Wpisy oznaczone tagiem "wychowywanie" (11)  

miedzyinnymi
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

k.amila1987
 
O rety Dziewczyny jakie ja zdjęcie znalazłam!

Zdjęcie0030.jpg


Miał jakieś 2 tygodnie
A tak wygląda teraz :)

20130722_115618.jpg


Mój dzielny roczniak!
Jak ja sobie dałąm radę z takim maleństwem?! :D Teraz koleżanka niedawno urodziła i jak zobaczyłam chłopczyka to chyba bym się bała wziąść na ręce :P
Pokaż wszystkie (5) ›
 

kciuk-pl
 
Sprawa małego Yunusa rozpętała w Ankarze burzę. Parlament powołał komisję, która zajmie się sytuacją tureckich dzieci adoptowanych przez Europejczyków.

Link: www.kciuk.pl/Czy-holenderskie-lesbijki-beda-mogl…
 

vickiixox
 
Kto raz spróbował, jak to jest mieć kota… w domu, ten nawet nie potrafi sobie wyobrazić, że można żyć bez tego dostojnego, niezależnego, tajemniczego i może trochę magicznego zwierzaka.

Kocie+oczy-2.jpg

Panuje ogólne przekonanie, że kot chodzi tylko własnymi drogami i w związku z tym nie da się go w żaden sposób wychować. Z tego względu wielu ludzi boi się zdecydować na towarzystwo tego pięknego zwierzęcia. Niesłusznie jednak, gdyż koty są zwierzętami bardzo inteligentnymi i doskonale potrafią zrozumieć i przyswoić sobie określone zasady. Oczywiście wymaga to konsekwencji i miłości ze strony opiekuna, ale naprawdę kota można wielu rzeczy nauczyć.
Po pierwsze koty są zwierzętami niezwykle czystymi. W zasadzie już maleńkie kocięta potrafią doskonale korzystać z kuwety, co więcej, nawet kot przyniesiony z piwnicy od razu potrafi się nauczyć, gdzie może załatwiać swoje potrzeby.
Koty są bardzo ciekawskie i wchodzą wszędzie gdzie tylko się da. Nie oznacza to jednak, ze można im na wszystko pozwalać, cierpliwymi i konsekwentnymi zakazami można wyegzekwować, że kot przynajmniej przy właścicielu nie będzie np. wchodził na stół. Niestety nie da się zagwarantować, ze nie zrobi tego pod jego nieobecność, ale taka już jest kocia natura.
Wielu ludzi boi się, ze koty będą niszczyć im meble. Kota można nauczyć, ze nie wolno drapać kanap czy foteli, że do tego służą specjalne drapaki.
Kot nie będzie się uczył komend, tak jak pies, ale konsekwencją można wiele osiągnąć. Nie wolno na kota krzyczeć, czy też go bić. Można natomiast, a nawet trzeba, stanowczo zwracać mu uwagę, karcić go za niepożądane zachowania. Kot nie jest psem, nie będzie więc karny i posłuszny, ale nie oznacza to, że właściciel ma mu pozwolić wejść sobie na głowę.
 

kciuk-pl
 
Od jakiegoś czasu coraz częściej mówi się o tzw. bezstresowym wychowaniu, w którym wobec dzieci nie wolno stosować żadnej formy agresji, nawet tej słownej, niefizycznej. Te metody wychowawcze mają równie silną rzeszę zwolenników jak i przeciwników.

Link: www.kciuk.pl/Czy-surowe-wychowywaniu-dzieci-moze…
 

nortus
 

Dwa szybkie w pupę

Mirosława Kątna (ur. 1949), psycholożka po Uniwer-sytecie Warszawskim. W 1981r współzakładała Komitet Ochrony Praw Dziecka, który dziś ma 27 oddziałów w całej Polsce. W 1997r. była pełnomoc-nikiem rządu ds. dzieci. W 2000 r. Sejm wybrał ją na stanowisko rzecznika praw dziecka,jednak kandy-datura została odrzucona w zdominowanym przez AWS Senacie. W 2001 r. została wybrana z listy SLD do parlamentu. Od 2006 r. jest radną Warszawy.

Współczesny rodzic często nie wychowuje dziecka, ale je hoduje. Jak piękny egzotyczny kwiat.

Rozmowa z Mirosławą Kątną, z Komitetu Ochrony Praw Dziecka


Biła pani swoje dzieci?

