Wpisy oznaczone tagiem "złe myśli" (11)  

samotnajow
 


Nie ma ich. Zmęczyli się i wyszli. Ocieram łzy. Cały rękaw mojej bluzy jest czerwony od krwi. Nos. Czemu jestem taka kurwa, słaba. Cały czas płaczę. W dodatku czuję, że wyzywanie ich mnie niszczy. Psuje coś od środka. Jakby zabiera mi moją osobowość. Zniżam się do ich poziomu. Jednak nie jest ważne, czy coś mówię czy milczę i tak mnie katują. Tylko dlaczego to robią? Wychodzę ostrożnie z mojego pokoju. Słyszę jak Ludwiczek bawi się zabawkami. Tak, niczego nieświadome dziecko. Lepiej żeby tak zostało. Uchylam drzwi do jego pokoju. Siedzi wśród klocków. Jest taki mały i bezbronny. Co za piękny widok. Kolejna łza upada na podłogę. Nie widzi mnie jest zajęty zabawą. I dobrze. Zamykam drzwi do jego pokoju. Odwracam się, na korytarzu panuje pustka i ciemność. Nagle pojawia się na końcu korytarza jakaś postać. Po posturze poznaję, że to ojciec. Idzie w moją stronę. O Boże, O Boże. Zasłaniam rękoma głowę. Nagle świat zatrzymuje się. Czuję się jakby ktoś nagrywał film w zwolnionym tempie. Jest mi niedobrze. Bardzo się boję. Czuję, że ledwo trzymam się na nogach. Opieram się plecami o ścianę, ojciec jest już prawie na przeciwko mnie. Aż siadam na podłodze. Panicznie się boję. Patrzę na niego, nie zwraca na mnie uwagi przechodzi obok mnie i idzie do swojej sypialni jakbym nie istniała. Uf, co za ulga. Czuję że będę wymiotować. Wbiegam do łazienki. Zatrzaskuję drzwi i wymiotuję wodą i czymś żółtym... Podnoszę się znad muszli i patrzę w lustro. Moja twarz nie wygląda bardzo źle. Z nosa sączy się tylko mała stróżka krwi a wokół oczu powstały wybroczyny od wymiotowania. Prawa połowa głowy bardzo boli. Nie mam jednak siniaków na twarzy to dobrze. Myję twarz. Dotykam nosa. Ała. Słyszę chrupanie kości. Nos rusza mi się w każdą stronę. O Boże. Znowu mi niedobrze. Ustawiam nos w miarę prosto. Nie czuję nadgarstków. Będę miała siniaki. Zapewne na brzuchu, żebrach i nogach też. Boli mnie pierś. Bardzo oberwałam. Zamykam oczy. Tak bardzo bym chciała żeby, ktoś mnie stąd zabrał. Nagle słyszę, że matka gdzieś dzwoni. Uchylam drzwi do łazienki..

- Marta? Jak dobrze Cię słyszeć- mówi moja matka do słuchawki, zapewne- tak znowu ona- przerywa na chwilę- mamy takie z nią same problemy- znowu przerwa słyszę jak matka zanosi się od płaczu- tak, Jowitka uciekła a jak wróciła zwyzywała mnie od kurw a ojca nazwała hujem, mówię Ci Marta nie mam już siły do tego dziecka- cisza, przerywana chlipaniem matki- tak, tak, dziękuję Ci że jesteś, jeszcze, o Boże, jeszcze Marta nie uwierzyłabyś, kopała nas i biła, musieliśmy się bronić o Boże Marta ja tego nie przeżyję- cisza- tak dobrze, przyjedź na kawę potrzebuję cię- i nastaje długa cisza chyba skończyły rozmawiać.

Marta to przyjaciółka mojej matki. Od czasów szkoły. Powiernica sekretów. Słyszę kroki na górę. Wychodzę na korytarz i szybko kieruję się do swojego pokoju. Matka krzyczy do mnie.

-Tylko wyjdź szmato ze swojego pokoju i coś powiedz to tak Cię zajebiemy z ojcem, że już nie wstaniesz!

-Dokładnie! Kurwo jebana- słyszę głos ojca z sypialni

Odwracam się i chwytam za klamkę od pokoju. Matka szarpie mnie za ramię. -Słyszałaś?! Czy Kurwa nie? Mamy Ci powtórzyć - drze się do mnie- odpowiedz bo zawołam ojca

- A to wołaj- co ja kurwa mówię..

- Co ta kurwa chce powtórki- śmieje się ojciec- nie słyszysz o co pyta Cię mamusia?

-Słyszę

Uderzenie z pięści w głowę. Znowu tępy ból.

-To co kurwa nie odpowiadasz?

- T..tak

- Co tak ?- okłada mnie pięściami, leżę na podłodze w korytarzu pod nim.

- Nie wyjdę z pokoju, nie wyjdę, nie wyjdę - krzyczę przez łzy

-Super - i jeszcze mi poprawia- Nie mogłaś tak od razu? Nie byłoby potrzeby Cię bić- podnosi mnie za ciuchy do góry i rzuca do pokoju- no nie wyłaź, zresztą i tak nikt Ci nie uwierzy!


Kiedy drzwi z hukiem za mną się zamykają, podnoszę się z ziemi. Zdejmuję bluzę i wycieram nią sączącą się krew z nosa. I tak jest cała brudna. Szukam w torbie szczotki i czeszę stargane włosy. Patrzę na szczotkę z niedowierzaniem. Cała jest w moich włosach. Jak to? Przeczesuję włosy ręką. Pomiędzy palcami zostaje mi garść lśniących czarnych włosów. O rany. Aż zakręciło mi się w głowie. Rezygnuję z dalszego czesania. Wyciągam z szafki różową polarową pidżamę w renifery i ją zakładam. Nie zdejmuję stanika ani majtek. Pod obszerną pidżamową bluzę zakładam podkoszulkę na ramiączka, a pod spodnie spodenki na wf. Muszę być zawsze gotowa na bicie. Nigdy nie wiadomo kiedy przyjdą. Czasem potrafią przyjść w środku nocy i bić za to, że znaleźli brudną szklankę albo nieposkładane pranie, o którym zapomniałam. Muszę  być w pełnym ubraniu. Bo podczas szarpania kiedy nie mam stanika biją mnie po piersiach a czasami zdarza się im podrzeć na mnie bluzkę. Nie mogę się wtedy bronić bo zbyt bardzo jestem upokorzona i zajmuję się zasłanianiem nagich piersi. To moja pierwsza zasada. Nigdy nie rozbierać się do spania.

Znalazłam telefon.

Oooo kilka smsów. Uśmiecham się przez łzy. Czuję kłucie w sercu. Nie wiem czy jest ono przyjemne czy nie.

Sms od Sławek:

“ Cześć kochanie, co porabiasz?”



“Kochanie? Czemu się nie odzywasz? Tęsknię!”



“Chodzi o to, że nie odebrałem telefonu? Naprawdę nie mogłem miałem matematykę, muszę zdać maturę. Nie bądź egoistką!”



“Dobra jak chcesz! Nie odzywaj się jak chcesz. Wieczny foch jak zawsze.”



Ok... super, czuję pieczenie pod powiekami, tak bardzo nie mam siły się tłumaczyć... Łzy napływają mi do oczu. O Boże. Jestem taka samotna. Odpisuję. Tak bym chciała napisać co się stało u mnie w domu. Ale i tak nikt mi nie uwierzy. Rodzice mają rację , jestem nikim i nikt mi nie uwierzy. Jeszcze Sławek się na mnie obraził...

“ Kochanie... przepraszam, że nie odpisywałam nie mogłam, naprawdę.. byłam zajęta, uczyłam się”



Czuję gulę w gardle. Klikam "wyślij".

Następna wiadomość od "Steryd". Kochany Rafałek. Aż mi się ciepło na sercu robi kiedy o nim myślę. Poduszka jest mokra od łez. Przekręcam ją na drugą stronę.

“Hejo księżniczko. Co tam słychać?”



“ Nie ucz się tyle bo Cię zjedzą motyle”



“ Za mądra będziesz”



Ta. Na pewno. Och Rafi gdybyś wiedział. Odpisuję:

“ Hej, troszkę tylko się uczyłam się idę spać. Do zobaczenia jutro w szkole;)”



I jeszcze jeden sms od numeru 535382722 . Nie znam takiego numeru...

Odczytuję..

“ Witaj Dziewczyno W Deszczu:). Uprzedzając Twoje pytanie numer mam od pewnej osoby jednak nie powiem Ci od kogo. To tajemnica. Chciałem życzyć Ci miłego wieczoru, i przesyłam buziaka na dobranoc:*”



Moje serce bije jak szalone. To Aleks. Dziewczyna w deszczu? W sumie trafne określenie. Całe moje życie jest jak deszczowy dzień. Zaskoczył mnie jego styl pisania. Niesamowite. A może go idealizuję? Tylko czemu? Nakrywam się kołdrą na głowę.

Odpisuję:

“ Dobranoc :)



Co ja robię, przecież mam chłopaka. To już chyba flirt. Jestem beznadziejna. Jestem beznadziejną córką, skoro nie kochają mnie rodzice. Jestem beznadziejną dziewczyną. Całe moje życie jest beznadziejne. Otwieram książkę do biologii i zaczynam czytać:

“Pierścienice są zwierzętami bezkręgowymi, ich ciało ma wydłużony kształt i składa się z pierścieni...”


  • awatar gość: co to za straszne pierdolety? :(
  • awatar SamotnaJow: Straszne ale prawdziwe
Pokaż wszystkie (2) ›
 

samotnajow
 


Szliśmy tak w deszczu. Po jego ostatnim zdaniu poczułam przyjemne ciepło które rozlewało się po całym moim ciele. Dlaczego ? Przecież w ogóle go nie znam, a jak to jakiś psychopata? Teraz właściwie zaczęłam sie zastanawiać nad tym co ja robię.
- Dokąd idziemy? -Spytał Aleks.
- Emm.. na przystanek- próbowałam udawać, że wcale nie jestem zaskoczona tym pytaniem. Jestem zdecydowanie zbyt zmęczona i nie myślę racjonalnie. Co ja robię. Dlaczego przystanek. Nie chciałam jeszcze wracać do domu.
- Ok. Na który ?
-Powiem Ci jak dojdziemy. A skąd tak w ogóle wiedziałeś jak mam na imię?-Spojrzałam na niego odgarniając z czoła mokre włosy. Szedł w zamyśleniu spoglądając przed siebie. Zauważyłam, że ma mocno zarysowaną szczękę, typową dla ludzi o silnym charakterze.
- Hmm boję się że jak Ci odpowiem uciekniesz. Obiecasz, że tego nie zrobisz ?
- Zaczynam się bać... - uśmiechnęłam się smutno patrząc na swoje brzydkie buty i czując jak powoli przemakają. Poczułam niemiły uścisk w gardle. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Jego ramię mocniej ścisnęło  moją drobna dłoń, tak jakby naprawdę bał się, że zaraz się wyrwę z jego uścisku.
-Jakby Ci to powiedzieć ... Obserwuje Cię..
-Co??- Krzyknęłam. Gardło ścisnęło mi się w tym momencie a serce niebezpiecznie  przyspieszyło - o to tutaj! To mój przystanek- mówiłam szybko wyrywając pod tym pretekstem dłoń spod jego ramienia
- Jowita! - Złapał mnie za łokcie - daj mi wytłumaczyć- Jestem znajomym Rafała! To ja pisałem do Ciebie na Facebooku!
- Puszczaj mnie. Zaraz, co? Poczekaj - drżącą ręką wyciągnęłam telefon z torby - wystukałam numer Rafała.
- Oo - usłyszałam głos Rafala, przeczuwalam że się usmiecha- królewna raczyła się odezwać. Test już się skończył. Molenda prawie...
-Rafał- przerwałam mu prawie krzycząc - Znasz Aleksa?
- Jakiego Aleksa ?
- Jakiego Aleksa ! - Krzyknęłam patrząc na blondyna który trzymał mnie za ramiona.
- Aleksandra Kwiatkowskiego.
- Kwiatkowskiego-Drżącym głosem powiedziałam do słuchawki.
- Kwiatkowskiego? Tak, a co... - powiedział cicho i jakby posmutniał.
- Nic- rozłączyłam rozmowę.
- No i co? - zapytał patrząc na mnie z rozbawieniem.
- Zna Cię.
- Widzę że Rafał ma na Ciebie bardzo duży wpływ.
- Nie wiem może ? Ale co to ma do rzeczy? Skąd się w ogóle znacie ?
- O to chyba Twój autobus. - Blondyn wskazał w kierunku nadjeżdżającej 15.
-Tak to mój ...
- No chyba, że wolisz żebym podwiózł Cię moim samochodem ?- uśmiechnął się zadziornie. Ten uśmiech miał w sobie coś niesamowitego. Chciałam na niego patrzeć i patrzeć. Przygryzłam wargę... Nie umknęło to jego uwadze. Przechylił lekko głowę i rozchylił usta.

- Nie, nie dzieki, muszę już jechać- jego uścisk zelżał a ja oswobodziłam się i odwróciłam się w kierunku autobusu od razu szybkim krokiem ruszyłam do otwartych drzwi

- Nie, nie dzieki, muszę już jechać- jego uścisk zelżał a ja oswobodziłam się i odwróciłam się w kierunku autobusu od razu szybkim krokiem ruszyłam do otwartych drzwi. Jego ciepło przestało mnie obejmować. Poczułam chłód na ramionach, których dotykał. Mimowolnie się wzdrygnęłam. Moje ciało tęskniło za tym ciepłem. Kiedy drzwi zamknęły się za mną odwróciłam się spoglądając na niego. Stał w deszczu trzymając w ręce parasol. Wysoki barczysty blondyn. Teraz dopiero sobie uświadomiłam że jest podobny do Rafała, jednak nie tak umięśniony. Kiedy autobus ruszył uniósł rękę by mi pomachać. Uśmiechnął się przy tym słodko. Chciałam odwzajemnić ten uśmiech ale wiedziałam, że nie mogę. Całą siłą woli się przed tym powstrzymywałam. Czułam jego wzrok na sobie. A co najgorsze nie było to wcale złe uczucie.
Czemu ten człowiek tak bardzo na mnie działa ? Skąd zna Rafała? Skąd to uderzające podobieństwo? Rafał jest przecież jedynakiem.
 

samotnajow
 
Uderzyłam nogą w szafkę z całej siły. Znowu zapomniałam kluczyka. Tak szybko wychodziłam z domu, że zostawiłam go na stole u mnie w pokoju... Kopnęłam szafkę ze złością, jeszcze raz z całej siły, zamek odskoczył i wreszcie się otworzyła z okropnym i głośnym skrzypnięciem zardzewiałych zawiasów.

-Noo! - Zawołałam z triumfalnym okrzykiem
-Hej Jowita! Boooże....
Podskoczyłam na dźwięk jego głosu.
-O hej Steryd co tam? - Odwróciłam się w jego stronę. Rafał miał taką ksywę odkąd pamiętam. W sumie nie ma się czemu dziwić. Jest bardzo umięśniony. Ćwiczy codziennie na siłowni. Kiedy ktoś go spyta mówi, że nie bierze sterydów, ale aż ciężko uwierzyć, że mówi prawdę. Serio. Nie wiem czy mu wierzę. Nie dość, że jest wysoki to jeszcze te szerokie barki i wytrenowane mięśnie. W szkole nikt mu nie wchodzi w drogę. Sama aż mam dreszcze kiedy patrzę na jego posturę. W dodatku jest przystojny. Bardzo przystojny. Wszystkie dziewczyny sikają w majtki na jego widok. Czemu wybrał na przyjaciółkę akurat mnie? We mnie nie ma nic ciekawego. Jego błękitne oczy, patrzą na mnie z niedowierzaniem. Skrzywiłam się myśląc o tym jak beznadziejnie musiałam wyglądać.

- Nie wiedziałem, że jesteś taka ostra! -odpowiada śmiejąc się, w sumie zanosząc się od śmiechu i oczywiście teatralnie łapiąc się za brzuch- O matko- ociera udawane łzy rozbawienia.
-Miałam po prostu zły dzień ok?- rzucam i uciekam wzrokiem, z krzywym wymuszonym uśmiechem, poprawiam rękaw szarej bluzy chcąc ukryć siniak i zdejmuję buty opierając się o ścianę.

Mam nadzieję, że nikt nie przykleił do tej ściany gumy, w moim liceum to standard a ja mam takiego pecha, że zawsze albo wdepnę w jakieś gówno, albo usiądę na gumie i potem przez pół dnia paraduję z gumą na dupie po szkole, bo moje życzliwe koleż...

Mam nadzieję, że nikt nie przykleił do tej ściany gumy, w moim liceum to standard a ja mam takiego pecha, że zawsze albo wdepnę w jakieś gówno, albo usiądę na gumie i potem przez pół dnia paraduję z gumą na dupie po szkole, bo moje życzliwe koleżanki oczywiście nie zwrócą mi na to uwagi.
-Zły dzień?- prychnął- Bejbe jest 7:30, wow...- i dalej na mnie patrzy, zabawnie unosząc jedną brew i kiwając głową z politowaniem.
Co mam mu powiedzieć, że mam popieprzonych starych? Że moja matka wczoraj wróciła z nocnej zmiany, weszła do pokoju Ludwika i zobaczyła porozrzucane kredki i o 3 w nocy zerwała mnie z łóżka ciągnąc za włosy po dywanie. Następnie kazała wyciągnąć odkurzacz i poodkurzać całe piętro w domu za karę, że nie zrobiłam tego wcześniej? Co mam Ci powiedzieć, myślę zakładając moje brązowe brzydkie adidasy, że ojciec tak mnie wtedy pobił, że aż rozerwał na mnie podkoszulkę? Że nie mogę zrozumieć czemu moi rodzice tak mnie nienawidzą? Że każdy powód by mnie uderzyć jest dobry? Że chciałabym ze sobą skończyć albo zacząć się ciąć by mi ulżyło. Ale nie zrobię tego bo wiem, że moja ofiara poszłaby na marne a cięć i tak nikt by nie zauważył, a nawet jeśli to albo bili by mnie mocniej i bardziej zastraszali albo wyśmiewali i opowiedzieli wszystkim dookoła, że jestem psychicznie chora. Nie spałam normalnie od kilku dni a dzisiaj od trzeciej w nocy i ledwo widzę na oczy, bo do pierwszej uczyłam się do dzisiejszego testu z chemii...
- Nie gap się na mój tyłek -odpowiadam odkasłując, by nie brnąć w to dalej i uśmiecham się zaczepnie - jesteśmy tylko przyjaciółmi Steryd- odwieszam kurtkę na wieszak i zatrzaskuję szafkę.
- Pff. Wolę patrzeć na tyłek stuletniej szatniarki niż na twoją kościstą dupę, Jow.
- Umiesz na test z chemii? -Pytam śmiejąc się z jego oburzonej miny.
- Jak zawsze!
- Ja też.
Oboje wiemy jak jest naprawdę. Nienawidzę chemii. Ale chcę być lekarzem więc muszę się uczyć.. Steryd też nie lubi tego przedmiotu, on w przeciwieństwie do mnie ma kochająca rodzinę i lepsze warunki do nauki.. Wzdycham ciężko, moje rozmyślania przerywa mi jego głos..
- Dobra nie pierdol Bejbe bo spóźnimy się a ta stara rura Molenda nie da nam żyć i każe pisać ten sprawdzian przy biurku.
Śmiejąc się przeskakujemy po kilka schodków. Tak mi tu dobrze. Uwielbiam swoje liceum. Chciałabym tu zamieszkać i nie musieć wracać do tego domu, a właściwie więzienia..
Wpadamy do sali, wszyscy już siedzą na swoich miejscach. Pięknie kurwa. Jak zwykle.
- Jowita! Czy ty kiedyś przyjdziesz na lekcje na czas? - Stara nauczycielka podchodzi do mnie, łapie mnie za rękę i prowadzi za sobą, kątem oka dostrzegam, że Steryd korzystając z okazji zajął miejsce w ostatniej ławce, cały świat się na mnie uwziął! Krzywię się z niesmakiem. Nauczycielka zatrzymała się przy biurku.- Oto Twoje miejsce- Nie dziwi mnie to. Ta stara kobieta ma dziwny zwyczaj sadzania spóźnialskich przy biurku. Jakby to miało w czymś pomóc. A może to pomaga jej? Pewnie lubi się pastwić nad uczniami. Tak najłatwiej wylać żal i frustrację życiem. Mam wrażenie że to filozofia ktorą wyznają wszystkie nauczycielki stare panny. Zrzucam torbę i biorę krzesło. Wyciągam długopis. Klasa po cichu się śmieje, niektórzy pokazują na mnie palcami. Mam to gdzieś. To nic w porównaniu z tym co mam w domu. Pierwsze pytanie. Kurde jak to było? ...
Nagle wszystkie moje myśli i wszystko to czego się uczyłam gdzieś uleciało. Podpieram głowę ręką i tempo wpatruję się w pustą kartkę. Jestem cholernie zmęczona. Wróciłam myślami do niego. Czemu? Nawet nie wiem jak wygląda. Napisał mi na facebooku, że nie może się powstrzymać od patrzenia na mnie. Że kiedy idę i on może mnie obserwować, świat się dla niego zatrzymuje. Że chciałby za mną pójść na koniec świata i nigdy nie stracić mnie z oczu. Rumienie się na samo wspomnienie tych wiadomości. Mam nadzieję, że to nie psychol. Zawsze miałam dobrą intuicję i tym razem podpowiada mi ona, że z tego może wyjść coś ciekawego. Tak bym chciała poznać tego człowieka, ciekawe kto to.. Przyznam szczerze, że pierwszy raz ktoś mówił o mnie w ten sposób. Boże co ja myślę, przecież ja mam chłopaka.. eh. Czemu ja z nim jestem? Bo jest dla mnie dobry. Przymykam powieki... Jest jedyną osobą, która mnie w życiu nie skrzywdziła. Aż podskakuję na krześle kiedy słyszę głos nauczycielki.
- A panienka z okienka to zamierza coś w ogóle napisać ? - Krzyczy uderzając otwartą dłonią w biurko- Matury nie zdaje się dumaniem i rozmyślaniem o niebieskich migdalach- słyszę drwiący głos Molendy- jak tak dalej pójdzie to nie dopuszczę cię do matury moja panno, zresztą już jestem pewna że nie zdasz... - tego już było za wiele. Poczułam jak moje oczy robią się mokre. Nie mogę się rozpłakać. Nie mogę nie teraz! Usłyszałam drwiący śmiech który rozniósł się po sali. Uderzył w moje serce niczym milion małych szpilek. Miałam wrażenie że ten śmiech skanduje "gorsza, gorsza, gorsza". Córki lekarzy i synkowie prawników, aż zanosili się ze śmiechu. W tej klasie ja byłam najsłabszym ogniwem. Tylko ja nie miałam rodziców którzy byliby "kimś" a nawet mogłabym śmiało powiedzieć że są nikim. Wiec można było się że mnie bezkarnie naśmiewać nie zagrażając nikomu. Nie uwazałam że są nikim dlatego że nie mają budzącej respekt posady i dlatego że nie dają mi pieniędzy ani na korepetycje ani na ubrania ani nawet na jedzenie... Są potworami. Dlatego są dla mnie nikim. Sięgam po torbę i podnoszę ją z ziemi.
Odsunęłam krzesło, złapałam za kartkę. Nauczycielka wyrwała mi ją szybko. Była zupełnie pusta.
-Do widzenia- Powiedziałam patrząc jej w oczy i odwróciłam się w kierunku drzwi. W klasie zapanowała absolutna cisza. Słychać było tylko moje kroki i przyspieszony oddech. Słyszałam bicie własnego serca. Wyszłam na korytarz. Zatrzasnęłam za sobą drzwi. Koniec. Cisza. Nie zdałam. Będę miała problemy... Trudno. Do matury zostało tylko 100 dni. Teraz dopiero zrozumiałam co oznacza stuprocentowa zdawalność matury na kierunku lekarskim. Słabsze jednostki się eliminuje. Czy ja jestem słabą jednostką?
  • awatar W Życiu o Życiu: hym nie jesteś słabą osobą. Teraz dopiero jest czas by to przeczytać. jedno co mnie nurtuje czemu masz niską samoocenę...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

himawanti
 
Kiedy ktoś jest na tej Ziemi w roli Guru - nauczyciela i przewodnika czy ostatecznie niebiańskiego mistrza (mistrzyni) na duchowej drodze, to wszelkie niewłaściwe zachowania ludzi wobec tej wzniosłej duchowo osoby dają im z czasem pewne skutki karmiczne, które będą tym cięższe im w bliższej relacji wobec tego mistrza czy nauczyciela-przewodnika byli.

Upeksza (obojętność, spokój ducha, dystans) Guru wobec ludzi i ich reakcji na Guru jest jak najbardziej wskazana, chociaż ostracyzm też jest spotykany - karman (odpłata karmiczna) i tak ich dopadnie, zwykle najpóźniej po 12 do 30 latach, ale bywa, że już po kilku dniach czy miesiącach...

Przykładowo, jedna pani przybyła na duchowy program zajęć do pewnej autentycznej duchowej Mistrzyni, ale w czasie zajęć ciągle na coś narzekała. A to za daleko usiadła i pełna pretensji narzekała, że nie słyszy, co Mistrzyni mówi, a to narzekała, że w upalny dzień okna są otwarte w sali zajęć, a przeciągi szaleją, a to że sesja zajęć za długa bo ją nogi od asany (siedzenia) bolą... I w tydzień zachorowała za swoje złośliwe myślenie i demoniczne uwagi pod adresem Mistrzyni w kuluarach oraz w czasie wykładów i praktyk. I tak sobie chorowała przez kilka lat, aż odchorowała swoje diaboliczne złe reakcje na Mistrzynię duchową siddhów.

W Indiach ludzie wiedzą, że o Guru nie wolno ani źle mówić ani źle myśleć, gdyż wytworzony w ten sposób zły karman będzie trzeba odcierpieć (zwykle żadne środki nie chcą go złagodzić), tak silnie jest spredystynowany (wpisany w los człowieczy)... Owa pani, przyszła na zajęcia terapeutyczne, gdzie po odpowiednim rozeznaniu (analizie) jej przypadku uświadomiono jej co było powodem jej długiego chorowania i dlaczego żadne leki jej nie pomagały, ale nie zauważono oznak chęci poprawy złego charakteru na przyszłość, jedynie próbowała kolejnych pyskówek, tym razem już pod adresem samego Boga (co rodzi kolejną porcję złego karmana). Tak głupi bywają ludzie z gruntu źli.

Oczywiście, takich historii złych ludzi, którzy przychodzą do rozmaitych Guru i zachowują się niewłaściwie w mowie, czynach czy w myślach jest całkiem sporo. Wszyscy ci ludzie są szkodliwością (złem) tej ziemi i dlatego Prawo Karmana obchodzi się z nimi także zwykle bardziej surowo niźli w zwyczajnych relacjach międzyludzkich. W magii mówi się nawet o potrójnym zwrocie karmicznym dla tych, którzy zachowują się niewłaściwie wobec Magów (kapłanów i kapłanek magicznych bóstw) oraz wobec Wielkiej Bogini i jej przejawień...

Nawet jak ktoś wobec Guru ma dobry karman z powodu zasług, ale potem narobi takiego złego karmana, z czasem ów dobry karman się wyczerpie, a zły zacznie się manifestować. Dlatego wedle wschodnich przykazań, ludzie mają obowiązek dbać o dobre relacje z osobami będącymi w roli Guru na tej ziemi. Inaczej ich los na tej ziemi, także w następnych wcieleniach będzie ciężki.

Boskie duchowe Moce, Siddhi, jakie manifestuję się poprzez co większych autentycznych Guru pomagają ludziom na zasadzie sympatii (bhakti), ale nie zrobią nic dla tych, których myśli, słowa lub czyny są niewłasciwe. Inaczej mówiąc, Bóg nie pomaga szkodnikom. Guru, znani także często z nadzwyczajnej mocy ochraniania uczniów duchowych (ćelah) i wielbicieli (bhatów), nie mają jednakże mocy ochraniania przed złem osób, które w swoich myślach, słowach i czynach zachowują się wobec Guru niewłaściwie...


Śiwa-Guru.jpg
 

worthlesslady
 
Dopadł mnie dołek i rozpłakałam się. Od tak, bez powodu. A to jest chyba najgorsze. Bo wtedy człowiek nie potrafi przestać. Nie potrafi się uspokoić, a łzy ciągle lecą i lecą. I jest ich coraz więcej. A człowiek czuje się po prostu jak skończone gówno, bezwartościowa i beznadziejna kreatura, której nie powinno tu być. Nawet w takim dziesięciominutowym spadku formy psychicznej ma się ogromną i przytłaczającą ochotę na autodestrukcję. A w takich chwilach można zrobić wszystko, więc staram się powstrzymywać... Nienawidzę płakać. Jestem wtedy taka żałosna.
 

pleasehealme
 
skin-and-bones: Źle mi dziś. Chcę umrzeć, cierpieć. Wyłam przez godzinę w poduszkę, pierwszy raz w życiu się odrobinę pocięłam. Planowałam głodówkę, ale się zmusiłam. Dałam radę. I tak nienawidzę siebie, przyjaciele mnie nienawidzą, niedługo odejdą, tak strasznie mi źle, ale wiem, że to najlepsze wyjście, przynajmniej będzie im lżej.
Bilans:
jabłko, banan, 3 mandarynki - ok. 320 kcal
kawałek kurczaka, trochę ryżu, żółta papryka, szpinak - ok. 150 kcal
kromka chleba z plasterkiem sera brie - 130 kcal
trochę jogurtu z syropem klonowym i jagodami goji - 100 kcal
Razem: 700/700
Nie mam się z czego cieszyć, to straszne, kiedy ktoś z dnia na dzień zaczyna Cię ignorować. Straszne, bo to moja wina, wina tego, jaka jestem, ludzie przez mnie cierpią. Terapia nie pomaga, leki nie pomagają, chcę umrzeć. Bez nich nie mam po co żyć.
  • awatar hypokalaemia: rozumiem Cię, ale musisz dać jakoś radę. to dziwne, że owoce mają więcej kcal, niż np: ryż, mięso, haha, naprawdę bardzo dziwne, ale dobrze Ci poszło :)
  • awatar skin-and-bones: @hypokalaemia: To dlatego, że ryżu i mięsa zjadłam bardzo mało w porównaniu z owocami... :)
  • awatar innocenceForDream: jesz zdrowo, nawet przesadnie, mozesz byc z siebie dumna! jestes taka silna! Tak , jestes SILNA! Tylko czasem o tym zapominasz. Ale od tego masz nas, zebysmy Ci przypomnialy :* nie jestes sama!
Pokaż wszystkie (5) ›
 

pleasehealme
 
skin-and-bones: Bilans:
trochę makaronu, łososia z kaparami, rukoli - 250 kcal
jogurt z amarantusem, bananem, odrobiną syropu klonowego - 250 kcal
prawie całe jabłko - 100 kcal
Razem: 600/600
Jadłam obiad prawie godzinę, jogurt chyba nawet dłużej. Nawet jabłko pogryzałam przez wszystkie przerwy w szkole, po kawałku co 45 minut... Nie jestem przyzwyczajona do tak ogromnych porcji...
Znowu wszyscy są na mnie źli. Macie czasem tak, że niemal fizycznie czujecie, że ktoś ma Was dość i wręcz Was nienawidzi? To już od wielu miesięcy nie jest przyjaźń, nie rozmawiamy, poza szkołą praktycznie się nie widujemy, mamy przed sobą sekrety, nie ufamy sobie. To znaczy ja nie mam sekretów, ja ufam, ale widocznie nie zasługuję na to samo. To nie tak, że nie próbowałam nawiązać kontaktu. Byłam nachalna. Aż za bardzo. Może dlatego ona ma mnie tak dość. A wiecie dlaczego to wszystko się chrzani? Przez Anę. Ona była kiedyś chora i nadal myśli w taki sposób. To obrzydliwe. Nienawidzę Any. A mimo wszystko w nią weszłam.
  • awatar I only want you: Dasz radę, widzisz małymi kroczkami ale idziesz dalej, a co do "przyjaciółki" to skoro się tak zachowuje, nie ma zaufania, to może wcale nią nie była? Trzymaj się kochana, dasz radę! :*
  • awatar Perfekcja 22: Małymi kroczkami do sukcesu powodzenia;)
  • awatar hypokalaemia: dobrze, że długo jadłaś :) ładny bilans tak, też tak mam z ludźmi
Pokaż wszystkie (3) ›
 

pleasehealme
 
skin-and-bones: Bilans:
pół wasy z warstewką musztardy i papryką - ok. 15 kcal
kilkanaście liści młodego szpinaku - ok. 5 kcal
pół miseczki (100 gram) zupy kalafiorowej - ok. 40 kcal
8 gram suszonych jagód goji - 20 kcal
Razem: 80/128 kcal
MUSIAŁAM EDYTOWAĆ, BO KURWA NIE UMIEM LICZYĆ. 80, a nie 100!
Poćwiczyłam dzisiaj: 100 nożyc, unoszeń bioder, pajacyków, 50 brzuszków, trochę rozciągania się i skłonów...
Mam zawroty głowy, trzęsą mi się ręce, widzę ciemne plamy, huczy mi w głowie, dygoczę z zimna, nie mogę się skupić, poświęcam na myślenie o (nie)jedzeniu kilka godzin dziennie, albo i kilkanaście, przez resztę dnia śpię, słabo mi, mam dość, mam nogi jak z waty, po zjedzeniu listka szpinaku czułam się okropnie słaba i łapczywa, tłusta świnia, czym się różnię od grubasów wpieprzających cheeseburgery w macu??? Też nie potrafię się powstrzymać, też brzuch mi sterczy obleśnie, a tłuszcz faluje na udach...
I tak będę się źle czuła. Ja przecież chcę się źle czuć. Mam wręcz wrażenie, że ze mną jest zbyt dobrze. Ale wiem, że będzie gorzej. Nienawidzę siebie i nie wiem już co robić. Poddać się, walczyć? Z czym, o co? Z Aną, o siebie? Czy z sobą, o Anę?
  • awatar I only want you: Jeśli źle się czujesz to jest jakaś wskazówka ... Jedz trochę więcej, ale przede wszystkim brak Ci witamin, pewnie żelaza. W anie najgorsze jest to, że brakuje nam zawsze witamin, więc musimy je jakoś inaczej dostarczać,np. poprzez tabletki. Ja bym walczyła z aną o siebie, bo nie warto ledwo żyć tylko dlatego bo się głodzisz, możesz też być piękna i chuda, ale poprzez zdrową dietę i ćwiczenia... Ale to twój wybór, mam nadzieję, że dobrze wybierzesz :d
Pokaż wszystkie (1) ›
 

pleasehealme
 
skin-and-bones: Dziś bilans fatalny, kurwa, nie mam nawet żadnej wymówki, bo co? Mamusia? Musiałam? Gówno, nie chciałam sobie robić problemu, robić mamie przykrości, chciałam mieć spokój, kurwa.
kawałek kurczaka - ok. 60 kcal
pół małego ziemniaka - ok. 30 kcal
parę łyżek szpinaku - ok. 15 kcal
No dobra, nie jest tak źle. Naprawdę się bałam.
Jutro też koło 100, mam nadzieję...
Mam kurwa dość, czuję, jak mnie nienawidzę, czuję, że oni też mają dość mnie, czuję, że jestem ciężarem, jestem toksyczna, szkodliwa, egoistka, wykorzystuję ich, żyję ich kosztem, pasożyt, obrzydliwa, tłusta, brzydka, głupia, nic niewarta...
  • awatar gość: maluteńko zjadłaś :(
  • awatar I only want you: Nie bądź dla siebie taka surowa kochana :( Nie zjadłaś wcale aż tak dużo ;) I też tak się czuję, ale pamiętaj, że masz nas, motylki :*
  • awatar skinnyshadow: Mało zjadłaś, wyluzuj kochana :* Napewno nie jesteś dla nich ciężarem, pomimo tego co mówią Ci bliscy, pewnie bez Ciebie nie dali by sobie rady.. Czuli by wielką pustkę, której nie da się zasąpić...
Pokaż wszystkie (3) ›
 

pleasehealme
 
skin-and-bones: Bilans:
obiad: pita + 5 łyżek sałatki (to samo co wczoraj) - 240kcal;
przekąska: 4 wasy, pół mandarynki, maleńkie ciastko czekoladowe domowej roboty (jakieś 4 gram)- 160kcal;
Razem: 400/500 kcal.
2 szklanki zielonej herbatki i całkiem sporo błonnika (ze 12 gramów), więc myślę, że nie jest źle.
45 minut intensywnych ćwiczeń, wg kalkulatora to około 250kcal, ale jakoś nie chce mi się wierzyć.
Dzisiaj rano było 43.6kg. :) Jest nieźle, jakoś idzie.
Coraz częściej myślę o zakupie żyletki, kurwa...
  • awatar cassie0: cudowna waga, jejku.
  • awatar Thinspo-feather: nie tnij się, ślady zostaną ci na cale życie, perfekcyjne ciało to ciało chude a nie z bliznami
  • awatar skin-and-bones: nigdy nie będę mieć perfekcyjnego ciała. i zasłużyłam na karę, za dobrze się czuję codziennie od 1,5 tygodnia. Inni nie chcą mi dać tego na co zasługuję, więc chyba będę musiała to zrobić sama.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

pleasehealme
 
skin-and-bones: No dobra, dziś jest źle, ale planowałam więcej kalorii, więc jest 750, później może skubnę ciastko albo coś. Nie straciłam kontroli.
Zrobiłam 250 powtórzeń nożyc, trochę się porozciągałam. Wiem, że mało, ale zupełnie nie mam kondycji, bo już od dawna nie ćwiczyłam.
Zastanawiam się, po co to robię. I mam wrażenie, że tylko dlatego, że się nienawidzę, ale od tego nienawidzę się jeszcze bardziej; nienawidzę się za to, co robię bliskim, ale jednocześnie mam wrażenie, że ich to i tak nie obchodzi. To niesprawiedliwe i nieuzasadnione, ale przestałam myśleć racjonalnie; ciągle czuję, jakby wszyscy wokół mieli mnie dość. Nie zasługuję na nich. Mam w głowie milion myśli pustkę jednocześnie. Milion sprzecznych emocji i beztroskie wyłączenie uczuć, żeby móc pozorować szczęście. I tak nie wytrzymam długo.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Kategorie blogów