Wpisy oznaczone tagiem "xyz 4" (1)  

fuckingmemories
 
   Amanda, Ruth i Virginia siedziały w głównym holu Liceum Artystycznego. Miały wolną lekcję, podobnie jak uczniowie skrzydła muzycznego. Na korytarzu pojawił się Simon ze swoim przyjacielem – Calebem.
   Obaj mieli na sobie czarne rurki i czarne koszulki z logo ich ulubionego zespołu – Linkin Park. Wyglądaliby jak bracia, gdyby nie różniący ich kolor włosów: Caleb był blondynem, natomiast Simon miał ciemne włosy.
   Chłopcy podeszli do dziewczyn i przytulili każdą z nich. Simon usiadł obok Gini i przyciągnął ją do siebie. Pocałował ją w czoło i nie pozwolił się odsunąć, a ona odwróciła się w jego stronę. Caleb wcisnął się między Amandę i Ruth, zaszczycając Ruth długim spojrzeniem swoich niebieskich oczu.

*AMANDA*

   Kiedy Caleb usiadł obok Ruth poczułam, że na mnie czas. Gin była zajęta Simonem, a Caleb wyraźnie chciał być z Ruth sam na sam. Westchnęłam i pozbierałam swoje rzeczy do torby. Kiedy wstawałam z ławki poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się.
- Gdzie idziesz?
   Virginia oderwała się od Simona i patrzyła na mnie spokojnym, ale czujnym wzrokiem. Ja spojrzałam na Simona. Siedział wpatrzony w Gini jak w obrazek. Kochał ją tak mocno i okazywał jej to na każdym kroku. Ale po chwili spojrzał na mnie, lekko zmieszany.
- Zostań, Amy, ogarniemy się.
   Mimo woli się uśmiechnęłam.
- Muszę oddzwonić, wrócę – powiedziałam, machając im telefonem przed oczami.
- Okej. – Usłyszałam w odpowiedzi.
   Jednak oddalając się czułam na sobie wzrok Virginii. Odwróciłam się szybko. Zobaczyłam, jak oddycha z ulgą, kiedy minęłam drzwi toalety i wyszłam na zewnątrz.
   Na placu szkolnym nie było nikogo poza mną. Chłodne powietrze otulało moją twarz, włosy tańczyły na wietrze. Mimo, że był początek października, w Kalifornii było szaro i zimno. Jeszcze tydzień temu biwakowaliśmy nad jeziorem, a dzisiaj? Bez kurtki i parasola lepiej nie wychodzić z domu.
   Biwak. Rany, ale było fajnie. Wybraliśmy się do domku letniskowego należącego do rodziców Virginii, razem z Ruth, Simonem, Calebem i Alexem. Alex to kolega z zajęć. Jest wysoki, umięśniony i ma czarne włosy. Chodzi z nami na rysunek, ma ogromny talent. Jest całkiem miły, ale… No właśnie, ale.
   Alex traktował dziewczyny jak zdobycze. Dawał każdej nadzieję, a po seksie zostawiał je same. Nie chciałam być jedną z nich.
   Nagle poczułam czyjąś dłoń na plecach. Odwróciłam się.
- Hej maleńka – usłyszałam.
   Alex stał przede mną, z czarującym uśmiechem na ustach. Jego zielone oczy były przymrużone, w policzkach ukazały się dołeczki.
- Cześć – odpowiedziałam.
- Co tam? Jakieś plany na dzisiaj?
- Nie, nie mam planów.
- Idealnie, bo ja też nie mam. – Uśmiechnął się jeszcze bardziej.
   
        Zaraz, zaraz. Piątkowy wieczór, a ten chłopak nie ma planów? Chyba się przesłyszałam. Zmarszczyłam brwi.

- No co? To takie dziwne, że Alex Benson zaprasza Amandę Blake na randkę w piątkowy wieczór?
   
        Chwilka. Co on właśnie powiedział?

- Szczerze, to tak.
- Nie daj się prosić.
   
        Nie zgadzaj się.

- Zgoda.
- Wpadnę o ósmej – powiedział, po czym złożył pocałunek na moim policzku.
   Stałam na dziedzińcu liceum, próbując zrozumieć, co wydarzyło się trzy sekundy temu. Nic sensownego nie przyszło mi do głowy. Chyba świat obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni.

*RUTH*

   Ostatnia lekcja dłużyła mi się niemiłosiernie. Kto by pomyślał, że kiedyś będę się nudzić na lekcji rysowania. Spojrzałam na kartkę Virginii. Simon na jej rysunku był idealnym odzwierciedleniem chłopaka. Obraz wyglądał jak zdjęcie. Przeniosłam wzrok na swój rysownik. Mój stary dom w Sacramento – dwupiętrowy, biały budynek z ciemnym dachem. Wcześniej mieszkałam w bloku, ale kilka lat po wyprowadzce taty, mama kupiła ten dom na obrzeżach miasta. I to był jedna z jej najlepszych decyzji w życiu. Druga, to przeprowadzka do Monterrey.
   W końcu zadzwonił dzwonek. Virginia szybko się pożegnała i wskoczyła do samochodu Simona. Była spięta i strasznie się spieszyła, ale nie mówiła, o co chodzi. Amanda też nie dopytywała. Wypiłyśmy kawę i pożegnałyśmy się – przyjaciółka pojechała razem z Noah.
   Powoli ruszyłam w stronę przystanku, kiedy bordowy SUV zatrzymał się obok mnie. Przyciemniana szyba uchyliła się i zobaczyłam głowę Caleba.
- Wskakuj, Ruth! – Zawołał i uśmiechnął się pogodnie.
   Odwzajemniłam to i otworzyłam drzwi auta. Zapięłam pas i odwróciłam głowę w jego stronę. Był blisko. Nachylał się nade mną i patrzył w moją stronę. Poczułam jego dłoń na mojej.
- Caleb – zaczęłam, ale nie pozwolił mi dokończyć.
   Chłopak zamknął moje usta pocałunkiem. Po chwili oderwał się ode mnie i spojrzał w moje oczy. Wplatając palce w jego włosy i przyciągając go do siebie dałam mu pozwolenie na więcej.

*VIRGINIA*

   Simon zatrzymał samochód. Spojrzałam przez szybę na miejsce, które znałam tak dobrze, jak własny dom.
- Kochanie, będzie dobrze – powiedział Simon i pogładził mnie uspokajająco po udzie.
   Odwróciłam głowę w jego stronę, przycisnęłam czoło do jego czoła i ścisnęłam dłoń.
- Boję się…
- Wiem. Ja też się boję. Ale przejdziemy przez to razem, tak?
   Pocałowałam go w usta.
- Zawsze razem.
- Zawsze razem.
   Wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi. Razem weszliśmy do kliniki onkologicznej.
   Od razu udaliśmy się na drugie piętro, na sam koniec korytarza. Wszędzie było pusto, nawet w recepcji nikogo nie było. Usiedliśmy na „naszej ławce” – nikt na niej nie siadał, poza nami. Nieprzerwanie od pięciu lat.
   Ławka była przy ogromnym oknie. Widok padał na centrum miasta. Ogromne skrzyżowanie, z niezliczoną liczbą tramwajów, autobusów i samochodów. Kiedyś liczyliśmy, ile przejechało żółtych, ile niebieskich, a ile czerwonych. Dzisiaj tylko siedzieliśmy wtuleni w siebie, pocieszając się nawzajem.
- Virginia Paige – usłyszałam głos recepcjonistki, niezmiennej od pięciu lat. Odwróciłam się w jej stronę. – Doktor Gilbert już czeka.



______________

Przepraszam, że tak długo czekaliście.
Czytasz = Komentarz


Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Kategorie blogów