Wpisy oznaczone tagiem "wstydliwewyznania" (22)  

powiewoptymizmu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

powiewoptymizmu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

powiewoptymizmu
 
Noope:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

powiewoptymizmu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

powiewoptymizmu
 
Noope:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

powiewoptymizmu
 
Noope:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

powiewoptymizmu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

powiewoptymizmu
 
Noope:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

powiewoptymizmu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

powiewoptymizmu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

powiewoptymizmu
 
Noope:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

powiewoptymizmu
 
Noope:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

taru
 
taru: Chłopak z wczoraj siedział do 13. Nawet było o czym rozmawiac, ale nie sądzę, żeby to wyszło poza to jedno spotkanie. Zresztą trzeba się ustatkować, a nie z młodszymi sporo sie bujać.

Poza tym wszystkim to znowu mam taki nieproduktywny dzień. Ale to wina alkoholu z wczoraj i tego, że w nocy nie odpoczywałem.

Niech ktoś uprasuje za mnie fartuchy, pliiis.
Pokaż wszystkie (9) ›
 

ajsblo
 
Ajsblo: O tym jak dostałem mandat we własnym łóżku.www.ajsblo.pl/…  #studia #prawo #policja #wstydliwewyznania
 

jablkowo
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

beensect
 
Zapewne są osoby, dla których wyjście z domu... ot, takie banalne wyjście gdziekolwiek... nie jest przyczynkiem do rozważań na temat ich samych. Zapewne tych osób jest większość i zapewne świadczy to, jednak, o mojej megalomanii, ale na pewno ja do tych osób nie należę.

Mnie to napędza, pruję przed siebie, czasem w nie tym kierunku co potrzeba, bo nie skupiam się na nim tylko intensywnie analizuję. Albo staram się przewidzieć - w zależności czy zmierzam czy wracam.

Ja się do blipiw nie nadaję. I to nie kwestia ludzi, bo np. dziś było sporo fantastycznych postaci, tylko że ja + większa ilość osób = nic. Nadto mi taki stan rzeczy nie przeszkadza. Bardzo fajnie się obserwowało zachowania, przysłuchiwało rozmowom, raz po raz z kimś zamieniło parę słów ale też nie można być takim egocentrykiem chyba. Bo musiało to wyglądać cokolwiek nietypowo.
Zwłaszcza, że ja wiedziałam kim oni są a oni niekoniecznie - co udowodniła np. Królowanocy, z którą już się przecież widziałam, rozmawiałam z nią i irl i ivl.

I nie mam tego nikomu za złe - ot, są tacy co mówią i pokazują oraz ci, którzy słuchają i obserwują.
Wszak "Beegirl, you're gonna die, you don't wanna be famous - you wanna be shy."

Żeby kropka nad i została postawiona, odbyłam rozmowę z Jzetem m.in. o blogach i o kwestii czy ktoś komentuje i jakie to ma dla mnie znaczenie. Tzn. bo on się tym interesuje i pytał także o mój odbiór. No i właśnie - mi nie zależy by być duszą czegokolwiek, ja sobie wolę z offu działać.

Więc wbrew pozorom naprawdę mi się podobało.

Mniej podoba mi się wniosek, do którego doszłam wracając. Gdy szłam przejściem, z torbą dyndającą z łokcia a ludzie się o mnie obijali, silnie weekendowymi będąc oraz gdy na peronie metra zbierało się towarzystwo jakichś dresiarzy, to w ogóle się nie bałam. Nic, null, zero. Nie to, że nie histeryzowałam bo to byłoby akurat całkiem w porządku ale nie byłam ani trochę czujna.
I wcześniej też tak bywało, otwarty plecak, telefon na szyi, mp3-ka w kieszeni otwartej też, z której wystawały przecież słuchawki, więc widać było... powroty głuchą nocą, przez ciemne osiedla, spacer cmentarzem, nic.
A chyba powinnam brać pod uwagę choćby minimalne zagrożenie, tak? Omijam grupy pijanych gości ale wcale nie sparaliżowana.
Szczęściara ze mnie, że nikt jeszcze mnie nie okradł ani nie napadł przez tyle lat życia w Warszawce.

Czyli od jutra zamykam torbę i skupiam się na spotkaniach góra pięciu osób na raz. Deal. Ale jutro.
  • awatar Miss Moneypenny: To miłe. :) Obawiam się jednak, że nie bardzo jest czym raczyć i prędzej mój czar by prysnął. Nic straconego w sumie - nie ostatnie blipiwo przecież. ;) Pomalutku się będę rozkręcać nie tylko w piśmie.
  • awatar szatanielica:

    “ ja + większa ilość osób = nic”

    Jakbym o sobie czytała.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

jablkowo
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

beensect
 
Chciałabym szanować swój kraj. Chciałabym mieć za co go szanować i nie musieć przy tym patrzeć bardzo wstecz. Nie umiem - i nie chcę się nauczyć - kochać ani szanować mimo... muszę mieć choć jeden wabik. Samo "jestem stąd" nie wystarczy.

Uwielbiam swój język, cenię go za miliony synonimów, za to, że pozwala wyrazić tak wiele, że nie składa się z samych fucków i youknowów, że wystarczy odrobina dobrej woli - trochę pracy też - by zgłębić jego sztuczki, możliwości, jego bogactwo.

Jest kilka miast, widokówek, które zaparły mi dech w piersiach, uliczki, którymi mogłabym spacerować dni całe, zamki, kościoły, architektura niektórych miejsc jest niezastąpiona.

Ale to wciąż za mało. Za mało by być zeń dumna. Może ten język... ale już nie formy, w których się z nim spotykam, bo polska literatura tak na dobrą sprawę jest średnich lotów.

Będąc tysiąc-z-kawałkiem kilometrów stąd wcale nie tęskniłam za nim. Za ludźmi tak, za językiem - bóg mi świadkiem jakie ciepło poczułam widząc pierwszy polskojęzyczny billboard na jakimś zadupiu, już po naszej stronie. Ale to nie jest żadna miłość. To jest przyzwyczajenie.

Ten deficyt dumy mnie cokolwiek przytłacza, mam rodzinę za granicą, oni czują się związani z Polską, organizują jakieś imprezy dla Polonii a ja? Jak miałam pisać coś o swoim kraju to zaspałam, byleby nie musieć.

Jestem niewdzięczna bo nie mam za co być wdzięczna.

A przecież odzyskanie niepodległości to wielka rzecz. I nie powinnam traktować tego dnia jak 10 czy 12 listopada. A jednak.

To nie jest pretensja do siebie, skądże. W końcu nie moja wina, że mam tak żałosne otoczenie.
 

beensect
 
Ja się za łatwo denerwuję. Za szybko daję się wyprowadzić z równowagi.
A denerwuję się na całego - trzaskam drzwiami, rzucam mięsem, walę w biurko, ślę impertynencje do monitora jeśli to coś w Sieci mnie zirytuje, dym mi idzie nosem albo łzy oczami. Mhm, najczęściej płaczę właśnie ze zdenerwowania, bo.
Bo nie lubię krzyczeć i nie lubię jak na mnie się krzyczy, bo od razu sztywnieję, gdy ktoś rzuci przekleństwem w moją stronę i musi ten paraliż znaleźć ujście, bo w 200 na 100 przypadków ja czymś się przejmuję bardziej od drugiej strony, lub - wcale nie specjalnie rzadziej - w ogóle się przejmuję i ta nierówność mnie martwi, bo jak ktoś się nie denerwuje to mu nie zależy. A mi rzadko zależy, więc jeśli mi zależy a komuś nie, to znaczy, że popełniłam błąd, dałam ciała a dojście do takiego wniosku też jest strasznie deprymujące.
I niby sobie powtarzam, że następnym razem muszę już być bardziej opanowana, ale dupa - nie jestem.

Do tego dochodzi jeszcze fakt, iż o dużo za dużo rzeczy biorę do siebie. I też się denerwuję.

I jeszcze bardzo mnie denerwuje głupota innych, a jej mam na co dzień pod dostatkiem. I wtedy sobie po raz n-ty uświadamiam, że niewiele mogę na to poradzić i.. się denerwuję.

Że niby mam nerwicę? Haha, paczka dziennie i paznokcie po knykcie zryte. Skoro ktoś pyta.
  • awatar Miss Moneypenny: Hah, cześć. Ostatnio się zrzeszam ze znajomymi w takich niepochlebnych klubach.
  • awatar gość: ja rzucam, wszystkim co pod ręką ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

lukaszon
 
lukaszon: lukaszon: nie widziałem żadnego odcinku #technozgredy. zaraz nadrabiam. #wstydliwewyznania....vmig.pl/gjtv
 

asen
 
Mój komentarz do słabego artykułu z Polityki
Świergot zdechłej wrony, Zbigniew Domaszewicz ; www.polityka.pl/(…)Lead18… 5 czerwca 2009 r.

--------------
Nie trzeba wielkim psychologiem być, żeby wiedzieć, że w mikroblogingu, jak i w każdej innej aktywności, chodzi o interakcję. Żałuję, że Autor słabo odrobił lekcję, albo skoncentrował się na wymyślonej bądź narzuconej tezie: Po co komu te całe internety.

Popularność serwisów blogowych, i jeszcze większa mikroblogowych (to akurat słusznie w artykule zauważono, że pisanie na blipie czy twitterze wymaga mniej wysiłku niż prowadzenie bloga), ta popularność powinna dać do myślenia.
Bo tyle osób po prostu nie może się mylić.

Uzupełnię luki, które zostawił autor, zasadniczo będzie o blipie, bo używam go do ponad dwóch lat, a poza tym ma kilka funkcjonalności, której nie posiada twitter.
- Pierwsza sprawa. Mikrobloging to nie śledzenie całego świata ale wybranych ręcznie konkretnych osób, tylko ich wpisy pojawiają się na moim kokpicie (nazwa taka sobie). Mogą to być znajomi, ludzie z branży czy zupełnie obcy, z którymi łączy nas jakieś wspólne zainteresowanie.
- Po drugie, na blipie otrzymuję wszystkie wpisy opatrzone wybranymi przeze mnie tagami. Jeżeli ktoś napisze: #podatki, #pit, #firma, #dziennikarstwo #obywatelskie, #1procent, #vat, #zus - taka wiadomość trafia także do mnie. Na tagu #wstydliwewyznania powiem jeszcze, że subskrybuję kanały #mamtalent czy #eurowizja.
- Po trzecie. Kanały poszczególnych tagów mogą służyć do wspólnego oglądania i komentowania różnych eventów. Oglądając przez 2 godziny bolid Kubicy jednocześnie śledzę tag #f1, śledzę i komentuję. Bo razem spędzać wolny czas jest lepiej niż samemu.

Oczywiście dziennikarz poszukujący zgrabnych nagłówków jak "Świergot zdechłej wrony" wysnuje z tego przydługiego wywodu głęboką analizę mojego życia wewnętrznego i towarzyskiego, ale cóż za to mu płacą ; ja przynajmniej tego nie kupuję.
Chętniej poczytam co napisał ^Vagla, ^Hazan, ^TomaszTopa, ^mmiller - bo komunikaty o nowych wpisach na blogach automatycznie dostaję na blipa. Pozdrawiam
--------------

Komentarz nie jest jeszcze opublikowany, czeka w moderacji. Jeżeli miałby przejść przez sito moderatora Polityki pokaże się tutaj: forum.polityka.pl/(…)temat,swiergot-zdechlej-wrony.…
 

 

Kategorie blogów