Wpisy oznaczone tagiem "związek" (1000)  

hononey
 
10.12.2017 _ niedziela

Przygotujcie się na baaaaardzo dłuuuugi wpis.

Zaspałam w pracy, bo wstałam koło 9.30 ale na szczęście nikt nie potrzebował mojej pomocy. Niedługo po mnie wstali PP i dzień w pracy szybko zleciał. Przyniosłam tego dnia składniki potrzebne na zupę ze słodkich ziemniaków i blender - jak fajnie że wreszcie mogę sobie w pracy tak gotować.

Wróciłam do domu ile pary w nogach na rowerze, bo zabierałam Karolka do rodziców, żeby wreszcie poznał moich Dziadków. Poza tym miałam rozmawiać z Tracey przez telefon, a nie chciałam żeby D słuchał naszej rozmowy bo zaraz komentarze by leciały a nie potrzebuje czuć się nieswojo we własnym domu.

No więc kto to jest Tracey. Od razu mówię, że od tego momentu wcale nie musicie czytać. Nie ma to nic związanego z moim odżywianiem, ale ma wszystko wspólne z tym kim jestem. Zostawiam Wam wybór. Jeśli jednak chcecie czytać, to proszę o unikanie zgryźliwych komentarzy. Bądź co bądź używam pingera do wygadania się, rozumiem że nie wszyscy wierzą w takie rzeczy ale na prawdę nie lubię podłej atmosfery w komentarzach. No więc do rzeczy...

Kim jest Tracey? Tracey jest cudowną duszyczką która pracuje w schronisku ze zwierzętami. Potrafi się z nimi komunikować myślami (wiem, szalone ale nie zastanawialiście się czasami jak sami DOSKONALE rozumiecie własne zwierzaki - to polega na tym samym ale Ona umie to jeszcze lepiej). Co jeszcze potrafi Tracey? Potrafi rozmawiać z duszami zmarłych ludzi i zwierząt oraz z Waszymi opiekunami po drugiej stronie. Po prostu zajmuje się wszystkim co nie jest fizyczne, tak żeby to fizyczne ładnie się układało.

No więc kiedy jeszcze byłam w pracy, zapytałam się czy Karolek chce ze mną iść do rodziców i poznać dziadków. Tracey powiedziała, że tak, że Karolek (mój królik) lubi nowe miejsca i poznawać nowych ludzi zwłaszcza jak mówią "Oh Charlie, you're such a smart rabbit". Wtedy zaczęłam się śmiać, bo dokładnie sama cały czas do niego mówię.

Byłam skołowana całą sytuacją z Karolkiem. Już tłumaczę. Karolka bardzo trudno jest "spakować" żeby wszedł do plecaka albo do koszyka. Będzie się potem trząsł i się chowa ale Tracey mówił że on bardzo lubi chodzić i poznawać nowe miejsca. Więc wytłumczyłam o co mi chodzi i Tracey opowiedziała co jest grane. Otórz króliki to nie psy (wiadomo). U królika pierwsza reakcja - strach. Musi iść w bezpieczne miejsce, przyzwyczaić się do wszystkich odgłosów i wibracji i dopiero wtedy będzie czuł się bezpieczny. Króliki nie tylko słyszą najmniejsze odgłosy ale czują wibracje przez łapki, wąsy i na skórze. Więc dopóki Karolek nie przyzwyczai się do wszystkiego, po prostu na początku będzie się bał.

Powiedziała że bardzo lubi nowy plecak bo czuje się w nim bezpiecznie i swój koszyk tak samo. Charlie (Karolek) zdaje sobie sprawe z tego jak króliki są zamykane w klatkach na dworze całe dnie i nie mają z nikim jakiej kolwiek interakcji i zdaje sobie sprawe z tego jaki luksus ma u mnie (czytam mu książki, oglądamy razem filmy, biorę go na spacery, itp). Powiedział że wie o tym że jest rozpuszczony i jest z tego bardzo dumny bo wiele królików nie ma tyle szczęścia.

Opowiedział Tracey o tym jak wyglądało jego życie zanim do mnie trafił. Urodził się w jakimś domu gdzie los królików był bardzo obojętny. Nie czyścili mu za bardzo klatki i przez to miał infekcje płuc jakąś. Dali mu antybiotyki w zastrzykach i przeszło po jakimś czasie. Do tego dzieci w tym domu nie były za bardzo okrzesane i podnosili go w niezręczny sposób przez co zaczął się tego bać.

Został od tej rodziny wykupiony przez starszą Panią która chciała go dla swojej wnuczki. Wnuczka się go bardzo bała i głaskała go tylko kiedy był u babci na rękach. Ta starsza Pani o niego bardzo dbała. Któregoś dnia za mocno użył ząbków na dziewczynce i się go przestraszyła. Starsza pani stwierdziła że skoro królik nie ma szans u młodej, to go wyda komuś innemu.

I tak oto Charlie (Natalie nazwała go Buddy) trafił do Natalie. Natalie bardzo o niego dbała. Starała się żeby miał wszystko czego potrzebował. Natalie miała już wcześniej drugiego, starszego królika i on właśnie nazywał się Charlie. Któregoś dnia wypuściła mojego Karolka żeby pobawił się z tym drugim i niestety skończyło się na bójce. Mój Karolek tamtemu kłapeuchemu uszy poprzycinał - dosłownie. Natalie stwierdziła że to koniec i jeśli chcą chasać po podwórku, muszą oddzielnie. Cały ten proces był bardzo męczący bo szkoda jej było żeby jeden siedział w klatce a drugi miał ubaw. Wystawiła ogłoszenie na fb i tak o to Karolek trafił do mnie. Charlie sam sobie imię wybrał.

Tracey powiedziała, że Karolek jest wrażliwszy (boi się) na bodźce niż inne króliki, dlatego właśnie że próbuję go unintelektualniać różnymi rzeczami (czytanie, spacery, itp) i powiedziała że to bardzo dobra rzecz bo w ten sposób będzie mógł się nauczyć więcej. Powiedziała, że po prostu boi sie na samym początku bo taki ma instykt. Instykt jest pierwszy przed intelektem. Kiedy z czasem zaczyna się oswajać, to wtedy robi się ciekawski i lubi poskakać i sprawdzić nowe zapachy.

Okazało się że nie chce załatwiać się na dworzu żeby zwierzęta mięsożerne (predators) go nie mogły wyśledzić i dlatego robi wszystko dopiero wtedy kiedy przychodzimy do domu. Cieszy się że jeździmy nad morze jak robi się cieplej bo może pokopać itp ale zdecydowanie bardziej woli las. Morze to taka bardziej specjalna okazja.

Okazało się że kiedy Karolek ucieka przedemną kiedy chcę go "spakować", on się ze mną bawi. Bo to nie jest tak że on ucieka i nie chce wyjść zza sofy czy coś. Po prostu ucieka ale nie tyle żeby stracić mnie z oczu, pozwoli mi podjeść bliżej i znowu ucieknie. Więc dla niego to ubaw. A potem się cieszy bo idziemy gdzieś na dwór.

Zapytałam się Tracey jak Charlie się czuje na temat wyprowadzki od D. Okazuje że Karolek na prawdę nie może się doczekać kiedy to się wreszcie stanie. Nie ma nic też przeciwko temu że został wysterylizowany. Na samym początku było trochę dziwnie nie mieć tej części ciała ale Karolek nie chce mieć dzieci ani nie chce żebym zaadoptowałam drugiego królika, bo chce mieć całą uwagę dla siebie.

Okazało się że Karolek nie chce królika, dlatego że ma przyjaciółkę która jest jako dusza i go odwiedza często. I dlatego pokazywał mi tego królika w snach żeby powiedzieć że już ma przyjaciółkę i nie potrzebuje drugiego królika i nie chce z nikim innych dzielić uwagi którą mu daję.

Okazało się że Karolkowi nie będzie przeszkadzało że będę tak długo pracowała (od 16 jednego dnia do 16 drugiego dnia). Powiedział, że jego przyjaciółka do niego przyjdzie i będzie się nim zajmowała. Poprosił żebym o niego się niego martwić i nie będzie mu się nudziło.

Kiedy Bunia (mój pies) odeszła (została uśpiona przez weterynarza) nie czuła bólu. Niektóre zwierzęta czują moment w którym serce przestaje im bić i wtedy mogą wyjść z ciała. Bunia po zastrzyku zapadła w mocny sen a kiedy wreszcie wyszła z ciała, otrząsnęła się jak mokry pies, spojrzała na ciało i powiedziała "Wreszcie wolna!". Przeszła na drugą stronę i w tym momencie ja zaczęłam płakać w Polsce ze szczęścia (całe usypianie widziałam przez Skype bo wtedy byłam na wakacjach w Polsce) i nie wiedziałam czemu. Po prostu czułam się taka lekka i taka szczęśliwa i przez oczami miałam obraz Buni jak biega szczęśliwa przez łąkę. Nie wyobrażałam sobie tego, po prostu to było tak jakby ktoś puścił mi obraz w głowie. Wtedy Tracey powiedziała mi (w czerwcu) że Bunia jest już po drugiej stronie.

Bunia powiedziała Tracey że Bunia dalej biega koło mojego roweru kiedy jeżdżę (Tracey nie mogła tego wiedzieć bo nigdy o tym nie mówiłam). Powiedziała, że Bunia zawsze była z członkami naszej rodzinami w poprzednich życiach i zawsze będzie z nami.

Bunia była koniem mojego taty. Moi rodzice byli razem w 1500 - 1600 roku.

Zapytałam się Tracey o wyprowadzkę. Jeśli chodzi o wyprowadzkę od D. okazało się że coś manipuluje D i dlatego cały czas chodzi wkurzony. Cokolwiek "żywi" się jego energią, robi wszystsko żebym została z D i nie odchodziła dlatego że to coś będąc przyklejonym do D może żywić się moją energią ale nie może się przykleić do mnie, dlatego że od razu by się spaliło. Tracey powiedziała, że mam tyle w sobie światła (nie chwalę się, po prostu piszę), że tylko w ten sposób mogą się żywić. Opowiedziałam Tracey o tym że od czasu kiedy przeprowadziłam się z D, budze się codziennie zmordowana jakbym robiła 10 maratonów w śnie i Tracey opowiedziała ze to właśnie przez to że żywią się tą energią w śnie, bo podczas snu nie ma się żadnej obrony. 1:39.01

Kochane moje to dopiero wpis z niedzieli a dzisiaj już wtorek. Jutro jadę na cały dzień do Szkocji więc nie będę miała czasu. Może dopiero w czwartek. Resztę dopiszę potem. Na razie tyle, z Tracey gadałam 4 i pół godziny więc materiału trochę jest. Wiem że większość z Was i tak tego nie przeczyta i nie przejmuję się tym dlatego że jak już wcześniej wspomniałam - pinger to moje miejsce gdzie mogę z siebie wszystko wyrzucić wreszcie. Jeśli doszłaś do tego momentu to dziękuję Ci za to z całego serca. Do następnego razu. Tak wyglądał Karolek podczas rozmowy z Tracey. Jeszcze nigdy nie był taki wyluzowany u rodziców w domu. <3
 

hononey
 
09.12.2017 _ sobota

Kochane Moje! Wreszcie zaczęłam tracić tłuszcz. Odżywianie działa - a jem ile chcę. Rano stanęłam na wagę i ważyłam 80.9kg. Biorąc pod uwagę ile zjadłam poprzedniego wieczoru - tłuszcz, sól, itp. to jestem z siebie na prawdę dumna. Zrzuciłam już przynajmniej jakieś 2kg tłuszczu a to się liczy [skacze z radości]. Nawiasem, zważyłam się dlatego, że miałam ochotę, bo chciałam zobaczyć jak mi idzie. Nie zrobiłam tego jako kary czy czegoś w tym stylu. Po prostu byłam ciekawa. Następne ważenie nie wiem kiedy. Może za miesiąc, może za trzy, może za rok? Kto tam wie. Dla mnie waga to kumpela a nie narzędzie do poniżania własnej godności.

Sobota więc dzień pracy. Rodzice jednej z PP zabierali PP do domu na weekend więc nie musiałam przyjeżdżać do pracy aż do 19. Nie pamiętam dokładnie co robiłam rano ale wiem że ugotowałam zupę żebym miała na następny dzień jak przyjdę.

Próbowałam obejrzeć trochę filmów i koło 17 zaczęłam się ogarniać. Zadzowniłam wcześniej do rodziców PP i się umówiliśmy, że przywiozą ją z powrotem do jej domu 19. W pracy się ogarnęłam, PP przyjechała i szybko zleciał wieczór w pracy.

Zgrzeszyłam jedząc 3 paczki chipsów, do tego jeszcze były zrobione z pszenicy o czym dowiedziałam się potem. To tyle, Kocham. <3
 

hononey
 
08.12.2017 _ piątek (głupio mi jest pisać daty, ale muszę żeby wiedzieć o który dzień chodziło a wiadomo, że ostatnio z braku czasu uzupełniam jak mogę).

W piątek ogarnęłam się i pojechałam do pracy. W domu zjadłam smoothie. Nie pamiętam czy coś zjadłam w pracy. Miałam na 12 i zostałam do 16. Pomagałam PP sprzątnąć w domu. Prawie samochód by ją potrącił bo się patrzyła w złą stronę. Znowu trzeba będzie oceniać jej potrzeby od nowa.

Przeprosiłam znajome w pracy, że nie mogę gadać, muszę się do domu zawijać bo tego dnia Dziadki z Polski przylatywali. Wróciłam do domu, chyba nic nie zjadłam i pojechałam do rodziców. Nie wzięłam Karolka, bo za dużo emocji by było dla niego i hałasu.

Pogadałam chwilę z Mamą i pojechałam do ASDY po zakupy. Chciałam kupić Karolkowi (królik) trochę jarmużu no i poszłam też na wegańską alejkę do zamrarzarek (kur*a). Kupiłam falafele, wegańskie burgery i malutkie kiełbaski. Falafele i burgery spoko ale te kiełbaski były takie tłuste po upieczeniu że aż mi niedobrze było. Do tego słone - serio oczekiwałam czegoś lepszego po tej firmie.

Pojechaliśmy po Dziadków, trochę się z Tatą powygłupiałam, Mama stała jak na szpilkach czekając na Dziadków - w końcu tyle się naszrowała i nasprzątała przed przylotem. Z Dziadkami wróciliśmy do domu. Emocje opadły i Mama z Dziadkami strzelili sobie po alkoholu. Ja tak nienawidzę alkoholu a jeszcze bardziej jak ktoś go pije. Tata zaoferował że mnie odwiezie do domu. Przed 22 byłam w domu. Nie pamiętam co robiłam ale chyba poszłam spać niedługo po tym.

Na sam koniec chcę Wam pokazać kubek który kupiłam dzień wcześniej w Lincoln z Peter Rabbit. <3
 

hononey
 
07.12.2017 - spisałam cały dzień podczas wycieczki żeby było mi łatwiej. Wróciłam, ale resztę opowiem w  najnowszym wpisie.

Postanowiłam że cały wpis zrobię w notatniku ma telefonie a potem skopiuje na pingera.

Hmmm... Wczoraj przed spaniem Poprosiłam D żeby pomógł mi zascielać łóżko (nie mogę zginać placów). Łóżko wyścielane. Poszłam spać. Francuz się troche obraził na mnie ale w sumie to ma nauczkę.

Przez całą noc łóżko miałam dla siebie. D siedział u siebie w pokoju. Alarm zadzwonił o 7 i obudziłam się taka wyspana bez jego wiercenia. D przyszedł położyć się spać a ja zaczęłam ogarniać się do pracy.