- Nie biłam, choć zdarzyło mi się uderzyć. I za każdym razem nie wiedziałam,kogo mi bardziej żal - czy własnego dziecka, które klepnęłam w pupę, czy siebie i własnego cierpienia.

Czemu pani tak cierpiała?

- Bo wiedziałam, że to moja słabość, że mnie poniosło. Nie starczyło mi czasu, siły, woli, żeby ukarać inaczej. To tak jak czasem wyrwie się jakieś słowo, zanim się zdąży pomyśleć, mnie ta ręka poleciała szybciej, niż umysł zaskoczył. Potem byłam na siebie wściekła.

Za co dzieci dostawały?

- Moja córka zawsze sprawdzała, jak daleko może się posunąć. Ponieważ chciałam, żeby dzieci były samodzielne,i szanowałam albo udawałam,że szanuję ich zdanie, co na jedno wychodzi, wieczorem razem wybieraliśmy ubranie. Chodziło o to, żeby rano to wszystko było na krzesełku i żeby one się same mniej lub bardziej udolnie poubierały. Ja w tym czasie mogłam też się ubrać,zrobić makijaż idopiąć
im guziki. A Kamilka rano wyciągała np. bluzkę z długim rękawem w upał czy letnią sukienkę w mróz. Jak ja wypadałam z łazienki, a do wyjścia zostało kilka minut, to furią ściągałam z niej to, co założyła,a ponieważ protestowała,to w tym momen-cie dostawała klapsa i zapłakana szła cztery kroki za mną do przedszkola.

Czyli robiła się grzeczna.

- Nie bardzo. Mimo tego uderzenia za parę dni sytuacja się powtarzała.W końcu jej powiedziałam, że jeżeli wyciągnie coś niezgodnie z tym,co usta-liłyśmy, to pójdzie w tym do przedszkola, a ja powiem pani i innym dzieciom, że dzisiaj Kamilka się ubrała według własnego pomysłu. I wszystkie dzieci będą wiedziały,że Kamilka miała zły pomysł.
To zadziałało. Nie chciała brać na siebie takiej odpowiedzialności.Parę lat temu córka mi powie-działa:"Mama, jakim ja byłam okropnym dzieckiem"
Ja jej na to: "Nie byłaś aż taka okropna". Ale była z piekła rodem.

Teraz jest pani gorącą orędowniczką "zakazu klapsów".

- Bo co to jest klaps? Ja nie wiem. Wiele osób pytałam o definicję."Klaps to uderzenie dziecka". Ale trzeba by to rozwinąć:"Uderzenie ręką matki". A "uderzenie ręką ojca"?Tu już bym się zastanowiła
bo właściciel tej ręki to czasem jest misiek, który waży 120 kg, i to już przestaje być ręka, tylko zaczyna się robić łapa, a z "klapsa" robi się "walnięcie", "uderzenie", a może i "cios". A jeśli właściciel tej ręki wypił dwa piwa? W mojej ocenie trzeźwość jest tu kryterium, skoro jest nim w innych sferach życia. Dalej: odległość, z jakiej ta łapa spadnie na dziecko. Z odległości 30 cm to jest klepnięcie, ale jeżeli właściciel ręki się zamachnie z odległości metr dwadzieścia? Więc może klapsem jest uderzenie z 30-45 cm? Oczy-wiście ośmieszam to w tej chwili,żeby pokazać,ile jest niewiadomych w tej ewentualnej definicji.

Miejscem do tych klapsów jest pupa dziecka.
Teoretycznie nic się nie stanie.Ale jeżeli właści-ciel pupy się uchyli,wygnie i ta ręka spadnie 5cm wyżej,gdzie są nerki dziecka?A jeżeli się wywinie i ręka spadnie na głowę, ucho, buzię? Takich pytań mam jeszcze bardzo wiele. A w swojej pracy w Komitecie Ochrony Praw Dziecka spotkałam kilka bardzo dobrych, kochających matek,które niechcący ciężko uszkodziły swoje dziecko.

Jak to "niechcący"?

