Wpisy oznaczone tagiem "xyz 3" (1)  

fuckingmemories
 
   Dziewczyny spędziły ze sobą miłe popołudnie, ale wszystko ma swój koniec. Pożegnały się i każda odjechała w swoją stronę. Amanda wcale nie chciała wracać. Modliła się, żeby jej autobus nie przyjechał. Rozważała, żeby w ogóle nie wracać, ale nie miałaby dokąd pójść, a nie chciała znowu zwalać się Virginii na głowę. Wracała więc do domu pustym autobusem, przeklinając się w myślach, że nie schowała tych pieprzonych żyletek.
   

*Amanda*
   

W progu powitał mnie Chester – mój pies. Polizał mnie po dłoni, ale szybko uciekł, kiedy na schodach stanął Noah. Pewnie wyczuł jego złość, bo schował się w najdalszym końcu ogrodu, a przecież już było ciemno.
   Stanęłam naprzeciw Noah i spojrzałam mu w oczy. Znalazłam w nich wściekłość, furię, ale też smutek i … zrozumienie.
- Powiedz, że się mylę – szepnął.
   Chciałam go zapewnić, że wszystko w porządku. Chciałam uświadomić mu, że najgorsze jest już za mną. Za nami. Ale Noah to mój brat i wie, kiedy kłamię.
- Przepraszam. – Tylko tyle mogłam powiedzieć.
   Noah osunął się na schody i sztywno złapał moją rękę. Zabolało, ale nie pokazałam mu tego. Utkwił wzrok w moim nadgarstku, patrząc głęboko pod bransoletki. Jakby chciał znaleźć lekarstwo na przeszłość. Szloch wstrząsnął jego ciałem, kiedy usiadłam obok brata. Zobaczyłam łzę w kąciku jego oka. Objęłam go, wtulając twarz w jego ciepłą szyję.
- Ja cię przepraszam – zaczął cicho. – Nie potrafiłem cię ochronić.
   Spięłam się, ale nie przestałam go obejmować. Milczałam.
- Nie umiałem ci pomóc. To wszystko moja wina.
- Ćśś…  uciszyłam go. Zbliżyłam wargi do podłużnej blizny na jego szyi – „pamiątki”. Napiął mięsnie i gwałtownie wciągnął powietrze, ale nie wstał.
- Nawet siebie nie potrafiłem przypilnować… Amando… Przepraszam cię.
   Przytulił mnie do siebie. Czułam jego ból i cierpienie, ale też jego nadzieję i miłość. Wlewał ją we mnie. Wiedział, że potrzebowałam tego bardziej. On już się z tym uporał, a ja… nie.
- Nie zatrudniłam cię do bycia moim ochroniarzem, Noah – powiedziałam.
- Nie musiałaś. Byłem nim, jestem i będę, a ty nie masz nic do gadania.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.


*Ruth*
   Mama siedziała w kuchni, z nogami na stole i okularami na nosie. Czytała swoją ulubioną książkę: „Zdobywam zamek” Dodie Smith. Podeszłam do niej i pocałowałam ją w czoło.
- Dobranoc – powiedziała.
   Weszłam do swojego pokoju i rzucając torbę na łóżko, położyłam się obok niej. Wlepiłam wzrok w biały sufit i próbowałam nie myśleć o niczym. Niestety, myśli zawsze przychodzą wtedy, kiedy ich nie pragniemy. Przypomniałam sobie ostatni rok.
   Josh.
   Kurwa, tęskniłam za nim.
   Spędziliśmy razem cudowny rok. I mimo tych wszystkich kłótni i cichych dni… Był najlepszy.
   Wszystko zaczęło się na imprezie u jego kumpla. Na początku tylko niewinnie tańczyliśmy, dużo rozmawialiśmy i w ogóle. Doszło między nami do pocałunku. Na początku oboje myśleliśmy, że to tylko imprezowy całus, ale okazało się inaczej. Szybko się w sobie zakochaliśmy. Spędzaliśmy razem każdą chwilę, w szkole i po. Chętnie mi pozował, kiedy rysowałam. Do tej pory mam pełno jego portretów. I pełno naszych zdjęć, których nie miałam serca spalić…
   Było nam ze sobą naprawdę dobrze. Sprawiał, że zapominałam o wszystkich problemów w domu. Każdy jego dotyk wydobywał żar z mojego ciała, że chciałam więcej i więcej. Nigdy nie był w stosunku do mnie chamski czy nie fair. Szanował mnie, tak jak każdą inną kobietę. Oczywiście, kłóciliśmy się, ale nigdy jakoś bardzo poważnie.
   Niestety.
   Wszystko się kończy.
   Josh był modelem. Dlatego tak lubił mi pozować. Ale robił to też przed obiektywem aparatu. I… nie zawsze mi się to podobało. Zapewniał mnie, że mnie kocha i tak dalej, że to tylko jego praca. I kiedy nie zgadzałam się na sesję z inną kobietą (zawsze dochodziło między nimi do zbliżeń), on akceptował. Do czasu.
   Kiedy jego kumpel pokazał mi zdjęcia z sesji z cycatą, czarnowłosą modelką, myślałam, że zemdleję. Sesja była bardzo odważna, prawie jak do porno-magazynu. A on mi o tym nie wspomniał ani słowem.
   Byłam załamana. Tłumaczył się, że to praca, że myślał o mnie, że chciał mi powiedzieć i tak dalej. Ale nie mogłam tego słuchać. Czułam, jak wali mi się świat. Chciałam z nim pogadać, wybaczyć mu, bo kochałam go najbardziej na świecie. Ale dowiedziałam się, że sesja z tą modelką nie była jednorazowa i że prywatnie też się spotykali. Nie wiem, po co. Danny, jego kumpel, wspominał kiedyś, że widział ich w parku, całujących się. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego.
   A jednak miałam.
   Te wszystkie cudowne chwile, pocałunki, imprezy, rysunki, zdjęcia. Nie potrafiłam się od tego odciąć. Wylałam miliardy łez, nie przespałam tysięcy nocy. Czułam taką pustkę, że nie mogłam normalnie funkcjonować. Całe moje życie straciło sens.
   Josh odezwał się dopiero wtedy, gdy ta dziewczyna wyjechała. Myślałam, że nauczyłam się żyć bez niego, ale gdy usłyszałam jego głos wszystko wróciło. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi brakowało jego głosu…
   Tylko wtedy ja sama szykowałam się do wyjazdu.
   I tak skończyłam: leżę tutaj, w domu na przedmieściach Monterrey, dwieście kilometrów od mojego dawnego domu. Niczego nie żałuję i jestem szczęśliwa.

*Virginia*

   Simon leżał na łóżku w moim pokoju i podziwiał efekt mojej pracy na zajęcia.
- Ładne – ocenił. – Nawet ładniejsze niż ty – dodał i wyciągnął do mnie rękę.
   Ujęłam ją w swoją i pociągnęłam do siebie. Simon zerwał się z łóżka i stanął naprzeciwko mnie. Objął mnie w pasie jedną ręką, drugą włączając muzykę.
- Zatańczymy?  
   Przyciągnął mnie do siebie i pocałował w szyje.    
- Zatańcz sobie z moim rysunkiem skoro jest ładniejszy ode mnie – powiedziałam i przytuliłam się mocno do niego.
   Poruszaliśmy się powoli, wsłuchując się w słowa piosenki „Maybe Someday” Bon Jovi. Simon zakreślał kciukiem kółka na moich plecach, a ja bawiłam się jego naszyjnikiem. Zawsze go nosił – duży, złoty krzyż na złotym łańcuszku. Był to prezent od jego babci, którą bardzo kochał i z którą rzadko się widywał. Zamknęłam oczy i mocniej go objęłam, a głowę położyłam na jego ramieniu. Poczułam ciepły oddech Simona na moim uchu.
- Kocham cię – wyszeptał i pocałował mnie w skroń.
- Wiem, kochanie. – Podniosłam głowę i spojrzałam mu prosto w oczy. – Ale ja kocham cię jeszcze bardziej.
   Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
   Nie zauważyliśmy, kiedy piosenka zmieniła się na „Terrible things” Mayday Parade. Tańczyliśmy, stykając się czołami, z zamkniętymi oczami. Nagle Simon odsunął się ode mnie. Otworzyłam oczy. Nie było go przede mną.
   Chciałam się odwrócić, ale poczułam jego rękę na moich plecach i drugą pod kolanami. Nagle znalazłam się w powietrzu i prawie krzyknęłam.
- Spokojnie, kicia, to tylko ja. – Jego głos był spokojny i czuły.
   Zaniósł mnie pod okno i ułożył na parapecie. Sam usiadł obok mnie.
- Będzie ci zimno? – zapytał.
- Przy tobie nigdy.
   Uśmiechnął się w odpowiedzi i podniósł moje okno do góry. Zwiesiliśmy nasze nogi z parapetu od zewnątrz, sami siedząc na wewnętrznym. Simon przytulił mnie mocno i oparł głowę o moją. Patrzyliśmy długą chwilę na gwiazdy, nie mówiąc ani słowa. W końcu Simon przerwał tę ciszę, mówiąc:
- Chciałbym, żeby ta chwila trwała wiecznie, aniele.
   Moją odpowiedzią na to był pocałunek, który złożyłam na jego bladych ustach.


_____________



Don't fall in love - there's just too much to lose.
Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

Kategorie blogów