Wpisy oznaczone tagiem "wycieczki" (347)  

gdzietuwyjsckrakow
 
Dlaczego Izrael skoro jestem niewierząca?
A dlaczego nie? Przecież to piękny kraj, który nie tylko religią chrześcijańską stoi.

34700110_1642636489116993_6549746090411819008_n.jpg

Gdy mówiłam znajomym, że lecę do Izraela dziwili się okropnie. Po pierwsze, dlatego, że większości osób Izrael kojarzy się z Jerozolima i tłumem pielgrzymów. Wtedy tłumaczyłam, że ja nie jadę tam w odwiedziny do Jezusa tylko do mojej przyjaciółki Karoliny, która mieszka w Hajfie, a do Ziemi Świętej nawet się nie wybieram. Nie tym razem.
I nie, dlatego, że jestem niewierząca (lubię zwiedzać każe świątynie pomimo braku więzi
z jakąkolwiek religią), ale dlatego, że mój pobyt będzie trwał jedynie 4 dni.

Po drugie znajomych wprawiało w przerażenie, że wyjazd organizuje na własną rękę, nie wykupiłam grupowej wycieczki z biura podróży. I w sumie nawet nie przyszło mi to przez myśl między innymi, dlatego, że do Hajfy wycieczek z Polski nie ma.

Organizacja takiego wyjazdu jest równie prosta jak wyjazdu do Pragi.

34745884_1642636802450295_2268746852692131840_n.jpg

Bezpieczeństwo
Te wszystkie informacje, że niby w Izraelu jest niebezpiecznie są wyssane z palca. Zwiedzaliśmy trzy miasta: Hajfę, Akko i Tel Aviv i w każdym czuliśmy się bardzo bezpiecznie (również w nocy)
i nie spotkała nas żadna nieprzyjemna sytuacja.

34591214_1642631059117536_6884892803814391808_n.jpg

Kontrole na lotnisku
Naczytałam się o wzmożonych kontrolach na lotnisku w Tel Avivie. Nic takiego nie miało miejsca. Owszem zadano nam pytania gdzie będziemy spać
i dlaczego akurat w Hajfie, ale nie czułam się jakoś specjalnie przesłuchiwana. Podczas wylotu pani zapytała jak długo jesteśmy razem z moim Lubym i na tym skończyła się dociekliwość. Tak samo bagaż nie był jakoś ekstremalnie kontrolowany. Na lotnisku Ben Gurion nie trzeba wyciągać kosmetyków i elektroniki ani ściągać kurtki tak jak to ma miejsce w Polsce. Zapytano jedynie czy mam laptopa, bo jest on jedyną rzeczą, którą należy wyciągnąć.

34700782_1642636969116945_53894671264382976_n.jpg

Bilety
Lecieliśmy LOTem. Bilety kupiliśmy na jakiejś szalonej promocji w styczniu, dzięki czemu za 4 bilety (dwa do Izraela i dwa powrotne) zapłaciliśmy niewiele ponad 500 zł.
Lecieliśmy z Rzeszowa z przesiadką w Warszawie. Na lot Warszawa- Tel Aviv wykupiliśmy miejsca obok siebie, co okazało się wyrzuceniem pieniędzy
w błoto, ponieważ i tak za każdym razem mieliśmy sąsiednie fotele.
Odprawiliśmy się przez Internet, co pozwoliło nam zaoszczędzić mnóstwo czasu, który musielibyśmy poświęcić na stanie w kolejce na lotnisku. Jako, że jestem bardzo zapobiegliwa osobą drukowałam karty pokładowe w obawie, że telefony nagle odmówią posłuszeństwa.
Muszę przyznać, że pomimo odwiedzenia dotychczas 8 krajów to dopiero do Izraela (a właściwie do Warszawy z Rzeszowa) pierwszy raz leciałam samolotem. Spodobało mi się! To jest genialne uczucie! Prawie tak wspaniałe jak seks i jedzenie! Już wiem, że lubię latać.

34782408_1642631339117508_6896686058159734784_n.jpg

Wiza
Wydawana jest na lotnisku podczas odprawy paszportowej. Jeśli spodziewacie się pieczątki
w paszporcie to się rozczarujecie. Izraelską wizę dostajecie na karteczce, co jest trochę uciążliwe, bo łatwo ją zgubić, a była potrzebna podczas zameldowania w hotelu.

34862160_1642636772450298_8403209261013794816_n.jpg

Hotel
Zabukowany na booking.com. Temu zagadnieniu poświęcę osobny wpis, bo miałam z nim przeboje.

34962518_1642635792450396_4928691700504723456_n.jpg

Komunikacja
Z Tel Avivu do Hajfy dostaliśmy się pociągiem. Cena jednego biletu to 35 szekli. Ogólnie po Izraelu kursuje mnóstwo autobusów i pociągów, które łączą najważniejsze miasta. Pociągi jeżdżą całą dobę, lecz w nocy trochę rzadziej. Stacja kolejowa jest niemal połączona z lotniskiem Ben Gurion, a bilet kupiliśmy w automacie, w którym można wybrać opcje angielskiego języka. Grunt to znać nazwę stacji, do której się chce jechać, ponieważ to w nią należy kliknąć podczas zakupu.

34703302_1642636925783616_7959292243141984256_n.jpg

Szabat
W judaizmie to czas przeznaczony na odpoczynek, który wierzący Izraelczycy traktują bardzo dosłownie. Od piątku od zachodu słońca do soboty do zachodu słońca nie pracują. Zamknięte są sklepy i restauracje oraz nie kursują pociągi. Warto mieć to na uwadze planując pobyt w Izraelu. Oczywiście nie wszyscy Żydzi praktykują szabat. Ponadto nie wszyscy mieszkańcy Izraela to Żydzi, więc znajdziemy otwarte lokale czy sklepy arabskie.
W Hajfie kursowały też autobusy należące do prywatnych przewoźników. Powiedziałabym, że szabat to jedna z najważniejszych spraw, którą trzeba mieć na uwadze jadąc do Izraela.

34811361_1642624022451573_2854079753298640896_n.jpg

Waluta
W Izraelu płacimy szeklami. Jeden szekel to mniej więcej 1 zł. Jest drogo i to bardzo. Obiad dla dwóch osób plus napoje w restauracji kosztuje ponad 200 szekli. Butelka wody o pojemności 0,5l to koszt, co najmniej 5 szekli. Trzeba przygotować budżet wyjazdowy na takie ceny. Ja pieniądze rozmieniłam w Krakowie, ponieważ jest tu kilka kantorów gdzie można dostać szekle. Wymieniając najpierw na dolary, a na miejscu na szekle dwa razy straciłabym na przewalutowaniu.

34715078_1642631475784161_8124972238672756736_n.jpg

Ludzie
Mili, uczynni, uśmiechnięci, chętni do pomocy
i bardzo uczciwi.

34752201_1642622609118381_3448861457402298368_n.jpg

Klimat
Gorąco, parno i duszno nawet w nadmorskich miejscowościach. Bez butelki wody, nakrycia głowy, kremu z filtrem i okularów słonecznych ani rusz!

34880140_1642637279116914_8985138125160316928_n.jpg

Podsumowując nie taki Izrael straszny jak go malują. Polecam samodzielne wyprawy do tego pięknego kraju, o którym napiszę jeszcze nie jeden wpis.

34755330_1642635205783788_2473158803168690176_n.jpg
 

antybohaterka
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Zawsze przed każdym wyjazdem skrupulatnie się do niego przygotowuje: czytam przewodnik i blogi gdzie wyszukuje miejsca warte zobaczenia. Nie inaczej było w przypadku Lwowa.

31958211_1611417025572273_7737182003748929536_n.jpg

Na moje Lwowskie must have wpłynął nie tylko internetowy research, ale również wystawa "Katedra Ormiańska we Lwowie”, na której byłam kiedyś w krakowskim Międzynarodowym Centrum Kultury. Od czasu wystawy pragnęłam zobaczyć katedrę na żywo. I sie udało :)

1.      Katedra Ormiańska we Lwowie

32944232_1625038284210147_8511598988430934016_n.jpg

Nie spodziewajcie się sie monumentalnej świątyni. Katedra jest mała a jej wejście od ul. Krakowskiej średnio okazałe. Niemniej jednak nie wyobrażam sobie, aby ktoś był we Lwowie i nie odwiedził katedry.
Świątynia została ufundowana przez Ormian w II połowie XIV wieku i stała się ośrodkiem biskupstwa ormiańskiego. Kim byli Ormianie?  Ludność, która zmuszona była opuścić Armenię, aby uniknąć prześladowań najeźćów. Osiedlali się na wschodzie Europy i tam tworzyli społeczności.
Katedra to niezwykły zbytek również ze względu na malowidła wykonane przez Jana Henryka Rosena oraz Józefa Mehoffer.
Byliśmy nastawieni na uiszczenie opłaty za wejście do katedry, ale nie było takiej konieczności.

33191530_1625038844210091_3942514570223943680_n.jpg

2.      Muzeum Browaru Lwiwskiego

32077701_1613707112009931_5897435318012870656_n.jpg

Muzeum znajduje sie trochę dalej od ścisłego centrum na ul. Kleparivskiej.
Można w nim poznać historię piwa Lvivskiego nasyconą polskimi elementami. Browar został założony w 1715 przez lwowskich jezuitów i działa do dziś. Jego pracę również możemy podziwiać podczas zwiedzania. Po zapoznaniu sie z ekspozycją czas na degustację 4 rodzajów piwa Lwowskiego. Bilet z degustacją kosztuje 40 UAH.

31947322_1611416475572328_1296150348871761920_n.jpg


32922156_1625040487543260_8568963988975517696_n.jpg


33025285_1625038530876789_148827059257344000_n.jpg


33041390_1625038600876782_2169614179957211136_n.jpg


33072870_1625038517543457_8792363852428738560_n.jpg


33074594_1625038887543420_2148448495223177216_n.jpg


33079917_1625038510876791_5795480585476505600_n.jpg


33089733_1625038667543442_7901663540195360768_n.jpg

3.      Opera

32130557_1613705345343441_1261796090882031616_n.jpg

Gmach opery juz z zewnątrz robi wrażenie. Jego twórcy- Zygmunt Gorgolewski, Stanisław Wójcik, Julian Markowski, Tadeusz Wiśniowiecki, Tadeusz Barącza, Juliusz Bełtowski, Andrzej Popiel umieścili w swoim projekcje alegoryczne przedstawienia sztuk związanych z operą i teatrem:
Poezję i Muzykę- po lewej
Sławę i Fortunę- w centrum
Komedię i Tragedię- po prawej              
na attyce widnieją figury Muz
Podobno prawdziwie zachwycające jest wnętrze opery. Niestety zwiedzanie jest dostępne tylko w konkretnych godzinach, o które należy zapytać w kasie biletowej. Bardzo żałuję, że nie udało się nam wejść do środka. Jest powód, aby wrócić do Lwowa :)

Podsumowując zdecydowanie polecam te trzy atrakcje Lwowa. I również wiele innych. Ogólnie gorąco polecam to miasto.

33151663_1625038784210097_910154774622502912_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Czyli gdzie zjeść i czy Pascal Lajt się popsuł?

33021438_1625038230876819_8167184783575613440_n.jpg

PRZEWODNIK PASCAL LAJT LWÓW

Podczas niedługiej podróży pociągiem przeczytałam przewodnik po Lwowie. Od tego typu pozycji wymagam, aby krótko opisały historię i kulturę miasta oraz podpowiedziały, co zobaczyć i gdzie zjeść. Szukam też informacji praktycznych, które przydadzą się, gdy widzę ciekawy obiekt takich jak mini mapki
z zaznaczonymi zabytkami oraz ich zdjęcia z podpisami. Doceniam też, gdy pod opisem muzeum znajdują się godziny jego otwarcia i ceny wstępu.
Gdy wyjeżdżałam do Pragi kupiłam przewodnik z serii Pascal Lajt i perfekcyjnie spełnił wszystkie powyższe wymagania. Dlatego teraz również postawiłam na to wydawnictwo. Niestety troszkę się zawiodłam. Owszem z przewodnika dowiedziałam się dużo o zwyczajach i historii miasta oraz o atrakcjach turystycznych, ale brakowało mi praktycznych informacji, które ułatwiłyby zwiedzanie. Zdarzały sytuacje, gdy staliśmy przed jakąś cerkwią, która była zaznaczona na mini mapce w przewodniku, ale nie było odnośnika, co to za cerkiew ani jej zdjęcia. Tak samo ze świeczką szukać w przewodniku informacji o godzinach otwarcia i cenach w muzeach.
Nie mogliśmy sprawdzić w Internecie, bo Ukraina to nie Unia Europejska i nie mamy tam darmowego przesyłu danych, a ja nawet zasięgu nie miałam.
Jedyna informacja  wyczytana w przewodniku, która naprawdę się przydała to polecenie restauracji Biały Lew.

33095507_1625039037543405_4501809725519691776_n.jpg

Podsumowując seria Pascal Lajt mnie nieco rozczarowała. Póki, co nie ma wydawnictwa, które sprostałoby moim oczekiwaniom w kwestii dobrego przewodnika.
Ogólna ocena: 5/10.

BIAŁY LEW

33028558_1625038457543463_5645212654885666816_n (1).jpg

Restauracja znajduje się w samym centrum i podaje specjały kuchni ukraińskiej. Zamówiliśmy kociołek pierogów i regionalne piwa. W kociołku był miks pierogów. Chcieliśmy porównać te ukraińskie
z polskimi. I jaki wynik?
z mięsem- identyczne
ruskie- polskie wygrywają ze względu na to, że oprócz ziemniaków mają jeszcze ser i cebulkę
z kapustą- ukraińska wersja z czerwonym sosem bije na głowę polską
Piwo, chociaż pszeniczne (innego nie mieli) to nawet mi smakowało.

33041371_1625038744210101_283656141492191232_n.jpg

Pani kelnerka doskonale mówiła po polsku. Na pochwałę zasługuje wystrój- drewno i zabawna scenka na ścianie przedstawiająca pijanego mnicha. W lokalu jest również sporo zdjęć przedstawiających (zapewne) właściciela wymachującego flagą z białym lwem podczas  licznych podróży.

33066074_1625039600876682_3245646875088388096_n.jpg

Podsumowując, polecam pierogi w Białym Lwie. Zaspokoicie nimi głód i nabierzecie sił do dalszego zwiedzania.
Ogólna ocena: 10/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Spacer. Powolne zwiedzanie. Te pojęcia nie funkcjonują w moim słowniku. Zawsze biegałam po mieście z wywieszonym językiem, aby zobaczyć więcej. Po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że to źle
i postanowiłam wprowadzić filozofię slow do moich podróży. Lwów idealnie nadawał się na pierwszy ogień.

33028597_1625038324210143_7943657832040103936_n.jpg

Lwów jest miastem ogromnej ilości pięknych uliczek
i zabytkowych kamienic. Centrum doskonale nadaje się do chodzenia “gdzie nas oczy poniosą”. Tak właśnie robiliśmy. Spacerowaliśmy Prospektem Swobody, lwowskim rynkiem ozdobionym klasycznym ratuszem oraz ślicznymi alejkami, podziwiając architekturę.

33308686_1625038814210094_4175108365225033728_n.jpg


33021992_1625038217543487_6749175741386063872_n.jpg

Niejednokrotne natknęliśmy się na prawdziwą perełkę jak na przykład poniższa kaplica Boimów lub piękne cerkwie czy kościoły.

33120763_1625038967543412_7878124980519567360_n.jpg

Podczas naszej lwowskiej majówki żar dosłownie lał się z nieba. Taka pogoda nie sprzyja city breakowi. Dlatego niezwykle często zatrzymywaliśmy się
w różnego rodzaju knajpkach na piwo, wino, kawę lub drobny posiłek.

33072855_1625038580876784_2130751267163602944_n.jpg


CORKS & CRUMBS

33037385_1625038434210132_5121998476166561792_n.jpg

Sporo czasu spędziliśmy w ogródku Corks & Crumbs. Byłam niezwykle zadowolona z orzeźwiającej frappe, którą tam piłam. Smak tej kawy już zawsze będzie mi się kojarzył z wakacjami. Ceny jak zawsze we Lwowie niskie, a kelnerka prawie mówiła po polsku. Uroku lokalowi dodawał fakt, że mieścił się na bardzo ładnej uliczce.
Ogólna ocena: 9/10.

33043217_1625038620876780_2449035024134045696_n.jpg


33036767_1625038734210102_1320494627232415744_n.jpg


PIZZERIA FELICITA

33027641_1625038400876802_4498354308365942784_n.jpg

Wieczorem po długich spacerach zapragnęliśmy, aby tradycji stało się zadość i poszukiwaliśmy pizzerii. Nie było to proste zadanie, ponieważ około 22 większość lokali we Lwowie się zamyka (strasznie wcześnie). Załapaliśmy się jednak jeszcze na całkiem smaczną pizzę na cienkim cieście i delikatną cielęcinę w restauracji Felicita.

33021464_1625038630876779_7968682768227893248_n.jpg

Wszystko w bajecznie niskich cenach i z obsługą mówiącą po polsku. Uwielbiam jadać w tym mieście!
Ogólna ocena: 8/10.

33036789_1625038290876813_5163112772162027520_n.jpg

Podsumowując mój plan powolnego zwiedzania Lwowa został zrealizowany, a pomysł przeplatania zabytków i restauracji jest najlepszą formą turystyki, jaką kiedykolwiek praktykowałam.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
“Gdybym się kiedyś urodzić miała znów to…” na pewno nie we Lwowie. Nie zmienia to faktu, że wrócić tam kiedyś mogę.

33072855_1625038580876784_2130751267163602944_n.jpg

Dlaczego nie zgadzam się z słowami popularnej piosenki? Lwów w prawdzie piękny ma też swoje mroczne strony. Dlaczego nie chciałabym urodzić się we Lwowie:

1. Chodniki. Narzekałam na krakowskie chodniki, ale już tego nie robię. Te lwowskie są o tysiąc razy gorsze. Dziura na dziurze i dziurą pogania. To jest niebezpieczne i stwarza zagrożenie dla pieszych- boleśnie się o tym przekonałam, a moje rozbite kolana jeszcze się nie zagoiły. Walizka na kółkach też nie wyszła z tego wyjazdu bez szwanku.

2. Zasady ruchu drogowego, a właściwie ich brak. Miejscowi jeżdżą zdecydowanie za szybko i nigdy nie widziałam czy będą łaskawi wyhamować, gdy akurat przechodziłam po czymś, co jest niby pasami, ale tego też nie była pewna. Nawet znaków drogowych jest w tym mieście niewiele.

3. Lwów jest jak dr Jekyll mr Hyde. Z jednej strony piękne uliczki, kościoły, cerkwie, zapierająca dech opera, a z drugiej odrapane kamienice, zaniedbane podwórka. Mam wrażenie, że  jeśli coś nie jest wielkim zabytkiem tylko jedną z wielu kamienic
w centrum miasta to nie warto inwestować w renowację tego budynku. Niestety to podejście wynika zapewne
z braku funduszy. Mój Luby stwierdził, że Lwów to taki Kraków 30 lat temu, gdy nikt nie wydawał pieniędzy na restaurację pomniejszych zabytków. To bardzo trafne podsumowanie, jednocześnie daje nadzieję na przyszłość.

Powody, dla których chciałabym wrócić do Lwowa:

1. Ceny. Nigdy, żaden wyjazd nie był tak tani. Ceny we Lwowie są bajecznie niskie. Wszystko kosztuje przyjemnie mało. Nic tylko zwiedzać, jeść, pić
i kupować pamiątki.
2. Zabytki. Oczywiście nie zwiedziliśmy wszystkiego, a więc jest powód do powtórki wycieczki.
3. Gastroturystyka. Moja ulubiona forma zwiedzania. Lwów obfituje w piękne lokale utrzymane w stylistyce 20-lecia międzywojennego. Najlepszy plan na zwiedzanie to: zabytek, knajpa, zabytek, knajpa itd. :)

33036767_1625038734210102_1320494627232415744_n.jpg

Skoro już wyżej o pamiątkach była mowa to pokażę, co kupiłam dla siebie oraz dla znajomych.
Oprócz standardowych rzeczy typu magnes na lodówkę
i brelok z lwem (jest w herbie Lwowa) kupiłam również naszyjnik z koralików, który pierwszy raz zobaczyłam na Ukrainie. Bardzo lubię przywozić biżuterią charakterystyczną dla kraju, który odwiedzam. Niestety nie znalazłam rozkładanej książeczki z widokami, dlatego postawiłam na zestaw pocztówek.

33108070_1625038874210088_4546055580954918912_n.jpg

Oczywiście jednym z najlepszych prezentów z Lwowa jest wódka. Polecam, bo smakuje naprawdę dobrze. Nam przypadło do gustu również lwowskie piwo 1715. Przywiozłam też dwa wina, ale nie spodziewam się po nich cudów.
To, co tygryski lubią najbardziej, czyli słodycze. Zdecydowanie najwięcej przywieźliśmy czekolady Roshen wyprodukowanej przez koncern, którego założycielem prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, zwany “czekoladowym królem”. Wyroby Roshen są przepyszne!
Zaskoczyły nas chipsy o smaku owoców morza, kupiliśmy krabowe i homarowe. Również polecam.

33239204_1625038197543489_1034783983839215616_n (1).jpg

Kupując pamiątki na Ukrainie należy pamiętać, że niestety do Polski nie możemy wwieźć takich rzeczy jak kawior czy suszone owoce morza. Trzeba również zwracać uwagę na limity towarów, które można przywieźć:
- 16 litrów piwa
- 4 litry wina niemusującego
- 1 litr alkoholu wysokoprocentowego (powyżej 22%) lub 2 litry alkoholu do 22% (np. wina wzmacniane lub wina musujące)
- 40 sztuk papierosów lub 10 cygar lub 50 gram tytoniu
- artykuły spożywcze o łącznej wartości do 200 euro, przy jednoczesnym zachowaniu limitu 2 kg na jeden artykuł

32130557_1613705345343441_1261796090882031616_n.jpg

Pomimo kilku minusów polecam wycieczkę do Lwowa. Co dokładnie warto zobaczyć, gdzie jeść i spać oraz jak dojechać napiszę w kolejnych wpisach.

33021992_1625038217543487_6749175741386063872_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Ojców czy Zakopane? Gdy w obu przypadkach usłyszałam, że idziemy na najlepszego na świecie pstrąga nie mogłam w to uwierzyć. Przecież najlepszy pstrąg może być tylko jeden - ten
w Polańczyku.

21175257_1381258208588157_1506007059_n.jpg

Ojców

W Ojcowie byłam pierwszy raz w życiu (i na pewno nie ostatni) na wieczorze panieńskim mojej przyjaciółki- Kasi. Po dwóch dniach szalonej imprezy i wygłupów przyszedł czas wyjechać, ale wcześniej poszłyśmy na obiad. Kasia uwielbia pstrąga z Ojcowa, więc dylematu, co do miejscówki nie było.

20370975_1351142234933088_1130212112_n.jpg

Otoczenie knajpki jest przepiękne: jezioro, drzewa, lasek, łąki, drewniane elementy idealnie dopasowujące się do całego klimatu. Jednakże jak łatwo zauważyć jest to opcja typowo letnia, na dobrą pogodę. W zimie lub w deszczu tam nie zjemy, bo przecież nikt nie chce wtedy marznąć i moknąć pod gołym niebem.

21175204_1381258231921488_270728566_n.jpg

Kolejka była spora, a pan z obsługi przemiły
i zabawny. Zdecydowałam się na małą porcję pstrąga, ogórki kiszone i piwo. Nie chcę wiedzieć jak wygląda duża porcja, bo z tą ledwo sobie poradziłam jedząc na spółkę z koleżanką. Ryba faktycznie była wyśmienita. Najdelikatniejszy
i najlepiej przyrządzony pstrąg z grilla, jakiego jadłam. Do tej pory czuje ten perfekcyjny smak
w ustach.
Całość kosztowała ponad 20 zł, co jest bardzo dobrą ceną jak na rybę.

20401266_1351142238266421_1153405221_n.jpg

Zakopane- Pstrąg Górski

Po wyprawie do Doliny Kościeliskiej moja koleżanka Roksana zaproponowała, żebyśmy szły na pstrąga, „bo tam mają najlepszego na świecie”. Już to gdzieś słyszałam…

20401339_1352472208133424_310949466_n.jpg

Góralska karczma na Krupówkach, nad potokiem, urządzona w typowym, pięknym zakopiańskim stylu.

20401009_1352472231466755_1280519363_n.jpg

W lokalu miejsca było ogromnie dużo. Tak samo imponujący okazał się wybór pstrągów w karcie. Pstrąg Górski to dowód na to, że ryba nie musi być nudna i można ją przyrządzić na mnóstwo sposobów. Mój wybór padł na pstrąga w marynacie musztardowo- miodowej. Oh jak te smaki cudownie się przenikały! Marynata nadaje rybie wyrazistego charakteru. Porcja niewielka, ale zamówiliśmy jeszcze słuszną miskę surówek w barze sałatkowym typu “płacisz raz i bierzesz ile chcesz- też raz”. Dwie ryby, dwa napoje i sałatki łącznie kosztowały dość sporo, no, ale to w końcu góry, tam jest drogo. Na szczęście i obiad i obsługa były warte tej ceny.

20401041_1352472218133423_1298864435_n.jpg

Podsumowując, nie jednego pstrąga w życiu jadłam, ale muszę przyznać, że ten z Ojcowa był najlepszym grillowanym pstrągiem ever. Pstrąg Górski natomiast zachwycił mnogością nietuzinkowych opcji do wyboru. Co do rybki z Polańczyka, to w dalszym ciągu uważam, że nie ma nigdzie lepszego wędzonego pstrąga niż nad Soliną.
I tak właśnie rozwiązałam dylemat czy Ojców, czy Zakopane, czy Polańczyk.

DSC06862.JPG

Ogólna ocena:
Ojców: 9/10
Pstrąg Górski: 8/10
  • awatar Hachie: Chętnie odwiedziłabym te miejsca, gdy już będę mieć więcej czasu, być może moje plany kiedyś się ziszczą :) Przynajmniej wiem, gdzie powinnam się w przyszłości udać na pstrąga gdy dopadnie mnie głód! :D Szczególnie urzekło mnie wnętrze góralskiej karczmy ;)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jednodniowe wyjazdy pod Kraków mogą być piękne. Przekonałam się o tym niedawno zwiedzając Zamek Pieskowa Skała  na terenie Wsi Sułoszowa.

28537580_1548888615158448_1814477111_n.jpg

Zamek w Pieskowej Skale
Zamek wybudował w XIV wieku Kazimierz III Wielki, jako element budowli obronnych zwanych Orlimi Gniazdami. Przez lata zamek służył, jako rezydencja dla szlachty, a przez chwilę również, jako baza wypadowa dla zbójców rabujących kupców zmierzających do Krakowa. Zamek uległ pożarowi oraz został złupiony przez Rosjan, ponadto niektórzy jego właściciele przegrywali w karty lub najzwyczajniej trwonili cenny majątek znajdujący się w twierdzy. Po II wojnie światowej zamek przeszedł w posiadanie państwa i powstało w nim muzeum, które możemy zwiedzać do dziś. U jego stóp stoi znana skała “Maczuga Herkulesa”.

21584970_1548888351825141_1034570864_n.jpg


28536786_1548888498491793_1584181479_n.jpg

Skoro już o muzeum była mowa to koszt wizyty wynosi 11 zł (bilet normalny), a podczas mojego pobytu dostępna była jedynie wystawa “Przemiany stylowe w dziełach sztuki europejskiej”. W każdej sali podziwiamy kolejno dorobek średniowiecza, renesansu, baroku oraz 20-lecia międzywojennego. Niestety nie można robić zdjęć, więc nic nie sfotografowałam, a pani pilnująca przyglądała się nam jakbyśmy miały wynieść z stamtąd pod pachą 2 metrowe świeczniki średniowieczne.
Muzeum ma wiele eksponatów w tym kilka naprawdę interesujących jak wizerunki nieznanych świętych, przedstawienia męczeństwa, pięknie zdobioną porcelanę czy dzieła Chełmońskiego.

28536462_1548888398491803_1385484600_n.jpg

Powiem szczerze, że bardziej niż zbiory muzeum zachwycił mnie zamek z zewnątrz w zimowej scenerii. Pierwszy raz byłam na zamku zimą i muszę przyznać, że śnieg dodaje takim budowlą uroku.

28721810_1548888391825137_1295465962_n.jpg


18870683_1548888431825133_1573389799_n.jpg

Nieopodal znajdują się ścieżki spacerowe oraz teren Ojcowskiego Parku Narodowego.

19679652_1548888421825134_233950459_n.jpg

Restauracja Wernyhora
Po intensywnym zwiedzaniu przyszedł czas na obiad. Zdecydowałyśmy się na pobliską restaurację Wernyhora.

19074005_1548888408491802_1689343837_n.jpg

Po nazwie oczekiwałam nawiązań do “Wesela” Wyspiańskiego, ale spotkało mnie rozczarowanie.
Restauracja wygląda jak klasyczny zajazd, w którym można urządzić niewielkie przyjęcie, jeśli nie przeszkadzają Wam elementy wystroju z wczesnych lat dwutysięcznych i niespójność dekoracji.

28832558_1548888425158467_1744798884_n.jpg


28537705_1548888361825140_198181632_n.jpg

Może urządzać nie potrafią, ale obsługę mieli miłą, a ceny przystępne. Pierogi ruskie kosztowały jedynie 14 zł, ale podobnie jak wystrój wypadły marnie, ponieważ były rozgotowane i mało sycące. Zdecydowanie lepiej wyszły im pierogi z mięsem.

28829051_1548888291825147_1844742182_n.jpg

Podsumowując chciałabym wrócić jeszcze kiedyś do Zamku w Pieskowej Skale i obejrzeć pozostałe wystawy. Może zrobią na mnie większe wrażenie. Może zamek zachwyci mnie również latem. Do zajazdu Wernyhora nie koniecznie chciałabym wracać.
Ogólna ocena:
Zamek w Pieskowej Skale: 7/10.
Wernyhora: 4/10.

28721804_1548888315158478_129197547_n.jpg
 

visiton
 
VisitON: Historia zgierskiej placówki sięga roku 1978 kiedy to Naczelnik Miasta wydał zarządzenie o utworzeniu Muzeum Miasta Zgierza.

Na siedzibę wybrano tak zwany „Dom pod lwami”, czyli budynek przy ulicy gen. J. H. Dąbrowskiego 21. Obiekt ten został wybudowany w 1828 roku i pełnił funkcję mieszkalną, produkcyjną i handlową.

Obecnie w zbiorach Muzeum Miasta Zgierza znajduje się około 5000 obiektów, dokumentujących przeszłość oraz teraźniejszość miasta i powiatu zgierskiego, z takich dziedzin jak: historia, archeologia, etnografia, sztuka i numizmatyka.

visiton.pl/(…)6127-muzeum-miasta-zgierza.html…
 

visiton
 
VisitON: Muzeum Regionalne Ziemi Limanowskiej

Granice tej wsi i miasta do II Wojny Światowej wyznaczał właśnie dwór. Historia Starej Wsi i rodów w niej panujących sięga XV wieku. Warto wymienić familie: Słupskich herbu Drużyna, Jordanów, Przyłęckich, Czernych - Szwarcenbergów. Jakkolwiek historia obecnego dworu sięga XVII wieków. Jego rozwój nastąpił w okresie zarządzania nim przez rodzinę Dydyńskich (połowa XVIII – lata 40-te XIX wieku), a potem Marsów (1853-1945r), po których do dziś pozostała nazwa dworu. Do kompleksu dworskiego należały dawniej m.in. browar (obecnie budynek starostwa powiatowego), park dworski (jego pozostałości stanowią obecnie Park Miejski), neogotycka kaplica świętego Walentego ( połowa XIX wieku) oraz gospodarstwo hodowlane (obecnie własność prywatna), gdzie niegdyś hodowlano bydło czerwone rasy polskiej oraz pola i lasy (obecnie os. Zygmunta Augusta i os. Marsów).

visiton.pl/(…)6126-muzeum-regionalne-ziemi-limanows…
 

visiton
 
VisitON: Poprzez interaktywne działania edukacyjne (ofertę plenerowego oddziału – Ogrodu Doświadczeń im. Stanisława Lema, warsztaty, lekcje muzealne, spacery) muzeum w przystępny i interesujący sposób popularyzuje wiedzę na temat nauki i techniki.