- Scenariusz był zawsze podobny. Matka kilkulatka wchodzi do pokoju i prosi: "Syneczku, sprzątnij już zabawki, bo kolacja gotowa". Opowiadały: "Weszłam za chwilę, a on jeszcze z półki zwalił kolejne samochodziki i kubełek z
klockami. Więc powiedziałam groźniejszym tonem: >Sprzątaj te zabawki,kochanie, bo kolacja czeka <. Wróciłam za chwilę - nie ruszył się, więc go
podniosłam z dywanu za ramię i powiedziałam: >Sprzątnij te zabawki, bo stygnie twoja kolacja <. I wie pani, co ten smarkacz wtedy zrobił? Z taką nienawiścią na mnie spojrzał, że aż mnie zatrwożyło. Dałam mu klapsa w pupę, myślałam, że coś się w nim przełamie, a on mi jeszcze pokazał język. Dałam mu następnego klapsa, a on kopnął mnie w kostkę. Wyobraża sobie pani, żeby cztero-latek matkę kopał w kostkę!? Trzy kolejne klapsy mu dałam, a on na to zrzucił z regału wazon z kwiatami. I już go tak lałam, że nie zauważyłam,
jak uderzyłam w ucho i pękł bębenek, nie zauwa-żyłam, jak dziecko upadło i uderzyło łukiem brwiowym o kant szafki. Ja tego nie chciałam".

Dzieci bywają prowokujące. Patrzą, jak daleko mogą się posunąć wobec najbliższej osoby.

Jeżeli damy się wciągnąć w tę prowokację, to jedyne, co możemy zrobić, to klaps, klaps, klaps.

Projekt rządowy ustawy mówi o zakazie "stosowania kar cielesnych", projekt poselski o zakazie "form karcenia naruszających prawa i godność". Pani, jako przedstawicielka opiniujących ustawę organi-zacji pozarządowych, którą woli wersję?

- Zapis będzie dobry, gdy będzie zawierał obie wersje. Ta pierwsza mówi wprost o zakazie bicia, druga zawiera też zakaz przemocy psychicznej.

Niektórzy rodzice obawiają się, że po wejściu ustawy będą musieli się bać swoich dzieci, bo za klapsa trafią do więzienia.

- Po pierwsze, w Szwecji, która 30 lat temu wpro-wadziła podobną ustawę, dzieci nie rzuciły się masowo na posterunki policji z donosami na rodziców. Nie widzę powodu, dla którego polskie dzieci miałyby to robić. Po drugie, polska ustawa nie określa żadnych sankcji za "klapsy". Ale po trzecie, taka postawa rodziców świadczy o ich bezsilności.Bezradny rodzic egzekwuje swój autory-tet poprzez działania przemocowe. Bo inaczej nies-forny dzieciak wejdzie mu na głowę. Dlaczego łatwiej nam panować nad sobą w relacjach z ludźmi dorosłymi, którzy nas denerwują - przecież nie chwytamy szefa za krawat, nie trząchamy nim, nie dajemy klapsów pani urzędniczce? Bo wiemy, że
naruszylibyśmy pewną normę nietykalności fizycznej

A dlaczego z nietykalnością mojego dziecka mogę sobie robić, co chcę? Dziecko jest człowiekiem, i to jest człowiekiem szczególnym, bo od nas słabszym, mniejszym, mniej rozumnym i w związku z tym wymagającym specjalnej ochrony.

To małe nam nie odda.To małe jest na nas skazane -nie odejdzie, nie porzuci nas, nie obrazi się na zawsze.Na tym polega dramat dzieci bitych, mal-
tretowanych. Nie skarżą się, bo się wstydzą, bo się boją dalszych represji, nie wierzą, że świat dorosłych skutecznie przerwie ich cierpienia i ból. Nie skarżą się, bo nie wiedzą, co się z nimi stanie. Nie skarżą się też dlatego, że boją się, co się stanie z tymi, którzy im to zrobili - z
matką, ojcem. Słyszały coś o więzieniu, policji. I co jest może najdramatyczniejsze, nie skarżą się, ponieważ kochają swoich oprawców.

Każdy, kto choć raz był w domu dziecka czy pogo-towiu opiekuńczym, widzi w dokumentach, dlaczego to dziecko się tam znalazło: że było okrutnie, podle traktowane. A takie dziecko mówi: "bo mamusia nie miała pieniążków", "bo u nas światła nie było w domu", "bo ja się źle uczyłem". Chronią rodzica.

