Wpisy oznaczone tagiem "wojtek" (149)  

serdeleknadiecie
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

keylaa858
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
MakeUpYourLife:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gosiek1990
 
KrakowskaGóralka: Sobotni ranek. Za oknem słonecznie. W przytulnej kuchni para z małym dzieckiem. Oni tańczą przytuleni do wolnej piosenki. Maluch siedzi w bujaku i uśmiecha się szeroko. Na stole dwa kubki z parującą herbatą. Uśmiechają się do siebie. Całują. Robią wesołe minki do Brzdąca, który uparcie naciska na przycisk uruchamiający melodyjkę. Koniec scenki. :)
 

gosiek1990
 
KrakowskaGóralka: Udało się i na weekend przyjechała do nas Mama z Młodym. Nie będę ukrywać, że niesamowicie się ucieszyłam, bo już zdążyłam się stęsknić. Postanowiliśmy, że zabierzemy ich na Pustynię Błędowską, bo pogoda idealnie nam dopisała.

-Pokażemy wam rzekę, która dzieli Pustynię na dwie części. -zaproponowałam próbując się schylić żeby podwinąć dżinsy. Prawie parsknęłam śmiechem, gdy Młody klęknął przede mną i zrobił to za mnie mrucząc pod nosem:
-Zupełnie jak z dzieckiem.
-Poradziłabym sobie sama, ale dziękuję. -mrugnęłam do niego wesoło.
-Tylko się nie przyzwyczajaj. -burknął, a Wojtek objął mnie ramieniem i pocałował w czoło. Dopiero do nas dotarł po zaparkowaniu samochodu. Przedstawiłam mu swój plan.
-A jesteś pewna, że dasz radę? Po piasku się ciężko chodzi.
-Jeśli coś mi się będzie działo to dam znać. -obiecałam. Wiaterek przyjemnie rozwiewał włosy, a zadowolenie Mamcika i Młodego sprawiało, że więcej do szczęścia nie potrzebowałam. Spokojnie szłyśmy sobie rozmawiając podczas, gdy panowie pędzili kilkanaście kroków przed nami.
-Dobrze się czujesz?
-Tak. -uśmiechnęłam się. -Groszek jest już przyzwyczajony do mojego trybu. Najpierw góry, potem skałki, morze a teraz pustynia.
-Powinnaś jednak...
-A ty odpoczywałaś?
-Ja to, co innego.
-Mamuś tu nie ma nic innego. -pokręciłam głową. -Byłaś w ciąży z Młodym w tych samych miesiącach i dobrze wiesz, jak to jest. Sama wiele razy opowiadałaś, że nie musiałaś zbytnio z niczego rezygnować, bo czułaś się dobrze. Tak jak ja.
-Tylko, że ja nie pracowałam już dwa miesiące przed porodem, a ty dopiero niedawno poszłaś na L-4. Nie miałaś czasu na odpoczynek.
-Za to teraz odpoczywam cały czas i aż mnie skręca. -zrobiłam jej kilka zdjęć. -Jeszcze dwa tygodnie i znowu będę w normalnym ruchu. -pomachałam do Wojtka, który co jakiś czas odwracał się sprawdzając, czy nic mi nie jest. -Mamuś, nie martw się o mnie. Mam silne geny po tobie. -przytuliłam ją mocno i pocałowałam w policzek.
-Chyba aż za bardzo. -pokręciła zrezygnowana głową, a ja jedynie się roześmiałam.
  • awatar Kalina_: ach te mamy :) zawsze się martwią, dbają, kochają :) Teraz uspokajasz mamę, że się nie przemęczasz a za chwilę i ty będziesz tak świrować o groszka :) Taka kolej rzeczy :) Więc korzystaj puki możesz i odpoczywaj :)
  • awatar KrakowskaGóralka: @Kalinaaa: Ciężko jest odpoczywać leżąc (bo tak mi wszyscy doradzają) gdy człowiek jest przyzwyczajony do aktywnego odpoczynku (górki,skałki,rower) a po 5min leżenia plackiem dostaję świra :D
  • awatar Kalina_: Do tego leżenia plackiem polecam dobrą książkę :) Da się wtedy wytrzymać :) :D
Pokaż wszystkie (5) ›
 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

black.ada
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

black.ada
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

black.ada
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

gosiek1990
 
KrakowskaGóralka: Obudziło mnie lizanie po policzku i mizianie po szyi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam parę ślepek wpatrujących się we mnie i machający ogon. Obok leżał rozbawiony Wojtek.
-Ciebie budzi delikatnie, a na mnie się rzuca i gryzie.
-Bo wie, że ja ją szkolę i musi być grzeczna żeby nagrodę dostać. -pogładziłam po łebku szczeniaczka, który od razu ułożył się z pyszczkiem na moim ramieniu i sapał mi do ucha.
-A jak Groszek?
-Śpi. -uśmiechnęłam się. -Znowu mnie obudził o drugiej w nocy.
-Synu, tata do ciebie mówi. -nachylił się nad moim brzuchem. -Masz być grzeczny i dawać się mamie wysypiać, bo inaczej nie będę obiadów dostawał.
-Z pewnością cię posłucha.
-Zabieram Astrę na spacer, bo ziewnęła już cztery razy. -popatrzył na naszą suczkę. Była z nami dopiero dwa tygodnie, a już nauczyłam ją porządku i kilku komend. A najlepsze, że na dzieci też reagowała spokojnie.
-Jeśli pomożesz mi wstać to pójdę z wami.
-A nie chcesz jeszcze się przespać?
-I mam was samych puścić? Nie ma mowy. -wystawiłam mu rozbawiona język i jak przystało na hipopotamicę z trudem wstałam z łóżka.

Tak oto w naszej rodzince póki co spokojnie i bez większych nerwów. :) Tylko nam domowników przybywa :)


DSC04959.JPG
Pokaż wszystkie (6) ›
 

black.ada
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

black.ada
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

gosiek1990
 
KrakowskaGóralka: -Wiesz, co jest jutro? -odwrócił się od komputera w moją stronę.
-Groszek będzie nowym owocem. -uśmiechnęłam się. Zainstalowaliśmy na naszych telefonach aplikację pokazującą jakim owocem w danym tygodniu jest Maluch i namiętnie sprawdzaliśmy ją co tydzień.
-Mam akurat na myśli coś innego.
-Co? Po pracy zaczniemy długi weekend?
-A mówią, że to kobiety pamiętają o wszystkich datach. -pokręcił głową i położył się obok mnie udając zrezygnowanego. -Jutro moja narzeczono będziemy mieć dzień przed naszą trzecią rocznicą. -wyszczerzył się zadowolony. -Trzy lata temu pakowałaś się do Wiednia, a ja zniecierpliwiony czekałem na twój przyjazd. -popatrzył mi w oczy, a moje wspomnienia uciekły od razu do tego ciepłego, weekendowego wieczoru, gdy w pięknym wiedeńskim parku pod bzami spytał, czy zostanę jego dziewczyną. I pomyśleć, że zdecydowałam się na taką eskapadę po niecałych dwóch tygodniach znajomości i trzech randkach. -A wiesz, co to znaczy?
-Że dostanę prezent! -klasnęłam w dłonie jak mała dziewczynka.
-Że teraz to już się zrobiło naprawdę poważne i muszę cię kochać do końca życia, bo trzy lata zobowiązują. -mówił z rękami założonymi za głowę. -I nieważne, czy będziesz gruba, niepomalowana czy pomarszczona. Muszę cię kochać i już. -przyciągnął mnie do siebie. -I muszę się z tobą zestarzeć.
-Mówisz jakby to był przymus.
-Bo to jest przymus. Miłosny przymus. Bo kto inny by cię kochał tak jak ja? -pociągnął mnie za nos. -Żabol, a teraz przekaż Groszkowi jakiego ma romantycznego ojca. -wyprężył się dumnie.
-Sam mu to powiedz.
-Groszku, tu tata. -nachylił się nad moim brzuchem. -Masz mega romantycznego ojca, który pamięta o wszystkich rocznicach. A ty jesteś puckiem. -zwrócił się do mnie i wrócił przed komputer, a ja głośno się roześmiałam.
  • awatar Kalina_: Ach ci faceci :) Czasem potrafią być mili jak chcą :) I jakim owocem jest aktualnie groszek?? :)
  • awatar KrakowskaGóralka: @Kalinaaa: Awokado :D
  • awatar Klara.: awokado to 16 tydzień? :) my mamy już prawie 6 miesiąc ;)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gosiek1990
 
KrakowskaGóralka: -Już nas opuszczasz? -przystojny szatyn w średnim wieku usiadł na moim łóżku patrząc jak się pakuję.
-W końcu sam pan o to wnioskował do ordynatora na porannym obchodzie. -zaśmiałam się przypominając sobie jego poranne słowa, że albo mnie wypiszą albo mnie muszą zakneblować, bo za dużo pytań zadaję. -Będzie miał pan trochę spokoju.
-Fakt. Jesteś dość problemową pacjentką.
-Ja jedynie lubię być dobrze poinformowana. -uśmiechnęłam się do niego.
-Tyle krwi mi przez te dni zepsułaś. -pokręcił głową przeglądając historyczną książkę, którą czytałam.
-Pan mi jej za to dużo podawał. -zasunęłam zamek i wyprostowałam się.
-Cieszę się, że już lepiej Młoda wyglądasz. Masz o siebie dbać, a gdyby coś się działo to od razu tutaj przychodź, rozumiemy się?
-Tak jest panie doktorze.
-A jak urodzisz Groszka to też daj znać. -mrugnął do mnie. To jak nazwałam nasze dziecko w szpitalu zrobiło wśród lekarzy furorę i tak się zwracali do mojego brzucha. -Mam tylko nadzieję, że będzie spokojniejszy niż ty.
-Nie wydaje mi się. -założyłam pierścionek, który miałam schowany w pudełeczku. -Ale z pewnością się panu pochwalę chyba, że zdecyduję się rodzić tutaj, ale to musicie trochę punktów u mnie zdobyć.
-Trzymaj się Młoda. -poczochrał mnie jak to miał w zwyczaju i wyszedł machając mi jeszcze na pożegnanie. Byłam chyba jedyną pacjentką, do której podchodził w ten sposób. Obserwowałam jak zachowuje się w stosunku do innych, ale tylko ze mną żartował, dłużej rozmawiał i traktował jak dziecko. Już pierwszego dnia stwierdził, że podrobiłam swój dowód, bo niemożliwe żebym była pełnoletnia.
-Gotowa? -do sali wszedł Wojtek z bukietem żonkili.
-Tak. -uśmiechnęłam się i wtuliłam w niego. -Nareszcie do domu.
  • awatar Kalina_: Gosia postawiłaś na nogi cały oddział, że tak "chętnie" się ciebie pozbywają?? :) A tak na serio to bardzo się cieszę, że już wszystko ok i mogłaś wrócić do domu :) Szpitale jednak nie są ok.
  • awatar Nela18: Bo Groszek to świetne określenie! :D
  • awatar megi94: Dobrze, że już możesz wrócić do domu, bo jednak szpitale do najprzyjemniejszych miejsc nie należą:)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

gosiek1990
 
KrakowskaGóralka: -A czy wiadomo już czy to chłopiec czy dziewczynka? -wyrwało się Wojtkowi podczas wizyty. Razem z lekarzem wpatrywali się w ekran, na którym widać było Groszka. -Nie jest już podobny do jaszczurki. -zażartował rozbawiając tym samym i mnie i ginekologa.
-Musimy jeszcze troszkę poczekać żeby rozwiązać tą zagadkę, ale serduszko państwa maluch ma silne.
-A wymiary? Takie jak trzeba? -spytałam podnosząc delikatnie głowę. Byłam bardziej racjonalna niż to do mnie pasowało.
-Wszystkie wymiary są książkowe, a tutaj... -wskazał na jeden z kształtów. -To nóżka bobasa, a jego kość udowa ma 8mm. -uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. -Nie ma się pani czym martwić i proszę spać spokojnie. -podał mi wydruk, który zawierał aż trzy zdjęcia Groszka z podanymi w ramce wymiarami. -Jeżeli mi pani nie wierzy to proszę to sobie sprawdzić w książce medycznej. -puścił do mnie oko i usiadł za biurkiem. -Tutaj jest skierowanie na podstawowe badania i grupę krwi. Widzimy się na kolejnej wizycie za miesiąc.
-Dziękujemy.
-I naprawdę proszę się nie martwić, bo jest wszystko dobrze. Niech pan pilnuje żonę. -zawołał jeszcze za nami, gdy zamykaliśmy drzwi.
-Mówiłem, że jest dobrze. -Wojtek przytulił mnie do siebie i pocałował w czoło. -Teraz żono zawiozę cię do pracy, ale na kolację masz dzisiaj pizzę. -tłumaczył otwierając przede mną drzwi do samochodu. -Jak wrócę to idę spać, bo kto to widział budzić się o szóstej żeby być na ósmą na wizycie. -marudził, a ja z trudem powstrzymywałam się przed parsknięciem śmiechem. -Dziecku też trzeba będzie wyjaśnić, że na świat może zacząć przychodzić dopiero w godzinach południowych.
-Oczywiście. Obiecuję, że przeprowadzę z nim rozmowę pedagogiczną. -zapięłam pasy ze śmiechem.
  • awatar Klara.: hihi Wojtek jak szaleje :D taa rozmowa pedagogiczna, Kamil tez ją przeprowadzał i nic to nie dało :d a który to już tydzień u Ciebie? U nas 16 i nie znamy jeszcze płci, mam nadzieje, ze za tydzień na wizycie się dowiem kto tam u mnie mieszka :D
  • awatar KrakowskaGóralka: @Klara.: @Klara.: U nas trzynasty :)
  • awatar megi94: no tak, trzeba dziecku wytłumaczyć, że tatuś się musi wyspać:D Najważniejsze, że wszystko dobrze;)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

gosiek1990
 
KrakowskaGóralka: -A sukienki ubrać nie mogłaś? -popatrzył na mnie, gdy wsiadałam do jego samochodu.
-O co ci chodzi?
-Mogłaś chociaż sukienkę ubrać skoro cię na randkę w Dzień Kobiet zabieram. -wyszczerzył się zadowolony z siebie.
-Przecież zabierasz mnie tylko do siebie na herbatkę, wystarczy że mam dekolt i cycki zobaczysz. -wystawiłam Alowi język i zapięłam pasy. -Co się tak na mnie patrzysz?
-A nic. Zastanawiam się jak na zdjęciach wyjdziesz.
-Na jakich znowu zdjęciach?
-No pamiątkowych. -ruszył jak zwykle z piskiem opon.
-Czemu nie jedziesz do siebie?
-Bo zabieram cię na zamek. Ładna pogoda to pospacerujemy. -wyjaśnił, a ja się na to zgodziłam od razu. Wojtek poszedł z kolegą na basen, a ja byłam umówiona z Alem, który od kilku dni błagał mnie o to spotkanie.

-Chodź, zobaczymy czy brama jest otwarta. -pociągnął mnie za rękaw płaszcza.
-Wojtek mówił, że dopiero na wakacje mają zamek otworzyć. -zatrzymałam się na chwilę przyglądając tej budowli. Byliśmy tutaj z Wojtkiem na naszej drugiej randce i tutaj zrobiliśmy też nasze pierwsze wspólne zdjęcie.
-No chodź. -naciskał. Podeszliśmy do bramy i zatrzymałam się zaskoczona. Było na niej naklejone serduszko z napisem: "Podążaj za sercem".
-Al, co tu się dzieje? -popatrzyłam na przyjaciela.
-Zastukaj w drzwi to się przekonasz. -podpowiedział.
-No dobra. -zastukałam dwa razy. Po chwili drzwi ze zgrzytem się otworzyły i wyskoczyła z nich Ruda, która od razu rzuciła mi się na szyję wołając:
-Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet!
-Co tu się dzieje?
-Idź a zobaczysz. -popchnęła mnie do środka i... Zamknęła bramę na klucz!
-Jeśli myślicie, że będę uprawiać sex przy tych tłumach na zewnątrz to zwariowaliście! -zawołałam i po chwili roześmiałam się z samej siebie. "Jaka ty jesteś głupia." -pomyślałam i weszłam na dziedziniec a tam... Kolejne serduszko! I na balustradzie! Tworzyły swego rodzaju szlak, więc za nimi poszłam. Wyszłam w końcu na najwyższą wieżę i zamarłam. Przede mną stał Wojtek z ogromnym bukietem róż, w które wplecione były kolorowe motylki.
-Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet. -pocałował mnie delikatnie.
-Tak wygląda twój basen? -uśmiechnęłam się odbierając kwiaty, a on zamiast udzielić mi odpowiedzi uklęknął i wyciągnął z kieszeni czerwone pudełeczko.
-Gosiu. Kocham cię od dawna i to całym sercem i na całe życie, ale czekałem na odpowiedni moment. Czy wyjdziesz za mnie? -spytał, a ja z tego wszystkiego uklęknęłam przed nim kiwając energicznie głową. -A czy mogę to usłyszeć?
-Tak! Jasne, że tak! -zamrugałam oczami, bo napłynęły mi do nich łzy. Na zmianę śmiałam się i płakałam całując go i przytulając. Po chwili na moim palcu wylądował śliczny pierścionek. -Kocham cię.
-Ja ciebie też Żabolku. -podał mi kieliszek z szampanem. -Spokojnie, bezalkoholowy. -zaśmiał się i ponownie mnie do siebie przyciągnął. Przed oczami stanęły mi te wszystkie chwile, które spędziliśmy przy tym zamku: nasza druga randka, Wielkanocne wypady z Rudą i Alem, nasze spacery z Tobim. Wojtek musiał się naprawdę nakombinować żeby zdobyć klucze do zamku, który od kilku lat jest zamknięty z powodu przebudowy.
  • awatar Blonde Angel: gratulacje! czekam na foto pierścionka! :D
  • awatar megi94: Gratulacje;) Ale się postarał;) Świetnie to sobie wymyślił;)
  • awatar Kalina_: Gratulacje ☺
Pokaż wszystkie (4) ›
 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gosiek1990
 
KrakowskaGóralka: Skończyłam projekt naklejki reklamującej firmę i zadowolona patrzyłam na efekt. Naprawdę mi się podobała. Była jednocześnie zaczepna i słodka. Zabrałam swojego laptopa i zastukałam w drzwi biura szefowej.
-Pani Kasiu, mogłabym na sekundkę?
-Oczywiście. Siadaj. -uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. -Coś się stało?
-Chciałam pokazać projekt wlepki. -odwróciłam komputer tak żeby mogła widzieć ekran.
-Już skończyłaś? -była zaskoczona. -Bardzo mi się podoba, właśnie o coś takiego chodziło. -pogratulowała mi. -Mogę mieć jedno zastrzeżenie?
-Oczywiście.
-Zmień kolor tej trawy. Niech będzie jednak bardziej zbliżony do koniczynki. -poradziła.
-Jasne. Dziękuję za sugestię.
-Muszę przyznać, że jestem zadowolona ze współpracy z tobą. -dodała jeszcze, gdy wychodziłam. -Trzymaj tak dalej.
-Dziękuję. -uśmiechnęłam się zadowolona. Właśnie o tym marzyłam. Niedługo Kraków będzie obklejony moimi projektami.

-Jak się masz Wielorybku? -usłyszałam, gdy tylko odebrałam. Właśnie zabierałam się za jedzenie obiadu. Nauczyłam się przygotowywać go sobie do pracy i dzisiaj na moim talerzu gościło spaghetti z własnoręcznie przyrządzonym, dość zwariowanym sosem. Posypałam je jeszcze serem i tyle mi do szczęścia wystarczyło.
-Właśnie będę szamać.
-Groszek grzeczny? Nie przeszkadza ci?
-Chyba śpi sobie w najlepsze. -uśmiechnęłam się nabierając na widelec makaron. -A jak u ciebie?
-Burmistrz to strasznie nierozgarnięty człowiek. -zauważyłam, że specjalnie zaakcentował trzecie słowo. Robił to od czasu, gdy zauważył, że go nadużywam w codziennych konwersacjach. -Tłumaczę mu, że trzeba się dogadać z busiarzami, a on że nie ma na to wpływu. -przez kilka minut opowiadał mi o sprawie, z którą ostatnio męczył się jako radny. -Ale wracam już do domu, a ty o której będziesz?
-Pracę kończę o siedemnastej, więc przed dziewiętnastą powinnam być.
-Martwię się tymi dojazdami. Nie powinnaś się tak męczyć teraz.
-Ale co tu jest męczącego? -zaśmiałam się. -Wsiadam do busa. Zasypiam. Budzę się w Krakowie. Tak samo wygląda droga powrotna.
-Będziemy jednak musieli pomyśleć, jak to rozwiązać.
-Nie marudź już. Co mi zrobisz na kolację? -zmieniłam temat.
-A czy ty teraz nie szamasz? -był rozbawiony.
-Szamam, ale za dwie godziny będę znowu głodna. -od jakiegoś czasu miałam dosłownie wilczy apetyt. Przerzuciłam się na owoce i warzywa. Własnoręcznie przygotowywałam wszystko i zrezygnowałam z gotowego jedzenia. -I może skoczymy na basen? -zaproponowałam.
-Będziesz miała na to siłę?
-Nie bądź przemądrzały. -zjadłam trochę spaghetti. -Wspinaczka odpada. Góry oszczędnie. Spaceruję codziennie po trzy kilometry, bo na więcej czasu mi brakuje, a basen jest zdrowy i dobrze mi zrobi. -wyjaśniłam. -Kończę, bo przez ciebie będę niedożywiona. -miałam się już rozłączać, ale musiałam zadać jeszcze jedno pytanie: -To co mi zrobisz na kolację?
-Sałatka może być?
-Ale daj mi do niej kurczaka, a nie samo zielsko. Cmok Misiek!
-Uważaj na siebie Żabciu. -zakończył swoim ulubionym sformułowaniem, a ja mogłam w najlepsze zająć się jedzeniem. :D
  • awatar megi94: Czy ja ominęłam moment, w którym ty znalazłaś pracę?:D Ale fajnie, że Ci się podoba;) Chociaż 2 godziny na dojazd w jedną stronę to strasznie dużo;)
  • awatar 10.: @megi94: ja też go chyba ominęłam :) Odżywiaj się dobrze i dbaj o Groszka (i siebie) :*
  • awatar Nela18: No to nie mogę się doczekać kiedy będę mogła zobaczyć ten oblepiony Kraków! Trzymaj się Żabciu i Groszku :* :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gosiek1990
 
KrakowskaGóralka: -Kopie? -przytulił się do moich pleców, gdy leżałam skulona na łóżku. Mdliło mnie cały dzień, a ja nie wiedziałam skąd to się bierze, bo niemożliwe żeby to był objaw.
-Cały czas. -roześmiałam się. -Straszny z ciebie głuptas.
-Ciekawy po prostu jestem. -pogładził mnie po brzuchu.
-Groszek sobie spokojnie kiełkuje.
-Groszek? -teraz to on parsknął śmiechem.
-Groszek. Musiałam jakoś nazwać fasolkę. -wzruszyłam ramionami. -A że kiełkuje to będzie Groszek.
-Wiesz, że pewność dopiero będziemy mieć za kilkanaście dni?
-Wiem, co czuję.
-A co czujesz? -odwrócił mnie w swoją stronę i popatrzył mi prosto w oczy.
-Czuję, że Groszek tu jest i rośnie powolutku.
-A może Bąbel lepiej?
-Bąbel? Nie! Groszek pasuje idealnie. -wtuliłam się w bruneta.
-Tak ci ze mną źle? -nawiązał szeptem do naszej wczorajszej kłótni.
-Nie. Nie jest mi z tobą źle. -odszepnęłam nie otwierając oczu.
-To nie zabieraj mi Groszka. -ukrył mnie w swoich ramionach i nucił mi do ucha.
  • awatar Klara.: oo jak słodko ;) mdłości to jeden z objawów w pierwszym trymestrze ciąży, kończą się około 3-4 miesiąca ;)
  • awatar megi94: Kobieca intuicja?:)
  • awatar Kalina_: Podobno, kobiety wiedzą takie rzeczy :) Ale Gosia, może Wojtek ma rację trochę, że nie ma chyba co "zapeszać" i nastawiać się na pewniaka w związku z intuicją? :)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

gosiek1990
 
KrakowskaGóralka: Siedziałam na kanapie opatulona kocem, z notatkami porozrzucanymi dosłownie wszędzie - na łóżku, na stole, na dywanie - wszędzie! To był mój sposób na porządkowanie wiedzy. Przeglądałam kolejną notatkę o projektowaniu, gdy mój wzrok padł na ekran komputera Wojtka. Góry. Przeglądał zdjęcia z naszych górskich wypraw i wiedziałam, że myśli o tym, co ja. Potrzebowałam teraz kilku dni spędzonych tylko na zdobywaniu szczytów i piciu gorącej herbaty w schronisku, gdzie mogłabym słuchać ciekawych historii innych górołazów, które spisywałam potem w moim Notanotku. "-Jeszcze tylko kilkanaście dni." -przebiegło mi przez głowę. Stwierdziliśmy z Wojtkiem, że Walentynki spędzimy w Górach Opawskich i już mieliśmy zarezerwowane miejsce w uroczym schronisku. Zakaszlałam, bo przeziębienie wciąż się mnie trzymało, a Wojtek odwrócił się gwałtownie i klęknął przede mną wołając z przejęciem:
-Spokojnie Żabciu, już przy tobie jestem!
-Świr z ciebie. -roześmiałam się głośno, bo rozbawił mnie swoim zachowaniem. -Niedługo tam będziemy. -uśmiechnęłam się ruchem głowy wskazując na fotografię.
-Góry. -mruknął rozmarzony.
-Wyciszone telefony i brak kontaktu z kimkolwiek.
-Tylko my. -pocałował mnie w czubek nosa i złapał za rękę.
-Tylko my. -powtórzyłam zadowolona. -A teraz wracamy do realnego świata kolosów.
-O nie! -wcisnął się na miejsce koło mnie i przyciągnął mnie do siebie. -Teraz się tulamy żeby nabrać sił do nauki. -naciągnął na nas koc i zaczął mnie całować jednocześnie łaskocząc po bokach, co wywołało u mnie atak głośnego śmiechu.
  • awatar megi94: Odpoczynek jest zawsze dobrym pomysłem. Jak ja Ci tych gór zazdroszczę, jak próbuje swoich znajomych wyciągnąć to zawsze słyszę "a po co?" I wtedy mam dość;)
  • awatar KrakowskaGóralka: @megi94: Ciężko jest zrobić wycieczkę większą ekipą, więc znajdź jedną osobę, która byłaby zainteresowana i nic nie stoi na przeszkodzie :)
  • awatar megi94: @KrakowskaGóralka: właśnie oni wszyscy mają nastawienie tskie jak moj Piotrek do gór;)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nela18
 
Nela18: Odbierałam dostawę alkoholi, sprawdzałam czy stan faktyczny zgadza się z fakturą. W przeszłości zdarzało się już, że po odjechaniu panów z hurtowni brakowało nam jednej ze skrzynek czy dwóch czy trzech butelek w kilku kartonach, dlatego byłam wyjątkowo upierdliwa. Otwierałam każde pudło i liczyłam wszystkie butelki.
-Spiszę tylko protokół niezgodności- tłumaczyłam Panom- i już są Panowie wolni. –Uśmiechnęłam się. Wzięłam podkładkę i zaczęłam wypisywać brakujące butelki.
-Ależ Pani jest uparta- jeden z kierowców był niezadowolony.
-To nie ja jestem uparta tylko wy nie jesteście zbyt profesjonalni. Gdybym dostawała wszystko zgodnie z zamówieniem i fakturą, to nie musielibyśmy spędzać tu tyle czasu. –Wyjaśniłam. –Dziękuję, dowidzenia- pozwoliłam mu się podpisać i oddałam mu jego kopię podziękowałam uprzejmie, mimo, że wpieniało mnie to ich roszczeniowe zachowanie, to absurdem byłoby nie sprawdzenie tego co przywieźli i okazywanie im zaufania na które nie założyli. Chwyciłam nóż leżący na gzymsie i wcisnęłam go do kieszeni. Szybko tego pożałowałam, bo już po tym jak poczułam ogarnęłam się, że nie złożyłam ostrza. Przecięłam sobie spodnie i pośladek wzdłuż. –O kurwa- zacisnęłam palce na bicepsie Arka przytrzymując się w fazie pierwszego szoku.
-Co jest?- Złapał mnie za ramiona i przyglądał mi się uważnie. Wyjęłam nóż z kieszeni i dotknęłam bolącego pośladka. Podniosłam zakrwawioną rękę i pokazałam mu. –Nie jesteś tu ranna- przejechał palcami po mojej dłoni rozmazując krew.
-Oskalpowałam sobie tyłek nożem- warknęłam zła na siebie. Jak mogłam nie złożyć noża.
-Co?!-Wziął mój nóż i bezceremonialnie odciął moją przesiąkająca kieszeń. –Jak ty to mogłaś do cholery zrobić?!  Przecież ten nóż się zamyka. Bawiłaś się nim tysiąc razy! –Robił mi wyrzuty a mój tyłek pokrywał się ciepłym płynem. -Teraz zawiozę cię na oddział żeby ci założyli szwy. Masz teraz trzy pośladki.
-Załatw mi czystą ścierkę z kuchni. –Poprsiłam. –Nie dojdę chyba do auta, mogę za bardzo krwawić.
-Szybciej będzie pieszo- oznajmił wracając z moim płaszczykiem i czystym ręcznikiem. Przytrzymałam ścierkę przy tyłku a on pomógł mi włożyć płaszcz, miałam mieszane uczucia co do przechadzki na oddział ratunkowy ale szybko zrozumiałam, że ja iść nie będę. Przerzucił mnie przez ramię bo w tej pozycji najmniej miałam napięte mięśnie pośladków i zaniósł mnie na najbliższą izbę przyjęć. Po drodze zadzwonił do mojego ojca tłumacząc mu sytuację. Zabroniłam mu dzwonić do Wojtka, sama dałam znać Tomkowi. Wiedziałam, że jak mu nic nie powiem to będzie wielki Sajgon jak się dowie.

-To oficjalnie najgłupsza kontuzja jaką miałam- mruczałam leżąc na izbie przyjęć, jakiś młody facet szył mój tyłek.
-No racja to dość głupie- przyznał rozbawiony Arek, śmiał się ze mnie od momentu w którym wyszliśmy z restauracji.
-Dzięki.
-Proszę nie spinać mięśni- upomniał mnie sanitariusz a mój ochroniarz parsknął śmiechem.
-Zamknij się. –Byłam zła, wszystkie wkurzające rzeczy powoli się nakładały. Pozwoliłam sobie już nie wrócić do restauracji. –Jest Kleo?- Wybuczałam stojąc w progu, drzwi otworzył mi Kasjan, który w sekundę z rozbawionej miny przeszedł do grymasu frustracji.
-Kleo!- Wrzasnął wciągając mnie do środka i tuląc. Nie mówił nic, nie pytał, nie dyskutował, tylko przytulał. –Skocz zrób sobie coś do picia- wskazał Arkowi kuchnię. –Już dobrze- ścisnął mnie mocno. –Pachniesz szpitalem coś się stało.
-Oskalpowałam sobie tyłek- mruknęłam pociągając nosem.
-Co?- Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Dwanaście szwów, wsadzałam składany nóż do kieszeni, ale zapomniałam złożyć. Tata mi go kupił i ostrzy za każdym razem jak jest. –Wyjaśniłam.
-Chodź- Kleo wyszła z łazienki a ja rzuciłam się na jej szyję i zaczęłam znów płakać. –Kocham Cię- szepnęła przeczesując moje włosy palcami. Położyłyśmy się do łóżka i rozmawiałyśmy. Dała mi się wychlipać za wszystko. Nie uspokajała, nie poganiała, nie niecierpliwiła się. Była cudowna.
-Wydawało mi się, że bawi cię ta ochrona. Przemek wspominał że chyba nie jest tak do końca, ale nie chciało mi się wierzyć. – Tłumaczyła leżąc obok mnie i patrząc mi w oczy.
-Ja go naprawdę lubię i to całkiem zabawne. Irytuje mnie ta walka o mamę z Wojtkiem, nie podoba mi się, że muszę się bić o jej czas. –Płynnie przeskoczyłam do nowego tematu.
-Wiedzieliście, że to się w końcu stanie. Ona musi żyć swoim życiem. Tata nie żyje już tak długo, to dla niej dobrze.
-Ja nie mam pretensji, tylko chodzi o to całe kontrolowanie przez Wojtka mojej pozycji, Arek jest zawsze ze mną a on to wykorzystuje. Z własnej woli nie pokazał mi się z mamą. Wkurza mnie to. Czuje, że muszę się z nim o nią bić. To rywalizacja na serio, nie żart jaki robiliśmy sobie z niego. On chce mnie trzymać na smyczy.
-Powiedz to tacie, niech go zdejmie ze służby. Arek dobrze radzi sobie sam, po co Wojtek pod pretekstem. Niech siedzi w Krakowie jak chce, ale niech nie udaje, że się tobą interesuje.
-Może masz rację- sięgnęłam po sok i chusteczkę. –Boże jak mnie ten tyłek boli. –Jęknęłam.
-Z Tomkiem dobrze? –Wyglądała na zmartwioną.
-Tak, z Tomkiem dobrze, tylko że robi mi ten cholerny klosz bezpieczeństwa. Nie znoszę tego, czułabym się o wiele lepiej gdyby Arek wpadał do restauracji co jakiś czas i gdybyśmy dali facetowi się do mnie zbliżyć i mogłabym go sama zlać za to napięcie. To dałoby mi ekstra siłę. Rozumiem, że się o mnie boi, też bym się bała. Ochrona to mądre posunięcie, ale nie dla mojego charakteru. Wiesz, ze ja uwielbiam działać, nic nie przyniosłoby mi takiej ulgi jak skopanie facetowi tyłka. –Znów się mazałam.
-Chciałabym cię poprzeć, ale Tomek mówił chłopakom, że to bardzo brutalny facet. Nie chciałabym ryzykować, że zaatakuje cię znienacka i zrobi ci jednak krzywdę.
-To też rozumiem, nie znoszę być dojrzała. Duszę się. Myślę, że ja nie jestem odpowiednim materiałem na żonę. Ja nie potrafię być długo spokojna Kleo, boję się, że znudzę się tym kiedyś i go zranię, nie chcę dzieci na razie, nie podołam. Jest we mnie psychol i boję się tego. –Tuliłam się do niej i szlochałam. Potrzebowałam w końcu powiedzieć komuś wszystko co siedziało mi w głowie.
-Nie jesteś psycholem Nela- Kleo pociągnęła mnie za brodę.- Popatrz na mnie. Jesteś opiekuńcza i czuła, Tomek nie da ci nic spieprzyć. Pasujecie do siebie.
-On zawsze był mentalnie starszy, jak go poznałam był w wieku Bartka a naprawdę był poważnym facetem. On jest stworzony do bycia dorosłym a ja widzisz, że histeryzuję. –Wydmuchałam nos. Przysunęła się bliżej i mnie przytuliła. Leżałyśmy milcząc, ona była moim ukojeniem. Potrzebowałam zapewnienia, że nie dam dupy a mówiący mi to Tomek niemiałby tej siły przebicia. On zawsze widział mnie jako idealną, a to nie była prawda. Chyba się zmęczyłam bo kimnęłam się.
-Cześć co tam?- Młody szeptał.
-Ok.- zapewniła go narzeczona.
-Hej bekso- uśmiechnął się do mnie kucając przy łóżku.
-No cześć- podciągnęłam się na łokciach.
-Z doświadczenia wiem, że wolałabyś teraz dostać to- podał mi chusteczki nawilżane. Zmyłam więc makijaż będąc wdzięczną za to, że pomyślał, zakropił mi też oczy jak maiłem dziecku. –Dobrze się czujesz?- Upewnił się gdy Kleo usiadła obok mnie i rozczesywała miarowo włosy. –Odesłaliśmy twojego goryla, ma przyjechać jak zadzwonisz.
-Już mi chyba lepiej. Muszę wstać i chociaż się wysikać.
-Słyszałem o kontuzji, podniesiesz się?
-Tak- zsunęłam nogi na ziemię i starając się utrzymać prostą sylwetkę zaczęłam się podnosić. Młody ułatwił mi sprawę łapiąc mnie pod pachy. –Dzięki- przytuliłam się do niego. Uwielbiałam moich przyjaciół.
-Tylko się nie rozklejaj- uśmiechnął się do mnie gdy popatrzyłam na niego załzawionymi oczyma.
-Postaram się- zwiesiłam głowę i ruszyłam do łazienki. Kasjan podniósł głowę gdy wyszłam do przedpokoju.
-Nela? Bez makijażu trudno poznać- popukałam się w czoło i poszłam się wysikać. Umyłam łapki i weszłam do kuchni zamienić dwa słowa z brunetem. –Zamknij się i chodź- zrobił mi miejsce żebym mogła wcisnąć mu się na kolana gdy tylko otworzyłam usta. Tulił mnie i robił dalej to co wcześniej (czytał ckm) było mi dobrze, kimnęłam mu się na ramieniu po raz kolejny tego dnia zasypiając przy przyjacielu.

   Przebudziłam się siedząc na tylnym fotelu samochodu mojego męża z przodu był Wiktor i Arek. Mój mąż patrzył na mnie zatroskany.
-Gdzie jedziemy? –Spytałam przeciągając się i szybko tego żałując.
-Do domu.
-A możemy zajrzeć do twojej mamy?- Upewniłam się.
-Jasne, co tylko chcesz. Czemu? –Wyraźnie się skrzywił gdy oparł łokieć na drzwiach.
-Chcę zwolnić Wojtka.-Pogłaskałam go po dłoni, martwiła mnie ta ręka- Kleo ma rację, jest tu jeszcze żadne z chłopków nie miał wolnego dzięki niemu a zgrywa szefa. Nie życzę sobie, żeby mnie kontrolował. Nie jest moim ojcem. Poradzimy sobie we czwórkę on nie jest nam potrzebny- wyprostowałam się i spojrzałam we wsteczne lusterko. Nie było źle, sen pomógł mi pozbyć się śladów chlipania. Zadzwoniłam do taty i wyjaśniłam mu sytuację.

   Mama i Wojtek nie byli zdziwieni naszą obecnością co tylko potwierdziło moją teorię.
-Możemy porozmawiać pułkowniku?- Spytałam po przywitaniu się z mamą.
-No dobra- wyglądał jakby nie było mu to na rękę, wskazałam mu kierunek usiadłam w gabinecie za biurkiem taty i poprosiłam, żeby usiadł na wprost. –Co jest?- Był zniecierpliwiony.
-Wierzę, że mamy inne priorytety jeśli chodzi o mamę i ochrona którą mi pan zapewnia tworzy konflikt interesów. Wykorzystuje Pan chłopaków żeby mnie trzymać w pętli jak wściekłego kundla, którym nie jestem. W związku z tym wierzę, że czas już żebyśmy zostali sami z chłopkami. Zorganizujemy sobie jakoś pracę, żeby mogli mieć wolne. Niech ten pobyt w Krakowie będzie jasny, chce Pan pobyć z mamą, ona jest z tego zadowolona super,  nie mogę być bardziej za, ale nie udawajmy że ma to coś wspólnego ze mną i ochroną.
-Zwolniłaś mnie właśnie?
-Tak sądzę.
-Wiesz jak trudno komuś załatwić ze mną taki prywatny kontrakt? –Był chyba zaskoczony, że ktoś może oznajmić mu, że nie potrzebuje jego usług.
-Tak Pułkowniku, w związku z tym wierzę, że nie jesteśmy aż tak zagrożeni, żeby potrzebować aż tak wyszkolonego żołnierza jak Pan. –Siedział i patrzył na mnie chyba trawiąc sytuację, nie jestem pewna o co chodziło, ale raczej nie wierzył, że ktoś może tak z niego zrezygnować. Konflikt w jego głowie trwał dość długo, chyba starał się być racjonalny mimo, że wiedziałam, że tacy jak on i tata łatwiej radzą sobie z taką sytuacją ogromnym wybuchem. Pozwalałam mu się oswoić z sytuacją. –Nie ma sensu, żeby Pan mnie kontrolował, mój ojciec tego nie robi, nie robi tego mój mąż, nie pozwolę żeby robił mi to potencjalny partner mojej mamy. Żeby było jasne, nie usiłuje Pana zdyskredytować w oczach mamy. Dusi mnie Pańska kontrola i uparte dążenie do odseparowania nas na co nigdy nie pozwolę. Zachowajmy lepiej dobre stosunki prywatnie, zamiast bitew w pracy. Czy mamy zgodę? -Znów trawił, po raz kolejny powstrzymując wybuch i ucząc się bycia racjonalnym. Tata już by krzyczał że mam się dostosować do ochrony bo on nie pozwoli mi być głupią i narażać się. Wojtek właśnie przechodził lekcję samo opanowywania się. Byłam pewna, za dobrze znałam ten gatunek.
-Dobrze, skoro tak chcesz. Nie widzę powodu, żeby nie uszanować twojej prośby.
-Cieszę się, chciałabym żeby Pan wiedział, że doceniam szybki przyjazd i pomoc.
-Wiem Nel. –Przytaknął mi.
-Chce Pan pogadać z chłopakami?
-Tak. Daj nam dziesięć minut.
-Zgoda?- Wyciągnęłam do niego rękę.
-Zgoda- potwierdził.

****

Przypomina, o FAQ dwie notki niżej, zaczynam się nawet relaksować, myślałam, że będziecie pytać o dylematy moralne a tu proszę zwykła organizacja. :D
  • awatar megi94: Jak ty sobie tyłek rozcielas to nie mogę pojąć do tej pory, ale zgodzę się z Tobą, naprawdę głupia kontuzja. A co do dalszej części, to może się mylę, ale mam wrażenie, że ty jesteś najzwyczajniej w świecie zmęczona tym wszystkim z jeden strony ten psychol, z drugiej mama i Wojtek. Potrzebujesz odpocząć, wyłączyć się na chwilę, naładować akumulatory (chociaż rozumiem, że w obecnej sytuacji to raczej trudne)
  • awatar Nela18: No wiem, to na prawdę ostry nóż. Ja też nie wierzyłam, że tak można. Nie, dam radę, nie ma czym się męczyć. Dzięki za troskę.
  • awatar Blonde Angel: z tym tyłkiem to współczuję serdecznie. ze mnie się smiali jak rozcięłam sobie rękę w dosyc dziwnym miejscu i miałam ograniczoną motorykę, ale tyłek... nie wiem, siedzisz jakoś? dajesz radę? a co do Wojtka, to chyba dobrze że go zwolniłaś. tak to jakoś się może dogadacie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

nela18
 
   Wstałam po jedenastej i przeciągnęłam się idąc do łazienki. Do późna nie spałam a teraz trudno było mi się otrząsnąć z rozespania. Arek miał być gotowy na mój znak, więc postanowiłam do niego zadzwonić już, żeby nie rozpieprzać mu całego dnia. Byłam zdegustowana na samą myśl, że ktoś miałby cały dzień spędzić pod telefonem czekając na mój kaprys.
-Yo Man!- Powitałam go gdy odebrał.
-No cześć- odezwał się zaspany.
-Obudziłam cię?
-W życiu, już od dawna nie śpię- obruszył się ale brzmiał zupełnie inaczej.
-Chciałabym skoczyć tylko po zakupy, ale mogę równie dobrze zabrać Przemka i iść do najbliższego spożywczaka. –Zapewniłam, -więc ty mógłbyś mieć wolne.
-Nie, spoko. O której mam przyjechać?
-Na spokojnie za półtorej godziny? Zjem śniadanie, uszykuję się, no coś tak jakoś, najwyżej postoisz na klatce.
-Oczywiście Pani Hartman- zaśmiał się i rozłączył.
-Przemuś?- Usłyszałam zamieszanie w salonie.
-Muszę pędzić dostałem zlecenie!- Krzyknął. –Będę po osiemnastej!- Słyszałam jak trzasnął drzwiami i przekręcił klucz. Podeszłam do szafy i z szuflady wyjęłam bieliznę od Tomka. Obejrzałam ją, była piękna. Uśmiechnęłam się na myśl, że zrobił mi taki prezent, był tylko przerażający w sposobie podania zwłaszcza w takiej sytuacji w jakiej byliśmy teraz. Postanowiłam włożyć ją dziś, skoro ma wrócić późnym popołudniem to powinnam chyba mieć ją na sobie. Wyjęłam prostą czarną sukienkę i rzuciłam ją na łóżko koło bielizny.

-To co dzisiaj skoro nie siedzimy razem to jesteś zmuszony do siedzenie przy telefonie? –Spytałam popychając przed sobą wózek z zakupami.
-Tak, poza tym szef ma jakieś plany na popołudnie więc mam podwójną kontrolkę włączoną- wyjaśnił.
-Świetnie, szef ma plany. –Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do teściowej. –Cześć Mamusiu!- Przywitałam ją. –Wpadniesz może dzisiaj na obiad? Tak dawno cię nie widziałam, usycham z tęsknoty a Tomka nie ma i nie chciałabym przyciągać ochrony do ciebie.
-No nie wiem Słonko.
-Masz plany- zmartwiłam się.
-W sumie mam.
-Mamo, czy Wojtek nie pozwala ci się ze mną spotykać? –Byłam zawiedziona.
-Nie, Kochanie. Jasne, że nie. Po prostu umówiliśmy się a rzeczywiście dawno cię nie widziałam. Też się stęskniłam.
-To wpadnijcie razem na późny obiad, może na siedemnastą. Tomek może przyjedzie później. Pobylibyśmy chwilę razem, Wojtek przecież może spędzić chyba jedno popołudnie w moim towarzystwie.
-Tak, myślę, że tak, porozmawiam z nim i dam ci znać. –Oznajmiła rozłączając się.
-Wykorzystałaś informacje- obruszył się Arek. –Za bardzo traktuje cię jak kumpla.
-Nie zdradziłam cię, spoko. Mam wolne i tak zadzwoniłabym do mamy, popsucie planów twojemu szefowi tylko sprawia, że moje popołudnie będzie lepsze. –Uśmiechnęłam się szeroko i wtedy spostrzegłam faceta przyglądającego mi się uważnie. Był wysoki, szczupły i ciemnowłosy, pasował do opisu faceta dzięki któremu musiałam chodzić z ochroną. Tomek nie pokazał mi żadnego zdjęcia, tylko ochrona wiedziała jak on wygląda. Moje przypuszczenie potwierdziły się gdy Arek zmienił stronę po której szedł i zamilkł. Był teraz między mną a mężczyzną.
-Pani Hartman- mężczyzna skinął na mnie.
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się pogodnie i również skinęłam. Nie wiedziałam czego chciał, ale nie zmierzałam chować się po kontach. Może liczył, że opowiem o tym Tomkowi, a może chciał żebym to ja się przestraszyła. Trochę mu się udało, zacisnęłam rękę na kastecie w kieszeni płaszcza mając na uwadze to, że Tomek wspominał, że facet jest bardzo silny. Arek uważnie go obserwował, choć starł się mnie zagadać jak gdyby nigdy nic, odpowiadałam mu jakbym była roztargniona i obejrzałam się jeszcze ze facetem uśmiechając przyjaźnie. –Nie zabijesz go?- Spytałam szeptem.
-Nie mam takiego polecenia, mam czekać na kontakt, zgłosić i czekać na dalsze rozkazy, cały czas utrzymując cię bezpieczną. –Wyjaśnił cicho. Robiłam normalnie zakupy choć facet pojawiał się co jakiś czas koło mnie, starałam się go ignorować, mimo tego że sytuacja była napięta. Arek też był wyjątkowo skrupulatny okrążał mnie za każdym razem gdy facet się tylko pojawiał. Miał cały czas sytuację pod kontrolą. –Wskakuj. –Zakomendował gdy wsadziłam reklamówki do samochodu. Otworzył mi drzwi i przeszedł dokoła samochodu żeby wsiąść za kierownicę, mężczyzna akurat wychodził ze sklepu i pomachał mi.
-On jest świetny w działaniu na psychikę! Jak tak stalkuje żonę to nie dziwię się, że ona dostaje świra. Zwłaszcza jak ją bił- gorączkowałam się.
-Wszystko dobrze?- Spojrzał na mnie Arek.
-Tak, tylko nie sądziłam, że facet faktycznie zada sobie trudu, żeby mnie zobaczyć na własne oczy. Myślałam, że to tylko takie pogróżki. –Wzięłam kilka głębszych wdechów. –Najgorzej, że jak się jest dorosłym to trzeba czekać póki komuś nie puszczą nerwy i nie mogę podejść i wywalić mu w pysk za straszenie mojego męża.
-Dobrze ci poszło- stwierdził- uśmiechałaś się do niego jakbyś nie wiedziała kim jest, ja się nabrałem a trochę cie znam. Jeśli on myśli, że jesteś po prostu restauratorką a nie córką swojego ojca to może myśleć, że jesteś bezbronną głupią gąską. To dobrze.
-Mógłby mnie zaatakować, Tomek i tak zniszczy go w sądzie. Miałby więcej dowodów przeciwko niemu. Atak na żonę obrońcy znaczyłby już totalne psycholstwo. Można by go skierować na badania psychiatryczne. Bogaty sukinsyn.

Jeden telefon Arka do mojego ojca wywołał panikę na całym globie. Miałam dość tej paranoi. Tata chciał przyjechać i wysłać do mnie pełen oddział ochrony i zamknąć mnie w domu jak Kopciuszka. Bez pracy i wychodzenia z wieży.
-Nie! Nie waż się tato! To wszystko za jedno „dzień dobry Pani Hartman”! Chciał, żebyście panikowali i to właśnie robicie! Opanuj się! Nie waż się tego robić, biegasz za jego laserem jak głupi kot! Opanuj się żołnierzu! Arek jest skuteczny, nic mi nie jest a on niczego nie próbował. –Wrzeszczałam przez telefon na tatę w obecności Wojtka, mamy i Arka. –Nie ma mowy, słyszysz?!
-No dobra, może masz rację, może przesadzam.
-Ufasz Wojtkowi i Arkowi?
-Tak. –Mówił już spokojniej i nie przechodził do defconu 5.
-Więc pozwól im dalej pracować. Od kiedy mam Arka pod ręką nie pozwolił mi nawet upaść. Wrzuć na luz pułkowniku masz porządną córkę którą osobiście uczyłeś samoobrony. Wiesz, że jest dobra i, że ma profesjonalną ochronę.
-Dobra córciu, ale informuj mnie na bieżąco, żebym się nie martwił.
-Arek na pewno to robi, ale mogę się poświęcić. –Zaśmiałam się. –Kocham Cię tato, trzymaj się.
-To ty się trzymaj Księżniczko. –Odpowiedział i rozłączył się.
-Co powiedział?- Spytała mama, opadłam na sofę i westchnęłam opanowując irytację.
-Przejechał po mnie Watrinowy czołg mamo, będzie ok. Zostaje przy tej ochronie, nic nie zmieniamy. Boże on zawsze był taki trudny czy to tylko starość? –Pokręciłam głową a mama się roześmiała. –Zostaniesz na obiedzie?- Spojrzałam na Arka.
-Nie dziękuję. Będę pod telefonem gdybyś czegoś potrzebowała.
-Niech Pan zostanie Panie Arku, nie dał jej Pan jeszcze szansy zabłysnąć w kuchni, jest świetna. –Wspomogła mnie mama a ja kiwałam głową nieskromnie potwierdzając jej słowa.
-Jestem nawet lepsza niż ona mówi. –Roześmiał się.
-Dziękuję, ale muszę odmówić. Nie chciałbym przeszkadzać. –Skumałam już nie chciał blokować Wojtka.
-Powiedz mu Pułkowniku, tylko ciebie posłucha. Na co czekasz? –Obruszyłam się a mama zacisnęła zęby, żeby mnie nie skarcić.
-Skorzystaj z zaproszenia Pani domu, jeśli tylko masz ochotę.
-Dzięki naprawdę, ale obiecuje, że kiedyś spróbuję. Pani Hartman- kiwnął na mamę- miło było Panią poznać. Zamknij proszę drzwi za mną. –Poprosił idąc w stronę korytarza. –Jestem pod wrażeniem, że nakrzyczałaś na szefa- uśmiechnął się mówiąc cicho.
-Jakbyś został pokazałabym ci jak to się robi na przykładzie drugiego- wyszczerzyłam się. Do zobaczenia jutro.
-Nie będziesz już nigdzie wychodzić?
-Nie, na sto procent. Teraz mam gości a później będę witać męża, jeśli wiesz co mam na myśli.
-Jasne, baw się dobrze. –Skinął głową i wyszedł.

   Klucz w zamku świadczył o tym, że powrócił jeden z moich facetów.
-Kotku?!- Krzyknął od drzwi Tomek.
-Jestem w salonie- odezwałam się, wszedł do środka szybko i nie rozbierając się przytulił mnie.
-Cześć- rzucił roztargniony w stronę naszych gości. –Wszystko dobrze?- Spojrzał na mnie uważnie.
-Tak, mam ochronę pamiętasz? Nic się nie martw- tłumaczyłam gdy tulił mnie do siebie. –Wcale we mnie nie wierzycie z tatą. Ja uwielbiam jak obijasz pyski podwalających się do mnie kolesi, ale nie zapominaj, że bije się, noszę kastet i zawsze mam ze sobą nóż bo odbierając dostawy z niego korzystam. Nie doceniacie mnie z moim ojcem. Zdejmij proszę ten mokry płaszcz a ja zrobię ci kolację. Nalej sobie wina na rozluźnienie. –Wskazałam butelkę stojącą na stole.
-Wołałem cię Hartman, zatrzasnąłeś mi drzwi przed nosem!- Oznajmił Przemek otwierając drzwi.
-Sorry.
-Hartman, a ty już masz karę i siedzisz w domu, czy dali ci wreszcie skopać czyjś tyłek? –W odpowiedz przewróciłam oczami- Boże dajcie jej oddychać! Sama się umie obronić, jeden goryl to dużo ale jak ją będziecie tak grzać pod kloszem to wybuchnie- tłumaczył stojąc między kuchnią a salonem.
-Nie masz pojęcia co to za koleś. –Odezwał się Wojtek.
-Nie masz pojęcia kim ona jest, co? –Przyjrzał się Wojtkowi. –Nigdy nikogo takiego jak ona nie spotkałeś i dlatego wydaje ci się, że nie da rady. Tomek, powiedz mu.
-Od dwóch miesięcy chodzi na boks, zaproponowali jej zawody bo pobiła już wszystkich facetów.
-Naprawdę?- Mama zdziwiona spojrzała na mnie gdy stawiałam przed Tomkiem talerz z obiadem. Uśmiechnęłam się, pocałowałam go i usiadłam na oparciu obok niego. –Nic nie powiedziałaś. Myślałam, że chodzisz dla przyjemności.
-Bo tak jest.  Po prostu jestem dobra.

*****

Właśnie dostałam smsa od Wojtka w którym sugeruje, ze nie ma starego tyłka i wcale się nie boi. Chyba wzruszają go też wasze komentarze. Gratuluję :D Pułkowniku wpadłeś. Kij ma dwa końce, prawda mamo?
  • awatar KrakowskaGóralka: Pozdrowienia dla Pułkownika :D Szczerze? Też myślałam, że ten facet tak tylko straszy, a w rzeczywistości zostawi Was w spokoju, a przynajmniej nie będzie zbliżał się do Ciebie.
  • awatar Nela18: To było nas dwie w tym przekonaniu.
  • awatar Agniesia :]: Brawo, brawo. Nela, weź ich postaw do pionu :D Niech wróci stara Nela, co robiła spustoszenie w ich głowach, kilkoma słowami hahaha. I uważaj na siebie mimo wszystko. I niech spada chory typ na drzewo.. !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (23) ›
 

 

Kategorie blogów