Wpisy oznaczone tagiem "wycieczki" (331)  

spameliada
 
Wycieczki po Polsce z biurem podróży - czy to się opłaca?

Opłaca się przejechać Polskę wzdłuż i wszerz, by zwiedzić najpiękniejsze miejsca w naszym kraju, a jest ich mnóstwo. Mnóstwo biur podróży sprzedaje krajowe wycieczki. Czy natomiast warto korzystać z tego rodzaju oferty? Czy może korzystniej zaplanować wycieczkę samodzielnie.

Opłacalna opcja dla każdego
Stwierdzić trzeba, że agencja turystyczna Katowice to po prostu miejsce, które ma do zaproponowania swym klientom niezwykle korzystne warunki, jeżeli chodzi o oglądanie naszego kraju. Rozwiązanie tego typu jest opłacalne z różnorodnych powodów. Po pierwsze podróżowanie z biurem podróżniczym jest znacznie tańsze, aniżeli te organizowane w sposób samodzielny. Wszystko dzięki temu, że przykładowo koszty podróży rozkładają się na kilkanaście osób - a więc jednostkowa cena może się wydawać niesamowicie korzystna. Agencja turystyczna Katowice ( www.twoje-podroze.pl/  ) proponuje również całościową organizację wycieczki, podróżujący nie musi się w następstwie tego martwić o kupno biletów, miejsca parkingowe, pory otwarcia fajnych miejsc - to wszystko stoi po stronie organizatora. W niewygórowanej cenie wycieczki znajduje się opieka pilota, czyli jest to osoba, która dba o wszystko. Bardzo często na cenę złożone jest dodatkowo ubezpieczenie turystyczne. Za paręnaście złotych można zatem zwiedzić ciekawe miejsce w Polsce, bez konieczności martwienia się o wszystko, co wiąże się z organizacją wycieczki. Wystarczy wsiąść do autokaru i cieszyć się fajnym wypoczynkiem. Warto nadmienić o tym, że ogromną popularnością, jeżeli chodzi o wycieczki lokalne, cieszą się ogólnie mówiąc objazdówki, inaczej mówiąc jedno bądź kilkudniowe zwiedzanie określonych miejsc na mapie Polski.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
W ramach przygotowań do wyjazdu do Wiednia oglądałam filmy z stolicą Austrii w tle. Obok zaskakującego “Iluzjonisty”, pozytywnie nastrajającego “Przed wschodem słońca” obejrzałam również filmy biograficzne o Mozarcie
i Beethovenie.

22237045_1409693269077984_1311624099_n.jpg

Po zobaczeniu “Amadeusza”, oraz dwóch filmów
o Ludwigu van Beethovenie: “Kopia mistrza”
i “Wieczna miłość”, postanowiłam zwiedzić ich mieszkania, obecnie jedne z muzeów w Wiedniu.

Dom Mozarta

Kamienica, w której niegdyś mieszkała Wolfgang Amadeusz Mozart mieści się w samym centrum Wiednia. Z filmu wiedziałam, że Mozart był dość zarozumiały, bardzo kochliwy, (co po cichu znosiła jego kochająca żona- Konstancja) oraz rozrzutny. Zupełnie nie potrafił oszczędzać, przegrywał
w grach hazardowych fortunę, co odbijało się niekorzystnie na jego rodzinie. W dniu śmierci Mozarta jego rodzina była tak biedna, że pochowano go w zbiorowej mogile dla ubogich. Dopiero parędziesiąt lat później władze Austrii wystawiły mu pomnik. Ten tryb życia można dostrzec zwiedzając jego dawne mieszkanie, a właściwie podziwiając puste ściany pomieszczeń, w których żył i tworzył geniusz. Patrząc na kołyskę jego syna (mebel nie miał dna), odrapany tynk, który odkrywał jak kiedyś był pomalowany pokój, miałam wrażenie, że Mozart faktycznie przegrał wszystko
w karty. Z audio przewodnika dowiedziałam się, że często prosił o pożyczki Straussa. Niewątpliwie jednak był geniuszem. Już w wieku 5 lat skomponował swój pierwszy utwór, a jego rękopisy, których kilka znajduje się w wiedeńskim muzeum,  nie mają naniesionej ani jednej poprawki. Miał rację mówiąc, że “muzykę ma w głowie”.
Bilet do muzeum kosztuje aż 11 euro i gdyby nie darmowe wejście, do którego upoważniała nas Vienna Pass, byłabym rozczarowana. W domu Mozarta eksponatów jest jak na lekarstwo, a wstęp wynosi nieproporcjonalnie dużo do tego, co możemy tam zobaczyć.

Wiedeń jest ogromnym miastem. Wszystko ma monumentalne: zabytki budynki. Nawet centrum Wiednia jest zaskakująco duże. Dom Beethovena również znajduje się w centrum, ale znacznie dalej od katedry świętego Szczepana niż dom Mozarta. Powiem szczerze, że ciężko trafić do mieszkania Beethovena, bo szyld tego muzeum jest wielkości znaczka pocztowego. Wstęp obejmowało nasze Vienna Pass, ale bez niego zapłacilibyśmy 5 euro. Po obejrzeniu filmów “Kopia mistrza” i “Wieczna miłość” wiedziałam, że Ludwig van Beethoven był furiatem, cholerykiem i samotnikiem. Do końca życia mieszkał sam i nie związał się na stałe
z nikim. Uważam, że jego biografia pełna intrygujących wydarzeń i traum z dzieciństwa, którymi można tłumaczyć jego dorosłe zachowanie, jest o wiele bardziej interesująca niż Mozarta. To Beethoven powinien być uważany za mistrza numer jeden i to jego wizerunek powinien zdobić te wszystkie pamiątki. Nie jest tak, ponieważ wydaje się on mnie charyzmatyczną postacią niż Mozart.

22278645_1409691742411470_1147079452_n.jpg

Apartament Beethovena również nie powala ilością eksponatów. Jest dużo jego portretów, innych obrazów, rękopisy (dla odmiany ostro pokreślone,
z mnóstwem poprawek), no i najważniejsze- fortepian. Całe muzeum można zwiedzić w około 5 minut, a w każdą pierwsza niedzielę miesiąca wstęp jest darmowy.

22215121_1409691372411507_197954322_n.jpg

Podsumowując, nie uważam, aby domy kompozytorów były obowiązkowym punktem zwiedzania Wiednia. Nie żałuje, że w nich byłam, ale polecam je dla osób, które naprawdę interesują się muzyką klasyczną
i mistrzami gatunku.
Ogólna ocena:
Dom Mozarta: 5/10
Dom Beethovena 6/10

22214955_1409691565744821_1923599809_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jedną z pierwszych informacji, jaką uzyskałam na temat stolicy Austrii było to, że jest tam ogromne wesołe miasteczko. Było to zapewne około 13 lat temu. Z miejsca zapragnęłam odwiedzić to miejsce. Drugą było, że Austriacy lubią jadać sznycle.


