Wpisy oznaczone tagiem "zastrzeżone" (3)  

panttera
 
Poniedziałek, 19 grudnia

Drżą mi dłonie. Ręce. Nogi. Drżę cała. Czuję jak przebiega mnie dreszcz u koniuszka kości ogonowej aż po samą szyję. Wzdrygam się. Jest zimno, cicho i ciemno. Kawałek mojego ciała, oświetla poświata z latarni za oknem. Nie słyszę nawet cykania zegara. Być może dlatego, że wszystko mnie przeraża. Lub po prostu nie słyszę zegarka, gdyż padła bateria. Nagle na kuchenny blat wskakuje kot i siada obok mnie. Podskakuje przestraszona, zeskakuję z blatu i staję w kącie, obok lodówki i zlewu. Czuję jak moje serce bije zawzięcie szybko. Przełykam ślinę, nie mogąc złapać oddechu. Staram się nabrać powietrza przez usta, ale i ta próba zdaje się na nic. Osuwam się na podłogę, czując łzy w oczach. Wiem, że nic nigdy nie będzie idealne w moim życiu, ale dlaczego to zawsze mnie spotyka coś nieprzyjemnego? Łapię się dłońmi za gardło i zaciskam mocno powieki. Otwieram ponownie usta i próbuję wciągnąć ile sił w płucach, powietrze. Udaje się. Kładę głowę na zimnej podłodze, czując łagodzący chłód na policzku. Zagryzam wargi i płaczę. Płaczę. Płaczę krótko i w ciszy.
Podnoszę się na łokciach i rozglądam po ciemnej kuchni. W mroku spoglądam na szarawą postać z błyszczącymi oczami, wpatrującymi się prosto we mnie. To Kot, siedzący wciąż na blacie. Słyszę jego ciche miauknięcie. Ignoruję je i odwracam głowę w stronę pokoju. Zaczynam się w tamtym kierunku czołgać na brzuchu. Sama nie wiem dlaczego po prostu nie wstanę. Jest mi gorąco. Nie, zimno. Nie, nie wiem. Jest mi gorąco, ale ciarki przeszywające moje ciało, sprawiają mi chłód. Czołgam się wolno i… zamykam oczy, zaciskam z całych sił pięści i jak najmocniej zagryzam wargi, żeby tylko nie krzyczeć z bólu. Opuszczam głowę w dół i jedną ręką łapię się za nadgarstek. Syczę z bólu. Otwieram oczy i zauważam krew na mojej dłoni. Mam rozcięty nadgarstek. Spoglądam na podłogę i widzę ostry, kawałek blaszki, wystającej z naderwanego łącza paneli i kafelków kuchennych. Głośno klnę i zaciskam dłoń na prawym nadgarstku. Czołgam się dalej. Przez moment mam wrażenie, że rozumiem te wszystkie dziewczyny, które się tną. Mam wrażenie, że wiem co one czują. Na początku paniczny ból, ale po chwili pewnego rodzaju satysfakcję, która przynosi ci spokój i łagodzi wszystko. Przez moment zapominasz o wszystkim innym. Myślisz intensywnie tylko o tym co sobie zrobiłaś. Mam wrażenie, że wiem jakie to jest niesamowite uczucie. Ale zaraz po chwili, zmieniam zdanie. To coś okropnego. Jak można niszczyć swoje ciało? Jak potem pokazać się wśród ludzi? Jak znieść ich pytające spojrzenia? To jeszcze gorsze niż krzywda wyrządzona samemu sobie.
Podciągam się do góry i otwieram drzwi balkonowe na oścież. Czując pod brzuchem chłodną podłogę, wychylam się i zanurzam lewą dłoń w śniegu, leżącym na malutkim balkoniku. Czuję przyjemne zimno, które łagodzi mój ból. Nabieram dłonią trochę śniegu i przykładam do okaleczonej ręki. Lekko szczypie i boli, ale po chwili jest o wiele lepiej. Śnieżnobiały śnieg, barwi się na czerwono. Ponownie sięgam po czystą garść i przykładam do policzka. Najpierw jednego, a potem drugiego. Zamykam oczy i wyobrażam sobie siebie idącą po zamarzniętym jeziorze. Nagle kra się łamie, a ja wpadam wprost pod lodowatą wodę, która mnie paraliżuje. Wyobrażam sobie, jak chcę wypłynąć na powierzchnię i nie mogę. Lekko rozchylam wargi i dotykam śniegu, trzymanego w dłoni. Rozsmarowuję go na ustach. Zanurzam obie dłonie w śnieżnobiałym śniegu i nabieram ogromną garść. Rozcieram ją na twarzy, potem na szyi i ramionach oraz na dekolcie. Przyszywa mnie lodowaty chłód. Śnieg topnieje na moim ciele, skapując wprost na moje piersi. Czuję przyjemne, otaczające mnie uczucie. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu, czuję, że naprawdę żyję. Że jestem kimś innym. Że mogę wszystko. Że powinnam wszystko. I że chcę robić wszystko co tylko zapragnę.
Otwieram oczy, widząc zakrwawiony śnieg. Przymykam drzwi balkonowe i kładę się na łóżku w skulonej pozycji. Wpatruję się przed siebie. Nie wiem co się ze mną dzieje. Co robię? I dlaczego? To trudne. Samotność zabiera mi życie. Samotność mnie dusi…
Chcę teraz porozmawiać z moją drugą Orual, ale jej nie ma. Nie słyszę jej. Nie widzę oczami wyobraźni, mimo iż tak bardzo tego pragnę. Głowę chowam między ramionami. Przez otwarte okno, wlatuje mroźne, zimowe powietrze, przeszywające mnie do szpiku kości. Moja zwiewna, krótka sukienka nocna, lekko się porusza na moim nagim ciele. Nabieram do płuc głębokiego oddechu, który szorstko ociera się po moim gardle. Przełykam ślinę i otwieram oczy. Przez chwilę mam wrażenie, że ktoś mnie uważnie obserwuje przez okno, ale nic nie zamierzam z tym robić, nawet jeśli miałoby to być wytwórnią mojej wyobraźni. Taka myśl daje mi trochę swobody na to, iż nie jestem do końca tutaj sama. Może powinnam zastanowić się nad tym głębiej, lecz na pewno nie w tym momencie. Oddycham z wyraźną ulgą. Jakimś cudem udało mi się pozbyć Chłopaka Z Metra z mojego mieszkania. Nie byłam dla niego ani trochę delikatna. Wyrzuciłam go w końcu, więc nie sądzę, by poczuł się z tym dobrze. Jednak nie miałam innego wyjścia. To znaczy miałam, owszem, w końcu zawsze jest jakieś inne rozwiązanie, lecz działałam jak zwykle zbyt impulsywnie.
Powinnam bardziej panować nad moimi gestami i słowami, kiedy jestem w takim stanie.
W jakim stanie?
Wzdycham. Nie wiem. Skąd mam t o wiedzieć. Może powinno się t o leczyć, a może powinno się zamykać na oddziały specjalne takie osoby jak ja. T o co czuję w chwili, gdy płaczę nie jest niczym szczególnym. Ot taki żal do świata, iż jestem samotna. Czy mam prawo płakać z tego powodu? W końcu są ludzie chorzy, upośledzeni, umierający, biedni i jeszcze bardziej zdesperowani niż ja. Więc co jest moim prawdziwym powodem codziennych histerii? Samotność? Samotność, której tak bardzo zawsze się obawiałam i która wreszcie mnie dopadła? Czy to w ogóle ma sens?
Sięgam po szklankę i podnoszę ją na wysokość oczu. Wpatrując się w przezroczystą w niej wodę, zastanawiam się co widzę. Szklankę do połowy pustą czy do połowy pełną? Marszczę czoło i wykrzywiam usta w dziwnym grymasie. Widzę po prostu szklankę z wodą. To bez sensu.
Biorę łyk i przez chwilę trzymam wodę w ustach, mając nadymane policzki. Łykam i pociągam nosem. Nie, nie płaczę. Nie musisz się o mnie martwić - choć i tak dobrze wiem, że tego nie robisz, mimo, że byłoby mi miło. Wstaję i ze szklanką wody, podchodzę do okna, by je zamknąć.
Przez moją głowę przenika nagła myśl, że powinnam dać szansę Oscarowi. Tylko szansę na co?
8.jpg


Dać szansę Oscarowi…
Myśl pocieszająca jest taka, że od teraz w każdym rozdziale będzie jeszcze ktoś prócz Orual. ;)


*expirion.tumblr.com/*
  • awatar Karaliene♥: PIERWSZA! HAAHHA. Powiem tyle, że próbowałam oddychać i udało mi się kiedy skończyłam to czytać. Jest tak perfekcyjnie napisane, jest nawet poruszony wątek dziewczyn samookalaczających się. Nie przeszkadza mi to, że czołga się po swoim mieszkaniu, gdyż uczucia są najlepiej oddane. Orual wydaje mi się dziewczyną skrytą w sobie, delikatną i kruchą. Jak motyl. Oskar doskonale się nią zaopiekuje ;)
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Cudowny rozdział :3 Podoba mi się to w jaki sposób opisujesz wszystko : ) Mam nadzieję,że da Oskarowi szansę; ) Z wielką niecierpliwością czekam na kolejny rozdział *_*
  • awatar `Marzeniami sięgnąc nieba..: Kochana, nie rozpisuję się bo doskonale wiesz co o tym myslę :) Rozdział jak zawsze genialny :)
Pokaż wszystkie (15) ›
 

panttera
 
Niedziela, 18 grudnia

Siadam na brzegu nie zaścielonego łóżka i biorę na kolana kota. Nerwowo drapię go za uchem, wpatrując się przed siebie. Siedzę w krótkich spodenkach i białym topie. Czuję dreszcz na nagich ramionach. Ilustruję wzrokiem książki od taty, stojące na półce naprzeciwko. Jest ich tak wiele! Zastanawiam się na którą mam dziś ochotę. Może „Dopóki mamy twarze” C.S. Lewisa? Lub coś z kolekcji Alice Kuipers? Wzdycham, stawiam kota na podłodze (który automatycznie wskakuje na parapet) i podchodzę do wysokiego regału, sięgającego pod sam sufit. Staję na brzegu dolnej szafki i sięgam po książkę Emily Giffin, stojącej na najwyższej półce. Dzwoni dzwonek do drzwi. Lekko tracę równowagę i upadam na podłogę. Teraz słychać pukanie. Podciągam kolana pod brodę i rozmasowuję uderzoną nogę. Ponownie rozlega się pukanie, dzwonienie, pukanie i dzwonienie. I tak przez kilka minut na zmianę. Podciągam się i idę lekko kulejąc do drzwi. Nie cierpię mojego życia. Jest tak bardzo trudne.
-Nic ci nie jest? - widzę Chłopaka Z Metra na progu moich drzwi.
-Co? - marszczę czoło.
-Przewróciłaś się?
-Być może - odpowiadam chłodno. Nie mam najmniejszej ochoty teraz na jego odwiedziny. I tak nigdzie z nim nie pójdę. Na j a k ą k o l w i e k  kawę.
-Daj spokój, Or. Przecież widzę - wskazuje palcem na czerwoną plamę na mojej lewej nodze, która powoli zaczyna robić się bordowa. - Kiedy to było? Masz lód? Trzeba to szybko obłożyć lodem… - mówi ciepłym i przyjemnym głosem, robiąc krok w moją stronę. Ja robię krok w tył, spoglądając mu w oczy. Nic nie mówię. - Chodź, pomogę ci.
Wchodzi do mojego mieszkania, a ja bez słowa poddaję się jego terapii. Siadam na kuchennym krześle i w milczeniu obserwuję jak chłopak klęcząc obok mnie, delikatnie przykłada lód do mojej nogi. Nie boli mnie. Czuję się dobrze. On mnie nie pociąga, jednak mimo to mogę teraz mu się uważnie przyjrzeć. Oddycha spokojnie, a jego tors powoli podnosi się i opada. Niemal mam wrażenie, że słyszę jego głośne bicie serca. Hmm to chyba moje serce. Moje serce bije aż tak głośno? Uśmiecham się lekko do siebie, spoglądając na swoją klatkę piersiową. Podnosi się i opada w szybkim tempie. Dotykam prawą dłonią serca i natychmiast wyczuwam jego szybkie bicie. Chłopak podnosi do góry głowę i spogląda najpierw na moją rękę, leżącą na sercu, a potem na moją twarz. Widzę u niego cień zawahania i niepewności. Uśmiecham się do niego.
-Źle się czujesz?
-Nie - odpowiadam z lekkim uśmiechem, a widząc jego pytającą minę, kontynuuję - Przyjemnie bije. W tak szybkim tempie. Spójrz - chwytam jego dłoń i przykładam na piersi, tam gdzie czuć serce. Mój oddech jest nie równy. Uważnie obserwuję jego twarz i wpatrujące się jego oczy w moją klatkę piersiową. Zastanawiam się o czym teraz myśli. Co chce. Czego pragnie. Czy mu się podobam. Czy jestem w jego oczach atrakcyjna i seksowna? Odchylam głowę lekko do tyłu i zamykam oczy. Czuję delikatne muskanie warg chłopaka na mojej dłoni, a potem na piersiach i obojczykach, czy mi się tylko wydaje? Nie chce teraz tego wiedzieć. Chcę trwać w tym jak najdłużej. Czuję ciepło, którego tak nienawidzę. Ale dobrze mi jest tak. Zatapiam ręce w jego zmierzwionych włosach, czując jak pieści mnie wokół ramion. Zapominam o mojej nodze i o tym, że miał mi ją schłodzić lodem.  Nachylam się w jego stronę i obejmuję za szyję. Całuje mnie lekko po nagich ramionach i dekolcie. Czuję pulsującą szybko krew w moich żyłach. Jest mi gorąco. Palą mnie miejsca, gdzie mnie całuje. Jego ręce dotykają moich gołych nóg, przesuwając się po wewnętrznych stronach ud. Podnosi moją koszulkę, dotykając zachłannie mojego brzucha. Całuje go, wędruje ustami w dół, muskając moje ciało kończące się przy zamku od krótkich spodenek. Oboje balansujemy na granicy, wiedząc, że wystarczy tak niewiele. Ściąga ze mnie ubranie i całuje po nagim ciele. Brakuje mi. Brakuje mi. Brakuje mi czegoś więcej. Zsuwam się szybko z krzesła na chłodną podłogę. Nachylam się nad nim i przywieram do jego ciała, swoim. Chwytam jego twarz w objęcie i mocno całuję w usta. Czuję słodki smak, który staje się dla mnie natychmiast pożądaniem. Chcę więcej. Pragnę więcej. Muszę mieć więcej. Zdobędę więcej. Całuję go nie zważając na nic. Nie obchodzi mnie moje życie i otaczający mnie świat. Pragnę teraz tylko jego. Chłopaka Z Metra, którego na dobrą sprawę nawet nie znam. Lecz liczy się teraz coś więcej. Co zaspokaja moje myśli. Znam jego ciało. I mam je przy sobie. Tutaj. Obok. Jego ciało jest teraz połączone wyjątkową mocą z moim- pożądającym i jego rozpalonym.
Czy nadal jestem samotna?

6.jpg


Nie wypowiadam się co do dzisiejszego rozdziału, czekam na wasze opinie.
Kolejny rozdział -> imię blondyna.
Tak bardzo fajnie, jest nanananananana.  :>

tumblr_lwgp0y4Nf61r71exgo1_500_large.jpg


Życzę Wam wszystkim pięknych i najlepiej spędzonych świąt, które będziecie pamiętać jeszcze na długo, jak mam nadzieję z radosnych powodów. ;* I aby nowy rok był pełen miłości i spełnionych marzeń i żeby każdy z was dotrzymał postanowień! ;)
Duuuużo dobrych imprez życzę, piękne!
Na ten świąteczny czas mam dla was pewną sentencję:
„Bo jeżeli miłość ma być treścią naszego życia, to trzeba pokochać. Wszystko.” Ks. M. Maliński

tumblr_mx34xwxFM01qcxdeho1_500.jpg
  • awatar *Etta*: Jeju świetne. Dziękuje za życzenia i nawzajem. Mam nadzieje, że następny jak najszybciej :)
  • awatar My imaginary world♥: WoW! Całkowicie mnie zaskoczyłaś O.O Rozdział jest cudowny! ;3 Dziękuję za życzenia i życzę Ci tego samego <3
  • awatar I'm Lovatic: Oo super. Nareszcie dowiem się jak ma na imię blondyn. Dziękuję za życzenia, życzę Ci tak samo radosnych świąt oraz szczęśliwego Nowego 2014 Roku <3
Pokaż wszystkie (25) ›
 

courtshipdate
 
graaay
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
pandora. > kotna:

Wpis tylko dla kotna

 

 

Kategorie blogów