Muszę powiedzieć o śnie bo na prawdę był dziwny - takiego jeszcze nie miałam (jeśli nie chcecie czytać o śnie to skoczcie do następnego akapitu). Byłam na jakimś zebraniu gdzie warsztaty robiła kobieta która była trochę jasnowidzem, trochę była energoterapetką. Twarz jakąś miała (bo to sen w końcu) ale była obca. Poszłam kupić herbate i podeszła do mnie mówiac mi że jeszcze takiej energii nie spotkała przedtem i poprosiła żebym dołączyła do jej warsztatów. Podziękowałam i dołączyłam. Zapytała się grupy kto chce żeby na nim zrobiła energię. Wszyscy się zgłosili ale wybrała mnie. Usiadłam na krześle przed wszystkimi i zaczęła do mnie mówić. Odczytała wszystkie zablokowane czakry i zaczęła mi tłumaczyć dlaczego są zablokowane (nawet pamiętam powody które powiedziała - to był bardzo realistyczny sen). Za każdym razem jak podawała powód, blokada wychodziła z mojego ciała - dziwne a zarazem przyjemne uczucie. Kiedy obudziłam się rano zrozumiałam że mimo że bardzo mi szkoda D mimo jego zachowania, to nigdy nie będę się duchowo rozwijać właśnie poprzez jego nastawienie.

Dzisiaj jadę na świąteczny jarmark do Lincoln z PP (podopieczny/a) z pracy. Jadę jako opieka. Wstałam o 7 a miałam byc na stacji o 10. Dużo nie udało mi się zrobić rano a i tak nie miałam dużo chęci na jedzenie. Sok z cytryny i 1L Smoothie + suplementy + witaminy. Zebrałam się, śmieci wyniosłam i poszłam na stację.

Pociąg ruszył, byliśmy w Lincoln w godzinę. Poszłam do Costy się rozgrzać a PP w drugim sklepie przeglądał filmy. Potem na autobus i PP poszedł na obiad. Dostałam pieniądze na swój i poszłam do wegańskiej knajpy z indyjskim jedzeniem. Zchodziłam z takiej wieeeelkieeej górki. Jezu, jakie jedzenie było pycha. Dawno tak dobrze nie jadłam. Zamówiłam Dahl z soczewica i sałatkę z falafelem. Do tego herbata z rumianku. Zamówiłam tak dużo bo wiedziałam że długo nie będzie dostępu do jedzenia a z PP będę musiała chodzić cały dzień. Ogarnęłam się i musiałam wracać pod tą wielką górkę... Udało mi się. Doszłam i poszliśmy zwiedzać świąteczny market.

Praktycznie wszystko było dokładnie takie same jak w zeszłym roku. Ba, dokładnie te same stoiska w tym samym miejscu. Kupiłam czapkę taką różową z futrzastym pomponem (pompon oczywiście sztuczny, żeby nie było). No i praktycznie w sumie tyle. Było lepiej niż w zeszłym roku bo mi było cieplej przede wszystkim. Zaliczyłam kilka herbat przed powrotem (głownie ziołowych). Na stacji kubiłam batona (niby fit) z kokosa i ciemna czekoladą, flapjack'a z ciemna czekolada i chipsy z warzyw (mniam). Tak na prawdę nie byłam głodna ale potrzebowałam czegoś żeby odżyć. Wróciliśmy do Doncaster. Odprowadziłam PP na stację a sama wróciłam do domu.

Tego dnia przeszłam jakieś 16km więc jestem bardzo zadowolona. Nie pamiętam co się działo po przyjściu ale wiem że musiałam iść spać bo na następny dzień do pracy trzeba było lecieć. Na sam koniec chcę Wam pokazać suknię ślubną. Zupełnie bez okazji, po prostu ją zobaczyłam i się zakochałam.
 

ebook-kryminaly
 
Autor: Jozef Karika  

Mistyczny thriller przesiąknięty strachem.

Po rozpadzie kilkuletniego związku Jożo Karsky powraca do rodzinnego Rużomberka. Tam czeka na niego puste mieszkanie rodziców, najmroźniejsza od kilku dziesięcioleci zima i podnóże góry skrywającej mroczną tajemnicę.

Wkrótce w sąsiedztwie zaczynają znikać dzieci.



Szczegóły publikacji:
www.nexto.pl/ebooki/strach_p131265.xml?pid=154355

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z działu "kryminał, sensacja, thriller", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-kryminal-sensacja-thriller.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Ho ho ho!
Takim mikołajowym powitaniem, postanowiłam zacząć dzisiejszy (06.12.2017 r.) wpis ;). W uczelni miałam mieć dzisiaj zajęcia ułożone w ten sposób: od 11;20 do 16;10 zajęcia i od 17;30 do 19;45 pierwsza pomoc. W przerwie między 16;10 a 17;30 miałyśmy z moją psiapsiółą (tą, od której mam Lunę) iść do McDonalda, ponieważ lokal znajduje się, rzut beretem od uczelni. Okazało się jednak, że pierwsza pomoc jest tylko dla II i III roku (o czym na stornie internetowej nie raczyli napisać, podana została tylko godzina i data), więc nas ominęła, a że dzisiaj są Mikołajki, to pan profesor puścił nas wcześniej. I takim oto sposobem zajęcia trwały od 11;20 do ok. 14;00 z hakiem. Nie zmieniło to faktu, że i tak poszłyśmy do McDonalda :D. (PS Przepraszam za średniki w godzinach zamiast dwukropków, ale ktoś wpadł na genialny pomysł zrobienia emotikony z dwukropka i zera).
1.jpg

2.jpg

Luna podjadała nam frytki :D.
3.jpg

4.jpg

Z racji tego, że dzisiaj są Mikołajki, to dostałam od psiapsiółki prezent w postaci słodyczy. Wiky oczywiście jest głupia i nie pomyślała żeby też zrobić prezent, więc trzeba będzie nadrobić zaległości jutro :D. Nawet Hana dostała prezent ;).
5.jpg

A tak swoją drogą, to dzisiaj mi i Harry'emu stuknęła trzecia rocznica związku :P. I pomyśleć, że nasza znajomość zaczęła się tak niewinnie – od przyjścia ze znajomymi w to samo miejsce. Związek również zaczął się niewinnie – od przyjścia na kawę ;).
Pozdrawiam!
  • awatar Piotrdivine: I piesek - sunia też szczęśliwa!
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Piotrdivine: Oczywiście! Jak wszyscy, to wszyscy ;).
  • awatar Kate - Writes: Jaka radość na tym ostatnim zdjęciu! Też bym poszła do Maca, ale niestety nigdzie w pobliżu nie ma, a jak w większym mieście jestem to zawsze jakoś nie po drodze...
Pokaż wszystkie (4) ›
 

hononey
 
Witajcie Kochane. Wstałam z łóżka przed 9. Tata przyjechał z samego rana odebrać ziemniaki i przy okazji podpompował koło w rowerze.

Ogarnęłam się rano z jedzeniem: 1L sok z cytryny, sok z aloesa, 1L sok z selera, 1L sok z pomarańczy z hibiskusem i dziką różą. 1L smoothie + witaminy i minerały.

D jak zwykle w cudownie chujowym nastroju. Jeszcze się dobrze nie obudził a już cały świat się na niego uwziął. Dobra, trzeba było jechać po banany. Ogarnęłam się i pojechałam. Trochę sprawę spierdzieliłam. Byłam taka padnięta tą jazdą (jeszcze na drogę wziełam smoothie żeby nie było, że nie przygotowana), że chciało mi się czegoś tłustego i solonego. Poszłam więc do wege alejki i kupiłam udawaną 2 x udawaną szynkę i 2 x udawane kiełbaski. Jedną opakowanie szynki zjadłam, drugi rodzaj mi nie smakował. No i zjadłam też te kiełbaski. Ale wiecie co? Od czasy kiedy zaczęłam się lepiej odżywiać, jakoś to wszystko sztucznie smakowało. Poza tym doszło do mnie, że zupy z batatów muszą wrócić do mojego menu, bo znowu mnie ciągnie do tłustego.

Wróciłam do domu, było po 14. Miałam do Mamy jechać żeby pomóc ze sprzątaniem domu przed przylotem dziadków z Polski, ale Mama powiedziała, że zanim przyjadę to już będzie późno, ciemno i takie tam. Po raz pierwszy zależało mi na prawdę z całego serca żeby Mamie pomóc z porządkami. Po pierwsze, dlatego że teraz mieszkam sama nikt mnie do tego nie zmusza i wiem jak to jest. A po drugie, bo na prawdę kocham Mamę i wiem ile to dla niej znaczyło. Powiedziałam Jej że wcale nie musimy tego robić razem (bo Mama zaczęłam sprzątanie już w zeszłym tygodniu), tylko ja przyjdę, Ona sobie odpocznie a ja będę robić co mi powie. Mama się ucieszyła, zgodziła i przed 15 byłam u Mamy. Poprosiłam tylko żeby mi zrobiła zieloną herbatę. Przyjechałam, herbata gotowa. Jak zwykle plotki obgadane, powygłupiałyśmy się trochę.

Wzięłam się za wynoszenie "niezbędnych" rzeczy osobistych Taty do garażu w którym już od tych "niezbędnych" rzeczy nie ma miejsca. Pogadałam trochę z Mamą, potem Mama powiedziała że koniec sprzątania a ja na to że nie. No to jeszcze powiedziała że drzwi wejsciowe. Mama poszła spać a ja ogarnęłam drzwi. Tak mi było fajnie pomóc Mamie wreszcie.

Drzwi ogarnięte, stwierdziłam że dawno nie wyprowadzałam Stelli na dwór. Stella to pies sąsiadów którą często zabierałam na rower żeby się wybiegała, kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami no i Bunia żyła. Wzięłam Stellę i poszłyśmy na spacer. Wypuściłam ją na ogrodzony teren. Po jakiś 20 min wołam Stellę (wcześniej ją widziałam) ale nie przychodziła. W końcu zaczęłam się martwić bo ciemno a ona sprytna i myślałam że gdzieś uciekła. Idzie koleś z psem i pytam się czy widział. Nie widział ale jak zobaczy to powie. Chodzę wołam, już na FB miałam pisać że pies zaginął w końcu koleś się wrócił i jego pies przyprowadził Stellę. Wróciłyśmy do domu. Właściciele Stelli zgodzili się żeby rodzice ją co jakiś czas wyprowadzali. W maju mają jechać na wakacje na tydzien i nie beda mieli z kim zostawic a rodzice chca ja przyzwyczaic do siebie zeby szoku nie bylo. Poza tym rodzicom zaczyna brakowac psa w domu. Ja na szczescie mam królika i królik jako tako zawsze ma jakieś zajęcie (z kotami się pobawi albo ktoś go pogłaszcze). A gdyby rodzice wzieli psa to by byla meczarnia. Mama w pracy, tata w pracy i zwierzak 10h sam w domu. Szkoda.

Wróciłam do domu, posprzeczałam się z D i poszłam do siebie do pokoju. Wypiłam smoothie i wzięłam się za pisanie pingera. Popisałam z Siostrą i w sumie tyle. Jutro jadę do Lincoln na cały dzień z pracy więc raczej mnie nie będzie. Kocham. <3
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hononey
 
Kochane moje. Wcale nie ucieklam. Po prostu bylam zajeta. Uzylam numeru wpisu tak jakbym normalnie kontynuowala pisanie, bo nigdzie nie ucieklam ani niczego nie zawalilam. No wiec tak:

W piatek polowe dnia spedzilam w kuchni gotujac zupe z pora i ziemniakow - mmm... pycha. Zjadlam chyba z 5 misek. Mniam. Potem juz nie mialam ochoty na cokolwiek.

W sobote przed praca czulam sie koszmarnie. Nie miałam ochoty na nic. Cale szczescie ze Mama wyciagnela mnie na miasto na herbate, tak to troche odzylam. Wzielam Karolka ze sobą. W pracy jak to praca, zajelam sie czym trzeba. Niestety tego wieczora sobie troche pofiglowalam i zjadlam az 6 malych paczek czipsow paprykowych.

W niedziele wstalam w pracy. Na szczescie PP spala do 11 wiec nigdzie nie poszlysmy i siedzialysmy caly dzien w domu. W pracy zjadlam ziemniaki. Przyjechalam do domu i zrobilam sobie szejka na szybko i zaraz potem drugiego bo mialam do rodzicow jechac pomagac ze sprzataniem. Rodzice w koncu po mnie przyjechali i obejrzelismy razem MOANA - nowa bajka Disneya. Stwierdzilam ze tej nocy chce spac u rodzicow. Zostalam u rodzicow, spalam w goscinnym. Ale mi bylo goraco... Skora mnie tak swedziala ze nie wyrabialam.

W poniedzialek wstalam rano, tata zawiozl mnie do domu. Zrobilam sobie smoothie, ogarnelam co moglam w domu. Potem ugotowalam ziemniaki - zaczelam dodawac kurkume do wszystkiego. Kurkuma dziala antyzapalnie i jak leki sterydowe wiec opuchlizna z palcow troche zeszla. Obejrzalam Outlander a potem poszlam spedzic troche czasu z D na gore. I co sie okazalo? Ze oprocz gadania o swoich elektrycznych zabawkach, D nie umie na nic innego rozmawiac. Panowala zupelna cisza. Pytam sie o czym chce pogadac, to zaczal z kotem sie bawic i udawac ze mnie nie ma... Zaczelam marznac u niego w pokoju wiec poszlam do lozka i chcac nie chcac zasnelam. Obudzilam sie o 21, poprosilam go o wode z cytryna i poszlam spac dalej.

A dzisiaj? Od samego rana mam udany dzien. Doslownie. W ogole zaczelam coraz czesciej znowu widziec powtarzajace sie liczby i to dosc nachalnie. To oznacza ze zaczelam wreszcie podejmowac dobre decyzje i ide w dobrym kierunku. Wstalam o 9, nakarmilam zwierzaki i zajelam sie soba. Nie wiem jakie cuda zdzialala ta kurkuma ale jak wstalam to czulam sie taka wypoczeta. Dzisiaj zrobilam doslownie wszystko.

Litr wody z sokiem z cytryny, sok z aloesa, sok z selera, sok z pomaranczy. Wszystko posprzatalam, smoothie zrobilam i wypilam przed wyjsciem. Wzielam Karolka w plecak i poszlam na spacer do lasu. Zrobilam jakies 12km piechotą dzisiaj. Karolkowi tez sie chyba podobalo bo jak przyszlismy do domu, to od razu polecial do kuwety zalatwic biznes a potem mnie lizal po nosie. D wstawil mi ziemniaki wiec byly gotowe po przyjsciu. Obejrzalam film, pogadalam z Siostra i chwilę z francuzem i teraz piszę pingera.

Nie oczekujcie ode mnie wiele, bo znowu bede miala zalatany okres. Jutro jade po banany, w czwartek na caly dzien do Lincoln do pracy z PP, piątek przylatują dziadki z Polski, sobota praca az do niedzieli a w niedziele po pracy bede rozmawiala 4h z Tracey. Także ten, nie wiem kiedy bede pisala znowu. Najwazniejsze ze pinger pomaga mi wyrzucic z siebie mysli i praktycznie oprocz tych 6 paczek chipsow niczego nie zawalilam wiec jedziemy dalej.

Na sam koniec Karolek w plecaku. <3
Pokaż wszystkie (4) ›
 

moreandmore1
 
Wpis tylko dla znajomych
BezCukruuu:

Wpis tylko dla znajomych

 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)kiedy_dowiedzialbys_sie_ze_mnie_…
Co byś zrobił, kiedy dowiedziałbyś się, że mnie już nie ma że nie ma tej, która tak Cię denerwowała, tej która poświęciłaby Ci cały swój czas, tej dla której byłeś wszystkim? No co byś zrobił...?
 

stylowki24
 
Zastanawiasz się, czy warto pakować się w związek z zajętym chłopakiem? Sprawdźmy, czy warto być ,,tą drugą”.

www.stylowkidlanastolatek.pl/czy-warto-byc-ta-druga/

3bff4d563073658aef733efb6e290517.jpg
 

hononey
 
Dzisiaj bedzie krótko i na temat.

Cały dzień sprzątałam odkąd wstałam.

Wypiłam sok z pomarańczy, zjadłam melona, kilka gruszek, odgrzałam ziemniaki z wczoraj, 750g fasolki szparagowej, banana, smoothie i paczkę chipsów.

To tyle. Dosłownie cały dzień sprzątania.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Obudziłam się jakoś wcześnie, ale nie chciało mi się wstawać, nawet nie widziałam sensu. Leżałam do 9. Chyba mam stan poddepresyjny. Tyle radości ze mnie wyciągnął, że już nie daję rady czasami. Najchętniej leżałabym cały dzień w łóżku i patrzyła w sufit. Nawet do sklepu dzisiaj nie poszłam. Cały dzień w domu.

Rano prawie mu powiedziałam, że chcę zamieszkać sama. Już k*rwa nie wyrabiam, jak słowo daje. Dom mnie dobija, zimno że nie mogę zasnąć pod kołdrą, z kuwety kotów jebie, on ma humory jak mu pasuje i jeszcze ta cholerna skóra. Czy na prawdę proszę o tak dużo?

Ale jest wielka nadzieja. Wylosowałam sobie ostatnio karty, tylko nie tarota. Podobne i na nich są różne wiadomości. I jakiego rodzaju bym nie wylosowała, zawsze było napisane, że kiedy podejmę wielki krok którego się boję (przeprowadzka), wtedy życie zacznie mi się układać tak jak chcę. Jeden układ nawet wylosował mi, że "przeprowadzka jak najbardziej wskazana" i że kiedy się wreszcie przeprowadzę, to będę poznam przyszłego partnera. Najlepsze jest to, że to samo mi Tracey mówiła (jest kimś w rodzaju medium).

Więc dzisiaj rano wypiłam smoothie z 2 x mango i kilku bananów. Mniam! Gdyby któraś z Was miała problemy kiedyś z prokrastynacją to polecam właśnie smoothie mango z bananami. Lepsze od kawy! <3

Na obiad co zjadłam? Duuuuużoooo zielonego groszku. Jezu, jak mi się tego groszku chciało już nie pamiętam od kiedy. Do tego ugotowałam ziemniaki. Przyznam się bez bicia, że dodałam trochę tłuszczu.

Ale dzisiaj jest się czym pochwalić. Niedługo minie miesiąc od kiedy piszę pingera regularnie (kiedy to już minęło, nie?) i zdecydowanie lepiej zaczęłam się odżywiać. Tak, kilka małych wpadek (zwłaszcza z chlebami które definitywnie nie pomagają mojej skórze, itp). Ale nie zajadam się już paczkami chipsów, nie jem pizzy, nie jem z nudów, nie kupuje gotowców do usmażenia, itp. I to wcale nie dlatego, że nakładam na siebie jakieś dyscypliny czy sobie czegoś zakazuję. Po prostu wreszcie mam gdzie się wygadać i wyrzucić ten mętlik z siebie. Po prostu już go nie zajadam. Co prawda uczucia nadal są i mnie dobijają ale myśli mogę wylać i trochę porządku się w głowie robi.

No więc co dzisiaj robiłam. Zdecydowałam że wreszcie zacznę robić scrapbook dla rodziców. Niedługo będzie 25 rocznica ich ślubu więc chcę zrobić coś na rodzaj książki z nazwami rocznic i ich zdjęciami jak się związek rozwijał aż do tego momentu. Z mojej perspektywy to i tak lepsze wyjście bo u nas w rodzinie (tzn. Mama, Tata i ja) nigdy się nie kupowało prezentów jako tako.

Do tego zmieniłam tapetę na blogu wreszcie. Tamta była za bardzo zawalona. Także, ten...

No i dzisiaj obejrzałam wreszcie Valerian i Miasto Tysiąca Planet. Jaki piękny film. Nie mogę się doczekać aż wreszcie poznamy jako ludzkość pozytywne rasy pozaziemskie. <3

Dzień mogę podsumować tak. Magia dalej dla mnie istnieje i dziękuję Wszechświatowi za światło w moim życiu, tylko cała ta sytuacja mnie dobija.
  • awatar tyle.: przeprowadzka to dość duży krok :) może i pomoże tobie w ułożeniu życia, może warto spróbować :) Trzymaj się KOCHANA !przepraszam, że tak wprost planujecie się rozstać?
  • awatar tyle.: jeśli uważasz, że będzie to dobra decyzja to działaj :) może akurat poznasz kogoś lepszego dla siebie, przy kim będziesz czuła się jak księżniczka :)
  • awatar Help Me :'(: Może ta przeprowadzka to wcale nie taki zły pomysł ? Może wyjdzie Ci to na lepsze !? ;) Jak Pinger Ci pomaga w dicie i zdrowym odżywianiu to się cieszę ♥!
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hononey
 
Alarm 6:26 i poleżałam aż do 6:50 próbując sie dobudzić. Wszystkich rano ogarnęłam. Wczoraj wypiłam 2 i pół smoothie. Dzisiaj rano 1 i wodę z cytryną + suplementy (wit + minerały).

Po drodze do domu zachaczyłam o sklepy i kupiłam worki na śmieci i znalazłam wreszcie gąbki których szukałam, lol. Pogadałam z Tatą przez telefon. Wróciłam do domu. Jak miło było odgrzać obiad z wczoraj. Mmm... Zjadłam ryż z pomidorem i bazylią Wujka Ben'a i chilli i ziemniaki ze wczoraj.

D tak słodko w łóżku spał. Było po 11. Położyłam się koło niego i przytuliłam na łyżkę. Tak mi go brakuje, cały czas zajęty a dla nas praktycznie zero czasu. Tak mi się miło zrobiło. Rzadko mamy takie momenty, więc mogłam wykorzystać że śpi i po prostu go przytulić. Potem zrobiło mi się zimno (bo w domu wygwizdowo) i weszłam pod kołdrę. On mnie przytulił i tak mnie zaczął rozgrzewać, że ciarki mi przechodziły po całym ciele i zasnęłam. Zasnęłam na dobre 2 godziny [szok].

D już wstał a ja miałam trochę plany pokrzyżowane. Chciałam iść do sklepu zielsko kupić ale dupa. Zaczęłam się szykować żeby Karolka wziąć do Mamy. Pojechaliśmy po 16. Z Mamą pogadałam o wegańskich dzieciach i innych pierdołach. Poszłam do ASDY, kupiłam falafele i 2 zupy wegańskie. Przyznam się bez bicia że chciałam kupić kiełbaski bo były w promocji, ale na szczęście wszystkie wykupione więc nie zgrzeszyłam. Karolkowi kupiłam truskawki bo daaawno nie jadł. I co zrobił? Zjadł zielone szypułki xD oj króliczku kochany... [facepalm]

Wróciłam od Mamy koło 21. I co zastałam w domu? Oczywiście D i jego kolegę. Mówię do kolegi że trochę już późno. Spojrzał się na zegarek. Powiedział że rzeczywiście późno. Jest już 23 a oni dalej siedzą u niego w pokoju. Ręce mi już opadają.
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Ja też ze swoim teraz mamy mało czasu dla siebie :/ ale zarabiać trzeba... Na szczęście weekendy ma wolne i możemy całe dnie leniuchować :D
  • awatar Help Me :'(: Oo Ale widzę w mimo wszystko już lepiej między wami ♡ trzymaj się ! :) fajnie że chociaż komuś się układa jak nie mi hi :D :/
  • awatar Nuttkaa: piękne uczucie zasnac z ukochanym w ramionach <3
Pokaż wszystkie (4) ›
 

hononey
 
Wstałam o 8.30. Igraszki z D w łóżku ale trzeba było się ogarnąć. W końcu dzisiaj do pracy mam na 15.30.

Wstałam, wzięłam się za sprzątanie. W ogóle to moje dłonie odżyły!!! Co prawda nadal są pomarszczone jak u starej babci (chuj z tym) ale nie mam ran! Przez to że dłonie były mokre cały dzień wczoraj, wreszcie wszystko mi się zagoiło (kilka jeszcze jest, ale mogę swobodnie palcami ruszać).

Napiłam się soku z cytryny i aloesu (aloes się skończył, shit). Stwierdziłam, że chilli jeszcze mi się nie przejadło, lol. Ugotowałam ziemniaki i zjadłam z chili (mniam). Paczkę chipsów solonych też. A i banana. Do tego jeszcze okresu dostałam dzisiaj (taaak!) ale nie rozumiem czemu tak wczesnie? Po 20 dniach (zazwyczaj u mnie są po 24). Nie rozumiem czemu się aż tak szybko skrócił. To by trochę tłumaczyło dlaczego miałam chęć na słone chipsy.

Hmmm... Co jeszcze? Stwierdziłam, że skoro wczoraj gotowane i dzisiaj gotowane to do pracy wezmę sobie smoothie, bo w sumie to tęsknię za takim jedzeniem w pracy. Tym bardziej, że dzisiaj jeszcze finanse będę musiała ogarniąć, więc mózg mi będzie płakał bez tych owoców.

To chyba na razie tyle Kochane. Do pracy na 15.30. Kończę jutro rano. Mam zamiar zakupy jeszcze porobić tak więc dopiero powinnam być pod wieczór i dopiszę jak się dzień potoczył. <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Pomysł ze smoothie do pracy był jak najbardziej udany. Nie dość że miałam finanse do zrobienia to jeszcze wszyscy PP chcieli mojej pomocy i z jakiś powodów znajoma w ogóle nie przyszła na zmianę więc miałam jeszcze więcej do roboty.

Ogółem gdyby nie smoothie to mózgby się roztopił. Wzięłam prysznic, ogarnęłam się. Jeszcze jedna PP zdecydowala ze fajne jest sie zesrać w gacie i znowu trzeba było kąpiel robić. Szkoda gadać poszłam spać przed 23.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hononey
 
Ciężko było zasnąć z pełnym żołądkiem i mało co wody piłam dzień przed więc kicha. Poprosiłam, żebym mogła zasnąć i obudzić się wypoczęta. Obudziłam się wypoczęta o 7 ale poleżałam do 8.

Dłonie mam w opłakanym stanie więc stwierdziłam, że po prostu zabandażuję i owinę folią żeby wilgoć została w skórze. Kiedy ból wreszcie ustąpił, wzięła mnie chęć na sprzątanie domu - od razu lepiej się zrobiło.

Rano wypiłam sok z pomarańczy, sok z cytryny, sok z aloesa a po południu wzięłam się za konsumowanie chili z ziemniakami. Mmm... Pycha.

Co robiłam cały dzień? Sprzątanie, odkurzanie, gotowanie, itd. Pograłam trochę na iPadzie. Trochę się wkurzyłam, że mam skórę w takiej kondycji bo nawet i teraz bym poćwiczyła. W końcu mam wykupiony roczny pakiet u Chodakowskiej.

Na razie to tyle na dzisiaj. Resztę dopiszę potem. <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Cały dzień praktycznie nic nie robiłam. Miałam jechać na wegański festiwal do Leeds ale stwierdziłam że mam dość wydawania kasy na niepotrzebne głupoty. Może gdybym z Pandzią miała jechać to co innego ale tak to samej to kicha.

Więc cały dzień trzymałam dłonie w rękawiczkach. Zanim D zdążył do domu wrócić, jego kolega już u nas był (szkoda gadać). Podgrzałam jedzenie dla D (ryż brązowy z chilli), zeszłam z kompa i stwierdziłam że pora na kąpiel. Poprosiłam D żeby mi pomógł pościelać łóżko, włożyłam wszystko do pralki, a potem błoga kąpiel. Po kąpieli poszłam do łóżka, posiedziałam trochę na telefonie i zasnęłam. <3
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Sok z aloesu pycha ;3 czemu nie korzystasz z pakietu jak masz wykupionego? Ja ost spróbowałam z nią ćwiczyć... dałam radę ttylko rozgrzewkę i myślałam że usnę ;o
  • awatar Nuttkaa: ziemniaki z chili :o ciekawie ;p
  • awatar Help Me :'(: Ziemniaków z chili to chyba jeszcze nie jadłam :D ; Każdemu należy się chwila relaksu :) . Ja osobiście wolę mel b od chodakowskiej co nie zmienia faktu ze życzę ci powodzenia:*
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hononey
 
Obudziłam się wypoczęta o 7, tak jak poprosiłam (dziękuję <3). Błędem było jedzenie tak późno humusa z brokułami wczoraj. Kiedy wstałam, czułam się ociężała i wogóle depresyjnie. Nie mogłam ruszać dłońmi (od ran) i napisałam do Mamy, że nie będę jechała z nimi do Ikei, bo nie mam  na nic ochoty. Chciało mi się po prostu płakać.

Nawet nie chciało mi się jeść. Zrobiłam sobie soku z pomarańczy i poszłam poprzytulać się z Charliem (królik). Charlie mnie tak wycałował jak nigdy, chyba czuł co jest na rzeczy. To był pierwszy raz od nie pamiętam kiedy, kiedy na prawdę z królikiem zacieśniłam więź. Zadzwoniłam do Mamy, że jednak z nimi pojadę. Nie chciało mi się siedzieć w tym domu, tym bardziej że D. już narzekał że dostał wiadomość  z pracy i że jego dzień już jest do dupy zanim się obudzi. Sama byłam w kiepskim stanie psychicznym, a jego pretensje do całego świata nie pomagały. Nawet nie zauważył, że byłam bardziej przygaszona niż zwykle.

Nie zrobiłam żadnego jedzenia, zjadłam 3 banany i kilka wzięłam na drogę. Kiedy dojechaliśmy do Ikei, pochodziłam trochę z rodzicami ale stwierdziłam, że nie mam serio ochoty na chodzenie i rozmawianie z nimi wszystkimi (Mama wzięła ze sobą jeszcze koleżankę). Poszłam na jedzenie. Zamówiłam sławne wegańskie kulki, ryż z kalafiorem i jarmużem, zielona zupa tajska i surówki (kurna, jedna była z takim rodzajem kaszy co nie mogę - aaaa...). Wypiłam herbatę i poszłam szukać rodziców. Okazało się, że byli 3 stoliki dalej.

Dosiadłam się, pogadałam chwilę. Poszłam po drugą herbatę. Rodzice ze znajomą poszli pozwiedzać dalej a ja drugą herbatę ogarnęłam. Trochę mi się humor poprawił po jedzeniu i już normalnie z nimi chodziłam. Kupiłam mały kosz na śmieci i mały zegarek nocny. Rodzice odwieźli mnie do domu. W domu przywitałam się z Karolkiem i potem poszłam na laptopa no i właśnie sobie tak siedzę zawinięta w koc. D. dalej w pracy i jakoś nie uśmiecha mi się żeby wracał.

A właśnie, dowiedziałam się że mogę dostać dom od spłódzielni na siebie samą pod wynajem i jest dwa razy tańszy tylko trzeba się trochę naczekać (rok jak nie lepiej). Niestety wszystko jest korespondencyjne i nie chciałabym, żeby listy przychodziły do domu, bo wszystko wyszłoby na jaw. Dlatego do czasu kiedy się nie wyprowadzę, nie będę niczego robiła.

To tyle, idę czytać i komentować Wasze wpisy. Na koniec zdjęcie miski pełnej smoothie, zrobionej przez dziewczynę, która robi rysunki na nich właśnie. Buziaki. <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Po pingerowaniu wzięło mnie na zrobienie wreszcie tego wegańskiego chilli - wyszło mega jak zwykle ale zapomniałam zblendować składników. Trudno się mówi. I tak, zjadłam trochę chili przed spaniem - to był błąd bo mało piłam tego dnia.

D. do mnie do pokoju przyszedł i się zapytał co robię. Pogadaliśmy chwilę i się go pytam o której kolega przychodzi. D do mnie mówi, że dzisiaj nie przyjdzie. Ja do niego, jeszcze sam zobaczysz. No i co się okazało? Kolega przyszedł o 20.30 i został do północy. Standardowo zamówili sobie jedzenie razem... Szkoda gadać. Już nie mogę się doczekać mieszkania samej.
  • awatar Help Me :'(: Dziękuję za ten komentarz ♡
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Gdy w naszym organizmie jest za dużo cukru organizm odkłada go na zapas oczywiście w postaci tłuszczu a gdy już zacznie ten proces ciężko jest go przerwać. Dlatego tak ciężko nam się pozbyć np oponki a łatwiej tracimy kg.
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Jeżeli zaczniesz chodzić do prezydenta dostaniesz w ciągu kilku miesięcy ;) jak czytam Twoje wpisy to mam wraŻenie że większym uczuciem obdarowałaś zwierzaki niż faceta z którym mieszkasz :p mogę się mylić ;)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

hononey
 
Okay, wstałam 6.30 i zabrałam się za ogarnianie. Sprzątnęłam co mogłam. Wypiłam sok z cytryny, zrobiłam smoothie ale wypilam tylko jeden słoik. Do pracy wzięłam drugi słoik smoothie i brokuły z humusem.