I jak są małe,to z tymi nosami przy szybie czekają
że ta matka czy ten ojciec-ten okrutnik-przyjdzie i zabierze. Bo kochają. Potem już nie.

Potem pojawia się chłód emocjonalny, a my się zastanawiamy, dlaczego tacy wyrośli.
Właśnie dlatego.

Rodzice boją się, że znowelizowana ustawa pozwoli pracownikowi socjalnemu odebrać im dziecko i umieścić właśnie w domu dziecka. Bo ktoś doniósł o klapsie.

- Ustawa mówi o zabezpieczeniu dziecka w sytuacji zagrożenia jego życia lub zdrowia. Nie mówimy tu o sytuacji, że matka raz bije, raz przytula, bo tu można przeprowadzać korekty zachowania. Mówimy o sytuacji ekstremalnej, w której pracownik socjalny przychodzi - wezwany czy zaalarmowany - i widzi posiniaczone dziecko i pijanego ojca. Albo dziecko uciekło przed rodzicem na balkon, a tam mróz.W asyście policji lub pracownika medycz-nego  pracownik socjalny umieszcza dziecko w rodzinie zastępczej i natychmiast informuje o
tym sąd rodzinny. A sąd zdecyduje, czy jest tam głęboka patologia, czy to był incydent.

W Szwecji były kontrowersje przy wprowadzaniu takiej ustawy?

- Byłam wtedy w Szwecji. Ludzie byli bombardowani programami telewizyjnymi, radiowymi, ogromnymi billboardami mówiącymi, dlaczego nie wolno bić. Odbyła się ogromna debata publiczna i mimo że nie mówiłam po szwedzku, ona miała też wpływ na mnie. Pojechałam wtedy po raz pierwszy z mężem i trzy-letnim synem do mojego ojca i jego żony - mało znałam swojego ojca, bo wyjechał, kiedy byłam bardzo mała, ale te nasze kontakty powoli się odbudowywały.

Przypomnę, że to były lata, kiedy w Polsce bardzo ciężko się żyło, i mnie się też ciężko żyło. Byłam
na bezpłatnym urlopie wychowawczym i z dwójką dzieci żyliśmy z pensji męża.Synek zbierał resora-ki - matchboksy, więc na promie przeznaczyłam te swoje uciułane oszczędności na dwa resoraki. Już na miejscu poszliśmy z moim ojcem do jakiegoś dużego supermarketu. Oni robili zakupy, a my we troje chodziliśmy z pustym wózkiem. Weszliśmy do alejki z zabawkami,gdzie szwedzkie dzieci otwie-rały pudełka, nakręcały zabawki. Mój syn wyjął z pudełka jakąś straż pożarną, a ja mu tłumaczyłam, że nie kupimy tego, bo mamusia nie ma pieniążków. On wkładał mi tę zabawkę do wózka, ja odkładałam na półkę, on wkładał kolejną, ja odkładałam. Widział, że dzieci wokół się bawiły i nikt im nie przeszkadzał.Robił się coraz bardziej poirytowany
i wreszcie stanął, wyprężył się, buzia w podkówkę i zaczął się drzeć. Pojechałam dalej. Ale alejka z zabawkami była dosyć długa i po dwóch metrach zrobił ten sam numer.Pamiętam, że się wtedy rozej-rzałam,czy nikt nie widzi,i ku jego zdumieniu wymierzyłam mu "dwa szybkie" w pupę. Myślałam
sobie,że za chwilę mnie tu zamkną, w tej Szwecji, bo dziecko uderzyłam.

W Polsce w supersamie nie przyszłoby pani do głowy, żeby się tak rozglądać.

- Oczywiście, że nie. Chociaż już wtedy bicia dzieci sobie nie wyobrażałam, ale pod wpływem tej szwedzkiej kampanii dotarło do mnie, że to jest
przestępstwo - w sensie prawnym i wychowawczym. Ale - jeszcze raz podkreślam - w tej ustawie nie chodzi o to,żeby matkę, która szarpie swoje dziec-ko w supermarkecie, zamykać do więzienia. Ja bym chciała, żeby pod wpływem ustawy przypadkowy obserwator ośmielił się zwrócić jej uwagę. I żeby
ona się najadła wstydu.
Teraz,po 30 latach,bicia rzeczywiście w szwedz-kiej mentalności już nie ma.

Za to pojawiło się "bezstresowe wychowanie".

- To też Skandynawowie wymyślili i z perspektywy czasu widać,że wychowali trochę ułomne pokolenie. To były dzieci, którym wszystko było wolno. Biegały po stole,rzucały czym popadnie, a rodzice nie przeszkadzali,"bo nie wolno stresować dzie-cka". Totalne nieporozumienie. Żadnego człowieka nie da się przeprowadzić przez życie bez stresu. Dziecko musi wchodzić w życie również z pewną dawką swoich stresów: że będzie mu źle, że będzie mu przykro, że będzie się czegoś bało, że będzie mu niewygodnie, że nie dostanie czegoś.
Ale te sytuacje, które na poziomie kilku lat będą go stresowały, uodpornią go na to, co będzie za chwilę w szkole, w dorosłym życiu. Dziecko trzeba
wychowywać w systemie nagród i kar. Trzeba ukarać za jego złe zachowanie, zdyscyplinować, odesłać do pokoju, obrazić się na nie, powiedzieć: "Nie będę uczestniczyć w zabawie, jeśli łamiesz w niej pewne ustalenia". Dziecku w każdym wieku można powiedzieć, co to jest norma, co to znaczy, że się umawiamy na coś.Ty chcesz teraz głośno słu-chać muzyki, bo musisz coś przegrać, a mnie pęka głowa. Pytam: "Ile ci potrzeba czasu?". Traktujmy
dziecko w każdym wieku jak człowieka, który umie myśleć. To jest coś, co Komitet zawsze nazywał wychowaniem z poszanowaniem praw: ty masz swoje prawa jako mały człowiek, ale ja jako rodzic też mam swoje prawa. Jeżeli ja się zgadzam na to, żebyś swoje prawo zrealizował, bo to słuchanie muzyki jest w tej chwili konieczne, to ja wytrzy-mam jeszcze 10-15 min ze swoją pękającą głową, ale oczekuję, że potem ty uszanujesz moje prawo do spokoju i wypoczynku. W ten sposób okazujemy szacunek.

Jak umówić się z dwulatkiem, który pcha palce do kontaktu?

- Według mnie to jest jedna z tych szczególnych sytuacji, która usprawiedliwia zachowanie przemo-cowe. Właściwie są tylko dwa przykłady skrajnych sytuacji, kiedy rodzic czy opiekun może, a wręcz powinien zareagować siłowo.

Kiedy powinien?

- Pierwsza sytuacja: realne zagrożenie dla życia dziecka. Na przykład rodzic stoi z dzieckiem przy krawężniku na pasach. Powinien trzymać to dziecko za rękę, ale czasem się zdarza, że ma zakupy, dziecko ma zajęte ręce.I mimo mówienia,że czekamy na zielone światło, dziecko wybiega na jezdnię. Tu nie ma czasu na tłumaczenie, na stosowanie innych sankcji.Rodzic z całą siłą powinien dziecko
obezwładnić. To może wyglądać dość dramatycznie, bo chwyci za włosy, za ramię, kurtkę, kaptur. Dziecko się może przewrócić, może być szarpnięte po jezdni - jest to zastosowanie przemocy, ale było zagrożenie dla życia dziecka.Tak samo, kiedy wsadza drucik do kontaktu. Druga sytuacja to kiedy dziecko zagraża innemu dziecku, np. pakuje widelec w oko młodszego brata, siostry, kolegi. Trzeba wyrwać z ręki dziecka ten niebezpieczny
przedmiot. Dopiero potem można się zastanawiać nad tłumaczeniem.

Niektórzy rodzice mówią, że są dzieci, do których nic nie dociera. Mówią: "Boli mnie głowa, proszę, wyłącz muzykę". I to nie działa.

- "Bo dziecko jest nieznośne" - kwitują. Ja wtedy pytam, czy już takie było nieznośne, jak matka wróciła z nim ze szpitala. Oczywiście są dzieci, które przychodzą na świat - tak bardzo skrótowo - z pewnymi mikrouszkodzeniami w centralnym układzie
nerwowym. Szacuje się, że takich dzieci jest ok. 2%. Na zewnątrz tego nie widać, bo to nie są tak duże uszkodzenia jak np. przy porażeniu mózgowym, ale proces pobudzania jest większy niż proces hamowania.

Z tej grupy rekrutują się nasi ukochani ADHD-owcy. Więc właściwie tylko z tymi 2% powinny być problemy. A jaki mamy procent trudnych dzieci
choćby na poziomie szkoły podstawowej czy gimnaz-jum? Niektórzy szacują, że nawet około 40-50% . Co to oznacza? Że coś zepsuliśmy. My - dorośli, my - rodzice, my - wychowawcy, my - panie nauczy-cielki w przedszkolu, my - panie nauczycielki w szkole, my - media, dając im szkodliwe nierzadko treści, znowu - my rodzice, którzy dajemy na te media przyzwolenie.Telewizor, komputer, gry kompu-terowe to jest trzeci rodzic,który wlazł na głowę im wszystkim, wdarł się trochę jak koń trojański do domu za ich przyzwoleniem i wychowuje nasze dziecko.
Jak wychowuje? Często bez kontroli, bo rodzicowi się wydaje, że to jest produkcja dla dziecka - bajeczka. A tam walec przejechał zajączka i zajączek leży na szosie - to jest akt krucieństwa kompletnie dziecku wypaczający świadomość, bo w życiu realnym zajączek nie wstanie i nie pobiegnie
dalej. Nie obwiniajmy dzieci o to, że gdy mają lat siedem i matka mówi, że ją boli głowa, to one wzruszają ramionami. Bo mieliśmy tych siedem lat na wychowanie.

To co rodzice sknocili? Przecież kochali swoje dziecko.

- Ale kochać trzeba mądrze. Współczesny rodzic często nie wychowuje dziecka, ale je hoduje. W naszych polskich rodzinach,w tzw. dobrych domach, zdarzają się hodowle dzieci. Hodowla pięknego egzotycznego kwiatu polega na tym, że on musi dos-tać odpowiednie odżywki,odpowiednią ilość wody, musi mieć listki przecierane albo spryski-wane. Chuchamy na niego i dmuchamy. Tak samo ten mały człowiek dostaje wspaniałe jedzonko, świetne odżywki, szczepionki, reklamy prześcigają się w pomysłach, co jest dobre dla niego. Dziecko ma
osiem-dziewięć miesięcy i się je wiezie do Egiptu
-niech świat zobaczy.To jest nowoczesne hodowanie.
A naprawdę dziecku co innego jest potrzebne: czas dla niego,kiedy będzie czuł bliskość rodzica
rozmowa,poczucie bezpieczeństwa, miłość. W czasie wychowywania dziecko uczestniczy w życiu rodziny, zna problemy - oczywiście na miarę swoich lat. Dlaczego nasze dzieci zupełnie się nie orientują w sytuacji finansowej swoich rodziców, zwłaszcza w kłopotach? Nie o to chodzi, żeby tłumaczyć dziecku, jakie rodzic ma dochody, ale jeżeli w danym miesiącu nie dostanie dodatkowego wynagro-dzenia, przeszedł na inny etat, traci pracę, to powinna się odbyć narada rodzinna, nawet z kilku-letnim dzieckiem.Dziecko powinno słyszeć,z czego w tym miesiącu czy półroczu rezygnujemy: ojciec nie idzie do klubu,mama rezygnuje z fryzjera, ale ty,syneczku,również musisz z czegoś zrezygnować.

Tylko w ten sposób dziecko będzie czuło, że współuczestniczy w tym, co się dzieje w domu.

Pytają panią rodzice,co robić z takim wyhodowanym dzieckiem?

- Niestety, rzadko.Gdyby pytali, tobym rozumiała, że chcą poprawić relację z dzieckiem. Ale ten problem najczęściej pojawia się, kiedy zaczynamy mówić o prawach dziecka. Wtedy pada argument: "No jak ja mam respektować jego prawa, kiedy ono nie liczy się nawet z moim bólem głowy?!".
I argumentują tak nie tylko rodzice, ale też nauczyciele i wychowawcy.Szkolę kadry pedagogiczne
i kiedy mówię, że dzieci trzeba wychowywać z poszanowaniem ich praw,to wtedy natychmiast świat dorosłych mówi o swoim interesie.

A co powinien rodzic zrobić? Iść do psychologa?

- A czemu nie? Niestety, kiedy mówię rodzicowi, który ma problemy,żeby się zwrócił do specjalisty
do psychologa, widzę najpierw zdumienie, a potem
bardzo często oburzenie: "Przecież moje dziecko nie jest wariatem!". Nie rozumieją, że konsultacja
ada,współpraca z psychologiem to taka sama współ-praca jak np. z laryngologiem. Psycholog po to się uczył, żeby pomagać.
A rodzice często działają tylko na intuicję. Niektórzy dają się tyranizować,czują się bezradni.


Przypomina sobie pani takiego bezradnego rodzica?

- Najbardziej wstrząsający przypadek - samotna matka, osoba wykształcona, wychowująca 13-letnią panienkę. To było tzw.późne dziecko,matka została z nią sama i tak bardzo obawiała się utraty miłoś-ci tej dziewczynki, że spełniała wszystkie jej zachcianki. Opowiadała, że córka znika z domu, że
dwa razy już matkę pobiła, wyniosła jej różne wartościowe rzeczy, nie chce się uczyć, wagaruje, a ona jest bezradna. Poprosiłam, żeby przyszła z tą dziewczynką.Zobaczyłam kobietę,nie dziewczynkę Z pełnym ostrym makijażem, najlepszymi ciuchami, ufarbowanymi włosami, pomalowanymi paznokciami,
kolczykiem w nosie. Zobaczyłam taki plastikowy produkt,który był tworem tej porządnej,zahukanej, skromnej i beznadziejnie głupiej matki. Bo tylko tak można ją określić. Ta kobieta całe życie oddała,żeby zaskarbić sobie względy tej panienki. Oczywiście sobie nie zaskarbiła, bo córka mówiła o niej w sposób pełen lekceważenia, ironii, a chwilami nawet obelg.

Matka mówi: "Ja dla ciebie wszystko, a jak ty mi się odpłacasz?".

- Ale ona nie powinna mieć wszystkiego. Kto powie-dział, że człowiek ma mieć w życiu wszystko? Każdy człowiek, który w pewnym momencie dostanie za dużo od życia, nie będzie tego szanował. Dorosły człowiek też. Ta panienka na dobrą sprawę kwalifikowałaby się do ośrodka zamkniętego. Ja myślałam sobie: "Tam dojdzie do tragedii", bo w momencie najmniej-szego sprzeciwu ona rzucała matką jak piłką. Popełniała przestępstwa wobec tej matki. Ale to był skutek. Przyczyna tkwiła w 13-letnim procesie demorali-zacji w imię tzw. miłości.

Co się z nimi stało?

- Nie pamiętam. Tej matce radziłam ostre i surowe działanie: zgłoszenie pobicia policji, wniosek o dozór kuratora dla córki. Ale czy te metody były
skuteczne - najprawdopodobniej już nie. Ja przypu-szczam, że córka uciekła od niej. Ona przebywała ze znacznie starszym towarzystwem, ci pełnoletni ludzie grozili tej matce. Dziewczyna została zmarnowana.

A jak ustawa miałaby zdefiniować i sankcjonować przemoc emocjonalną?

- Zdaję sobie sprawę, że to skomplikowane. Sama ustawa nie określa sankcji za stosowanie kar cielesnych i nie może określać wprost sankcji za przemoc emocjonalną.Natomiast zakładam, że będzie odnośnik do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który te kwestie uszczegółowi i da sędziemu argu-ment, że taki rodzic nie jest dobrym gwarantem opieki nad dzieckiem.


Źródło: Duży Format.  To jest fragment wywiadu. Polecam przeczytanie całość: Link poniżej.

wyborcza.pl/1,75480,6518169,Dwa_szybkie_w_pupe.html
  • awatar szantal: to masz niezłą wyobraźnię jak poczułeś;-D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @szantal: ie rozumiem Twojego komentarza. Ale dodam, że ani ja ani brat nie byliśmy bici. Można wychować dzieci bez bicia.
  • awatar Rakszasa: A ja uwazam,ze lac trzeba,ale w granicacxh trzezwosci umyslowej. jak wiec miezyc ta trzezwosc? nie da sie. co mnie jednak irytuje to przeobrzydliwa chec decydowania o moim zyciu przez tych z gory. zbyt wiele mamy problemow ktore smialo mozna okreslic jako pierwszoplanowe niz zajmowanie sie szesciolatkami i ich szkola czy krzywizna ogorka. ale nie winny jest rzad tylko szmata tego swiata , czyli UE.
Pokaż wszystkie (19) ›
 

 

Kategorie blogów