22237313_1409691535744824_92757345_n.jpg

Prater

Od tego czasu mój system wartości trochę się zmienił ;) Z postanowienia szalonej nastolatki, która chciała z każdej możliwej atrakcji Prateru zostało niewiele, ale jednak zostało.
Teraz zamiast wydawać pieniądze na wiedeńskie karuzele i rollercoastery wolę przeznaczyć je na muzea, jedzenie i pamiątki z podróży. To nie zmienia faktu, że nie mogłam sobie odmówić wizyty w parku rozrywki z nastoletnich marzeń. Tym bardziej, że przejażdżka na Diabelskim Kole była wliczona w koszt Vienna Pass (normalnie kosztuje 10 euro). Dodatkowo realizowała mój zamiar zobaczenia panoramy Wiednia
z wysoka.

22236397_1409691765744801_1452863591_n.jpg

Diabelski Młyn mierzy 65 metrów, a jego prędkość to 2,7 km/h. Został wybudowany w 1897 roku z okazji 50- tej rocznicy koronacji cesarza Franciszka Józefa. Koło znajduje się na liście „Skarbów europejskiej kultury filmowej”, ponieważ ma na swoim koncie ma “role” w kilku filmach między innymi w jednej
z części o przygodach Jamesa Bonda- “W obliczu śmierci” z moim ulubionym agentem 007, Timothym Daltonem.

22214913_1409691579078153_791354278_n.jpg

Przejażdżka trwała kilkadziesiąt minut, a widok zarówno na Wiedeń jak i na Prater był niesamowity. Byłam bardzo szczęśliwa wiedząc, że właśnie spełniam swoje marzenie.
Zaskoczeniem były dla mnie wagoniki restauracyjne
i klubowe, które można wynająć na romantyczna kolacje lub niesamowitą imprezę. Hmmm czyżby powstało nowe marzenie…
Ostrzegam, że kolejka do wagoników jest ogromna.

Kuchnia Wiedeńska

Dokładnie tak w dosłownym tłumaczeniu na język polski brzmiała nazwa restauracji, w której zjedliśmy nasz pierwszy austriacki obiad.

Lokal znajduje się w samym centrum Wiednia, tuż obok katedry świętego Szczepana przy jednej z urokliwych uliczek.

22236087_1409693399077971_52221614_n.jpg

Restauracja była elegancka, a przynajmniej aspirowała do miana takiej. Formalnie ubrany względnie miły (jak wszyscy w Wiedniu) kelner wskazał nam już nakryty stolik dla dwóch osób.

Wnętrze urządzone ładnie, choć miałam wrażenie, że panuje tam nieprzemyślany eklektyzm: tu jakieś antyczne wazony, tu obraz przedstawiający scenkę rodzajową szlachty, a tu drewniana beczka. No, ale byłam na wakacjach, więc przymknęłam oko na te drobne niedociągnięcia.

22236216_1409693522411292_852787857_n.jpg

Zamówiliśmy oczywiście tradycyjne dania miejscowej kuchni, z resztą, co innego można zamówić w restauracji o nazwie Kuchnia Wiedeńska. Postanowiłam spróbować miksu trzech różnych sznycli: wieprzowego, cielęcego oraz z kurczaka z sałatką z ziemniaków. Mój Luby postawił na jednego, dużego sznycla. Chyba nie ma potrawy bardziej austriackiej niż to danie.
O wersji z przepyszną sałatką ziemniaczaną czytałam nawet w przewodniku. Ogólnie rzecz ujmując nasz obiad był bardzo dobry, mięso przyrządzone perfekcyjnie i odpowiednio doprawione z chrupiącą panierką, która nie była nasiąknięta tłuszczem. Obie porcje (popite austriackim piwem) sprawiły, że najedliśmy się do syta i wydaliśmy całkiem sporo, bo około 40 euro, no, ale Wiedeń jest drogi.

22290540_1409693379077973_2017222940_n.jpg

Podsumowując nie wyobrażam sobie żeby być w Wiedniu i nie spróbować ich pysznego, najlepiej cielęcego, sznycla. Nie wyobrażam sobie również ominąć jedną
z najlepszych atrakcji tego miasta, jaką bez wątpienia jest Prater.
Ogólna ocena:
Prater- Diabelski Młyn: 10/10
Kuchnia Wiedeńska: 9/10

22214982_1409692875744690_639779228_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Cztery dni w stolicy Austrii. Na taką wyprawę, wiadomo potrzebny jest hotel. A z wyprawy, wiadomo przywozi się pamiątki, których tym razem mam wyjątkowo dużo.

22236397_1409691765744801_1452863591_n.jpg

Hotel Debo Pension

Standardowo do rezerwacji hotelu użyliśmy booking.com. Póki, co portal jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.
Poszukiwaliśmy noclegu blisko centrum, w dogodnej odległości od dworca autobusowego i w dobrej cenie. Oczywiście w grę wchodziły tylko pokoje
z łazienką oraz śniadanie wliczone w ofertę.
Zdecydowaliśmy się na Debo Pansion. Za trzy noclegi zapłaciliśmy 1013 zł. To dużo biorąc pod uwagę to, co zaoferował nam hotel.
Lokalizacja owszem w dobrej dzielnicy- Neubau wprost usianej klimatycznymi knajpkami i
w niedalekiej odległości od centrum. Dojście do pomnika Marii Teresy i Hofburg zajmowało nam nie więcej niż 10 min. W okolicy hotelu znajdował się sklep spożywczy Billa z przystępnymi cenami, ale oczywiście otwarty tylko do 18 (niestety, jak wszystkie sklepy w Wiedniu).
Debo Pansion znajduje się na Zieglergasse 18, blisko stacji metra, dlatego dojazd z dworca autobusowego (około 2,50 euro za bilet ważny godzinę) był szybki i łatwy. Jechaliśmy liniami 1 i 3 z przesiadka na Stephansplatz.

22215232_1409693765744601_508975545_n.jpg

Obsługa hotelu była hmmm… specyficzna. Z jednej strony miła, z drugiej wyniosła i szorstka. Jeśli chodzi o pokój to zdał egzamin całkiem dobrze. Odpowiednia ilość miejsca oraz półek, w miarę wygodne łóżko, codzienne sprzątanie, czysta łazienka z kosmetykami, ręcznikami i suszarką. Istotną sprawą dla mnie była odpowiednia ilość gniazdek elektrycznych, dzięki której mogliśmy ładować na raz dwa telefony, powerbank, korzystać z telewizora i prostownicy. Na plus było też wygodne rozmieszczenie włączników świateł- przy łóżku i przy drzwiach. Uroczym akcentem okazały się herbatniczki na poduszkach.

22215070_1409693579077953_1764180915_n.jpg

Jedyne, co mnie zastanawia to brak wykładziny hotelowej, która w Polsce w trzygwiazdkowych hotelach chyba jest standardem. No, ale parkiet
w Debo Pension mi nie przeszkadzał.
Rozczarowało mnie natomiast śniadanie. W Berlinie za mniejszą kasę śniadanie było o niebo, ale to naprawdę o niebo lepsze. Tutaj standardowe śniadanie kontynentalne: wędliny, sery, pieczywo, warzywa, dżemy, miód, Nutella, jajka, kilka rodzajów płatków, mleko, jogurt, kawa, herbata, sok. Bonusem były owoce i rogaliki o ile przyszło się odpowiednio wcześnie, bo gdy coś się skończyło obsługa wcale nie dokładała (?!). Za taką cenę oczekiwałam nie tylko piękniej rustykalnej jadalni- a taka była, ale również mega wypasionego śniadania.

22236247_1409693572411287_1488203543_n.jpg


22215298_1409693589077952_1182063544_n.jpg

Pamiątki

Myślimy Wiedeń i co przychodzi nam do głowy? Piwo i kawa. Zaopatrzyliśmy się w sporo, szczególnie tego pierwszego. Do tego jeszcze wyśmienite Austriackie wino. Dobrą pamiątką są również słodycze. Zwłaszcza kulki Mozarta nadziewane marcepanem i wafelki firmy Manner, której logiem jest wizytówka Wiednia, czyli katedra św. Szczepana. Ogólnie polecam całą masę słodkości, których nie można dostać w Polsce- tych od Milki oraz od rodzimych austriackich producentów.

22237222_1409693302411314_1117916141_n.jpg

Z mocniejszych alkoholi ciekawą opcją na pamiątkę jest Stroh- 80% trunek z buraków cukrowych, który jest produkowany w Austrii. Kupiliśmy też Shnapps’a, którego nigdy dotąd nie spotkaliśmy
w Polsce.

22237289_1409691205744857_492512911_n.jpg

Nie mogłam pominąć standardowych pamiątek jak pocztówki czy naszywka z wiedeńskiego Hard Rock Cafe. Razem z ukochanym kupujemy magnesy na lodówkę w miejscach, które odwiedzamy wspólnie.
Z Wiednia przywieźliśmy ten z “Pocałunkiem” Gustava Klimta, który znajduje się w zbiorach Belwederu i wiedeńczycy zrobili z niego znak rozpoznawczy miasta.
Humorystyczną pamiątką jest breloczek z napisem “We don't have kangaroos in Austria”. Bodźcem do powstania gadżetów z tym hasłem byli zapewne ludzie mylący Austrie z Australią i oczekujący spotkania kangurów w środkowoeuropejskim kraju.
Całkowicie niezwykłą pamiątka jest dla mnie szklana kulka. Ludzie często przywożą je
z podróży, ale to jest moja pierwsza. Zwykle stawiałam na inne suweniry. Dlaczego teraz zmieniłam zdanie? Ponieważ to właśnie w Wiedniu bracia Erwin i Ludwik Perzy otworzyli pierwszy sklep ze szklanymi śniegowymi kulami, który działa do dziś. Kulki wypełnione wodą i białymi drobinkami miały wzmocnić światło lampy chirurgicznej, ale wspomniane drobinki przypominały Erwinowi śnieg, więc wpadł na pomysł umieszczenia w środku popularnych budynków
i sprzedaży wynalazku, jako dekoracji. Można, zatem stwierdzić, że szklana, śniegowa kula narodziła się w Wiedniu. Dlatego jest idealną pamiątką z tego miasta. Oczywiście obok góry słodyczy i piwa.

22237296_1409690259078285_155854690_n.jpg

Podsumowując, jeśli nie zależy Wam na wystrzelonym w kosmos śniadaniu to podczas pobytu w Wiedniu zanotujcie, w Debo Pension i koniecznie kupcie wymienione wyżej pamiątki. No i nie spodziewajcie się kangurów ;) Chyba, że w Muzeum Historii Naturalnej.
Ogólna ocena Debo Pension: 7/10

22236300_1409691369078174_396793658_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
To wszystko w jeden z dzień w Zakopanem

20401218_1352472294800082_479925687_n.jpg

Pochodzę z południa Polski i choć często bywam
w rodzinnych stronach raczej nigdy nie chodziłam na wycieczki po górach. Tak jest, gdy mamy coś na wyciągnięcie ręki to tego nie doceniamy. Teraz postanowiłam nadrobić zaległości i zwiedzać rodzime tereny. Nie lubię trudnych szlaków, klamer
i łańcuchów. Preferuje łatwe, spacerowe i widokowe trasy.

20370946_1352472318133413_125715223_n.jpg

Dolina Kościeliska
Idealnym pomysłem okazała się tu Dolina Kościeliska. Busy do Kościeliska odjeżdżają z parkingu obok styku Krupówek z ulicami Nowotarską i Kościeliską, bilet kosztuje 5 zł. Wysiadamy, jak łatwo się domyślić, na przystanku dolina Kościeliska. Następnie przechodzimy na drugą stronę ulicy i cofamy się kilka metrów do początku szlaku. Tam czeka na nas kolejne zdzierstwo, czyli 5 zł za wejście do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jak już wyskoczymy
z gotówki idziemy cały czas prosto. My zaliczyłyśmy mały przystanek na oscypka i żyntyce w bacówce znajdującej się na szlaku.

20401261_1352472314800080_1644789982_n.jpg

Trasa jest piękna. Malownicze widoki na góry, potok Kościeliski, oraz formacje skalne zwane bramami np. Bramą Kantaka sprawiają, że spacer, chociaż długi jest niezwykle przyjemny. Mniej przyjemny jest punkt docelowy wycieczki, czyli Hala Ornak. Zatłoczona,
z mnóstwem turystów i nikła szansą na dopchanie się do baru w schronisku. Chciałyśmy jak najszybciej opuścić to miejsce.

20370557_1352472281466750_1326073450_n.jpg

Staw Smreczyński
Tusz przed Halą Ornak troszkę zboczyłyśmy z trasy
aby wspiąć się stromym i dość męczącym szlakiem nad Staw Smreczyński. Widok wart był wysiłku. Według góralskich legend staw ten nie ma dna. Wolałam nie sprawdzać czy to prawda.

20370891_1352472254800086_620118398_n.jpg


20370429_1352472264800085_2057990442_n.jpg

Karczma U Wnuka

21691398_1398132093567435_106456285_n.jpg

Skoro jesteśmy w klimacie Doliny Kościeliskiej to pozostaniemy na ulicy Kościeliskiej. Tam w jednej
z najstarszych zakopiańskich chałup mieści się karczma U Wnuka. Zarówno budynek jak i sama restauracja mają bogatą historię. Był to jeden
z pierwszych piętrowych domów w Zakopanem, w którym znajdowały się różne instytucje np. urząd gminy
i poczta. W końcu za sprawą ślubu niegdysiejszych właścicieli w chałupie otwarto karczmę, która prosperuje do dziś.

21849366_1398132100234101_2095164133_n.jpg

Wystrój oczywiście w 100% góralski: drewno, regionalne- kwiatowe motywy, bielony kominek, ławy. Wszystko robi dobre wrażenie podtrzymywania tradycji stylu zakopiańskiego. Gorsze wrażenie wywarły kelnerki, gdyż po menu oraz złożyć zamówienie musiałam iść osobiście. Na szczęście dania
i rachunek już przyniosły.

