanie z wrogami, ponieważ niedługo zapadnie zmrok. Włożyłam wygodny, czarny dres na wypadek, gdybym musiała walczyć bądź uciekać. Wzięłam mały nóż i drewniany kołek, wszystko starannie ukryłam pod ubraniem. Zaczerpnęłam powietrza i pewnie pchnęłam drzwi. Poczułam dziwny opór i usłyszałam cichy jęk.

“Ach... znów kogoś uderzyłam. Niezdara ze mnie!”


Zdziwiona ujrzałam Kamila. Stał przede mną ubrany w szare dres dzierżąc niczym miecz dużą, czerwoną latarkę.
-Eeee...Kamil?-aż zżerała mnie ciekawość, co chłopak mógł robić tu o tej porze?
-O Zorena! Chodź, zaraz się spóźnisz- wypowiedział to poważnym, wręcz grobowym tonem co bardzo mnie zdziwiło.
-Zaraz... idziesz ze mną? Skąd wiesz o spotkaniu?
Chłopak zbliżył się do mnie na tyle, że poczułam ciepły oddech na swoim policzku, który teraz okraszał czerwonawy rumieniec.
-Masz rację. Tajemniczy wilkołak to ja-wyszeptał mi wprost do ucha.
Zdziwiona wyprostowałam się na te słowa.
-Ale... jak to? Mówiłeś...
Delikatnie pociągnął mnie za dłoń i poprowadził przez korytarz.
-Ciii! Później ci wszystko opowiem. Teraz idziemy prosto w paszczę lwa.
Teraz to już po prostu miałam kompletny mętlik w głowie, ale mimo to byłam szczęśliwa, że chłopak jest przy mnie.
  • awatar Kochająca Książki *.*: No dzieje się. Jestem jednak nieusatysfakcjonowana długością! Kobieto, nie dręcz mnie. Chcę kolejny rozdział! :) ;)
  • awatar gość: @Kochająca Książki *.*: Chodzi o to, że za długi? No proszę cię! Ja tu wylewam z siebie siódme poty aby napisać jakiś długi rozdział a tu takie cuś? :D Co do następnego to dodam jak zwykle za tydzień :) A ty to lepiej się zabieraj za "Przeznaczenie" i "Wiecznie Żywą", bo skończyłaś w ciekawych momentach! ;) Heh, ale się rozpisałam! :P
  • awatar Seiti: W takim momencie, niedobra Ty! I tydzień mam czekać?! Litości... Coraz lepiej z długością :D
Pokaż wszystkie (6) ›
 

zorena
 
Wstałam rano bardzo pozytywnie nastawiona. Poszłam jak zwykle do łazienki. Nałożyłam delikatny makijaż, kilka razy dopracowywałam go aby był idealny. Włożyłam na siebie długą, bladoróżową koszulę w białe grochy, czarne leginsy oraz białe balerinki. Przejrzałam się kilka razy w lustrze, postanowiłam rozpuścić włosy.
-Hmm... tak... chyba...nie!-mamrotałam.
Wzięłam złoty wisiorek z zawieszką w kształcie klucza wiolinowego, w uszy włożyłam małe perełki a na nadgarstek założyłam czarną bransoletkę z muliny. Ale zaraz. Naglę zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak bardzo przejmuję się swoim wyglądem. Co mogło być tym powodem? Nasuwała mi się pewna myśl, ale nie chciałam jej do siebie dopuścić.
-Zorena!-usłyszałam jak moja współlokatorka dobija się do drzwi.
-Eeee... tak już otwieram!-zawołałam otwierając zamek drzwi.
-Zora?-spojrzała na mnie jakbym była co najmniej kosmitą- Co ty się tak wystroiłaś?
-Ja? Wystroiłam? Nie...-chciałam ją minąć, ale chwyciła moją dłoń skutecznie mi to uniemożliwiając.
-Czyżby jakiś chłopak?-zapytała a na jej twarzy malował się uśmieszek.
Trafiła w sedno. Tak... cały ranek myślałam o pewnym chłopaku. Miałam mętlik w głowie, czarnooki wydawał mi się dziwnie znajmy, ale wyczuwałam dzielący nas dystans. Ten chłopak był dla mnie zagadką.
-Nie interesuj się- odparłam unikając odpowiedzi- W ogóle to czemu jeszcze się nie ogarnęłaś?-zmierzyłam ją wzrokiem, miała na sobie flanelową piżamę i włosy w kompletnym nieładzie-Chcesz iść tak do szkoły?-zażartowałam.
-Nie, kiepsko się czuję i zostanę dzisiaj w pokoju-wydała z siebie wymuszony kaszel a później mrugnęła porozumiewawczo.
-Eh...no dobrze- wzięłam plecak-To miłego leniuchowania!
Wyszłam z pokoju i naglę przypomniałam sobie, że zostawiłam referat na szafce w pokoju, wróciłam wiec tam.
-Posłuchaj Wiki, zostawiłam...-w pomieszczeniu nikogo nie było, sprawdziłam w łazience i nic- Wiktoria!-zawołałam zdumiona.
-Nie ma jej tutaj!-gwałtownie odezwał się za mną ktoś.
Odwróciłam się i dostrzegłam dziewczynę mniej więcej w moim wieku o długich do pasa kasztanowych włosach bladej wręcz białej cerze i oczach w kolorze szkarłatu, z ust nieznajomej spływała świeża krew. Odziana była w czarną, aksamitną tunikę obszytą czerwoną koronką, poszarpane, ciemne szorty, kabaretki i wysokie, szare buty zapinane na klamry.
-Wampir! Czego chcesz!? Gdzie moja przyjaciółka!?-byłam bardzo zaskoczona, nie spodziewałam się, że mogą kogokolwiek porwać.
Postać podeszła do mnie krok bliżej szczerząc spore kły w złowrogim uśmieszku. Okropnie chciałam się na nią rzucić z pazurami, ale wtedy cała moja anonimowość przepadłaby.
-Jest w naszych rękach, nic jej nie będzie jeżeli przyjdziesz jutro o zmierzchu na wielką polanę pośrodku małego lasu nieopodal.
-Poco mnie tam chcecie?
-To już sama odkryjesz-zaśmiała się i zniknęła równie szybko jak się pojawiła.
Byłam w szoku. Oparłam się o ścianę, gdyż czułam się fatalnie. Moja przyjaciółka została porwana przez grono krwiożerczych potworów i to ode mnie zależało czy przeżyje. Bałam się, naprawdę się bałam. Pierwszy raz w moim życiu decydowałam o być albo nie być jakiejś osoby. Zaczęłam płakać, szlochałam dosyć długo. Drzwi pokoju otworzyły się a przez nie wszedł Sebastian i Kamil.
-Zorena? Co się stało?-Sebastian zaskoczony podbiegł do mnie.
-Oni zabrali Wiktorie i to przeze mnie!-wpadłam w histerie, płakałam jeszcze mocniej.
-Seba o kim ona mówi?-Czarnowłosy był wyraźnie zdezorientowany.

“O nie! On to słyszał! Głupia, czemu to wygadałaś!?”


-Zora majaczysz coś, co ci jest?-jego delikatna dłoń wylądowała na mojej głowie- Ciiii, wszystko będzie dobrze-jego głos działał na mnie kojąco.
Było mi dobrze. Łzy już tak nie napływały do oczu spojrzałam w oczy przyjacielowi.
TRZASK!!!!
Nagle na ścianie przy moim łóżku pojawił się napis wykonany ze ściekającej krwi.
-"To od ciebie zależy czy przeżyje"-przeczytał z przerażeniem Kamil-O co tu chodzi?
Zaczęłam ryczeć kuląc się ze strachu. To był zdecydowanie jeden z najgorszych dni w moim życiu. Kamil podszedł do mnie i przyciągnął mnie do siebie obejmując. Zaskoczona aż przestałam płakać.
-Wszystko będzie dobrze- wyszeptał mi do ucha.
Poczułam dziwnie znajomy zapach, ten sam, który poczułam, gdy tajemniczy wilkołak uratował mnie przed wampirem. Wyswobodziłam się z jego uścisku patrząc na niego zaskoczona.
-To ty! Wiedziałam, że wydajesz się mi dziwnie znajomy! Teraz jestem pewna!
--------------------------------------------------------
Proszę bardzo oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że ktoś to czyta, bo od dłuższego czasu nie pojawiają się pod wpisami żadne komentarze. :( Jeżeli chcecie abym coś poprawiła to proszę przecież możecie napisać, zniosę krytykę, bo to ona sprawia, że uczymy się na błędach przez co jesteśmy lepsi w tym co robimy. :)
  • awatar gość: Super
  • awatar gość: Świetny rozdział!
  • awatar Kochająca Książki *.*: Wow, dzieje się coraz więcej. Mam nadzieję, że Wiktorii nic sie nie stanie, to moja imienniczka :D pozdrawiam i czekam na więcej ;)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

zakiraluna
 
Wstaję z łóżka i zaczynam nerwowo krążyć po pokoju, kalkulując, rozważając...uparcie szukam dowodów na potwierdzenie swojej teorii. Zdracja. Kto może nim być? Ktoś pozbawiony skrupółów, ktoś bezwględny...ktoś komu przyniesue to jakieą korzyści. Ktoś kto podczas ataku pozostał bezpieczny. Zatrzymuję się nagle, marszcząc brwi. Bezpieczny....to niemożliwe. On by tego nie zrobił, nie skazałby swoich pobratymców na śmierć-mocno  zagryzam wargi, kiedy wszystko zaczyna układać się w logiczną całość. Kiedy nastąpił atak on był bezpieczny. Przyglądał mu się w podziemnej sali. Alex. To by tłumaczyło jego brak chęci do pomocy. Wypuszczam głośno powietrze. To niemożliwe-wszystko we mnie odczuwa gwałtowny sprzeciw, boję się jednak że nie jest to spowodowane intuicją...kierują mną inne uczucia, nie jestem zdolna spojrzeć na to obiektywnie.
Próbuję szukać dalej, ale kiedy już zasugeruję się jedną myślą, nie jestem w stanie wyrzucić jej z głowy, w końcu poddaję się i pocieram dłonią kark, nie wiedząc co robić. W końcu decyduję się podejść do całej sprawy bez emocji, zimno. Postawiłam diagnozę...co teraz? Obserwacja.
Nie mam zamiaru uczestniczyć dziś w zajęciach i to trochę utrudnia mi zadanie-pozostaje mi jedynie nadzieja, że skoro do tej pory mnie odwiedzał, zrobi to i dziś. Muszę tylko trochę poczekać...wzdycham i zastanawiam się, czym wypełnie te kilka godzin oczekiwania. Z moich ust mimowolnie wydobywa się głośne ziewnięcie-wygląda na to że problem bezczynności sam się rozwiązał. Nagle odczuwał ogromne zmęczenie, kładę się więc do łóżka, nie zważając na pełny strój i natychmiast odpływam w niebyt.
Uchylam powieki i przecieram je lekko, drugą ręką odruchowo włączając lampkę. wcale nie czuję się wypoczęta, jedyne pocieszenie stanowi dla mnie fakt, że pewnie minęło już trochę czasu i mój czas oczekiwania na gościa mocno się skrócił. Szczerze mówiąc jestem trochę rozczarowana-liczyłam że po przebudzeniu ujrzę twarz Alexa, jak miało to miejsce już kilka razy, ale nie tym razem. Wstaję z łóżka-już prawie bez zawrotów głowy-i doznaję szoku widząc swoje odbicie w szybie okiennej. Musiałam długo spać, skoro jest już całkowicie ciemno. Zerkam na zegarek- 21:32. Nieźle pospałam. Zalewa mnie uczucie żalu,  to oznacza że już napewni nie zobaczę się dziś z Alexem, nawet jeżeli jeszcze nie śpi. Pewnie jest na polowaniu, albo ćwiczy.
Na szafce dostrzegam małą, niewielką kartkę, biorę ją w dłonie i czytam kilka słów nakreślonych równym, ładnym pismem.
Viktorio,
Byłem dziś u Ciebie, ale spałaś-nie chciałem Cię budzić.  Mam nadzieję że dobrze się czujesz, zobaczymy się jutro.
Alex
Coś się mu ostatnio zebrało na zostawianie mi liścików- i muszę przyznać że podoba mi się to, delikatnie przejeżdżam ręką po jasnym papierze, po czym chowam go do niewielkiej szuflady w szafce-leży teraz obok poprzedniej wiadomości, dołączonej do niecodziennego naszyjnika z pazura.
Nie mogę powstrzymać żalu-chciałam go dziś zobaczyć, chciałam udowodnić sama sobie, że to niemożliwe by był zdrajcą-przecież z tego co mówił jasno wynika, że to właśnie Torgal pomógł mu kiedy stracił siostrę. I miałby się od niego odwrócić? Z drugiej strony wiem co widziałam. Nie potrafię jednoznacznie określić swoich odczuć, dlatego właśnie tak bardzo chciałam się z nim spotkać-by choć trochę przybliżyć się do prawdy.
Pójdę do niego- ta myśl zapala się w mojej głowie niczym zapałka i natychmiast gaśnie, przywołując do rozsądku. Przecież nawet nie wiem który pokój do niego należy-a nawet jeżeli, to co mu powiem? ,,Hej, wysnułam teorię, że w instytucie jest zdrajca i wyjątkowo pasujesz mi do tej roli, czy mógłbyś proszę rozwiać moje wątpliwości?"-wziąłby mnie za idiotkę. Przeczesuję dłonią włosy i w końcu się poddaję. Dziś już nic nie wskóram. Ale jutro jest nowy dzień. I jutro mam zamiar uczestniczyć we wszystkich zajęciach-ta myśl jest trochę pocieszająca. Wyciągam z szafy długą, sięgającą kolan koszulę nocną i udaję się do łazienki. Wychodzę z niej dwadzieścia minut później, świeża, czysta i pachnąca i znów kładę się do łóżka- chociaż niedawno właściwie wstałam, oczy mi się kleją. Przezornie ustawiam budzik na następny dzień, bo skoro ciągle jestem tak zmęczona istnieje duże ryzyko że zaśpię. Zamykam powieki i ponownie zatapiam się w miękkiej pościeli.
Ostry, nieprzyjemny dźwięk wyrywa mnie z cudownej krainy snów, krzywię się i lewą ręką wyłączam budzik, prawą zaś osłaniam oczy od natarczywego, dziennego światła.  Wstaję, zanum zdążę się rozmyślić i powłóczystym krokiem udaję się do łazienki. Spoglądam w lustro-wyglądam tak jak się czuję, czyli nienajlepiej-cienie pod oczami, ziemista cera...zupełnie jakbym całą poprzednią noc przehulała i położyła się spać dwie godziny temu. Nawet boli mnie głowa- zupełnie jak na kacu. Wchodzę pod prysznic, mając nadzieję, że nieco mnie ożywi, ale moja nadzieja okazuje się płonna- ciepła woda jedynie bardziej mnie rozleniwia, w rozmarzeniu opieram się o ścianę kabiny, półprzytomna, pozwalając by ciepła woda opływała moje kruche ciało. Ogarnij się- mówię sobie w końcu i wychodzę, po czym ubieram się szybko, doskonale zdając sobie sprawę, że większość uczniów pewnie kończy już śniadanie, którego ja nawet nie zaczęłam.  Opuszczam swój pokój i tym samym, powłóczystym krokiem schodzę na dół, w jadalni dostrzegam jedynie kilka osób, większość, tak jak podejrzewałam, skończyła już posiłek. Ze smutkiem stwierdzam, że nie ma nikogo z naszej paczki. No trudno, dziś zjem sama. Podchodzę do okienka i marszczę brwi ze zdziwienia dostrzegając w nich nie podstarzała, pulchną kucharkę, ale młodą, atrakcyjną blondynkę, która uśmiecha się do mnie szeroko. Dopiero po chwili dociera do mnie co ona tu robi. ,,Zginęło kilku pierwszaków, jeden nauczyciel. Kucharka.''- Robi mi się niedobrze, już prawie nie czuje głodu.
-Podać ci coś?- pyta kobieta wysokim, melodyjnym głosem. Już mam odmówić, ale przypominam sobie słowa Gahiry o wracaniu do zdrowia, zbieraniu sił...a śniadanie to najważniejszy posiłek dnia.
-Tak.-Zaczynam zdecydowanie.- Poproszę płatki z mlekiem.- Jej uśmiech staje się szerszy, bez słowa stawia na tacy porcelanową miseczkę wypełnioną jedzeniem i podsuwa w moją stronę.
-Smacznego!- Dorzuca entuzjastycznie kiedy zabieram tacę, a ja mamroczę podziękowania i udaję się do stolika; pomieszczenie świeci pustkami, nie muszę więc zbyt długo szukać. Zaczynam jeść, ale wciąż odczuwam potworne zmęczenie, nie jestem w stanie powstrzymać ciągłego ziewania, nawet nie czuję smaku płatków. Trzy razy podnoszę do ust pustą łyżkę, zanim zdaję sobie sprawę że już skończyłam. Mrugam zdziwiona i rozglądam się. Jest zupełnie pusto, zostałam tylko ja. W tej chwili rozlega się głośny dzwonek, więc szybko oddaje naczynia i wychodzę z jadalni lekko oglądając się za siebie, nie jestem pewna czy...
-Cholera!- Słyszę męski głos i nagle moje ciało zderza się z czymś twardym. Jestem tak zamroczona, że praktycznie się od tego odbijam, ale dwie silne ręce zatrzymują mnie w górze. Mrugam kilka razy by wyraźniej dostrzec rysy twarzy i wciągam głośno powietrze.
-To ty.- Alex rozciąga usta w szerokim, szczerym uśmiechu. - Musisz bardziej na siebie uważać, już raz to przerabialiśmy pamiętasz?- Nie przestaje się uśmiechać, a mnie uderza poczucie deja vu-tyle że wtedy był zdecydowanie mniej miły. Próbuję lekko się uśmiechnąć, ale chyba wychodzi z tego jedynie dziwny grymas, bo Alex lekko marszczy brwi.
-Wszystko w porządku?- Jest wyraźnie zaniepokojony, a ja kiwam jedynie głową. Nie wydaje się przekonany.
- Chyba się nie wyspałaś co?- Tym razem mój uśmiech wypada dużo lepiej, ponieważ autentycznie mnie rozbawił. Spałam tyle godzin, że powinnam tryskać energią, tymczasem faktycznie sprawiam wrażenie mocno niewyspanej.
-Wręcz przeciwnie.- Odpowiadam przekornie i wyswobadzam się lekko z jego ramion, a wtedy on patrzy na mnie dziwnie, jakbym go uraziła.
-Muszę iść. Już po dzwonku.- Sama nie wiem dlaczego się tłumaczę. I dlaczego ulga, jaka maluje się na twarzy chłopaka sprawia mi taką satysfakcję. Odwracam się i ruszam w stronę schodów.
-Hej, Viktoria!- Odwracam się słysząc jego głos. Czego jeszcze chce?
- Przyjdę do ciebie później, okej?- uśmiecha się łobuzersko, ten uśmiech lekko mnie rozbudza. Cóż mogę powiedzieć?
-Jasne.- Odpowiadam i ponownie się odwracam, by nie dostrzegł rumieńców, jakie wykwitły na moich policzkach.
  • awatar Chrisos_recenzje opowiadań: Serio? Niech żyje wiara w ludzi i wdzięczność. Podejrzewa Alexa, a ten facet uratował jej życie! Na prawdę pierwszą osobą która przyszła jej na myśl był on? Pasjonujące. Znam to uczucie nadmiernego wyspania, czasem lepiej spać parę godzin niż doświadczyć czegoś takiego. Czekam na drugi rozdział, bo ten jest za krótki. Znając życie Alexs może być każdym. Tylko jaki miałby w tym motyw? Mam mętlik w głowie.
  • awatar Zakira Luna: @Chrisos_recenzje opowiadań: mętlik? I o to chodziło :P
  • awatar I love sport! ♥: Mega! Czekam na kolejny.;)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

zorena
 
Szłam korytarzem razem z Sebastianem. Jeszcze chwila a słowo daję, że wybuchnęłabym z tej niepewności. Każdy mięsień mojego ciała skręcał się, byłam bardzo zestresowana. Czy mogłam czuć się bezpiecznie? Bałam się. Jak na razie mój sekret był doskonale strzeżony a co jeśli ten chłopak widział zbyt dużo?
-To tutaj-Sebastian lekko pchnął drzwi prowadzące do jego pokoju.
-Zaczekaj-złapałam jego rękę aby go zatrzymać-A jeśli widział za dużo?
-Zajmę się tym-ujął moją dłoń i pociągnął mnie za sobą.
Na łóżku Seby siedział chłopak, cudowny chłopak. Miał piękne czarne jak smoła włosy sięgające do połowy szyi, bystre, tak ciemne jak źrenica oczy, wspaniałą jasną cerę. Ubrany był w czerwoną koszulkę z podwiniętymi do łokci rękawkami, potargane dżinsy i wysokie trampki. Było w nim coś takiego, że od razu zapragnęłam go poznać. To było magiczne uczucie nigdy czegoś takiego nie czułam. Otrząsnęłam się uświadamiając sobie, że zbyt nachalnie się na niego gapie.
-E... cześć. Jestem Zorena, przyjaciółka Sebastiana-przedstawiłam się czym prędzej lekko się rumieniąc.
-Kamil, ale to już chyba wiesz-jego głos był bardzo męski a zarazem ciepły i serdeczny.
-Stary co się z tobą działo!?-Seba usiadł obok przyjaciela.
-To było dziwne...-tym razem spuścił wzrok.
-Czy mógłbyś nam opowiedzieć co się wydarzyło?-zapytałam może troszkę zbyt gwałtownie.
-Ja... nie wiem czy mogę ci ufać...-zerknął na mnie podejrzliwie.
-Och...-zawstydzona spuściłam głowę-Wybacz.
-Kamil! Możesz jej ufać!-Sebastian tak jak ja był zaskoczony reakcją chłopaka.
-No dobrze a więc byliśmy w kniei i rozdzieliliśmy się, ponieważ jakieś stwory nas zaatakowały.
-Tak... pamiętam.
-Przerażony rzuciłem się do ucieczki-ciągnął-Wtedy ktoś złapał mnie i ugryzł w szyje. Czułem się jakby wyssał ze mnie całe życie. To był mężczyzna, średniego wzrostu o czarnych włosach, ale co ciekawsze jego skóra była blada jak papier, z ust wystawały dwa potężne kły a oczy skrzyły się złowrogim szkarłatem. Z jego ust spływała krew, wyglądał jak upiór, jak potwór z koszmarów. Już miał zafundować sobie kolejną porcję mojej krwi, ale coś mu przeszkodziło. Zza drzewa wyskoczył ogromny wilk i odciągnął go ode mnie, potem zwierze zabrało mnie ze sobą. Mój oprawca był wampirem a wybawiciel wilkołakiem.
-Wampir? Wilkołak?-udałam zszokowaną a Seba uczynił to samo.
-Wilk zabrał mnie do jakiś jaskiń, było tam ich całe stado i wszyscy mogli się przemieniać, wytłumaczyli mi, że napastnik był wampirem a oni są wilkołakami i nie mają złych zamiarów. Zostałem tam aż nie wydobrzałem. Oto cała historia.
Zamyślona wlepiłam wzrok w podłogę, w tej chwili beżowe linoleum wydawało mi się lepszym widokiem niż ciemne oczy Kamila które wsysały mój wzrok niczym czarna dziura.

“Dlaczego moja wataha mu zaufała?”


-Dlaczego ci zaufali?-zapytałam cicho.
-Powiedzieli, że wiele przeszedłem i powinienem znać prawdę-odparł- Zaraz, zaraz, Seba a ty? Jak ty się stamtąd wydostałeś?-wwiercał swój wzrok w mojego przyjaciela.
Zrobiłam się blada jak ściana, szybko odwróciłam głowę aby niczego nie podejrzewał, gdyby nie fakt, że jeszcze żyje mogłabym pomyśleć, że moje serce stanęło. Łapczywie zaczerpnęłam powietrza.
-Eh... no więc...ja pamiętam tylko, że ktoś uderzył mnie w głowę, gdy się rozdzieliliśmy. Obudziłem się na skraju lasu, gdzie znalazła mnie policja i sprowadziła mnie do domu- opowiadał tę historię z takim przejęciem, że gdybym nie wiedziała iż jest wyssana z palca to pewnie bym w nią uwierzyła.
Ponownie spojrzałam na ciemnowłosego, tym razem byłam już spokojna.
-Niebywałe...-mruknął pocierając kciukiem i palcem wskazującym  brodę-Chyba tylko ja miewam tak niezwykłe przygody... wierzycie w ogóle w tę historię?-zapytał.
-Wierze, że ty wierzysz w swą opowieść-odrzekłam powoli.
-A zatem powinienem zapytać się czy wierzysz mi- popatrzył głęboko w moje oczy jakby doszukując się odpowiedzi.
-Ja... nie znam cię i nie mam pojęcia.
-A... ty skąd się tu wzięłaś?-jego pytanie tak mnie zszokowało, że szybko musiałam coś wymyślić.
-E... jestem nowa... przyjechałam z drugiego końca kraju... chcę trochę się usamodzielnić- odrzekłam najbardziej wiarygodnym tonem na jaki było mnie stać, ale sama bym sobie nie uwierzyła.

“Cholera! Szkoda, że nie umiem lepiej kłamać...”


-Znam odpowiedź na moje poprzednie poprzednie pytanie: nie, nie ufasz mi.
Sebastian przysłuchiwał się nam od dłuższego czasu naszej rozmowie i chyba uznał, że w tym momencie warto ją zakończyć.
-Zora, chodź. Już późno, za chwilę mam wieczorne zajęcia w terenie, nie możemy tego przegapić- uciął naszą wymianę zdań.
-Masz rację. Do widzenia Kamilu, dziękuję za zaufanie-uśmiechnęłam się szczerze.
-Do widzenia Zoreno, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś dane nam będzie pogadać-odparł tonem, którego ciepło zalało mnie od stup do głów, poczułam, że się czerwienie.
-Z pewnością nadarzy się okazja, postaram się oto- rzekłam na wychodnym.
  • awatar Seiti: No nie, trzeci?! Planujesz harem? bo moja wyobraźnia i owszem XD
Pokaż wszystkie (1) ›
 

zorena
 
Następnego dnia zaczynał się weekend. Wstałam późno, bo nie było zajęć. Weszłam a raczej przyczołgałam się zaspana do łazienki. Spojrzałam w lustro. Moje włosy, porozrzucane na wszystkie strony przypominały bocianie gniazdo. Zgrabnie uczesałam je w luźny kok. Potuszowałam rzęsy i pomalowałam usta bezbarwnym błyszczykiem z różowymi drobinkami. Założyłam białą bluzeczkę na ramiączkach z nadrukiem czerwonej róży, czarne szorty i niskie miętowe trampki na podwójnej podeszwie. Zawiesiłam na szyi czarny naszyjnik w kształcie literki Z a pod bluzkę schowałam wilczy ząb, z którym się nie rozstaje. Pełna chęci do życia otworzyłam drzwi i dziarskim krokiem wmaszerowałam do pokoju.
-Mmmmm... czemu tak wcześnie mnie budzisz?- zapytała ciągle jeszcze leżąca w łóżku współlokatorka.
-Jest 10, pośpiesz się, bo za chwilę zabraknie nam jedzenia na śniadanie, szybko śpiochu!- ponagliłam ją biegnąc przez drzwi na stołówkę.
-Zaraz, zaraz...-usłyszałam z daleka jej mamrotanie.
Na śniadaniu przysiadłam się do Sebastiana. Nie wspominał słowem o minionej rozmowie, widocznie rozumie, że to poważna sprawa i musi zachować dyskrecje.
-Zorena... czemu on się tu tak natrentnie gapi?- zapytał lekko wskazując nieznacznym ruchem głowy na stolik, przy którym siedział Patryk.
Z delikatnie przesuniętą głową w bok przypatrywał się mi jakbym była kawałkiem mięsa a on wygłodniałym lwem. Wzdrygnęłam się, nie nawidziłam tego typu spojrzeń. W kródce dołączyła do nas Wika i wspólnie dokończyliśmy posiłek. Odłożyłam właśnie tackę, gdy podszedł do mnie chłopak, z którym byłam na randce.
-Możemy pogadać Zorena?-wyszeptał niepewnie.
W tym momencie poczułam jak ktoś przyciąga mnie do siebie i obejmuje jakby chciał mnie przed nim ochronić.

“Seba? On...”


-Posłuchaj koleś, ona nigdzie z tobą nie pójdzie!-warknął obejmując mnie jeszcze mocniej.
-Sebastian... w porządku-uspokoiłam go.
Poszłam z Patrykiem przez korytarz.
-Przepraszam, dasz mi jeszcze szanse?
-Ja... sądzę, że za słabo cię znam aby podejmować takie decyzje, wybacz-spuściłam wzrok.
-To przez niego?-spytał wzdychając.
-O kogo ci chodzi?
-Widziałem jak cię przytulił i skrzyczał mnie, no a ty... widziałem twoją minę.
-Seba to mój..-zawahałam się-... przyjaciel.
Nagle jak na ironię przybiega do nas zdyszany.
-O wilku mowa...-warknął Patryk.
-Zorena... Kamil... ten mój kolega, który zaginął w kniei... on...-złapał oddech- Znalazł się.
----------------------------
I co? Jakieś przemyślenia odnośnie dalszych wydarzeń? Powiem jedno: akcja się zaczyna rozkręcać ;)
  • awatar Seiti: Kurde, to jest za krótkie (myślę perspektywicznie, jak skończę nadrabiać i będę musiała zadowolić się krótkim rozdziałem) Ciekawe, ciekawe, co się wydarzy :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

zorena
 
Jeszcze tego samego dnia postanowiłam pogadać z Sebastianem. Ruszyłam wąskim korytarzem szkolnego internatu, po chwili byłam przy jego drzwiach. Odetchnęłam głęboko i delikatnie zapukałam. Usłyszałam z wnętrza jak ktoś odkłada coś i idzie w strone drzwi. W progu ukazał się mój kolega.
-Zorena?-był wyraźnie zdziwiony-Nie jesteś z Patrykiem?
-Byłam, ale... nie do końca nam wyszło i przyszłam wcześniej- odparłam-Chciałabym z tobą pogadać-dodałam.
-Sam chciałem omówić z tobą wiele rzeczy. Poczekaj zabiorę bluzę i pogadamy w parku przy szkolę.
***
Wieczorna bryza delikatnie muskała moją twarz. Okolica wydawała się bardzo spokojna, drzewa szumiały a trawa pod wpływem wiatru przypominała bezkresny ocean zieleni, słońce leniwie chowało się za horyzontem. Sedzieliśmy na jednej z ławek. Dotyk chłodnego drewna pilnował mnie przed zatraceniem się w własnych przemyśleniach. Chłopak siedział obok mnie i bacznie mnie obserwował posyłając od czasu do czasu wyczekujące spojrzenie. Udawałam jednak, że tego nie widzę. Nie było łatwo przeprowadzić taką rozmowę, szukałam słów, od których mogłabym zacząć. Seba nie wytrzymał i przerwał tę błogą a za razem nieznośną ciszę.
- Sporo myślałem od naszego spotkania w kniei-zawahał się-Nie jesteś człowiekiem i dobrze o tym wiem, ale nie potrafię cię do końca rozgryść, jesteś taka tajemnicza.
-Co się stało z twoim kolegą? Znalazł się?- zapytałam unikając odpowiedzi.
-Uznano go za zaginionego. Policja szukała go na skraju lasu, ale nie odważyli się wkroczyć dalej-w jego oku pojawiły się łzy, które z całych sił wyraźnie starał się powstrzymać- Czy on ma jakieś szanse na przeżycie?
-Są trzy opcje. Pierwsza: dorwały go wampiry i wypiły z niego krew, druga: żyje i gdzieś się błąka i trzecia...-zawahałam się, nie chciałam mu tego uświadamiać, ale nie miałam wyboru-zmieniły go w jednego z nich.
-Że co!?- oczy chłopaka przypominały pięcio złotówki.
-Czasem niestety tak robią.
Tama trzymająca w ryzach jego łzy puściła momentalnie. Cicho szlochając oparł się o moje ramie. Nie wiedziałam jak mu pomóc, byłam bezradna. Nagle zrobiło mi się go strasznie żal i postanowiłam być z nim do końca szczera.
-Dobrze powiem ci kim jestem, możesz mi uwierzyć bądź nie, ale po tym co przeszłeś powinieneś wierzyć we wszystko- nachyliłam się nad jego uchem i wyjawiłam prawdę szeptem.
Chłopak wyprostował się jak struna.
-No tak dlatego tyle o nich wiesz, jesteście przecież wrogami- westchnął.
Kamień spadł mi z serca, cieszyłam się, że już o tym wie. Zerknęłam na zegarek telefonu: 20: 57.
-Za trzy minuty zamykają internat, szybko- zerwałam się z ławki- Nie mam najmniejszego zamiary spać na dworze- dodałam i zaśmialiśmy się oboje.
Dzikim sprintem dotarliśmy na miejsce. Pożegnałam się i wróciłam do pokoju. Cieszyłam się, że jest ktoś komu mogę zaufać.
  • awatar quapouchy_97:
  • awatar książkoholiczka123: czekam na więcej :)
  • awatar Seiti: Hmm ja bym tam nie ufała, zwłaszcza, że go słabo zna, ale może będzie to miało jakieś brzemienne skutki?
Pokaż wszystkie (3) ›
 

zorena
 
Powoli uchyliłam powieki. Blask światła sprawił mi niemały ból. Po dłuższej chwili zobaczyłam, że jestem w swoim pokoju. Rozejrzałam się dookoła, ale wszystko wyglądało zwyczajnie co bardzo mnie zdziwiło. W tym momencie Wiki weszła do pokoju.
-O tu jesteś Zorena!
-E... Wika... co się stało?-zapytałam zmieszana.
-Zerwałaś się z wf i gdzieś pobiegłaś, potem zobaczyłam, że tu śpisz więc cię nie budziłam. Cóż, masz mistrza! Ja nigdy nie odważyłabym się zerwać z lekcji żeby uciąć sobie
drzemkę- mówiła wyraźnie ożywiona.

“Co!? To wszystko było snem?”


Dotknęłam tyłu mej głowy aby sprawdzić czy mam tam jakąś ranę, ale niczego nie znalazłam. Byłam w szoku, nie przekonywało mnie to, że ucięłam sobie drzemkę, ale w tej chwili niczego nie byłam pewna. Próbowałam zajrzeć w głąb mojego umysłu, ale nie znalazłam niczego co potwierdzałoby historię przyjaciółki. Nie wiedziałam już w co wierzyć.
- Hej a ty nie masz tak czasem spotkania z Patrykiem?
-E... tak! Która godzina?-natychmiast wyskoczyłam z łóżka.
-15: 30 masz jeszcze trochę czasu, ale marsz mi się szykować! Ja postaram się pomóc!-wołała ożywiona.
Zaczęła przeglądać moje rzeczy i mruczeć coś do siebie. Wzięłam szybki prysznic. Potem pomogłam wybrać strój na spotkanie... no dobra randkę. Włożyłam na siebie jasne jeansowe szorty, perłoworóżową bluzkę na ramiączkach, cienkie czarne rajstopy, miętowe trampki, szyję ozdobiłam złotym łańcuszkiem z zawieszka w kształcie litery Z a nadgarstek turkusową bransoletką z muliny, która miała wplecione w siebie małe również złote serduszko z cyrkonią w środku. Włosy jakoś ujarzmiłam, zebrałam włosy z przodu a następnie spięłam je do góry co dawało naprawdę ładny efekt. Rzęsy delikatnie wytuszowałam a usta przejechałam moim ulubionym błyszczykiem w kolorze brzoskwiniowym. Byłam gotowa.
-Zorena wyglądasz pięknie!-Wiki nie mogła się na mnie napatrzyć- Musisz mi wszystko opowiedzieć tylko pamiętaj w szczegółach!
-Jasna sprawa- uśmiechnęłam się wychodząc z pokoju.
***
Czekał już na dziedzińcu. Podszedł do mnie i lekko przytulił. Wyglądał nieziemsko. Czarne spodnie i brązowa koszula idealnie podkreślały jego budowę. Spojrzał na mnie turkusowymi oczyma i odgarnął z twarzy kosmyk rudawych włosów. Nagle coś mnie olśniło.

“To on! Te oczy! To wilkołak!”


Już chciałam mu o tym powiedzieć, ale w moim umyśle zatrzasnęła się blokada.

“Czeka! Co ty dziewczyno wyrabiasz a jeśli to nie on?”


Postanowiłam go poznać i zatrzymać przy sobie dopóki nie poznam prawdy.
-To... masz jakiś konkretny plan naszego spotkania-zapytałam.
-Chciałaś powiedzieć randki-ujął moją dłoń.
-E... tak...-zarumieniłam się.
-Chodźmy na spacer, pokażę ci miasto, skoro jesteś z daleka pewnie się tu nie orientujesz- zaproponował.
- Jasne chodźmy.
Pociągnął mnie delikatnie za sobą i tak szliśmy za rękę przez miasto. Dziwiło mnie, że chłopak jest tak odważny i wykonuje tak śmiałe kroki w moją stronę, ja postanowiłam na razie trzymać go na dystans. Spacerowaliśmy a on pokazywał mi wszystko. Mimo iż doskonale znałam to miasto starałam się udawać zainteresowanie. Na konie wziął mnie na lody włoskie.
-To było udane spotkanie-stwierdził gdy zajadaliśmy nasze smakołyki na ławeczce w parku.
-Tak, naprawdę dobrze się bawiłam.
Nagle nachylił się nade mną. Jego usta były coraz bliżej... bliżej...
-Nie!-gwałtownie się odsunęłam- Za szybko!
-Wybacz...-rzekł trochę speszony- Ja tylko... naprawdę cię lubię.
-Miło mi, ale powinnam już iść.
Wstałam z ławki, zmusiłam się, żeby uśmiechnąć się do niego i go pożegnać.

“Rany czy faceci zawsze tacy są!?”


Aż kipiałam ze złości, trochę popsuł to spotkanie. Nie chciałam tak szybko podejmować takich kroków...
  • awatar Arsenium <3: Czytam każdy rozdział i bardzo mi sie podoba, masz talent :) Zapraszam do siebie, moze coś ci sie spodoba :)
  • awatar gość: @Purple Rainbow: Dziękuje :) Nawet nie wiesz jak miło jest czytać takie komentarze :D
  • awatar książkoholiczka123: świetne :) czekam na więcej :*
Pokaż wszystkie (4) ›
 

zakiraluna
 
Dobrze być znowu u siebie. Wciągam powietrze wpuszczając w płuca ten sam, znany zapach-nie sądziłam że będzie mi go brakować. Nic nie wydaje się naruszone, wszystko stoi na swoim miejscu, gdzieniegdzie pokryte nawet lekką warstwą kurzu. W pokoju panuje też lekki zaduch, otwieram więc okno-do pomieszczenia natychmiast wpada chłodne, świeże powietrze- wciąż jestem ubrana w białą szpitalną koszulę wiązaną na plecach i sięgającej mi jedynie kolan, więc moja skóra niemal natychmiast pokrywa się gęsią skórką. Zostawiam okno otwarte i podchodzę do szafy w poszukiwaniu jakiś normalnych ubrań- w końcu z naręczem swetrów, spodni i bielizny udaję się do łazienki. Odkręcam wodę pod prysznicem, ale nie wchodzę pod niego odrazu- zawsze tak robię, być może nie jest to specjalnie oszczędne, ale przebywanie w ciepłej, zaparowanej łazience pełnej przyjemnej pary działa na mnie kojąco.
Podczas gdy pomieszczenie się ogrzewa, delikatnie wyswobadzam się ze swego odzienia- rozwiązanie tasiemek na plecach wcale nie jest takie proste jak się wydaje, po kilku minutach jednak opanowuję tę sztukę. Zsuwam koszulę z ramion, pozwalam opaść jej na podłogę, następnie robię krok i obracam się by ją podnieść. Przypadkiem mój wzrok wędruje na lustro, w którym odbija się moja naga sylwetka. Zamieram.
Po chwili prostuję się i powoli podchodzę do zwiereciadła, dotykając go koniuszkami palców. To nie mogę być ja...to nie jestem ja! Dziewczyna w lustrze ma zapadnięte policzki, spiczasty podbródek, blade, spękane usta i skórę o dziwnym, niezdrowym odcieniu. Jedyne co mogłoby mnie z nią łączyć to oczy-chociaż u niej wydają się nianaturalnie duże, mają ten sam kolor co moje i otacza je ten sam pierścień- i kolor włosów, choć pozbawiony blasku-było ich też o połowę mniej niż zwykle, podobnie jak piegów, które już teraz nadawały jej wygląd elfa...albo czarownicy. Jeżeli zaś chodzi o ciało, to wcale nie wyglądało lepiej, przy pierwszym spojrzeniu z jej gardła wydobył się przeraźliwy jęk. Chude, nianaturalnie wystające kości obciągnięte skórą- wychudzenie pozbawiło ją jakichkolwiek kształtów, była niczym kościotrup, uschnięta, zasuszona...a przynajmniej tak się czuła. Gwałtownie odwracam się od lustra i spoglądam na swoje dłonie- były na nich ciemme, brunatne plamy.
Momentalnie osuwam się na kamienną podłogę, chowając twarz w dłoniach, nie mogąc poradzić sobie z targającymi mną uczuciami. Z moich ust wydobya się głośne zawodzenie, ciałem raz za razem miotają drgawki, choć wcale nie jest mi zimno.
Z biegiem czasu czuję, jak na moich włosach i ramionach zbierają się kropelki pary, woda miesza się z łzami, zagryzam wargi niemal do krwi by choć trochę nad sobą zapanować.
W przebłysku świadomości słyszę brzęk naciskanej klamki, drzwi do łazienki otwierają się, wpuszczając do niej zimne powietrze, ale para jest tak gęsta że nie jestem w stanie dostrzec obcego.A może to przez łzy, które wciąż zalewają mi oczy. Nagle z mgły wyłania się...Alex. Kuca przy mnie przerażony, w mgnieniu oka oceniając sytuację.
-Co się stało?- Pyta gorączkowo, chwytając mnie za ramiona.- Co ci jest? - Chcę by odszedł, nie chcę by oglądał mnie w takim stanie, zapłakaną,  brzydką, wychudzoną i co gorsza...nagą.
-Wyjdź stąd!- Krzyczę zachrypniętym głosem- Nie patrz na mnie!- Ponownie cowam twarz w dłoniach i podciągam kolana pod samą brodę , zachowując się jak mała dziewczynka. Jeżeli ja go nie widzę, on też mnie nie widzi. Chcę w to uwierzyć. Powoli zastanawiam się czy nie popadłam w obłęd.
Nie podnosząc głowy słyszę, jak Alex wstaje, kilka sekund później cichnie odgłos prysznica. Może w końcu stąd wyjdzie-przychodzi mi do głowy, kiedy słyszę kolejne kroki. Jednak kilka sekund później czuję miękki puch otulający moje ciało, otwieram oczy i dostrzegam na swoich ramionach delikatny, niebieski ręcznik, Alex zaś stoi naprzeciwko mnie, oparty niedbale o marmurową ścianę. Ciaśniej otulam się swoim okryciem i nasze spojrzenia się krzyżują. Przez dobre kilka minut nie pada ani jedno słowo.
-Ubierz się.- Mówi w końcu chłopak i wychodzi, zamykając za sobą drzwi łazienki. Wzdycham ciężko, ale wykonuję polecenie, tym razem nawet nie zerkając w lustro. Ale ubrań nie jestem w stanie oszukać- spodnie które wybrałam zsuwają mi się z bioder, swetry wydają się zbyt obszerne, rozciągnięte. W oczach znowu wzbierają mi łzy, ale bohatersko zacikam zęby, by nie dopuścić do ich popłynięcia.
Biorę głęboki wdech i wychodzę z pomieszczenia , moją rozgrzaną twarz po raz kolejny uderza chłodne powietrze. Alex siedzi na łóżku, obracając coś w dłoniach, kiedy mnie dostrzega wkłada to do kieszeni i patrzy na mnie, ze zmarszczonymi brwiami lustrując ubranie. Niepewnie siadam obok niego- moje posłanie nie wydaje żadnego dźwięku, jakbym ważyła tyle co piórko.
-O co chodziło?- Głos chłopaka jest cichy, łagodny. Dawno go nie słyszałam. Przez chwilę brzmi zupełnie jak on.
-Mówiąc że nie tylko ty się zmieniłeś miałeś na myśli mnie i mój wygląd?- Odpowiadam pytaniem na pytanie, a on wzdycha ciężko i lekko kręci głową. Odpowiedział. Więc teraz moja kolej. Ściągam z kapy wyimaginowany proszek, by dać sobię chwilę na dobranie odpowiednich słów.
-Zobaczyłam swoje odbicie w lustrze.-Wypuszczam głośno powietrze- I to co zobaczyłam mi się nie spodobało.- Dodaję cicho, spuszczając głowę.
Czuję na brodzie dotyk ciepłej, silnej dłoni, zmuszającej mnie bym spojrzała w górę. Twarz chłopaka znajduje się zaledwie kilka centymetrów od mojej, czuję na twarzy jego oddech.
-To minie.- Mówi cicho.- Wszystko będzie dobrze, obiecuję. Nie pozwolę już więcej nikomu cię skrzywdzić.- To pieszczota dla moich uszu, rozgrzany miód wpływający do mojego serca i balsam na odniesione rany. Ale coś mi się tu nie zgadza.
-Skąd ta zmiana? Wczoraj byłeś taki zimny. Bezwględny. Bałam się ciebie.- Po jego twarzy przemyka cień, ale zaraz jego wargi wykrzywiają się w lekkim uśmiechu. Dłoń wciąż przytrzymuje w miejsu mój podbródek.
-Zupełnie niepotrzebnie- Odpowiada, powtarzając własne słowa, a potem pochyla się i jego usta opadają na moje. Całuje mnie najpierw lekko, później coraz bardziej namiętnie, a ja nie mogę złapać tchu, zatracona w wirze doznań i zmysłów. Zanim się obejrzę popycha mnie na łóżko, jego ręka wędruje pod mój sweter, a usta schodzą na szyję. Oddycham ciężko, jedynie w przebłysku świadomości zdaję obie sprawę do czego to prowadzi.
-Hej, przestań, nie chcę...- mówię cicho, próbując wyswobodzić się z jego objęć, lecz na próżno. Zamyka mi usta pocałunkiem, brutalnie przygryzając mi dolną wargę. To nie jest on.- Przeszywa mnie myśl. Odpycham go z całych sił- z okrzykiem zdziwienia i frustracji ląduje na podłodze. Natychmiast podrywam się z łóżka.
-Przestań! Nie rozumiesz co to znaczy?- Z moich warg kapie krew, cała kipię z wściekłości, on zaś przygląda mi się wielkimi oczami, jakby nagle zdał sobie sprawę co się właśnie stało. W końcu podnosi się z podłogi.
-Przepraszam, ja...- kręci głową, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. Marszczę brwi, mój upór i złość słabną na widok niesamowitego smutku, jaki pojawił się w jego oczach.- Lepiej już pójdę.- Zrezygnowany  spuszcza wzrok, ręce zaciska w pięści i kieruje się w stronę wyjścia. Przez chwilę toczę sama ze sobą wewnętrzną walkę, w końcu podejmuję decyzję.
-Alex!- Chłopak zatrzymuje się z ręką na klamce i odwraca niepewnie w moją stronę. Idąc jego przykładem, uśmiecham się lekko i unoszę brwi w geście poddania.
-Zostań.
  • awatar Коктейль Молотова, Д: Świetne *_*
  • awatar Lisa Angels: Jestem z ciebie dumna. Dosłownie zabrakło mi tchu. Rozdzał jest zarąbist! Chyba najlepszy, z wszystkich piąciu w tym tygodniu. Ty uwielbiasz mnie zaskakiwać, już straciłam nadzieje na pikantne chwilię z Alexem i viki. Ale to co zrobiłaś było perfekcyjne. Brawo.
  • awatar Zakira Luna: @Lisa Angels: weź bo się zaczerwienię :) Cieszę się że ci się podoba i tak, przyznaję się-uwielbiam zaskakiwać! :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

zorena
 
Przyszłam na lekcję jako jedna z ostatnich, wciąż byłam mocno dotknięta minionymi wydarzeniami. Wyczułam tam pewien zapach, dziwny zapach jakby zepsutej krwi pomieszanej z nutką męskiego dezodorantu, zastanawiałam się do kogo mógł należeć. Szybko przebrałam się w krótkie dresowe spodenki oraz sportową bluzę na ramionczkach w kolorze neonowego różu. Graliśmy w koszykówkę, nie miałam sobie równych na boisku. Mecz zakończył się zwycięsko dla mojej drużyny. Usatysfakcjonowana prawie zapomniałam oo tamtych śladach. Po chwili coś przykuło moją uwagę.  To był jakby zarys postaci, która w zastraszająco szybkim tempie mknęła przez park blisko okien sali gimnastycznej. Wampir, byłam pewna, że to jeden z nich. Nie zważając na nawoływanie nauczycielki wybiegłam na zewnątrz. Nie zauważyłam tam niczego szczególnego, już miałam się cofać gdy przedemną jakby z ziemi wyrosła ubrana na czarno postać w kominiarce. Otwór odsłaniający oczy pozwolił mi zobaczyć dwa przerażające ślepia w kolorze szkarłatnym oraz fragment bladej jak kreda skóry. Upiór uderzył mnie w twarz, poczułam ogromny ból, pochyliłam się próbując złagodzić pulsujące ciepło uderzenia zimną ręką. Już chciałam się zmienić, ale postanowiłam to zrobić kiedy moje życie znajdzie się w dużym niebezpieczeństwie, nie chciałam na razie się ujawniać. Byłam wściekła, bo nie mogłam nic zrobić.
-Słyszałem, że jakiś nędzny człowiek wyczuł naszą obecność, nie ładnie wtrącać się w nie swoje sprawy-chwycił mnie i rzucił mną o drzewo-Teraz masz nauczkę na przyszłość.
Kopnął mnie energicznie w brzuch. Jęknęłam, bolało mnie bardzo mnie bolało. Postanowiłam być silna, żadna łza nie spłynęła po moim policzku. Oprawca podszedł i już szykował się do zadania ciosu, gdy stało się coś niespodziewanego. Zza krzewów wyskoczył ogramny rudy wilk. Wampir cofnął się zaskoczony. Ujrzałam jak stwór umyka. Wilkołak popatrzał się na pół żywą mnie turkusowymi oczyma.
-Dziękuję-wyszeptałam z trudem.
Nieznajomy podszedł i delikatnie położył mnie na sym grzbiecie. Poczułam miękką i delikatną sierść, której wilcza woń bardzo mnie uspokajała. Z wolna ogarniał mnie mrok. Zobaczyłam przed nami dwa wampiry. Wtedy straciłam przytomność.
 

zorena
 
Szybko okazało się, że Sebastian i dziewczyna, z którą mieszkam chodzą ze mną do klasy i są dobrymi przyjaciółmi. Zamknęłam pokój tak jak kazała Wiktoria i ruszyłam z chłopakiem pod klasę historyczną. Zerkałam ukradkiem na chłopaka lekko zdziwiona. On nie wspominał słowem o naszym wcześniejszym spotkaniu. Postanowiłam pogadać z nim po lekcjach. Staliśmy właśnie pod klasą, gdy dołączyła do na Wika.
-Jak widzę Seba nie chcesz mieć dobrej oceny z historii.
-Dlaczego tak uważasz?- zapytał zdumiony.
- Dzisiaj pani ma cię pytać a ty wogóle sobie nie powtarzasz.
-Ojej! Masz rację, rozmawiajcie sobie a ja będę się cichutko uczył- powiedział wyjmując podręcznik.
-Hej Zorena popatrz-szeptem powiedziała dziewczyna wskazując grupkę chłopaków zerkających na mnie. Jeden z nich właśnie szedł w naszym kierunku.
-Cześć- przywitał się ciepłym i serdecznym głosem.
-Cześć- uśmiechnęłam się szeroko.
-Jestem Patryk.
-Zorena.
-Cudowne imię. Słyszałem, że do szkoły zawitała nowa uczennica, ale gdybym wiedział jak piękna jesteś od razu bym się tobą zainteresował.
Zwykle ludzie myślią, że wampiry posiadają niezwykłą urodę, ale są w błędzie, one wyglądają po prostu strasznie. Wilkołaki natomiast są niezwykle urodziwe. Chłopak miał rację mówiąc, że jestem piękna i dobrze o tym wiedziałam, ale postanowiłam być skromna.
-Dziękuję, że tak sądzisz, ale jest wiele ładniejszych osób odemnie.
-Szczerze nie sądzę. Masz czas po szkole?
-Eee... tak, ale najpierw muszę odrobić lekcję i się pouczyć- zarumieniłam się.
-To widzimy się na dziedzincu o 17: 00. Będę czekał.
Podszedł, pocałował mnie w policzek i ruszył gdzieś korytarzem.
-Jejku, dziewczyno!!! Patryk rzadko się z kimś umawia. Musiałaś naprawdę wpaść mu w oko- zaczęła ekscytować się Wiki.
Spojrzałam na Sebe. Miał posępną minę i wpatrywał się w książkę do historii.

“Zaraz, czy on jest zazdrosny? O nie!!! Miałam z nim pogadać po lekcjach. Trudno już pogadam z nim wieczorem i będzie git.”


W tym momencie zadzwonił dzwonek. Po chwili zobaczyłam chudą jak tyczkę panią od historii. Miała śmieszne rudawe sprężynki na głowie układające się w afro, zielone oczy i okulary w białej oprawcę na nosie. Ubrana była w długą białą zwiewną sukienkę, czerwone sandałki na drewnianej koturnie, czerwoną bluzkę na ramiączkach i wyraźnie lubiała biżuterię, bo jej nadgarstki były obwieszone czerwonymi bransoletkami , na szyi wisiały czerwone korale a w uszach umieszczone były szkarłatne perełki. Wpuściła nas do klasy. Przedstawiła mnie wszystkim i kazała zająć miejsce. Usiadłam w ostatniej ławce w rzędzie pod oknem. Lekcja dłużyła mi się niemiłosiernie. Wszyscy chłopcy w klasie się na mnie gadpili a dziewczyny szeptały coś między sobą zerkając na mnie. Czułam się jak padlina rozszarpywana przez sępy. Po lekcji, która wydawała się trwać wieczność zadzwonił upragniony dzwonek. Dzień mijał mi dobrze jak na początek. Nigdzie nie dostrzegałam Patryka, ale towarzystwa dotrzymywali mi przyjaciele. Na przewie obiadowej usiadłam na ogromnej stołówcę przy stole razem z Sebą i Wiką. Wybrałam trochę wegetariańskiego jedzenia i pochłonęłam je w mig.

“Kto by pomyślał, że szkoła tak wzmaga apetyt.”


Nagle przypomniałam sobie, że po przerwie mam dwa wf a ja nie wzięłam z pokoju worka z potrzebmymi na tę lekcję rzeczami. Odłożyłam tackę i przeprosiłam na chwilę przyjaciół. Ruszyłam do pokoju.
                                                  ***
Szłam szybko korytarzem machając workiem w powietrzu. Stanęłam jak wryta.

“Krew? Tak, czuje ludzką krew!!! To pewnie te cholerne wampiry.”


Poszłam za zapachem aż dorarłam do niewielkiej kałuży tej czerwonej cieczy. Przykucnęłam, zanurzyłam w tym palec, plizałam i powąchałam krew. Wilkołaki są doskonałymi tropicielami toteż bez trudu rozpoznałam krew siedemnastolatki. Poszłam za pojedynczymi kroplami krwi. Ślad urywał się w miejscu, gdzie wybito szybę w oknie, najwyraźniej ktoś chciał jak najszybciej umknąć z mniejsca zbrodni. Nie wypatrzyłam żadnej kamery.

“ To dlatego zrobiły to tutaj. W tym miejscu nie ma przecież żadnych kamer!”


Wróciłam i zatarłam za sobą wszystkie ślady aby uniknąć podejrzeń. Poszłam na lekcję i tak byłam już spóźniona.
  • awatar Seiti: lubiała...? lubiła XD przytrafiło się parę byczków i literówek. Ciekawe kogo pożarły, mogę liczyć na jakąś krwawo opisaną scenkę pożywiania się krwiopijców?
Pokaż wszystkie (1) ›
 

zorena
 
Wszystkie moje rzeczy były już spakowane. Za trzy godziny zaczynałam szkołę. Stanęłam na wprost lustra, ujrzałam dziewczynę o średnim wzroscie, czekoladowych falach na głowie, ciemnej karnacji i zielonych oczach. Wyłożyłam na siebie białą bluzkę z krótkim rękawkiem, ciemne jeansy, których nogawki podwinęłam aby odsłaniały kostkę i niskie białe conversy. Na szyi zawiesiłam wilczy ząb mojego dziadka poto żeby przynajmniej coś przypominało mi o domu. Zdecydowałam się na makijaż. Starannie wytszowałam rzęsy i przejachałam błyszczykiem w kolorze brzoskwiniowm co idealnie współgrało z moim typem urody. Przynajmniej trzy razy obróciłam się wokół własnej osi przed lustrem.

“Chyba jest dobrze. Pamiętaj, musisz wmieszać się w ich społeczność a nie wyróżniać.”


Pochwyciłam walizkę, mimo swej wagi wydawała mi się lekka, nic dziwnego w końcu jestem bardzo silna. Wyszłam przed jaskinie,  nadszedł czas pożegnań. Matka uściskała mnie mocno i kazała na siebie uważać, ojciec oznajmił, że zorganizował auto więc mnie podwiezie. Podążyłam za nim. Jeszcze ostatni raz odwróciłam się i pomachałam na pożegnanie. Cicho westchnęłam.

“Będzie mi brakować tego miejsca.”


Szybko przyjechaliśmy pod żółty, ogromny budynek. Szkoła mieściła się w miasteczku nieopodal mojego domu, ale aby uniknąć podejrzeń nie będę mogła odwiedzać rozdziny.
-Uważaj na siebie córeczko, w razie kłopotów daj nam znać- W oczach ojca dostrzegłam smutek i łzy.
Podejrzewałam, że po prostu żałuję, że mnie w to wciągnął. Nie miałam mu tego zazłe też chciałam dopaść wampiry.
-Będę uważać. Do widzenia tato- dałam mu buziaka w policzek i ruszyłam do wejścia. Weszłam na spory dziedzinec, który porastały najróżniejsze rośliny a na środku stał posąg jakiegoś człowieka. Miejsce świeciło pustką, lekcje zaczynały się za dwie godziny więc to oczywiste, że nikogo nie było. Weszłam do budynku i odszukałam sekretariat. Z tamtąd pani zaprowadziła mnie do mojego pokoju. Delikatnie zapukałam w drzwi i weszłam. W kwadratowym pokoju postawione były dwa łóżka, biórko, dwie szafy i stolik z krzesłami. Wszystkie meble wykonane były z drewna, ściany pokryte zostały pomarańczową. warbą a podłoga beżową wykładziną. Na jednym z łóżek siedziała niska dziewczyna o bląd włosach, brązowycz oczah i oliwkowej karnacji. Ubrana była w błękitną bluzkę z podwinientymi rękawami, białe spodnie i czarne trampki.
-Cześć, wygląda na to, że będziemy ze sobą mieszkać- przywitała się z szerokim uśmiechem.
Po dłużej rozmowie odkryłam, że bardzo dobrze się dogadujemy. Ona musiała wyjść wcześniej z powodu próby na jakieś przedstawienie. O odpowiedniej godzinie spakowałam książki do czarnego plecaka, który zarzuciłam na ramię. Postanowiłam rozpakować się puźniej. Gdy otwierałam drzwi pokoju poczułam dziwny opór i usłyszałam cichy jęk. Uderzyłam kogoś drzwiami. Gdy zobaczyłam kogo serce podeszło mi do gardła. To był on, Sebastian, chłopak, którego uratowałam.
-Przepraszam- liczyłam, że mnie nie pozna.
On jednak wpatrywał się we mnie osłupiony.
-To ty- wyksztusił- Ty mnie uratowałaś. Myślę o tobie bez przerwy, jakie szczęście, że się spotkaliśmy.
- Przepraszam, ale mam lekcję- odparłam unikając rozmowy.
-Pójdziemy razem- odparł rozpromieniony.
-No dobrze, chodźmy. To mój pierwszy dzień tutaj, nie chcę się spóźnić.
Nie wiem dlaczego, ale czułam, że jego bliskość mnie uspokaja.
  • awatar Kochająca Książki *.*: Fajny, spójny rozdział. Czekam na więcej ;)
  • awatar Seiti: Niestety na pierwszy plan wysuwają mi się błędy i literówki (czemu u kogoś je widzę a u siebie nie?!), uważniej czytaj. ;) Podoba mi się jej fizjonomia. :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

zorena
 
Mrok nocy z wolna ustępował światłu dnia. Blask wschodzącego słońca leniwie zalewał świat budzący się do życia. Poranki w kniei były piękne, skąpana w świetle niczym nie przypominała przerażającego miejsca z opowieści miejscowych. Przeklęta knieja- tak nazywano las. Wśród ludzi krążą plotki, wiele plotek. Czasem bowiem ktoś znikał w tajemniczych okolicznościach. Mówiono o demonach i złośliwych duchach. Wszystkie ich przypuszczenia były błędne. W lesie żyły wampiry i wilkołaki. Wampiry ilekroć ktoś się tu zapuszczał wysysały mu krew. To bardzo złe istoty. Wyglądają jak ludzie, ale mają białą jak papier skórę zwykle ubrudzoną krwią, błyszczące, krwawe ślepia i gigantyczne kły. Są nad wyraz silne i żądne krwi. Wilkołaki- dla wielu potwory i krwawe bestie nie są złe. Jadamy to co ludzie, ale wielu z nas to wegetarianie, ponieważ leśne zwierzęta to nasi przyjaciele i nie chcemy ich zabijać. Jesteśmy częściowo spokrewnieni z ludźmi dlatego chętnie ich ratujemy z łapsk nieumarłych. Mieszkamy w jaskiniach na wzgórzu otoczonym lasem. We wnętrzu mamy zbudowane normalne pokoje. Często wybieramy się do miasta po ludzkie rzeczy więc jesteśmy do nich bardzo podobni. Nie uczęszczamy do szkół- starszyzna nas wychowuje i szkoli do walki. Wojna pomiędzy wilkołakami a wampirami trwała tysiąclecie, ale zakończyła się 10 lat temu wyznaczeniem granicy. Wilkołaki mieszkają na południu kniei a wampiry na północy. Mimo pokoju każda strona bez przerwy szuka zaczepki. Złamałam zasady wchodząc na ich terytorium, muszę liczyć się z konsekwencjami. Stałam u wyjścia jaskini spoglądając na chłopaka. W nocy było ciemno więc nie mogłam się mu dobrze przyjrzeć. Był szczupły, ale dobrze zbudowane. Miał krótkie, piaskowe włosy z grzywką postawioną do tyłu, nie dostrzegałam na razie koloru oczu. Ubrany był w szarą bluzę zakładaną przez głowę z kieszenią na dolnym środku, czarne spodnie i ciemnobrązowe trampki. Coś sprawiało, że nie mogłam oderwać od niego wzroku. Gdy go znalazłam miał rozcięty nadgarstek, znalazłam bandaż i opatrzyłam ranę. Zaczął powoli coś mruczeć. Szybko zmieniłam formę na ludzką aby się nie przestraszył. Powoli uchylił powieki i spojrzał na mnie szarymi oczyma. Leżał na kocu, który dla niego rozłożyłam.
-Gdzie jestem? Ktoś ty?-Zadał pierwsze pytania.
-Jesteś bezpieczny, w wkrótce będziesz w domu. Nazywam się Zorena- patrzałam na niego łagodnie uśmiechając się.
-Gdzie jest mój kolega?
"Kolega? No tak ten zapach krwi nie wziął się tylko z rozciętego nadgarstka. Zapach był mocny. Niewykluczone, że zapach krwi wziął się z rozdartego i poprzekłuwanego ciała."  
-Pamiętasz coś?- zapytałam unikając odpowiedzi.
-Ja i mój kolega wybraliśmy się tu na spacer, bo założyliśmy się kto pierwszy stchórzy.

“Idioci, nikt kto ma choć trochę oleju w głowie się tu nie zapuszcza.”


-A potem zaczęło się ściemniać- ciągnął -W ciemności porwało nas coś. To były wampiry jestem pewien! Miały kły i czerwone oczy i... przerażającą bladą cerę. Potem zemdlałem i nic nie pamiętam. Gdzie on jest?
-Tak mi przykro-spuściłam głowę. Nie ma potrzeby aby się łudził. On już nie żyje.
Chłopak spojrzał na mnie dziwnie i powoli zaczął przesuwać się jakby uciekając.
-A ty kim jesteś? Nie chcesz mnie zjeść?- Spojrzał na opatrzony nadgarstek-To ty mnie uratowałaś?
Nie odpowiedziałam nic.
-Dziękuję- wyszeptał.
                         ***
W południe byliśmy na skraju lasu, bo poczuł się lepiej. Nazywał się Sebastian. Miał 17 lat czyli tyle ile ja. Pochodził z miasteczka nieopodal kniei. Okazał się bardzo miły.
-To już tutaj-wskazałam na domy w oddali- Uważaj na siebie.
-Zanim pójdę: kim jesteś?
- To nieistotne. Idź do domu, rodzina pewnie się o ciebie martwi.
-O ciebie też.
-Nie- uśmiechnęłam się- Czasem jak wyjdę z domu to wracam za tydzień więc się nie martwią. Żegnaj.
-Cześć. Kiedy znowu cię zobaczę.
Wyprostowałam się.
-Nigdy- jednym susem wskoczyłam do lasu znikając w nim.
  • awatar gość: reneesmee.pinger.pl
  • awatar Seiti: Wkradło się kilka literówek, ale jestem pod wrażeniem. Popracuj nad długością ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

zorena
 
Mknęłam przez las całkowicie już pogrążony w mroku nocy. Łapy zdawały same nieść mnie w stronę zapachu krwi. Tak, wyraźnie ją czułam. Zapach ludzkiej krwi unosił się złowrogo po kniei . Mijając kolejne drzewo wyczułam coś jeszcze.

“Wampiry? Tak to zapach tych cholernych umarlaków. Pewnie urządziły sobie ucztę. Ha! Niedoczekanie!”


Czułam zapach co najmniej czterech wampirów. Sama radziłam sobie z trzema, ale teraz bez reszty watach nie dam rady. Mogłam tylko liczyć, że przestraszę ich wyglądem. W wilczej formie umiałam przerazić niejednego śmiałka. Byłam smukłym, ale silnym wilkiem, moje futro było matowoczarne a ślepia iskrzyły się złowrogim błękitem. Byłam jedynym dzieckiem przywódcy toteż odziedziczyłam ostre szpony i kły, czyli to co cechowało siłę wilkołaka. Zauważyłam nieznaczny ruch pomiędzy drzewami. Ich kory przypominały patrzące wrogo oczy. Nie przejęłam się tym i delikatnie zmieniłam postać na pół wilczą. Pewnie nigdy nie słyszeliście o niczym podobnym, już tłumaczę. Wyglądam wtedy jak człowiek, ale zamiast paznokci mam szpony, zamiast zębów kły. Na głowie sterczy mi para wilczych uszu a spokojne zielone oczy świecą. Moje ciało pokryte było także wtedy futrem, ubrania zawszę pozostawały na swoim miejscu, gdy zmieniałam formę na ludzką lub pół wilczą co było dużym ułatwieniem. Podeszłam bliżej wtapiając się w ciemność. Szłam pod wiatr więc nie było opci aby mnie zauważono. Na niewielkiej polanie zobaczyłam grupkę pięciu wampirów pochyloną nad chłopakiem.

“Jest mniej więcej w moim wieku, szkoda żeby tak młodo umarł.”


Nie było czasu, ratunek musiał przyjść natychmiast.

“Wampiry nie są zbyt bystre, po prostu odwrócę ich uwagę i zabiorę go.”


Chwyciłam kamień i rzuciłam go jak najdalej, ale w przeciwną stronę do drogi ucieczki. Upiory natychmiast się odwróciły i pognały tam a ja jednym susem wskoczyłam na polane i pochwyciłam chłopaka zabierając go. Zaczęłam biec najszybciej jak mogłam, miałam przewagę czasową nad nimi. Zwinnie omijałam wszystkie przeszkody z przewieszonym na plecach człowiekiem. Moje uszy wyłapały odgłosy pościgu.

“Cholera! Szybciej, szybciej! Nie daj się im!”


Do rzeki przecinającej granice naszego terytorium było jeszcze mały kawałek. Po chwili ukazał mi się ten widok, przeskoczyłam rzekę i pognałam w kierunku jaskiń.
  • awatar Zakira Luna: Znalazłam kilka powtórzeń, kilka znaków interpunkcyjnych, ale ogólnie jest bardzo fajnie :) Wybitnie moja tematyka!
  • awatar Kochająca Książki *.*: Fajne, naprawdę fajne. Uwielbiam wszystko, co tyczy się wampirów i wilkołaków. Moje klimaty ;) No to co? Obserwuję! Powodzenia w pisaniu, pozdrawiam :)
  • awatar Seiti: Wilczki! Wampiry! kya~ umarłam naprawdę.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

zakiraluna
 
Do pomieszczenia wdziera się ogromny wilk o hebanowej, zjeżonej sierści. Potężne łapy, zakończone szponiastymi pazurami z pewnością dysponują możliwością rozerwania na strzępy wszystkiego co tylko stanie im na drodze. By dostrzec pysk bestii muszę lekko zadrzeć głowę- natychmiast tego żałuję. Czerwone, małe ślepia wpatrują się we mnie z nienawiścią, z otwartego pyska kapie ślina wymieszana z pianą, a ostre, żółtawe zęby odbijają światło jarzeniówek. Mój oddech przyspiesza, serce tłucze się w piersi niczym bezbronny ptak, uwięziony w klatce, jaką jest moje ciało, kiedy do czarnego potwora dołączają dwa inne- tym razem rude, z taką samą rządzą mordu w oczach. Moje nogi zdają się być wmurowane w podłogę, nie mogę się ruszyć, moi oprawcy podchodzą coraz bliżej, głośno warcząc, a ja nie jestem w stanie wykonać najmniejszego ruchu. Dopiero kiedy w moje nozdrza uderza ostry, metaliczny odór zwierzęcia, budzi się u mnie coś na kształt instynktu samozachowawczego-otrząsam się z odrętwienia,  skóra na całym ciele staje mi dęba, krew błyskawicznie spływa do nóg i kierowana wyłącznie tym instynktem rzucam się do ucieczki, kierując się w jedynym możliwym kierunku- do drzwi, w których zniknął Alex. Wilki natychmiast ruszają za mną z głośnym rykiem. Przyspieszan, chowając głowę w ramionach. Docieram do celu w ostatniej chwili, czarna bestia skoczyła w moją stronę, ale zdążyła jedynie zadrapać moje odsłonięte plecy. Z okrzykiem triumfu i bólu jednocześnie, zatrzaskuję drzwi, które natychmiast się ryglują.
Otacza mnie ciemność, słyszę jedynie własny, urywany oddech, włosy przyklejają mi się do czoła. Niepewnie się odwracam i powoli, stawiając drobne kroczki jednocześnie dotykając rękoma metalowych ścian posuwam się naprzód. Idę i idę, coraz bardziej słabnąc. Prawa, lewa, wdech, wydech. Jeszcze chwila i padnę. Już prawie tracę przytomność, kiedy w oddali widzę nikłe światło. ,,Czy to już koniec?" Przechodzi mi przez myśl...Światło na końcu tunelu- bezwiednie przyspieszam, zbierając resztki siły- jestem wyczerpana, w głowie słyszę już tylko echo własnego, ciężkiego oddechu. W końcu dostrzegam to, do czego dążyłam- Alex stoi przy swego rodzaju peryskopie, a na ścianie wisi mała ledowa żarówka-  źródło światła. Chłopak wydaje się bardzo poruszony, jego ramiona trzęsą się, a dłonie zaciskają na metalowych rączkach z taką siłą, jakby za chwilę miały je zmiażydzyć. Podchodzę i delikatni dotykam jego ramienia; natychmiast odskakuje od przezroczystej szybki i przygląda mi się wielkimi oczami. Po chwili na jego twarzy wykwita błoga ulga. Przymyka na chwilę oczy i wypuszcza głośno powietrze.
-Jesteś.- Mówi cicho- Nie dorwały cię.- Marszczę brwi, a on stoi z opuszczonymi ramionami, wydaje się zmęczony, zmarnowany, jakby nagle stało się coś bardzo złego. Widzieć go w takim stanie...to widok niemal surrealistyczny. Szybko podchodzę do peryskopu- to co widzę mrozi mi krew w żyłach. To istna rzeź: W holu znajduje się cała sfora wilków, widzę ludzi leżących bezwiednie na podłodze, kałuże krwi są wszędzie, dostrzegam walkę jaką toczą ocalali z bestiami; długo nie wytrzymają. Odskakuję od maszyny jak oparzona, całe moje zmęczenie odpływa zastąpione dziką determinacją.
-Czemu tu stoisz? Musimy coś zrobić!- Krzyczę na całe gardło łapiąc go za rękę. Nie porusza się, stoi jak marmurowy posąg.
-Jest ich za dużo. Nic już nie można zrobić.- Mówi cicho nawet na mnie nie patrząc. Zalewa mnie fala złości.
-I tak mówi łowca? Oni tam giną, a ty siedzisz tu jak marny robak, jak tchórz! Chcesz zostać? Proszę bardzo, ale ja wychodzę!- Odwracam się gwałtownie, ale zanim zdąże wykonać choćby krok, on łapie mnie za łokieć i unieruchamia w żelaznym uścisku.
-Nigdzie nie pójdziesz! - Cedzi. Jeszcze nie widziałam go tak wściekłego. Próbuję wyszarpać dłoń, ale to daremne
-Puść mnie...puść mnie...-Powtarzam gorączkowo- Puść mnie!- Drę się na całe gardło .
-Nie pozwolę ci tam zginąć.- Równiż krzycxy.
-Dlaczego?- Przestaję się szarpać. Zalega cisza. Mierzymy się wzrokiem jak dwa psy przed walką.
Nagle ciszę przerywa głośne, władcze wycie- słychać je nawet tutaj. Alex pierwszy się otrząsa- dopada peryskopu i wciąga gwałtownie powietrze.
-Odchodzą!-Mówi z niedowierzaniem cały czas patrząc. Prawię się uśmiecham, tak wielką czuję ulgę. Chłopak dotyka jakiegoś miejsca na ścianie i w całym tunelu zapala się światło- mrużę oczy, nieprzyzwyczajone do rakiej jasności. Rzucam się biegiem do wyjścia, ale kiedy dopadam drzwi okazuje się, że wciąż są zaryglowane, uderzam w nie raz za razem przełykając łzy i przekleństwa.
-Przesuń się!- Alex materializuje się przy moim boku i gwałtownie odpycha na bok, a sam dotyka drzwi w kilku miejscach: najpierw na górze, potem w środku i dwa razy po bokach. Otwierają się z głośnym trzaskiem- teraz to ja gonię za Alexem. Kiedy dopadamy holu, wyprzedzam go lekko i natychmiast się zatrzymuję odruchowo przykładając dłoń do ust.
-Co ty...- Zaczyna mój towarzysz, kiedy wpada na mnie zirytowany, ale natychmiast milknie.
Na żywo wszystko wygląda jeszcze gorzej- wszędzie walają się ciała uczniów, starszych młodych, łzy napływają mi do oczu kiedy dostrzegam kredowo białą  twarz Leonarda, nauczuciela sztuki, zastygłą w grymasie bólu. Na jego piersi znajduje się wielka otwarta rana, szykowny garnitur pokryty jest krwią...a jeszcze kilka godzin temu...Nie mogę o tym myśleć, nie miogę na to patrzeć. Zamykam oczy, modląc się, by to wszystko okazało się tylko złym snem. Słyszę czyjeś kroki za plecami, otwieram więc ciężkie powieki i odwracam się, oplatając boki ramionami. Nagle zrobiło mi się przeraźliwie zimno.
To Torgal- jego twarz przypomina kamienną maskę, za nim kroczy kilku ocalałych- sami łowcy.
-Viktoria- Przemawia powoli, na pozór opanowanym głosem.- Nie powinnaś na to patrzeć. Alex, zaprowadź ją do jej pokoju. Dopilnuj by z niego nie wychodziła.- Chłopak w odpowiedzi kiwa głową i kładzie mi dłoń na karku, nakłaniając do odejścia.
W jednej sekundzie, w momencie w którym mnie dotknął, moje ciało przeszywa niewyobrażalnie ostry ból, oczy zasnuwa mi mgła, z mojego gardła wyrywa się gardłowy okrzyk bólu. Alex natychmiast zabiera dłoń, a ja upadam na podłogę, wyginając plecy w łuk. To tu ból jest najgorszy, tuż pod karkiem, dokładnie w miejscu w które...zadrapała mnie bestia.
Torgal klęka przy mnie przerażony, łapiąc mnie za ręcę by odsunąc je od twarzy.
-Co ci jest? Jesteś ranna?- Przekrzykuje głos cierpienia który nie przestaje wydostawać się z mojej krtani. Całe moje ciało obejmują dreszcze, tracę oddech aż nagle...wszystko ustaje. Chciwie łapię powietrze leżąc na boku z nogami podwiniętymi pod brodę. Patrzę na Torgala, który w zamyśleniu marszczy brwi. Próbuję mu coś powiedzieć, ale nie jestem w stanie wydobyć głosu.
-Dotknąłeś jej karku prawda? I wtedy to się stało?-Uściśla, a Alex gorączkowo kiwa głową.
Torgal klęka za moimi plecami i lekko odchyla mi włosy.
-Tak jak myślałem. Wilk zostawił w niej swój pazur.- Kręci głową, zagryzając wargi, po czym szybko wstaje.- Alan! Sanders! Podnieście ją i zanieście do Gahiry. Tylko tak, żeby nie dotykać karku. - Dwie ręcę podnoszą mnie za ręce i dwie za nogi. I w tej chwili wszystko mi się zamazuje. Tracę przytomność z głośnym westchnieniem, nie będąc w stanie znieść już nic więcej.
***
Powoli odzyskuję świadomość, ale jestem zbyt słaba by choćby podnieść powieki. Czasem słyszę głosy, których nie jestem w stanie rozróżnić. Delikatny głos kobiecy i niski, kontrastowy tembr Alexa. Narazie musimu zaczekać aż się obudzi. Próbuję z całych sił rozewrzeć powieki, ale znowu pochłania mnie ciemność. Nie wiem ile czasu minęło, może godziny, dni, a może tygodnie. Dla mnie była to cała wieczność. Delikatnie  poruszam głową i otwieram bolące oczy. Znajduję się w białym, niewielkim pomieszczeniu. Leżę na boku w białej pościeli. Ta biel jest wręcz przytłaczająca. Nagle czuję lekki podmuch wiatru i przy moim łóżku pojawia się jakaś postać; niezaprzeczalnie kobieta, ubrana w czarny kitel. Jej skóra jest niemal przezroczysta a włosy białe. Jeżeli zaś chodzi o oczy to ze zdziwieniem dostrzegam brak źrenic. Uśmiecha się lekko.
-Witaj.- Znam ten głos. To głos który słyszałam we śnie, błądząc w ciemnościach.- Jestem doktor Gahira. Długo czekałam aż będę cię mogła w końcu zbadać.- Bez uprzedzenia nachyla się, przykłada dłonie do moich policzków i patrzy mi w oczy. Początkowo nic się nie dzieje. Ale już po chwili pojawiają się obrazy; wszystko co przeżyłam w ciągu ostatnich dwudziestuczterech godzin- w przyspiezonym tępie. Dochodzę do momentu w którym straciłam przytomność i wtedy kobieta zabiera ręce. Marszczy brwi, wciągając głośno powietrze. W tej chwili do pokoju ni stąd ni zowąd wchodzi Torgal.
-Zakładam że już coś wiesz, skoro mnie wezwałaś.- Wezwała go? Kiedy?
-Tak- Odpowiada poważnie Gahira- wiem już wszystko.
-Mów zatem.
- To nie jest zwykły pazur. Jest zatruty, tak jak myślałam.
-W takim razie może po prostu go wyciągnij- Mężczyzna wydaje się lekko zirytowany, za to Gahira ani na chwilę nie traci opanowania.
-To nie takie proste. Tak jak powiedziałam, pazur zawiera w sobie truciznę, które uwalnia się za każdym razem kiedy zostanie on choćby muśnięty i która natychmiast rozchodzi się po układzie nerwowym. Tak więc każda próba wyciągnięcia go tylko pogorszy całą sytuację, nie wspominając o cierpieniu, jakiego jej to przysporzy, ani o tym, że to w końcu ją zabije.
-A więc co możemy zrobić?- Pyta mężczyzna blednąc.
- Obawiam się, że niewiele. To przekracza granicę mojej mocy, mogę jedynie ulżyć jej w cierpieniu, jeśli zajdzie taka potrzeba. Obawiam się, że jest już stracona- ostatnie słowa wymawia szeptem, który lekko odbija się w mojej głowie. To już koniec...
----------------------------------------------------------------------
Wybaczcie lekkie opóźnienie :*
  • awatar vangel: Dopiero zaczelam czytać, ale juz mi się podoba
  • awatar S.T.A.Katrin: o nie! Ona nie może umrzeć!!! Uratuj ją jakoś!
  • awatar Chrisos_recenzje opowiadań: Hahahahahaha. Nie mogę! Hahaha, ale pojechałaś po bandzie! Ale na serio? Nie musiałaś brać ze mnie przykładu, ty mój osobisty Szekspirze. To się Wiktoria wkurzy jak nic, i rozniesie ten niedobre pieski w pył, albo ich... zje XD. Literówki ci się wkradły: (leżących *bezwiednie* na podłodze) - bezwładnie, nie bezwiednie, nie wiedziały, ze tam leżały? XD (nieprzyzwyczajone do *rakiej* jasności) Nie słyszałam o takiej O.O ( Równiż krzycxy. ) a tu rozumiem, że nowy akcent tworzysz :D (Narazie musimu zaczekać aż się obudzi) nowy akcent część dalsza (przyspiezonym) spróbuj to przeczytać XD Więcej błędów nie pamiętam, wiem, ze za wszystkie serdecznie żałujesz i obiecujesz poprawę :P Oki to teraz tak bardziej na poważnie. Rozdział jest długi, przyjemny zaskakujący cudowny i... kocham go, ciesze się, ze nie dodałaś głupiej gadki pomiędzy mroczną stroną mocy a bohaterką :D A i końcówka, cudowna. Bohaterka, która jest traktowana, jak nie bohaterka jest moim ulubionym bohaterem.
Pokaż wszystkie (6) ›
 

alexi.poh
 
- Mika ! wracaj do domu , jest już późno!- powiedział ojciec podając córce koc i siadając przy niej na drewnianej huśtawce. – siedzisz już tak cały weekend , jutro szkoła , powinnaś się wyspać.
- wiem tato – powiedziała cicho okrywając się kocem.
- zapomnij o nim! W morzu jest wiele ryb! Ktoś taki jak ty na pewno sobie kogoś znajdzie !
- wiem tato . . . wiem
- no mów , co jeszcze się dzieje ?
- nie ma go – ojciec przewrócił oczami – ale nie mówię o NIM chodzi mi o wi. . .  pieska!
- pieska ?
- tak , takiego małego i uroczego. Zawsze do mnie przychodził i spędzaliśmy wieczory razem , ale znów go niema . Martwię się.
- nie ma o co ! on na pewno w końcu się pokarze. Może po prostu znalazł jakąś kość , czy coś ? – nieudolnie próbował ja pocieszyć – dobra , posiedź tu jeszcze przez chwilę.- pogłaska ją po głowie i wrócił do domu.
Od naszej kłótni minął tydzień, Mika wciąż rozpaczała i nie mogła się na niczym skupić ,natomiast ja przestałem chodzić do szkoły i pracy. Cały dzień spędzałem śpiąc , albo ćwicząc. Próbowałem skontaktować się z nią miliony razy , ale nigdy nie odpierała telefonu , więc zostawiałem jej wiadomości na skrzynce :
‘ Mika , chciałbym z tobą porozmawiać twarzą w twarz ,naprawdę tęsknie ~`piii’
‘ Wiem, że mażesz być zajęta , dlatego nie odbierasz , ale to już 2 dni a ja nie mogę bez ciebie wytrzymać. Nie ma sekundy abym o tobie nie myślał ! ~ piiiii ‘
‘ Dzwonie już 23 raz , ale ty ciągle mnie ignorujesz , wydaje mi się  ,że już mnie nie kochasz , a co gorsza ,że zaczęłaś nienawidzić. Proszę chcę tyko usłyszeć twój głos ! Nie mam na tyle odwagi aby znów spojrzeć co w twoje piękne oczy ~ piiii ‘
Nie ważne ile razy dzwoniłem , one nigdy nie odbierała, z każda kolejna wiadomością pogrążałem się coraz bardziej. W końcu doszło do tego ,że zacząłem pić. Na początku po jednym piwnie , ale z czasem straciłem kontrole. Nie było dnia aby nie był nawalony , ale tylko w taki sposób mogłem jakoś funkcjonować bez Miki. Minął cały tydzień , bez jej uśmiechu , zapach, wzroku , a co gorsza powoli zacząłem zapominać te szczegóły. Przez co mój smutek jeszcze sie powiększał. Nie miałem z kim o tym pogadać , to znaczy Barry próbował , ale w końcu dał sobie spokój.
W sobotę , osiągnąłem dno. Zalałem się w trupa i udałem się na grób moich rodziców. Położyłem kwiaty od strony mamy , a świeczkę od ojca i usiadłem na wprost.
- dlaczego ja zawsze wszystko muszę zjebać ! ? Czemu nie mogę żyć jak ktoś normalny ? Dlaczego nie mogę być normalny ! . . .  bo przecież jestem wilkołakiem , ale ja się o to nie prosiłem ! Przez to wszystko tracę . . . was , stado , dziadka , przyjaciół i . . . JĄ ! Czy gdybyście dalej żyli , ja był bym inny ?
Ja nie potrafię sobie poradzić bez was !  - położyłem się i patrzyłem w niebo. Po pewnym czasie łzy zaczęły napływać mi do oczu – szlaaak !- przetarłem je.
- Hej Lou ! Dawno się nie widzieliśmy . . . – powiedział stłumionym głosem dziadek zbliżający się od strony wioski – tęskniłem. . . – nie miałem ochoty tego słuchać , podniosłem się i już miałem zamiar wrócić do domu, ale on nie chciał mi na to pozwolić – nie możesz wiecznie uciekać ! Dobrze wiesz , że jesteś częścią stada ! – nie mogłem uwierzyć w to co słyszę !
- Chyba cię pojebało ! Czy to nie ty właśnie wywaliłeś mnie z rodziny ! ? – i znowu puściły mi hamlce.
- tak , to ja . . ., ale ja naprawdę tego nie chciałem ! przecież wiesz , że zawsze byłem po twojej stronie , w tedy po prostu nie miałem pojęcia co zrobić . . .
- i jedynym wyjściem było pozbycie się problemu ! !
- nie . . .
- kórwa przestań – przerwałem mu – przecież byłem tam w tedy, wszystko słyszałem , więc przestań pieprzyć ! Wszyscy dajcie mi kórwa spokój ! Nigdy mnie nie chcieliście ! Od początku byłem jedynie problemem !
- Lou to nie tak ! Nikt tak nie myśli !
- Daj mi spokój ! Mam dość słuchania tych kłamstw ! – wbiegłem w las.
- Lou ! Zaczekaj ! . . . Nie odchodź . . . – z kolejnymi sekundami biegu głos dziadka zanikał.
Zatrzymałem się , kiedy znalazłem się nad rzeką. Było już ciemno , na niebie pojawiał się pierwsze gwiazdy, a drzewa cicho szumiały.
- kórwa- wydarłem się na cały głos – jebana mać ! – wrzucałem kamienie do rzeki, ale w niczym mi to nie pomagało więc zaczął uderzać w drzewa – jesteśmy rodzina , zawsze razem . . . kórwa co za brednie – pierwsze drzewo upadło, zabrałem się za kolejne – nigdy się nie odwrócimy ! . . pieprzenie ! – poleciały kolejne – jedyna osoba która zawsze była po mojej stronie . . . to Mika . . . a ja wszystko zepsułem – uderzyłem czołem w korę – kórwa . . .- wyszeptałem. – czy mogę jeszcze coś zrobić aby to naprawić ? – nie oczekiwałem odpowiedzi ,dobrze wiedziałem co należało by zrobić , ale nie mogłem. Bałem się ,że gdy jej to powiem to ona znienawidzi mnie ! , że zacznie się mnie bać i nie będzie chciała widzieć. . . – ale tak bardzo chcę ją zobaczyć ! – upadłem na kolana – bardzo . . .- wymruczałem i w tedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Gdybym zamienił się w wilka i do niej poszedł – to głupie – tak właśnie myślałem , ale i tak to zrobiłem.
Zbliżając się do ‘naszego miejsca’ zobaczyłem ,że ona tam jest. Siedzi i czeka, moje serce odżyło. Po raz pierwszy od tygodnia poczułem się spokojnie i szczęśliwie. Podszedłem wolno.
- jesteś ! – zawołała radośnie i przytuliła mnie – tak się martwiłam. Nie było ciebie tak długo. . już myślałam że ci się coś stało – mocno wtuliła się we mnie – ja miałam koszmarny tydzień . . . On mnie zostawił –moje serce zaczęło krwawić – i ty też się nie pojawiałeś , myślałam że umrę – jej oczy zlały się łzami – tak się martwiłam . . . dobrze że tu jesteś ! . . . ale chciałabym aby i on tu był ! – jestem. . . jestem tu z tobą, ale ty nie zdajesz sobie z tego sprawy. To wszystko moja wina, przecież ty tylko chciałaś abyśmy nie mieli przed sobą tajemnic , a ja nie potrafiłem tego zrozumieć, tak tego żałuje. Gdybym mógł to bym cofnął czas. . . ale nie potrafię. W tym Momocie nie wiedziałem co robić. Byłem szczęśliwy , ale jednocześnie smutny. Chciałbym móc również ja objąć i nie wypuścić , ale w tej postaci to nie możliwe. W sumie jest jedno rozwiązanie i teraz chyba byłem gotów. Uspokoiłem się i wziąłem głęboki wdech , a następnie odmieniłem się powrotem w człowieka. Wokół mnie pojawił się lekki pył , a kiedy Mika zamiast sierści poczuła ludzką skórę natychmiast się ode mnie odsunęła .
-Lou ? – zapytała w przerażeniem w głosie – ale jak ? . . . ty tu ? – jąkała się , nie potrafiła zrozumień całej tej sytuacji – Lou . . . – wyszeptała przez łzy , a ja w końcu mogłem ją pocieszyć i wytrzeć jej łzy.
- ja przepraszam , byłem taki głupi, nie potrafiłem ci powiedzieć całej prawdy , bałem się że mnie znienawidzisz ! że nigdy już nie będziesz chciała znać ! – odwzajemniła mój uścisk – ja powiem ci wszystko , tylko proszę wróć do mnie ! . . . nie mogę żyć bez ciebie.
- dobrze – powiedziała mi prosto do ucha. Usiedliśmy na huśtawce, złapałem ją za rękę i powiedziałem wszystko. To jak się zginęła moja mama, jak się pierwszy raz poznaliśmy , jak mój ojciec został zamordowany . . . o wszystkich kłótniach. . . i o wielu innych sprawach.
- wiesz ,że nigdy nie byłem aniołem . . . i się nim nie stanę. Znasz cała prawdę . . . znasz moją gorszą stronę i naprawdę zrozumiem jeśli . . .  nie będziesz chciała mnie już znać . . . – spuściłem głowę na dół , a ona puściła moją rękę. Więc taka była jej odpowiedź.

hoho.jpg
 

alexi.poh
 
- Lou , co ty robisz ? ! Nie uważasz ,że powinniśmy porozmawiać ? – usłyszałem głos za mną kiedy otwierałem drzwi.
-masz rację – trzasnąłem nimi. – słucham ?
- że co ? to ty mi się powinieneś tłumaczyć !- miała rację, ale nie potrafiłem powiedzieć tego na głos.
- a co chcesz wiedzieć ? – spojrzała na mnie tak jakby przed sobą miała zupełnie inną osobę ,niż tą którą zna.
- powiedz mi po prostu prawdę ! – w jej oczach zbierały się łzy.
- prawdę ? ! – starałem się opanować – masz rację , powinnaś ją znać – spojrzałem w niebo , a po tem z powrotem na nią – ale nie mogę ci powiedzieć.
- nie możesz ? czy nie chcesz ? . . . to jest różnica – nie potrafiłem już nic powiedzieć – Lou, do zobaczenia jutro.
- czekaj , ja podwiozę cię – zaśmiała się smutno
- daj spokój ! – odeszła.
Pojechałem prosto do pracy , na szczęście nie zastałem dzisiaj tam szefa , pojechał na jakieś zebranie. Do współpracowników w ogóle się nie odzywałem, od razu zająłem się tym starym gruchotem. Niestety nie potrafiłem się w cale skupić. CO chwilę w coś uderzałem lub rozwalałem , przy czym kląłem w kółko. Miarka się przebrała kiedy rozwaliłem młotkiem tłumik.
- Lou to nie twój dzień , idź lepiej do domu. Ja wezmę z chłopakami za ciebie dzisiaj te auto. Szef o niczym się nie dowie
– kórwa mać! Wy chy…-  byłem wściekły i o mało nie wyładowałem złości na nich, dobrze że w porę się powstrzymałem – dzięki , tak będzie najlepiej – wrzuciłem klucze do skrzyni i wyszedłem.
Jazda do domu strasznie mi się dłużyła, a z każdym kolejnym metrem moja złość z powrotem wzrastała, a domiar złego zepsuł mi się jeszcze samochód. Nie miałem dzisiaj głowy do naprawy, po prostu skopałem go parę razu i ruszyłem z buta do domu.
Nie mogłem otworzyć drzwi , wiec po prostu je wyłamałem. Wchodząc do salonu nie wytrzymałem. Wpadłem w szał. Zacząłem niszczyć wszystko co stało na mojej drodze. Na pierwszy cel poszła kanapa. W mgnieniu oka całą ja połamałem i jednym z drewnianych kawałków cisnąłem w telewizor, tak powstały małe fajerwerki. Po 15 minutach w salonie już niczego nie było , nawet okna się nie uchowały , ale mojej złości nie ubyło. Co chwilę zamieniałem się raz w człowieka a raz w wilka, nie mogłem nad tym zapanować. W końcu gdy to wszystko w miarę się już uspokoiło poczułem niewyobrażalny smutek. Usiadłem na podłodze i zacząłem płakać. Czułem się bezradnie, ale i to w końcu częściowo minęło. Nagle usłyszałem szmer za czymś co kiedyś było oknem.
- kto to ? ! – zawołałem zachrypniętym głosem.
- to ja – powiedziała cicho Emma
- czego tu chcesz ! przecież powiedziałem że nie chce tu nikogo widzieć !
- wiem , ale nie odbierałeś telefonu . . .  w sumie to ty go wyłączyłeś . . . – weszła ostrożnie do pomieszczenia
- pomyśl ! ,może to znaczyć, że nie chce z wami rozmawiać !
- Lou , my wiemy że popełniliśmy błąd ! nie mieliśmy najmniejszego prawa tak się zachować. Nam naprawdę jest przykro. Chcemy , nie, my błagamy abyś wrócił ! – jej głos się załamywał – bo przecież jesteśmy ro…
- rodziną – dokończyłem za nią – błagam nie rozśmieszaj mnie ! Jesteśmy nią tylko i wyłącznie kiedy  to wam się podoba ! Macie głęboko gdzieś co ja czuje ! I pokazaliście to już milion razy ! Czy nie tak właśnie było ! ?
- Lou my bardzo przepraszamy ! – wyszeptała zrozpaczonym głosem.
- ooo. a mnie to bardzo nie obchodzi ! Wy zawsze oczekujecie czegoś ode mnie ! Jedyne co robicie to bierzecie , a łaskawie w zamian dostaje tylko zbiorową nienawiść. Tak było zawsze i ostatnio doskonale to potwierdziliście ! Nienawidzę was ! I co ważniejsze nie chce was wcale znać ! – Emma zaczęła płakać i w tedy zrozumiałem ze przesadziłem. – przepraszam – przytuliłem ją – ale zrozum , to nie jest takie łatwe. Wy wszyscy się ode mnie odwróciliście i teraz oczekujecie że wrócę jak niby nic, a ja tak nie potrafię. – przez cała ta sytuację nie usłyszałem , jak ktoś wszedł do mojego mieszkania.
- wiem ,że to co zrobiłam było złe , przecież obiecałam że zawsze będę po twojej stronie. . .  Lou ja cię . . kocham cię ,proszę wróć do mnie ! –w tedy usłyszałem jak ktoś rozdeptał kawałek szyby, obróciłem się i zobaczyłem . . . Mike.
- Miak ! To nie tak jak myślisz – odepchnąłem Emme – posłuchaj mnie . . .
- przestań ! ja . . . chciałam tylko porozmawiać , powiedzieć ,że nie powinnam tak na ciebie naciskać , ale teraz – spojrzała na Emme - . . . ja muszę znać całą prawdę !
- Emma , mogła byś wyjść . . . teraz !.- natychmiast zniknęła. – to była moja . . . przyjaciółka z dzieciństwa , my wiele razem przeszliśmy , alee. . . . – zatrzymałem się – my tak naprawdę jesteśmy rodziną . . . nie my jesteśmy tak jak rodzina – złapałem się za głowę – ja . . .ona . . …my . . . nie, ja nie potrafię !
- co przez to rozumiesz ! ?
- ja nie potrafię ci powiedzieć całej prawdy , może ja nawet nie chce tego robić . . . –ponieważ nie mogę zaakceptować tego kim ja tak naprawdę jestem.
-nie powiesz mi, prawda ? – przytaknąłem – a ja nie potrafię żyć w związku opartym na kłamstwie! Więc . . . – zawahała się , ale oboje wiedzieliśmy do czego to zmierza. - . . . więc to już koniec ! – powiedziała prawie niesłyszalnie i odeszła. Zniknęła.




niami.jpg
 

alexi.poh
 
- masz jeszcze krawat – podała mi go.
- dzięki kochanie i przepraszam za kłopoty , wiem że będziesz musiała się z tego tłumaczyć – szybko się ubrałem i otworzyłem okno – chciałbym jeszcze zostać , ale cóż, sama słyszałaś teścia, muszę iść – stanąłem na parapecie , ale o czymś sobie jeszcze przypomniałem. – Mika podejdź tu, tylko szybko – pocałowałem ją – Do zobaczenia dzisiaj w szkolę – przeszedłem kawałek po dachu , a potem wskoczyłem na pobliskie drzewo. Schodząc z niego jeszcze raz spojrzałem w stronę okna, Mika pukała się po czole i mówiła że mogłem wyjść schodami. Zupełnie o tym nie pomyślałem. W sumie zdawałem sobie teraz sprawę że najlepiej by było gdybym szybko zniknął z ich ogrodu , ale Mika w porannym świetle wyglądała tak pięknie, że nie wytrzymałem.
- booooże , jaką ja mam zajebista dziewczynę !- mam tylko nadzieje że szef tego nie usłyszał bo mogę mieć przejebane.
- czyli jestem jego dziewczyna ?- oparła się o parapet i patrzyła jak odchodzę – boże jakiego ja mam walniętego chłopaka - wyszeptała
W domu poszedłem spać dalej, bo przecież nie jestem dziewczyna i nie musze wstawać tak wcześnie aby się przyszykować. Było gdzieś około 6 , ja do szkoły ma chyba na 8 ,więc co najmniej do 7.40 mogę sobie spokojnie spać. Niestety moje wspaniałe plany zepsuł mi mój głupi telefon, który już od 10 min nie przerwanie dzwoni. W końcu podniosłem się i po niego sięgnąłem, ale nie byłem w stanie odebrać, chociaż z początku taki miałem zamiar, jedyne co mogłem zrobić to wyłączenie go,  niestety nie pomyślałem że w ten sposób pozbędę się również mojego budzika. Właśnie dla tego w szkolę pojawiłem się dopiero na trzecią lekcję – godzinę wychowawczą. Wchodząc do klasy zobaczyłem, że dzisiaj nie było chyba z połowy osób.
- Ooo..  zobaczcie kto to się pojawił ! – powiedziała nauczycielka- zresztą nie ważne. Po prostu usiądź i udawaj trupa jak pozostali – normalnie zająłbym miejsce na końcu klasy przy oknie , ale dzisiaj musiałem poważnie porozmawiać z Barrym.
- Hej stary . . .
- człowieku ciszej ! czego się drzesz ! nie widzisz, że umieram – spojrzał na mnie jednym okiem , drugie wciąż pozostawało zamknięte – ohhoo, mów co się stało.
- co ?
- stary , widzę twoja minę. Po prostu wywal to z siebie , ja jestem dużym chłopczykiem i zniosę wszystko.
- wczoraj na imprezie . . .  – zatrzymałem się , ale Barry pogonił mnie ręką – ja i Mika . . .  
- spiknęliście się. Spoko, wiem.  – patrzyłem na niego ze zdziwieniem. Oczekiwałem zupełnie inne reakcji, no wiecie w końcu za nią szalał , czy coś.
- widzę ,że nie kapujesz . Więc słuchaj uważnie . . . – uderzył pięścią w ławkę i podniósł się energicznie z płomieniami w oczach – oto wspaniały ja , wczoraj zaliczył dziewczynę ! Marry i ja pieprzyliśmy się prawie całą noc ! – wykrzyczał mi w twarz – a teraz jest MOJĄ DUPĄ ! – nagle z poważniał – tylko nie mów jej, że tak o niej powiedziałem bo mnie zabije – cały Barry ,on jest jedyny w swoim rodzaju. Pozostałą część lekcji spędziliśmy tak jak radziła nam wychowawczyni , udawaliśmy trupy.
- Marruś , kochanie ! – wykrzyczał radośnie Barry i wybiegł z klasy , lecz po chwili wrócił.- Lou , no ruch ! Długo mam czekać – i ponownie pobiegł , a ja chwyciłem torbę i ruszyłem za nim. – Widzę ją ! – Barry przyssał się do szyby wychodzącej na patio.
- wow, stary , jesteś jak glonojad
- Japa , patrz idą . . . Mirruś – zawołał Barry jak tylko dziewczyny weszły do środka, a ja spojrzałem na Mikę.  Od razu nabrałem ponownej ochoty na to co nie udało się nam zrobić dziś rano, i po minie jej minie wiedziałem że ona zrozumiała o co mi chodzi, uśmiechnęła się i ruszyła w stronę łazienki , a ja tuż za nią. Otworzyła drzwi do kabiny i weszliśmy do środka, powiem tylko że to u nas było całkiem normalną rzeczą.
Gdy tylko zamknąłem za sobą drzwi od razu się na nią rzuciłem, nie mieliśmy dużo czasu , więc nie owijałem w bawełnę ,ona na mnie wskoczyła i oplotła mnie nogami wzdłuż moich bioder. Znów ten szał , którego nie potrafię kontrolować. Kiedy jesteśmy jednością, tracę wszystkie zdrowe zmysł, a mój rozsądek wyparowuje. Skupią się jedynie na biciu naszych serc , które to również w końcu się łączą i zaczynają bić jednym rytmem i na tym jak nasz oddech zaczyna się dopełniać. To w stu procentach najczystsza cielesna przyjemność . Kidy już powoli dochodziliśmy do siebie , odstawiłem ją ostrożnie na ziemi , cały czas mocno trzymając , aby przypadkiem nie upadła. Przestałem ja całować w usta a zjechałem do szyj i obojczyka . Nagle poczułem smak krwi, a gdy to się stało natychmiast powróciłem do świata rzeczywistego. Trzymałem zapłakaną Mikę w ramionach , a moje zęby były lekko wtopione w jej szyje.
- Lou ! to booli, proszę puść mnie !- cała drżała ze strachu, ja również. Nie wiedziałem co się dzieje i jak mogło do tego dojść. Natychmiast się od niej odsunąłem, a Mika opadła na ziemie zakładając ręce na kolana i chowając twarz. Zapadła cisza , a ja nie potrafiłem jej przerwać.-czemu to zrobiłeś ? – zapytała wytarłszy łzy – dlaczego ? – patrzyłem na nią , ale nie potrafiłem nic jej odpowiedzieć.
- nie wiem – powiedziałem bezradnie.
- Lou ! nie kłam! Od początku cos przede mną ukrywasz ! . . .  powiedz mi ! muszę wiedzieć.
- ja. . . – w tej chwili chciałem jej powiedzieć cała prawdę o mnie , o tym kim jestem i co się stało z moją rodziną , o moim dziadku , o stadzie dosłownie wszystko , ale nie potrafiłem - . . . ja nie wiem. . . ja . . . – przerwał mi dzwonek - . . . muszę iść – nie czekałem na jej pozwolenie , po prostu z tamtą wybiegłem. Poszedłem na lekcję i próbowałem przez chwilę oderwać myśli od tego co się stało , ale nie potrafiłem. Wiedziałem , że muszę ją przeprosić i wszystko jej wytłumaczyć , ale za każdym razem gdy tylko ją zobaczyłem od razu panikowałem i uciekałem jak tchórz. Skończyło się na tym ,że przez resztę dnia ją unikałem, aż do czasu zakończenia lekcji. W tedy spotkaliśmy się na parkingi szkolnym.

ohh.jpg
 

alexi.poh
 
Obudziłem się kiedy usłyszałem świergot ptaków, było jakoś około 5 a.m. Mika dalej spała wtulona we mnie , nie miałem serca jej budzić. Jej delikatny oddech zatrzymywał się na mojej klatce piersiowej. Zacząłem bawić się jej lokami.
- jeszcze pięć minut – powiedziała zachrypniętym głosem, ale po chwili otworzyła zaspane oczy i spojrzała na mnie – dzień dobry – uśmiechnęła się – nie wiedziałam ,że jesteś rannym ptaszkiem – podniosła się i usiadła na skraju łóżka – przypominasz bardziej lenia – zaśmiała się
- a ja nie wiedziałem ,że z rana wyglądasz jak zupełnie inna osoba – zbliżyłem się do niej – trzeba było mnie wczoraj ostrzec – wyszeptałem jej do ucha, a ona chwyciła poduszkę i mnie ja uderzyła, nie chciałem pozostać jej dłużny więc zrobiłem to samo. Zaczęła głośno się śmiać.
- Jesteś prawdziwym idiotą
- możliwe – pocałowałem ją – po tej minię zgaduje że chcesz więcej , zrobiłaś się naprawdę zboczona- droczyłem się z nią.
- możliwe – odpowiedziała i również mnie pocałowała. Usiadła okrakiem na mnie , a ja się położyłem, niestety przy tym uderzyłem się dość mocno w głowę i hałas rozszedł się po całym pokoju, a my wybuchliśmy śmiechem – pierdoła ! – Mika położyła się obok mnie – zepsułeś chwilę – patrzyliśmy sobie w oczy – ale może uda ci się to naprawić – chciałem znów ją pocałować ale. . .
- Mika ! co się tam dzieje ? czemu się tak rzucasz ? – usłyszałem jakże melodyjny głos mojego szefa.
- i kto teraz zepsuł chwile , co ?  - popatrzyłem na nią – chociaż może nie konieczni. . .
- nawet nie próbuj  – przerwała mi i zakryła moje usta swoją ręką
- a może tak tylko troszeczkę ? – ucałowałem jej palce, a ona się zarumieniła i kiwnęła niepewnie głową. Już miało zacząć robić się przyjemnie , kiedy to zadzwonił telefon.
- nie dane nam jest dzisiaj się zabawić – zgrabnie podsumowała wszystko to co się dzisiaj stało – a teraz lepiej to odbierz bo przyjdzie Pan Maruda – zaśmiała się , a ja zacząłem szukać mojego telefonu , cóż szło mi nieco mozolnie, ale było dopiero po 5 ! Powiem szczerze, że kiedy już znalazłem telefon i zobaczyłem kto dzwoni nieco mnie to zamurowało. Chwilę wpatrywałem się w ekran nie wiedząc co zrobić . – Lou ! mówię poważnie odbierz to – nie reagowałem – okay, jeśli ty nie chcesz tego zrobić ja to zrobię – zabrała mi telefon z reki
- nie ! – rzuciłem się w jej stronę aby zabrać telefon , ale nic tym nie wskórałem –Mika ! nie rób tego !
- Mika nie rób tego ! – wystawiła język – uważaj bo cię jeszcze posłucham – czasami zachowuje się gorzej niż dziecko.- a tak w ogóle to kto to dzwoni ?
- . . . – nie odpowiedziałem
- Lou, kto dzwoni ? – wiedziałem ,że tak łatwo się ni podda , westchnąłem i jej odpowiedziałem.
- mój dziadek ,ale proszę Mika nie odbieraj.
- widzę ,że musieliście się naprawdę mocno o coś pokłócić.
- mniej więcej.- pogładziła mnie po twarzy.
- ale czas w końcu się pogodzić ! – odskoczyła ode mnie i odebrała telefon. – dzień dobry ! z tej strony Mikaa . . . – więcej nie byłem w stanie usłyszeć, usiadłem koło łóżka i po prostu czekałem, ale nie trwało to długo. – Lou – zawołała cicho , a ja spojrzałem na nią z niepokojem w oczach – on. . . się rozłączył . . . przykro mi – przytuliła mnie – ale dalej uważam, że powinieneś z nim porozmawiać . . .
- nie – odsunąłem się od niej i wstałem – nie wyciągnę pierwszy ręki na zgodę – popatrzyłem w okno – kurdę – uderzyłem w ścianę – głupi stary dziad . . .
-  KONIEC ! Miak ! co ty robisz ?! – wykrzyczał teściu po czym usłyszeliśmy kroki na schodach. Nasze serca stanęły.
- Lou ! chowaj się ! – krzyknęła szeptem , podając mi koc
- ale gdzie ? i niby po co mi to  ?
- nie wiem ! – rozejrzała się po pokoju – owiń się kocem i wejdź pod łóżko !
- co ?
- no wejdź pod łóżko – usłyszeliśmy jak mężczyzna naciska klamkę – no ruchy! – Mika wskoczyła na łóżko , a ja wsunąłem się pod.
- Czy ty wiesz która jest godzina ? ! – wpadł wściekły do pokoju
- Przepraszam , miałam zły sen ? – nie brzmiało to przekonywująco.
- aaa, okay. Skoro tak – nie mogłem uwierzyć ,że dał się na brać. Widać ,że to jest córusia tatusia. – Mika idę teraz do łazienki ,a kiedy wrócę i przyjdę tu z powrotem JEGO ma już nie być – powiedział przekraczając próg – i niech następnym razem nie zostawia koszulki w tak widocznym miejscu – wyszedł i zatrzasnął drzwi, a ja od razu wstałem i zacząłem szukać moich ubrań.

don't scary.jpg
 

alexi.poh
 
Rano mój budzik nie zadzwonił więc spóźniłem się do szkoły. Nie przejmowałem się zbytnio bo pierwszy mieliśmy w-f. Po prostu niepostrzeżenie dołączyłem do chłopaków biegających na bieżni.
- Widzę ,że ktoś się w końcu zjawił – powiedział nauczyciel, jak widać moje ‘ niespostrzeżone dołączenie’ nie wyszło najlepiej – Lou będziesz robił dodatkowe 15 okrążeń.
- ale ci się dostało – jak zwykle Barry zaszedł mnie od tyłu – patrz stary , pierwszoklasistki mają polski w klasie na parterze i jest tam Mika – zaczął skakać jak głupi  - ej , patrz , patrz , gapi się na mnie – zobaczyłem ja wyglądającą przez okno i nasze spojrzenia się spotkały , ale ona dziwnie na to zareagował , odwróciła się.
Następne nasze ‘spotkania’ wyglądały podobnie. Cały dzień nie zamieniliśmy ani jednego słowa, zapadła się pod ziemie , a Barry ją szukał. Uwierzcie nie tak łatwo jest mu zniknąć , na pewno nie gdy się uweźmie. Na naszym treningu też jej nie było. Dopiero kiedy zamierzałem jechać do pracy pojawiła się.
- część , na co czekasz ? jedziemy ? –znów wprosiła się do mojego samochodu.
- zapnij pasy – ruszyłem – nie traktuj mnie jako taksówki.
- dlaczego ?
-jak to dlaczego ? bo nią nie jestem – podniosłem lekko głos, przez co ona się przestraszyła – przepraszam , nie powinienem się złościć. Po prostu miałem zły dzień.
- co się stało? - zapytała z troską , patrząc na moją twarz.
- bo  . . . – wahałem się nad odpowiedzią –. .  bo nie mogłem cię nigdzie znaleźć. Martwiłem się.
-ja przepraszam , nie chciałam cię martwić – wyszeptała. Z uśmiechniętej , stała się smutna i nie podobało mi się to.
- ej , to ja powinnam to zrobić – to głupie – ale tego nie zrobię.
- cham ! – zaśmiała się – to wredne.
- tak jest lepiej
- słucham ?
- kiedy się uśmiechasz tak jest o wiele lepiej - zatrzymałem się – jesteśmy.
- dzięki – chwyciła klamkę , ale nie mogła jej otworzyć – nie działa
- pokarz – nachyliłem się tak , że ramieniem dotykałem jej ciała ,przez co mogłem poczuć jej bicie serca to było coś niesamowitego.– i już – Mika się nie ruszała , obróciła głowę i spojrzała w moje oczy. – uwielbiam tą zieleń – dotknąłem ręką jej szyli , a później wsunąłem ją  w jej włosy – i te loczki – kiedy poczułem jak nasze serca zaczęły bić w tym samym rytmie zaniemówiłem – wiesz . . . dzisiaj jest impreza u kapitana drużyny chcesz iść na nią – przybliżyłem swoją twarz to jej –no wiesz ze mną ? – uśmiechnęła się i kiwnęła głową na tak. Zbliżyłem nasze czoła do siebie – świetnie ,to świetnie !
- taak-  uspokoiłem się gdy usłyszałem jej entuzjazm – to naprawdę super.
- Mika, długo jeszcze będziesz siedziała w jego samochodzie – całą tą romantyczną scenkę musiał zepsuć mój kochany szef.
- Spotkajmy się na miejscu o 11 , okey ?
-mogę przyjechać po ciebie ?
- jasne , jeśli chcesz aby on cię zastrzelił – zaśmiała się – do zobaczenia.

Czas szybko minął , zanim się obejrzałem już była ta godzina . Stałem przy oknie i czekałem , aż ona się pojawi. Każde tyknięcie zegara przyprawiało mnie o zawał serce , ale to nic w porównaniu gdy ja zobaczyłem. Przyszła równo o 11 p.m. i od razu skradła spojrzenia moje spojrzenie . Muzyka się zatrzymała , a ludzie zniknęli byliśmy tylko ja i ona. Ruszyłem w jej stronę , spotkaliśmy się na parkiecie. Chwyciłem jej dłonie, delikatne dłonie i przyciągnąłem ją do siebie , wtuliła się we mnie. Oparłem brodę o jej głowę i poczułem przepiękny kwiaciasty zapach jej szamponu. Muzyka zwolniła , piosenka dla zakochany. Zatrzymałem się , a ona spojrzała na moje usta , to było coś co oboje chcieliśmy. Na początku delikatnie , ale już po sekundzie przemieniło się to w coś ostrego. Nie potrafiliśmy tego zatrzymać , byliśmy jak zahipnotyzowani. Nie obchodziło nas nic. Przygryzła moją dolną wargę, a ja wziąłem ją na ręce i wyniosłem do ogrodu. Oparłem ją o drewniany stojak na róże, dalej się całowaliśmy. Powoli położyłem dłoń na jej udzie i zacząłem wsuwać pod sukienkę.
- cze… czekaj – zatrzymałem się.
- nie wiem czy będę w stanie długo się tak powstrzymać , więc mów szybko – kreśliłem kółka palcem  na jej cielę
-kyaaa. Ty tak serio? – ucałowałem jej szyję
- a to jakiś problem ?
- t..takk  na…a zew..nątrz ? – jej oddech zwolnił , a ona zaczęła cicho jęczeć , gdy przybliżyłem głowę do jej piersi.
- wszyscy i tak są schlani. Nikt nie zobaczy.
- jaaaj ! – próbowała stłumić swój krzyk – okey , tylko bądź delikatny ,dawno tego nie robiłam – wyszeptała, obróciła się do mnie tyłem i oparła  o drewniany różany murek.
- jak dawno ? – byłem ciekaw.
- noo..o ta..k z 16 laa..at –urocza
- będę delikatny , nic nie będzie bolało – podniosłem jej sukienkę i już miał ją ściągnąć , kiedy rozbrzmiało wycie.
- aaa..aa, to wilk ! głośno . . . jest blisko – oddaliła swoją głowę
- nie ,jest najwyżej gdzieś koło mojego domu – przypadek ? , ale starałem się nie zwracać na to uwagi. Wróciłem do całowania Miki , ale on znowu zawył , chociaż to mogła być ona… Vici ?
- Lou . . . – słyszałem w jej głosie ,że powinniśmy przestać. – ja..aa..
- tak wiem . . . tylko chwilę poczekaj , ja też muszę się ‘uspokoić’ – odsunąłem się od niej , tak żeby mogła stanąć na ziemi i chwyciłem za rękę – myślę ,że lepiej jak cię odwiozę , za dużo wrażeń jak na jedna noc .
- Lou  przepraszam – w oczach zebrały się jej łzy
- ej, ej nie martw się. Wszystko jest w porządku – ucałowałem jej czoło – przecież nic takiego się nie stało , chodźmy – objąłem ją ramieniem. W samochodzie prawie w cale nie rozmawialiśmy tylko słuchaliśmy muzyki. –o czym tak rozmyślasz ?

green_eyes_and_brown_hair____by_dianadrawinglover-d5m38t0.jpg
 

alexi.poh
 
- buuuu – wystraszyłem się gdy poczułem na sobie czyjś ciężar – nie panikuj , to tylko ja – zeszła ze mnie a ja się obróciłem , tak abyśmy mogli stać do siebie twarzą w twarz.
- gdzie byłaś ?
- a co martwiłeś się ? – nie opowiedziałem – załatwiłam ci wcześniejszy powrót do domu – powiedziała z dumą – więc rozbieraj się i spadaj.
- zadziornie, a może chcesz mi w tym pomóc – uśmiechnęła się
- dzisiaj nie ma dnia pomocy zboczeńcom, zaczekam na zewnątrz.
- możesz zostać – rzuciłem , ale jej już nie było – szybka jesteś.
Gdy już wszystko po zamykałem i pogasiłem , wyszedłem i zobaczyłem ją opierająca się o mój samochód. Tym razem padało na nią światło księżyca, wyglądał inaczej. Z trudem się powstrzymywałem. Miała na sobie sukienkę i długie czarne podkolanówki , a kiedy mnie zobaczyła podniosła się i podeszła.
- Powinnam zrobić ci zdjęcie w tym uroczym kombinezonie.
- nie , lepiej żeby nikt się o tym nie dowiedział.
- bo stracisz swoją pozycję ? to jest takie płytkie.
- i tak tego nie zrozumiesz.
- skąd to wiesz ? nawet nie chcesz spróbować . . . – ściszyła głos
-  tak jest łatwiej. Nikt się nie miesza w twoje sprawy.
- to smutne. – patrzyła ze współczuciem na mnie – jesteś tak samotny. Nie chcesz nikogo do siebie dopuścić.
- jestem jaki jestem to się nie zmieni.
- mówisz jak jakiś emo – wytknęła mi ze śmiechem – wróć do żywych.
-powiedziała dziewczyna z ADHD
- jestem normalna – dalej sobie to wmawiaj – ej, masz coś na włosach. – sięgnęła w stronę mojej głowy , ale była za niska , aby dosięgnąć to co chciała – zniż się trochę- powiedziała podenerwowana, bez protestowania zrobiłem to o co mnie prosiła, a ono chwyciła maleńki kawałek metalu. – masz dziwne włosy . . .
- jak nie człowiek – dokończyłem za nią
- ja mówię prawdę , nie śmiej się.
- przecież tego nie robię - powiedziałem przez zęby , aby nie wybuchnąć.
- one są szorstkie i zarazem miękkie . Idź się leczyć- bawiła mnie jej powaga w głosie
- okey , chodź odwiozę cię.
- nie dzięki , tata już skończył więc zaraz po mnie przyjedzie?
- a co robił szef o tak późnej porze ?
- nie wiem. . . jakieś zebranie przeciw psom czy coś. – rozległo się trąbienie – to po mnie , pa
Zostawiła mnie i poszła do ojca. Najgorszy wybór jaki mogła dokonać, a tak w ogóle jak to możliwe ,że ktoś tak brzydki spłodził kogoś tak ładnego jak ona. To jest biologicznie nie możliwe. W nocy nie mogłem spać , ciągle myślałem o niej , to pierwszy raz kiedy się tak zachowuję.


ehh.jpg
 

alexi.poh
 
- co ty sobie wyobrażasz ? spóźniłeś się ponad pół godziny , odciągnę co za to z pensji ! – na dzień dobry usłyszałem wrzask mojego szefa. – zostaniesz po godzinach !
- tak , tak. Pana również miło widzieć – odpowiedziałem zmieniając ubrania na kombinezon roboczy, który to był zwykłym , szarym , śmierdzącym i o wiele za dużym kawałkiem worka.
- myślałem ,że tylko kobiety noszą biżuterię ! – roześmiał się , ale nie pozwoliłem żeby długo bawił się moim kosztem.
- a ja, że tylko napalone nastolatki patrząc gdy się rozpieram – natychmiast zamilkł – i jeszcze ta praca po godzinach, podejrzane – wiedziałem ,że to musiało go nieźle wkurzyć , ale za to bardzo  rozbawiło resztę pracowników. Niestety ja za karę dostałem  do naprawy najgorszy syf. Chyba stuletniego grata , nie to nie był jeden z tych zabytkowych pojazdów, tylko zwykła przyczepa na kółkach , którą już dawno ktoś powinien wyrzucić.
- Właź do kanału i nie wychodź póki nie skończysz – i w ten właśnie sposób pożegnałem się z kolacją i … snem. Czas strasznie szybko mijał , wszyscy powoli kończyli i wychodzili, a u mnie końca nie było widać. – Ja idę do domu , zostawiam ci kluczę , zamknij wszystko jak skończysz – w cale nie czekał na to co odpowiem.
- kuurffa, nie mam tego jebanego klucza – wydarłem się na cały głos – jebany Maouro ,znów go wziął i nie oddał. Zajebie , pieprzona 6 – możliwe że trochę mi puściły emocję.
- proszę płaska 6 , tak jak chciałeś – wychyliłem się i zobaczyłem Mikke – nie musiałeś się tak wydzierać
- dzięki – zignorowałem jej uwagi i znów wróciłem do pracy.
- nie wiedziałam , ze tu pracujesz ?
- nie pamiętam abyś pytała ? – odpowiedziałem z sarkazmem.
- a wiec dziewczyna ? nie, no powiedz gdzie się ukrywa
- przecież z nią rozmawiam – jej serce przyśpieszyło.
- na pewno każdej tak mówisz ?
- jeep , bez wyjątku – zaśmiałem się.
- i mówi to facet dla ,którego idealny wieczór to grzebanie w jakimś starociu.
- w sumie , jeśli tak bardzo chcesz to mogę przestać i zająć się tobą. – z nadchodzącą ciszą poczułem jak serce podchodzi mi do gardła. Martwił mnie jej brak odpowiedzi, zrozumiałem ,że powiedziałem coś nie potrzebnego. – Mika, jesteś tam jeszcze ? – nie wytrzymałem i musiałem przerwać te męki, ale nic nie usłyszałem. Wyszedłem z kanału i się rozejrzałem , nigdzie jej nie widziałem.


mechanik.jpg
 

alexi.poh
 
- Mikaaaa , chcesz pójść ze mną na randkę ? – podziwiam jego ducha walki. Większość po tylu licznych porażkach dawno by się już poddało
- Tod , mam trening – złapałem go za tył bluzki i wyciągnąłem z klasy. Na początku dość mocno protestował , ale w końcu zagłuszył go śmiech uczniów z naszej klasy, a Mika patrzyła ze zdziwieniem.
- Nie martw się oni tak zawsze – próbowała wyjaśnić jedna z maturzystek.
- Nie martwię się – uśmiechnęła się – zastanawia mnie tylko fakt jak on zdołał go wyciągnąć z klasy ? nie wygląda na siłacza. – powiedziała do siebie po czym chwyciła swój plecak i szybko wyszła z lasy kierując się w stronę naszych krzyków. Zatrzymała się przed wejściem do szatni.
- haha , Miaka jak chcesz zobaczyć koszykarzy to wystarczy że pójdziesz z nami na hale, nie musisz od razu wchodzić do szatni – usłyszała głos swojej przyjaciółki za placami – chodź.– pociągnęła ją za rękę.
Usiadły na widowni i czekały na nas. To nie było nic niezwykłego, takich jak one był setki w naszej szkole.
-patrz idą – wykrzyczała jedna z dziewczyn , piszcząc i wskazując na nas palcem. Byliśmy już przyzwyczajeni i nie robiło to na nas najmniejszego wrażenia.
- Mikuuuuś kochanie ! Przyszłaś na mnie popatrzeć – wydarł się Bary gdy tylko ją zobaczy , ale ta zignorowała go i nie spuszczała wzroku ze mnie.
Starałem się skupić tylko na grze ale fakt, że ona tam jest zaczynał coraz bardziej mnie rozpraszać. W końcu ten męczący trening dobiegł końca. Mam nadzieję ,że więcej tutaj nie przyjdzie.
- Miłooość , wszędzie miłoooość. Ona mnie kocha , a ja kocham ją – śpiewał , a dokładnie to fałszował Bary – mówię ci , ona mnie pragnie – złapał mnie za ramiona i wydarł mi się prosto w twarz.
- To będzie musiała się tobą dzieli z Lou. – powiedział jeden z zawodników naszej drużyny.
- Daj spokój Jock , nie bądź zazdrosny – wytknął mu lekko wkurzony Barry a potem zaczął znów śpiewać.  Przebrałem się jak najszybciej i chciałem wyjść z szatni gdy zatrzymał mnie ten debli – poczekaj na mnie kochasiu! Wiem, że się do niej śpieszysz , ale jak kocha to zaczeka – nie chciałem tego robić , ale nie miałem wyboru. Widać było , że coś ode mnie  chce. Więc czekałem, 5 min , 10 min …. Ale to dopiero 25 min. Było gotowy.
- Idziemy !- wyskoczył z szatni , a ja wyszedłem tuż za nim.
- Heey , czekałyśmy na was – zobaczyłem oblegające szatnie dziewczyny. – może macie ochotę iść z nami się zabawić ?
- . . .
- Jasne – nie zdążyłem nawet odpowiedzieć , albowiem Barry zrobił to za mnie. – alboo jednak nie . . .  Mika ?  - wytężył wzrok , usiłując upewnić się , że to ona , a gdy już wypatrzył swoją ofiarę to rzucił się jej stronę. – cze, co tam mała ? ty i twoje koleżanki macie jakieś plany ? – próbował zrywać luzaka.
- To zależy co proponujesz coś ? – odpowiedziała zadziornie Molly.
- Wy, moje piękne plus ja i . . .
- i tylko ty – tym razem to ja się wtrąciłem – zrobicie sobie duży czworokąt. Nie bójcie się Barry was nie zawiedzie. – poklepałem kumpla po plecach starając się go tak zareklamować , żeby nie uczepił się mojej ucieczki. Co sądząc po ich minach nie zbyt podziałało. Więc ruszył plan B – naprawdę mi przykro , ale . . . – chwila zastanowienia – mojego psa potrącił samochód i teraz nie może chodzić – mogłem wymyślić coś lepszego.
- kłamie. – zaprotestował Barry – idzie do swojej dziewczyny – i i teraz mnie w kopał.
- czekaj , to ty masz dziewczynę ?
-naprawdę ?
- znamy ją ?
- ładna jest ? ! – zaczęły się przekrzykiwać i zupełnie nie potrzebnie denerwować. W sumie teraz powinienem powiedzieć im prawdę , ale i tak nikt by mi nie uwierzył .
- sory , muszę iść . . . no wiecie – szybko je wyminąłem , tak aby nie zdążył mnie zaczepić i już otwierałem drzwi wyjściowe , kiedy usłyszałem . . .
- mogę się z tobą zabrać ?
- Nie ! ! ! Mika czemu mi to robisz ? ! chodź ze swoim Barrusiem na małe mizianko ! – dziewczyna zupełnie do zignorowała i podeszła w moją stronę.
- więc jak, mogę ? – muszę przyznać ,że w tym wdzierającym się do holu popołudniowym świetle wyglądała oszałamiająco. Jej oczy lśniły , a lekko różowy błyszczyk idealnie podkreślał jej malinowe usta, więc cóż , zapewne rozumiecie dlaczego nie mogłem odmówić.
- chodź  tylko szybko, śpieszę się – powiedziałem na odwal się , tak aby nie zauważyła że w moim sercu coś drgnęło. Szedłem dość szybko przez co ona zmuszona była za mną biec. Możecie nazwać mnie sadystą , ale uważam że to było dość uroczę , a kiedy złapał się moje torby aby dostosować swoje tępa , zwolniłem.
- wszystko dobrze ? – zatrzymałem się tuż przy moim samochodzie , ale długo nie otrzymywałem odpowiedzi. Kiedy się obróciłem dopiero zrozumiałem czemu , była cała zasapana i czerwona. Swoje ręce oparła o kolana i schyliła głowę.
- nie patrz się ! – powiedziała z oburzeniem –muszę wyglądać okropnie.
- a w rzeczy samej – roześmiałem się , a ona podniosła głowę i spojrzała na mnie wytykając język – proszę bardzo – otworzyłem jej drzwi, następnie przeskakując maskę samochodu zająłem miejsce kierowcy.
-nie musisz się aż tak popisywać.
- wiem ale chcę w końcu jest dla kogo – zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
-stu procentowy burak – wytknąłem jej.
- to twoja wina! Wiesz jest różnica pomiędzy chodzeniem , a bieganiem ! – chyba była na mnie lekko zła.  Oparła rękę o szybę i skierował swój wzrok na drzewa w parku obok, a ja sięgnąłem do torby po kluczyki i butelkę zimnej wody, którą następnie dotknąłem Mikę po jednym z policzków , na  co ona jęknęła.
- proszę bardzo , jest cała twoja.
- dziękuję ? – wzięła ją i nasze dłonie przez chwilę się zetknęły i w tej chwili usłyszałem ( nie sądziłem że bycie wilkołakiem może się do czegoś przydać ) jak jej serce przyśpiesza. Kiedy ona piła ja odpaliłem samochód.
- wiesz , że jeśli nie przetarłaś wcześniej gwintu butelki to znaczy że to co teraz robisz można nazwać pośrednim pocałunkiem ? – zachłysnęła się.
- wcale , że nie ! nie kłam ,kto by się chciał niby z tobą całować – lepsze pytanie to : kto tu kłamie ? , ale już nie zamierzałem się z nią droczyć , głównie dlatego ,że właśnie dojechaliśmy pod jej dom.
- proszę bardzo , a teraz ładnie podziękuj. - otworzyła drzwi – czekam . . . – wyszła , ale zanim zamknęła , obróciła się do mnie
- naprawdę bardzo dziękuje , jesteś taaki kochany. – gdyby w jej głosie nie było słychać ironii i chęci mordu lepiej by to zabrzmiało.
- nie ma sprawy – puściłem do niej oczko , a ona patrzyła na mnie ze zdziwieniem.- wiem , jestem przystojny , ale nie musisz się tak we mnie wpatrywać
- twoje oczy. . .
- hmm, co z nimi ?
- hhy , nie po prostu nigdy nie widziałam ,żeby  ktoś miał tak niebieskie . . . znaczy nie , kiedyś widziałam. .. ale nie był to człowiek.
- tak masz rację , jestem aniołem , a teraz zamykaj te drzwi. Wiesz śpieszę się – bardzo chamski trzask i wytknięcie języka – zastanawiam się kto cię wychował głupie dziecko ? – nie chciałem być gorszy i też wytknąłem jej język i odjechałem z piskiem opon.
- a ja zastanawiam się skąd wiedzie działeś gdzie ja mieszkam ?


seksiak.jpg
 

 

Kategorie blogów