Wpisy oznaczone tagiem "xyz 2" (1)  

fuckingmemories
 
*Virginia Paige*
   
Wychodząc ze szkoły obiecałam Amandzie i Ruth, że zadzwonię do nich jak tylko odbiorę Lily spod szkoły. Jej Mała Akademia Muzyki Klasycznej mieściła się dwadzieścia kilometrów od mojego Liceum Artystycznego. Lilka grała na skrzypcach od trzech lat. Wszystko zaczęło się pewnego dnia, w szpitalu. Poznała tam Francescę, dziewczynkę rok starszą od niej (Lilka miała wówczas cztery lata), która już wtedy umiała grać proste piosenki. Akurat wtedy grała dla swojego brata, który leżał chory na białaczkę. Lilka nie była od niej gorsza, jeśli chodzi o sprawianie przyjemności choremu rodzeństwu,  nie. Przynosiła mi swoje rysunki, śpiewała mi piosenki. Ale skrzypce zafascynowały ją tak bardzo, że rok późnie rodzice zapisali ją do Małej Akademii. Małej z tego względu, że uczono tam dzieci do piętnastego roku życia.
   Droga zwykle zajmowała mi więcej czasu, bo korki w Monterey są częste. Jednak dzisiaj udało mi się je wyprzedzić.
   Czekałam w samochodzie na Lilkę około piętnastu minut. W tym czasie dokańczałam mój rysunek na zajęcia – sens życia (Simon). Byłam pochłonięta cieniowaniem, gdy nagle drzwi mojego czarnego autka otwarły się z hukiem. Na fotel obok wpadła zziajana Lily, rzucając torbę pod nogi, a futerał ze skrzypcami kładąc powoli na kolanach. Spojrzałam na nią zaskoczona, a ona wyszczerzyła się, ukazując swoje szczerby w zębach i pocałowała mnie w policzek.
- Hej, Lil – powiedziałam.
- Hejka naklejka Gini! – krzyknęła.
   Popatrzyłam na nią z ukosa, a ona, śmiejąc się, zapięła pas.
   Wszyscy mówili, że Lilka jest małą wersją mnie (oczywiście mowa o wyglądzie). Jej włosy były proste i koloru piasku, podobnie  jak moje. Nasze oczy były niebieskie jak fale oceanu (przez to połączenie piasku i wody rodzice nazywali nas syrenkami). Miałyśmy blade cery i szczupłe sylwetki, jak nasi rodzice. Różnił nas tylko charakter: ja zawsze byłam tą spokojniejszą syreną. Nie czarowałam każdego chłopaka – mój Simon był jedyny, niepowtarzalny i wyjątkowy. Za to moja siostra ma dopiero osiem lat, a kokietuje każdego słodkiego chłopca.
- Hejka naklejka? Jestem za stara na takie powiedzenia – powiedziałam odpalając samochód.
- Rzeczywiście, młoda już nie jesteś. – Popatrzyłam na nią najbardziej surowym wzrokiem, na jaki było mnie stać. – Eee… To znaczy… Masz swoje powiedzonka.
- Wybrnęłaś. – Rozczochrałam jej włosy prawą ręką, na co wydęła usta i zmrużyła oczy (co znaczy tyle, że pożałuję tego w domu). – Jak ci minął dzień?
   Aż do otwarcia drzwi naszego domu słuchałam, jak jej kolega ze szkoły Jason rozpuścił jej warkoczyki, potem poplątał włosy, a na końcu roztargał jej nuty, po czym sam nie umiał zagrać piosenki (z nutami), co ona zrobiła perfekcyjnie bez nich.
- Mamo, wychodzę – oznajmiłam jej po obiedzie.
- Z Simonem? – Mama uwielbiała tego gościa. Wiedziała, jak wiele dla mnie zrobił i jak bardzo go kocham.
- Z dziewczynami z zajęć.
   Wzruszyła tylko ramionami, a ja wyszłam z domu.

*Amanda Blake*

   Autobus był przepełniony, ale Ruth i tak dopisywał humor. Śmiałyśmy się całą drogę spod szkoły do centrum Monterey. Po opuszczeniu pojazdu szybko zsunęłam bransoletki na nadgarstki i wstrzymałam oddech, kiedy zalała mnie fala bólu. Ręka pulsowała pod bandażem.
- Dokąd idziemy? – Głos Ruth wyrwał mnie z otępienia.
- Ee… - zająknęłam się, nie mogąc znaleźć słów. – A jesteś głodna?
   Zawsze najprościej jest ominąć problem. Zbyt często stosowałam tę metodę.
- Właściwie trochę tak – odparła Ruth.
   Ulżyło mi.
- W takim razie chodźmy do tego baru, mają dobre jedzenie i nie trzeba długo czekać.
   Ruszyłyśmy w stronę baru, ale nie mogłam skupić się na rozmowie z Ruth. Opowiadała mi, dlaczego zaczęła rysować, ale nie potrafiłam jej słuchać. Po wejściu do restauracji udałam się szybko do łazienki.
   Weszłam do kabiny i położyłam torbę na zamkniętym klozecie. Po kolei ściągałam bransoletki, które nagromadziłam w ciągu ostatnich trzech lat. Mniej więcej wtedy zaczęła się moja przyjaźń z żyletkami, nożami i wszystkimi ostrymi przedmiotami. Rodzice oczywiście nie zwrócili na to uwagi. W dzieciństwie lubiłam takie błyskotki, więc uznali chyba, że z tego się nie wyrasta.
   Bandaż był koloru skóry, bo nie chciałam, żeby ktoś go widział. Nawet, jeśli chowałam go pod bransoletami. Zacisnęłam zęby gdy odwijałam go z nadgarstka, ale nawet to nie powstrzymało mnie przed syknięciem. Bandaż był mocno przyklejony do pociętej skóry. Musiałam oderwać go na siłę, żeby założyć drugi. Zagryzałam wargi z bólu, ale przecież wytrzymywałam już gorsze rzeczy. W końcu udało mi się i tkanina z powodzeniem wylądowała w koszu na śmieci.
   Szybko owinęłam rękę czystym bandażem i założyłam bransoletki. Wyszłam z kabiny i umyłam dłonie, żeby zmyć krew, która spłynęła po palcach. Wycierałam je w ręcznik, kiedy zadzwoniła moja komórka.
- Hej Mandy, gdzie jesteście? – Pogodny głos Virginii sprawił, że uśmiechnęłam się lekko.
- W Fast&Easy przy Knockout Street. Jedziesz już?
- Tak, właśnie odpalam samochód. Będę za jakieś dwadzieścia minut.
- Zamówimy ci tortille.
- Nie trzeba, ale dzięki. To widzimy się za chwilę.
   Wrzuciłam telefon do torby i wyszłam z łazienki, szukając wzrokiem Ruth.

***

   Ruth siedziała w boksie koło okna i wpatrywała się w ruchliwą ulicę na zewnątrz. Ręce miała zaciśnięte na kubku coli. Amanda podeszła do niej po cichu i rzuciła torbę na stół. Dziewczyna podskoczyła i spiorunowała ją wzrokiem. Amanda wybuchła śmiechem i opadła na ławkę po drugiej stronie stolika.
- Wybacz, nie mogłam się powstrzymać – powiedziała.
- Prawie dostałam zawału… - wycedziła. – Nieważne.
- Przepraszam.
- Spoko – powiedziała z uśmiechem Ruth. – Słyszałaś o tej imprezie w weekend?
- Ee… Nie, chyba nie. – Amanda oparła głowę na otwartej dłoni. – Kto ją organizuje?
- Chłopaki z muzycznego. Może Virginia będzie coś wiedzieć.
- Co takiego będę wiedzieć?
   Virginia stała przed stolikiem z rękami na biodrach i uśmiechała się uprzejmie. Usiadła obok Ruth i położyła ręce na stole. Spojrzała pytającym wzrokiem na koleżanki, ale w tym momencie zadzwonił telefon Amandy.
- Przepraszam – powiedziała i wstała od stołu.
   Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Noah, jej brata bliźniaka. Odebrała telefon i wsłuchała się w jego drżący, ale surowy głos, krzyczący przekleństwa pod jej adres…








____________
Nuudaa, ale obiecuję więcej emocji w kolejnej części.
Co u Was? :*

P.S. Nie wiem, do kogo wysyłać wiadomości o nowym rozdziale :)
  • awatar My imaginary world♥: Kolejny wspaniały rozdział. Biedna Amanda. Nie rozumiem czemu się tnie :c(liczę, że wkrótce się tego dowiem). Gini i Lil <3 Czekam na kolejny! ;)
  • awatar Dusza księżniczki: oh oh świetne :) tak się wciągnęłam że przeczytałam migiem i mam teraz niedosyt, pisz szybko więcej rozdziałów :) powiadom mnie jak będzie nowy :)
  • awatar arrosa ♥: Oooo jeny zakochałam się w tych gifach *.* I w rozdziale oczywyście też :)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Kategorie blogów