21905567_1398132090234102_689951315_n.jpg

Zamówiliśmy moskola i golonkę. Moskol był bardzo udaną wariacją na temat tradycyjnego placka z mąki, ziemniaków, wody, soli i opcjonalnie jajek. Dlaczego wariacją? Ponieważ obsypany został słuszną warstwą sera, boczku i innych dodatków. Razem smakowało wybornie i nasyciło mnie na resztę dnia. Golonka
w niczym nie ustępowała partnerowi. Dobrze przyrządzona, delikatna, podana z chrzanem
i musztardą, które pięknie nadawały jej ostrości.

21850282_1398132086900769_397627668_n.jpg

Cały obiad był oczywiście niebotycznie drogi, jak to w górach- powiedziała góralka.

21905624_1398132083567436_676407997_n.jpg

Podsumowując po spacerze Doliną Kościeliska oraz podziwianiu piękna Stawu Smreczyńskiego polecam Wam porządny obiad w historycznej karczmie U Wnuka.

Ogólna ocena:
Dolina Kościeliska 9/10
Staw Smreczyński 8/10
U Wnuka 9/10
 

gdzietuwyjsckrakow
 
W jednym z wpisów zachwycałam się olsztyńską plażą miejską nad jeziorem Ukiel. Minął rok od naszego pobytu w tym mieście, a ja dalej uważam to miejsce za jedno z najpiękniejszych, jakie widziałam. Co jeszcze podobało mi się na plaży? Czy wszystko
w Olsztynie zasługuje na medal?

14182424_1055827787797869_1126270207_n.jpg

Plankton
Jeśli plaża to oczywiście leżaczki i drineczki
z palemką oraz przybrzeżny bar jak z amerykańskich filmów.
Plankton sprawdza się tu idealnie. Ma stylowe
i ładnie urządzone wnętrze, hipsterskie leżaki zrobione z palet oraz wysokie ceny.
Jedynie mój drink z palemką był tak naprawdę… piwem ze słomką. I to piwem Specjał, które pierwszy raz widziałam w wersji lanej właśnie na plaży miejskiej w Olsztynie.
Jeśli plaża to oczywiście leżaczki i drineczki
z palemką oraz przybrzeżny bar jak z amerykańskich filmów.
Plankton sprawdza się tu idealnie. Ma stylowe
i ładnie urządzone wnętrze, hipsterskie leżaki zrobione z palet oraz wysokie ceny.
Jedynie mój drink z palemką był tak naprawdę… piwem ze słomką. I to piwem Specjał, które pierwszy raz widziałam w wersji lanej właśnie na plaży miejskiej w Olsztynie.

21397619_1387638244616820_1792329283_n.jpg


21397177_1387638297950148_1260709105_n.jpg

Muszę przyznać, że jestem zachwycona Planktonem
i gdybym nie mieszkała na drugim końcu Polski byłabym tam z pewnością stałym klientem. Atmosfera pozwalała mi się poczuć jak bohaterka serialu 90210 (kontynuacji kultowego Beverly Hills 90210), który uwielbiam.

21397454_1387638134616831_1026969179_n.jpg


21397436_1387638187950159_1726040650_n.jpg

Podsumowując Plankton to byłby perfekcyjny plażowy bar, gdyby nie te ceny.
Ogólna ocena 9/10.

Villa Pallas

21363106_1387633891283922_411159451_n.jpg

rzez ten cały czas doświadczania wspaniałości Olsztyna musieliśmy gdzieś mieszkać.
Padło na hotel Villa Pallas oddalony około 10-15 minut spacerem od centrum i kilka przystanków od dworca PKP. Jedynie wejście do hotelu ciężko było znaleźć.
Dobre położenie generowało dość wysoką cenę, ale jakoś  to przeboleliśmy.

21397637_1387637761283535_1765988951_n.jpg


21396918_1387638017950176_385000982_n.jpg


21443273_1387633981283913_630299611_n.jpg


21443285_1387637887950189_1509979476_n.jpg


Co prawda po wystroju pokoi oczekiwałam więcej niż późnych lat 90 i wczesnych 2000… Ogólnie powodów do narzekania raczej nie było. Dobry room serwis
i śniadania na wysokim poziomie z bardzo rozbudowanym szwedzkim stołem. Jadalnia wprawdzie jest troszkę nieustawna i lepiej nadaje się na wesela niż hotelowe śniadania, ale ich smak to rekompensował.


21397052_1387637837950194_23604313_n.jpg


21397626_1387634101283901_564846595_n.jpg


21442217_1387637984616846_1353607653_n.jpg

Dziwna i troszkę nieprzyjemna sytuacja miała miejsce zaraz przed naszym wyjazdem. Podczas wymeldowania
w pokoju, w którym spaliśmy włączył się alarm przeciwpożarowy. Pani z recepcji nie wyglądała na przekonaną, że to nie nasza wina, ale nie miała innego wyjścia jak tylko nam uwierzyć.
Podsumowując, niby wszystko spoko, ale pojawiła się parę rys na wizerunku Villa Pallas.
Ogólna ocena 7/10.

21443026_1387637934616851_1709009244_n.jpg

To już ostatni wpis z wspomnieniami z magicznego Olszyna. Czy wszystko mnie zachwyciło? Niemal wszystko, z drobnym wyjątkiem opisanym wyżej, który zły nie jest, ale na kolana mnie nie rzucił.

14193681_1055827711131210_1543175125_n.jpg

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się odwiedzić Olsztyn i pójść do tych wszystkich knajp, do których nie miałam okazji.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Kilka razy pisałam Wam już, że uwielbiam Rzeszów. Dobrze czuje się w tym mieście, ponieważ nie jest tak zatłoczone jak Kraków i posiada dużą ilość ciekawych knajp.

21175764_1380640978649880_1621520229_n.jpg

Prawie zawsze, gdy jestem w Rzeszowie idziemy na lody :) Byliśmy już kilka razy u Myszki i we Fragoli. Przyszedł czas na coś nowego i trafiliśmy do Rzeszowskiej Manufaktury.
To właściwie tylko budka z lodami i miłymi paniami… ale, z jakimi pysznymi lodami. Skusiłam się na polecony przez znajomą słony karmel, który choć dobry przegrywał z genialnym smakiem bezy z maliną. W niecodziennej ofercie można było znaleźć też lody San Escobar o smaku czekolady i rumu, które również polecam.

19970814_1339089942804984_453101055_n.jpg


20045828_1339089796138332_671125702_n.jpg

Z lodami w dłoni spacerowaliśmy po słonecznym Rzeszowie odkrywając jego cudowne zakątki, na przykład studnie z żabim posążkiem. Całowałam, ale żaba nie zmieniła się ani w księcia, ani w księżniczkę. Według jednej z legend czarownik zamienił złą księżniczkę w ropuchę, za co został wtrącony do lochu i tam umarł. Księżniczka długo błąkała się po mokradłach wydając żabi dźwięk “rzesz”, a echo odpowiadało jej: “uw”. Zrozpaczony król w końcu znalazł innego maga, który zdołał odczynić zły urok. Odmieniona księżniczka w ramach wdzięczności osuszyła mokradła i założyła na nich miasto- Rzeszów.

