Wpisy oznaczone tagiem "wp" (35)  

jakstworzylemblog
 
Wprowadzając do tematu. Na czym obecnie stoję ?
Uruchomiłem blog w grudniu 2011r. Silnik to Wordpress. Wtyczki:
*#Akismet*
*All in One #SEO Pack*
Formularze
*#Google #Analytics for WordPress*
*Google XML #Sitemaps*
Hello Dolly
*#IntenseDebate*
MapPress Easy Google Maps
Zabezpiecz #WordPress
*#Shareaholic | email, bookmark, share buttons*
Subscribe To Comments
Ultimate Security Checker
#WP Security
*Yet Another Related Posts #Plugin*

Dlaczego akurat te wtyczki ? Kiedyś trafiłem na stronę, w której autor zachęcał do zakupu swojej książki, w której znajdę odpowiedź na każde pytanie i zarobię miliony. W opisie widziałem, że takowe wtyczki opisuje. Nie czekając pobrałem je i zainstalowałem.
 

ligaswiata
 
Bolszewia na uchodźctwie
i jej wspólnicy w Polsce

Ci z nie spalonych WSI

Opadają emocje po ujawnieniu sekretów Wojskowych Służb Informacyjnych. Teraz już nikt nie będzie miał wątpliwości, że w III RP pod nosem polskich polityków najwyższego szczebla, za ich wiedzą i cichą aprobatą, powstała przestępcza i mafijna organizacja opłacana z kieszeni obywateli i działająca przeciwko interesom Polski.
Raport o działalności WSI to ważny etap w walce o suwerenność naszego kraju. W tej potyczce kolejni wrogowie Polski wykurzeni zostali z wypieszczonych i bezpiecznych okopów władzy i wpływów. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że pomimo najnowszych trendów w polskim wymiarze sprawiedliwości, oskarżeni agenci WSI nie będą czekali na wyroki całymi latami i że wyroki te,” z braku przekonywujących dowodów rzeczowych i braku świadków”, nie będą wyrokami uniewinniającymi.

Dla mnie, jako politycznego banity peerelowskich komunistów i służb specjalnych, szczególne znaczenie we wspomnianym dokumencie mają informacje o działalności WSI w środowiskach Polaków mieszkających poza krajem.

Handlarze zwłokami

Z Raportu wynika m.in, że tajny oddział Y II Sztabu Generalnego WP przejmował przez swych agentów majątki po tych Polakach, którzy zmarli na Obczyźnie samotnie, nie pozostawiając potomstwa. Niejaki Tadeusz Mrówczyński zidentifikowany w Raporcie jako osoba niejawnie współpracująca z WSI w taki właśnie sposób załatwił sobie spadek po obywatelu Kanady pochodzącym z Polski. Według ministra Antoniego Macierewicza agenci WSI zagrabili w ten sposób setki milionów dolarów.( www.prezydent.pl ).

Nie tylko aspekt kryminalny zastanawia w tej skomplikowanej akcji, wymagającej przecież współpracy wielu wysoko-wykwalifikowanych agentów, w tym fałszerzy dokumentów, notariuszy i prawników, ale również rola jaką w akcjach cmentarnych hien odgrywały polskie placówki dyplomatyczne. Można sobie wyobrazić sytuację, kiedy to przetransportowaną z Kanady do Polski trumnę ze zwłokami, na warszawskim lotnisku odbierają agenci podając się za daleką rodzinę zmarłego, przedstawiają fałszywe dokumenty upoważniające ich do odbioru trumny, a potem i majątku nieboszczyka.

Wszystkich zainteresowanych rozmiarem wpływów agentów WSI i innych osób niejawnie z WSI współpracujących, które przez lata dominowały środowiska polonijne, zachęcam do zapoznania się z tym dokumentem. Wynika bowiem z niego niezbicie, iż politykę wobec Polonii wyznaczały właśnie takie osoby, jak np. Marek Jędrys, dyplomata, który, „realizował zadania związane z wpływaniem na ambasadora w kierunku pożądanym przez WSI. Pomagał plasować wskazane osoby na placówkach dyplomatyczych”.( Raport s.339). Ze względu na ogromne znaczenie treści tego Raportu, dla wszystkich Polaków mieszkających poza krajem, zamierzam tej sprawie poświecić swój kolejny artykuł.

Inny Raport, inni Polacy

W podsycanej przez media atmosferze napięcia związanego z oczekiwaniem na opublikowanie raportu o WSI, zupełnie niepostrzeżenie przemknęła w polskich i polonijnych środkach masowego przekazu informacja o innym rządowym raporcie, dotyczącym ponad 17- stu milionów Polaków mieszkających poza granicami kraju.

Otóż, 14 lutego 2007 Sejmowej Komisji łączności z Polakami za granicą przedstawiony został raport opracowany w ramach prac Międzyresortowego Zespołu ds. Polonii i Polaków za Granicą. Raport ten jest, jak to określił doradca premiera ds. Polonii i Polaków, Michał Dworczyk, „ próbą diagnozy” aktualnej sytuacji Polonii i Polaków mieszkających poza krajem.

W raporcie zwrócono między innymi uwagę na „nieefektywny system finansowania Polaków za granicą, utrudniony dostęp do nauki języka polskiego i polskich mediów”.

Z danych zawartych w raporcie wynika, że w 2006 roku na rzecz Polonii przeznaczono łącznie około 136 mln zł; z Senatu przeznaczono 52 mln, 7mln zł wyasygnowano z funduszy różnych ministerstw i Kancelarii Prezydenta. www.pis.org.pl/article.php?id=6324. Wydatki związane z udzielaniem pomocy Polonii w roku 2007 jeszcze bardziej wzrosną gdyż na zadania polonijne Kancelaria Senatu zaplanowała wzrost środków finansowych w wysokości 75 000 zł, co w porównaniu z 2006 r. stanowi wzrost o 46,2%.

Na posiedzeniu Komisji do Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą, 19 grudnia 2006 roku, zastępca szefa Kancelarii Senatu Romuald Łanczkowski poinformował, że Kancelaria Senatu zaproponowała zwiększenie „wydatków na zadania programowe i inwestycyjne środowisk polonijnych i polskich na świecie, i ma na celu zapewnienie pomocy finansowej jak największej liczbie środowisk i zaspokojenie ciągle rosnących potrzeb polskiej diaspory.”

Priorytety finansowania zadań w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą oraz kierunki działania są określane przez Senat RP w oparciu o Uchwałę Senatu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 30 kwietnia 2002 r. (M.P. z dnia 15 maja 2002 r).


Pomoc czy zalegalizowana kradzież?

Cieszy fakt, że wreszcie po dziewiętnastu latach, w pomagdalenkowej Polsce, ktoś odważył się zwrócić uwagę na sprzeniewierzane przez Senat i Wspólnotę Polską setki milionów złotych pochodzących z kieszeni polskich podatników.

Wymienione powyżej kwoty, wydatkowane na pomoc borykającej się z „nedzą”(?!) Polonii wskazują, iż przez te wszystkie lata na wspieranie aktywności wielu niezlustrowanych pseudoreprezentantów tzw. Polonii zorganizowanej, często wywodzących się w prostej linii z agentów i donosicieli infiltrujących środowiska polonijne od 1944 roku i wspieranych przez napływających z PRL-u złodziei, kombinatorów, handlarzy, cinkciarzy i kryminalistów, wydano ponad dwa miliardy polskich złotych.

Miliardy złotych wyciągane są z budżetu państwa podnoszącego się z komunistycznej, politycznej i gospodarczej ruiny. Najwyższy czas, aby ten proceder zakończyć, najwyższy czas odsunąć „ryje od koryta”. Zbyt kosztowne jest dla naszej Ojczyzny, wspieranie bolszewii na Uchodźctwie, której lewą nogę od 1992 roku wzmacniają jej „Wspólnicy” w Polsce.

Pełnym szacunkiem darzę tych Polaków, którzy mieszkając poza krajem bezinteresownie poświecają swój czas na krzewienie polskiej kultury, języka, tradycji i czynią to pracą własnych rąk. Chylę głowę przed tymi wyrobnikami pracy społecznej. Natomiast niechęć i niesmak czuję, gdy wyciąga się do Polski ręce po pieniądze, wiesza najwyższe odznaczenia państwowe na piersiach rozmaitych prezesów, podczas gdy prawdziwi społecznicy odchodzą w zapomnieniu.





Lech Wałęsa TW "Bolek"- Lejba Kohne, wieloletni czlonek KC PZPR Stanisław Ciosek, prof. Stelmachowski i gen. SB Czesław Kiszczak



Kto za tym stoi

Głównymi sponsorami zbolszewicowanej Polonii były „niedoinformowane” kolejne rządy RP i przymykający na ten proceder oczy, Senat. To te gremia nakłaniał do często bezsensownych i niczym nieuzasadnionych wydatków 83- letni profesor Andrzej Stelmachowski, prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska, manipulowany umiejętnie przez swoich asystentów i doradców. Zainteresowanym polecam zapisy stenograficzne z posiedzeń Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą z lat 1997-2007, szczególnie zapisy nr 42(8.12.2005), 63(22.12.2005), 75 (6.01.2006) www.senat.gov.pl/k6/kom/index.htm

Warto przypomnieć, że prof. Stelmachowski był jednym z inicjatorów Okrągłego Stołu, za co magdalenkowi biesiadnicy wynagrodzili go wyniesieniem na stołek marszałkowski Senatu RP. W latach 1989-1991, gdy jego akcje nieco spadły, w rządzie Olszewskiego objął on stanowisko ministra kultury, a od 1992 jest prezesem "Stowarzyszenia Wspólnota Polska" w Warszawie. Od tego czasu trwa marnotrawienie polskich pieniędzy i wydawanie ich często niezgodnie z interesem polskiego państwa i Polonii.





od lewej: prof. Stelmachowski, abp. Tadeusz Gocłowski, gen. SB Czesław Kiszczak, Lech "Bolek" Wałęsa, Reykowski, Tadeusz Mazowiecki






„Wspólnota Polska” dzieckiem niezlustrowanej dyplomacji i Okrągłego Stołu

Utworzona na fali pomagdalenkowych politycznych deformacji „Wspólnota Polska” uzasadniała konieczność swojego istnienia fobią Polonii wobec polskich placówek dyplomatycznych. To, że środowiska polonijne miały podstawy nie ufać reprezentantom Moskwy w polskich ambasadach, choćby z racji prowadzonej przez te placówki przez pół wieku infiltracji, inwigilacji, dezinformacji i dezintergacji Polonii, zupełnie nie docierało do kolejnych pomagdalenkowych ministrów i szefów MSZ. (htt://www.videofact.com/(…)cenckiewicz_sb_poloniahtlm…).

Niemal wszystkie placowki dyplomatyczne: ambasady, konsulaty i izby handlowe przed 1989 rokiem były obsadzone przez „fachowców”, którzy swoje kwalifikacje zdobywali w Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR i kontrolowanej, przez KGB i GRU, moskiewskiej akademii dyplomatycznej MGIOMO.

Byli oni rekrutowani do pracy w dyplomacji przez tajne służby i wywodzili się z pezetpeerowskich aparatczyków, lektorów KW i KC PZPR, działaczy Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, ZMS-ów, politruków stanu wojennego, potomków rozmaitych maści i odcieni sekretarzy komunistycznych partii i stronnictw sojuszniczych, z dziatwy oficerów stalinowskiej informacji wojskowej, LWP, SB i MO oraz służby więziennej ( K.Górecki MSZ Cimoszewicza, czyli raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy, „Gazeta Polska, 2005, M. Krajewska, „ Co odzyskaliśmy w MSZ, czyli Jurassic Park – i Dudek”, Niezależna Gazeta Polska, wrzesień 2006).




Antypolonijna polityka rządów III RP

Od roku 1989 niewiele się zmieniło, a ”obecna elita resortu to drugie pokolenie, dzieci działaczy o stalinowskim rodowodzie sięgającym KPP, synowie wysokich urzędników i bonzów gmachu na Szucha, zmuszonych w 1968 r. do opuszczenia stanowisk w wyniku wewnątrzpartyjnych rozgrywek. W 1989 r. pod rządami Mazowieckiego i z błogosławieństwem Wałęsy przejęli ster dyplomacjii .” ( www.medianet.pl/~naszapol/0535/0535gori.php ).


Wśród gwiazd polskiej dyplomacji nadal znajdują się byli instruktorzy Komitetu Centralnego PZPR i etatowi funkcjonariusze aparatu tej partii: Ireneusz Makles - konsul generalny w Karaczi; Stanislaw Borek - wicedyrektor Departamentu Europy; Andrzej Kasprzyk - ambasador, wydelegowany na obserwatora do misji OBWE w Górnym Karabachu; Jan Ludwik Wdowik - minister pełnomocny w Paryżu; Janusz Mrowiec - ambasador w Algierze; Jan Michałowski - ambasador w Hadze; Janusz Niesyto (ambasador w Bernie); Grażyna Bernatowicz-Bierut (drugiego członu nazwiska nie używa) - ambasador RP w Madrycie, do 1989 r. pracownica PISM, w 1989 r. dyrektor Departamentu Integracji Europejskiej. www.radiopomost.com/index.php…




W Australii znalazło się miejsce na przechowanie dla Jerzego Więcława (graduate master's degree of the Moscow Institute of International Relations (1973) and Foreign Service Postgraduate School at the Higher School of Social Sciences, Warsaw (1980) i jego malżonki Bogumiły. (www.poland.org.au/index.php… )







.. mówiliśmy wam, że wrócimy!

Z opublikowanego 16.02.2007 Raportu WSI wynika , że w Ministerstwie Spraw Zagranicznych aż 108 pracowników było agentami tych służb, 32 było umieszczonych w Ministerswie Handlu Zagranicznego , w Centralach Handlu Zagranicznego 383 a w firmach polonijnych 25 ( Raport WSI, s.11-17 )

Do tej pory, po 19 latach, na placówkach dyplomatycznych III Rzeczypospolitej wśród 172 ambasadorów, konsulów i radców 75% z nich reprezentują przemalowani na biało absolwenci szkół moskiewskich ( www.msz.gov.pl ). W Edynburgu konsulem Generalnym jest p. Aleksander Dietkow, w Erewaniu Tomasz Knothe, w Grodnie Andrzej Krętkowski, w Ho Chi Minh Przemysław Jenke, we Lwowie znalazł się Wiesław Osuchowski, w Wilnie panuje ambasador Janusz Skolimowski (osobisty sekretarz E. Gierka). W imprezach towarzyszą mu konsulowie Mariusz Gasztoł i Stanisław Cyngarowski (IPN BU 021811748- z listy Wildsteina).




Kulisy przyznawania funduszy dla Polonii

Chora politycznie, zarażona komunizmem Polska dyplomacja opierająca się w wiekszości na sierotach po Stalinie, posłusznych aktywistach ZMP i ZMS, często miernotach moralnych i intelektualnych, oraz zaniechanie całkowitej wymiany personelu dyplomatycznego, doprowadziło do utrwalenia i rozrostu organizacyjnej, biurokratycznej atrapy w postaci „Wspólnoty Polskiej”. Przejmując rolę jedynej organizacji realizującej potrzeby środowisk polonijnych, z każdym rokiem zwiększała ona swoją supremację w przyznawaniu „pomocy” rozmaitym organizacjom polonijnym, zarówno na ich działalność jak i na inwestycje.

Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, z wnioskiem o przyznanie funduszy na działalność organizacyjną mogą wystąpić jedynie te polonijne organizacje, które są zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym lub posiadają inny dokument rejestrujący organizację na terenie Polski. Zadania pańtwowe mogą być zlecne tylko krajowym jednostkom nie zaliczanym do sektora finasów publicznych, mającym siedzibę w Polsce, które spełniają wymogi formalne określone w ustawach o finansach publicznych, o rachunkowości, prawie zamówień publicznych oraz o pożytku publicznym i wolontariacie (Zarządzenie nr 18 Szefa Kancelarii Senatu z dnia 20 grudnia 2002). A zatem Stowarzyszenie Wspólnota Polska posiada nieomal całkowity monopol na występowanie w imieniu organizacji polonijnych o fundusze na wspieranie ich działalności poza granicami kraju.

Aby dzielić i szastać pieniędzmi „Wspólnota” musi być lubiana przez Senat RP i marszałka Senatu. Aby być lubianym, trzeba o tę sympatię zabiegać. Dlatego wspólnicy ze „Wspólnoty” ofiarowują posłom i senatorom oraz ich rodzinom, nie pomijając oczywiście członków Komisji Senackiej, atrakcyjne wycieczki nad Jezioro Świteź, Niemen, do domu Polskiego w Wilnie, pod Ostrą Bramę. Zrelaksowani, odurzeni gościną i niejednokrotnie wzruszeni politycy (ze wszystkich politycznych frakcji) tracą swoją czujność. Tempo w jakim prowadzone są dyskusje nad przyznawaniem funduszy dla Polonii jest niewiarygodne.




O większy kawałek tortu

Pierwszm etapem jest zaopiniowanie złożonych w Kancelarii Senatu wniosków, które przesłały organizacje polonijne i inne, teoretycznie działające na rzecz Polonii w kraju. Wnioski te opiniuje Zespół ds. Finansów Polonijnych, w którym kolejni marszałkowie Senatu mieli i nadal mają swoje wierne wtyki. To siła ich lobbingu decyduje o tym, że opinii Zespołu nikt nie kwestionuje, że są one akceptowane szybko i bez szemrania. Następnie wnioski, te które miały być przyjęte, trafiają do senackiej Komisji ds. Emigracji i Polaków za Granicą. Komisja zaś znów bez jakiejkolwek dyskusji ze wszystkim się zgadza i na ogół je przyklepuje.

Na prawie wszystkie posiedzenia Komisji przychodzi (jest przyprowadzany) prezes Stelmachowski. To właśnie jego obecność ma nie dopuścić do jakiejkolwiek dyskusji i nadać wnioskom i ich wnioskodawcom wiarygodność. Przed prezesem nieomal wszyscy gną się w wiernopoddańczych ukłonach. Postępujące skorumpowanie Senackiej Komisji wspierane przez kolejnych marszałków Senatu, brak kontroli nad podejmowanymi decyzjami finansowymi..... widmo peerelu krąży w Senacie III RP.




Wspólnicy „Wspólnoty” w Senacie i ich protegowani na Wschodzie

Senat, któryma ambicje prowadzenia własnej polityki zagranicznej, szczególnie na Wschodzie – niekoniecznie zgodnej z tym, co akurat robią prezydent, rząd i Ministerstwo Spraw Zagranicznych, uparcie wzmacnia polonijną wschodnią nogę. Zachęca go do tego "Wspólnota Polska", od lat uwikłana w rozgrywki polityczne na Litwie, Białorusi i Ukrainie. W ciągu ostatnich lat "Wspólnota" wyhodowała sobie całe zastępy zawodowych "Polaków ze Wschodu", rywalizujące o "dojścia" do karmiącej ich piersi krajowych prominentów, o zaproszenia na prestiżowe imprezy w kraju, a przede wszystkim o dary od wszelkich możliwych instytucji. Dary, z których Ci wszyscy „działacze”, ich rodziny i ich krewni mogą nieźle żyć, nawet jeśli lokalna społeczność nic z tego nie ma.

Z profilu wydatków widać wyraźnie, że to właśnie za wschodnią granicę odpływa 90% wszystkich funduszy inwestycyjnych przeznaczonych na pomoc dla Polonii na całym świecie. Mało tego, pieniądze te są głównie przeznaczane na zakup, remonty, ogrodzenia, dachy deficytowych polskich domów, szkół i przedszkoli we wsiach i małych miasteczkach byłych sowieckich republik, w których liczba polskich dzieci ciągle maleje. Znacznie rozsądniej i znacznie taniej byłoby płacić za wynajem pomieszczeń, niż stale remontować nadające się najczęściej do wyburzenia rudery, jak na przykład w Ejszyszkach, gdzie polskie dzieci nie mają butów, aby przyjść do szkoły, a jeśli już przyjdą, to są po prostu głodne (inf. Piotr Chlebowicz-Wydzial Wschodni Solidarności Walczącej).




O co tu chodzi

Z zestawienia przyznanych dotacji sporządzonego na podstawie uchwał Prezydium Senatu z dnia 13.03.2002, zlecających wykonanie zadań państwowych w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą w roku 2002 wynika, że na inwestycje w Rosji, na Litwie, Ukrainie, Białorusi i Łotwie wydano łącznie 17 mln złotych, w tym między innymi na remont Domu Polskiego w Usolu Syberyjskim i zakup lokalu w Emiliczynie. W czasie posiedzenia Komisji Senackiej nikogo nie dopuszczono do dyskusji i nie umożliwiono zadawania jakichkolwiek pytań. W ten oto sposób niezwykle szybko rozdysponowano ponad 40 000 000 złotych.

Wspólnota Polska skromnie chciała dostać mniej pieniędzy, bo zwróciła się o przyznanie jej „tylko” 2 mln 763 tys. 525 zł z przeznaczeniem ich na wspieranie organizacji polonijnych za granicą, jednak szczodrze przyznano jej (za sprawą ówczesnego marszałka Senatu Longina Pastusiaka) - 3 mln 445 tys. 998 zł. Na niedopracowany i dlatego niewiele warty program edukacyjny Wspólnota zawnioskowała o przyznanie jej 5 708 700 zł, a otrzymała 7 504 806 zł.

Na wspieranie kultury i tzw. dziedzictwa narodowego zażyczono sobie 3 281 114 zł. To wspieranie kultury będzie polegało na zakupie strojów ludowych dla zespołów tanecznych. Za pieniądze z Polski Polonia będzie się mogła wystroić w stroje krakowskie, kurpiowskie i i łowickie, przyozdobić w korale, wianki, fartuszki, kierpce podhalańskie i kontusze.




Małpa w saunie

Na tym samym posiedzeniu Komisji Senackiej senatorowie zostali poinformowani, że "WspólnotaPolska” rękami zakontraktowanych przez siebie wysokowykwalifikowanych specjalistów, bez przeszkód rozpoczęła budowę Domów Polskich w Kurytybie (Brazylia) i Usolu Syberyjskim, o którego istnieniu senatorowie nigdy nie słyszeli. Jak jednak wyjaśnili usłużni asystenci prof. Stelmachowskiego, dotarli tam księża katoliccy i domek na koszt polskiego państwa by im się tam przydał.

Potem jak po równi pochyłej, decyzja za decyzją; ( ...” nikt z szanownych członków Komisji nie chce spędzić świąt w Senacie?” – żartowano zalotnie). Kolejne pieniądze wrzucono na udoskonalanie Domu Polskiego w Wilnie. Ten deficytowy moloch niczym mauzoleum dla pana Stelmachowskiego pożera miliony polskich pieniędzy ......... i chyba dlatego zgodzono się na zainstalowanie w nim sauny. Nic dziwnego, że kilkudziesięciu innym polonijnym organizacjom do podziału zostało niewiele ponad 2 mln złotych i prawie nic na książki, biblioteki, media.




Jarmarki i internet

Z dokładniejszej analizy wydatków Wspólnoty Polskiej tylko w tym jednym 2002 roku wynika, że w konfrontacji z krakowiakami i przytupami, nowe i atrakcyjne dla nowej generacji Polaków urodzonych poza krajem incjatywy, takie jak na przykład internetowa szkoła języka polskiego, długo jeszcze nie będą miały szans na realizację. Tym bardziej, że wielkomocarstwowe dążenia prof. Stelmachowskiego do inwestowania w deficytowe domy polskie, za kilka lat zaczną obciążać budżet państwa. No cóż, w wieku profesora łatwiej przychodzi wspieranie np. Stowarzyszenia Parafiada im. św. Józefa Kalasancjusza, które pragnie pomóc odnaleźć się człowiekowi we wspólnocie parafialnej, czy misji pijarów w Afryce (40 tys.) lub zakonu bonifratrów.

I tak mijają lata, te same organziacje, ta sama szopka. Aktywnie dobijają się do inwestowania na Litwie powstające jak grzyby po deszczu polonijne organizacje, będące dziećmi ambasdora Skolimowskiego (wierny przyjaciel Edwarda Gierka), i konsulów Mariusza Gasztoła i Stanisława Cygnarowskiego. Nie bez powodu przyznano na rozbudowę szkoły w Landwarowie w rejonie trockim na Litwie (w roku 2003) - 3 257 134 zł., na remont przedszkola w Starych Trokach - 47 032, remont domu polskiego w Suczowie – 235,000.

Powołanie Klubów Olimpijczyka w środowiskach polonijnych kosztowało skarb państwa polskiego 91 370 zł. Hojną rączką w imieniu polskiego podatnika dano na wykończenie poddasza w Santanie (w Brazylii) - 50.000 zł, za partycypację w kosztach zakupu lokalu na Dom Polski w Florianopolis w Brazylii - 40.000, a na zakup okien do Izby Polskiej w Taagerup w Dani 70.000 zł. Poza tym 38 255 zł przyznano na remont szkoły w Libii.




Inne finansowe ciekawostki

W 2004 zażyczono sobie na budowę szkoł w Starych Trokach 1 609 080 zł, podczas gdy na promocję spraw polskich na całym świecie przeznaczono sumę 1 004 713 złotych. I dalej, na wspieranie aktywności obywatelskich w polonijnych środowiskach lokalnych w krajach ich zamieszkania 350 000, na wykończenie Domu Polskiego w Gobernador Roca Missiones w Argentynie 80 000, na zakup lokalu w Sankt Petersburg 1 700 000 i na wspieranie organizacji polonijnych w Australii, na wniosek organizacji w Australii 25 287 zł. Nawiasem mówiąc jak dotąd żadna polonijna organizacja w Australii nie przyznała się do otrzymania w prezencie od Wspólnoty Polskiej ponad dziesięciu tysięcy dolarów. Polonijna społeczność nie została poinformowana ani o dotacji, ani o jej wykorzystaniu.

Jak się okazuje „Wspólnota” może również sfinasować pobyt w Polsce osobom starszym i weteranom wojny (20.000 zł), a także organizuje co roku Polonijną Gwiazdkę na sportowo w Częstochowie za jedyne 24.500 zł. Ostatnio koszty wzrosły do 30.000 zł. Ciekawe jaki zespół przygrywa tam do tańca?

I tak dalej i tak dalej: w 2005 (auto dla Andżeliki Borys 60 000 zł,) 2006 - budowa Ośrodka Młodzieżowego w Agrentynie - Burzaco i na zakończenie budowy Domu Polskiego w Kirowogardzie na Ukrainie, wyposażenie szkół polskich w Trypolisie, w Bengazi i w Bernie w Libii.




Wspólnie okradana Polska i Polonia?

Te same organizacje, ta sama strategia i ta sama gra. Pojawiają się nowe, bezsensowne propagandowe incjatywy np. program wspierania aktywności zawodowej i gospodarczej w środowiskach polonijnych, akademickie spotkanie polonijne w Portugalii, program rozwoju organizacji mlodzieżowych, harcerstwa i polonijnego sportu, plener malarski w Karpaczu i wspieranie Towarzystwa Miłośników Mazurka Dąbrowskiego.

W kuluarach Senatu rozpowszechne są złowieszcze wieści o braku zainteresowania działalnością „starych”, wiecznie skłóconych organizacji polonijnych. Nie pamiętają szanowni senatorowie i posłowie, że skłócenie to jest efektem skutecznych działań dezintegrujacych, jakim poddawano Polonię przez 60 lat. Nic dziwnego, że nieufne wobec dzieci PRL-u środowiska i organizacje nie były ani przyjazne, ani specjalnie atrakcyjne (polska wieś tańczy i śpiewa) dla nowej emigracji z lat 80.

W świetle powyżej przedstawionych faktów wydaje się, że w obecnej sytuacji najkorzystniejszym dla Polonii rozwiązaniem byłoby odcięcie Senatu od polonijnej kasy i likwidacja Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.

Nikomu jednak nie zależy na wprowadzeniu odważnych zmian. I chociaż rozsądnie myślący wiedzą , że „Wspólnota Polska”, jest organizacją archaiczną, z okresu pomagdalenkowych deformacji, jest tworem sztucznym, czymś w rodzaju tłumacza pomiędzy ludźmi mówiącymi tym samym językiem, nikt jakoś nie ma odwagi rozliczyć ją z jej szczodrobliwości co do grosza, ujawnić jej niekomptencjęi niegospodarność. A przede wszystkim potępić za korupcyjne praktyki rodem z PRL-u.

Pewne jest, iż potrzebna jest nam, Polakom, szczera i rzeczowa dyskusja nad przyszłością naszej narodowej koegzystencji, gdziekolwiek byśmy nie mieszkali. Być może lepiej byłoby przekazać sprawy polonijne polskim placówkom dyplomatycznym i Ministerstwu Spraw Zagranicznych, kiedy to na mocy nowej ustawy lustracyjnej cały korpus dyplomatyczny zostanie poddany lustracji? Tak przecież było w czasach II Rzeczypospolitej. Obyśmy tej historycznej szansy na stanie się jednym Narodem nie przegapili i, aby rządzący dzisiaj w naszej Ojczyźnie politycy dowiedli, iż to właśnie dobro całego Narodu jest najwyższym prawem - Vox populi suprema est (Cicero)



Elżbieta Szczepańska

19.02.2007

Australia


Elżbieta Szczepańska, senior psychologist, victims of crime and violence counsellor, survivors of torture and trauma therapist, human rights activist (AI), journalist, the president of the Australian-Polish Historical Society, the organizer of the “Solidarity 25 Anniversary” in the Victorian Parliament House, the representative of the Association of Detainees .Pl( Stowarzyszenie Internowani.pl ) in Australia, spokesperson for the AGVA – the Australian Group for Vetting Agents (Australijska Grupa Lustracyjna). Who is Who of Australian Women, 2006, Who is Who in Polonia, 2000. Recently published articles “ Kulisy Klamstwa”. Ujawnic prawde”.Australia Wyspa Agentow”,O prawo do Prawdy i wybaczania”,Krajobraz po wojnie 1981-2006,” Dodatkowe nakrycie”,Igrzyska Lustracyjne Polska-2007”,(www.kworum.com.pl, www.replika.com.au, www.pulspolonii.com, www.opcja.pop.pl , www.polishhistoricalsociety.org.au
 

araniella
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

austria
 
Polecam filmiki z tej serii. Fajnie jest wiedzieć, jak obcokrajowcy widzą tę naszą Polandię :D

polandia.wp.tv/(…)i,Polandia-Lena-NiemcyGermany,mid…
  • awatar Makidu: czasami to ogladam :)
  • awatar Persephone: @Makidu: :)
  • awatar Makidu: @Persephone: milo takie rzeczy ogladac, i posluchac opinii od osob ktorych sie nie zna, nie maja jakiegos emocjonalnego zwiazku z Pl.. ale z drugiej strony, dopoki nie znasz kraju naprawde dobrze, to nie mozna o nim wiele powiedziec
Pokaż wszystkie (8) ›
 

kciuk-pl
 
Warszawa, 22 lipca, 1966 roku - Obchody 1000-lecia Polskiej państwowości. Pokaz sprzętu i siły Ludowego Wojska Polskiego.

Link: www.kciuk.pl/22071966-Wielka-parada-1000-lecia-P…
 

melanzfan
 
Karol Świerczewski urodził się w Warszawie (wedle jednych pochodził z żydowskiej rodziny Tenenbaumów, zdaniem innych został ochrzczony w kościele NMP). W latach I wojny światowej znalazł się na terenie Rosji. Już w listopadzie 1917 r. zasilił swą osobą szeregi Gwardii Czerwonej. Przez kilka następnych lat aktywnie zwalczał kontrrewolucję. Gdy wybuchła wojna z "jaśniepańską Polską", na ochotnika zgłosił się do boju przeciw własnej Ojczyźnie (dowodził wtedy batalionem piechoty). Pozostał już w Armii Czerwonej, systematycznie awansując. W latach 30. wojował w Hiszpanii, delegowany tam przez Stalina w roli doradcy wojskowego. Zasłynął wtedy jako posiadacz dwóch pistoletów typu Walther (Mod. 4 i PP), z których zwykł osobiście rozstrzeliwać dezerterów. Dowodził często po pijanemu (dlatego też "kulom się nie kłaniał"), niekiedy w samych majtkach (zob. M.J.Chodakiewicz, Zagrabiona pamięć. Wojna w Hiszpanii 1936-1939, Warszawa 1997)) - ale zawsze z którymś ze wzmiankowanych waltherów w garści (czemu też zawdzięczał partyjne pseudo - "Walter"). Swoją postawą zauroczył przebywającego wówczas w Hiszpanii Ernesta Hemingwaya, skądinąd osobnika równie trunkowego, który unieśmiertelnił Karola na kartach powieści "Komu bije dzwon" (jako generała Golza).

W czerwcu 1941 r., gdy sygnatariusze paktu Ribbentrop-Mołotow chwycili się za łby, Świerczewski stawił czoła Hitlerowi jako dowódca 248. dywizji piechoty Armii Czerwonej. Nad Wiaźmą dowodził tak "genialnie", że po paru dniach z 10.000 żołnierzy zostało mu 5 (pięciu!). Dowództwo, widząc przerażającą niekompetencję i pogłębiający się alkoholizm "Waltera", na dwa lata przesunęło go do szkolenia rezerw.

Świerczewski wypłynął ponownie, gdy Stalin jął organizować Wojsko Polskie. Błędne decyzje "Waltera" stały się przyczyną ciężkich strat 1 Armii WP (1500 zabitych i rannych) w trakcie forsowania Wisły, między Dęblinem a Puławami (sierpień 1944).

Brak profesjonalizmu "Karolek" nadrabiał czujnością ideologiczną w tropieniu "wrogów ludu". Zachowały się podania trzydziestu dziewięciu oficerów i żołnierzy AK, skazanych na śmierć przez sądy wojskowe 2 Armii WP, piszących do jej dowódcy prośby o darowanie życia. Dwadzieścia dziewięć spośród tych podań opatrzonych jest adnotacją: "Odmawiam - K. Świerczewski".

Marsz na Drezno

Zadania, jakie w kwietniu 1945 r. postawił przed 2 Armią WP dowódca 1 Frontu Ukraińskiego, marszałek Iwan Koniew, nie wydawały się trudne. Polacy mieli nacierać w kierunku na Niesky, Kleinwelka i Drezno, jednak priorytetem była osłona działań Frontu od południa.

Świerczewski zapragnął jednak większej chwały. Należy tu podkreślić, iż przed otrzymaniem przydziału do Wojska Polskiego, nigdy wcześniej nie dowodził on związkiem operacyjnym szczebla armii, czy choćby korpusu. Teraz zmienił samowolnie rozkazy dowództwa, nakazując zajęcie Drezna już w drugim dniu ofensywy.

Oddziały niemieckie na trasie polskiego natarcia liczyły 50 tysięcy żołnierzy, 300 czołgów, 600 dział. Ich pełna siła nie została rozpoznana przez szwankujący zwiad. W toku walk uzyskały jeszcze dodatkowe wsparcie. W ich szeregach nie brakło elitarnych jednostek: Dywizji Grenadierów Pancernych "Brandenburg" (walczyła wtedy w składzie wyborowego korpusu "Grossdeutschland"), 1 Dywizji Spadochronowo-Pancernej "Hermann Goering", 2 Dywizji Grenadierów Pancernych "Hermann Goering", 20 Dywizji Pancernej, 2 i 10 Dywizji Pancernych SS i wielu innych. U boku Niemców biła się też 600 dywizja piechoty, sformowana z jeńców sowieckich ("Rosyjska nr 1"). Formacje te, choć ustępowały 2 Armii pod względem liczebności i siły ognia, przewyższały ją jednak wyszkoleniem, kompetencją kadry dowódczej oraz doświadczeniem bojowym.

Katastrofa

Natarcie głównych sił 2 Armii WP początkowo rozwijało się pomyślnie. Mimo zaciekłego oporu Niemców, dokonano głębokiego wyłomu w ich obronie. Szybko pojawiły się doniesienia o nieprzyjacielskich kontratakach przeciw sowieckiej 52 Armii, walczącej na polskim skrzydle. Informacje te zostały przez sztab 2 Armii WP zlekceważone. Polskie dywizje, wciąż ponaglane rozkazami Świerczewskiego, rozciągnęły się na przestrzeni aż 50 km, tworząc trzy niezależne ugrupowania.

To, co nastąpiło potem, przypominało senny koszmar. 21 kwietnia na wschód od Budziszyna rozpoczęło się niemieckie kontruderzenie. Oddziały pancerne nieprzyjaciela, doskonale dowodzone, korzystające ze świetnego rozpoznania, wbiły się żelaznym klinem w luki między polskimi jednostkami. 2 Armia została rozcięta na pół. Przerwane zostały linie zaopatrzeniowe, Niemcy znaleźli się na polskich tyłach. Główne siły 2 Armii szybko znalazły się w okrążeniu.

Świerczewski znów zlekceważył niebezpieczeństwo. Miast przyjść z pomocą zagrożonym jednostkom, podjął fatalną decyzję, przekazując 1 korpusowi pancernemu i trzem dywizjom piechoty rozkaz kontynuowanie natarcia na Drezno. W ten sposób odciągnął je od najbardziej newralgicznego miejsca batalii. Tymczasem w rejonie Budziszyna Niemcy przystąpili do rozprawy z okrążonymi oddziałami polskimi. W Forsten uległa zagładzie 16 brygada pancerna (ocalało zaledwie 100 żołnierzy!). Zniszczone zostało dowództwo 5 dywizji piechoty, wśród poległych był sam dowódca dywizji, gen. bryg. Aleksander Waszkiewicz (jego ciało odnaleziono dopiero po 12 dniach; wtedy wyszło na jaw, że został bestialsko zamordowany po wzięciu do niewoli - protokół sekcji zwłok stwierdzał m.in. ślady ciosów tępym narzędziem i nahajką, wyrżnięcie lewego oka wraz z powieką, wykłucie prawego oka...).

W prace sztabu 2 Armii wkradł się chaos. Wydawano sprzeczne rozkazy. Piechota toczyła bój bez wsparcia broni pancernej i artylerii. Z kolei jednostki artylerii wysyłano do walki bez koniecznej osłony piechoty. Artylerię ciężką, której zadaniem jest niszczenie nieprzyjacielskich odwodów z dużych odległości, skierowano do zwalczania niemieckich czołgów i piechoty ogniem na wprost.

Dopiero w południe 22 kwietnia, gdy sytuacja stała się krytyczna, Świerczewski nakazał 1 korpusowi pancernemu powrót spod Drezna. Korpus, forsownym marszem, zdołał dotrzeć pod Budziszyn jeszcze wieczorem tego samego dnia. Było już jednak za późno. 24 kwietnia Niemcy zdobyli Budziszyn, następnie krwawo odparli kontratak Polaków.

Wreszcie, interweniował osobiście sam dowódca Frontu, marszałek Iwan Koniew. Ściągnął w rejon Budziszyna znaczne siły sowieckie, dokonał też przegrupowania jednostek polskich, ratując tym samym 2 Armię od całkowitej klęski.

Krwawa dogrywka

Podczas przegrupowania polskich jednostek, Koniew popełnił jednak błąd, zostawiając pod Dreznem osamotnioną polską 9 dywizję piechoty. 26 kwietnia dywizja otrzymała rozkaz odwrotu. Jej dowódca, pułkownik Aleksander Łaski, lekkomyślnie nakazał wycofywać się trzema nieubezpieczonymi kolumnami, nie czekając na osłonę nocy. Niemcy, dysponując zdobytymi planami marszruty, dokonali prawdziwego pogromu. W miejscowości Horka wpadła w zasadzkę kolumna wraz z ewakuowanym szpitalem polowym (300 rannych). Niemieccy oprawcy mordowali bezbronnych metodą katyńską - strzałami w tył głowy. Świadkiem zbrodni był kapelan dywizji, ksiądz kapitan Jan Rdzanek, ocalały cudem, mimo postrzału w potylicę.

W "dolinie śmierci" pomiędzy Panschwitz, Kuckau i Crostwitz, zmasakrowany został 26 pułk piechoty. Stracił tam 75 proc. stanu. Setki stłoczonych na otwartej przestrzeni żołnierzy zostało wybitych ogniem artylerii i karabinów maszynowych.

9 dywizja, straszliwie pokiereszowana, bez artylerii i taborów, pozbawiona dowódcy (dostał się do niewoli) utraciła zdolność do prowadzenia działań.

Natarcie niemieckie pod Budziszynem trwało do końca kwietnia. Dopiero wtedy nastąpiło ustabilizowanie frontu.

Straty 2 Armii WP podczas operacji łużyckiej wyniosły oficjalnie 4, 902 poległych, do których należy doliczyć jeszcze 2,798 zaginionych bez wieści oraz 10, 532 rannych. Łącznie 18, 232 zabitych i rannych, tj. ok. 22 proc. stanu osobowego Armii! Utracono 57 proc. czołgów i dział pancernych, ponad 20 proc. dział i moździerzy. Na owe dwa krwawe tygodnie na Łużycach przypada ponad 27 proc. całości strat w ludziach poniesionych przez Wojsko Polskie na Froncie Wschodnim w okresie 20 miesięcy (październik 1943 - maj 1945)!

W pijanym widzie?

Polscy historycy wojskowości wystawiają miażdżące noty Świerczewskiemu i jego sztabowcom. Czesław Grzelak, Henryk Stańczyk i Stefan Zwoliński, w swej znakomitej monografii ("Bez możliwości wyboru. Wojsko Polskie na Froncie Wschodnim 1943-1945", Warszawa 1993), stwierdzają: "Winę za niepowodzenia i doznane straty ponosi dowództwo armii, a po części także dowództwa związków taktycznych i samodzielnych oddziałów. Nie potrafiły bowiem w trudnych momentach walki zachować prężności dowodzenia, a często podejmowały decyzje sprzeczne z podstawowymi zasadami walki. [...] Największa odpowiedzialność spada jednak bezpośrednio na dowódcę armii, który [...] dopuścił do samorzutnego rozerwania jej sił, a w obliczu rysującego się niebezpieczeństwa nie potrafił ich w porę skoncentrować w najważniejszym miejscu."

" - Generał Świerczewski, delikatnie mówiąc, nie stanął na wysokości zadania - wtóruje Krzysztof Stecki. - [...] Lista błędów popełnionych przez Świerczewskiego jest bardzo duża. Zmienił on na przykład ugrupowanie armii, która według założeń sztabu frontu miała większość swoich sił zgrupować frontem na południe dla ochrony przed ewentualnym kontratakiem. Ta fatalna w skutkach decyzja zaważyła na losie tysięcy żołnierzy..."

Najostrzej oceniają Świerczewskiego jego podwładni, ci, którzy własną krwią płacili za jego nieudolność. Pułkownik Henryk Piecuch cytuje wypowiedzi uczestników walk, w tym majora Stefana Torno-Ornowskiego, który stwierdza bez ogródek: "- Świerczewski dowodził chyba w pijanym widzie."

Zastanawiająca jest bezkarność Świerczewskiego, w ramach systemu, który za nawet bzdurne przewinienia płacił łagrem bądź strzałem w potylicę. Ominęły go represje, jakie spadły na innych sowieckich "internacjonalistów" powracających z Hiszpanii. Klęska jego 248. dywizji pod Wiaźmą zaowocowała przydziałem do bezpiecznej służby na tyłach. Krwawy chrzest, udzielony żołnierzom 1 Armii WP podczas forsowania Wisły, otworzył drogę do objęcia dowództwa nad 2 Armią.

Po wojnie "towarzysz Walter" nadal awansował. W kwietniu 1947 r., już jako generał broni i wiceminister obrony narodowej, wizytował Bieszczady. Pod Jabłonkami sotnia UPA Stefana Stebelskiego "Chrina" urządziła zasadzkę. Historyk Grzegorz Motyka stwierdza powściągliwie, że nie udało mu się potwierdzić, ani zdementować "uporczywej wersji", jakoby Świerczewski był w tym dniu pijany. Tak czy inaczej, "Karolek z Warszawy" znowu "nie kłaniał się kulom". Trafiły go trzy pociski - w brzuch, w plecy i pośladek (ten ostatni postrzał, z powodów polityczno-hagiograficznych, utajniono).
27 marca 1947 roku, generał Karol Świerczewski "Walter", wylądował na lotnisku w Krośnie. Wcześniej powiadomiono 8 DP, ktorej sztab mieścił się w Sanoku o inspekcji na którą mieli przyjechać generałowie Świerczewski i Prus-Więckowski.
Pomnik Karola Świerczewskiego Pomnik gen. Karola Świerczewskiego w Jabłonkach.
foto: P. Szechyński.

Dowódca 8 DP płk. Bielecki, zwołał odprawę sztabu dywizji oraz szefów oddziałów. Powiadomił zebranych o inspekcji i zlecił przygotować się do niej. Również telefonicznie zostali powiadomieni: dowódca 32pp ppłk. Cimura oraz dowódca 11 Dywizjonu Artylerii Przeciwpancernej mjr. Sołtyka. Natomiast szef sztabu Dywizji płk. Ilnicki telefonicznie powiadamia ppłk. Gerharda dowódcę 34pp. Ten z kolei kapitana Karczewskiego dowódcę 2 Batalionu 34pp z Baligrodu. Kapitan Cesarski powiadomił władze cywilne i partie polityczne.

Generałowie przybyli do Sanoka w godzinach wieczornych (chociaż A. Bata twierdzi że o godzinie szesnastej). Następnego dnia inspekcja wyrusza do Leska i Baligrodu. W skład inspekcji weszli generałowie K. Świerczewski, Prus-Więckowski, płk. Bielecki i ppłk. J. Gerhard, oraz kapitan Cesarski. Po kontroli 34 pp w Lesku i 2 Batalionu 34 pp w Baligrodzie, Świerczewski uparł się żeby skontrolować jednostkę WOP w Cisnej.

Odradzano mu tę podróż, jednak Świerczewski nie dał się przekonać. Inspekcja ruszyła w kierunku Cisnej. Jechały dwa "Dodge" i "Zis". Zaraz za Baligrodem jeden "Dodge" uległ awarii i został. Pozostałe samochody pojechały dalej. W rejonie miejscowości Jabłonki dostały się pod ostrzał. Ginie generał K. Świerczewski. Dostaje postrzał w brzuch i dwa postrzały w plecy. Giną także ppor. Krysiński oraz bombardier Strzelczyk. Tyle oficjalna wersja.

Zeznania naocznych świadków różnią się co do czasu śmierci Świerczewskiego i długości boju. Gerhard twierdził że generał umarł zanim przybyła pomoc, natomiast Prus-Więckowski, że w trakcie niesienia do samochodu po przybyciu pomocy. Podane też zostaly rózne czasy walki, jedni twierdzili że trwała ona 30-45 minut a inni że 2 godziny.

Po śmierci Świerczewskiego powołano do życia dwie specjalne komisje. Jedna ze Sztabu Generalnego, a druga z UB.
Pułkownik Kossowski który reprezentował Sztab Generalny stwierdził że:

* ochrona która była przydzielona nie była odpowiednio przeszkolona, przygotowana do ochrony inspekcji,
* nie wyznaczono dowódcy ochrony na wypadek napadu,
* pułkownik Bielecki i Gerhard czyli dowódca 8DP i 34pp nie użyli wszystkich środków i możliwości do zapewnienia bezpieczeństwa wiceministrowi oraz dowódcy OW.
* prowadzenie rozmow telefonicznych otwartym tekstem na wszystkich szczeblach dywizji to złamanie tajemnicy wojskowej i całkowity brak czujności,
* liczebność oddziału UPA, który brał udział w zasadzce: 30-40 osób.

UB sporządziło osobny raport. Autorami byli: Fejgin, Różański i Nikolaszkin. W swoim raporcie stwierdzili, że napadu dokonał oddział UPA, prawdopodobnie sotnia "Bira". Swoje przypuszczenie oparli na fakcie, że 1 kwietnia właśnie "Bir" napadł na wopistów z Cisnej i dlatego przypisali zabicie Świerczewskiego właśnie jemu. Z zeznań świadków schwytanych przez wojsko okazało się jednak że były to czoty z sotni "Chrina" i "Stacha".
Uznali także, iż:

* ochrona była wystarczajaca tak samo jak zabezpieczenie trasy do Baligrodu, a jej słabość pod Jabłonkami wynikła ze zmiany trasy przejazdu,
* stwierdzili, że powiadomienie Cisnej o inspekcji na 15-20 minut przed wyjazdem niczemu nie zagrażalo (UPA nie miała czasu na zorganizowanie zasadzki),
* stwierdzono także, że Świerczewski posiadał błędne przeświadczenie co do stanu bezpieczeństwa w rejonie inspekcji.

Wersję strony ukraińskiej G. Motyka opisał na podstawie listu czotowego "Dunia" (E. Demuń), który był członkiem sotni "Chrina". Stwierdził, że sotenny "Chrin" otrzymał od wywiadu wiadomość o tym że w rejon Baligrodu przyjedzie na inspekcję jakaś ważna osoba. Dlatego też sotnie "Chrina" i "Stacha" znalazły się w rejonie Jabłonek. Sam "Dunia" nie brał udziału w zasadzce ponieważ był ranny. O przebiegu zdarzenia dowiedział się z opowiadania czotowego "Bajraka", którego czota jako pierwsza dotarła na miejsce w rejon Jablonek i otworzyła ogień do wojska, zabijając Świerczewskiego (jeszcze wtedy nie wiedzieli że to on). Po dotarciu reszty sotni "Chrin" widząc nadciagające od strony Baligrodu posiłki dał rozkaz do odwrotu. Czotowy "Bajrak" stwierdził, że eskorta zamiast podjąć walkę bez oddania strzału wycofała się za rzeczkę tam zajmując stanowiska obronnne. Podczas wizji lokalnej pułkownik Kossowski stwierdził podobne zachowanie żołnierzy i oficerów z ochrony. Najpierw tłoczyli się przy komisji, a gdy rozległy się strzały (nieporozumienie pomiędzy oddziałami) to rozbiegli się razem ze swoimi oficerami. Oprócz tego nie zabezpieczono terenu, nie wystawiono czujek itp. Mogło to oznaczać że w trakcie zasadzki na Świerczewskiego sytuacja z zachowaniem ochrony mogła wygladać podobnie.

Okazuje się, że na przełomie 1970/71 powrócono do raportu o śmierci generała Świerczewskiego. Prwodopodobnie powołano komisję która miała za zadanie wyjaśnić wszystkie okoliczności zwiazane ze śmiercią Świerczewskiego. Komisją miał kierować M. Naszkowski, natomiast jednym z jej członków miał zostać Jan Gerhard.

Niestety raport komisji nie ujrzał światła dziennego. Miał być przedstawiony w Biurze Politycznym KC. Ale wypadki, które wtedy nastąpiły sprawiły że do tego nie doszło. Najpierw włamano się do willi Naszkowskiego i z sejfu skradziono raport i tylko raport, mimo że były tam cenne rzeczy, a następnie w tajemniczych okolicznościach został zamordowany J. Gerhard.

Podsumowując należy zadać sobie pytanie komu zależało na śmierci Świerczewskiego i jakie korzyści ta śmierć mogła przynieść:

* NKWD, ponieważ był niewygodnym świadkiem czystek przeprowadzanych przez Stalina na działaczach komunistyczych walczących w Hiszpanii,
* UB, jezeli istniał spisek przeciwko generałowi lub potrzebny był pretekst do rozpoczęcia akcji "Wisła" (wiadomo że planowana była o wiele wczesniej),
* przypadek że sotnie UPA znalazly się w czasie przejazdu inspekcji, bo tam własnie najczęściej organizowały zasadzki,
* UPA, bo była poinformowana o inspekcji i zorganizowała zasadzkę (co wskazuje na prowokację lub na doskonały wywiad UPA).

A. Baliszewski w swoich artykułach stwierdził, że została powołana specjalna grupa "Beskid" - mająca na celu wyjaśnić okoliczności śmierci Świerczewskiego. Każda z pięciu osób nie wiedziała o sobie i działała samodzielnie tworząc swój własny raport na hasło "Łaski". Z raportu tego wynikało że samochód z generałem przejechał mostek na rzeczce i zatrzymał się za nim, natomiast pozostałe samochody stanęły przed mostkiem. Baliszewski twierdzi też, że ochrona generała była większa liczebnie, niż to podano oficjalnie. Jacek Różański jeden z oficerów prowadzacych śledztwo z ramienia UB i Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego wspominał też o notatniku Świerczewskiego i zawartych w nim zapiskach. Notatnik zaginął. Wspomina się także o wizycie w Moskwie u Stalina, gdzie rzekomo miano Świerczewskiemu zaproponować kierowanie Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego.

Niestety nawet dzisiaj mimo dostepu do archiwów i dokumentów tajnych, nie można z całą pewnościa powiedzieć kto zabił Świerczewskiego. Jest wiele znaków zapytania i niedomówień. Nie zgadzają się podstawowowe oczywiste fakty (czas walki podawany różnie, miejsce gdzie stał samochód generała, czas śmierci). Być może dopiero archiwa NKWD czy też KGB, rzucą światło na tę jedną z tajemnic XX wieku. Dotarcie do materiałów nie będzie łatwe, ponieważ Rosjanie cały czas utrudniają pracę polskich historyków. Dlatego też wydarzenia z 28 marca 1947 roku nadal pozostaną nie wyjaśnioną do końca zagadką. Okoliczności jego śmierci do dziś nie są w pełni wyjaśnione. Część współczesnych historyków sugeruje, że Świerczewski mógł zostać celowo poświęcony przez kierownictwo państwowe i partyjne, aby jego śmierć mogła stać się pretekstem do rozpoczęcia Akcji "Wisła", nie jest to jednak potwierdzone (likwidowanie zasłużonych i popularnych dowódców nie było również ewenementem w praktyce państw komunistycznych). Zastanawiającą okolicznością są małe straty po stronie WP w starciu (3 osoby). W zasadzce zorganizowanej 1 kwietnia 1947 na tej samej drodze przez tę samą sotnię zginęło 30 z 32 wopistów.
Zaraz po śmierci "Waltera" pojawiły się pogłoski, iż padł on ofiarą porachunków w obozie komunistów a śmierć pszyszła po zadanym ciosie nożem w nerki[Wśród komunistów, jak w każdej mafii, zderzały się różne grupy interesów... ]. Trudno tu wyrokować, przy obecnym stanie wiedzy, choć Henryk Piecuch utrzymuje, iż w najbliższym otoczeniu Stebelskiego "Chrina" działało dwóch agentów sowieckich. Czy mogli oni podsunąć UPA trasę podróży "Waltera"?
 

wszystkiepromocje-pl
 
#Pozostałe - Telekomunikacja Polska - Zamów lub przedłuż umowę na neostradę, a otrzymasz bon - więcej: www.wszystkiepromocje.pl/(…)telekomunikacja-polska-…
#wirtualnapolska, #wp, #tp, #telekomunikacja polska, #neostrada, #internet, #zakupy, #bon
Obszar promocji: Ogólnopolska
 

dmuniverse
 
O depeszach i obuwiu z metalową galanterią w jednym z artykułów na portalu Wirtualna Polska - "Kultowe przedmioty z epoki PRL".


dmuniverse.pl/(…)kultowe-przedmioty-z-epoki-prl-met…


#DepecheMode #depesz #PRL #galanteria #WirtualnaPolska #WP
 

ramius
 
Niedawno skończyłem go oglądać. Film jest na prawdę rewelacyjny. Żałuję, że wcześniej nie miałem okazji i przyjemności go oglądnąć. Polecam!

 

seemsms
 
POWRACAM powracam powracam po długiej przerwie :)
 

b-b-b
 
Co za bzdura!:
1.jpg

Tak, artykuł z WP... Oczywiście sianie paniki o byle co. Chodzi o to, że zmarło jedynie 18 osób a już wielka panika wśród ludu. Nie wiem jak Was, ale mnie to nie ruszyło.

*Krótko o samym artykule*

Cała afera o mężczyznę, który wrócił do Szczecina z wcześniejszego pobytu w Niemczech. Zaraził się bakterią Escherichia coli typu 0104. Mężczyzna został poddany szczegółowym badaniom, których wynik będzie znany w piątek. Z powodu wcześniejszego niewystępowania bakterii został podwyższony stan gotowości odpowiednich służb, a co za tym idzie, dokładniejsze kontrole magazynów itp.
Później krótka informacja o pierwszej chorej osobie w naszym kraju, którą jest 29-letnia kobieta, która również wcześniej przebywała na terenie Niemiec. Kobieta wciąż walczy z niewydolnością nerek, ale jej stan jest stabilny.
1.jpg

Na koniec artykułu trochę wyolbrzymiania zagrożenia z powodu śmierci 17 ofiary bakterii w Niemczech, podejrzeniach zakażeń z Czech oraz domniemanego pochodzenia ogórków - Hiszpanii.

*Ocena*

1.jpg


*Niektóre komentarze*

1.jpg

1.jpg

1.jpg

1.jpg

1.jpg

1.jpg


A moja babcia, jak tylko to usłyszała, zaraz poczęła panikować i wyrzuciła ostatnio kupione ogórki :d
 

wszystkiepromocje-pl
 
#Pozostałe - Wirtualna Polska - Zamów lub przedłuż umowę na neostradę, a otrzymasz bon - więcej: www.wszystkiepromocje.pl/(…)wirtualna-polska-zamow-…
#wirtualnapolska, #wp, #tp, #telekomunikacja polska, #neostrada, #internet, #zakupy, #bon
Obszar promocji: Ogólnopolska
 

molik
 
Onet, Interia, Wp, nk, poszkole, polchat chyba każdy choć raz korzystał z któregoś z tych serwisów. Uważam że najlepsze w nich jest to że można przez nie kontaktować się ze znajomi poprzez e-mail, w dyskusjach na forum, wysyłając PW, poprzez czaty. To co  moim zdaniem najlepsze jest w serwisie nk to to że można na nim znaleźć starych oraz kontaktować się z teraźniejszymi znajomymi.Uważam że ten blog też może posłużyć do zawierania nowych znajomości.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gotycki-111
 
Na portalu www.wp.pl znalazłem dość ciekawą rzecz...
szkola.wp.pl/(…)kat,title,Co-Polacy-wiedza-o-anatom…
"Ile mamy zmysłów? 3" to mnie rozwaliło xd albo "Ile mamy zmysłów? 5. Wymień! NIE" Program Kuby "Matura to Bzdura" jest super xd - W tym odcinku dowiadujemy się, iż Polacy nie są tacy mądrzy jak się wydaje :) Biologia - 1, Anatomia - 1 ;)
 

kciuk-pl
 
Trzy czwarte osob laczacych sie z Internerem przez smartfona robi to w domu. Co ciekawe - najwazniejszem powodem dla laczenia sie z Internetem jest... chec zabiacia czasu. Wyniki badan przeprowadzonych przez WP i Orange.

Link: www.kciuk.pl/Polacy-z-mobilnego-Internetu-korzys…
 

darmoweebooki
 
over: #prasa #książki #wp.pl Marciszuk: ceny książek mogą wzrosnąć o 10 proc. tnij.org/h47i
 

 

Kategorie blogów