Wpisy oznaczone tagiem "wyzwanie" (774)  

rozowiasta
 
Hej,

za jakiś czas zrobię sobie oczyszczanie organizmu. Program trwa 9 dni. Ludzie po tym programie chudną, gubią nawet 10 cm w talii, pozbywają się trądziku, alergii, bólów menstruacyjnych. Więc muszę i ja sprawdzić czy to naprawdę działa :)
C9 Box 1.jpg


W skład zestawu wchodzą:

-aloes do picia

-rozpuszczalny błonnik

-suplement, który dodaje energii i wspiera metabolizm tłuszczów

-suplement z garcinią -hamuje przemianę węglowodanów w tłuszcze

-koktajl witaminowo-białkowy

-miarka

-dokładna rozpiska co zażywać i kiedy, co można jeść a czego nie. Są też podane przykładowe przepisy.

W czasie oczyszczania nie wolno używać soli. Pić można wodę lub herbatę ziołową. W dniach 1-2 jemy tylko owoce i warzywa. Od dnia 3 wprowadzamy mięso, kaszę, ryż itp.
1.jpg

2.jpg


Każdego dnia ćwiczymy po 30 min.

No i najważniejsze - efekty. Nie chcę tu wrzucać zdjęć obcych osób, dlatego wstawiam tylko wyniki. Ważne jest, aby ściśle trzymać się rozpiski, wtedy pojawią się efekty.
105411279_1004412923349962_1465394445929248007_n.jpg

105952430_760895214724834_2686730823523929547_n.jpg

4.jpg

3.jpg


Byłby ktoś chętny na takie wyzwanie? W kilka osób byłoby raźniej :) Chciałabym zacząć w drugiej połowie października. Obawy są czy wytrwam, ale to tylko 9 dni. Myślę, że dla takich efektów warto.
  • awatar Ruda Grażka: Trzymam za Ciebie kciuki :)
  • awatar Wieczna Studentka: To ciekawe, spróbowałabym, ale mam problemy z wagą, boję się, że znów bym schudła :/.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

rozowiasta
 
Postanowiłam założyć pasek do spodni, którego nie używałam na pewno z rok czasu, jak nie więcej. Jak widać na zdjęciu, wyrosłam z niego :D Nawet nie zrobiło mi się smutno czy coś. Pierwsze co to chciało mi się śmiać :D
5.jpg


Aktualnie wyglądam tak:
2.jpg

3.jpg


Niby nie ma tragedii, ale nie zapominajmy że ważę 77 kg przy 163 cm.

Mam nadzieję, że startujecie dzisiaj w wyzwaniu Fundacja Kobieta Niezależna? Ja mam już za sobą 2 km.

Co do rozmowy o pracę mam mieszane uczucia odnośnie tego jak wypadłam. Mają dać znać. Odezwała się też inna firma. Zobaczymy.
  • awatar Wieczna Studentka: Każdy ma jakieś mankamenty, których nie lubi, chyba nie ma ludzi zadowolonych. W ogóle takie bezgraniczne zadowolenie z siebie to już chyba podchodzi pod osobowość narcystyczną :D? Ponarzekajmy sobie i cieszmy się, że przynajmniej psychicznie jest ok ;). A na 77 kilo wcale nie wyglądasz. Po prostu pasuje Ci taka figura, jak to się mówi "taka uroda" :).
  • awatar Juliawilliamxs: Ja mam odstające uszy i zawsze miałam z tym problem, ale tak naprawdę nikt nigdy nie zwrócił na nie uwagi, tylko ja sama sobie wmawiałam, że to jest tak mocno rzucające się w oczy.
  • awatar Ruda Grażka: Wyglądasz bardzo ładnie, ale jeśli będziesz lepiej czuła się sama ze sobą, gdy schudniesz to śmiało :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

rozowiasta
 
Chciałabym Wam opowiedzieć o wyzwaniu, w którym do niedawna brałam udział. I które znowu startuje od czwartku.

Mowa o wyzwaniu biegowym Kamili Rowińskiej. Jeśli ktoś nie zna tej pani, radzę wygooglować. To moja największa inspiracja.

Rok temu 01.10.2019 wystartowałam w wyzwaniu. Dotrwałam w nim do początku września. Czyli 11 miesięcy!

Ale od początku. W pierwszych dwóch miesiącach wyzwania chodzimy lub biegamy 2 km dziennie lub 4 km co drugi dzień. Myślę sobie pikuś. Ale od trzeciego miesiąca możliwe było już tylko bieganie. Pamiętam, jak marudziłam, że muszę przebiec 2 km, jak mi się nie chciało, jaka zmęczona wracałam do domu. Z miesiąca na miesiąc dystans się zwiększał, trzeba było wyrobić się w określonym czasie. Było coraz ciężej. Było zimno, było gorąco, biegałam w deszczu, śniegu, w upale. Czasami wychodziłam biegać o 23, ale trening musiał być zrobiony. Najciężej dla mnie było od stycznia do marca.
4.jpg


Biegałam też w pięknych okolicznościach przyrody.
3.jpg


W ostatnim miesiącu wyzwania jest do przebiegnięcia 8 km w 55 min. Niestety nie wyrobiłam się a czasie i odpadłam. Mimo to jestem z siebie bardzo dumna! Kiedyś w życiu bym nie pomyślała, że przebiegnę 8 km. Zaczynając nie wierzyłam, że zajdę tak daleko. Wyzwanie zmienia życie!

Lekcja jaką wyciągnęłam z udziału w wyzwaniu to to, że mogę osiągnąć wszystko. Trzeba zacząć od małego kroku i powtarzać go konsekwentnie każdego dnia.

Wyzwanie to nie tylko bieganie, ale też czytanie inspirujących książek i oglądanie ciekawych filmów. Bardzo wszystkim polecam udział a wyzwaniu. Ja startuję! Jak widać na moim przykładzie można dać radę z zerową kondycją. Teraz mam zamiar dotrwać do końca.