21175639_1380640958649882_2083592222_n.jpg


21208321_1380640988649879_880577067_n.jpg

Nasz spacer dobiegł końca na ulicy Adama Mickiewicza w Muzeum Dobranocek. Bilet kosztuje jedyne 7 zł, a w niewielkim obiekcie możemy podziwiać duży zbiór gadżetów związanych z dawnymi dobranockami, takimi jak: Kot Filemon, Jacek i Agatka, Smerfy, Muminki, Bolek i Lolek, Reksio, Krecik, Miś Uszatek i wiele innych. Oprócz tego w muzeum znajdują się rękopisy scenariuszy odcinków, oryginalne kukiełki i foliogramy wykorzystywane do produkcji wspomnianych bajek.

21150784_1380641071983204_618142034_n.jpg


21244452_1380641078649870_629127229_n.jpg


21150828_1380640945316550_321429945_n.jpg

Za każdym razem odkrywam nowe, magiczne miejsca Rzeszowa i Wam również polecam spacery po tym urokliwym mieście, lody z Rzeszowskiej Manufaktury oraz miłe wspomnienie dzieciństwa w Muzeum Dobranocek.
Ogólne ocena:
Rzeszowska Manufaktura Lodów: 8/10

Muzeum Dobranocek: 7/10.

21208348_1380641051983206_1461006890_n.jpg


21208498_1380641028649875_1846096350_n.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gablotka-szkolna
 
W tym roku już po raz szósty z rzędu odbywa się ogólnopolski konkurs Wartościowa Wycieczka Szkolna organizowany przez ATAS sp. z o.o. Zapraszamy wszystkich nauczycieli do zgłaszania swoich wyjazdów zorganizowanych w minionym roku szkolnym. Do wygrania atrakcyjny wyjazd na Maltę. gablotka-szkolna.blogspot.com/(…)konkurs-wartosciow…
  • awatar gość: Moja szkoła i my nauczyciele zorganizujemy wycieczkę do Niemiec albo Francji żeby dzieciom pokazać uchodźców i ich kulturę oraz zasmakować ich islamskiej przestępczości. Wygramy, prawda?
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Podróżuje głównie z moim ukochanym. Nie należymy do turbo romantycznych osób, ale czasem decydujemy się na wizytę w miejscach, których nie powstydziliby się bohaterowie niejednego filmu o miłości.

14194311_1055837897796858_2114246002_n.jpg

Po mało romantycznym spacerku po bunkrach przyszedł czas na ciacho i herbatkę w urokliwej Lavendzie. Kawiarnia wyróżniała się już na pierwszy rzut oka. Dbałość o szczegóły w wystroju. Dużo fioletu (w końcu to kolor kwiatu lawendy), secesyjne stoliczki, miękkie kanapy, fototapety z rozległymi lawendowymi polami. Takiego wystroju nie powstydziłaby się kawiarnia w centrum Krakowa a co dopiero lokal usytuowany wśród żeglarskich tawern (które uwielbiam) i reliktów PRL-u.

14194215_1055837951130186_1543844024_n.jpg


14169501_1055837907796857_1983183531_n.jpg

Ceny niezwykle przyjazne dla portfela, personel jest miły, ale dość długo przyszło nam czekać na kelnerkę.
Gdy już podała nam menu byliśmy zachwyceni i mieliśmy ochotę spróbować wszystkiego. Wybór padł na rozgrzewające aromatyczne herbaty podane w uroczych czajniczkach. Piliśmy Białą Damę: biała herbata, kwiat pomarańczy, rodzynki, ananas, Mate, guarana, mango, catuaba, dziewanna. Okazała się ona prawdziwą eksplozją najlepszych smaków. To zdecydowanie najsmaczniejsza herbata, jaką w życiu piłam. Jako drugą zamówiliśmy Lawendową herbatę zieloną z kwiatami lawendy czarnym bzem i czarną porzeczką, która choć trochę mniej spektakularna nie ustępowała w smaku poprzedniczce.
Do tego ogromne kawałki przepysznego ciasta, które rozpływało się w ustach i smakowało pysznie do ostatniego kęsa.

14171834_1055837917796856_1507847555_n.jpg

Podsumowując Lavenda jest prawdziwą perłą Giżycka, szczególnie, jeśli chodzi o herbaty. Zachęcam wszystkie pary odwiedzające to miasteczko, aby wybrały się na randkę do tej kawiarni.
Ogólna ocena: 9/10.

14137961_1055837964463518_448741050_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jak zwiedzanie, pływanie i wakacyjna aktywność to i głód :) Gdzie iść w Giżycku, gdy po wszystkich spacerach i atrakcjach zgłodniejemy?

14172093_1055829121131069_1681545240_n.jpg

Przewodniki polecają wiele miejsc. Z wszystkich rekomendacji wybraliśmy dwa: Bar Omega i Tawernę Siwa Czapla. Oto jak wypadły:
Bar Omega
To miejsce ma specyficzny klimat, jak sama nazwa wskazuje- barowy. Pomimo tego jest niezwykle popularne. W momencie, gdy przyszliśmy wszystkie stoliki były zajęte i cudem załapaliśmy się na jeden, który właśnie się zwolnił.
Aby zamówić trzeba było odstać swoje w długiej kolejce. Przynajmniej mogliśmy się spokojnie zastanowić, jakie danie wybrać, aby podczas składania zamówienia dowiedzieć się od pani
w podomce i siateczce na głowie, że się skończyło :P Szybka zmiana decyzji i równie szybko wydane posiłki. Po takiej formie spodziewaliśmy się cen niskich jak w standardowym barze. Zdziwiliśmy się, bo nasz obiad kosztował tyle samo ile w dobrej restauracji na krakowskim Rynku Głównym
z kelnerem, który jest na każde nasze skinienie.
Przynajmniej smak potraw była adekwatny do ceny. Pstrąg zamówiony przez mojego Lubego rozpływał się w ustach i zachwycał doborem przypraw.

14159331_1055837981130183_706804481_n.jpg


14151875_1055838014463513_506789331_o.jpg

Moja zupa rybna (którą jadłam pierwszy raz
w życiu) od razu skradła mi serce. Wyrazisty smak i mój ulubiony sposób doprawiania sprawiły, że stała się moją faworytką wśród zup.

14137855_1055837991130182_1912165302_n.jpg

Na drugie danie wzięłam pyzy z mięsem. Spodziewałam się rozlazłych klusek bez smaku,
a dostałam pyszne, sycące pyzy o konkretnym smaku z dużą ilością mięsa.

14182613_1055838027796845_1612731511_n.jpg

Kropką nad “i” okazało się regionalne piwo Rybak. Wyśmienite! Bardzo delikatne i orzeźwiające. Od tego czasu szukam go w każdym sklepie, ale nigdzie nie znalazłam :(

Tawerna Siwa Czapla

14111610_1055836667796981_1715517198_n.jpg

To lokal o zupełnie innym charakterze niż Bar Omega. Nie mamy tu do czynienia z samoobsługą, kelnerki są bardzo miłe, dużo miejsca w tym przepiękny ogródek. Podobieństwo widać jedynie pod względem cen- wysokie.

14159347_1055837797796868_789383855_n.jpg

Wydawać by się mogło, że Siwa Czapla wypadnie lepiej, ale niestety filet rybny, który zamówiłam szału nie zrobił. Był smaczny, dobrze przyrządzony, delikatny, ale bez fajerwerków. Frytki również.

14138316_1055837781130203_212963789_n.jpg

Podsumowując w Giżycku jest gdzie dobrze zjeść. Miasto ma do zaoferowania pyszną mazurską kuchnię, której możemy posmakować w wielu miejscach, jednakże musimy być przygotowani na wydanie trochę grosza.  Osobiście polecam i Siwą Czaplę i Bar Omega, z tym, że ten drugi lokal odrobinę bardziej ze względu na piwo Rybak.
Ogólna ocena:
Bar Omega: 7/10
Tawerna Siwa Czapla 7/10
FB:www.facebook.com/omegagizycko/
www.facebook.com/SiwaCzapla/
WEB:baromega.pl
siwaczapla.pl
 

gdzietuwyjsckrakow
 
O naszych corocznych wyprawach pod namiot do Polańczyka pisałam już wielokrotnie. Jeżdżę tam
z moim ukochanym już od 6 lat. Tegoroczny wyjazd był jednak zupełnie inny.


19489697_1325189617528350_1105731607_n.jpg

Każdego roku pakowaliśmy torby, namiot, śpiwór
i materac i wyruszaliśmy to tej urokliwej miejscowości nad Soliną. Zwykle jechaliśmy
z przyjaciółmi, a wyprawy te zweryfikowały już kilka naszych znajomości. Przyjaźnie się rozpadały
i umacniały właśnie na wakacjach w Polańczyku.

19553271_1325189537528358_2005063560_n.jpg

W tym roku pojechaliśmy wcześniej niż zazwyczaj.
W czerwcu wykorzystaliśmy długi weekend na wycieczkę. Wahaliśmy się czy nie wybrać się ze znajomymi na żagle na Solinę, aż w końcu okazało się, że miejsce na łódce było tylko jedno, więc sprawa się rozwiązała.
Obsesyjnie sprawdzaliśmy prognozę pogody przed wyjazdem. Miny nam zrzedły, gdy zobaczyliśmy mniej niż 10 stopni nocami. Pomimo to pojechaliśmy. Wiedzieliśmy, że ze względu na ogromną ilość wesel
i wieczorów panieńsko-kawalerskich wszystkie pozostałe wakacyjne weekendy mamy zajęte. To była jedyna okazja. Zabraliśmy grube śpiwory i mieliśmy nadzieję, że nie będzie tak zimno.

19512438_1325189954194983_343205586_n.jpg


Wyjazd- nieogar

Na miejscu okazało się, że zapomnieliśmy naszego dmuchanego materaca, co skutkowałoby spaniem na ziemi w namiocie. Karimaty, które oferowali znajomi z łódek niewiele by tu pomogły. Jak się później okazało zapomnieliśmy jeszcze parę innych rzeczy, ale to nie było już istotne. Ponadto nie udało się nam pożyczyć samochodu, więc widoków na ruszenie się poza Polańczyk nie było. Tak samo jak na kąpiele, bo woda w Solinie (gdzietuwyjsckrakow.pinger.pl/m/27596686) była mega zimna.

19550897_1325190017528310_2052019086_n.jpg


Nowości

Początkowo szukaliśmy miejsca na polu namiotowym. Jakie wielkie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że pole namiotowe “U Wiktora”(gdzietuwyjsckrakow.pinger.pl/m/22268170), na którym nocowaliśmy przez ostatnie 5 lat zostało zamknięte. Może to dobrze, bo z roku na rok było coraz gorzej. Na innym polu zaraz obok dowiedzieliśmy się, że Pan już nie przyjmuje namiotów, bo przekwalifikował się na drewniane domki. Uderzyliśmy na pole po drugiej stronie. Tam zastaliśmy przemiłą
i bardzo uczynną właścicielkę, która dała nam solidna zniżkę na… domek. Tak, pierwszy raz w życiu w Polańczyku spaliśmy w domku. Burżujstwo po promocyjnej cenie. Było chłodno, ale zapewne nie aż tak jak w namiocie no i nie musieliśmy martwić się nocnymi burzami, prądem i czystością prysznica. Miła Pani wyposażyła nasz domek w takie rarytasy jak lodówka i czajnik elektryczny ;)

19489477_1325189227528389_1802304501_n.jpg


19553270_1325189450861700_716330072_n.jpg


Pijańczyk - Polańczyk

Na tym nie koniec nowego. Oczywiście tradycyjnie zjedliśmy pstrąga (gdzietuwyjsckrakow.pinger.pl/m/24464081)
i najpyszniejsze na świecie mrożone frytki,

19512075_1325189320861713_1919030760_n.jpg

pływaliśmy rowerkiem wodnym,

19489485_1325189377528374_735365757_n.jpg

byliśmy w centrum, grillowaliśmy i graliśmy w bilard na przystani Unitra.
Z powodu braku samochodu postanowiliśmy dokładnie zwiedzić Polańczyk. Długo spacerowaliśmy żółtym szlakiem, który czasem znajdowaliśmy, a czasem gubiliśmy.

19511638_1325189514195027_1926798645_n.jpg

Odwiedziliśmy też kościół w Polańczyku, bynajmniej nie na modlitwy, ale z racji bycia fanami architektury sakralnej.

19511726_1325189260861719_1421064741_n.jpg

W ostatni dzień dołączyli do nas znajomi z łódek
i pojechaliśmy zwiedzić zaporę w Solinie od wewnątrz. Nie mam zdjęć, ponieważ jest to obiekt
o charakterze strategicznym i fotografowanie było zabronione.
Brzmi jak normalne wakacyjne zwiedzanie. Pewnie byłoby takim, gdyby nie fakt, że do tej pory Polańczyk był dla nas miejscem gdzie wypiliśmy hektolitry piwa i o dziwo budziliśmy się następnego dnia bez kaca. Jedna, wielka, kilkudniowa impreza
w plenerze pod namiotem i z grillem. Jednym słowem: Pijańczyk.

19251014_1325189317528380_1029549627_n.jpg


Sezon, którego nie ma

Pierwszy raz tak wcześnie zawitaliśmy do Polańczyka. Okazało się, że w dniach 15-18 czerwca sezon się jeszcze nie rozpoczął. Budki z pamiątkami były zamknięte, potańcówki na Unitrze się jeszcze nie rozpoczęły, a mała gastronomia nie otworzyła. Najbardziej żałowaliśmy jednak, że budka z pizzą robioną przez pana, który wygląda jakby dopiero
z więzienia wyszedł była nieczynna. W tym roku nie zjedliśmy naszej tradycyjnej polańczykowej pizzy.

19489538_1325189604195018_1276466284_n.jpg


Przez cały pobyt wspominaliśmy nasze ekscesy z lat poprzednich. Towarzyszyła temu przyjemna nostalgia
i uśmiechy. Szczególnie, gdy rozpoznaliśmy miejsca naszych mocno zakrapianych imprez. Czy żałujemy, że w tym roku było inaczej? Nie :) Jesteśmy już starsi, skończyliśmy studia i nie żyjemy wieczną imprezą. Nie oznacza to, że nasze wakacje w Polańczyku już zawsze będą tak wyglądać. W przyszłym roku planujemy połączyć oba style wypoczynku. Czy się uda? Zobaczymy :)

19551113_1325189630861682_373906912_n.jpg
  • awatar BipolarBear: Nasuwa się tylko złota myśl, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Zakochałam się w Mazurach. Chcemy tam wrócić własnymi czterema kółkami i jeździć od jednej urokliwej miejscowości do drugiej, od jednego pięknego jeziora do drugiego.
Jednak zanim to nastąpi, opowiem Wam, dlaczego polubiłam Giżycko oraz gdzie warto się zatrzymać, a gdzie pójść na spacer.

14193871_1055828704464444_1355557969_n.jpg

Apart Hotel Giżycko

14159284_1055837884463526_883855634_n.jpg

Hotel położony jest w dobrej lokalizacji. W samym centrum oraz niedaleko od dworca PKP i PKS. Do plażę przy jeziorze Niegocin idzie się spacerowym tempem około 10 minut.
Obsługa hotelu była niezwykle miła i sumiennie wykonywała swoją pracę> Każdego dnia mieliśmy dobrze posprzątany pokój i uzupełnione braki
w kosmetykach czy bieliźnie hotelowej.
Wystrój przypadł mi do gustu: minimalistyczny, nowoczesny i praktyczny. Odpowiednia ilość gniazdek elektrycznych i turbo miękkie łóżko.

14137830_1055838071130174_345157836_n.jpg


14138522_1055838057796842_503780448_n.jpg

Jednakże najbardziej zakochałam się w prysznicu. Deszczownica, odpływ liniowy i ułożenie na całej ścianie łazienki to jest to, czego zapragnęłam
w swoim mieszkaniu.

14169675_1055838084463506_1177903543_n.jpg


14159282_1055838041130177_7859835_n.jpg

Biorąc pod uwagę, że hotel nie był tani dziwi mnie niska, jakość śniadań. Po pierwsze trzeba było na nie przejść do całkowicie innego budynku- restauracji oddalonej o kilkaset metrów. Po drugie za taką cenę spodziewałam się większego wyboru
i mniejszego ścisku.

14182142_1055836581130323_461768592_n.jpg

Pomimo minusów polecam Apart Hotel Giżycko dla osób chcących spędzić w tym uroczym miasteczku kilka dni.
No właśnie, co do uroków Giżycka to jest ich sporo.
Miasteczko jest idealne do zwiedzenia w jeden, góra dwa dni licząc pobyt nad jeziorem i rejs statkiem.
Polecam spacer uliczkami miasta i podziwianie takich atrakcji turystycznych jak mieszczący się
w samym centrum Kościół Ewangelicki

14159917_1055828394464475_210980414_n.jpg

oraz Wieża Ciśnień, na której znajduje się punkt widokowy i muzeum.

14172093_1055829121131069_1681545240_n.jpg

Spacerując (lub jadąc rowerem) po Giżycku można dojść na Wzgórze św. Brunona. Wybraliśmy się tam pierwszego dnia, gdy akurat padało, ale wierzę, że widok ze wzgórza na Niegocin musi być naprawdę piękny bez tej mgły.

14182561_1055829264464388_180661236_n.jpg


14182364_1055829277797720_45399809_n.jpg

Uznaliśmy, że skoro jesteśmy w okolicy to przejdziemy się od razu do Twierdzy Boyen. To nie był dobry pomysł. Po pierwsze to wcale nie było “w okolicy”, po drugie piękne ścieżki spacerowo- rowerowe właśnie się skończyły i mieliśmy do wyboru tuptanie ruchliwą drogą bez pobocza lub lasem. Wybraliśmy las. Jakieś nikłe ścieżki tam były, ale niewiele dawały i zgubiliśmy się kilka razy. Cud, że nie złapaliśmy kleszczy. Do bardzo długim spacerze dotarliśmy do Twierdzy.

14193690_1055829211131060_1772801138_n.jpg

Fort został wzniesiony na przełomie 1843 i 1855 roku. Przez pewien okres czasu stanowił główny punkt obrony Prus Wschodnich. Twierdza Boyen znakomicie wywiązywała się ze swojej funkcji podczas I wojny światowej, zdobyta została
w trakcie II wojny światowej przez wojska III Frontu Białoruskiego, z tym, że podczas jej oddania nie padł ani jeden strzał. Teren Twierdzy Boyen zajmuje około 100ha.

14111785_1055829131131068_436410646_n.jpg

Obiekt niewątpliwie zainteresuje osoby lubiące zwiedzać stare fortyfikacje i pasjonujące się wojenna historią. Osobiście pierwszy raz zwiedzałam jakąkolwiek twierdzę i było to dość interesujące, przynajmniej na początku. Fort oferuje trzy trasy dla zwiedzających. Zdecydowaliśmy się na tą średniej długości. Myślę, że najkrótsza wystarczyłaby w zupełności, ponieważ większość bunkrów niczym się nie wyróżniała, część była w renowacji, a inna część zdecydowanie tej renowacji potrzebuje.

14182389_1055829184464396_183194616_n.jpg

Najbardziej podobała mi się hala ze starymi powozami, pewnie, dlatego, że jako jedyna miała jakąś zawartość. Na szczęście bilety do Twierdzy Boyen nie są drogie, więc warto było zainwestować w zwiedzanie. Są bunkry i było zajebiście :)

14182577_1055829154464399_573635929_n.jpg

Jak łatwo się domyślić wróciliśmy do naszego pięknego hotelu turbo zmęczeni i po kolana ubłoceni.

14169474_1055829147797733_1915410458_n.jpg

Podsumowując, Giżycko to głównie jezioro, spacery i bunkry. Może nie brzmi to jak przygoda życia, ale jest warte zobaczenia. Zdecydowanie polecam.

14193687_1055829201131061_967009094_n.jpg

Ogólna ocena Apart Hotel Giżycko 8/10.
 

visiton
 
VisitON: agent? Touroperator? Pilot wycieczki? Kim są ci ludzie i za co sa odpowiedzialni. Czytaj więcej tutaj:

visiton.pl/(…)147-slowniczek-pojec-w-hotelarstwie-c…
 

visiton
 
VisitON: Żyje tu ok. 220 gatunków ptaków, z czego szczególnie cenna jest kolonia lęgowa rybitw. Żyją tu gatunki rybitw, których nie spotkamy nigdzie indziej w Polsce – czubata, popielata czy sieweczka morska. Rezerwat Kąty Rybackie to z kolei obszar   chroniący największą kolonię kormoranów w Polsce. Gniazduje tu ok. 10 tysięcy par lęgowych tych ptaków

visiton.pl/(…)42-park-krajobrazowy-mierzeja-wislana…
 

visiton
 
VisitON: Turystyka to ciężki kawałek chleba w Polsce. Dlatego Grupa VisitON wspiera hotelarzy wszystkimi siłami :)

W tym celu stworzyliśmy szereg lokalnych portali aby turyście ułatwić poruszanie się po miasteczkach turystycznych a hotelarzom dać nowy kanał reklamowy:
Zapraszamy do nas na portale:
www.helskipolwysep.pl/
www.domielna.pl/
www.dojaroslawca.pl/
www.dorewy.pl/
kursnamikolajki.pl/
www.domragowa.pl/
www.dogizycka.pl/
www.kursnaruciane.pl/
www.kierunekostroda.pl/
www.nadnarie.pl/
 

visiton
 
VisitON: Deli Park - edukacyjny park dla dorosłych i dla dzieci. Nie wiesz gdzie zabrać swoje dziecko? Skorzystaj z praktycznych informacji na VisitON!

visiton.pl/(…)62-park-edukacyjno-rozrywkowy-deli-pa…
 

visiton
 
VisitON: Poznaj Poznań i zwiedzaj najciekawsze miejsca. Wypoczywaj w komfortowych warunkach. Sprawdź co dla Ciebie przygotowaliśmy :)

visiton.pl/miejsca-wielkopolska/14-miasto-poznan.html
 

olena
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

olena
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

antybohaterka
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

marcelinkawan
 
Byliście kiedyś na Chorwacji? Piękne miejsce. Koniecznie zobaczcie sobie hrvaska.webflow.io/
 

gdzietuwyjsckrakow
 

11830823_862248523822464_2092533428_n.jpg

Polańczyk jest obowiązkowym punktem naszych wakacji. Jeździmy tam, co roku. Pisałam już o polu namiotowym(gdzietuwyjsckrakow.pinger.pl/m/22268170), na którym nocujemy oraz o pstrągu (gdzietuwyjsckrakow.pinger.pl/m/24464081), którego zjedzenie stało się już naszą doroczną tradycją.

13941173_1039033029477345_1313974373_n.jpg

Teraz przyszedł czas na jezioro
i plaże w Polańczyku.

13933362_1039033116144003_1520389169_n.jpg

Plaża leży zaraz obok naszego pola namiotowego, weekendami trudno znaleźć na niej miejsce,
w tygodniu niemal świeci pustkami. Strzeżone kąpielisko jest bardzo małe, a dno jeziora kamieniste. Pomimo tego kocham Solinę, szczególnie pływanie po jej licznych zatoczkach rowerkiem wodnym. To też dobre miejsce dla amatorów kajaków i żaglówek, które również możemy wypożyczyć na miejscu. Gdy zmęczy nad wszelki sport wodny posilimy się w któryś z barów z fast foodami.

13933359_1039033019477346_1903657830_n.jpg

Jeżeli plażing, rowerki i frytki to za mało pobliska przystań Unitra zapewni nam więcej rozrywki. Bilard, wypożyczalnia sprzętu wodnego, piwo, tradycyjną polska kuchnia, wieczorne dyskoteki to tylko część oferty przystani.

IMG_0687.jpg

Niestety z plaży do centrum Polańczyka jest kawał drogi. Wyprawa do sklepu z
w miarę rozsądnym cenami to też dłuższy spacer.
W okolicy jest jeden mały sklepik, ale właściciel korzysta z tego faktu i winduje ceny.

DSC06904.JPG

Jeśli już zdecydujemy się na pieszą eskapadę do centrum lub do sklepu koniecznie warto zahaczyć
o punkt widokowy na górce nie daleko głównego skrzyżowania
w miasteczku. Jest na szczęście darmowy i roztacza się z niego przepiękna panorama na jezioro. Byłam już parę razy, a naszym następnym celem jest pójść tam w nocy.

13956808_1039032946144020_519808168_n.jpg

Podsumowując, pomimo że dno Soliny nie jest przyjemne piaszczyste jak zalewu Krasnobród(gdzietuwyjsckrakow.pinger.pl/m/27252693), a plaża nie jest tak dobrze zorganizowana jak ta przy jeziorze Ukiel(gdzietuwyjsckrakow.pinger.pl/m/27286716), to z chęcią wracam do Polańczyka, co roku. Miejsce jest niezwykle urokliwe
i emanuje pozytywną energia, a ja mam do niego sentyment.
Ogólna ocena 9/10.

14182324_1056443577736290_176821307_n.jpg

Byliście kiedyś nad Soliną?
  • awatar Mrs Vain: och uwielbiam okolice Bieszczad, mój drugi dom..nad Soliną oczywiście byłam kilka razy:)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

naswoim
 
Zagubiona mama: Jest mi cudownie w domu! Codziennie gdzieś chodzimy, jeździmy, zwiedzamy. Korzystamy z ładnej pogody. Od niedzieli ma byc juz brzydko, więc będą inne rzeczy do roboty. Porządeczki :)
Mam cudowną córeczkę :)
A jeszcze tak dla pamięci ok 2 tygodnie temu mierzyła 92 cm i ważyła 13 kg
  • awatar Szataniolek: Drobniutka :). Spóźnione, ale najlepsze życzenia urodzinowe, niech Ci się spełnią marzenia :*
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 

14137759_1055827617797886_788964953_n.jpg

Ukiel to drugie jezioro, nad które wybraliśmy się będąc w Olsztynie. Ponoć
w granicach administracyjnych tego miasta jest aż 17 jezior, a Ukiel to największe z nich.
Plaża miejska znajdująca się nad tym jeziorem jest godną wizytówką miasta. Spędziliśmy tam prawie cały dzień, nie nudziliśmy się i czuliśmy się naprawdę komfortowo.

14138488_1055827541131227_438887523_n.jpg

Piaszczysta, duża plaża zachęca mnóstwem atrakcji. Mamy wypożyczalnie sprzętu wodnego, bary, restauracje, ścieżki spacerowe, boiska sportowe,
a także wodny plac zabaw, nie tylko dla dzieci.
Kąpielisko również sporych rozmiarów, oczywiście strzeżone. Dno jeziora jest piaszczyste, przyjemnie się tam pływa. Do dyspozycji plażowiczów są też darmowe toalety, prysznice
i przebieralnie. Za sprawa tych wszystkich zalet plaża jest dość zatłoczona.
Do jeziora Ukiel dojedziemy z centrum Olsztyna autobusem numer 11, przystanek Plaża Miejska.

14171838_1055827414464573_1545815666_n.jpg

Podsumowując, plaża miejska przy cudownym jeziorze Ukiel zaskarbiła sobie u mnie miano ulubionej
i najlepszej, na jakiej byłam. Olsztyn ma same zalety :)
Ogólna ocena: 10/10.
Lubicie miejskie plaże, czy może wolicie te bardziej ustronne?
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów