Wpisy oznaczone tagiem "wyobraźnia" (103)  

szalona1312
 
CO_SŁYCHAĆ_ŚWIECIE:
"Rzeczywistość jest dla ludzi,
 którym brakuje wyobraźni"
FB_IMG_1502221424746.jpg


 #Quin
 

szalona1312
 
CO_SŁYCHAĆ_ŚWIECIE: "Wielu ma rywalów książka w naszych czasach - i przez to właśnie może staje się niemodna.
Radio, Telewizja, Kino - lwią część zabrały te wynalazki z uroku książki!
Jednej rzeczy nie mogą zabrać: jej ciszy, jej milczenia.
Milczenie książki jest tym elementem, który na nas najwyraźniej działa.
Milczenie to - to czara, którą możemy napełnić własną treścią, własną wyobraźnią.
Kino, Telewizja narzucają nam obraz, nie pozwalają go uzupełnić na swój sposób.
Książka utwierdza naszą indywidualność, wybrania naszą osobowość przed atakiem wszystkiego, co brutalne, napastliwe w naszej dzisiejszej kulturze."  


188797_fantasy_dziewczyna_ksiazka_lampa_kalamarz.jpg

#Sima
 

szalona1312
 
CO_SŁYCHAĆ_ŚWIECIE:
Czasem po prostu umieramy. Tak nagle i zupełnie zwyczajnie. Lubiłam myśleć, że ludzie są jak dzwonki na wietrze, które kołyszą się wolno na nitkach i tańczą razem na wietrze. Ale czasem ten wiatr jest zbyt silny, nici zbyt słabe. Czasem urywają się gdzieś w połowie lub na początku i nie da się już związać ich końców, a dzwonek, gdy raz spadnie na ziemię, nie zadzwoni nigdy.
163359_zachod_slonca_drzewo_morze.jpg

#Sima
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Jedna z rzeczy, które podobają mi się w Tercji to to, że nie ma "konkretnej" twarzy, ponieważ czasem do niektórych sytuacji nie pasuje uśmiech czy powaga. Patrząc na Tercję jak zajada się czymś co lubi, wyobrazimy sobie, że na jej twarzy będzie uśmiech, ewentualnie może mieć wtedy zamknięte oczy. Jeżeli dostanie coś o czym zawsze marzyła, będzie zaskoczona. A wszystko to trzeba tylko sobie wyobrazić :). Dlatego oglądając moje zdjęcia, polecam abyście mieli bujną wyobraźnię i otwarty umysł :).
  • awatar Kowalski, opcje!: Z wyobraźnią akurat nie mam najmniejszego problemu. :D
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Kowalski, opcje!: I prawidłowo :D.
  • awatar Mian: Świetne to ujęłaś :D Myślę, że z moją wyobraźnia nie mam problemów, a czasami jest aż uciążliwa, heh :D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

epartnerzy
 
Kiedy łowca staje się ofiarą...

Królewskie miasto nie zasypia nigdy, ale dopiero po zmroku budzą się jego upiory. Łowca, skryty w cieniu starych kamienic, poluje na samotne kobiety, by podzielić się ich ciałami z rzeką. Ta noc będzie dla niego wyzwaniem – z prześladowcy stanie się ofiarą. Utarty schemat życia Łowcy rozpadnie się w pył, gdy mężczyźnie przyjdzie zmagać się z podobną mu, choć o wiele potężniejszą istotą – estrią.

Stare legendy czasem ożywają, by zawładnąć ludzką wyobraźnią. Na żydowskim Kazimierzu czają się one tuż pod powierzchnią życia, wystarczy tylko zeskrobać nieco tynku z zaniedbanych ścian, poruszyć luźną cegłę, wejść do małego antykwariatu pełnego rupieci, by znaleźć się w innej epoce i czasie minionym. Ina – polska szlachcianka – egzystuje od wieków pod postacią żydowskiego demona; czuje jednak, że jej czas dobiega końca. Wybrała Łowcę na powiernika swojej historii, a może kogoś znacznie więcej…

W powieści teraźniejszość splata się z historią i mitem, tworząc współczesną baśń o ludzkich pragnieniach i przekraczaniu granic w pogoni za ich zaspokojeniem.

Promocja tylko 31 października 2015 r. - sprawdź na stronie:
epartnerzy.com/okazja-dnia.xml

Poza promocją publikację znajdziesz na stronie:
epartnerzy.com/(…)ziemia_wypelnisz_jej_usta_p41340.…

Książka w formacie EPUB (bez zabezpieczeń DRM) na PC, e-czytniki, smartfony i tablety. Możliwość pobrania PDF z poziomu Biblioteki (dla zarejestrowanych).

Darmowy fragment:
aspiracja.com/(…)ziemia_wypelnisz_jej_usta_ebook.pd…

Ziemią wypełnisz jej usta - ebook.jpg
 

tusia25
 
Kiedy dotarliśmy pod mój dom i nie zastaliśmy mamy, Jacob uparł się, że ze mną zostanie.
- Nie...- powiedziałam- Musisz wrócić do domu, do gości.
- Ale...
- Poradzę sobie, naprawdę. Jedź.- wymusiłam uśmiech na twarzy.
- Eh... No dobrze, przyjadę do ciebie jutro z samego rana.
- Mhm...- ziewnęłam i Jake mnie przytulił.
- Dobranoc, śpi dobrze. Lepiej weź coś na ten ból głowy.- rzekł, po czym pocałował mnie w czoło. Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do pokoju.
Wykończona, położyłam się na łóżku. Mimo ogromnego zmęczenia, nie zamierzałam iść spać. Zaczęłam odtwarzać w głowie dzisiejsze wydarzenia. Świetnie bawiłam się na imprezie, gdy nagle poczułam ten ból. Był tak wszechogarniający, że czułam go w każdej komórce mojego ciała. Myślałam, że nie wytrzymam. Całemu wydarzeniu przypatrywał się ojciec Jacoba. Było to bardzo dziwne, bo w ogóle nie zareagował na to, co się działo. W dodatku ten znajomy głos w mojej głowie...
Usiłowałam przypomnieć sobie do kogo on należy. Zaraz.... To przecież niemożliwe... A może jednak...
Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Było tylko jedne miejsce, do którego mogłam się teraz udać. Tylko jedna osoba, z którą mogłam szczerze porozmawiać.

Przebrałam się w wygodniejsze rzeczy, włosy związałam w kucyka. Ułożyłam kołdrę tak, żeby wydawało się, że pod nią ktoś leży. Wiem, kiepski pomysł, ale nie miałam czasu na wymyślenie czegoś bardziej sensownego. Otworzyłam okno i z łatwością zeskoczyłam.
Wraz z przypływem adrenaliny, moje ciało nie odczuwało już zmęczenia. Biegłam ile sił w nogach, aż dotarłam na skraj lasu.
- Vey!- zaczęłam krzyczeć. Nie wiedziałam, czy to coś da, jednak miałam taką nadzieję- Vey!- powtórzyłam- To ja, Stella! Musimy porozmawiać!
Dobrze, że nikt nie zapuszcza się na te tereny, inaczej pomyślałby, że jestem jakąś wariatką.
Po chwili usłyszałam szelest liści. Spojrzałam w tamtym kierunku i go zobaczyłam. Przyszedł do mnie, mimo że zostawiłam go na sześć miesięcy. Nie wiedząc, co właściwie robię, podbiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję. Z moich oczu pociekły łzy. Tak bardzo za nim tęskniłam.
- Hej, Stello- powiedział.
- Ja cię tak strasznie przepraszam- wyjąkałam- Bardzo mi głupio, że zostawiłam cię na tak długo. Miałeś rację... Ja...
Poczułam, że Vey podnosi moją brodę, żebym spojrzała mu w oczy. W te wspaniałe oczy, w kolorze świeżej trawy, które sprawiały, że czułam się bezpieczna. Kciukiem starł łzy z mojego policzka.
- Nie płacz już. Wszystko będzie dobrze. Nie jestem na ciebie zły. Wiem też, dlaczego tu przyszłaś.
- Jak to?- Nie kryłam zdziwienia na mojej twarzy.
-Stello, każdego dnia byłem przy tobie. Ty mnie nie widziałaś, ale zawsze dotrzymywałem ci kroku. Musiałem wiedzieć, czy jesteś bezpieczna.
Po tych słowach zrobiło mi się ciepło na sercu, a na twarzy pojawił się uśmiech.
Czuwał nade mną przez ten cały czas. Miałam swojego anioła stróża.
- Czyli wiesz, dlaczego tu jestem?- zapytałam wtulona w jego pierś.
- Domyślam się. Chodź- rzekł i chwycił mnie za rękę.
- Dokąd?
- Do pałacu- uśmiechnął się promiennie i weszliśmy w głąb lasu.
  • awatar gość: Buuuuu, czemu takie krótkie? :( Mam taką mała nadzieję, że Stella zerwie z Jacobem dla Vey'a, ale ciiii, ja nic nie mówie. No, no akcja się rozkręca. Czekam na ciąg dalszy! O i jeszcze takie pytanko: kiedy "Wiecznie Żywa"? :)
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Świetny!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

tusia25
 
Zaraz po lekcjach poszłyśmy z Jessicą do galerii. Po godzinie poszukiwań znalazłyśmy odpowiedni strój kąpielowy. Potem poszłyśmy do mojego domu. W przedpokoju spotkałyśmy moją mamę.
- Cześć córeczko. Witaj Jess. Gdzie byłyście?- zapytała.
- W galerii, po strój kąpielowy- Wyszczerzyłam się do niej.
- A z jakiej to okazji?
- Idziemy na imprezę do Jacoba- wyjaśniła- Jeżeli oczywiście nie masz nic przeciwko- dodałam szybko.
- O której ?
- O 18.
- No dobrze- uśmiechnęła się i spojrzała na zegarek- Dochodzi 17, idźcie się przygotować.
- Dzięki, mamo- przytuliłam ją i poszłyśmy do pokoju.
Jedynym elementem naszego makijażu był wodoodporny tusz do rzęs. Spięłyśmy nasze włosy i ubrałyśmy stroje. Jessica kupiła sobie czarny, ja natomiast kremowy w białe kropki. Uśmiechnięte i gotowe na imprezę, wyszłyśmy z domu.

Gdy dotarłyśmy na miejsce, mina Jessiki sprawiła, że wybuchnęłam śmiechem.
- To jego dom?- spojrzała na mnie zdziwiona.
- Owszem- powiedziałam i wyszłam z samochodu- Też tak zareagowałam- zapewniłam ją, po czym weszłyśmy do budynku. Od razu uderzyły w nas basy głośnej muzyki. Wszędzie leżały balony i serpentyny. Sufit pokryty był licznymi lampkami, które mieniły się różnymi kolorami. Na stołach rozłożyone były przekąski i napoje. Przeciskałyśmy się przez tłumy ludzi, którzy się do nas uśmiechali, po mimo tego, że ich nie znałyśmy. Gdy dotarłyśmy do basenu, zewsząd rozległy się śmiech i krzyki. Dziewczyny, które rzekomo wypoczywały na leżakach, szeptały coś do siebie, chichocząc i spoglądając na chłopców. Ci, natomiast wskakiwali do wody i robili wyścigi, żeby im zaimponować. Wszyscy byli przystojni i wysportowani, ale mnie interesował tylko jeden, który szedł w moim kierunku. W dodatku był bez koszulki. Wyglądał zjawiskowo z tym zawadiackim uśmiechem na ustach. Podszedł do mnie i musnął lekko moje wargi.
- Cieszę się, że jesteś. - powiedział.
- Ja też- przytuliłam się do niego. Po chwili poczułam, że tracę grunt pod nogami. Jake przerzucił mnie przez ramię i dobrze wiedziałam, co mnie teraz czeka. Szedł w stronę basenu.
- Nieee!- krzyknęłam i zaczęłam się śmiać.- Puść mnie!
- Taki los czeka na spóźnialskich.- wybuchł śmiechem- Gotowa?- nie zaczekał na moją odpowiedź i wskoczył do wody. Po krótkiej chwili wynurzyliśmy się z basenu, czemu towarzyszyły głośne oklaski i wiwaty. Szybko wyszłam z wody, co było błędem, bo od razu zrobiło mi się zimno. Byłam cała mokra. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu i otulił mnie ręcznikiem. Był to Jake.
- Chodź do środka- powiedział, a ja kiwnęłam głową.
Po chwili siedzieliśmy w jego kuchni.
- Mogłeś chociaż pozwolić ściągnąć mi ubranie.- rzekłam, szczękając zębami.
- Cóż... Kusząca propozycja, ale wtedy nie byłoby takiej frajdy- zaczął się śmiać, przez co prawie wylał sok pomarańczowy.
- Dla kogo było...- nie dokończyłam, bo poczułam niesamowity ból głowy. Był tak nagły, że wypuściłam szklankę z rąk. Czułam się, jakby ktoś wbijał mi tysiące igieł.
- Stello, co się dzieje?- pojawił się przy mnie zaniepokojony Jacob.
- Nie wiem... Moja głowa...- chwyciłam się za skronie, z moich oczu pociekły łzy. Zobaczyłam, że ktoś stoi przy drzwiach. Był to tata Jacob'a. Stał tam i wpatrywał się we mnie intensywnie, w ogóle niewzruszony tym, co się dzieje. Nagle w mojej głowie rozległ się dziwnie znajomy głos.
- Stello... Wreszcie cię znalazłem. Wiedziałem, że to ty. Wkrótce się spotkamy, obiecuję- ten ktoś zaczął się głośno śmiać. Wtedy ból ustał.
- Jake...- wyszeptałam- Zabierz mnie do domu.
- Lepiej od razu chodźmy do lekarza, musi...
- Nie- przerwałam mu- To tylko migrena, to przez ten hałas...- byłam bliska płaczu- Proszę, chcę do domu.
- Dobrze kochanie. Już jedziemy, tylko proszę, nie płacz już.- wyszeptał mi do ucha, gdy niósł mnie na rękach do auta.
  • awatar gość: Uuuu... ale się porobiło! Jacob w dalszym ciągu wydaje mi się podejrzany, ale teraz... tak się nią zajął i w ogóle. Stella będzie miała kłopoty, ale trzymam za nią kciuki! Cóż mogę powiedzieć- NIE MOGĘ DOCZEKAĆ SIĘ NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU! :D
  • awatar gość: To jest EKSTRA!!!!!!
  • awatar m.a.n.d.a.r.y.n.k.a: Rzucam Ci wyzwanie. A oto one: Przez 58 dni codziennie na blogu pojawiają się notki. Podejmiesz to wyzwanie ?m.a.n.d.a.r.y.n.k.a.pinger.pl
Pokaż wszystkie (5) ›
 

kolorowa115
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

tusia25
 
"Pocałował cię? Ale czad! I jak było?"- odczytałam treść liściku, który podrzuciła mi Jessica. Co za niecierpliwa dziewczyna! Uśmiechnęłam się.  Siedziałyśmy na nudnej lekcji fizyki. Wysoki, w średnim wieku nauczyciel zawzięcie opowiadał o termodynamice. Nawet nie zauważył, że od początku lekcji, piszemy liścicki. "Tak, to prawda. Świetnie całuje"- odpisałam bez zastanowienia.

“Jakieś szczegóły?”


" Później ci pow..."- nie dokończyłam, bo ktoś zabrał mi kartkę sprzed nosa. Podniosłam wzrok- był to nauczyciel. Ledwo spojrzał na kartkę, a na jego ustach pojawił się uśmiech. Był rozbawiony, a może trochę zawstydzony.
- Ekhm..- odchrząknął- cóż... Myślałem, że dowiem się czegoś nowego o termodynamice. A tu taka niespodzianka. Przynajmniej wiemy teraz, że Jacob Soft dobrze całuje.- uśmiechnął się i oddał mi kartkę.
Myślałam, że spalę się tam ze wstydu. Dosłownie czułam jak się czerwienię. Czemu musiał powiedzieć to na głos? Schowałam twarz we włosach. Najchętniej uciekłabym teraz jak najdalej stąd. Nie chciałam słyszeć tych śmiechów i cichych komentarzy. Super, teraz cała szkoła się o tym dowie. Już lepiej być nie może. Właściwie to nie wiem, czemu sie tak tym przejmuję. Przecież wszyscy wiedzą o tym, że jesteśmy parą. A chyba całowanie się to normalna rzecz w związku, prawda?
- Było to wasze pierwsze przewinienie- z rozmyślań wyrwał mnie głos nauczyciela- więc tym razem wam odpuszczę. Ale żeby było jasne, nie życzę sobie czegoś takiego na mojej lekcji. Na czym to ja... Ah, tak...- powiedział i wrócił do tematu.
Spojrzałam na Jessicę, która nie mogła powstrzymać śmiechu. No nie, ona też? Skarciłam ją wzrokiem, co jeszcze bardziej ją rozśmieszyło. Mam dość, pomyślałam i oparłam głowę na rękach, udając, że choć trochę jestem zainteresowana wywodami nauczyciela.

Kiedy zadzwonił dzwonek pośpiesznie wyszłam z klasy. Podbiegłam do swojej szafki. Jessica poszła za mną. Na miejscu czekał już na mnie Jacob.
- Hej dziewczyny- przytulił mnie.
- Hej- burknęłam.
- Ej, co jest?- zapytał.
- To, że nauczyciel przeczytał na głos mój liścik.- wyjaśniłam.
- No i co w tym złego?
- Napisałam tam, że dobrze całujesz- powiedziałam, gdy byliśmy już na parkingu.
- Ooo- uśmiechnął się- A jest tak ?
Znowu się zarumieniłam.
- Może...- i jakby chciał mi coś udowodnić przylgnął ustami do moich ust. Przyjemne dreszcze rozeszły sie po całym moim ciele. Jego usta ciepłe i takie pełne oraz ramiona, które mocno mnie do siebie przytulały, dawały mi poczucie bezpieczeństwa.
- Gołąbeczki... Też tu jestem- powiedziała Jess, tym samym przerywając nam pocałunek. Niechętnie się od niego odsunęłam.
- Wybacz Jess- rzekłam i się uśmiechnęłam, moja przyjaciółka odpowiedziała mi tym samym.
- Mam do was sprawę- zaczął Jake- Organizuję dziś wieczorem imprezę przy basenie i oczywiście, jesteście zaproszone.
- Ale czad! Będę na bank!- krzyknęła Jessica.
- Super! A ty Stel?
- Oczywiście, przecież musi cię ktoś pilnować- mrugnęłam do niego, a on się roześmiał- O której?
- O 18, przyjadę po ciebie- rzekł.
- Emm... Nie dzięki, zabiorę się z Jess.
- Jak chcesz. To do zobaczenia wieczorem- pocałował mnie na pożegnanie i wsiadł do swojego auta. Patrzyłam za nim, dopóki jego samochód nie zniknął za zakrętem.
____________________________________________________

Witajcie :) Dość długo mnie tu nie było. Miałam mnóstwo nauki, potem byłam na wycieczce i w ogóle nie znalazłam czasu na pingera.
Ale dziś już w mojej szkole była rada pedagogiczna, zatwierdzenie ocen, więc teoretycznie od dzisiaj zaczęły się już wakacje.
No właśnie! Wakacje. Czaicie, że zostało jeszcze tylko 13 dni szkoły?! Dla mnie to jest świetna wiadomość. Wreszcie może troche odpocznę. Jakie są wasze plany na tegoroczne wakacje? Piszcie śmiało ;)
  • awatar gość: Szczerze to mam do chłopaka Stelli mieszane uczucia. Rozdział jak zwykle ciekawy, ale mam wrażenie, że odchodzisz od głównego wątku opowiadania czyli o tytułowym "przeznaczeniu" i skupiasz się bardziej na relacjach Stelli i Jacoba. Czekam na więcej ;)
  • awatar Kochająca Książki *.*: @Zorena: Rzeczywiście, odchodzę pd głównego wątku, ale gwarantuje, że w następnych rozdziałach nie zabraknie emocji ;)
  • awatar gość: @Kochająca Książki *.*: Więc czekam z niecierpliwością :D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

tusia25
 
Usłyszałam dokuczliwe brzęczenie. Powoli otworzyłam powieki. Dryń, dryń. Niechętnie podniosłam rękę i skierowałam ją na nocną półkę. Leżał tam mój telefon. To on nie pozwalał mi spać. Odsunęłam włosy z twarzy i z wciąż zamkniętymi oczami, odebrałam.
- Halo...- musiałam odchrząknąć, bo mój głos był niewyraźny.
- No nareszcie! Śpiąca Królewna raczyła odebrać telefon!- była to Jessica, wyraźnie się niecierpliwiła, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi.
- O czym ty mówisz?- spytałam zdezorientowana.
- Jest poniedziałek. Szkoła. Godzina 7.40. Mówi ci to coś?- na te słowa zerwałam się z łóżka.
- Rzeczywiście... Dobra, daj mi 15 minut- podbiegłam do szafy- Do zobaczenia.
- Obyś się nie spóźniła.
Ubrałam czarne rurki i białą koszulę w czarne kropki. Wbiegłam do łazienki.
Wyglądałam tragicznie. Poplątane włosy, resztki tuszu w kącikach oczu, cienie pod oczami. Wiedziałam, jaka była tego przyczyna.
Wróciłam późno od Jacoba i zmęczona, niestarannie zmyłam makijaż i się przebrałam.
Ale na wspomnienie wczorajszego dnia robiło mi się ciepło na sercu. Wciąż czułam jego ciepłe usta, jego bezpieczny uścisk, jego cynamonowy zapach.
Spojrzałam jeszcze raz w lusterko. Umyłam dokładnie zęby i twarz. Cienie zakryłam korektorem, na rzęsy nałożyłam odrobinę tuszu, przypudrowałam policzki i pomalowałam usta błyszczykiem.
Włosy spięłam w koński ogon.
Wybiegłam z pokoju, omal nie zapominając o plecaku.
W kuchni mama przywitała mnie karcącym spojrzeniem.
- Spóźnisz się. Przygotowałam ci śniadanie, żebyś zaoszczędziła trochę czasu.
- Dzięki m mamo- dałam jej szybkiego buziaka w policzek- Zobaczysz! Nie spóźnię się!- krzyknęłam, wychodząc z kuchni ze śniadaniem w dłoni. Pośpiesznie ubrałam białe conversy i założyłam czarną ramoneskę i już mnie nie było. Zdążyłam tylko powiedzieć "pa".
Wsiadłam na rower, jechałam najszybciej jak tylko mogłam. Wiatr rozwiewał moją i tak niestarannie ułożoną fryzurę. Ale mi to nie przeszkadzało.
Dojechałam pod szkołę po około pięciu minutach. Od razu zobaczyłam Jessicę. Stała z rękoma skrzyżowanymi na piersi, niecierpliwie tupiąc lewą nogą. Wyglądało to bardzo śmiesznie.
- Ileż można na ciebie czekać?- zapytała z kaprysem na twarzy, gdy do niej podjechałam.
- Cześć Jess. Miło mi cię widzieć, u mnie wszystko w porządku.- dokuczyłam jej, śmiejąc się przy tym. Rysy twarzy Jessicy złagodniały, a kąciki ust lekko drgnęły.
- Masz rację, cześć- uśmiechnęła się. Przytuliła mnie lekko.- No więc, opowiadaj!
- Ale co?- udałam, że nie wiem, o czym ona mówi.
- No wiesz, o randce z Jacobem!
- Hmmm... Czy powinnam ci powiedzieć?
- Daj spokój Stel- oburzyła się.
- Dobrze, już dobrze. Było... Niesamowicie.
Pokaż wszystkie (7) ›
 

tusia25
 
Jechaliśmy już dobre piętnaście minut. Nagle skręciliśmy w wąską uliczkę. Na jej końcu stała willa.
- Gdzie jesteśmy?- zapytałam, kiedy Jacob otworzył mi drzwi samochodu.
- Witaj w moich skromnych progach- uśmiechnął się.
- To... To jest twój dom?- zapytałam z niedowierzaniem. Chłopak kiwnął głową. Moje usta otworzyły się, tworząc literę "O".
Jacob się zaśmiał. Przepuścił mnie przez bramę. wszystko wyglądało idealnie. Trawnik i krzewy równo przystrzyżone, wokół ogromnych drzew, cała masa kolorowych kwiatów. Długa ścieżka prowadziła do schodów. Dom był pomalowany na beżowo, a szklane okna i kwiatowe mozaiki zdobiły jego ściany.
W środku też było pieknie. Klasyczny wystrój, prostota, a zarazem wspaniała i subtelna elegancja.
Weszliśmy do dużego pomieszczenia, prawdopodobnie salonu. Na środku stała czarna, skórzana kanapa, z bordowym nakryciem. Obok niewielki, czarny stolik. Naprzeciwko okna stał duży telewizor, a nieopodal półki z kwiatami. Szare ściany zdobiły czarno- białe fotografie.
Chłopak poprowadził mnie do następnego pokoju. Była to jadalnia. Tym razem na szarych ścianach wisiały różnorodne pejzaże. W kącie stał zabytkowy gramofon. Czy ktoś ich w ogóle jeszcze używa?
Centralne miejsce zajmował nakryty już stół. Biały obrus obsypany był płatkami czerwonych róż.
Jake odsunął mi krzesło i poprosił, żebym usiadła.
- Dziękuję, panie Soft- uśmiechnęłam się.
- Cała przyjemność po mojej stronie, panienko Johnson.- rzekł i zajął swoje miejsce- Podano do stołu- sięgnął po pokrywkę z mojego talerza. Od razu poczułam, że mój nos wypełnia wspaniała woń. Pachniało cudownie, wyglądało również bardzo smacznie. Wzięłam na widelec pierwszy kęs i włożyłam go do ust.
- Mmmm... - wyrwało mi się- To jest pyszne!
- Cieszę się, że ci smakuje.
Resztę posiłku spędziliśmy w ciszy, delektując się kolacją.
Po zjedzeniu Jacob wstał i podszedł do gramofonu. Włączył wolną piosenkę. Wiedziałam, co mnie czeka.
Wyciągnął do mnie dłoń, kłaniając się teatralnie.
- Czy mogę prosić?- uśmiechnął się szelmowsko. Na początku chciałam odmówić,  ale zgodziłam się pod wpływem jego spojrzenia. Chłopak ujął moją dłoń. Drugą położył mi na talii, a moja spoczęła na jego ramieniu.
Oparłam głowę na jego piersi, przez co staliśmy jeszcze bliżej. Powoli kołysaliśmi się w rytm muzyki. Nagle Jacob odchrząknął.
- Co się stało?- zapytałam zdziwiona - Stanęłam ci na nodze?
Chłopak był wyraźnie rozbawiony moim pytaniem.
- Nie głuptasie- uśmiechnął się, lecz po chwili jego twarz nieco sie zmieniła. Wyglądał jakby bił się z myślami.
- Czy, czy ty masz jakieś znamię?- wyrzucił z siebie. Co mu przyszło do głowy, żeby pytać się o takie coś?
- Taaak- odparłam zmieszana. - Dlaczego pytasz?
- Z ciekawości- zawahał się na chwilę- A gdzie je masz i jak ono wygląda?
Dziwne, dlaczego go to tak ciekawi. Przecież to zwykłe znamię! Może po prostu chce dowiedzieć się czegoś więcej o mnie. Zdecydowałam, że mu odpowię.
- Mam niewielkie znamię, jakby w kształcie motyla, przy lewym ramieniu.
- Aha.
Co to miało być? Aha? Naprawdę dziwne.
- Podniósł kciukiem moją brodę, żebym na niego spojrzała. W te jego wspaniałe oczy, w których można sie zatracić. - Gniewasz się na mnie?
- Nie, no coś....- i to mu wystarczyło.
Zbliżył swoją twarz do mojej. Przylgnął do mnie ustami. Całował mnie czule i delikatnie, a zarazem namiętnie. Jego ciepłe wargi idealnie pasowały do moich. Włożyłam swoje dłonie w jego gęste włosy, on trzymał mnie za talię. Nareszcie, to się dzieje!- krzyknęłam w duchu. Czułam, że ogarnia mnie niepohamowana euforia. Przez całe ciało przechodziły przyjemne dreszcze.
Jacob powoli odsunął swoje usta od moich. Nie chciałam, żeby przerywał. Tym razem to ja go pocałowałam. Zaśmiał się lekko i oddał pocałunek. Kiedy już nie mogłam złapać oddechu, niechętnie się od niego odsunęłam. Oparł swoje czoło o moje. Staliśmy patrząc sobie w oczy.
- Kocham cię, Stello- szepnął. Poczułam, że ogarnia mnie ciepło, dreszcze przechodzą po całym ciele, a usta składają sie do uśmiechu. Byłam chyba najszczęśliwszą osobą na tym świecie!
- Ja ciebie też- rzekłam i mocno go do siebie przytuliłam. Chciałam już nigdy nie puszczać go z objęć. Chciałam, żeby ta chwila trwała jak najdłużej.
  • awatar gość: Już wcześniej sądziłam, że Jacob jest jakiś podejrzany, ale teraz jestem prawie pewna, że on coś knuje...Bardzo ciekawy rozdział, czekam na więcej ;)
  • awatar ωєяσиιкѕѕѕ: uhuhu, nie mogę się doczekać kolejnej części. ^^
  • awatar Olive ♥ Monster High: Swietne:) zazdroszcze osoba ktore potrafia (i ktorym sie chce) tak swietnie pisac:) mi czasami cos siedzi w glowie ale nie potrafie dobrac slow xd Czekam na kolejna czesc!
Pokaż wszystkie (4) ›
 

tusia25
 
Biegłam przez ciemny las. Uciekałam. Wiedziałam, że ktoś mnie goni. Był nieludzko szybki. Potknęłam się i przecięłam sobie kolano. ON, jakby wiedziony zapachem krwi, zjawił się przy mnie w ułamku sekundy. Rzucił się na mnie i zatopił swoje kły w moim ciele. Z mojego gardła wyrwał się przeraźliwy krzyk. I wtedy się obudziłam. Byłam zalana potem, ciężko oddychałam. Nie byłam podpięta do aparatury. Wsłuchałam się w odgłos kapiącej kroplówki. Kap, kap. Uspokajałam się. Rozejrzałam się po pokoju. Było ciemno, więc niewiele widziałam. Wiedziałam tylko, że nie jest to to samo pomieszczenie, w którym obudziłam się pierwszy raz. Wciąż czułam ból na szyi, lecz nie był on już tak doskwierający. Dotknęłam tego miejsca, było owinięte bandażami.
Nagle zobaczyłam, że ktoś do mnie pochodzi.
- Słyszałem krzyk- był to doktor Larry- Co się stało?
- Miałam okropny sen.
- Ale czy wszystko już w porządku?
- Tak... To znaczy nie. Nic nie jest w porządku. Proszę, niech mi pan powie co się ze mną stało.
- Myślę, że teraz jest nieodpowiednia pora- rzekł spokojnie- Powinnaś iść spać.
- Pan coś wie. Proszę, chcę wiedzieć.
- Tak, jak ci już mówili rodzice, zostałaś zaatakowana przez zwierzę.
- Nieprawda. To byli mężczyźni. Widziałam ich. Uciekałam, starałam się, ale oni byli zbyt szybcy. Lucas... Tak miał chyba na imię, ugryzł mnie- opowiadałam- Czułam się, jakbym miała umrzeć.- zaczęłam płakać, a lekarz przysłuchiwał mi się z wyraźnym smutkiem- W głębi duszy tego właśnie chciałam. Miałam już dość cierpienia. To było straszne. A wtedy zjawili się oni. Kim byli ci, którzy mnie znaleźli?
- To był mój bratanek Christopher z kolegami- wyjaśnił.
Ten nieziemsko przystojny chłopak, który jest nowy w szkole? Zaśmiałam się w duchu. Kąciki ust lekarza lekko się uniosły. Tylko dlaczego?
- Co oni tam robili?- dopytywałam się.
- Byli na... Spacerze i cię znaleźli.
- Pan też wierzy w atak zwierzęcia- stwierdziłam fakty.
- Tak- zawahał się- Nic innego nie mogło cię tak ugryźć.
- Czemu nikt mi nie wierzy?- zapytałam zrozpaczona.
- Rose, uderzyłaś się mocno w głowę. To, co widziałaś nie było prawdziwe.
Czyli oni myślą, że zwariowałam, pomyślałam i obróciłam się w drugą stronę.
- Doktorze...
- Tak?
- Czy... On, to znaczy Chris może mnie odwiedzić?
- Zapytam się go, obiecuję. Ale na razie to powinnaś iść spać, dobrze?
- Mhmm... Dziękuję.
Próbowałam zasnąć, jednak nic z tego. Przewracałam się z boku na bok. Myślałam o tym, czy faktycznie zostałam pogryziona przez zwierzę. Może wszyscy mają rację? Może po prostu zwariowałam?
Nagle usłyszałam rozmowę dochodzącą zza drzwi. Rozpoznałam głos doktora Larry'ego. Rozmawiał z kimś... O mnie?
Wiedziałam, że jestem bardzo słaba, ale wstałam z łóżka. Odpięłam kroplówkę, zakręciło mi się w głowie. Mimo to, chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

tusia25
 
Minął już miesiąc odkąd chodzę do nowej szkoły. Można uznać, że od dwóch tygodni Jacob jest moim chłopakiem. Naprawdę dobrze nam się układa. Wczoraj zaprosił mnie na randkę. Odrazu się zgodziłam! Jestem bardzo szczęśliwa.
To nasze pierwsze takie spotkanie. Moja pierwsza w życiu randka. Tak, pierwsza. Jakoś wcześniej nie miałam ochoty, po prostu nie czułam takiej potrzeby, żeby się z kimś umawiać.
A teraz? Jestem wniebowzięta! Wreszcie komuś na mnie zależy.
Nie powiedziałam o tym jeszcze nikomu oprócz mamie, dlatego postanowiłam napisać do Jessicy. Przez ten miesiąc spędziłyśmy dużo czasu, więc lepiej ją poznałam. Okazała się być wspaniałą dziewczyną i przyjaciółką.

“Hej Jess. Ważna sprawa. Potrzebuję twojej pomocy!”


Po chwili przyszła odpowiedź:

“Cześć, co się stało?”


“Jacob zaprosił mnie na randkę”


“No nareszcie! Już do ciebie idę!”


"Okey"- napisałam.

Po dwudziestu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Otworzę!- krzyknęłam i zeszłam na dół. Jessica napawała optymizmem, gdy weszła do mojego domu.
- Dzień dobry pani Amando!- przywitała się.
- Cześć Jess!- krzyknęła mama z kuchni.
- Opowiadaj- poprosiła moja przyjaciółka.
- Nie tutaj. Chodź na górę.
Gdy weszłyśmy do pokoju od razu usłyszałam Jessicę.
- No więc?- ponagliła mnie. Usiadłam na łóżku.
- To było wczoraj, gdy wracaliśmy do domu. Chwycił mnie za rękę i zaproponował, a ja oczywiście się zgodziłam.- powiedziałam.
- Na kiedy jesteście umówieni?
- Na dzisiaj. Przyjdzie po mnie o 18.
- Dziewczyno, jest już 16.30!- krzyknęła.
- Wiem! Dlatego potrzebuję twojej pomocy. Mogę na ciebie liczyć?
- Oczywiście. Idź weź sobie kąpiel, a ja w tym czasie przygotuję ci jakieś ubrania. Dobrze?
- Jasne. Kochana jesteś.
- No wiem- mrugnęła do mnie.
Poszłam do łazienki i nalałam sobie gorącej wody, wlałam do niej płyn i weszłam do wanny. Poczułam się taka rozluźniona. Całe napięcie ze mnie zeszło. Nagle usłyszałam pukanie.
- Stel, żyjesz jeszcze?- powiedziała z nutką rozbawienia.
- Tak- roześmiałam się- Która godzina?
- Już 17.
- O cholera! Już wychodzę.
Zawinęłam włosy w ręcznik, ubrałam szlafrok i wyszłam. Kiedy zobaczyłam, co przyszykowała dla mnie Jessica, odebrało mi mowę.
Była to biała sukienka z dwoma wcięciami po obu stronach. Do tego wybrała białe baleriny, złoty naszyjnik i bransoletki.
- Wow. Zupełnie zapomniałam o tej sukience.
- No widzisz- uśmiechnęła się- Idź się lepiej ubierać.
- Racja.
Po pięciu minutach wróciłam do niej.  W ręce trzymała suszarkę.
- Teraz włosy. Zapraszam- wskazała na krzesło przy toaletce.
Jessica starannie osuszyła mi każde pasmo. Zostawiła je rozpuszczone, bo stwierdziła, że w takich wyglądam najlepiej. Jedynie końcówki lekko podkręciła lokówką.
- No dobrze, jeszcze makijaż- zamyśliła się na chwilę, a potem wzięła się do pracy. Lekko przypudrowała mi policzki, na rzęsy nałożyła tusz, na usta zaś błyszczyk.
- Voila!- rzekła najwyraźniej z siebie dumna.
- Wow... Jess to... Brak mi słów! Dziękuję ci tak bardzo!- przytuliłam się.
Nagle rozległ sie dźwięk dzwonka.
- To pewnie Jacob. No leć na dół!
- Dziękuję- powiedziałam jeszcze raz i ponownie się przytuliłam.
- Liczę, że opowiesz mi każdy szczegół- dodała z uśmiechem.
- Co tylko zechcesz- odpowiedziałam schodząc po schodach. Po drodze spotkałam mamę.
- I jak?- zapytałam.
- Wyglądasz cudownie. Baw się dobrze, tylko nie wróć za późno.
- Dobrze mamo, paa.
Gdy otworzyłam drzwi, zobaczyłam bukiet czerwonych róż.
- Witaj Stello. To dla ciebie.
- Cześć. Są piękne, dziękuję- pocałowałam go w policzek- To jak, jedziemy?- kiwnął głową i wyciągnął rękę. Chwyciłam ją i dałam się poprowadzić do auta. Jacob wyglądał niesamowicie. Miał dżinsową koszulę, której rękawy były lekko podwinięte i trochę cemniejsze spodnie. Dodatkiem były czarne okulary. Chłopak także mi się przyjrzał. Widać było, że jest pod wrażeniem.
- Wow- rzekł- Piękne wyglądasz- szepnął mi prosto do ucha, kiedy otwierał mi drzwi. Poczułam jego oddech na szyi, przeszedł mnie dreszcz.
- Dziękuję- zarumieniłam się.
- Gotowa?
- Oczywiście- odparłam zadowolona.
__________________________________
Sukienka Stelli

images-19.jpeg


Ubranie Jacob'a


images-15.jpeg

Bukiet róż

images-11.jpeg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

tusia25
 
Znacie to uczucie, gdy całe cierpienie w jednej chwili znika? Gdy czujecie upragnioną ulgę? Gdy myślicie, że już nigdy was to nie dopadnie, że już po wszystkim? No właśnie.
Doświadczyłam tego uczucia tylko przez chwilę. Myślałam, że umarłam. Ale gdybym nie żyła, to chyba słyszałabym pikającej aparatury, prawda? W dodatku ten niesamowity ból na szyi. Tego też bym zapewne nie czuła. Zmusiłam się do otworzenia oczu. Powieki wydawały się takie ciężkie. Z trudem zamrugałam. Byłam prawdopodobnie w szpitalnej sali. Jasne światło bardzo raziło mnie w oczy. Spróbowałam podnieść rękę. Nic to nie dało, byłam taka słaba.
Nagle zobaczyłam, że ktoś do mnie podchodzi. Przyjrzałam się postaci i była to moja mama. Miała zatroskaną minę, oczy czerwone od płaczu.
- Rose... Słyszysz mnie kochanie?- była bardzo przestraszona. Z trudem kiwnęłam głową.
- Steve. Obudziła się- przy jej boku pojawił się mój tata.
- O, jak dobrze! Pójdę po lekarza. - rzekł uradowany.
- Gdzie...- zaczęłam ledwo słyszalnie.
- Ciii... Nic nie mów. Już jest dobrze- odparła mama, tak jakby to sobie chciała uświadomić tą myśl.
W tej chwili podszedł do mnie lekarz. Wyglądał zbyt młodo. Miał kasztanowe, krótkie, kręcone włosy i jasną cerę. Na czole malowała się jedna zmarszczka, która wcale nie ujmowała mu urody. Czarne oczy patrzyły przyjaźnie.
- Witaj Rose. Jestem dr. Larry. To dobrze, że się obudziłaś.- uśmiechnął się- Spałaś tak przez trzy dni- dodał.
Trzy dni? No nieźle, pomyślałam.
Lekarz poświecił mi w oczy latarką, zmierzył puls, spojrzał na wyniki.
- Wygląda na to, że wracasz do formy. - moi rodzice głośno odetchnęli.- Myślę, że za kilka dni będziesz mogła nas opuścić- zamyślił się-Dobrze, zajrzę do ciebie później. Powinnaś odpocząć. Państwo też powinni pójść do domu.
- Tak też zrobimy. Dziękujemy- odpowiedział tata.
- Martwiliśmy się o ciebie. - powiedziała mama po wyjściu lekarza.
- Co sie właściwie stało?- zapytałam zachrypniętym głosem.
- Nic nie pamiętasz?- mama wyraźnie się zaniepokoiła.
- Wiem, że poszłam do lasu i się zgubiłam- ciężko było mi cokolwiek powiedzieć, ponieważ ból rozdzierał moje gardło.
- Tak, szukaliśmy cię. Jakiś chłopak znalazł cię w lesie. Byłaś cała we krwi.- wzdrygnęła się- Podejrzewają atak zwierzęcia.
I to mi wystarczyło. Nagle w mojej głowie odtworzyły się wszystkie wydarzenia. Las. Noc. Mężczyzna. Krew. Ból. Ugryzienie. Cierpienie.
Moje serce zaczęło mocniej bić. Z trudem łapałam powietrze.
Aparatura, do której byłam podłączona zaczęła wydawać głośniejsze dźwięki.
- Rose... Rose, co się dzieje?! Doktorze!- zaczęła krzyczeć mama, a jej oczy wypełniły się łzami.
Lekarz był już przy mnie.
- Spokojnie. Już dobrze- rzekł- Damy jej coś na uspokojenie- zwrócił się do moich rodziców.
- On... On mnie... Ugryzł- zaczęłam płakać.
- Cii... Spokojnie- słyszałam kojący głos lekarza.
- To nie byli ludzie! Mieli kły i... I...- nie skończyłam, bo poczułam się sennie.
- Tak lepiej. Nie denerwuj się.
Doktor Larry zaczął tłumaczyć coś moim rodzicom. Powiedział, że to stres pourazowy, że to się zdarza i że nie mają się czym martwić.
Mama chwyciła mnie za rękę, a ja wciąż niespokojna zasnęłam.
-----------------------------
Na początku tego tygodnia postaram się dodać kolejny rozdział "Przeznaczenia" ;) a co myślicie o tym rozdziale? Proszę o szczerą odpowiedź. Miłej niedzieli, pozdrawiam.
  • awatar gość: Już chcę więcej! :D Rozdział raczej spokojny, ale pozostawia pytanie "I co dalej!?". Sama staram się stosować taką technikę, że kończę rozdział aby czytelnik czekał na kontynuacje. Co do treści to jak zawsze cudowna :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

eve.lynn
 
Muszę się ogarnąć.
Poukładać ten chwilowy burdel uczuć.
Myślę o nim.
Wyobrażam sobie nas razem.
Nie powinno tak być.
To miał być TYLKO SEKS!
Czego mój głupi mózg nie rozumie?!
TYLKO SEKS!

On nie chce mnie więcej, ja jego też nie mogę chcieć.
Muszę się z tym uporać zanim serio się zakocham.

pobrane.jpg
 

charlottestories
 
  -Obudź się !- ktoś potrząsnął moim ramieniem. Chciałam odepchnąć jego rękę,lecz moje nadgarstki zostały uwięzione. Związane grubym sznurem. Szarpałam dłońmi lecz czynność ta nie przyniosła większych efektów.-Nie szarp się! To nic nie da.
W końcu zmusiłam się do uniesienia ciążącej mi głowy. Przede mną stał obcy mi mężczyzna. Na głowie miał czarną kominiarkę z dwoma otworami na oczy. Podsunął mi do ust małą butelkę z wodą mineralną, wypiłam łapczywie kilka większych łyków i w końcu poczułam,że moje gardło jak, i usta nie są suche,co umożliwiało swobodną wymianę zdań.
-Co chcecie ze mną zrobić?-spojrzałam wyzywająco na mężczyznę stojącego obok mnie. Rozglądałam się po pomieszczeniu. Mały,biały pokój bez okien. Jedynym źródłem światła była wysoko zawieszona jarzeniówka. Po mojej prawej znajdywały się masywne drzwi. Powróciłam wzrokiem do mojego prześladowcy.
-Dowiesz się w swoim czasie. Niech ta twoja główka cię o to nie boli.-miał zaskakująco przyjemny głos jak na porywacza. Niski z nutą ciepła i seksu.
-A może chcę,żeby mnie o to bolała?
-Nie. Nie chcesz.-rzucił w moją stronę niecierpliwe spojrzenie.-Zadajesz za dużo pytań,Hope. A ja nie mogę pozwolić sobie na zdemaskowanie, dlatego życzę ci kolorowych snów.-zaszedł krzesło do którego byłam przywiązana od tyłu i przyłożył do mojej twarzy, biały materiał. Wiedziałam już o co chodzi. Zaczęłam się szamotać na krześle,kręcić głową. Jednak nawet te czynności nic mi nie dały, bo po chwili udałam się do krainy Morfeusza.

***
Po kilka godzinach obudziłam się. Tym razem nie siedziałam przywiązana do drewnianego mebla. Miękki,wygodny materac i ciepła,puchata kołdra. Uśmiechnęłam się pod nosem. "Hope, jesteś kompletną idiotką! Zbieraj manatki i szukaj drogi ucieczki!"-cichy głos w mojej głowie,.pchnął mnie ku spełnieniu tego polecenia. Zerwałam się z wysokiego łóżka i dopiero wtedy odkryłam,że byłam w samej bieliźnie. W tamtej chwili, miałam wielką ochotę kogoś uderzyć. Wyrządzić krzywdę za to, że ośmielił się mnie rozebrać i dotykać. W pośpiechu zebrałam moje ubrania leżące na fotelu. Czym prędzej naciągałam na siebie odpowiednie warstwy wierzchnie.
-Cholera. Gdzie jest mój telefon? - zapytałam na głos sprawdzając kieszenie, które okazały się być pustymi."Nawet portfel ukradli"-przeklnęłam kilka razy w duchu i odwróciłam się na pięcie,aby odszukać parę moich zniszczonych trampek. Wpadłam na kogoś, uderzając twarzą o napiętą klatkę piersiową. Podniosłam wzrok i ujrzałam te same obłędne,brązowe oczy.
-Szukasz tego ?-zapytał i wyjawił zza swoich pleców rękę na, której znajdował się czarny,skrzórzany portfel i srebrny smartphone. Wyciągnęłam dłoń, aby zabrać moje rzeczy, gdy on popchnął mnie na fotel i rzucił przedmioty na łóżko. -Dlaczego się ubrałaś?
To pytanie podniosło poziom mojej złości do poziomu czystej furii.To ON mnie rozebrał, to on miał czelność mnie dotknąć.
-Od tego są ubrania? A tak w ogóle, mógłbyś mnie nie rozbierać? Najlepiej jakbyś mnie nie dotykał,nie zbliżał się, no chyba, że chcesz żebym ci porządnie przywaliła !-jego reakcja, jeszcze bardziej mnie wkurzyła. Śmiał się z tego co przed chwilą powiedziałam. Jego śmiech rozniósł się po pomieszczeniu, a ja przykurczyłam palce u stóp. Miał tak idealny śmiech. Głęboki,donośny a zarazem miękki.
-Gołąbeczku, jeszcze będziesz błagała o to żebym cię dotykał. Nie raz.-zaśmiałam się gorzko i uznałam,że nie warto odpowiadać na jego zaczepkę. Stał przede mną i przyglądał mi się jak osobnikowi z innej planety. Jego brązowo-karmelowe tęczówki przypatrywały mi się z intensywnością,dlatego spuściłam głowę w geście żałosnej uległości. -Skarbie zarumieniłaś się?-zapytał podsuwając polec pod moją brodę. Uniósł moją twarz tak aby mógł przyjżeć się mojej twarzy.
-Nie!-poruszyłam głową pozbywając się jego ciepłych,szortkich palców z mojego podbródka.-Wypuść mnie! Nie rozumiem, dlaczego przetrzymujecie mnie tutaj. Nic nie rozumiem. Wytłumaczysz mi cokolwiek?-utkwiłam w nim wzrok i wiedziałam,że nie odpuszczę. Musiałam wiedzieć z czym się wiąże cała ta sytuacja, kim jest on i jego kolega lub po prostu czego chcą za cenę mojej wolności.
-Nie! -wykrzyknął, a wewnętrzna ja skuliłam się w środku. Był przerażający. W oczach malowała się furia a twarz pokrył dziwny grymas. Coś na podobieństwo niezrozumienia lub żalu. Również się zdenerwowałam, facet doprowadzał mnie do takiego stanu, którym przestawałam panować nad swoimi emocjami.-Dowiesz się w swoim czasie.
-Chcę teraz!-wykrzyknęłam, nie przewidując konsekwencjii takiego zachowania.
Policzek zapiekł mnie od uderzenia z otwartej dłoni. Czułam pulsujący ból w miejscu gdzie niedawno znajdowała się jego dłoń. Łzy wezbrały w moich oczach, ale starałam się nie okazać słabości. Przełknęłam gulę w gardle i spojrzałam na faceta stojącego przede mną.
-Nigdy. Nie. Krzycz. Na. Mnie. Nawet nie próbuj podnosić na mnie głosu! Jesteś nic nie warta! -krzyknął i odwrócił się. Z łóżka zgarnął przedmioty, które wcześniej rzucił w tamto miejsce. I wyszedł. A ja nie wytrzymałam. Łzy pociekły po moich policzkach. Pragnęłam stopić się w jedność z fotelem na,którym właśnie siedziałam.
Czułam ból,złość,przygnębienie i chciałam jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. Otarłam wierzchem dłoni policzki i podniosłam się.
Rozejrzałam się dokładnie po pomieszczeniu w którym przebywałam. Okna. Drzwi. I nic więcej. Żadnego ostrego przedmiotu. Podeszłam do okien i rozejrzałam się. Ramy okien miały odinstalowane rączki do otwierania. Moi porywacze solidnie wszystko obmyśleli.Pokój znajdował się na piętrze, a skok z wysokości dziesięciu metrów na pewno nie był szczytem moich marzeń. Przeszłam przez cały pokój,kierując się do drzwi. Solidne, drewniane, brązowe drzwi. Szarpnęłam kilka razy za miedzianą gałke, ale ani drgnęła. Przeklnęłam pod nosem.
Odwróciłam się.
Oparta plecami o drzwi zsunęłam się po ich długości.
Poczekam-pomyślałam i przysunęłam kolana pod brodę.



To już drugi rozdział, a ja nawet nie miałam szansy się przywitać, od razu wleciałam z prologiem i rozdziałem !
Tak więc jestem "Charlotte", mam prawie 17 lat. Nastolatka kochająca książki, a także sama próbująca stworzyć "coś" z niczego. Ta historia jest publikowana równiez na BLOGERZE, ale tam jestem już przy 20 rozdziale, a nie chcę zdradzić fabuły już teraz.
Witam serdecznie, mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na długo.
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Przeczytałam całe. Bardzo mi się podoba. Masz 17 lat. Widać po pisaniu :D Ja mam 13 i także piszę, ale są to małe opowiastki, które uczą mnie aby pisać jak ty ;) Pisz dalej. CZekam
  • awatar Abducted: @Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Zaglądąłam do Twojego bloga, ale niestety przez naukę i zajęcia poza szkolne, nie mam za dużo czasu w tygodniu, więc postaram się w weekend przyjrzeć się bliżej Twojemu blogowi! :)
  • awatar książkoholiczka123: Jeju świetnie piszesz chce więcej :)
Pokaż wszystkie (7) ›
 

charlottestories
 
Ból głowy wcale mi nie przeszkadzał. Przyzwyczaiłam się do budzenia z ociężałą głową z suchością gardła. kwestia przyzwyczajenia do budzenia się z kacem, po całonocnej zabawie. Rozciągnęłam się, a chłodna satynowa pościel sprawiła, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Usiadłam na łóżku.
Starałam przypomnieć sobie co wydarzyło się wczorajszej nocy. Pamiętam ten moment gdy zamówiłam któryś z kieliszków. Ktoś się do mnie dosiadł. Piliśmy,dużo. W tym momencie mój film się urwał. Zdziwiłam się, bo obudziłam się w mieszkaniu,które dostałam od rodziców. Rodzice...dziś mama ma zadzwonić, niedługo chcą do mnie przyjechać. Sprawdzają mnie nadal. Nie ufają mi po tym jak próbowałam popełnić samobójstwo, a od tego wydarzenia minęło już kilka dobrych lat. Nie mam im tego za złe, bo kocham ich i wiem,że zawsze służą mi pomocną ręką.
Rozejrzałam się po sypialni. Była duża z beżowymi ścianami i idealanie dobranymi,brązowymi meblami tworzyła spójną całość, którą tak bardzo lubiłam. Wstałam z łóżka, a moje stopy odnalazły ciepły dywan. Przeszłam do łazienki,aby doprowadzić się do stanu 'użytku codziennego'. Łazienka była mała i zielona, ale nad umywalką wisiało spore lustro umożliwiające idealne przygotowanie się.
Spojrzałam w lustro. Moje ciemne włosy upięte w koński ogon(bynajmniej tak to prezentowało się wczoraj),teraz nie przypominały w żadnym punkcie wczorajszej fryzury. Ściągnęłam gumkę i rozczesałam włosy szczotką,aby za chwile związać je w luźny warkocz. Przemyłam twarz zimną wodą. Umyłam zęby i zmyłam resztki makijażu,który pozostał na mojej twarzy po śnie i całonocnym imprezowaniu.
Kuchnia była centrum mieszkania. Stanowiła główny punkt w projekcie. Duża,przestronna, z wieloma półkami i szafeczkami. Z widokiem z okna na zatłoczoną londyńską ulicę i budowanym naprzeciw wielkim,nowoczesnym budynkiem mieszkalnym. Wstawiłam trochę wody na poranną kawę. Przez ten rok wypijałam po kilka czarnych kaw dziennie, popadłam w kofeinowy nałóg, ale nie tylko ten. Pozostał jeszcze tytoń. Dziennie wypalam paczkę papierosów. Dlaczego? Staram się ukoić zszargane nerwy. Mam wiele problemów dnia codziennego i każda możliwa okazja ucieczki od szarego zgiełku jest moim powodem do uśmiechu.
Wsypałam dwie łyżeczki mojej ulubionej kawy do szarego kubka, który chwilę później zapełniłam w całości wodą. Upijając łyk gorącego napoju skierowałam się w stronę sporej lodówki.
"Spora z zewnątrz,pusta w środku"- pomyślałam i skarciłam się za to, że wczoraj nie zrobiłam jakichkolwiek zakupów. Nie byłam osobą, która troszczyła się o dzień jutrzejszy. Dlatego zazwyczaj moja lodówka była pusta, gdy potrzebowałam czegoś co złagodziłoby odgłosy wydobywające się z mojego brzucha. Znalazłam w lodówce mały jogurt naturalny zaś przeszukując szafki odnalazłam końcówkę zbożowych płatków. Pochłonęłam ten skromny posiłek popijając w miedzy czasie nadal ciepłą kawę. Tak, kawa to mój ratunek.
Wróciłam do sypialni. Wyjęłam z szafy ubrania i szybko odnalazłam mój portfel. Założyłam szarą bluzę z kapturem i czarne jeansy, pomiędzy zakładaniem spodni a bluzy, na nogi wciągnęłam moje ulubione trampki. Zakluczyłam drzwi i ruszyłam na zakupy.
Najbliższy sklep mieścił się kilka.ulic dalej. Jako, że pogoda była wręcz idealna na spacer zdecydowałam się przejść ten krótki dystans. Sklep był mały, ale gdy lodówka świeciła pustkami nie miałam czelności wybrzydzać. Przy wejściu chwyciłam plastikowy koszyk i skierowałam się na dział z nabiałem. Wrzuciłam do koszyka po kilka opakowań moich ulubionych jogurtów,wybrałam spory kawałek sera żółtego. W pobliżu odnalazłam półkę z pieczywem, zgarnęłam kilka świeżych bułek z przeróżnymi nasionami. Odwróciłam się gwałtownie przypominając sobie o kartonie mleka, którego nie zabrałam. Wpadłam na kogoś. Mężczyznę.
-Przepraszam-wybełkotałam i schyliłam się aby pozbierać produkty, które wypadły z mojego koszyka.
-Nie, to ja przepraszam. Nie zauważyłem pani...Nic się pan nie stało?-miał przyjemny głos. Melodyjny, niski a zarazem taki męski.
-Nie.Jestem cała i zdrowa.-uśmiechnęłam się pod nosem. Jego ręka wylądowała przed moją twarzą. Miał kilka tatuaży wystających spod rękawa jego czarnej bluzy.Oferował pomoc, dlaczego miałabym nie skorzystać? Chwyciłam moją drobną dłonią jego palce i podniosłam się trzymając w drugiej ręce mój koszyk.
-Dziękuję.-powiedziałam
-Nie ma pani za co, a teraz...muszę panią przeprosić, bo bardzo się spieszę.-spojrzałam w jego oczy. Były niebieskie, zaś źrenice otaczała srebrna obwódka. Kasztanowe włosy postawione na gumie. Morelowe usta. Zgrabny nos. Ostre rysy twarzy. Wyeksponowane kości policzkowe i kilkudniowy zarost. Facet ideał.
Dopiero po chwili zrozumiałam, że ten jakże przystojny i kulturalny mężczyzna oczekuje jakiejkolwiek odpowiedzi z mojej strony. Od kilku minut.
-Taaaak. Dziękuję, do widzenia.-ulotniłam się z miejsca zanim Mulat mógł zauważyć mój rumieniec, oblewający moje policzki. On nie wrócił z wakacji, on się taki urodził.
Reszta zakupów upłynęła bez jakichkolwiek wpadek czy wypadków. Jednak moje myśli nadal kręciły się wokół mężczyzny, na którego niedawno wpadłam. "Cudownie.Jeszcze tego dzisiaj brakowało"-pomyślałam wychodząc ze sklepu. Zaczął padać deszcz. Byłam naiwna wierząc w to, że pogoda się utrzyma. Zarzuciłam na głowę kaptur. Jednak,postanowiłam wybrać skróty, aby nie zmoknąć do suchej nitki. Rzadko korzystałam z tej trasy, bo kręcili się tu nieciekawi ludzie, ale miałam nadzieję, że nikogo takiego nie spotkam. Szłam,trzymając w obu rękach siatki z zakupionymi produktami. Obok przejechał czarny samochód.
"Hope, to tylko samochód daj spokój. Popadasz w histerię. Przecież sama chodzisz na imprezy..."- odetchnęłam z ulgą, ale nie zrezygnowałam z obserwacji czarnego samochodu. Zatrzymał się. Dwa,może trzy kroki przede mną. Ktoś wysiadł. Mężczyzna. Czarna bluza. Przechodziłam obok niego, gdy nie powstrzymując swojej ciekawości spojrzałam mu w oczy. Brązowe, z karmelowymi obwódkami przy źrenicach.
To ten facet.
-Witam,po raz drugi.
Czarny worek na mojej głowie.
Złapał moje ramiona.
Zaczęłam rzucać się w prawo i lewo.
Podszedł ktoś jeszcze.
Przytknął do czarnego materiału jakiś dziwnie pachnący materiał.
Cała siła, emocje...wszystko wypłynęło ze mnie...
Zasnęłam.
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: WOW. Czekam na ciąg dalszy
  • awatar Seiti: Fabuła - zaczyna się dość normalnie- biedna spętana życiem niewiasta, spotyka mężczyznę i wpada w kłopoty. Oczekuję teraz wiele. :D Styl - ciekawy, słowa przemyślane, czyta się lekko. Gratulacje.
  • awatar Zakira Luna: Całkiem nieźle się zaczyna...;)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

monsterkowiczki
 
Hej wszystkim!
My już mamy nie-książkę, a wy?
20150221_123657.jpg

Pokażemy wam kilka przykładów zadań :)
Paulina
20150221_124116.jpg

Wiktoria
20150221_150418.jpg

Nasza własna waluta
20150221_150333.jpg

Statki
20150222_171750.jpg

Przepraszam za jakość ale robione telefonem :/
♥Orzeszek♥
Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Kategorie blogów