Teraz wyzwanie będzie realizowane przez Fundację Kobieta Niezależna.
Kopia-Dolacz_do_wyzwania_WWW.jpg


Weźmiesz udział? Fajnie by było wzajemnie się wspierać i motywować :)
  • awatar Wieczna Studentka: Nie lubię biegać, niestety :D. Ale tak czy siak spaceruję po kilka kilometrów dziennie, wyłącznie z konieczności. Niemniej, życzę powodzenia w osiągnięciu celu :).
Pokaż wszystkie (1) ›
 

krucha_perfekcja
 
krucha_perfekcja: 03.05.2020
-owsianka: 191kcal
-serek wiejski lekki 'piątnica' (150g): 121kcal
-ogórek kiszony (200g): 22kcal

razem: 334kcal
t:10g, w:32g, b:25g
woda: 2,6L


04.05.2020
-owsianka: 191kcal
-serek wiejski lekki 'piątnica' (150g): 121kcal
-ogórek kiszony (200g): 22kcal

razem: 334kcal
t:10g, w:32g, b:25g
woda: 2,8L

trening (1/1/10)
razem: 113min48sek. -1361,2kcal
________________
jak zmotywować się do treningu?
zrób pierwszą serię.
wkurw się, że nie dajesz rady.
zjedz kasztanka.
miej wyrzuty sumienia.
wyrzygaj się.
miej wyrzuty sumienia.
zmniejsz ilość powtórzeń.
dokończ trening wykonując kolejne trzy serie.

bulimio! tak dawno się nie widziałyśmy!

mam nadzieję, że więcej to się nie powtórzy.
nigdy więcej.
zmniejszyłam ilość powtórzeń i dałam radę. pierwszą serię można uznać za false start, dlatego dzisiaj zrobię już 'ten właściwy' i będę ostatecznie znała orientacyjny czas jego wykonania + spalone kalorie. mimo wszystko, na koniec, cała spocona (łącznie z głową i włosami) czułam satysfakcję, że jednak się nie poddałam. ta jedna czekoladka sprawiła, że coś we mnie pękło i cały stres i frustrację wyładowałam w dalszej części treningu.

poprawiony plan (4 serie):
1. squat 30
2. donkey kick right 25
3. donkey kick left 25
4. butt bridge 45
5. lunges 40
6. leg raises 20
7. tricep dips 40
8. plank 50sek
9. push ups 15
10. sit ups 35
11. crunches 20

jutro ważenie.
godzina prawdy.
________________

92d7bc5fed6a477afaf193acba0ff3d6.jpg
  • awatar lighteye: Nie nawidze rzygania. Mam to za sobą na szczęście. Ale po każdym razie czułam się jak śmieć, natychmiast twarz,czerwone oczy.. coś okropnego. Nie rob tego nie warto. Na początku nigdy nie jest łatwo. Ja zawsze np po długiej przerwie między treningami mam kiepską kondycję i nie mogę zrobić wszystkiego w 100%. Ale trzeba robić tyle na ile się da.z czasem jest łatwiej. Zaufaj mi. Każdy kolejny dzień będzie ćwiczyć się lepiej. :-) będzie dobrze !
  • awatar Lalka Zombie: od wymiotów zdemineralizuje Ci się szkliwo i zęby stracisz. Nowe już Ci nie odrosną.
  • awatar Never Give Up Honey ♥: Trening jest świetnym sposobem na wyładowanie naszej złości czy frustracji. Będzie dobrze ;)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

krucha_perfekcja
 
krucha_perfekcja: wyzwanie, które sobie stawiam, na najbliższe 30dni.
5 serii dziennie każdego z ćwiczeń + obciążenie w postaci taśm.
wydaje się niewiele, ale będę mogła skupić się na dokładności wykonywania ćwiczeń i powoli zwiększać ilość powtórzeń do wymarzonego efektu.
________________

BE4B47C6-A1F9-41DD-883B-F60A8F793B64.jpeg


86F8838E-FD80-4F69-B3F4-4456E168A470.png



54A900BB-0BDA-464A-A5F6-FF5988067480.jpeg
  • awatar GiaLexi46: NIEWIELE? niewiele to jest pierwsze 2 dni! 5 serii? Dobra jesteś! Pełen szacunek za tak ambitny plan, będę mocno trzymać kciuki!
  • awatar krucha_perfekcja: @GiaLexi46: mi i tak się to wydaje mało... Ale to już chyba zboczenie.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

krucha_perfekcja
 
krucha_perfekcja: dziś wypada 30.dzień mojego przysiadowego wyzwania.
250 półprzysiadów w klęku z taśmą oporową + kilogramowymi obciążeniami na nagarstach.
w tej chwili wykorzystuję wszystkie posiadane taśmy w treningu, przez co pod koniec czuję przyjemne pieczenie w udach i pupie.
działa.
ewidentnie.
moje ciało zmienia kształty i to dokładnie w tym kierunku, który zamierzyłam- pupa się zaokrągliła, ramiona wysmukliły, obojczyki i żebra przyjemnie zarysowały, a całe ciało ujędrniło i bez cellulitu (w końcu!)
choć treningi zaczynają mi sprawiać trudność, bo uda i pupa pieką od oporu taśm, a ramiona bolą od obciążeń, to codziennie po pracy przepieram się w legginsy/dres i cisnę. nawet jak mam dzień przerwy, to zaczynam czuć się jak leń...
jeszcze tylko miesiąc wyzwania.
chciałabym potem utrzymać te 500przysiadów dziennie (6x w tyg) i dorzucić coś na brzuch (deskę/przysiady/etc.) ale jeszcze nie mam planu w głowie.
________________

E5B5F51E-1314-4998-82B4-A07DC0ADF1EF.jpeg

________________
jutro podsumuję trzy dni głodówki.
w sobotę ważenie.
oby było warto.
  • awatar LittlePlan: Taśmy niby takie niepozorne :P a tu proszę, dają niezły opór :P ja zaczęłam od spaceru, 1h tylko, a nogi bolą, ewidentnie brak kondycji i ruchu
  • awatar tease: Wow, ale masz dużo wytrwałości i samozaparcia. Podziwiam :)
  • awatar krucha_perfekcja: @tease: dziękuję. <3 @LittlePlan: taśmy oporowe są wykorzystywane również przy rehabilitacjach i nie są tak kontuzjogenne jak hantelki- polecam. ;) spacer to również aktywność fizyczna! super, bo od tego właśnie się zaczyna. ;)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

krucha_perfekcja
 
krucha_perfekcja:
B37B9C6C-2F8D-438B-BF09-7C0C11152DD0.jpeg

________________
żeby nie było, że tylko ograniczam kalorie.
rozpisałam sobie nowy challenge sfokusowany na pupie.
nie będą to jednak tradycyjne przysiady, w których głównie pracują mięśnie ud, a półprzysiady w klęku z gumą oporową na udach. przy każdorazowym wypychaniu bioder, zaciskamy mocno pośladki, więc wszystkie interesujące nas mięśnie pośladkowe ładnie pracują bez rozbudowywania tych nieszczęsnych nóg.
wg mojego turbo planu, w 60dni, powinnam zrobić prawie 13k przysiadów, czyli pod koniec wakacji moja pupa powinna być jak z obrazka. zobaczymy tylko, jak przez najbliższe dwa-trzy tygodnie będzie mi szło...

dostałam okresu.
nabrałam wody.
w toalecie byłam sto lat temu.
wnioski?
przemilczę...

od jutra, przez najbliższe trzy dni, będę jeść dwa kiwi z sokiem z połowy cytryny na czczo. kiedyś mi ten sposób bardzo pomagał i mam nadzieję, że i tym razem się nie zawiodę. niezależnie od rezultatów- muszę chyba zainwestować w błonnik pokarmowy, bo ostatnio niewiele go w mojej diecie, a to by rozwiązało kilka problemów...
________________
dzień 11.
-galaretka truskawkowa (400g)- 200kcal
-zupa dyniowa (400ml)- 140kcal
-wafle ryżowe (5szt.)- 80kcal
-lodowa latte na mleku migdałowym- 94kcal
razem: 514/550kcal
woda:4l + elektrolity
squat: 50
Pokaż wszystkie (4) ›
 

krucha_perfekcja
 
krucha_perfekcja:
3BBD18CC-BBB3-41CB-ADAE-B08562316CAC.jpeg

__________________
Zapomniałaś, że jesteś unikalna.
W całej historii świata nigdy nie będzie drugiej takiej jak ty.
Dlaczego więc starasz się wyglądać jak ktoś inny? Masz taką potrzebę?
Czy dorastając chcę czuć potrzebę wyglądania jak ktoś inny? Nie sądzę.
Jestem tylko dzieckiem, zbyt małym aby być pod wpływem pod jakim ty jesteś.
Ale za kilka lat będę.
Ty masz siłę aby to przerwać. Wszyscy mamy.
Piękno nie polega na tym jak bardzo chuda możesz być.
Bądź zdrowa, wróć do właściwego rozmiaru. Twojego, a nie kogoś innego..
 

erin123
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 30. Napisz coś, czego z własnej woli nigdy byś nie napisał.

Nachalne, przedzierające się przez zasłony promienie słoneczne zbudziły mnie. Niechętnie usiadłem, przetarłem oczy i opuściłem nogi na drewnianą podłogę. Pod stopami poczułem chłód. Ukryłem twarz w dłoniach. Znów mi się śnił Eryk. Był taki uśmiechnięty i pogodny, z fascynacją wpatrywał się w gwieździste niebo, a ja opowiadałem mu o mniej znanych gwiazdozbiorach. To tak naprawdę nie był sen, to było nasze wspomnienie. To była nasza ostatnia wspólna noc…
Spojrzałem na poduszkę leżącą nieopodal łóżka, która zawsze służyła za legowisko Olbrzyma. Tak bardzo brakuje mi tego świra, cały czas mam wrażenie, że ten pół pies, pół wilk wskoczy przez okno do domu… Ale wiem, że tak się już nigdy nie stanie, jak również, że zwierzak już nigdy nie ukradnie mi posiłku z talerza. Westchnąłem. Nawet nie przypuszczałem, że kiedyś będzie mi tego brakować…
Wstałem powoli, odruchowo nasłuchując, czy w stajni wszystko w porządku. Zganiłem się w myślach, przecież mojego ogiera, Beglana, już nie ma, został przepołowiony na pół…
Niechętnie poczłapałem do łazienki, oparłem się o umywalkę, spojrzałem w lustro. Ledwo poznałem samego siebie. Ogromne cienie pod oczami, upiornie blada cera, piwne tęczówki bez blasku i grymas nieopisanego bólu. Opłukałem twarz lodowatą wodą i ponownie zerknąłem w lustro.
- Deryn, ty idioto, bierz się w garść, zima niedługo nastąpi! – Każdego ranka mówię sobie to samo, ale jakoś tak nie mam ochoty pracować. W zasadzie to nie mam ochoty nic robić, nawet żyć. To Eryk dał mi prawdziwe życie i zostało mi one odebrane wraz z jego gwałtowną i niesprawiedliwą śmiercią…
W kuchni czekał na mnie talerz kanapek i zaparzona herbata. Niechętnie zabrałem się do zjedzenia. Gdyby nie mój przyjaciel już dawno umarłbym z głodu. Po posiłku udałem się do ogrodu za domem. Rikk już tam był.
- Cześć! – powitał mnie, nie odrywając się od pracy. Skinąłem tylko głową i sam przycupnąłem obok niego.  
- Książęta martwią się o ciebie, a księżniczka Briana w szczególności – zaczął powoli Rikk. Odpowiedziałem wzruszeniem ramion. Rikk westchnął ciężko, wiedział, że i tym razem lepiej nie drążyć tematu.
Późnym popołudniem Rikk zabrał się za przygotowywanie jakieś strawy, a ja przysiadłem pod drzewami, by odpocząć. Mimo, iż staram się ze wszystkich sił, to jednak okrutne wspomnienia bezlitośnie atakują mój umysł. Wciąż na nowo widzę jak z Erykiem wsiadamy na nasze konie, wyjeżdżamy poza mury zamku, kierujemy się w stronę lasu, Olbrzym i Kluska, pies myśliwski księcia, towarzyszą nam podczas przejażdżki. Śmiejemy się, rozmawiamy, ścigamy… Dzień jak co dzień. Do czasu. Wciąż przeklinam się w myślach za postój, jaki zrobiliśmy na polanie między drzewami. Ponownie widzę, jak książę rozkłada koc, z torby wyciąga karafkę z jakimś kolorowym płynem, ja w tym czasie przywiązuję konie do gałęzi nieopodal. Właśnie mam usiąść obok Eryka, gdy niespodziewanie z pomiędzy krzaków wydostaje się rozpędzona strzała i przebija serce mojego ukochanego. Nim rozumiem, co się dzieje, wokół nas pojawia się z tuzin ludzi odzianych w szarłat, jeden z nich miażdży głowę Kluski, inny podrzyna gardło walecznemu Olbrzymowi. Nasze konie zostają przepołowione na pół, a mnie ktoś od tyłu uderza w głowę, od czego tracę przytomność. Dlaczego przeżyłem? Nie wiem, ale żałuję tego, wolałbym być teraz z Erykiem, nieważnie gdzie by to było. Westchnąłem ciężko, walcząc ze łzami cisnącymi mi się do oczu. Gdy się ocknąłem i zobaczyłem tę całą śmierć wokół coś we mnie pękło. Uciekłem jak tchórz. Tak jak wtedy, gdy byłem dzieckiem, tułałem się bezmyślnie po lesie, aż znalazł mnie Rikk i jakoś pomógł wrócić do mojej chatki na odludziu w środku lasu… Ponoć później Rikk oczyścił moje imię, nikt z rodziny królewskiej nie obwinia mnie za tamte zdarzenie, ale mało mnie to obchodzi. Właściwie to nic mnie nie obchodzi prócz tego, że w tamtej chwili straciłem wszystko, co kochałem – Eryka i moje zwierzęta.
To dzięki Erykowi zacząłem prawdziwie żyć, a wraz z jego śmiercią umarła moja dusza, została tylko sama cielesna powłoka …
[Co w tym fragmencie takiego wyjątkowego, że nigdy nie napisałabym go z własnej woli? Tylko jedno – Eryk i Deryn są głównymi bohaterami mojego dłuższego (oj, bardzo, bardzo długiego xD) projektu i oni obaj po prostu w żaden sposób nie mogą zginąć. Pomijając już kwestię miłości itd., obaj mają do opowiedzenia długą i zawiłą historię i jednym słowem śmierć któregokolwiek z nich wszystko zburzyłaby i w żaden sposób nie mogłabym tego naprawić. No ale widząc dzisiejsze zadanie pomyślałam sobie „co by było, gdyby któryś z nich został zabity…” i tak padło na śmierć księcia Eryka xD i teraz już tym bardziej wiem, że ponad wszystko nie mogę żadnego z nich uśmiercić! xD Poza tym wymyślanie śmierci Eryka, mojego ulubieńca, było bardzo przykre i dość bolesne ;( A tak przy okazji – to już KONIEC wyzwania!!! :D Ale jestem z siebie dumna! Szczerze mówiąc czasami wątpiłam, czy uda mi się i dlatego teraz jestem taka z siebie zadowolona, lepszego prezentu nie mogłam sobie sprawić! :D Hmm… co mi to dało? Przede wszystkim pewność, że totalnie kocham pisanie i chcę się temu poświęcić i tym bardziej nie mogę zaprzepaścić talentu, dodatkowo  możliwość sprawdzenia się w czym jestem dobra, nad czym popracować, a czego lepiej nie ruszać, poza tym niektóre zadania wymagały ode mnie spojrzenia z innej perspektywy na różne rzeczy, a to też bardzo wiele daje. Nie mogę również zapomnieć, że dwukrotnie pisząc wyzwanie zapędziłam się i z fragmentów powstały dwa opowiadania, które wylądowały na konkursach – trzymajcie kciuki! xD Jednym słowem same korzyści i mega duma z małego, ale bardzo ważnego sukcesu! :D Co prawda teraz będzie mi brakować codziennych wyzwań (x_x), ale pora skupić się na dłuższych tekstach, które mam w planach (niektóre już od kilku lat zaczęte i męczone, więc miło byłoby je w końcu skończyć i może za jakimś wydawnictwem się rozejrzeć…?) Oczywiście bardzo dziękuję za wsparcie i miłe słowa – te w komentarzach i prywatnych wiadomościach!!! :D PS.: W Wordzie wyszło „tylko” 25,5 stron xD]

Drake również na razie mówi „papa!”, bo prawie wszystkie jego sesje wykorzystałam, więc pora w końcu na nowe xD

20160607_232710.jpg


20160607_232603.jpg


20160607_232644.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 29. Opisz scenę, w której nadzieja wlewa się w serce bohatera.

- Chronić króla! – wrzasnęłam przez ramię, przy okazji ucinając głowę czemuś, co wcześniej było kobietą, a teraz rozkładającym się zombie.
Na moment odwróciłam się, by zobaczyć jak wygląda sytuacja za mną. Dwóch młodych i nieźle przerażonych gwardzistów podtrzymywało rannego starca w koronie, pozostali z jeszcze żywych z mojego oddziału walczyli ile sił, by odeprzeć potwory. Z trwogą zrozumiałam, że nie ma dla nas żadnej nadziei. Nikomu nawet w najgorszych snach nie przeszło przez myśl, że przyjdzie nam walczyć z nekromantą. A teraz jesteśmy tu – mała wciąż kurcząca się grupka rycerzy i ranny król. Z dala od domu, od naszych rodzin i stanowczo za daleko, by wsparcie przyszło na czas. Żałuję, że w ogóle po nie posłałam, a co jeśli po nas zginą kolejni? Otrząsnęłam się, gdy jakiś stwór będący niegdyś nastolatkiem spróbował mnie ugryźć. Rozpłatałam potwora na pół.
- Walczyć do ostatniej kropli krwi! Nie poddawać się! – krzyknęłam, mając nadzieję, że dodam tymi słowami siły moim ludziom. – Wsparcie niedługo tu przybędzie – skłamałam, starając się by mój głos brzmiał pewnie. Niestety, chociaż mam ochotę w tym momencie wskoczyć do mysiej dziury, muszę nie tylko walczyć, ale również podtrzymywać mój oddział na duchu. Taka rola kapitana.
Odparłam natarcie jakiegoś zombie i niestety zrobiłam krok w tył by nie zerwać kręgu obrony. Jest nas coraz mniej, a fala tych potworów nie kończą się…
- Pani kapitan, poruszenie na ósmej! – zameldował jeden z młodych gwardzistów, podtrzymujących króla.
Zaryzykowałam i spojrzałam we wskazanym kierunku. Faktycznie, coś się tam działo wśród żywych trupów… Przecięłam na pół jakiegoś potwora i spróbowałam przyjrzeć się troszkę uważniej nowej sytuacji. Moje serce zaczęło mocniej bić, czułam jak zdradziecka nadzieja próbuje na nowo wkraść się do niego. Zdusiłam ją w sobie, to przecież niemożliwe! Skupiłam się na walce, zabijając kolejnych ożywieńców.
- To nasze wsparcie! Wsparcie przybyło! – zakrzyknął z podekscytowaniem któryś wojownik. Nie odważyłam się ponownie spojrzeć w tamtym kierunku, ataki zombie były zbyt nachalne.
- Nie rozpraszać się, to jeszcze nie koniec – przywołałam do pionu mój mały oddział. Od razu wyczułam jak wszyscy poważnieją.
Nadziałam na miecz aż dwa potwory będące dawniej ludźmi i na króciutki moment zerknęłam kątem oka na nową sytuację. Dostrzegłam tańczące na wietrze flagi z bardzo dobrze znanym mi symbolem. Czułam jak wewnątrz przegrywam walkę, jak nadzieja wdzierała się do mojego serca, niczym poranne promienie słońca przedzierające się przez grube kotary do ciemnej sypialni. Powoli ogarniał mnie dziwny spokój na myśl, że nie jesteśmy już sami z tym dziwacznym problemem. Odetchnęłam głęboko, atakując kolejne monstrum. Więc jednak jest dla nas jakaś nadzieja. Możliwe, że jeszcze dane mi będzie zobaczenie mojej malutkiej córeczki…
Coś mnie oślepiło i po chwili zdałam sobie, że nasza koszmarna noc dobiega końca, na wschodzie, tam, gdzie skąd przybywają nasi przyjaciele, powoli wyłania się zza horyzontu poranne słońce. Świt.
Mówi się, że świt to nowa nadzieja i dla nas właśnie tym był…
[Em… trochę dziwne to wyzwanie dzisiejsze i tym bardziej dziwię się, skąd taki pomysł wpadł mi do łba… ^^” mimo wszystko mam nadzieję, że podołałam ;)]

Kiedy nie mam pomysłu na zdjęcia Smoka z pomocą przychodzi Tulasek – słodko razem wyglądają, idealnie do foci xD

20171022_190921.jpg


20171022_190940.jpg


20171111_024426.jpg


20171111_024601.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 28. Stwórz krótkie, nietypowe definicje podanych słów:

Zmęczenie – ten paskudny stan, podczas którego człowiekowi nic się nie chce, stan, w którym pragnie się tylko spać i spać.
Róż – coś, na punkcie czego słodkie laseczki mają totalnego świra, a faceci tego nigdy nie zrozumieją.
Szkło – zimne, strasznie kruche i śliskie coś, co idealnie nadaje się do pretekstu „romantycznej” sceny opatrywania ran. Uwaga, lepiej nie stąpać po takiej scenie bez kapci!
Deszcz – złośliwy stan pogody, przeszkadzający w najważniejszych sytuacjach, jak np. pierwszy pocałunek bohaterów, a jeśli bohaterowie mimo to postanowią nie uciekać przed tym zjawiskiem, wtedy kończą z przeziębieniem. Ponoć rozłąka dobrze wpływa na związek, więc może po to jest to zjawisko?
Zakochanie – paskudny stan umysłu, podczas którego ludziom totalnie odbija, są jak naćpani i nie reagują normalnie na bodźce zewnętrzne.
[Hehe, niezła zabawa wymyślać swoje definicje xD oczywiście proszę brać to z przymrużeniem oka! :P]

Zmęczony Smok szykujący się do spanka z misiaczkiem w objęciach xD

20160821_161853.jpg


20160821_161904.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 27.Twój bohater przeżywa załamanie psychiczne. Nie możesz mu pomóc, musisz opisać wszystko, co czuje.

Jestem zamknięta w moim małym, mrocznym świecie. Światło tu nie dociera, zaś nadzieja już dawno temu umarła. W tym świecie jestem ja. Tyko ja. Nikogo nigdy tu nie wpuszczę. Raz spróbowałam i to był błąd, którego nigdy już nie powtórzę. Bo tak naprawdę nikt nie chce tu wejść. Nikt nie chce poznać prawdziwej mnie, moich myśli, problemów. Bo po co? Po co ktoś miałby użerać się z problemami innych? Przecież najwygodniej jest udawać, że nic się nie widzi, udawać, że się wierzy, gdy ktoś mówi „wszystko OK”. Dlatego ja tak robię – uśmiecham się sztucznie i mówię „wszystko u mnie OK”, chociaż tak naprawdę nic nie jest u mnie OK. wszystko się sypie, wali, jest tylko gorzej i gorzej. Trudniej. Wszystko coraz bardziej boli. Przytłacza. To mnie dusi! Tak bardzo chciałabym się komuś wygadać, zostać przez kogoś prawdziwie zrozumiana. Ale nie chcę znów słyszeć „nie martw się, będzie dobrze”, bo wiem, że nie będzie. Nigdy już nie będzie dobrze! Tego wszystkiego jest za dużo, to jest zbyt trudne, zbyt przytłaczające. Czuję, że cały mój świat wali się, fundamenty, na których opiera się moje życie, rozpadają się w proch! Boję się, bo nie wiem, co będzie jutro. Już zapomniałam jakie jest słońce. Już zapomniałam jak się prawdziwie, szczerze uśmiechać. Już zapomniałam czym jest prawdziwa radość. Już zapomniałam, co to znaczy czuć się bezpiecznie. Już zapomniałam jak to jest naprawdę żyć! Ja tylko egzystuję. I sama nie wiem dlaczego, ale wciąż kurczowo trzymam się resztek martwej nadziei, że może w końcu kiedyś będzie OK…
[To przykre, ale przy tym zadaniu nie musiałam się wysilać… Ech, niestety stosunkowo łatwo jest przelać na papier to, co się czuje niemal każdego dnia…]

Drake też czasami ma załamkę x_x

20160115_003147.jpg


20160115_003231.jpg


20160115_003307.jpg


20160115_003410.jpg
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 26. Opisz najwspanialszy występ Twojego bohatera.

Oddychałam płytko, spokojnie. Czułam jak moje serce delikatnie łopocze w klatce piersiowej. Na chwilę zamknęłam oczy, spróbowałam zebrać wszystkie myśli i na sto procent skoncentrować się. Tylko tego teraz potrzebowałam – koncentracji. Na ten dzień przygotowywałam się od najmłodszych lat i nie mogłam pozwolić, by cokolwiek mi go zepsuło.
- Lara Maze! – rozległ się głos prowadzącego.
Otworzyłam szeroko oczy, czułam, że jestem w pełni gotowa. Mój chłopak delikatnie popchnął mnie, przy okazji szepcząc do ucha „daj z siebie wszystko”.
Mimo lekkiego zdenerwowania starałam się wyglądać jak najpewniej siebie. Wyjechałam na sam środek lodowiska. Niestety lekko zachwiałam się i momentalnie zganiłam się za to. Odetchnęłam głęboko. Przyjęłam odpowiednią pozę startową – nogi lekko skrzyżowane, ręce swobodnie oparte na biodrach. Muzyka zaczęła grać, a moje nogi same wystartowały.
Miałam wrażenie, że dosłownie płynę w powietrzu! Moje łyżwy lekko ślizgały się po lodzie, ręce i nogi zgrabnie układały się w wyuczone pozycje, sukienka lśniła od nadmiaru brokatu. Czułam się cudownie! To była moja chwila i nic mi tego nie mogło popsuć!
Muzyka grała, ale ja czułam ją w sobie. Prowadziła mnie, kierowała moim ciałem. Nogi co raz wybijały się do skoku, ciało samo wykonywało idealne piruety. Wiedziałam, że oczy tysięcy ludzi zwrócone są tylko na mnie, że śledzą każdy mój ruch, zachwycają się każdą idealnie wykonaną pozą. Przez moment cały świat był mój.
Nieważne, co wydarzy się za chwilę, czy wygram, czy zakwalifikuję się na Olimpiadę. To wszystko w tamtym momencie mało mnie interesowało, liczyło się tylko tu i teraz. Liczyła się tylko ta chwila, ten krótki, ale w pełni mój występ.
Muzyka wreszcie ucichła, moje ciało przyjęło wyuczoną pozę kończącą układ, a ja zobaczyłam tłumy ludzi bijących owacje na stojąco, dotarło do mnie, że skandują moje imię. Udało mi się dokonać tego, na co pracowałam od tak dawna, czemu poświęciłam całe swoje życie…
[Jestem w szoku, że cokolwiek udało mi się dziś napisać – ten 26 to było jak podwójna 13 na każdym kroku (w skrócie – miałam dostać lek we Wrocławiu około 9-11, a dostałam po 17!x_x). Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam tak zmęczona, a jednak udało mi się napisać całkiem niezły kawałek. Przesłanie tego jest chyba proste – pisanie jest mi przeznaczone xD]

Na zdjęciu Drake i jeden z jego rozlicznych talentów – treser dzikich jaszczurek! xD

20160125_151345.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 25. Spróbuj ułożyć kilka inspirujących cytatów.

1) Dlaczego ktoś inny ma Ci mówić, co powinieneś robić, a co nie? Przecież to Twoje życie, weź za nie odpowiedzialność! Próbuj, najwyżej coś się nie uda. Potykaj się, przecież każdy zalicza upadki. Podejmuj decyzje, skąd możesz wiedzieć, czy na dłuższą metę będą one rzeczywiście błędne?
2) Odnajdź swoje prawdziwe wewnętrzne „ja”. Zaakceptuj je. Żyj z nim w zgodzie, a wtedy dużo spraw będzie o wiele prostszych.
3) Bądź z siebie dumny, z miejsca, w którym stoisz teraz. Przecież nikt inny nie wie, jak wiele wysiłku włożyłeś w to, by być tu i teraz.
4) Zdrowy egoizm nie jest zły, jednakże postępuj tak, by nie krzywdzić innych.
5) Olej lajki i komentarze! Bądź w pełni sobą. Jeśli coś robisz - piszesz, malujesz, śpiewasz, cykasz fotki itp. –  rób to dla siebie, nie dla uznania innych. A jeśli w jakiś sposób próbujesz pomagać innym, to pamiętaj, ze dobro do Ciebie wróci i będzie warte o wiele więcej niż skretyniałe „LUBIĘ TO”.
6) Nie stawaj się kimś na pokaz, nie zmieniaj się, bo tego chcą od Ciebie inni. Bądź w pełni, w 100% sobą. Bo lepszy wadliwy, ale jednak wyjątkowy oryginał, niż idealna, ale tandetna kopia.
7) Nie żyj życiem innych, żyj własnym. Nie zazdrość innym, bo oni mogą wcale nie mieć tak idealnego życia, jak Ci się wydaje.
8) Pamiętaj – zawsze będzie od Ciebie ktoś lepszy i ktoś gorszy, Ty sam będziesz od kogoś lepszy i od kogoś gorszy. Masz jakiś talent – śpiewasz, tańczysz, malujesz, piszesz? Doceń go takim, jaki jest! Oczywiście rozwijaj talent, przy okazji rozwijaj siebie, ale nie patrz na talenty innych, tylko ciesz się swoim.
9) Coś Ci sprawia radość, ale inni kręcą na to głową? Olej ich, Twoje życie, więc rób, co chcesz!
10) Spełniaj swoje marzenia, choćby te najmniejsze.
11) Mam w dupie, to co myślą o mnie inni – ja to ja i nic tego nie zmieni! :D
[Woah, poszalałam ^^ Jak przeczytałam to dzisiejsze zadanie, to tak sobie pomyślałam, że z 5 wystarczy, a tymczasem napisałam aż 11! To chyba mówi samo za siebie jak dobrze mi się pisało xD]  

Darke to jedno z tych moich „małych marzeń”. Strasznie się cieszę, że je spełniłam i wciąż nie mogę się nim nacieszyć ^^

20170613_170702.jpg


20170613_170724.jpg


20170613_170748.jpg


20170613_170817.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 24. Coś, przez co każdy pisarz musi w końcu przejść - scena miłości. Twoja bohaterka płakała, a teraz całuje.

Drobniutkim ciałem wstrząsnął kolejny szloch. Wzmocniłem uścisk, pogłaskałem dziewczynę po rudej czuprynie. Poczułem jej kolejny szloch. Na szczęście powoli uspokajała się. Po jakimś czasie usłyszałem, jak łapie długi oddech.
- One mają rację – wyszeptała słabo.
- Nie, nie mają! – odparłem ostro, z mocą i wzmocniłem uścisk.
- Jak nie?! – Alyssa odepchnęła mnie z całej siły, przez co o mało nie spadłem z jej łózka. – Jack, spójrz na mnie! Wyglądam…
Wiedziałem, co chce powiedzieć i dlatego nie pozwoliłem jej na to. Działałem odruchowo, nie przemyślanie, i chyba tylko dlatego jej czerwone usta zatkałem długim, namiętnym pocałunkiem. Czułem jak uchodzi całe napięcie z jej ciała. Jak cała mi się poddaje. Przez myśl mi przeszło, że mógłbym to teraz nieźle wykorzystać, ale szybko skarciłem się, przecież takie zachowanie byłoby wyjątkowo chamskie względem niej! Dlatego całą siłą woli przerwałem ten wspaniały pocałunek. Alyssa wydawała się zawiedziona, a ja z trudem opierałem się, by nie rzucić się na nią niczym wygłodniałe zwierzę. Jasne, chodzimy ze sobą już kilka miesięcy, ale to nie powód, by wykorzystywać chwilę jej słabości. Znienawidziłbym siebie, gdybym ją w jakikolwiek sposób skrzywdził.
Wziąłem głęboki wdech i powoli wypuściłem powietrze z płuc, by całkowicie nad sobą zapanować. Wiedziałem, że to, co teraz powiem zostanie w jej pamięci już na zawsze, dlatego musiałem bardzo ostrożnie dobierać słowa.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie. – Złapałem ją za piegowate ramiona, niemalże wymusiłem kontakt wzrokowy z tymi przecudnie kocimi oczami. – Jesteś najpiękniejszą kobietą…
- Nie mów tak. Już tak nie jest… - szepnęła, ponownie poddając się rozpaczy. Ukryła twarz w dłoniach.
Westchnąłem ciężko.
- Daj mi skończyć i nie spieraj się ze mną, ok? – burknąłem, mocując się z jej rękoma. Jak na szczupłą i drobniutką osóbkę, Alyssa jest bardzo silna, dlatego chwilę zajęła mi walka z nią, bym w końcu mógł spojrzeć na jej piękną, bladą twarz. Pełne usta, lekko zadarty nosek, duże kocie oczy, mnóstwo delikatnych piegów. Obraz idealny, gdyby nie pewien mankament – cała jej twarz, dekolt, ramiona i ręce „zdobiły” większe lub mniejsze stosunkowo świeże blizny. Pół roku temu Alyssa, jak również kilkoro innych ludzi, była zakładniczką w napadzie na bank, wybuchła tam prowizoryczna bomba i tylko cud sprawił, że ona teraz siedzi naprzeciw mnie.
- Jesteś piękna, doskonała i nic tego nie zmieni – szepnąłem, intensywnie wpatrując się w jej oczy, by zrozumiała, że nie żartuję. – Te blizny to pamiątka i teraz są częścią ciebie…
- Pamiątka?! A niby czego?! – oburzyła się, próbując wyrwać swoje ręce. Z trudem nie ustępowałem, jeszcze chwila, a wygra ze mną.
- Pamiątka tego, że przeżyłaś prawdziwe piekło i wróciłaś do mnie – mówiłem spokojnie, choć w środku wszystko się we mnie gotowało. Ledwo się powstrzymywałem, by nie wrzeszczeć na cały świat! Jak ktoś może oceniać wygląd Alyssy nie znając jej historii i tego, przez co przeszła?! Mam szczerą ochotę zabić jej „koleżaneczki” ze studiów!
Na moje słowa Alyssa przestała się szamotać. Teraz zaczęła drżeć. Wiedziałem, że teraz mogę puścić jej nadgarstki.
- Mówisz prawdę?
- A czy kiedyś cię okłamałem?
- Nie…
Nim zrozumiałem, co się dzieje, dziewczyna rzuciła się na mnie i o mało mnie nie udusiła.
- I podobam ci się taka? – spytała jeszcze nie dowierzając. W nozdrzach czułem zapach jej kwiatowych perfum. Zaśmiałem się, obejmując wąską talię.
- Jesteś najpiękniejsza – mruknąłem do jej ucha, lekko je całując. Na nagim ramieniu dostrzegłem gęsią skórkę. Znów zacząłem walczyć ze sobą, by nie rzucić się na nią jak zwierzę…
- Kocham cię. – Jej słowa ani trochę mnie nie zaskoczyły, ale czyny już tak. Pocałowała mnie najpierw niepewnie, a potem coraz śmielej, dodatkowo poczułem jak jej drobne dłonie wdzierają się pod moją koszulkę. Tym razem to po moim ciele przebiegł dreszcz podniecenia. Więc w końcu to nastąpi, tak długo czekałem na tę chwilę…
Moja koszula upadła na łóżko obok nas. Już dłużej nie mogłem pozostawać obojętny względem niej. Już chciałem ściągnąć jej sukienkę, gdy nagle drzwi od pokoju Alyssy otworzyły się gwałtownie, a w wejściu stanął dziesięcioletni brat dziewczyny. Spojrzał na nas zdziwiony, wyjął lizaka z ust.
- Co robicie? – spytał się, lustrując całą sytuację. Ja bez górnej części garderoby, trzymając rąbek sukienki Alyssy, ona siedząca mi na kolanach i oboje połączeni pocałunkiem… Ciekawe, ile malec z tego rozumiał?
- Tommy? – Alyssa nie mogła wyjść ze zdziwienia. – Co ty tu robisz?! – Na jej twarzyczkę wkradał się rumieniec zawstydzenia. Ja sam czułem, że robi mi się gorąco i to nie z podniecenia…
- Mamusię rozbolał brzuszek, dlatego na jutro przełożyliśmy nasze wyjście do kina. – Malec przyjrzał mi się badawczo. – Mamo! Gdzie ubrania taty, bo kolega Alyssy jest goły… - Chłopak wyszedł z pokoju, oczywiście nie zamykając za sobą drzwi, a ja dosłownie płonąłem.
- Ubierz się – powiedziała nagląco, podając mi koszulę. W przedpokoju usłyszeliśmy kroki starszej kobiety.
- Następnym razem, gdy będę cię pocieszać, to zabiorę cię do mojego mieszkania – burknąłem, ubierając się.
- Nie mam nic przeciwko – odparła i uśmiechnęła się niewinnie do wchodzącej do pokoju matki.
[Wieeeem, ckliwe, czułe, takie mdłe, że aż błe :P Ale słodkie!!! xD Cudownie się bawiłam pisząc dzisiejsze zadanie, uwielbiam takie scenki, zwłaszcza „tortury” na bohaterach, tu coś chcą, a tu nie mają ku temu okazji… o tak, uwielbiam „ten” moment przeciągać w czasie :P]

Tyle lovecia na kilku zdjęciach *o*

20170730_222625.jpg


20170730_222658.jpg


20170730_222713.jpg


20170730_222741.jpg


20170730_222811.jpg


20170730_222827.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 23. Pomyśl o ulubionej piosence. Opisz ją, a później spróbuj napisać do niej własny tekst.

Piosenka silna, szalona, pozytywna. Porywa od pierwszych dźwięków i nie odpuszcza do końca. Dwa zespoły – EXILE i GLAY – połączyły siły, skutkiem czego jest SCREM, niesamowity twór obrazujący niepowtarzalne talenty młodych wykonawców. Słuchając jej, nie mogę przestać nucić pod nosem, wpada w ucho od początku i zostaje na bardzo długo. Gdy pierwszy raz ją usłyszałam, to przez kilka dni nie byłam w stanie słuchać niczego innego. I co z tego, że jest po japońsku? Tak ciężko zrozumieć, o co w niej chodzi? O siłę charakteru, niepoddawanie się, walkę ze wszystkich sił, jak również o dobrą zabawę i robienie tego, co się naprawdę kocha. Ta piosenka ma przesłanie, wystarczy się wsłuchać…

Krzycz, ile sił masz w płucach
Pokażesz mi, kim jesteś?
Nie poddawaj się,
daj usłyszeć się.

Krzycz, niech słyszy cię cały świat,
Niech każdy wie, że to ty.
Nie daj się zagłuszyć,
Nikt cię nie pokona.

Walcz o swoje, krzycz i drap,
Uderzaj, tnij, ciosów unikaj.
Wierz w swoje „ja”,
Tylko ty możesz tego dokonać.

Jeśli świat cię nie zrozumie,
To krzycz wyraźniej.
Jeśli świat cię przekrzykuje,
To krzycz głośniej.

Swoje ideały trzymaj blisko,
Swoje siły wciąż odnawiaj,
Znajdź przyjaciół wiernych, silnych.
Bądź przywódcą, ale słuchaj,
Bądź kompanem, ale rządź.
Krzycz i nie daj się, twój cel blisko jest.

Skąd tyle siły, skąd tyle krzyku?
Na pytanie to zawsze odpowiadaj,
Krzycz ile sił,
Wierz w swoje „ja”.
Czy ktoś cię słucha?
Nie dam się zagłuszyć.
Czy się kiedykolwiek poddasz?
Do końca walczyć będę…

[Uch, kaplica… zmęczyłam to dzisiejsze zadanie, a ono zmęczyło mnie x_x Opisać piosenkę, nawet tę najukochańszą, jest naprawdę bardzo ciężko, a co dopiero napisać do niej nowy tekst! Rany, co za wariat to wymyślił?! Sama nie dałam rady napisać całej piosenki, raptem kawałek i czuję się totalnie bezsilna, brak mi już słów, pomysłów, no totalna pustka jakaś, masakra… Jak Atsushi czy Shokichi (obaj z EXILE) są w stanie napisać kilka/kilkanaście piosenek?! o.O ]
Link do piosenki:


A w ogóle dziś Światowy Dzień Książki – jak go celebrowaliście? Ja zakupiłam dwie książki i trochę poczytałam ^^

20160413_003909.jpg
 

 

Kategorie blogów