Zimno jak diabli, na szczęście wiatr wiał mi w plecy (do pracy jeżdżę rowerem). Ogarnęłam PP i poszłyśmy na pociąg. W mieście zrobiłyśmy zakupy, poszłyśmy na jedzenie. Zjadłam dwa burgery wegańskie bo były w promocji, ale te burgery to był jeden wielki joke. Najtańsza bułka, środek nie smakował w ogóle jak falafel i w ogóle pożal się boże. Zaczęłam jeść burgera z bułką ale stwierdziłam, że przecież nie muszę jeść bułki. Zjadłam sam środek. Do tego były 2 porcje frytek. Jedne zjadłam, drugie poprosiłam żeby zapakować i potem dałam bezdomnemu na ulicy.

PP jeszcze miała wizytę u fryzjera, wypiłam smoothie i wrociłyśmy do niej do domu. Pogadałam ze znajomą w pracy i wróciłam swojego domu. Pod wiatr i zimno, brrr... W domu zjadłam brokuły z humusem. Poszłam spędzić trochę czasu z Karolkiem i wzięłam się za gotowanie fasolki na chilli. Gotuję w szybkowarze pod ciśnieniem, więc stwierdziłam, że na czas kiedy ciśnienie opada, pójdę na górę pod kołdrę. Było za zimno dla mnie.

Zaczęłam powoli zasypiać. D. się dowiedział że do pracy musi iść tego wieczoru, więc to mi zostało odebranie kociego żwirku (między 22 a 23.00). Nastawiłam sobie alarm i błogo przysnęłam. Nagle budzi mnie pukanie do drzwi, lecę na dół, otwieram drzwi no i koleś, że przywiózł żwirek.

Wiem, że nie powinnam tego mówić, ale koleś na prawdę mi się spodobał. Nie, nie z wyglądu. Miał to coś i wtedy zrozumiałam, że nie muszę się już bać że kiedy wyprowadzę się od D. nie będę w stanie pokochać kogoś innego. Bałam się tego strasznie, bo myślałam, że wykończona tym patologicznym związkiem, nie będę w stanie się na kogokolwiek otworzyć. Kamień spadł mi z serca. Miałam wrażenie, że kiedy powiedziałam mu że to dla kotów chłopaka, trochę posmutniał ale nie będę sobie domawiać. Najważniejsze, że wiem, że nie mam czego się teraz bać.

Koleś mi pomógł wnieść worki (całe szczęście), była miła wymiana słów i poszłam wreszcie znowu do łóżka. Próbowałam zasnąć, ale było ciężko. Poprosiłam żebym mogła zasnąć (mniejsza kogo, mniejsza jak) i zasnęłam. Potem budzi mnie telefon - D. do mnie dzwoni, że klucze w drzwiach i nie może wejść ale w końcu mu się udało. Dobra, pora znowu zasnąć. Przysnęłam, słyszę walenie do drzwi. Dzownię do D. że ktoś puka, jego pizza przyszła. Przyszedł na górę przeprosić, powiedziałam że rozumiem sytuację i nie jestem zła, po prostu chcę wreszcie zasnąć. Przyniósł mi wodę i znowu poprosiłam żeby zasnąc i obudzić się wypoczęta. Zasnęłam i D. się wpakował do łóżka. Znowu obudzona... ale zasnęłam.

Teraz będzie wywód na temat związku. Serio, nie musicie czytać. To bardziej dla mnie żeby to z siebie wyrzucić.

Ostatnio myślałam, że może nie warto się rozstawać, bo D. się nawet milszy zrobił i po co w ogóle ale teraz rozumiem, że ja nie potrafię funkjonować w tym związku. Co bym nie powiedziała jemu, to że mój kobiecy mózg sobie jakieś pierdoły wymyśla. Próbuję do niego powiedzieć coś miłego, to się na mnie obraża, więc mówię mu że w *huju mam co on o tym myśli i jeszcze bardziej się obraża. W domu cały czas śmierdzi kocią kuwetą (3 koty)... Jego pomysł na sprzątanie kuwety? Przepychanie kup to rogu kuwety. Kiedy kuweta jest pełna, dopiero wtedy wymienić żwirek (facepalm). Codziennie rano biorę czarne worki i zbieram kocie gówno. Już nie wspomnę jak śmierdzi szczynami.

Do tego dochodzi jego codzienna praca. Rozumiem, ma przesrane w pracy ale nic z tym nie robi. Kiedy wreszcie ma wolne od pracy, decyduje spędzić ten czas z nikim innym jak z kolegą. Serio? Nawet nie wiecie jak się ucieszył, że kolega ma wolną sobotę bo wreszcie będą mogli posiedzieć do samego rana i grać w gry. Ku*wa, czy ja tak na prawdę o wiele proszę?

Do tego to cholerne spanie. Ile ja się wypłakałam na samym początku, że chodzi tak późno spać. Myślałam, że pójdziemy razem. Nawet jeśli od razu nie da się zasnąć to chociaż pogadamy o świecie i takie tam (do tego byłam przyzwyczajona na początku związku). Nie potrafiłam bez niego usnąć. Podświadomie czekałam, aż przyjdzie a on zajęty kolegą który siedział do północy codziennie. Dwie nocy z rzędu zaciągnęłam go do łóżka w ciuchach, zaczęłam mu głaskać twarz, taki zwykły masaż. Nie narzekał, podobało mu się. W końcu zmęczony kładł się ze mną spać mimo że i tak już było koło północy. I wiecie co zrobił na drugi dzień? Aferę! Że co ja sobie myślę tak go zaciągać do łóżka, że on ma do roboty tyle i nie ma czasu na takie pierdoły (nie miał). Nic wtedy nawet nie skomentowałam. Teraz już mam to konkretnie w dupie, idę spać sama ciesząc się że mam łóżko dla samej siebie. Jest jeden problem, jego przychodzenie mnie budzi i nie mogę się wyspać. Ja już dłużej tego psychicznie nie zniosę.

Do tego na początku tego roku, kolega do niego, że jak się wreszcie dorobią kasy, to kupią ziemię i zamieszkają razem. D. mu powiedział że nie ma opcji, że musi sobie znaleźć własne miejsce. Jakiś miesiąc domu wchodzi do mojego pokoju z kolegą i mówi mi o tym, że patrzyli ile moglibyśmy wziąć kredytu na troje! Czyli, że ja, D. i kolega (sick!) i patrzyli na różne domu i np. kolega by sobie mieszkał w pokoju a ja z D. miała resztę domu. No ale doszli do wniosku, że za taką kasę są gówniane domy i się nie opłaca. Nie skomentowałam tego, tak się we mnie zagotowało.

Wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Że ja po prostu zapominam. Wystarczy, że D. będzie miał lepszy dzień i będzie milszy, przytuli mnie, powie jak mnie kocha i ja po prostu zapominam. Wszystko złe się rozpływa i zapominam. Ale stwierdziłam, że to już na prawdę koniec. Cały czas narzekam bo jest tak, bo jest to... Koniec, trzeba w końcu coś z tym zrobić i dlatego powiem mu w lutym, że chcę się wyprowadzić.
  • awatar aquila: Nie wiem dlaczego w lutym, ale zdecydowanie powinnaś.
  • awatar Help Me :'(: On ci mieszanym mieszanym głowie, że na codzień jest jaki jest a potem nagle przytala miłe słówka itp. :/ nasz szansę poznać kogoś lepszego , kogoś kto będzie cię szanował, kochał i diecenial i dawał ci swobodę :* wiem ze dasz radę !!! Powodzenia ♡☆
  • awatar Help Me :'(: On ci miesza tym w głowie, że na codzień jest jaki jest a potem nagle przytula i miłe słówka itp. :/ masz szansę poznać kogoś lepszego, kogoś kto będzie cię szanował kochał doceniał i dawał ci swobodę :* wiem ze dasz radę! !! Powodzenia ♡☆ * Wybacz za błędy :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hononey
 
Dzisiaj będzie krótko, bo niedawno wróciłam z pracy wymęczona mroźnym wiatrem.

W nocy znowu mnie D. obudził jak do łóżka wchodził. Przytulił mnie mocno i spaliśmy na łyżkę.

Dzisiaj na szczęście wstałam o 8 z zamiarem kupienia kociej karmy dla kotów D. i pojechania do Asdy żeby kupić te wszystkie składniki na moje chilli. Zrobiłam soku, smoothie, pomoczyłam stopy i dłonie, żebym mogła nimi ruszać.

Pojechałam na miasto, karma kupiona. Zostawiłam karmę w pracy u D. i pojechałam do Asdy. Wszystko kupione, ale zgrzeszyłam... Kupiłam sobie zupki zalewane (niby zdrowsze, bo nie miały nic sztucznego) ale za dużo soli, itp. Pojechałam do Mamy i się okazło, że kubek który kupiłam, żeby mieć u rodziców, Mama sama chciała mi go kupić, lol.

Z Mamą pogadałam trochę, zjadłam te 2 zupki i ona do pracy i ja też musiałam spadać bo chciałam się wyrobić, żeby przyjechać na 15. W domu zrobiłam sobie smoothie zielone i do pracy. Dzisiaj w ogóle zaszlałam, bo wzięłam 8 gramów witaminy C, żeby wreszcie się pozbyć tej opryszczki z ust.

W pracy ogarnęłam co mogłam i zabrałam PP do miejsca gdzie razem wszyscy spędzają czas i kolorują sobie. Pogałam z różnymi osobami. Czas szybko zleciał. Wypiłam 2 słoiki smoothie (jeden słoik ma litr). Wróciłyśmy do domu PP i posiedziałam ze znajomą i zaczęliśmy planować wycieczki dla PP.

Wróciłam do domu rowerem (inaczej nie podróżuję) i taki zimny wiatr wieje, że nie wyrabiam. Na prawdę nie wyobrażam sobie jak bezdomni mogą w taką pogodę żyć.

Wybaczcie, ale dzisiaj nie dam rady nikogo komentować. Zawijam się do łóżka. Jutro do pracy na 9 rano aż do 16. Wrócę z pracy i chcę się zabrać za gotowanie chilli, żeby mieć co jeść jak z rodzicami pojadę w sobotę do Ikei w Sheffield.

To tyle, Kocham. <3
  • awatar tyle.: śliczna dziewczyna na zdjęciu <3 uwielbiam spać w tej samej pozycji co opisałaś <3 Trzymaj się i wypocznij trochę :)
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: U mnie na osiedlu bezdomni mieszkają w śmietniku lub na klatkach schodowych, trochę mi ich szkoda Ale gdyby nie pili to by mogli mieszkać na schronie... wypocznij sobie :* i odradzam jazdę na rowerze w taką pogodę...
  • awatar Ach2017: Odpisz mi proszę tutaj. 8 gramów witaminy C, czyli 8 dziennych dawek? I naprawdę witamina C tak bardzo pomaga? Czytam o tej witaminie C od dłuższego czasu, ale wciąż trudno jest mi uwierzyć, że tak duże ilości można brać i nie ma skutków ubocznych!
Pokaż wszystkie (6) ›
 

hononey
 
Dzisiejszy wpis trochę dłuższy. Mam chęć wygadania się.

Okay... Miałam sen o tym, że bardzo chciało mi się siku. Normalnie ciśnienie takie (w śnie), że nie mogłam wcelować do toalety a byłam w męskiej więc opcja tylko na Małysza. Obudziłam się. Czuję ciśnienie, idę do toalety i 4 latek by się powstydził normalnie. Wróciłam do łóżka wkurzona, próbuję zasnąć. Okazało się, że 4.30 (między 4 a 5.59 to moja naturalna godzina pobudki). Oczy jak 5 złotych. Przychodzi D. żeby wreszcie położyć się spać. Przyniósł mi wodę. Gadaliśmy i jakoś udało się mi zasnąć. Nie wiem czemu, ale jak rozmawiamy w łóżku to działa na mnie nasennie, lol.

Wiedziałam, że powinnam wstawać ale w domu zimno i obudziłam się za to o 9 (facepalm). Co było zaskakujące, D. był bardzo miły i mieliśmy przyzwoitą rozmowę rano [szok]. Dobra, zrobiłam wodę z cytryną i wypiłam szejka. Zaraz po smoothie, pojechałam do Morrisona po banany (nie chciałam długo zwlekać, bo gdyby się smoothie przetrawiło to na pusty żołądek w sklepie, a wiadomo jak się to kończy). Jak zwykle typowe pytania od ekspedientki: 18kg bananów? Ale co z nimi robisz? A na ile Ci wystarczy? Zawsze staram się być miła. Kto wie kogo uda mi się zarazić miłością do owoców?

Wróciłam do domu i byłam padnięta. Muszę znowu zacząć pić sok z selera bo mam ochotę na słone - zjadłam paczkę chipsów znowu (seler ma wszystkie rodzaje sodu, których potrzebujemy). I co potem? Zajęłam się Karolkiem. Znowu było przytulanie, buziakowanie i głaskanie. Mały się rozpływał normalnie xD

Melduję, że dłonie są w jeszcze lepszym stanie niż ostatnio. Dla odważnych daję zdjęcie. Wchodzicie na własną odpowiedzialność. Chciałam tylko uprzedzić, że zdjęcie jest z przed kilku dni i już wtedy skóra była podgojona. Teraz jest jeszcze lepiej. ibb.co/cXB4dR Nie kaleczę się. To wszystko to atopowe zapalenie skóry. Mam od urodzenia. Całe dzieciństwo przepłakane od ran i bólu. Leki sterydowe przez które tyłam... I dlatego nigdy nie zrozumiem lasek, które się tną.

Mniejsza o to. No więc wróciłam do domu, odpisałam na wszystkie komentarze na pingerze. Ugotowałam ziemniaki i soczewicę, mmm... Pycha było no i się najadłam porządnie. Zdecydowałam, że obejrzę film. Zabrałam laptopa na piętro i oglądałam z Karolkiem. Karolek się rozłożył koło mnie i tak sobie leżeliśmy przedpokoju na górze.

Film obejrzany, Karolek nakarmiony i zabrałam się za pingera. Teraz sobie siedzę, trochę śpiąca z termoforem na brzuchu. Właśnie kolega D. przyszedł a jest już po 21.

A właśnie, jeszcze jedna sprawa. Chciałabym Wam o czymś powiedzieć, a mianowicie o tym, że ziemniaki i węgle nie tuczą. Tuczy nas to co dodajemy do ziemniaków... Kiedy przeszłam na weganizm w Sierpniu 2014 roku, jadłam praktycznie same ziemniaki, bo nie chciało mi się nic innego gotować. Zdjęcia pokazuję żeby udowodnić (te z brzuchami). Co prawda znowu przytyłam od tamtego czasu (tyłam powoli), ale to dlatego, że zaczęłam się odżywiać śmieciami i po przeprowadzce z Davidem przytyłam kolejne 10kg przez jego wpływ (negatywne emocje i nawyki żywieniowe). I jeszcze dodatkowa wiadomość dla osób którzy się głodzą... Różnica między ćwiczeniami, a samą dietą (zdjęcie tyłków). Kocham i dziękuję, że dotrwałaś do tego miejsca ze mną. <3
  • awatar tyle.: muszę przyznać, że angielski to moja słabsza strona :D a czemu pytasz? Planuje iść na kurs. Rozumiem co ktoś do mnie mówi ale nie odpowiem.. za mały zasób słów mam zdecydowanie.
  • awatar tyle.: Cudowny brzuszek na zdjęciu w lustrze <3 A co do końcówki daje dużo do zrozumienia :D Wybacz, że pytam wprost D to twój facet? a karolek to dziecko czy piesek xD bo tak dwuznacznie trochę :D i nie moge się zorientować. A co do pracy to przeczytałam i szanuje to co robisz, dużo siły psychicznej trzeba mieć.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów