Wpisy oznaczone tagiem "zdrowie" (1000)  

stylowki24
 
Przed Wami druga część naszej nowej serii, dotyczącej zaburzeń psychicznych. Tym razem bierzemy na tapetę chorobę afektywną jedno- i dwubiegunową.

www.dlanastolatek.pl/choroba-afektywna-jedno-i-d…

Bez-nazwy-1-kopia2.jpg
 

pajabier4444
 
Pojechałam do Gdańska z mamą i z babcią i z mamy partnerem, obecnie już mężem - Sławkiem.
Spędziliśmy tam bodajże tydzień czasu.
Oczywiście do Gdańska zabraliśmy ozonator, który zakupiłam w internecie :).
Przez te parę dni było po prostu super, bo chodziłam z mamusią i ze Sławkiem na plażę, dużo spacerowałam, zwłaszcza ze Sławkiem, bo to on jest z tych, co lubią chodzić, a mama z tych leniwych, co lubią siedzieć na tyłku :D.
Tam poprawiła mi się kondycja, dlatego mile to wspominam, bo miałam siłę spacerować i sprawiało mi to przyjemność.
Poza tym, kiedy chodziliśmy z mamusią i ze Sławkiem na plażę, spotykaliśmy się też z mamusi znajomymi, którzy też tam przyjeżdżali, więc ogólnie było bardzo wesoło.
Uwielbiam takie chwile, kiedy mogę cieszyć się pięknem przyrody i spacerować, i słuchać różnych odgłosów otoczenia, wdychać różne zapachy i, zwyczajnie... być...
Minus był taki, że niestety babcia nie była wtedy na plaży, bo siedziała w domu u rodziny i gotowała mi różne rzeczy do jedzenia :(, no i ozonowała.
Siedzenie tam nie należało do przyjemności, bo w tym domu jest straszny bałagan, brudno i nie był jeszcze wtedy remontowany od czasów wczesnej komuny /.
No ale - nie można mieć wszystkiego :(.
Tak, czy inaczej, jest to jedno z moich miłych wspomnień tamtego okresu - 2015 rok - koniec lipca.
 

stylowki24
 
Przed Tobą pierwsza wizyta u ginekologa? W tym wpisie znajdziesz najważniejsze informacje na jej temat.

www.dlanastolatek.pl/co-musisz-wiedziec-przed-pi…

Bez-nazwy-2-kopia-11.jpg
 

pajabier4444
 
Miałam wizytę, o ile pamiętam, o godz 10.00.
Byłam badana aparatem salvia. To badanie trwało 40 min.
Na badaniu wtedy wyszły mi obciążenia metalami ciężkimi i, jak mi pani doktor powiedziała, alergia na metale zawarte w pożywieniu, ogniska borelii w  płucach, niska odporność, spowodowana przez borelię, borelia była również w tkance glejowej i dale nie pamiętam, co mi jeszcze wyszło.
Wiem, że pani doktor wszystkiego mi wtedy nie powiedziała, bo to fizycznie niemożliwe :), ale powinna dać mi wtedy wydruk z badania, bo później, jak dowiedziałam się, że salvia jest u nas w Płocku, to tam właśnie taki wydruk zawsze dostawałam.
Jeździłam tam coś tak ze 2 lata, ale z perspektywy czasu wiem, że ta lekarka w ogóle źle zaczęła odtruwanie, bo powinna zacząć od jelit i wątroby, a nie od borelii, od odtruwania układu nerwowego itd.
W ogóle większość terapii to były na emocje, czy odtruwanie układu nerwowego i, oczywiście, nic to nie dało na dłuższą metę, ale o tym, jak to się stało, że zrezygnowałam z terapii, napiszę później.
 

pajabier4444
 
Oczywiście potem nie obyło się bez przeszkód - chudłam i przybywałam na wadze na przemian, były okresy, że czułam się wyczerpana. Źle też reagowałam na wszystkie pokarmy, które jadłam (zgagi, bóle brzucha, zaparcia).
w tym czasie tak, jak mówiłam, trochę ratowały mnie kroplówki. Po nich też przechodziły mi dolegliwości gastryczne.
Doszłam do wniosku, że mogę reagować źle na chemię w pożywieniu i zaczęłam szukać metod, oczyszczania żywności z pestycydów.
Najlepszą z nich wydawał mi się ozonator, więc kupiłam go na allegro i to, jak się później okazało, pozwoliło mi przetrwać te najgorsze chwile, bo, rzeczywiście okazało się, że reagowałam źle na chemię, bo po ozonowaniu jedzenia było trochę lepiej, ale nie poprawiło się na tyle, żebym mogła funkcjonować.
Cały czas szukałam w internecie różnych, naturalnych metod leczenia.
Nie wiem, jak to się stało, że trafiłam na metodę detoksykacji doktora Jonasza i preparaty Joalis.
Ściągnęłam sobie książkę z internetu o tej metodzie i zaczęłam czytać o tej metodzie - o zatruciach konkretnych obiegów czynnościowych organizmu, o ogniskach bakteryjnych, wirusowych, grzybiczych, emocjonalnych i toksycznych substancjach chemicznych, które nas zatruwają i powodują zaburzenia nietylko na poziomie fizycznym, ale i emocjonalnym w zależności, w jakim obiegu czynnościowym narządów się znajdują.
Bardzo mnie to wtedy zainteresowało, bo to było nieco inne myślenie niż to, z którym się do tej pory zetknęłam.
Jednak dopiero dzisiaj w pełni rozumiem, o co tutaj chodzi.
Powiem tyle, że, jak czytałam tą książkę, to wydawało mi się, że mam wszystkie możliwe toksyny i to w całym organizmie, ale zaraz potem pomyślałam sobie, że to przecież niemożliwe.
Dziś jednak wiem, że to jest prawda, ale dopiero od niedawna mam tę świadomość.
Znalazłam więc numer do Gdańska, gdzie tą metodą leczono, porozmawiałam o tym z mamą i z babcią i potem, chyba w lipcu, pojechaliśmy tam na wizytę.
Nie było problemu, bo mam rodzinę w Gdańsku.
Wtedy, kiedy miałam wizytę, był 2015 rok.
 

pajabier4444
 
Mam problem, a raczej wewnętrzny konflikt ze swoimi zasadami.
Chodzi mianowicie o to, że byłam dzisiaj z babcią na spacerze i w naszej okolicy odbywała się akcja charytatywna, która dotyczyła pomocy 3-miesięcznej Zosi, która cierpi na SMA (rdzeniowy zanik mięśni) i był organizowany kiermasz ciast, celem zebrania pieniędzy na terapię genową dla niej.
I tu zaczyna się problem.
Wiadomo, że wszyscy w takiej sytuacji chcą pomóc, każdy coś daje.
Wiem, że to jest choroba genetyczna, że jest to choroba niestety śmiertelna, jeżeli szybko postępuje.
I tu jest problem, bo ja nie zgadzam się z tą terapią i zaraz powiem, dlaczego.
Po pierwsze - jest strasznie droga, bo kosztuje 9 milionów, ale to nie jest najgorsze, bo, żeby to miało pomóc, to 9 milionów złotych nie byłoby problemem.
Po drugie - i tu dochodzimy do sedna, jest to terapia działająca na poziomie genetycznym, modyfikująca geny w taki sposób, żeby produkowały więcej białka, którego nazwy nie pamiętam, ale wiem, że chamuje to rozwój tej choroby. Każda jednak modyfikacja genetyczna w dalszej perspektywie może się zemścić i co wtedy?... Nie musi to być w pokoleniu tego dziecka. Mogą się ujawnić inne choroby dopiero w trzecim pokoleniu.
Teraz przeczytałam, że ten lek to jakiś wirus, który się podaje do rdzenia kręgowego, że jest ryzyko uszkodzenia wątroby.
Jestem przeciwna tak ryzykownym terapią, dlatego też z zasady nie daję pieniędzy na coś takiego.
Pomagam komu innemu - daję zawsze pieniądze na fundację ,Polacy dla Polaków" Jerzego Zięby, żeby pomagać dzieciom z padaczką lekooporną, które są zostawione same sobie przez lekarzy, a tak to mają możliwości leczenia marihuaną medyczną. i jest to skuteczne i, praktycznie, bez żadnego większego ryzyka.
Poza tym na pewno istnieją bezpieczniejsze metody - przykładem mogą tu być dzieci z zespołem Downa, których leczono dietą, dzięki czemu ich wyraz twarzy poprawiał się i zaczęły lepiej funkcjonować, a jest to choroba nieuleczalna i tak, jak mawia moja babcia - w przyrodzie jest równawaga - 50 procent rzeczy szkodzi, a 50 procent - to leki.
Gdybym jednak miała świadomość tych rodziców, to chyba bym wybrała terapię genową, bo kiedyś tak mi się wydawało, że takie choroby wymagają drogiego leczenia.
W dodatku - coś za dużo ostatnio tych SMA, bo i w telewizji masę dzieciaków z tym jest, a to może świadczyć o tym, że szczepienia tę chorobę wywołują.
Ja złodziejstwa nie będę popierała /. Nie będę tolerować nieuczciwości, żerowania na cudzym nieszczęściu /. :(.
I to jest mój problem, bo czuję się trochę winna...
Ale w sumie nie mam czego, bo to jest moje osobiste zdanie i mam do tego pełne prawo.
 

pajabier4444
 
Oczywiście przyjechałam do domu bardzo podniecona, że ktoś zaczął traktować mnie poważnie.
Problemem było tylko to, żeby wyeliminować z diety gluten i mlek, no i cukier, a ja wtedy chciałam jak najszybciej wyzdrowieć, więc chciałam odciąć te produkty radykalnie.
Początkowo naprawdę był problem z tym, co mogę jeść, z pieczeniem chleba - te chleby, co mama próbowała piec nie były za smaczne, te ze sklepu tym bardziej.
W rezultacie wytrzymałam rok bez chleba i bez mleka, no i bez cukru.
Początkowo, przez pierwszy miesiąc, bardzo mi się poprawiło psychiczne samopoczucie, przybyło mi energii. W tym też okresie zaczęłam wykazywać inicjatywę, żeby się usamodzielnić - nauczyłam się wtedy korzystania z allegro, z kąta bankowego, podejmowałam też próby samodzielnego poruszania się, ale po paru miesiącach znów kondycja zaczęła mi siadać.
Poza tym z trawieniem chyba i tak wtedy było nienajlepiej, bo dolegliwości gastryczne niestety miałam, wskótek zmiany diety i to bardzo radykalnej, zaczęłam też spadać z wagi.
Oddzielną sprawą były okresy, że miałam ciągle stany podgorączkowe i, że czułam się, jak na grypę.
Później okazało się, że to były różnego rodzaju ogniska infekcyjne w ciele (borelia, hlamydia, różnego rodzaju wirusy), ale wtedy tego nie wiedziałam.
No i wyobraźcie sobie, że właśnie wtedy musiałam przygotowywać się do dyplomu, a czułam się różnie.
Podczas tego okresu wspomagałam się kroplówkami z glukozą (podawała mi je mamy koleżanka). Nie wiem, co by wtedy było, gdybym nie dostawała tych kroplówek. Pamiętam, że, jak jeździłam na lekcje z harmonii, to miałam wenflon w ręce. Ot, taka pamiiątka z tamtych czasów, takie moje wspomnienie :).

Test nietolerancji pokarmowej i badanie mikroflory jelit
Jeszcze w tym okresie kontaktowałam się z panią z revitum.
Stwierdziła wreszcie z moich objawów, że trzeba zrobić test na nietolerancję pokarmową i badanie mikroflory jelit. Badania były robione w Poznaniu, gdzie dostałam wytyczne, jakie preparaty zakupić do terapii mikrobiologicznej.
Nie polecam jednak tego, bo na mnie to nie zadziałało w ogóle.
A z testu  na nietolerancję wyszło mi, że mam nietolerancję pokarmową na 33 produkty, ale to też niewiele dało, że je wyeliminowałam, a naprawdę sumiennie tego przestrzegałam. To nie była po prostu ta przyczyna, tylko nietolerancja była objawem głębszych problemów zdrowotnych, ale wtedy nie miałam pojęcia, że tak głębokich.
Z perspektywy czasu wiem, że moja dieta była marna, bo co z tego, że bezglutenowa, czy bezmleczna, czy też bezcukrowa, czy jakakolwiek inna, ale nie było w niej koncentracji składników odżywczych.
Oczywiście o wcześniejszej diecie nie wspomnę, bo całe życie jadłam tak, jak wszyscy, czyli marnie :( /.
I, jeśli dalej bym tak jadła, to niemożliwe byłoby dalsze moje leczenie.
  • awatar zjawisko dyfuzjii: oj wspolczuje ci:( masz duzo gorzej, ale moze pocieszy cie fakt, ze tez mam duzo nietolerancji, uczulen, wszystkie etykiety musze czytac, nie moge jesc na miescie, ciagle musze uwazac i chodzić z adreanliną, tak samo - srednio 4 razy w miesiacu mam grype:( ale dobrze, ze mimo tych kroplowek zylas choc troche normalnie - te lekcje z harmonii itp.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

pajabier4444
 
Czytałam o 14.20, a raczej miałam czytać o tej godzinie, ale w rezultacie czytałyśmy z panią Renatą o wpół do czwartej, tak mniej więcej.
Oczywiście przyjechałam z mamą wcześniej.


Nie czułam się najlepiej, bo ze mną w ciągu dnia jest bardzo różnie.
Zareagowałam chyba negatywnie na mamy perfumy i papierosy i poczułam się zmęczona.
Właśnie odkryłam niedawno, że to zaburza mi percepcję otoczenia.
Tak więc nie było do końca fajnie z tego powodu i musiałam się bardzo skupiać, żeby wiedzieć, co się dzieje.
Mimo tego posłuchałam sobie trochę moją ulubioną sztukę :D.
Nadeszła wreszcie chwila naszego czytania.
Poszło ono bardzo dobrze, ale ja się zmęczyłam, bo, jak Marjusz (ja go znam, bo miałam z nim do czynienia jeszcze przed studiami, kiedy to przygotowywałam się do egzaminów na Akademię Muzyczną ze śpiewu), trzymał mi mikrofon, czułam się trochę spięta, bo bałam się, że zahaczę o niego ręką i będzie to słychać :) i bolał mnie kręgosłup. Niewygodnie mi się z tego powodu czytało.
Mimo wszystko jestem zadowolona, że wzięłam udział w tym wydarzeniu. Sama tego chciałam :D i nie żałuję, a, jak sama będę sobie regulować swój tryb życia, to wszystko będzie ok. :).
Kiedyś nie miałam takiej możliwości, bo myślałam, że inni wiedzą, co jest dla mnie najlepsze i to w dużej mierze przyczyniło się też do ostatecznego pogorszenia mojego stanu zdrowia :) /.
Muszę nauczyć się żyć od nowa, aby powoli, małymi krokami dążyć do tego, żeby prowadzić normalne życie i cieszyć się z tego.
 

pajabier4444
 
Słyszałam niejednokrotnie o diagnostyce całego organizmu, czyli o biorezonansie, więc weszłam w Internet i zaczęłam czytać i szukać ośrodków, w których robiliby takie badania.
Pierwsze, co mi wyskoczyło w googlach, było centrum diagnostyki organizmu Revitum w Warszawie.
Oczywiście wszystko sobie poczytałam o tej metodzie, łącznie z opiniami, do których podeszłam wtedy (a był to rok 2014), bardzo sceptycznie, bo przecież każda taka firma będzie dążyła do tego, żeby określić siebie w samych superlatywach, ale nie miałam nic do stracenia, bo już i tak moje zdrowie zostało baaardzo nadwyrężone, delikatnie mówiąc.
Chciałam więc spróbować umówić się na wizytę i zobaczyć, co z tego wyniknie.
Na wizytę umówiła mnie wtedy babcia, no i 9 września pojechaliśmy do Warszawy.
Wtedy ledwie żyłam i, powiem szczerze, że obawiałam się tej wizyty, bo nie wiedziałam, co mnie czeka. Teoretycznie oczywiście wiedziałam, bo wszystko miałam obczytane, ale w praktyce, jeśli człowiek ma do czynienia z ,nowościami", to się ich po prostu boi.
Poza tym bałam się też, czy nie będą to wydane pieniądze na marne, czy w ogóle tam mi pomogą.
Trafiłam jednak na bardzo fajną panią, która, oczywiście zrobiła mi wspomniane wyżej badanie i wszystko dokładnie wytłumaczyła, co dalej.
Sama wizyta trwała 45 min. łącznie z badaniem, konsultacją.
W badaniu wyszło mi wiele obciążeń, m.in. dużo metali ciężkich, pasożyty, duża alergia, nietolerancja glutenu i kazeiny, dużo grzybów w jelitach - wszystko, co możliwe.
W tym miejscu pragnę wytłumaczyć sceptykom, którzy uważają, że wszystkim to wychodzi, że, oczywiście, jest to prawda, bo my przecież jesteśmy wszyscy narażeni na różnego rodzaju toksyny i nie jest to dla nas niestety obojętne, ale różni ludzie, w różnym czasie i z różnym nasileniem, reagują na tego rodzaju obciążenia, więc trudno powiedzieć, u kogo i kiedy i jaką chorobę one spowodują i, w jakim czasie to się stanie.
Trzeba brać też pod uwagę indywidualne predyspozycje każdego człowieka do określonych chorób, każdy ma indywidualny próg wrażliwości na dane obciążenia.
Nasze organizmy do pewnego momentu rekompensują sobie nasze błędy i obojętnie, czy to są toksyny, czy zła dieta, czy cokolwiek innego.
Przecież organizm musi za wszelką cenę utrzymać nas przy życiu, on nigdy nie działa przeciwko nam.
Wracając zaś do wizyty, to, oczywiście musiałam wykluczyć gluten, mleko i cukier ze swojej diety i dostałam też różne suplementy m.in. sok z aloesu i już nie pamiętam, co jeszcze.
Wiem tylko, że były to też jakieś witaminy, aaaa i jeszcze młody jęczmień.
Niestety ta wizyta wtedy nie wystarczyła i trzeba było dalej drążyć temat, ale o tym później napiszę w kolejnych wpisach.
Dostałam też zalecenia, żeby jeść orzechy, a na zaparcia, które wtedy miałam, miałam zalecone zmielony słonecznik wraz z siemieniem lnianym, ale tego potem nie tolerowałam.
Pod koniec wspomnianej wizyty pani dała mi swój telefon, żeby, w razie czego, dzwonić do niej, z czego potem skorzystałam.
Z perspektywy czasu wiem, że ten aparat był bardzo prymitywny i pokazywał ogólnie obciążenia, a nie to, jaki konkretnie jest problem i gdzie jest umiejscowiony.
Nawiasem mówiąc, to ta pani była zdziwiona, że wyszły mi wszystkie obciążenia, jakie były możliwe i, że tyle narządów nie funkcjonuje prawidłowo (właściwie wszystko było wtedy zaburzone).

Słyszałam niejednokrotnie o diagnostyce całego organizmu, czyli o biorezonansie, więc weszłam w Internet i zaczęłam czytać i szukać ośrodków, w których robiliby takie badania.
Pierwsze, co mi wyskoczyło w googlach, było centrum diagnostyki organizmu Revitum w Warszawie.
Oczywiście wszystko sobie poczytałam o tej metodzie, łącznie z opiniami, do których podeszłam wtedy (a był to rok 2014), bardzo sceptycznie, bo przecież każda taka firma będzie dążyła do tego, żeby określić siebie w samych superlatywach, ale nie miałam nic do stracenia, bo już i tak moje zdrowie zostało baaardzo nadwyrężone, delikatnie mówiąc.
Chciałam więc spróbować umówić się na wizytę i zobaczyć, co z tego wyniknie.
Na wizytę umówiła mnie wtedy babcia, no i 9 września pojechaliśmy do Warszawy.
Wtedy ledwie żyłam i, powiem szczerze, że obawiałam się tej wizyty, bo nie wiedziałam, co mnie czeka. Teoretycznie oczywiście wiedziałam, bo wszystko miałam obczytane, ale w praktyce, jeśli człowiek ma do czynienia z ,nowościami", to się ich po prostu boi.
Poza tym bałam się też, czy nie będą to wydane pieniądze na marne, czy w ogóle tam mi pomogą.
Trafiłam jednak na bardzo fajną panią, która, oczywiście zrobiła mi wspomniane wyżej badanie i wszystko dokładnie wytłumaczyła, co dalej.
Sama wizyta trwała 45 min. łącznie z badaniem, konsultacją.
W badaniu wyszło mi wiele obciążeń, m.in. dużo metali ciężkich, pasożyty, duża alergia, nietolerancja glutenu i kazeiny, dużo grzybów w jelitach - wszystko, co możliwe.
W tym miejscu pragnę wytłumaczyć sceptykom, którzy uważają, że wszystkim to wychodzi, że, oczywiście, jest to prawda, bo my przecież jesteśmy wszyscy narażeni na różnego rodzaju toksyny i nie jest to dla nas niestety obojętne, ale różni ludzie, w różnym czasie i z różnym nasileniem, reagują na tego rodzaju obciążenia, więc trudno powiedzieć, u kogo i kiedy i jaką chorobę one spowodują i, w jakim czasie to się stanie.
Trzeba brać też pod uwagę indywidualne predyspozycje każdego człowieka do określonych chorób, każdy ma indywidualny próg wrażliwości na dane obciążenia.
Nasze organizmy do pewnego momentu rekompensują sobie nasze błędy i obojętnie, czy to są toksyny, czy zła dieta, czy cokolwiek innego.
Przecież organizm musi za wszelką cenę utrzymać nas przy życiu, on nigdy nie działa przeciwko nam.
Wracając zaś do wizyty, to, oczywiście musiałam wykluczyć gluten, mleko i cukier ze swojej diety i dostałam też różne suplementy m.in. sok z aloesu i już nie pamiętam, co jeszcze.
Wiem tylko, że były to też jakieś witaminy, aaaa i jeszcze młody jęczmień.
Niestety ta wizyta wtedy nie wystarczyła i trzeba było dalej drążyć temat, ale o tym później napiszę w kolejnych wpisach.
Dostałam też zalecenia, żeby jeść orzechy, a na zaparcia, które wtedy miałam, miałam zalecone zmielony słonecznik wraz z siemieniem lnianym, ale tego potem nie tolerowałam.
Pod koniec wspomnianej wizyty pani dała mi swój telefon, żeby, w razie czego, dzwonić do niej, z czego potem skorzystałam.
Z perspektywy czasu wiem, że ten aparat był bardzo prymitywny i pokazywał ogólnie obciążenia, a nie to, jaki konkretnie jest problem i gdzie jest umiejscowiony.
Nawiasem mówiąc, to ta pani była zdziwiona, że wyszły mi wszystkie obciążenia, jakie były możliwe i, że tyle narządów nie funkcjonuje prawidłowo (właściwie wszystko było wtedy zaburzone).
I na tym na razie kończę, a potem napiszę, jak dalej wyglądała sytuacja z dietą i z moim dalszym samopoczuciem, bo wcale nie było tak prosto i nadal nie jest, ale o tym napiszę dalej. Nie chcę zanadto wyprzedzać faktów, bo chcę nadać trochę pikanterii mojej relacji :D.
 

kasiarrr12
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

pajabier4444
 
To kolejny argument, że ,łamię własne zasady", bo miałam jeszcze nie pisać o diecie optymalnej, ale muszę to zrobić.
Chodzi mianowicie o to, co dzisiaj jadłam i jeszcze będę jeść na swoje urodziny.
Właśnie z okazji urodzin postanowiłam o tym napisać, tak na pamiątkę, bo bardzo lubię jeść mimo, że jestem bardzo chuda, ale miejmy nadzieję, że to się wreszcie zmieni.
Otóż na śniadanie jadłam kawałek tortu (200 g.).
Całość była zrobiona z 12 jaj, 2 szklanki mąki i na erytrytolu.
Masa była zrobiona z kostki masła i 5 żółtek z chi cafe bio doktora Jacobsa i również z erytrytolem.

sklep.drjacobs.pl/pl/p/Chi-Cafe-bio-400g/226
Do tego piłam tą samą kawę z 2 dobrymi łyżeczkami masła z łyżeczką erytrytolu.
Kawę spieniłam ręcznym spieniaczem, który kupiłam na allegro.

allegro.pl/(…)spieniacz-ubijak-mleka-400ml-stalowy-…
Śniadanie było jedzone o 9.00.
O 14.00 jadłam rosół z dwoma żółtkami.
O 17.00 albo i później zjem sobie kurczaka z rosołu gotowanego (100 g.) z 2 ziemniakami, roztartymi z łyżeczką masła i z buraczkami, smażonymi z cebulką na 20 g. smalcu.
Aaa i jeszcze zapomniałam, że zjadłam garść poziomek.
 

pajabier4444
 
Po studiach zapadłam już totalnie na zdrowiu, ale wcześniej też chorowałam.
Prawdę mówiąc, to od urodzenia byłam chora.
Ci, co czytali wcześniej mojego bloga wiedzą, że jestem wcześniakiem, że mam retinopatię wcześniaczą i z tego powodu nie widzę, że łapałam ciągłe infekcje, że miałam 5 operacji, w tym ostatnia, w liceum z powodu wady wrodzonej (zawinięcie trzustki wokół dwónastnicy).
Otóż, wracając do meritum, jak już wcześniej mówiłam, totalnie się rozłożyłam po studiach - zaczęłam z powrotem tracić wagę, choć wcześniej też wiele nie ważyłam, po przy wzroście 160 cm., miałam maksymalnie 43 kg.
Tylko od klasy I. do II gimnazjum ważyłam 50-52 kg, a tak praktycznie zawsze byłam za chuda.
Poza tym, już po studiach totalnie rozłożyłam się, cały czas leżałam w łóżku, bo nie miałam na nic siły i odczuwałam dolegliwości gastryczne (zaparcia, zgagi, nudności, uczucie przelewania w brzuchu, bóle w prawym podżebrzu, wzdęcia, w ogóle też bóle całego brzucha).
W nocy często się wybudzałam między godz. 1.00, a 3.00 albo bardzo źle sypiałam, bardzo niespokojnie.
Przez całe życie, jak i potem    po studiach, miałam stany lękowe, stany depresyjne, byłam bardzo nerwowa, wręcz nadwrażliwa emocjonalnie.
Można to przeczytać we wcześniejszych moich wpisach, jaki miałam stan.
Prawdę mówiąc, jeszcze teraz też mam takie momenty, ale jest to najczęściej związane albo z nietolerancjami jakiegoś pokarmu, z zatruciami chemią (mam nadwrażliwość na substancje chemiczne), złymi reakcjami na dodatki do żywności, z różnymi infekcjami itd.
Powiem szczerze, że nigdy bym nie pomyślała, że w jednym człowieku może być tyle różnych chorób i toksyn i, że tyle jest w stanie wytrzymać i to przez tyle lat.
Otóż, jak po studiach już totalnie zapadłam na zdrowiu, to najpierw mama z babcią zadecydowały, że zrobią mi prywatnie rezonans magnetyczny brzucha, czy jest wszystko ok. po operacji, którą miałam w liceum.
Tam nic takiego nie wyszło, tylko stan zapalny jelit, cysta na wątrobie 4 mm., no i oczywiście ta trzustka obrączkowata, że miałam operację.
Co się działo dalej, napiszę niedługo.
 

pajabier4444
 
Gwoli przypomnienia - w 2014 r. obroniłam pracę licencjacką na kierunku pedagogika opiekuńczo-wychowawcza z arteterapią i miałam potem rozpocząć przygotowania do dyplomu w szkole muzycznej II stopnia.
Miałam na to 3 lata, bo pełną edukację ukończyłam w sumie na 3. klasie.
Do szkoły muzycznej chodziłam również przez 1 semestr IV klasy, ale był on nie zaliczony, bo nie przystąpiłam do egzaminu z powodu złego stanu zdrowia, więc liczyło się, że 3 lata miałam skończone.
Dyplom miałam zdawać w Łodzi eksternistycznie.
W rezultacie tylko 3 egzaminy tam zdawałam (kształcenie słuchu, formy muzyczne i harmonię), bo jakoś zawsze z innymi egzaminami zwlekali.
Wreszcie w ostatnim roku (2016-2017), przeniosłam się do prywatnej szkoły muzycznej w Białymstoku i tam kończyłam dyplom, ale o tym szerzej później.
Równolegle posypało mi się zdrowie - po studiach byłam zupełnie do niczego, miałam duże problemy z jelitami, nie miałam na nic siły i chudłam.
Wtedy to też rozpoczął się wątek z medycyną naturalną, dietami, m.in. bezglutenową, bezmleczną, bezcukrową itd.
Szczerze mówiąc, dużo tego było i nadal jest.
W ogóle dużo tu mam do opisywania różnych wątków z mojego życia. Nie starczy ich na 1 wpis, a tyle pragnę napisać, bo bardzo dużo mam do powiedzenia.

Nabrałam bardzo dużego doświadczenia życiowego w ciągu tych 6 lat.
Bardzo dużo się działo i dzieję.
 

pajabier4444
 
Bardzo się zmieniłam i wszystko u mnie też się zmieniło.
Przecież minęło aż 6 lat, odkąd pisałam na tym blogu.
Po skończonych studiach dalej zmagałam się z chorobą, w międzyczasie zdałam dyplom z fortepianu, a potem, co trwa obecnie już chyba ponad 3 lata - choroba ostatecznie wyłączyła mnie z dalszego funkcjonowania. Teraz zajmuję się tylko leczeniem, bo inaczej się nie da, o czym będzie dalej.
Ale moje życie nie kręci się tylko wokół choroby., pomimo, że ona zajmuje w nim właściwie centralne miejsce.
Muszę się pochwalić, że uczę się gotować i to z powodzeniem, jestem na diecie optymalnej - tak naprawdę to od 3 miesięcy, chociaż jeszcze wcześniej też próbowałam.
Obecnie też zmagam się z tym, żeby być bardziej asertywną, bo tego mi zawsze brakowało, ale jest teraz lepiej.
Zajmuję się równ.ież babcią, bo ona też choruje. Szczerze mówiąc, to obie się wspieramy.
Tak w dużym skrócie wyglądało moje 6 lat.
  • awatar gość: Jak tam na DO?
  • awatar pajabier4444: Naprawdę super. Zmieniła mi się osobowość - nie jestem taka strachliwa, jak kiedyś, lepiej myślę i w ogóle mogę się teraz dopiero leczyć, a wcześniej nie było jak, bo widocznie organizm nie miał siły. I jem 2 razy dziennie i głodna nie chodzę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

lalkazombie
 
Lalka Zombie:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

stylowki24
 
Większość z nas słyszała o tej chorobie, jednak co powinnyśmy o niej wiedzieć, żeby nie zachorować? O tym przeczytasz w dzisiejszym wpisie!

www.dlanastolatek.pl/co-powinnas-wiedziec-o-bulimii/

Bez-nazwy-1-kopia-1.jpg
 

stylowki24
 
Jesteś ciekawa jakie problemy mają otyłe dziewczyny? W tym wpisie znajdziesz odpowiedź na to pytanie.

www.dlanastolatek.pl/jakie-problemy-maja-otyle-d…

Bez-nazwy-2-kopia-10.jpg
 

gusia
 
W nocy coś mnie tknęło i poszłam do łazienki. dostałam okresu. zupełnie tutaj na działce jestem nieprzygotowana ani podpasek ani leków na ból, jedynie duży zapas majtek od lat gromadzony na takie okazje. Ani wyjść ani się przed kompem na brzuszku położyć. Do nadarzyna nie pojadę bo biletu nie mam (boje się jednak kontroli) a na piechotę nie pójdę, zresztą wszędzie za mną łazi pies i musiałabym go zabrać ze sobą
Pokaż wszystkie (1) ›
 

stylowki24
 
Z tego wpisu dowiesz się, jak poradzić sobie z trudnymi emocjami i zachować optymizm w tym trudnym dla nas wszystkich czasie.

www.dlanastolatek.pl/zdrowie-psychiczne-a-korona…

smutna-pexels-photo-206402.jpeg
 

czytajnas
 
ŻYJ I LECZ SIĘ HOLISTYCZNIE - najwyższy czas, by polskie społeczeństwo uzyskało dostęp do wiedzy o najnowszych osiągnięciach lekarzy praktykujących leczenie holistyczne. Taką poważną, udokumentowaną wiedzę, w sposób przystępny i atrakcyjny dla każdego czytelnika, prezentuje nowy magazyn Holistic Health..


Najnowsze e-wydanie:
czytajnas.nextore.pl/(…)holistic_health_p100038.xml…

Archiwalne numery znajdziesz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/(…)holistic_health_p100038.xml…
 

lalkazombie
 
Lalka Zombie:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

 

Kategorie blogów