Doskonała lokalizacja to niewątpliwie ogromny atut muzeum. Krakowski Kazimierz praktycznie przez cały rok odwiedzają rzesze turystów polskich i zagranicznych. W spektakularnych, industrialnych przestrzeniach muzeum organizowane są prestiżowe wydarzenia kulturalne jak np. Sacrum Profanum czy Classic Moto Show, ale również odbywają się tutaj rokrocznie duże branżowe konferencje. W ciągu roku muzeum oraz jego odział – Ogród Doświadczeń odwiedza ponad 250 000 osób.

visiton.pl/(…)6139-muzeum-inzynierii-miejskiej-w-kr…
 

visiton
 
VisitON: Biebrzański Park Narodowy jest największym parkiem narodowym w Polsce, w tym roku obchodzi jubileusz 25-cio Lecia powołania.

Jest jednym z największych i najlepiej zachowanych w Europie obszarów podmokłych tego typu, czyli nizinnych, bagiennych dolin rzecznych. Dolina Biebrzy na prawie całej długości zachowała naturalny charakter z niezwykle bogatym światem roślin i zwierząt. Tu od wieków człowiek żyje w zgodzie z rytmem rzeki, szanując jej prawo do wiosennych (a także jesienno-zimowych) wylewów.

visiton.pl/(…)6157-biebrzanski-park-narodowy.html…
 

visiton
 
VisitON: Tu zapoznasz się z kulturą, historią, folklorem i sztuką ludową Kurpi. Będzie to super wycieczka na Kupie.

Muzeum Kurpiowskie w Wachu jest prywatna placówką założoną i prowadzoną przez Zdzisława i Laurę Bziukiewicz. Działa przy gospodarstwie agroturystycznym „U Bursztyna”, które mieści się w Wachu numer 14 (gm. Kadzidło, pow. Ostrołęcki), zaś wieś Wach leży przy trasie nr 53 łączącej Warszawę z Mazurami, w połowie drogi między Kadzidłem i Myszyńcem, 30 km na północny-wschód od Ostrołęki.

więcej na stronie: visiton.pl/(…)6156-muzeum-kurpiowskie-w-wachu.html…
 

visiton
 
VisitON: Szukacie nowych miejsc gdzie można nas znaleźć? VisitON dociera do Was na każdej platformie, dla wygody!

Sprawdź nas na blogspocie: visitonpl.blogspot.com/
 

visiton
 
VisitON: W piątek 10 listopada w Zamku na Skale w Trzebieszowicach odbyła się już po raz VI gala Plebiscytu Gospodarczego Sudeckie Kryształy. W tym roku nagrody wręczono siedmiu kategoriach.

W kategorii Najlepszy Produkt Turystyczny trzecie miejsce zajął Hotel Kudowa Manufaktura Relaksu.

visiton.pl/(…)156-hotel-kudowa-sudeckie-krysztaly.h…
 

spameliada
 
Wycieczki po Polsce z biurem podróży - czy to się opłaca?

Opłaca się przejechać Polskę wzdłuż i wszerz, by zwiedzić najpiękniejsze miejsca w naszym kraju, a jest ich mnóstwo. Mnóstwo biur podróży sprzedaje krajowe wycieczki. Czy natomiast warto korzystać z tego rodzaju oferty? Czy może korzystniej zaplanować wycieczkę samodzielnie.

Opłacalna opcja dla każdego
Stwierdzić trzeba, że agencja turystyczna Katowice to po prostu miejsce, które ma do zaproponowania swym klientom niezwykle korzystne warunki, jeżeli chodzi o oglądanie naszego kraju. Rozwiązanie tego typu jest opłacalne z różnorodnych powodów. Po pierwsze podróżowanie z biurem podróżniczym jest znacznie tańsze, aniżeli te organizowane w sposób samodzielny. Wszystko dzięki temu, że przykładowo koszty podróży rozkładają się na kilkanaście osób - a więc jednostkowa cena może się wydawać niesamowicie korzystna. Agencja turystyczna Katowice ( www.twoje-podroze.pl/  ) proponuje również całościową organizację wycieczki, podróżujący nie musi się w następstwie tego martwić o kupno biletów, miejsca parkingowe, pory otwarcia fajnych miejsc - to wszystko stoi po stronie organizatora. W niewygórowanej cenie wycieczki znajduje się opieka pilota, czyli jest to osoba, która dba o wszystko. Bardzo często na cenę złożone jest dodatkowo ubezpieczenie turystyczne. Za paręnaście złotych można zatem zwiedzić ciekawe miejsce w Polsce, bez konieczności martwienia się o wszystko, co wiąże się z organizacją wycieczki. Wystarczy wsiąść do autokaru i cieszyć się fajnym wypoczynkiem. Warto nadmienić o tym, że ogromną popularnością, jeżeli chodzi o wycieczki lokalne, cieszą się ogólnie mówiąc objazdówki, inaczej mówiąc jedno bądź kilkudniowe zwiedzanie określonych miejsc na mapie Polski.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
W ramach przygotowań do wyjazdu do Wiednia oglądałam filmy z stolicą Austrii w tle. Obok zaskakującego “Iluzjonisty”, pozytywnie nastrajającego “Przed wschodem słońca” obejrzałam również filmy biograficzne o Mozarcie
i Beethovenie.

22237045_1409693269077984_1311624099_n.jpg

Po zobaczeniu “Amadeusza”, oraz dwóch filmów
o Ludwigu van Beethovenie: “Kopia mistrza”
i “Wieczna miłość”, postanowiłam zwiedzić ich mieszkania, obecnie jedne z muzeów w Wiedniu.

Dom Mozarta

Kamienica, w której niegdyś mieszkała Wolfgang Amadeusz Mozart mieści się w samym centrum Wiednia. Z filmu wiedziałam, że Mozart był dość zarozumiały, bardzo kochliwy, (co po cichu znosiła jego kochająca żona- Konstancja) oraz rozrzutny. Zupełnie nie potrafił oszczędzać, przegrywał
w grach hazardowych fortunę, co odbijało się niekorzystnie na jego rodzinie. W dniu śmierci Mozarta jego rodzina była tak biedna, że pochowano go w zbiorowej mogile dla ubogich. Dopiero parędziesiąt lat później władze Austrii wystawiły mu pomnik. Ten tryb życia można dostrzec zwiedzając jego dawne mieszkanie, a właściwie podziwiając puste ściany pomieszczeń, w których żył i tworzył geniusz. Patrząc na kołyskę jego syna (mebel nie miał dna), odrapany tynk, który odkrywał jak kiedyś był pomalowany pokój, miałam wrażenie, że Mozart faktycznie przegrał wszystko
w karty. Z audio przewodnika dowiedziałam się, że często prosił o pożyczki Straussa. Niewątpliwie jednak był geniuszem. Już w wieku 5 lat skomponował swój pierwszy utwór, a jego rękopisy, których kilka znajduje się w wiedeńskim muzeum,  nie mają naniesionej ani jednej poprawki. Miał rację mówiąc, że “muzykę ma w głowie”.
Bilet do muzeum kosztuje aż 11 euro i gdyby nie darmowe wejście, do którego upoważniała nas Vienna Pass, byłabym rozczarowana. W domu Mozarta eksponatów jest jak na lekarstwo, a wstęp wynosi nieproporcjonalnie dużo do tego, co możemy tam zobaczyć.

Wiedeń jest ogromnym miastem. Wszystko ma monumentalne: zabytki budynki. Nawet centrum Wiednia jest zaskakująco duże. Dom Beethovena również znajduje się w centrum, ale znacznie dalej od katedry świętego Szczepana niż dom Mozarta. Powiem szczerze, że ciężko trafić do mieszkania Beethovena, bo szyld tego muzeum jest wielkości znaczka pocztowego. Wstęp obejmowało nasze Vienna Pass, ale bez niego zapłacilibyśmy 5 euro. Po obejrzeniu filmów “Kopia mistrza” i “Wieczna miłość” wiedziałam, że Ludwig van Beethoven był furiatem, cholerykiem i samotnikiem. Do końca życia mieszkał sam i nie związał się na stałe
z nikim. Uważam, że jego biografia pełna intrygujących wydarzeń i traum z dzieciństwa, którymi można tłumaczyć jego dorosłe zachowanie, jest o wiele bardziej interesująca niż Mozarta. To Beethoven powinien być uważany za mistrza numer jeden i to jego wizerunek powinien zdobić te wszystkie pamiątki. Nie jest tak, ponieważ wydaje się on mnie charyzmatyczną postacią niż Mozart.

22278645_1409691742411470_1147079452_n.jpg

Apartament Beethovena również nie powala ilością eksponatów. Jest dużo jego portretów, innych obrazów, rękopisy (dla odmiany ostro pokreślone,
z mnóstwem poprawek), no i najważniejsze- fortepian. Całe muzeum można zwiedzić w około 5 minut, a w każdą pierwsza niedzielę miesiąca wstęp jest darmowy.

22215121_1409691372411507_197954322_n.jpg

Podsumowując, nie uważam, aby domy kompozytorów były obowiązkowym punktem zwiedzania Wiednia. Nie żałuje, że w nich byłam, ale polecam je dla osób, które naprawdę interesują się muzyką klasyczną
i mistrzami gatunku.
Ogólna ocena:
Dom Mozarta: 5/10
Dom Beethovena 6/10

22214955_1409691565744821_1923599809_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jedną z pierwszych informacji, jaką uzyskałam na temat stolicy Austrii było to, że jest tam ogromne wesołe miasteczko. Było to zapewne około 13 lat temu. Z miejsca zapragnęłam odwiedzić to miejsce. Drugą było, że Austriacy lubią jadać sznycle.


22237313_1409691535744824_92757345_n.jpg

Prater

Od tego czasu mój system wartości trochę się zmienił ;) Z postanowienia szalonej nastolatki, która chciała z każdej możliwej atrakcji Prateru zostało niewiele, ale jednak zostało.
Teraz zamiast wydawać pieniądze na wiedeńskie karuzele i rollercoastery wolę przeznaczyć je na muzea, jedzenie i pamiątki z podróży. To nie zmienia faktu, że nie mogłam sobie odmówić wizyty w parku rozrywki z nastoletnich marzeń. Tym bardziej, że przejażdżka na Diabelskim Kole była wliczona w koszt Vienna Pass (normalnie kosztuje 10 euro). Dodatkowo realizowała mój zamiar zobaczenia panoramy Wiednia
z wysoka.

22236397_1409691765744801_1452863591_n.jpg

Diabelski Młyn mierzy 65 metrów, a jego prędkość to 2,7 km/h. Został wybudowany w 1897 roku z okazji 50- tej rocznicy koronacji cesarza Franciszka Józefa. Koło znajduje się na liście „Skarbów europejskiej kultury filmowej”, ponieważ ma na swoim koncie ma “role” w kilku filmach między innymi w jednej
z części o przygodach Jamesa Bonda- “W obliczu śmierci” z moim ulubionym agentem 007, Timothym Daltonem.

22214913_1409691579078153_791354278_n.jpg

Przejażdżka trwała kilkadziesiąt minut, a widok zarówno na Wiedeń jak i na Prater był niesamowity. Byłam bardzo szczęśliwa wiedząc, że właśnie spełniam swoje marzenie.
Zaskoczeniem były dla mnie wagoniki restauracyjne
i klubowe, które można wynająć na romantyczna kolacje lub niesamowitą imprezę. Hmmm czyżby powstało nowe marzenie…
Ostrzegam, że kolejka do wagoników jest ogromna.

Kuchnia Wiedeńska

Dokładnie tak w dosłownym tłumaczeniu na język polski brzmiała nazwa restauracji, w której zjedliśmy nasz pierwszy austriacki obiad.

Lokal znajduje się w samym centrum Wiednia, tuż obok katedry świętego Szczepana przy jednej z urokliwych uliczek.

22236087_1409693399077971_52221614_n.jpg

Restauracja była elegancka, a przynajmniej aspirowała do miana takiej. Formalnie ubrany względnie miły (jak wszyscy w Wiedniu) kelner wskazał nam już nakryty stolik dla dwóch osób.

Wnętrze urządzone ładnie, choć miałam wrażenie, że panuje tam nieprzemyślany eklektyzm: tu jakieś antyczne wazony, tu obraz przedstawiający scenkę rodzajową szlachty, a tu drewniana beczka. No, ale byłam na wakacjach, więc przymknęłam oko na te drobne niedociągnięcia.

22236216_1409693522411292_852787857_n.jpg

Zamówiliśmy oczywiście tradycyjne dania miejscowej kuchni, z resztą, co innego można zamówić w restauracji o nazwie Kuchnia Wiedeńska. Postanowiłam spróbować miksu trzech różnych sznycli: wieprzowego, cielęcego oraz z kurczaka z sałatką z ziemniaków. Mój Luby postawił na jednego, dużego sznycla. Chyba nie ma potrawy bardziej austriackiej niż to danie.
O wersji z przepyszną sałatką ziemniaczaną czytałam nawet w przewodniku. Ogólnie rzecz ujmując nasz obiad był bardzo dobry, mięso przyrządzone perfekcyjnie i odpowiednio doprawione z chrupiącą panierką, która nie była nasiąknięta tłuszczem. Obie porcje (popite austriackim piwem) sprawiły, że najedliśmy się do syta i wydaliśmy całkiem sporo, bo około 40 euro, no, ale Wiedeń jest drogi.

22290540_1409693379077973_2017222940_n.jpg

Podsumowując nie wyobrażam sobie żeby być w Wiedniu i nie spróbować ich pysznego, najlepiej cielęcego, sznycla. Nie wyobrażam sobie również ominąć jedną
z najlepszych atrakcji tego miasta, jaką bez wątpienia jest Prater.
Ogólna ocena:
Prater- Diabelski Młyn: 10/10
Kuchnia Wiedeńska: 9/10

22214982_1409692875744690_639779228_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Cztery dni w stolicy Austrii. Na taką wyprawę, wiadomo potrzebny jest hotel. A z wyprawy, wiadomo przywozi się pamiątki, których tym razem mam wyjątkowo dużo.

22236397_1409691765744801_1452863591_n.jpg

Hotel Debo Pension

Standardowo do rezerwacji hotelu użyliśmy booking.com. Póki, co portal jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.
Poszukiwaliśmy noclegu blisko centrum, w dogodnej odległości od dworca autobusowego i w dobrej cenie. Oczywiście w grę wchodziły tylko pokoje
z łazienką oraz śniadanie wliczone w ofertę.
Zdecydowaliśmy się na Debo Pansion. Za trzy noclegi zapłaciliśmy 1013 zł. To dużo biorąc pod uwagę to, co zaoferował nam hotel.
Lokalizacja owszem w dobrej dzielnicy- Neubau wprost usianej klimatycznymi knajpkami i
w niedalekiej odległości od centrum. Dojście do pomnika Marii Teresy i Hofburg zajmowało nam nie więcej niż 10 min. W okolicy hotelu znajdował się sklep spożywczy Billa z przystępnymi cenami, ale oczywiście otwarty tylko do 18 (niestety, jak wszystkie sklepy w Wiedniu).
Debo Pansion znajduje się na Zieglergasse 18, blisko stacji metra, dlatego dojazd z dworca autobusowego (około 2,50 euro za bilet ważny godzinę) był szybki i łatwy. Jechaliśmy liniami 1 i 3 z przesiadka na Stephansplatz.

22215232_1409693765744601_508975545_n.jpg

Obsługa hotelu była hmmm… specyficzna. Z jednej strony miła, z drugiej wyniosła i szorstka. Jeśli chodzi o pokój to zdał egzamin całkiem dobrze. Odpowiednia ilość miejsca oraz półek, w miarę wygodne łóżko, codzienne sprzątanie, czysta łazienka z kosmetykami, ręcznikami i suszarką. Istotną sprawą dla mnie była odpowiednia ilość gniazdek elektrycznych, dzięki której mogliśmy ładować na raz dwa telefony, powerbank, korzystać z telewizora i prostownicy. Na plus było też wygodne rozmieszczenie włączników świateł- przy łóżku i przy drzwiach. Uroczym akcentem okazały się herbatniczki na poduszkach.

22215070_1409693579077953_1764180915_n.jpg

Jedyne, co mnie zastanawia to brak wykładziny hotelowej, która w Polsce w trzygwiazdkowych hotelach chyba jest standardem. No, ale parkiet
w Debo Pension mi nie przeszkadzał.
Rozczarowało mnie natomiast śniadanie. W Berlinie za mniejszą kasę śniadanie było o niebo, ale to naprawdę o niebo lepsze. Tutaj standardowe śniadanie kontynentalne: wędliny, sery, pieczywo, warzywa, dżemy, miód, Nutella, jajka, kilka rodzajów płatków, mleko, jogurt, kawa, herbata, sok. Bonusem były owoce i rogaliki o ile przyszło się odpowiednio wcześnie, bo gdy coś się skończyło obsługa wcale nie dokładała (?!). Za taką cenę oczekiwałam nie tylko piękniej rustykalnej jadalni- a taka była, ale również mega wypasionego śniadania.

22236247_1409693572411287_1488203543_n.jpg


22215298_1409693589077952_1182063544_n.jpg

Pamiątki

Myślimy Wiedeń i co przychodzi nam do głowy? Piwo i kawa. Zaopatrzyliśmy się w sporo, szczególnie tego pierwszego. Do tego jeszcze wyśmienite Austriackie wino. Dobrą pamiątką są również słodycze. Zwłaszcza kulki Mozarta nadziewane marcepanem i wafelki firmy Manner, której logiem jest wizytówka Wiednia, czyli katedra św. Szczepana. Ogólnie polecam całą masę słodkości, których nie można dostać w Polsce- tych od Milki oraz od rodzimych austriackich producentów.

22237222_1409693302411314_1117916141_n.jpg

Z mocniejszych alkoholi ciekawą opcją na pamiątkę jest Stroh- 80% trunek z buraków cukrowych, który jest produkowany w Austrii. Kupiliśmy też Shnapps’a, którego nigdy dotąd nie spotkaliśmy
w Polsce.

22237289_1409691205744857_492512911_n.jpg

Nie mogłam pominąć standardowych pamiątek jak pocztówki czy naszywka z wiedeńskiego Hard Rock Cafe. Razem z ukochanym kupujemy magnesy na lodówkę w miejscach, które odwiedzamy wspólnie.
Z Wiednia przywieźliśmy ten z “Pocałunkiem” Gustava Klimta, który znajduje się w zbiorach Belwederu i wiedeńczycy zrobili z niego znak rozpoznawczy miasta.
Humorystyczną pamiątką jest breloczek z napisem “We don't have kangaroos in Austria”. Bodźcem do powstania gadżetów z tym hasłem byli zapewne ludzie mylący Austrie z Australią i oczekujący spotkania kangurów w środkowoeuropejskim kraju.
Całkowicie niezwykłą pamiątka jest dla mnie szklana kulka. Ludzie często przywożą je
z podróży, ale to jest moja pierwsza. Zwykle stawiałam na inne suweniry. Dlaczego teraz zmieniłam zdanie? Ponieważ to właśnie w Wiedniu bracia Erwin i Ludwik Perzy otworzyli pierwszy sklep ze szklanymi śniegowymi kulami, który działa do dziś. Kulki wypełnione wodą i białymi drobinkami miały wzmocnić światło lampy chirurgicznej, ale wspomniane drobinki przypominały Erwinowi śnieg, więc wpadł na pomysł umieszczenia w środku popularnych budynków
i sprzedaży wynalazku, jako dekoracji. Można, zatem stwierdzić, że szklana, śniegowa kula narodziła się w Wiedniu. Dlatego jest idealną pamiątką z tego miasta. Oczywiście obok góry słodyczy i piwa.

22237296_1409690259078285_155854690_n.jpg

Podsumowując, jeśli nie zależy Wam na wystrzelonym w kosmos śniadaniu to podczas pobytu w Wiedniu zanotujcie, w Debo Pension i koniecznie kupcie wymienione wyżej pamiątki. No i nie spodziewajcie się kangurów ;) Chyba, że w Muzeum Historii Naturalnej.
Ogólna ocena Debo Pension: 7/10

22236300_1409691369078174_396793658_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
To wszystko w jeden z dzień w Zakopanem

20401218_1352472294800082_479925687_n.jpg

Pochodzę z południa Polski i choć często bywam
w rodzinnych stronach raczej nigdy nie chodziłam na wycieczki po górach. Tak jest, gdy mamy coś na wyciągnięcie ręki to tego nie doceniamy. Teraz postanowiłam nadrobić zaległości i zwiedzać rodzime tereny. Nie lubię trudnych szlaków, klamer
i łańcuchów. Preferuje łatwe, spacerowe i widokowe trasy.

20370946_1352472318133413_125715223_n.jpg

Dolina Kościeliska
Idealnym pomysłem okazała się tu Dolina Kościeliska. Busy do Kościeliska odjeżdżają z parkingu obok styku Krupówek z ulicami Nowotarską i Kościeliską, bilet kosztuje 5 zł. Wysiadamy, jak łatwo się domyślić, na przystanku dolina Kościeliska. Następnie przechodzimy na drugą stronę ulicy i cofamy się kilka metrów do początku szlaku. Tam czeka na nas kolejne zdzierstwo, czyli 5 zł za wejście do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jak już wyskoczymy
z gotówki idziemy cały czas prosto. My zaliczyłyśmy mały przystanek na oscypka i żyntyce w bacówce znajdującej się na szlaku.

20401261_1352472314800080_1644789982_n.jpg

Trasa jest piękna. Malownicze widoki na góry, potok Kościeliski, oraz formacje skalne zwane bramami np. Bramą Kantaka sprawiają, że spacer, chociaż długi jest niezwykle przyjemny. Mniej przyjemny jest punkt docelowy wycieczki, czyli Hala Ornak. Zatłoczona,
z mnóstwem turystów i nikła szansą na dopchanie się do baru w schronisku. Chciałyśmy jak najszybciej opuścić to miejsce.

20370557_1352472281466750_1326073450_n.jpg

Staw Smreczyński
Tusz przed Halą Ornak troszkę zboczyłyśmy z trasy
aby wspiąć się stromym i dość męczącym szlakiem nad Staw Smreczyński. Widok wart był wysiłku. Według góralskich legend staw ten nie ma dna. Wolałam nie sprawdzać czy to prawda.

20370891_1352472254800086_620118398_n.jpg


20370429_1352472264800085_2057990442_n.jpg

Karczma U Wnuka

21691398_1398132093567435_106456285_n.jpg

Skoro jesteśmy w klimacie Doliny Kościeliskiej to pozostaniemy na ulicy Kościeliskiej. Tam w jednej
z najstarszych zakopiańskich chałup mieści się karczma U Wnuka. Zarówno budynek jak i sama restauracja mają bogatą historię. Był to jeden
z pierwszych piętrowych domów w Zakopanem, w którym znajdowały się różne instytucje np. urząd gminy
i poczta. W końcu za sprawą ślubu niegdysiejszych właścicieli w chałupie otwarto karczmę, która prosperuje do dziś.

21849366_1398132100234101_2095164133_n.jpg

Wystrój oczywiście w 100% góralski: drewno, regionalne- kwiatowe motywy, bielony kominek, ławy. Wszystko robi dobre wrażenie podtrzymywania tradycji stylu zakopiańskiego. Gorsze wrażenie wywarły kelnerki, gdyż po menu oraz złożyć zamówienie musiałam iść osobiście. Na szczęście dania
i rachunek już przyniosły.

21905567_1398132090234102_689951315_n.jpg

Zamówiliśmy moskola i golonkę. Moskol był bardzo udaną wariacją na temat tradycyjnego placka z mąki, ziemniaków, wody, soli i opcjonalnie jajek. Dlaczego wariacją? Ponieważ obsypany został słuszną warstwą sera, boczku i innych dodatków. Razem smakowało wybornie i nasyciło mnie na resztę dnia. Golonka
w niczym nie ustępowała partnerowi. Dobrze przyrządzona, delikatna, podana z chrzanem
i musztardą, które pięknie nadawały jej ostrości.

21850282_1398132086900769_397627668_n.jpg

Cały obiad był oczywiście niebotycznie drogi, jak to w górach- powiedziała góralka.

21905624_1398132083567436_676407997_n.jpg

Podsumowując po spacerze Doliną Kościeliska oraz podziwianiu piękna Stawu Smreczyńskiego polecam Wam porządny obiad w historycznej karczmie U Wnuka.

Ogólna ocena:
Dolina Kościeliska 9/10
Staw Smreczyński 8/10
U Wnuka 9/10
 

gdzietuwyjsckrakow
 
W jednym z wpisów zachwycałam się olsztyńską plażą miejską nad jeziorem Ukiel. Minął rok od naszego pobytu w tym mieście, a ja dalej uważam to miejsce za jedno z najpiękniejszych, jakie widziałam. Co jeszcze podobało mi się na plaży? Czy wszystko
w Olsztynie zasługuje na medal?

14182424_1055827787797869_1126270207_n.jpg

Plankton
Jeśli plaża to oczywiście leżaczki i drineczki
z palemką oraz przybrzeżny bar jak z amerykańskich filmów.
Plankton sprawdza się tu idealnie. Ma stylowe
i ładnie urządzone wnętrze, hipsterskie leżaki zrobione z palet oraz wysokie ceny.
Jedynie mój drink z palemką był tak naprawdę… piwem ze słomką. I to piwem Specjał, które pierwszy raz widziałam w wersji lanej właśnie na plaży miejskiej w Olsztynie.
Jeśli plaża to oczywiście leżaczki i drineczki
z palemką oraz przybrzeżny bar jak z amerykańskich filmów.
Plankton sprawdza się tu idealnie. Ma stylowe
i ładnie urządzone wnętrze, hipsterskie leżaki zrobione z palet oraz wysokie ceny.
Jedynie mój drink z palemką był tak naprawdę… piwem ze słomką. I to piwem Specjał, które pierwszy raz widziałam w wersji lanej właśnie na plaży miejskiej w Olsztynie.

21397619_1387638244616820_1792329283_n.jpg


21397177_1387638297950148_1260709105_n.jpg

Muszę przyznać, że jestem zachwycona Planktonem
i gdybym nie mieszkała na drugim końcu Polski byłabym tam z pewnością stałym klientem. Atmosfera pozwalała mi się poczuć jak bohaterka serialu 90210 (kontynuacji kultowego Beverly Hills 90210), który uwielbiam.

21397454_1387638134616831_1026969179_n.jpg


21397436_1387638187950159_1726040650_n.jpg

Podsumowując Plankton to byłby perfekcyjny plażowy bar, gdyby nie te ceny.
Ogólna ocena 9/10.

Villa Pallas

21363106_1387633891283922_411159451_n.jpg

rzez ten cały czas doświadczania wspaniałości Olsztyna musieliśmy gdzieś mieszkać.
Padło na hotel Villa Pallas oddalony około 10-15 minut spacerem od centrum i kilka przystanków od dworca PKP. Jedynie wejście do hotelu ciężko było znaleźć.
Dobre położenie generowało dość wysoką cenę, ale jakoś  to przeboleliśmy.

21397637_1387637761283535_1765988951_n.jpg


21396918_1387638017950176_385000982_n.jpg


21443273_1387633981283913_630299611_n.jpg


21443285_1387637887950189_1509979476_n.jpg


Co prawda po wystroju pokoi oczekiwałam więcej niż późnych lat 90 i wczesnych 2000… Ogólnie powodów do narzekania raczej nie było. Dobry room serwis
i śniadania na wysokim poziomie z bardzo rozbudowanym szwedzkim stołem. Jadalnia wprawdzie jest troszkę nieustawna i lepiej nadaje się na wesela niż hotelowe śniadania, ale ich smak to rekompensował.


21397052_1387637837950194_23604313_n.jpg


21397626_1387634101283901_564846595_n.jpg


21442217_1387637984616846_1353607653_n.jpg

Dziwna i troszkę nieprzyjemna sytuacja miała miejsce zaraz przed naszym wyjazdem. Podczas wymeldowania
w pokoju, w którym spaliśmy włączył się alarm przeciwpożarowy. Pani z recepcji nie wyglądała na przekonaną, że to nie nasza wina, ale nie miała innego wyjścia jak tylko nam uwierzyć.
Podsumowując, niby wszystko spoko, ale pojawiła się parę rys na wizerunku Villa Pallas.
Ogólna ocena 7/10.

21443026_1387637934616851_1709009244_n.jpg

To już ostatni wpis z wspomnieniami z magicznego Olszyna. Czy wszystko mnie zachwyciło? Niemal wszystko, z drobnym wyjątkiem opisanym wyżej, który zły nie jest, ale na kolana mnie nie rzucił.

14193681_1055827711131210_1543175125_n.jpg

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się odwiedzić Olsztyn i pójść do tych wszystkich knajp, do których nie miałam okazji.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Kilka razy pisałam Wam już, że uwielbiam Rzeszów. Dobrze czuje się w tym mieście, ponieważ nie jest tak zatłoczone jak Kraków i posiada dużą ilość ciekawych knajp.

21175764_1380640978649880_1621520229_n.jpg

Prawie zawsze, gdy jestem w Rzeszowie idziemy na lody :) Byliśmy już kilka razy u Myszki i we Fragoli. Przyszedł czas na coś nowego i trafiliśmy do Rzeszowskiej Manufaktury.
To właściwie tylko budka z lodami i miłymi paniami… ale, z jakimi pysznymi lodami. Skusiłam się na polecony przez znajomą słony karmel, który choć dobry przegrywał z genialnym smakiem bezy z maliną. W niecodziennej ofercie można było znaleźć też lody San Escobar o smaku czekolady i rumu, które również polecam.

19970814_1339089942804984_453101055_n.jpg


20045828_1339089796138332_671125702_n.jpg

Z lodami w dłoni spacerowaliśmy po słonecznym Rzeszowie odkrywając jego cudowne zakątki, na przykład studnie z żabim posążkiem. Całowałam, ale żaba nie zmieniła się ani w księcia, ani w księżniczkę. Według jednej z legend czarownik zamienił złą księżniczkę w ropuchę, za co został wtrącony do lochu i tam umarł. Księżniczka długo błąkała się po mokradłach wydając żabi dźwięk “rzesz”, a echo odpowiadało jej: “uw”. Zrozpaczony król w końcu znalazł innego maga, który zdołał odczynić zły urok. Odmieniona księżniczka w ramach wdzięczności osuszyła mokradła i założyła na nich miasto- Rzeszów.

21175639_1380640958649882_2083592222_n.jpg


21208321_1380640988649879_880577067_n.jpg

Nasz spacer dobiegł końca na ulicy Adama Mickiewicza w Muzeum Dobranocek. Bilet kosztuje jedyne 7 zł, a w niewielkim obiekcie możemy podziwiać duży zbiór gadżetów związanych z dawnymi dobranockami, takimi jak: Kot Filemon, Jacek i Agatka, Smerfy, Muminki, Bolek i Lolek, Reksio, Krecik, Miś Uszatek i wiele innych. Oprócz tego w muzeum znajdują się rękopisy scenariuszy odcinków, oryginalne kukiełki i foliogramy wykorzystywane do produkcji wspomnianych bajek.

21150784_1380641071983204_618142034_n.jpg


21244452_1380641078649870_629127229_n.jpg


21150828_1380640945316550_321429945_n.jpg

Za każdym razem odkrywam nowe, magiczne miejsca Rzeszowa i Wam również polecam spacery po tym urokliwym mieście, lody z Rzeszowskiej Manufaktury oraz miłe wspomnienie dzieciństwa w Muzeum Dobranocek.
Ogólne ocena:
Rzeszowska Manufaktura Lodów: 8/10

Muzeum Dobranocek: 7/10.

21208348_1380641051983206_1461006890_n.jpg


21208498_1380641028649875_1846096350_n.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gablotka-szkolna
 
W tym roku już po raz szósty z rzędu odbywa się ogólnopolski konkurs Wartościowa Wycieczka Szkolna organizowany przez ATAS sp. z o.o. Zapraszamy wszystkich nauczycieli do zgłaszania swoich wyjazdów zorganizowanych w minionym roku szkolnym. Do wygrania atrakcyjny wyjazd na Maltę. gablotka-szkolna.blogspot.com/(…)konkurs-wartosciow…
  • awatar gość: Moja szkoła i my nauczyciele zorganizujemy wycieczkę do Niemiec albo Francji żeby dzieciom pokazać uchodźców i ich kulturę oraz zasmakować ich islamskiej przestępczości. Wygramy, prawda?
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów