Wpisy oznaczone tagiem "wymiotowanie" (44)  

skinnysara
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

littledeadgirl
 
Chcecie zobaczyć, ile potrafi wpakować w siebie bulimiczka z wieloletnim stażem?
No to proszę bardzo. Ostrzegam tylko, że nie będzie to ładny widok.

Pierwsza tura:

- paczka wafli ryżowych - 400 kcal
- 400 ml jogurtu kawowego - 450 kcal
- zupa w proszku - 200 kcal
- 4 kanapki - 600 kcal
- spaghetti - 800 kcal
- paczka ciastek - 1200 kcal

3650 kcal

Druga tura:

- budyń waniliowy - 700 kcal
- 2 croissanty - 600 kcal
- spaghetti - 800 kcal
- 5 kanapek - 750 kcal

2850

Razem - 6500 kcal

Taki tam mały bulimiczny napad, oczywiście w całości zwymiotowany. Za każdym razem przepłukiwałam się chyba z 10 razy, żeby mieć całkowitą pewność, że pozbyłam się absolutnie wszystkiego.

I co?
No i obiecuję sobie, że był to już ostatni raz. Że popłynęłam po całości, całkowicie naumyślnie, właśnie po to, żeby nażreć się raz a dobrze i odtąd ładnie unikać napadów.
Ha. Ha.

Dobrze, że jest nikotyna.
Dobrze, że jest muzyka.
Dobrze, że ćwiczenia do utraty tchu nadal wywołują niemal narkotyczny high.

Oto ja, Little Dead Girl na skraju życia.
See you in hell.
  • awatar v0idi: martwie się o Ciebie...
  • awatar Little Dead Girl: @Katharinee: @v0idi: Dziękuję za troskę, ale nic mi nie będzie. :) Mam cholernie wytrzymały organizm a dzień dzisiejszy to jest nic w porównaniu z tym, co potrafiłam mu zgotować.
  • awatar cmentarz wspomnień: zapraszam do mnie i zostaw coś po sobie + swietny blog :*
Pokaż wszystkie (5) ›
 

redelodie
 
*Witajcie*

Potrzebowałam trochę czasu na ogarnięcie się...
Niestety z psychiką nie mam tak że jak powiem sobie "dobra dość, ogarnij się!" to następnego dnia jest już wszystko ok.
Przemyslałam sobie wszystko, choć dalej do końca nie potrafię się zdecydować czego chcę....:/
Dziwna jestem...

*Dalej nienawidzę swojego ciała*
Dalej płaczę, ale staram się, staram się walczyć.
10268776_316524865161788_246809672_n.jpg


Dzisiejszy trening trwał 40min.
Bilans ok 300kcal...
Żal mi siebie...ale więcej nie potrafię bo zaraz albo wymiotuję albo się przeczyszczam....
Taka juz jestem...pojebana :/

Miłej nocki kochane :*
Trzymajcie się chudo <3
tumblr_mb11jieuGj1qgn6feo1_250.jpg
  • awatar TheMeaningOfMyLife: Nie jest az tak zle.. Choc od 800 kcal noe utyjesz ;-)
  • awatar Perfekcja 22: ;/ utrzymanie wagi przy twoim zroscie to ok 800kcal;p
  • awatar Perfekcja 22: Jest taki kalkulator co oblicza ile jeść żeby utrzymać wagę ;)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

redelodie
 
Przez ostatnie dni kompletnie się poddałam...
Mam jakąś załamke, żre->rzygam->piję senes...
Bezsens...

*Jutro nowy dzień*
Muszę wziąć się w garść, zacznę tak, jakbym dopiero zaczęła swoją przygodę, tyle że bogatsza w wiedzę na ten temat.
Nie mogę się poddać.
Choć ostatnie dni daja mi kopa..
Jeszcze mi się uda!
Jeszcze im szczęki opadną!

*Zaczynam od jutra*
od teraz!
I Ty też uwierz w siebie!
*Nie poddawaj się, uwierz w swoją siłę*
Spraw, aby inni musieli zbierać szczękę z podlogi na Twój widok!
Bądź szczęśliwa i dumna ze swojej pracy. Kochaj siebie!
Życzę Ci powodzenia :*
10354494_1402713270010262_1115441215_n.jpg
 

redelodie
 
*Dzisiaj o dziwo w lepszym humorze...*
Chociaż rano nie było za wesoło i była ostra kłótnia ale jest już dobrze :D
Zaczęłam wracać do Mii...wczoraj, dzisiaj plus senes...nie potrafię znieść myśli że w moim żołądku jest jakieś jedzenie...
Dzisiaj jakieś 200-300 kcal...
Ogólnie to postanowiłam sobie że nie będę przekraczać 500kcal, każdy ma gorsze dni...doły a ja niestety nie jestem wyjątkiem :(
Nie chcę wymiotować ale to jest ode mnie silniejsze... nie wiem jak sobie z tym poradzić...:(

*Z ćwiczeń:*
to jak na razie tylko
-ABS workout
-Mel B pośladki
-Tiffany brzuch

Trzymajcie się kochane i nie poddajcie się!
Miłego wieczorka <3
tumblr_mu9d5vlxoQ1sxmnd8o1_500.jpg


tumblr_mvjutpE0Fl1smadwio1_400.jpg


blog_tk_4403411_6407016_tr_thinspiration9.jpg
  • awatar jestbeznadziejnie: Chciałabym Ci pomóc z tym, żeby nie wymiotować, ale nie mam pojęcia jak...
  • awatar Dead Poetess.: Wiem co czujesz, sama przez to przechodziłam. Mimo, że to oklepana gadka - uwierz w siebie, powiedz sobie stanowcze nie, jak zaczniesz myśleć choćby o napadzie ucisz te myśli, zajmij się czymś. Mi to pomogło i mia już mi nie grozi, a było ze mną nieciekawie. Trzymam za Ciebie mocno kciuki!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

charliemcmy
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
CharlieMcMy:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

enjoyyourself
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

enjoyyourself
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

minnienote
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

sevensperfection
 
Sevens perfection:

Wczoraj nie miałam czasu dodać bilansu. Rano pojechałam zrobić badania lekarskie do pracy. Pani doktor była starą zdziwaczałą krejzolką. Szok! Najpierw jej pielęgniarka coś mi tam wypisywała, zbadała mi wzrok i ciśnienie - 120/80 (raczej normalne, dobre). Potem poszłam do doktorki. Ta przeprowadzała ze mną wywiad. Spojrzała na to ciśnienie na papierku  i stwierdziła, że jest za niskie. Pyta się czy piję kawę, czy piłam dziś. Ja na to, że nie i staram się nie pić. Więc kazała mi jeszcze raz sprawdzić ciśnienie i było takie samo. Zaproponowała mi kawę. Zgodziłam się. Pielęgniarka też była w szoku. Oznajmiła, że jestem traktowana jak jakiś ważny gość. Śmiałyśmy się. No i dobra. Kawkę wypiłam. No i dalej mnie badała szalona pani doktor. Sprawdzała ruchy, oczy, jamę ustną, piersi, słuch (najśmieszniejsze, gdy siliła się szeptać "głośno", jakby chciała wręcz krzyczeć - lol). Na koniec opowiadała mi o sobie, kim ona tam nie była - że pracowała w myślistwie, potrafi strzelać itp. Oprócz tego śpiewa, gra blah blah blah. Jej mąż jest też jakimś tam ważnym doktorem, jej syn filozofem, córka też po super studiach. A najlepsze było to gdy zostawałam sam na sam najpierw z tą pielęgniarką i jak narzekała na tą doktorkę, że szalona kobieta, jak się w ogóle zachowuje. A potem doktorka gadała na tamtą, że nic nie robi, zobacz ile mam tu papierów do ogarnięcia przez nią...
Mówię wam - dom wariatów!

Wracając do domu wstąpiłam do dziadka, bo miał urodzinki. Zostałam zaproszona w między czasie na grilla wieczorem.  


Wczorajszy bilans:
07:30  -  owsianka na zimno [3 łyżki płatków owsianych, 1/4 szklanki mleka 2%, cynamon], kromka chleba pszennego z jajkiem (300 kcal)
10:30  -  banan 250 g (zważyłam go w markecie ze skórką, nie wiem ile miał bez skórki)
14:00  - kawałek tortu, kawałek babki, kawałek placka, 3 cukierki czekoladowe (? kcal)
od 19:00 grill 2 porcje pity z mięsem grillowanym i sałatką, żeberko, kawałki kiełbasy, oliwki, pieczarki + gin z tonikiem, whisky z pepsi (przed snem trochę tego zwymiotowałam - bleh! Ohydnie to wyglądało w kiblu)

Grill był w otwartym garażu. Dym jak nie wiem co, strasznie prześmierdłam. Temperatura odczuwalna chyba z -700. Na koniec przenieśliśmy się do domu. Pijąc gin z tonikiem w ogóle nie czułam, że piję alkohol. Ciotki facet mówi, że można go pić i wszystko jest zajebiście, ale następnego dnia się po nim umiera. Tak też było.    
Dziś zjadłam bardzo mało i cały dzień w łóżku. Ból głowy był nie do wytrzymania.


Bilans dzisiejszy:
13:00  -  owsianka [3 łyżki płatków owsianych, 1 łyżka kaszy manny, 1 szklanka mleka 2%] (270 kcal)
14:00  -  duży pomidor (35 kcal) trochę zwymiotowane
18:30  -  kromka chleba pszennego  z mielonką i pomidorem (105 kcal)
płyny: zielona herbata, woda
razem ----> 410 kcal

Przeczytałam w necie, że na kaca najlepsza witamina C, więc zjadłam tego pomidora i strasznie się po nim poczułam. Rzygi mnie z początku przeraziły, bo takie czerwone jak krew - a to był ten pomidor. fuj!

A! I zapomniałam jeszcze dodać, że wczoraj rano się zważyłam i ukazało się wreszcie 62 kg :D Sprawdzę jeszcze jutro rano wagę czy po tej fieście coś przybyło, ale chyba nic się nie zmieni, bo trochę mnie dzisiaj przeczyściło, więc mam nadzieję, że będzie dobrze.
 

sevensperfection
 
Sevens perfection:
Bilans:
10:30  -  pół szklanki zimnego mleka 2%, 3 łyżki płatków owsianych (170 kcal)
11:00  -  1 kawałek pizzy, 2 kostki ptasiego mleczka + jakieś inne cukierki, kanapki z kremem czekoladowym (zwymiotowane)
13:00  -  1 jabłko z cynamonem, 1 marchewka (75 kcal)
15:30  -  sałata lodowa z 2 łyżkami oliwy z oliwek i sokiem z cytryny, wątróbka smażona (440 kcal)
19:00  -  1 łyżeczka gorzkiego kakao nisko tłuszczowego, 1 szklanka ciepłego mleka 2% (135 kcal)
21:30  -  sałata lodowa z 2 łyżkami oliwy z oliwek i sokiem z cytryny, 1 gotowane jajko (270 kcal)
+ herbata zielona i woda
razem ----> 1090 kcal

ćwiczenia: 20 minut joggingu, rozciąganie

Ostatnio biegałam jesienią. Dziś po już 10 minutach biegu miałam ochotę przerwać, ale jakoś dałam radę i dobiłam do tej dwudziestki. Jutro też mam zamiar pobiegać, a nawet też pojeździć rowerem. Chcę pojechać w pewne przepiękne miejsce skąd widać całą moją okolicę, a przy tak ładnej pogodzie będzie jeszcze lepszy widok. Can't wait! :D

Ubóstwiam słońce!
 

sevensperfection
 
Sevens perfection:
Long time no "see"...

Dieta
Niby miało być przez ten cały tydzień 1000kcal/dzień. Starałam się jak mogłam, ale ani razu ni było poniżej 1000. I znów przez tą presję, przez tą głupią liczbę, sztywną granicę, nieubłaganie wróciła bulimia. Mam ochotę się zagłodzić na śmierć po każdym incydencie, ale potem znów przychodzi ssanie i nieprzerwany natłok myśli o jedzeniu. Nie można na mnie polegać jeśli chodzi o zaprzestanie tego tak po prostu z dnia na dzień. Nie potrafię.

Wracam do dodawania notek z bilansami codziennie.

Ćwiczenia
Co drugi/trzeci dzień były pajacyki, pompki i brzuszki oraz 1h marsze.
Od jutra bieganie!!! Nareszcie :D

Waga
Stoi!

A tak poza odchudzaniem zapowiada się super. Szykuje mi się chyba praca w końcu. Tyle czasu na to czekałam. Cała moja depresja, problemy z jedzeniem i tyciem to właśnie skutek braku pracy.
Właściwie to staż jak na razie, ale nie zapadła jeszcze ostateczna decyzja. Jak na razie mam iść po skierowanie na staż do PUPu (:D) i jeszcze raz spotkać się z przyszłym szefem obgadać parę spraw. Czy to już znaczy, że mam ten staż??? Może lepiej opowiem od początku jak to było.
No więc w piątek idę sobie spacerkiem po lesie i telefon dzwoni. Koleś coś tam mówi o stażu, że ma moje CV (nie wiem skąd, co jakiś czas coś tam wysyłam w necie, ale nie pamiętałam tego akurat) i żebyśmy się spotkali na coś w stylu rozmowy kwalifikacyjnej, obgadać czy tam się nadaję, czy mam odpowiednie kwalifikacje, itp. Umówiliśmy się na dziś na 10:00 w tym sklepie, w którym potencjalnie miałabym pracować (Top Secret - odzieżowy). Byłam, facet całkiem w porządku co mnie ucieszyło, bo to rzadkość. Dałam mu jeszcze raz swoje CV bo tamtego zapomniał i mówił, że ma przyjść jeszcze kilka innych dziewczyn na taką rozmowę do niego. Gadaliśmy o mojej szkole, kursach, czy nie mam problemu z dojazdem (14km - nie tak źle), o godzinach pracy i ogólnych duperelach. Kilka razy się pytał czy nadal chcę dostać ten staż, żeby nie było, że potem się wycofam w ostatnie chwili. Ja oczywiście byłam przez cały czas na tak w 100%. Rozmowa poszła gładko. Na koniec - jakby co, to jesteśmy w kontakcie. To wracam do domu i po 1,5 godziny dzwoni znów, że był w urzędzie, że mam tylko iść w przyszły poniedziałek po skierowanie, że staż zacznie się chyba od 1 kwietnia i jeszcze przed tym czasem mam się z nim jeszcze raz spotkać obgadać co nieco. Czy to znaczy, że już to mam?! Kuźwa! Jak zadzwonił to byłam zdziwiona i lekko oszołomiona. Nie chciałam się dopytywać zbyt dużo, bo nie chciałam zapeszać, co mi się już chyba zdarzyło nieraz. Wolę poczekać i nie robić sobie zbyt dużych nadziei, bo gubię się.  
Ale mam dobre przeczucia :) :) :)

Nie wiem. Może to ta pogoda tak na mnie wpływa. Jest pięknie. Chce mi się żyć!

Wydaje mi się, że praca rozwiązałaby moje wszystkie dotychczasowe problemy. Między innymi z jedzeniem, tyciem, może i nawet z bulimią. Po prostu nie miałabym na to czasu - na objadanie się, na myślenie, analizowanie wszystkiego dookoła, co doprowadza mnie już do szału.

Przez cały ten czas opowiadając wam o swoich problemach tutaj miałam świadomość tego, że jest to z jednej strony żałosne, bo wiedziałam, że jedynym rozwiązaniem byłaby praca. Ale nie mogłam nic na to poradzić, naprawdę. Czasami mnie to nawet przerastało, dlatego tak się teraz ucieszyłam na tez staż. Poczucie, że jestem komuś potrzebna jeszcze bardzie motywuje. Mam zamiar dać z siebie wszystko i wykazać się najlepiej jak tylko będę w stanie.

Trzymajcie za mnie kciuki :*

[bilans wieczorkiem]
 

sevensperfection
 
Sevens perfection:

Fatalny dzień. Dziś już nie wytrzymałam. Przesadziłam z jedzeniem i to uczucie w żołądku było nie do zniesienia. Powstrzymywałam się jak długo tylko mogłam i w końcu się złamałam. Sama papka - przez zwlekanie. Poczułam się chwilowo lepiej, a potem nawet gorzej od tego jak się czułam przed wymiotowaniem - mentalnie oczywiście. Zjebałam sobie humor na resztę dnia... :(

Po takich incydentach mam ochotę na mega rygorystyczną dietę, ale wiem, że to błędne koło. Muszę myśleć racjonalnie.

Miałam wstawić bilanse z całego tygodnia, ale sądzę, że nie ma to większego sensu, bo nie odchudzałam się przez ten czas, tylko starałam się  przyzwyczaić organizm do normalnych porcji jedzenia. Przeliczyłam kalorie i jadłam średnio 2000 kcal dziennie. Raz mniej, raz więcej. Częściej mniej.
Coś to dało. To dziwne, że tyle jadłam, a brzuch miałam płaski - w sensie metabolizm mi się chyba poprawił. Jadłam 5-6 posiłków co 2-3 godziny. Oczywiście, zdarzały się mini napady, ale jakoś dawałam radę. Nie wymiotowałam od zeszłego piątku chyba i przez cały ten czas nawet nie miałam na to ochoty. Dopiero wczoraj po południu i cały wieczór miałam takie czarne myśli, żeby zjeść coś obficiej i wszystko zwrócić, ale jakoś się ogarnęłam. No i dziś!!! Nie wytrzymałam. Czuję, że to przez wczorajszy wieczorny trening i dzisiejsze słabe śniadanie. Muszę się pilnować z tym na przyszłość.

Dobra! Koniec tego dobrego.
Mój plan:
24 luty - 02 marzec  -  1000 kcal/dzień
03 marzec - 09 marzec  -  900 kcal/dzień
10 marzec - 16 marzec  -  800 kcal/dzień
17 marzec - 23 marzec  -  700 kcal/dzień
24 marzec - 27 marzec  -  600 kcal/dzień

Później znów chyba 1000 przez święta. A bilanse będę umieszczała w każdą niedzielę z całego tygodnia. Muszę się zdyscyplinować. Jeść mniej węglowodanów, a więcej warzyw i białka.

Chciałabym jeść codziennie ryby, sałatę i wodę, jak rozkazuje Osmin, ale to nie realne. Nie mam kasy na świeże, zdrowe i chude rybki. A taka prosta dieta by mi chyba odpowiadała, bo nie jest skomplikowana i nie trzeba się dużo głowić. Przy liczeniu kalorii ciągle się zastanawiam co sobie uszykować, jednocześnie żeby było zdrowo, szybko i jeszcze żeby zmieścić się w limicie. Masakra. Męczy mnie to już.
Ubóstwiam Osmina i to jak inspiruje do ćwiczeń. Po obejrzeniu jednego odcinka mam ochotę wyjść na dwór nawet na deszcz i biegać ile sił w nogach. A potem patrzę, a tu ulubiony serial leci... i stwierdzam, że jutro jednak pójdę pobiegać. Gdzie teraz w tym deszczu!? haha -.- no i tak do wiosny pewnie...
  • awatar Gwiazda21: Kurcze kochana nawet nie wiem co mam Ci poradzic.No jeśli sama z tym nie zawalczysz to i moje gadanie nic nie da. Jestes dzielna i dasz rade ;*
  • awatar Sevens perfection: @Gwiazda21: wiem, że sama muszę się z tym uporać. dobrze, że jestem chociaż pewna, że chcę z tym skończyć. staram się być silna i zauważyłam, że wszystko można w sobie wytrenować - zmienić złe przyzwyczajenia na lepsze, zdrowsze :) dziękuję ci pomimo wszystko :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

sevensperfection
 
Sevens perfection:

5 dzień bez bulimii za mną :)

Czuję, że teraz właśnie nadszedł najwyższy czas z nią skończyć. Przestała mi pomagać w chudnięciu, ponieważ to ona zaczęła mnie kontrolować, a nie ja ją. Sprawiła, że wpadłam w obsesję.
Tym, które chcą też z tym skończyć, radzę (jeżeli znają j. angielski w miarę) to pooglądać filmiki dziewczyn bulimiczek na You Tubie. Opowiadają o tym, jak się u nich zaczęło, co robią, czym się objadają, o ich emocjach, uczuciach, skutkach zdrowotnych. O wszystkim.

Oto jedna z nich.


Ja z tym kończę.
Robiąc to dzień w dzień, czasem po parę razy wciągu dnia, czułam się strasznie. Nie chciałam się spotykać z ludźmi, siedziałam w domu, najchętniej sama w domu. A gdy już spotkałam się ze znajomymi, to nie wiedziałam jak z nimi gadać, żeby sprawiać pozory, że u mnie wszystko dobrze. Czasami przesadzałam z reakcjami, swoim ogólnym zachowaniem. Byłam nienaturalna. Mając ciągle przed oczami wymiociny z przed paru godzin, udawałam szczęśliwą i towarzyską. Tak na prawdę miałam ochotę uciec do pustego domu, znów się objeść i wszytko wyrzygać. Wtedy poczułabym ulgę, emocje by opadły, razem z moimi ciężkimi po wymiotowaniu powiekami. Obudziłabym się następnego dnia udając, że to był tylko zły sen.  
Ale, gdy to się dzieje codziennie, masz już tego dość. Tak się nie da żyć, a ja chcę żyć. Chcę żyć już od wielu lat i nadal nie potrafię się odnaleźć  w tym świecie, choć codziennie próbuję. Popadam powoli w rozpacz. Brak mi wiary w siebie i nie tylko w siebie. Jednego dnia jestem pełna nadziei i mam wrażenie, że wszystko jest właściwie w porządku, a następnego dnia mam gigantycznego doła i chęć natychmiastowej autodestrukcji. Dobija mnie to. Te moje wahania nastrojów. Chciałabym móc to kontrolować, ale emocje biorą górę. Nie wiem jak je okiełznać. Czuję się przez to bezsilna, sfrustrowana i nienawidzę siebie, a bulimia jeszcze to wszystko bardziej pogłębiła.
  • awatar Gwiazda21: Kochana oby tak dalej,3mam za Ciebie kciuki ;*
  • awatar martwa dziewczyna: DZIĘKUJĘ ! Racja. To klucz do tego, by ruszyć w dobrą stronę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

sevensperfection
 
Sevens perfection:

Już drugi dzień nie wymiotowałam. Czuję się dobrze, ale muszę zacząć ćwiczyć. Dzięki temu poczuję się jeszcze lepiej.

Wczoraj zmierzyłam swój wzrost i od ostatniego mierzenia urosłam 1 cm haha :D a nie pamiętam kiedy ostatnio się mierzyłam, chyba jakieś dwa lata temu. Myślałam, że już nie rosnę, a tu proszę... Nie ukrywam, że mnie to ucieszyło nawet.

Zmieniłam też swój cel. Chcę z 64 kg schudnąć nie do 54, tylko do 52 kg. Nie wiem czy mi się to kiedyś uda, ale to moje marzenie. Nie jest to coś co jest konieczne, tak sobie postanowiłam i tak musi być. Nie, nie... To jest taka ostateczna waga do, której dążę powolutku. Jeżeli stwierdzę, że przy wyższej wadze się sobie podobam, to odpuszczę te 52 kg.

Ostatnio inspiruje mnie bardzo Keira Knightley. Ściągam filmy z nią tylko po to, żeby się upajać jej chudością. Ma idealną talię. Też taką chcę mieć. Jest piękna.

Stwierdziłam, że zacznę dodawać swoje bilanse co tydzień. Czyli jedna notka i siedem bilansów na raz. Będzie łatwiej ocenić wam i mnie również jak mi idzie. Codziennie też będę się ważyć. W skrócie - wszystko będzie podane na tacy co tydzień. Mam nadzieję, że zrobię w końcu jakieś postępy. Muszę spiąć pośladki i ostro brać się za robotę. Marzenia same się nie spełnią.
Chcę poczuć, że coś osiągam w swoim życiu, że coś zmieniam. Szczęście jest wyborem. Za długo żyłam bez niego, myśląc, że tak jest lepiej, bo jest ulotne i ma się po nim kaca. Ale zaczęłam teraz wierzyć, że w dużej mierze to od nas zależy czy jesteśmy szczęśliwi. Trzeba tylko dokonać dobrego wyboru. A jeżeli nie ma się wyboru, to zmienić coś, bo każda zmiana jest dobra.

Trzymajcie się cieplutko :* :*
 

sevensperfection
 
Sevens perfection:
Jestem nareszcie! :D

Jak się dopadłam do kompa, to nie było mocnego, żeby mnie od niego odciągnąć.

Ogólnie u mnie wszystko po staremu, waga stoi i z bulimią też bez zmian. Nie ćwiczyłam ani razu przez ostatni tydzień. Wczoraj chciałam, zaczęłam jak zwykle: najpierw 75 pajacyków, potem 75 brzuszków, 10 pompek. Następne 75 pajacyków ledwo skończyłam, już miałam się zabierać za brzuszki i popłakałam się z wycieńczenia. Bolały mnie dziwne mięśnie brzucha przy skakaniu. Nie dawałam rady kompletnie i odpuściłam sobie. Załamałam się. Dawno nie płakałam, choć nie raz miałam ochotę i wczoraj puściło. Poryczałam się dlatego, że nie dałam rady, że codzienne rzyganie mnie tak zniszczyło, osłabiło mięśnie i totalnie zjebało przez to humor. Znów łapię coraz częściej doła. Nie jest dobrze.

Dziś zwymiotowałam "tylko" raz i więcej nie zamierzam. Siedzę teraz z pełnym żołądkiem tu przy was i się katuję tym paskudnym uczuciem przepełnienia. Koniec! Koniec z wymiotowaniem. Pieprzę to, że przytyję przez te niekontrolowane objadanie się. Chcę wrócić do ćwiczenia. Chcę odzyskać siły. Na razie będę jadła normalne porcje jak normalny człowiek, nie jak odchudzający się, żeby powoli żołądek się kurczył bo jest pewnie bardzo rozciągnięty. Potem stopniowo będę zmniejszała porcyjki i przyzwyczajała organizm do małej ilości jedzenia. Nie chcę drastycznie nagle malutko jeść albo w ogóle nic, bo spowoduje to, że znów się objem i znów zacznę rzygać. Bez sensu. Za wiele razy już to przerobiłam i przekonałam się, że to nie działa. Po prostu nie będę się spieszyć i wywierać na siebie niepotrzebnej presji.

Akceptacja jest kluczem. Chcę znów być szczęśliwa.
 

sevensperfection
 
Sevens perfection:

Hej kochane!
Przepraszam, że przez ostatnie dni nie dodawałam bilansów, ani w ogóle nic. Z resztą i tak pozwalałam sobie na zbyt wiele słodkości, itp., więc nieciekawie by to wyglądało. Kurczę! Muszę się bardziej zdyscyplinować! Chcę do wielkiej nocy schudnąć tak, żeby to było widać, a czuję, że stoję w miejscu.
Nie wiem czy nie zrezygnować z tego bloga... tak się zastanawiam. Ale jeszcze troszkę poczekam. Nudzi mnie to, że mój blog to same praktycznie bilanse i nic i tak z nich nie wynika, bo ciągle wracam do swojej poprzedniej wagi przez takie dni jak te dwa ostatnie, gdzie praktycznie jadłam wszystko i nie miałam już siły na wymiotowanie. Serducho mnie tak w pewnym momencie bolało, że szok. Muszę skończyć z tym, ale nie potrafię się przełamać. Nie potrafię się od tego odciąć, nie myśleć o tym i zacząć coś nowego. Nie potrafię. Nie wiem jak się uwolnić od jedzenia.
Może zacznę dodawać do bilansów wszystko co naprawdę przełknęłam wciągu dnia i co praktycznie zwróciłam. To by było w sumie fair. I może trochę by mnie to zdemotywowało do kontynuowania tej farsy. Chyba tak zrobię! Będę zapisywać WSZYSTKO, bez wyjątku.  
Czuję się winna. Codziennie. Że jem, to czego nie powinnam. I szybko lecę do kibla. Ostatnio potrafiłam objeść się do maksimum kilka razy wciągu dnia i wymiotować za każdym tym razem. Serce mi już nie wyrabiało. Dziś w ogóle nie wymiotowałam, ale za to jadłam co popadło. Przegięłam i to ostro. Wykańczam się. Znów tracę kontrolę.  
Był moment, że przestałam się nienawidzić za to co robię. Zaakceptowałam się. Mówiłam: OK, ogarniasz jakoś, tym się objesz - wyrzygasz i reszta posiłków będzie już idealna. Ćwiczysz, chudniesz. Jest super!
Ale gdy zaczęłam robić to więcej niż raz dziennie, czasami panicznie gdy coś tylko przegryzłam niezdrowego, bałam się przytyć, więc od razu leciałam do toalety. Bolało mnie serce, gardło, głowa... i ciągle byłam spragniona. Czułam się fatalnie, jakbym miała zaraz umrzeć. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Bulimia naprawdę zjebała mi psychę i daje mi do wiwatu. Znów nie ogarniam i znów zaczęłam siebie nienawidzić.

Od jutra piszę wszyściutko. Każdy kęs, każdy okruch, każdy plasterek. Choćbym miała się totalnie tutaj pogrążyć. Nie oczekuję od was wsparcia, nie trudźcie się na wymuszone: "dasz radę" "trzymaj się" itp.
Nie zasługuję na te słowa. Jestem oszustką. Beznadziejną oszustką. Mam ochotę narzygać sobie w twarz.  


A! Jeszcze jedna sprawa... nie wiem czy do czwartku będę miałam kompa, bo brat go zabiera ze sobą i będę bez kontaktu z wami całkowicie. Więc pewnie w czwartek lub w piątek spiszę wszystkie bilanse razem. Okaże się jutro czy go weźmie czy nie. Z resztą zobaczycie. Mam cień nadziei, że jednak mi go zostawi, bo ja bez internetu to jak bez prawej ręki.

Dobranoc motyle :*
  • awatar Karenina09: Hej, każdy ma chwile słabości(ja też), ale trzeba sprężyć dupę i działać nie? Trzeba się ogarnąć- ja tak sobie wmawiam:) damy radę, jeśli tylko się do tego przyłożymy:) wierzę w Ciebie.
  • awatar Gwiazda21: Ja uważam,ze wymiotowanie to droga na skróty...Dużo ćwicz ,a waga Ci spadnie pomimo tego,ze tak duzo zjesz..Cwiczenia to najlepsze co moze byc,poniewaz dzieki nim czlowiek chudnie..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

not-anymore
 
nie wiem jak nazwać to jak się czuję. pustka. strach. ból. nic tego nie opisze.
oddałabym wiele by móc cofnąć się i ułożyć wszystko od nowa. bo prawda jest taka, że alkoholik na zawsze pozostanie alkoholikiem. może nie pić, ale nadal nim będzie. ćpun może nie ćpać ale nadal jest ćpunem.. to nadal jest w naszym umyśle. woła nas. prosi o powrót. i jeśli nie będziemy wystarczająco silni to to wszystko wróci.

ręce pocięte, oczy pełne łez. w głowie myśli 'jeść czy nie jeść?'. po każdym posiłku jakiś głos mi mówi by to zwrócić. nie wiem czy kiedykolwiek będę 'normalna'. czy będę mogła o tym wszystkim zapomnieć. to mnie zniszczyło. zniszczyło szczęśliwą dziewczynkę którą każdy lubił. zmieniła się ona w podłą, zimną sukę która nie ma już szansy by zejść na dobrą drogę.
a wiesz co boli najbardziej? to że już nigdy nie będę taka jak kiedyś. nie uda mi się z tego wyjść.  w głowie na zawsze pozostanie uraz. głosik który będzie o wszystkim przypominać. jestem tak słaba. patrzę na siebie i nie wiem już kim jestem. nie poznaję samej siebie. chcę siebie zaakceptować, ale nie mam pojęcia jak. nic mi się nie układa.
to wszystko jest tak skomplikowane.

postaram się. postaram się by się w końcu ułożyło. by było dobrze. dam z siebie wszystko. nie wiem jeszcze jak, ale dam radę.


tumblr_lw45vyVgSR1r39udvo1_500.jpg
  • awatar gość: http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=BKgHheLBg8Y&feature=endscreen nie przesadzaj - szczerze wątpię, by ktoś chciał tak wyglądać..., uważaj na siebie, naprawdę
  • awatar ~inferno.: @gość: nie chcę tak wyglądać. nie chcę być chudsza niż dziewczyna na zdjęciu. ona ma idealne ciało jak dla mnie. dziękuję.
  • awatar gość: 3maj się, pamiętaj, e nie jestes sama, niestety tak jest, że żyjemy w takim 'społeczeństwie', gdzie liczy się przede wszystkim, a czasem i tylko wygląd.. przykre, ale niestety prawdziwe, wiedz, że jest wielu takich ludzi jak ty, ja też mam problemy i to zajebiste problemy z samoakceptacją, ale staram się zdobyć jakiś dystans do samej siebie i być silną, TY też dasz radę, wierzę w Ciebie:) wszystkie damy radę - ale nie schudnąć, czy wyglądać tak, jak ktoś lub coś nam narzuca, lecz zwyczajnie saakceptować się:*
Pokaż wszystkie (8) ›
 

sevensperfection
 
Sevens perfection:

Od jakiegoś czasu zaznaczam sobie w kalendarzyku dni, w które się objadam i, w które wymiotuję. Mam zamiar go prowadzić, do momentu, aż całkowicie z tym nie skończę.
Na początku marca wstawię miesiąc - luty, i zobaczycie jak mi poszło.
Będę próbowała powoli się odzwyczajać od bulimii, np. będę planowała dni w tygodniu, w które pozwolę sobie na wymiotowanie raz dziennie. Ale jeśli przyjdzie ten dzień, w którym mogę, a nie mam na to ochoty to po prostu nie będę tego robić.

Jeśli chodzi o dzisiejszy dzień, to się udało. Nie objadłam się i niczego nie zwróciłam.

Oto bilans:
09:00  -  1 gotowane jajko, 2 plastry twarogu półtłustego, kawałek ogórka (165 kcal)
12:00  -  1 kiwi, 2 orzechy włoskie (80 kcal)
14:00  -  kasza jęczmienna, 2 ogórki kiszone (135 kcal)
17:00  -  owsianka z dodatkiem kaszy manny, 1 kiwi (205 kcal)
20:00  -  2 kotlety mielone z ryżem i kapustą w panierce, pół małego pomidora, trochę kapusty pekińskiej (około 300 kcal)
+ 4 zielone herbaty, woda
razem ----> 885/1000 kcal

ćwiczenia: 2 z 5 serii ćw. z Amandą Russell, 150 pajacyków i 150 brzuszków, rozciąganie
Nie miałam sił na więcej... przez tą pogodę chyba.

Przyznam, że ciężko było mi się opanować, żeby się nie objeść. Próbowałam się czymś zająć, posprzątałam, poczytałam książkę. Mam nadzieję, że przed snem nic mnie nie opęta i nie rzucę się na lodówkę. Zaplanowałam sobie już filmy do oglądania, więc mam nadzieję, że dam radę.

A co do lekarza, to na razie nie jest chyba ze mną aż tak źle. Ale to tylko takie moje subiektywne zdanie. Wybaczcie, że czasami histeryzuję, że nie wiem co się ze mną dzieje, że bulimia zabiera mi życie. Są dni, których mi nie zabiera, kiedy czuję się zupełnie normalna i szczęśliwa. Jedynym warunkiem jest to, żebym spędzała czas w towarzystwie, a nie sama w domu... wtedy czuję się po prostu samotna i skutki są tego takie, jakie są.
Szczerze, to brakuje mi ludzi. Nie wierzę, że to piszę, ale tak. Zawsze byłam pustelnikiem i pragnęłam być sama. Moje marzenie się ziściło i wcale nie jestem szczęśliwa. Teraz, gdy spotykam się z ludźmi, choć rzadko, to od razu mam dobry humor i zapominam o wszelkich moich problemach. Wtedy zwyczajnie czuję, że żyję.
 

sevensperfection
 
Postanowiłam dodać dzisiaj jeszcze jeden wpis. Na temat mojej bulimii.

Udawałam, że nie mam problemu, ale ostatnio praktycznie codziennie specjalnie się objadam z zamiarem natychmiastowego zwymiotowania tego całego świństwa, które przed chwilą zjadłam.

Myślałam, że nigdy do tego nie dojdzie, a jednak. Staje się to już uzależnieniem, bo zaczynam czuć dziwne napięcie jeśli tego nie robię. I jeżeli nie mam możliwości zaraz zwrócenia tego co mam zamiar podjeść, to po prostu się objadam i to tak zostawiam... i parę godzin później znów mam napad i jem już przez cały dzień bez kompletnego ograniczania się. To powód mojej dzisiejszej wagi.

Najczęściej jest tak, że przez cały dzień jem normalnie tak jak jest w moich bilansach. Ale jest jeszcze jeden dodatkowy posiłek, którego tu nie zamieszczam (ze wstydu), który i tak później calutki ląduje w kiblu. Są to najczęściej kanapki z białego chleba - potrafię zjeść nawet pół bochenka na raz. Czasami specjalnie sobie szykuję coś słodkie, np. naleśniki lub budyń. Opycham się tym wszystkim, popijając co trzeci kęs wodą i po wszystkim zaraz lecę do toalety. Najgorsze jest to, że nie czekam do momentu aż jestem syta i już praktycznie nie chce mi się jeść, tylko do momentu aż wszystko zjem, to co sobie uszykowałam, a specjalnie szykuję maksymalnie dużo.

Nikt tego nie widzi. Objadam się w samotności.
Najgorsze jest to, że takie kontrolowane objadanie się, z zamiarem natychmiastowego wymiotowania, pomaga mi w kontrolowaniu pozostałych posiłków. Dzięki temu nie podjadam pomiędzy nimi, nie mam na to ochoty. Z drugiej zaś strony wykańczam swój organizm.

Wstydzę się tego i naprawdę chcę z tym skończyć. To się powoli zamienia w coś strasznego, ale jako ofiara tego gówna nie myślę racjonalnie i nie potrafię sama się z tym ogarnąć Już nie wiem co mam robić. To mnie przerasta. Ciągle się oszukuję, że ten ostatni raz jest na prawdę tym ostatnim, ale najczęściej tak nie jest. Mam ochotę umrzeć.

Przepraszam tych, których zawiodłam.
  • awatar minnienote: całkiem niedawno jedna z pingerowiczek na mój podobny wpis napisała mi coś, co mi uratowało dupę. Teraz przeczytasz to Ty. Ojej :( to może trzeba do lekarza?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

sevensperfection
 
Bilans:
12:00  -  kawa z mlekiem, 1 jajko gotowane, pół pomidora (100 kcal)
15:00  -  1 duża marchewka (20 kcal)
16:30  -  talerz grochówki (300 kcal)
19:00  -  pół pomidora, 1 ogórek kiszony, 1 marchewka, 1 łyżeczka oliwy z oliwek (73 kcal)
+ 3 zielone herbaty, woda
razem ----> 493/500 kcal

ćwiczenia: 450 pajacyków i 450 brzuszków (całość 30 minut)

Wytrzymałam :)
Miałam czasami takie myśli, że szok. Ciągle planowałam co by tu sobie uszykować dobrego, objeść się i zwymiotować. Nienawidzę tego głosu, tej zakłamanej suki w mojej głowie. Nieustannie muszę ze sobą walczyć. Męczy mnie to już.

Czasami jak mi jest smutno, jak widzę moje teraźniejsze problemy z jedzeniem, chudnięciem, bulimią, przypominam sobie czasy, gdy w ogóle nie myślałam o tym co jem. Nie musiałam, byłam chuda jak patyk. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że mogłabym mieć bulimię, prędzej anoreksję, ale wtedy nie wiedziałam czym te choroby są.
Jadłam dosłownie wszystko. Uwielbiałam słodycze, colę, chipsy. Zwykłego jedzenia aż tak nie lubiłam. Miewałam momenty, że nie chciałam jeść obiadów, wtedy tata wciskał dosłownie mi jedzenie do ust, nie mogłam odejść od stołu do puki nie zjadłam wszystkiego, darł się, żebym zjadła ten pieprzony gotowany groszek, którego nienawidziłam.
Nie jadłam nie dlatego, że się odchudzałam. Nie jadłam bo mi się nie chciało, albo zjadłam coś słodkiego przedtem, albo po prostu czegoś nie lubiłam.

I te piękne czasy, gdy wracałam niekiedy do pustego domu po szkole, robiłam sobie moją ulubioną wtedy kawę rozpuszczalną z mlekiem i trzema łyżeczkami cukru, i zajadałam się przed telewizorem jakimiś słodkościami, które kupiłam sobie w sklepie. Totalny chill...
Albo we wakacje jak mi się nudziło, szłam do sklepu po ogromną paczkę chipsów, puszkę pepsi i w domu puszczałam sobie jakiś film zajadając się tymi "pysznościami". Czułam wtedy niezależność i wolność, nie przejmując się jednocześnie żadnymi problemami.

Jak słyszałam na przerwach w liceum, że dziewczyny się odchudzają i ciągle pytają co ty robisz, że tak wyglądasz, to kompletnie ich wtedy nie rozumiałam. Myślałam, że żeby wyglądać tak jak ja po prostu wystarczy nie myśleć o tym żeby schudnąć, że wystarczy nic nie robić. HAHA! Jaka ja byłam głupia. No bo w sumie ja nie musiałam sobie zawracać głowy takimi rzeczami.
Teraz żałuję, że nie rozumiałam ich wtedy, bo mogłabym im pomóc, wesprzeć jakoś, zainspirować do ćwiczeń czy coś w tym stylu.
Ja miałam wtedy inne kompleksy. Mały biust i trądzik. Strasznie byłam przez to nieśmiała i bojaźliwa. Uważałam, że jestem brzydka, nie doceniając jednocześnie tego, że jestem taka chuda i według innych dziewczyn nie miałam się czym przejmować.

I wreszcie nadszedł czas kiedy to ja muszę się użerać ze swoją wagą. Trądzik odszedł w niepamięć, mam gładką twarz. Mały biust mam nadal, ale przyzwyczaiłam się do niego i w sumie nie chciałabym mieć większego.
Dawna ja w pewnym sensie mnie inspiruje i motywuje do tego, żeby schudnąć. Daje nadzieję, że mogę znów wyglądać jak dawniej, no bo skoro kiedyś byłam chuda, to znaczy, że teraz też jest to możliwe.
 

sevensperfection
 
Sevens perfection:
Hej Kochane!

W niedzielę, poniedziałek i dziś odstąpiłam od diety i jadłam to na co miałam ochotę. Chciałam się sprawdzić, czy bez liczenia kalorii i zapisywania, tego co zjadłam będę w stanie się kontrolować. Jednak jeszcze tego nie potrafię.

Postanawiam zacząć dietę SGD, ale zmodyfikuję ją trochę i dokładam 100 kalorii do każdego dnia tej diety. Oprócz ostatniego - 30stego dnia, gdzie jest całkowity post.

Zamierzam też ćwiczyć minimum 5 razy w tygodniu i kontrolować się skrupulatnie, nie oszukiwać, nie wymiotować.
Muszę schudnąć!!! ;(

Będę dodawać tutaj bilanse przez te 30 dni, tak jak to robiłam dotychczas, ale uprzedzam, że mogą być nudne i czasem takie same. Nie codziennie chce mi się ostatnio pisać dodatkowo coś o moich uczuciach, czy co tam u mnie słychać. Nie czuję takiej potrzeby, żeby się komuś wygadać.

Od niedawna czuję się bardzo dobrze psychicznie. Nie mam ciągłego doła... może czasami jestem trochę przygnębiona, ale wtedy nic nie czuję - ani  szczęścia, ani złości, ani smutku. Po prostu nic, jak bym była w jakimś transie odcięta od świata: bez uczuć, beż rozmów, bez działania. Nie wiem czy to dobrze, ale nie jest gorzej od tego co było przedtem. A jak już mi się zdarzy coś czuć to jest to częściej szczęście lub totalny gniew i chęć rozpierdolenia wszystkiego wokół mnie. Ale to drugie trwa krótko, po parunastu minutach się uspokajam. Muszę więcej ćwiczyć, żeby się jakoś wyładować.
Nie wymiotuję od niedzieli. Na pewno przytyłam z 2 kg. Nie wiem, boję się sprawdzić. Co 10 dni będę się ważyć, więc dopiero 1 lutego sprawdzę swój stan.

Od jutra zaczynam! Oby się wreszcie udało... :(
 

sevensperfection
 
Sevens perfection:

dzisiaj przegięłam... przejadłam się. było chyba z miliard kalorii. jedyną dobrą rzeczą jest to, że nie wymiotowałam już od dwóch dni :) choć miałam ochotę, bo nie mogłam znieść tego okropnego uczucia w żołądku.

mam zamiar jutro bardzo mało zjeść, może jakieś max 500 kcal.

a6w drugi dzień zrobiony :)

krótko, ale na temat. nie mam ochoty się żalić i rozpaczać nad sobą bo już jestem tym zmęczona. stało się. mogę się tylko starać, żeby było lepiej.

Best is yet to come.
  • awatar KISS.MY.ABS: No to piona! :) ja też 2 dzień wczoraj zaliczyłam, dziś trzeci :) i od jutra 3 seeerie XDD chociaż one do końca się nie zwiększą :D i masz racje nie zamartwiaj się tak i nie użalaj nad sobą. Jeśli coś nie wychodzi powiedz sobie ,, spróbuje jeszcze raz, wszystko jest dla ludzi " ; *** buziaki kochaaaanaa ! :)
  • awatar Gwiazda21: Ooo kochana gratuluje :) mega wielki krok w przód :) oby tak dalej ;* wszystko się ułoży :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów