Wpisy oznaczone tagiem "związek" (1000)  

dziecinnysposob
 
*Dziecinny Sposób*:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

hononey
 
No więc nadszedł ten czas, żeby znowu z siebie trochę wyrzucić.

Po pierwsze, Babcia D jest w szpitalu. Miała zawał serca i teraz tylko czeka na termin, żeby mogli jej założyć bypass'y. Operację może mieć tylko w specjalistycznym szpitalu, więc mają ją przewieźć do Sheffield. Jeszcze nie wie kiedy, cały czas czeka na informacje ale powiedzieli, że najpóźniej ma mieć operację we Wtorek. Ja już bilety kupiłam na poniedziałek no i powiedziałam D, że jak pojedziemy do Babci, to od razu możemy pozwiedzać Sheffield. Zwłaszcza ze praktycznie nie mielismy ze sobą czasu. I teraz największa surpsise! Powiedział, że nawet jeśli Babci jeszcze nie zawiozą do Sheffield, to i tak tam jedziemy na jedzenie i pochodzić! Że chce spędzić czas i w ogóle... No byłam w szoku normalnie.

Druga sprawa, dostałam dzisiaj piękny payslip z pracy i potrącili mi prawie 500 funtów podatku... Myślałam, że zamorduję.

Po trzecie, dzisiaj Karolek będzie spał w klatce, bo D będzie spał u Babci i pilnował wujka a ja w pracy. Już czuję jak Karolek będzie się buntował... No a poza tym udało mi się zmiany zamienić więc w przyszłą niedzielę biorę Karolka na pokazy małych zwierząt organizowane przez schronisko dla świnek morskich. Nie liczę, żeby Karolek coś wygrał. Najbardziej mi zależy, żeby pobawił się z innymi królikami itp.

A propos Karolka. Brzuszek zaczął mu warczeć, a to zazwyczaj oznacza produkcję gazu i sprawia dużo bólu królikom. Musi być praktycznie na samym sianku i suchej karmie (+ oczywiście mokre warzywa, itp). Zrobiłam mu wczoraj zdjęcie i wygląda jakby mu się wcale nie podobało na co jest "skazany". Patrzcie na tą minę xD

Dzieci nigdy nie zrozumieją rodziców xD

24.02.2018 _ sobota
  • awatar ms moth: Trzymam kciuki za zdrowie babci D! No i wow, rzeczywiście chyba wziął sobie Twoje słowa do serca. Oby wypaliło zwiedzanie i było miło. ♥ Awww nawet nie wiedziałam, że są takie pokazy. Te zdjęcie jest przecudne, przepięknie Karolek wygląda, mimo, że naburmuszony. I ten ostatni tekst hahah <3
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Po pierwsze chciałabym Wam oznajmić, że moja maszyna do pisania wreszcie do mnie dotarła. Potrzebuje małych napraw, ale głęboko wierzę, że wszystko uda mi się sprawnie załatwić.

Po drugie, odwiedziła mnie wczoraj koleżanka której nie widziałam blisko 2 lata. W wakacje razem pracowałyśmy jako opieka na obozach dla nastolatków. Bardzo przyjemna praca, tylko przysłowiowo nie było kiedy się podrapać więc nigdy nie miałyśmy czasu żeby po prostu usiąść, pogadać i się zrelaksować. Pracuje w moim mieście, 10 minut drogi pieszo od mojego domu, więc jeszcze lepiej. No ale od początku...

Stwierdziłam (jako chujowa pani domu), że zaproszenie koleżanki na obiad/herbatę to dobry pretekst, żeby wysprzątać całą chatę. Tak więc od samego rana uwijałam się w pocie czoła (dosłownie). Udało mi się wysprzątać wszystko oprócz kafelek w łazience, okien i framug... bo na to już nie było czasu, lol. Dla zainteresowanych powiem, że nawet moją obrzydliwą, żółtą wannę udało mi się wyszorować (żółta jest naturalnie). Koleżanka pracę kończyła o 16.30 a ledwo po 17 byłyśmy w domu.

Ugotwałam nam zupę z batatów i nie mogła się nią najeść. Ugotowałam zupę z groszku ale na nią już miejsca nie miała. Były ciastka, była herbata, po prostu było miło. O 19 przyjechała po nią mama odebrać, bo w innym mieście mieszka. Mamę też zaprosiłam do domu i siedziały kolejną godzinę. Wyszły niedługo po 20stej.

A właśnie a propos znajomych... D opiekuje się teraz niepełnosprawnym wujkiem kilka nocy w tygodniu dopóki jego babcia jest w szpitalu i nie będzie miała operacji. Więc przyszedł do domu przed 12 i już rozmawiał z kolegą. Powiedziałam mu tylko żeby tamtemu nie mówił, żeby nie przychodził. Mój na to że tylko na jedną fajkę i tamten spada. No to ja, że zawsze jest mówione że tylko jedna fajka a potem wygonić nie można. Powiedziałam, że nie będą mi się cały czas po domu kręcić, kiedy ja próbuję sprzątnąć. Zwłaszcza, że wczoraj padało, w kuchni białe posadzki i wracając z ogrodu zostawia się błotniste ślady. Tamten przyszedł, powiedziałam że mi nie przeszkadza sam fakt, że jest tylko żeby się nie kręcili bo chcę sprzątać. D nawet pomógł mi odkurzyć pokoje na piętrze, wymienił karton spod żwirka dla kotów i kilka innych rzeczy. Przed 15stą kolega poszedł do domu i sobie przez neta grali na komputerach. Ja za to miałam okazję żeby ogarnąć łazienkę. Potem jak już wiecie, pojechałam odebrać koleżankę, obiad zjedzony i wróciła z Mamą do domu...

Ja za to ogarnęłam duży pokój, naczynia do zmywarki (takie tam duperele) i wreszcie mogłam wyciągnąć nogi przed siebie z herbatą w ręku. Siedzę, odpoczywam, cieszę się pożądkiem w domu póki jest i D schodzi na dół a było już po 21szej. Pyta się czy kolega może przyjść...

O ŻESZ KU*WA JEGO MANIA!!!

Byłam bardzo miła i powiedziałam D, że nie ponieważ jest za późno i pora, żeby kolega nauczył się zasad i granic przyzwoitości. Powiedziałam mu bardzo kulturalnie, że nawet koleżanka moja wiedziała o której jest pora żeby wracać do domu (mimo, że w głębi bardzo chciałam, żeby dłużej została) i że to nie jest pora na odwiedziny. D przyznał mi po raz pierwszy rację i nawet sam stwierdził, że kolega go trochę wkurza, bo kolega wie, że D "musi" się najpierw mnie zapytać czy tamten może przyjść i wie co odpowiem, więc automatycznie stawia D w niezręcznej sytuacji i nas poróżnia. Powiedziałam D, że jeśli tamten chce przyjść i odebrać to co zostawił przez przypadek to niech przyjdzie i już go nie ma, ale na fajkę nie zostanie.

D do mnie, że na fajkę też chciał zostać. Powiedziałam mu spokojnie, że nie. Poprosił mnie, że to ostatni raz "Just this once". Zgodziłam się, bo powiedziałam mu że tylko dlatego że mnie prosi ale pora żeby tamten się nauczył. D napisał do tamtego że jak chce to niech przychodzi ale od razu, bo pocałuje klamkę. D się naczekał, w końcu powiedział że idzie sam zapalić a jak tamten przyjdzie to niech od razu idzie do ogrodu, bo już sam był wkurzony. Akurat kolega przyszedł jak z D rozmawiałam i sama otworzyłam mu drzwi... Ah, jaka to była radość. Otworzyłam drzwi i prosto z mostu mu powiedziałam, że to nie jest godzina (21:40) na odwiedziny i pora żeby się nauczył, kiedy jest odpowiedni czas na odwiedziny, tym bardziej że już u nas dzisiaj był. Wie gdzie ma swój dom, a jeśli mu się nie podoba to może przychodzić kiedy ja pracuję i mnie nie ma. D się na mnie spojrzał z wielkimi oczami a ja kulturalnie powiedziałam, że byłam bardzo miła i szczera. Mój powiedział tamtemu, żeby zabierał po co przyszedł, zwijał fajkę i szedł do ogródka. Wyszedł zaraz przed 22gą.

Skończyło się pierdolenie moje Kochane. Kolega D bardzo nas poróżnia i wpierdala się gdzie nie potrzeba. Przez to że spędza cały czas z moim, mój już potem nie ma chęci spędzać czasu ze mną, bo tamtem mu cały czas truje. Jestem bardziej stanowcza jeśli chodzi o kolegę. Zawsze może przychodzić, kiedy ja pracuję i nie będzie żadnego problemu.

To tyle na dzisiaj Kochane. Próbuję się powstrzymać przed naprawą maszyny do pisania, bo wiem że jak usiądę i ją rozbiorę to całą noc będę naprawiała a jutro przecież do pracy. Kocham <3
  • awatar ms moth: Podasz przepis na zupę z batatów? Ostatnio pierwszy raz w życiu ich spróbowałam i od razu pokochałam, mimo, że wszyscy wokół mi się dziwią. :P Fajnie, że miło spędziłaś czas na pogaduchach z koleżanką, czasami takie spotkania są bardzo potrzebne. :) I pięknie się zachowałaś jeśli chodzi o tego kolegę, stanowczo, ale kulturalnie. Zresztą samą prawdę powiedziałaś. Eh, faceci to takie dzieciaki często. :/ @trochę późno odpowiadam, ale z moim D. już nieco lepiej, odpoczęliśmy od siebie jak byłam na tym wyjeździe, a jakiś czas wcześniej przeprowadziłam z nim bardzo poważną rozmowę i powiedziałam wszystko wprost. Od tego czasu o dziwo jest nieco lepiej, więc jakieś postępy są. Widziałam, że ty też ze swoim rozmawiałaś i też coś ruszyło. I czytałam coś ostatnio u Ciebie, że po prostu teraz żyjesz chwilą, ale jak coś znowu się zepsuje to odchodzisz. Właśnie podobnie jest też u mnie. :) My to z tymi facetami to chyba bratnie dusze jesteśmy. :P
  • awatar Ach2017: Bardzo dobrze, że jesteś stanowcza. Dalej bądź. :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)zaczynam_doceniac_czlowieka_ktor…
Najbardziej nie lubię momentów, kiedy zaczynam doceniać człowieka, którego straciłam, kiedy rozumiem ile dla mnie znaczył, a jedyne co mi pozostało to żyć ze świadomością, że nie mam szans na jego odzyskanie..
  • awatar Aste.iness: skąś to znam,też kiedyś kogoś straciłam,ciężko mi było przez 9 lat! ale podnosiłam się... tyle ile byłam w stanie,gdzie myslalałam że nie dam rady,pojawił się ktoś kto zupełnie odmienił moje życie... jest 1000x lepiej niż w tej mojej wielkiej miłosci,teraz wiem on nie był dla mnie,hmm może dla mnie ale jak nie byłam dla niego. życzę dużo ciepliwosci:) buźka!
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
I jak zwykle nie mam o czym gadać, ale mam chęć pozbyć się tego natłoku z głowy. Zwłaszcza przed spaniem, żeby z czystym umysłem iść do łóżka.

Dzisiaj miałam sen ale napisane jest po Angielsku, bo napisałam do Tracey. Dla ciekawskich, zawsze jest tłumacz (wybaczcie, na prawdę nie mam ochoty tłumaczyć).

“I had such a realistic/conscious dream this morning and you've asked me to let you know when I get one so I thought I'd describe you this one. First of all my train/travelling/flying dreams have finally stopped and I feel so relieved. So here's the dream: it starts with with me and my dad watching a video clip on old TV (colour TV but the old heavy ones) of some sort of a song that sounded like linkin park/U2. The guys were singing/playing music in front of a big pyramid. The singer was in the middle and there was a golden projection of a goddess/cleopatra behind him (a massive one) by his sides, there were the band members who were playing the music and there was a projection of two massive golden snakes on each side of cleopatra (the circumference of a snake was taller than the guys that were playing). So one second I'm watching it, the other second I'm actually inside of a clip (I wasn't sucked in, I just changed my surroundings). The guys are still playing and I'm with my dad. There was a panic on the set (pyramid behind us and lots of green grass everywhere, town could be seen in distance) because the longer they played, a strong storm was getting closer to us. Out of nowhere the rain started pouring down and I actually felt really wet and the thunderbolts started hitting the ground right in front of me. Like literally few feet away from us. I stayed close by the pyramid, my back were touching it and I was getting wet but I figured that the angels are protecting me so I might only get wet. My dad said that people are running away to get to town and there's a red double decker bus waiting to transport people. He started running with other people expecting me to follow him but I took the shorter route and ended up being first on the bus. My dad was looking for me as the crowd was coming down but I started shouting his name from the bus and he realised what happened. He came to the bus and it was supposed to take us to a safe location (a car park building - important - was just next to this bus, but to enter, you'd have wiggle through some sort of a hole on the wall). So the bus took us around the town (it didn't stop or anything, it was just driving us to the safe spot). We ended up being dropped off at the mentioned car park. Everyone went out in their own direction. Aim was to go to the top of it and go outside on the meadow that would lead outside of the town. We started going up the car park but realised despite so many people being there before, it was getting now dead quiet. We started getting worried. We (me and my dad) were almost at the top when a woman in front of us told us we needed to be quiet. She was waiting before a dark place that was not lighted in any way and the stairs were leading to higher levels.  She told us to be quiet because there's a single alien somewhere there and it's dangerous (I felt it was something like out of the Alien movie) and if he'd hear us, we'd be attacked. I realised I didn't have continue this dream and so I woke up but when I fell back asleep, the dream went back to where it left off. A wolf jumped out from the dark (and not an alien as the woman ahead of us was trying warn us) and it started speaking to me. The woman disappeared (must've ran away) and I felt my dad was still behind me. The wolf started talking to me and it showed me images. As he was speaking, he showed me an image of a large LCD screen on a shopping centre that was bright white and then the focus moved to a small family pack of wolves that were running down steep roofs on buildings and he said "You've made our race almost extinct, not we're going after you". I didn't feel fear or anything during the dream. I woke up quite refreshed. And the funniest thing that happened today is that all of the "reference points" from the dream have happened today. I was in the kitchen, playing music from YouTube on shuffle and one after another, a song with title "Wolf" played and straight after that a song about "Thunder" and thunderbolts. Then I went to David's room and he was playing a game that had a pyramid in it. So many synchronicities today!”



Poza tym udało mi się wylicytować moją maszynę do pisania! Nie wiem co jest w niej do naprawy, ale jestem bardzo podekscytowana. Nie wiem gdzie mnie to zabierze, ale czuję, że gdzieś zaprowadzi (zdjęcie na dole).

W zeszłym tygodniu stwierdziłam, że w poniedziałki będę sobie pozwalała na jedzenie czego chcę. Obojętnie czy ma gluten czy nie (w moim przypadku jest zakazany), obojętnie ile tłuszczu... o ile jest wegańskie. Po prostu chcę zjeść coś po ludzku bez odmawiania sobię. Więc zamiast w poniedziałki stereotypowo przechodzić na jakieś diety, u mnie poniedziałek jest fat monday i po prostu aż nie mogę się doczekać poniedziałków. O! Co prawda nie za bardzo mi to wychodziło przez ostatni tydzień, bo każdego dnia coś podjadałam niewskazanego w moim przypadku, ale wiecie co? Nie stresuję się. Wiem, że z czasem się przyzwyczaję i po prostu wpadnę w rutynę. W tym tygodniu padło na... burgery!!! Od czasu kiedy łaziłam z Pandzią po Wawie, miałam wielką chęć na burgery. Na POŻĄDNE burgery a nie to angielskie pośmiewisko (myślą, że jak włożą w bułkę kawałek sałaty i jakieś warzywne gówno bez smaku, to mogą to sprzedać za 7 funa, jakiś żart). No więc kupiłam specjalne ciemne bułki z sezamem, sos mango z curry, ketchup i sos BBQ. Do tego sałata liściasta i pomidory a jako główny składnik kupiłam burgery z Lindy McCartney (jedno opakowanie Pulled Pork i jedno opakowanie oryginalnych). Oryginalne zrobiłam z sosem BBQ, a Pulled Pork z sosem curry. Dałam jednego burgera dla i oficjalnie nazwał mnie A* burger maker (najlepszą burgerowiczką). Się ucieszyłam na maksa i pycha też były. Coś czuję, że w przyszłym tygodniu też chyba pójdą na menu. A nie, w przyszłym tygodniu jedziemy z D do Sheffield odwiedzić jego Babcię w szpitalu. Ja załatwiłam bilety do Sheffield, a on ma postawić jedzenie. Zobaczymy jak to będzie.

Przed chwilą leciała piosenka: "If it's meant to be, it will be, baby just let let it be..." i zdałam sobie sprawę, że jeżeli w tym życiu mam być ze swoją drugą połówką, to tak się stanie. Z D na razie jestem pogodzona i stara się jak może i są tego na prawdę ciekawe efekty. Żyję po prostu chwilą, ale jak się sprawy spierniczą znowu to odchodzę i nie ma już przeproś. I właśnie będąc teraz z D, dając mu ostatnią szansę, bałam się że zaprzepaszczę szansę na poznanie kolesia o którym mówiła mi Tracey. Ale ostatnio zaczęłam o siebie dbać, mieć lepsze myśli i cały czas mam synchronizację ze wszystkim (przede wszystkim to co się działo w śnie, widziałam dzisiaj na żywo no i powtarzające się cyferki na zegarze = 12:34, 11:11, 22:44, itd.) więc dzięki temu wiem, że co by się nie miało dziać, Wszechświat has my back i jeśli będę podążała za intuicją, to się nie zgubię. Dziękuję Wszechświecie. <3

19.02.2018 _ poniedziałek
 

hononey
 
Dzisiaj napiszę odnośnie kilku tematów, które od jakiegoś czasu długo we mnie siedzą.

Chciałabym zacząć od tego, że planuję kupić sobie maszynę do pisania. Jeszcze nie wiem po co i dlaczego ale jestem zafascynowana czcionką maszyny i po prostu mnie one kręcą. Pamiętam, jak byłam mała i chodziłam z Tatą do sąsiadów na dole i Pani E miała maszynę do pisania. Zawsze siadałam i stukałam w klawisze. Ah, to były czasy... Tak więc na razie na ebay'u się rozglądam, ale myślę, że coś z tego wyjdzie i w jakimś kierunku się uda (tylko jeszcze nie wiem gdzie).

Ogółem byłam wczoraj w Asdzie i kupiłam sobie 3 organiczne herbaty - jedna zielona, druga z imbirem a trzecia na spanie. Każda kosztowała Ł2.50 za 20 torebek... I ostatnio jeszcze myślałam, że to fortuna wydać tyle kasy na herbaty i to jeszcze za tak mało torebek, ale... No właśnie ALE! Kiedy idę do COSTY z PP (podopieczna z pracy), pojedyncza herbata kosztuje Ł2.10 więc kupując sama dla siebie 20 torebek za podobną cenę, na prawdę nie przepłacam (mimo, że przy kasie serce trochę szybciej bije). Tak więc stwierdziłam, że I will treat myself to some tea.

No właśnie a propos pieniędzy. Zauważyłam, że kiedy się zdrowo odżywiam to wydaję mniej kasy niż kiedy kupuję mięso-podobne gotowce wegańskie. Wiem, Ameryki nie odkryłam. Nie pamiętam czy Wam pokazywałam, ale byłam na zakupach którejś soboty i nakupowałam rzeczy pod koniec miesiąca bo mi kasy zostało. Nie lubię wydawać kasy, ale jak już robię zakupy, to już wtedy na maksa. Właśnie wtedy zrozumiałam, że jeżeli będę się zdrowo odżywiać, wydam mniej kasy przez 30 dni i pod koniec miesiąca mogę zaszaleć, więc sytuacja win - win.

Z Karolkiem dzisiaj byłam w lesie znowu. Muszę Wam powiedzieć, że jestem na prawdę dumna z postępów. Co raz więcej kica. Ba! Kiedy się czegoś boi, to teraz staje na dwóch łapkach i "Mama, podnieś bo się boję". Ale jakbym w domu chciała go podnieść, to nie, bo największa kara, lol. Dzisiaj jak stanął na tych swoich dwóch puszystych łapkach, to jedną rękę włożyłam mu pod żebra, drugą pod dupkę i pełnia szczęścia. Jakbym w domu chciała tak zrobić to największa kara jaka może być, haha. Ba, tylko bym mu rękę włożyła koło brzucha i już by za sofą był.

Dzisiaj to tyle na razie. Staram się żyć chwilą póki mogę. Na szczęście w pracy mam trochę lżej, już nie pracuję jak wół. Wiem, że to oznacza mniej kasy ale wolę mieć więcej czasu dla siebie i przychodzić do pracy szczęśliwa niż pracować jak wół i jedynym pocieszeniem jest kasa.

Na sam koniec, żeby humor poprawić, zdjęcie Karolka z naszej wyprawy do lasu. Kocham <3

18.02.2018 _ Niedziela
 

hononey
 
Niestety z tamtym wpisem się nie uporałam, z racji pracy. Tekst dla Siostry przetlumaczony więc na razie mam wolność. Z wyjątkiem tego że Babcia D miała zawał serca i wieczorem chodzimy do niej w odwiedziny (o tym kiedy indziej).

Wracając do tematu z poprzedniego wpisu, z Tatą była kompletna jadka przez telefon. Jechałam rowerem do domu i darłam się w słuchawki. Mnie się oberwało za to że chciałam dobrze.

Jeszcze tak a propos Tata wierzy, że to że "dostałam w dupę" jako dziecko "kilka razy" zrobiło mi dobrze i teraz mam "twardą dupę" jako dorosła osoba. Chcecie znać prawdę? Wcale tak nie jest. Wcale nie czuję jakbym mogła walczyć o swoje. Jedynie zamieniam się w lwicę jeśli ktoś/coś chciał/chce skrzywdzić Bunię czy Karolka. Bunię uratowałam kiedyś przed Owczarkiem Niemieckim i Rotwailerem, ale o tym też kiedy indziej. Wracając do tematu, jestem po prostu bojaźliwym człowiekiem przez to jak zostałam wychowana. Dla innych skok ze spadochronu przyprawia im dreszy i wyrzuty adrenaliny. Dla mnie postawienie się komuś, sprawia że cała drętwieje, a serce wali mi jak oszołom.

Próbowałam się kilka razy postawić ojcu już przedtem kiedy jeszcze z nimi mieszkałam ale z marnymi skutkami. Chociaż tyle, że Mama starała się to widzieć z mojej perspektywy (sama miała problemy ze swoim tatą w dzieciństwie) więc też potrafiła ryknąć na ojca, żeby już mi dał spokój. Nawet kiedy wreszcie zaczęłam zarabiać swoją kasę i sama kupowałam własne jedzenie, dalej były wyrzuty bo przecież elektryki używam. Więc do momentu kiedy mieszkałam z rodzicami, wszystko szło pod dyrektywę taty. Wystarczyło, że był wkurzony jak grał na xbox'ie, potem go nosiło i mi się obrywało z jakiś błahostek.  

Najlepsze było jak przed świętami trzeba było sprzątać. Zawsze to samo. Powiedziałam Mamie, żeby powiedziała mi co robić i ja posprzątam tylko nie wiem co, ale jak mi powie to ma załatwione. Wiadomo, Mama wie co trzeba zrobić koło domu. Tylko potem tata się wtrącał i było: "Nie będziesz robiła tego, tylko to" no to ja "Dlaczego?" a on "Bo ja tak mówię". Najlepsze było to, że Tata mimo wyniesienia kilku rzeczy praktycznie nic nie robił, a ja byłam mielona obowiązkami między tym co Tata powiedział a Mama. Do tego jeszcze warto zauważyć, że w okresy świateczne mieliśmy zadawane wypracowania naukowe, itd więc na prawdę zależało mi na czasie. Więc w ostatnie święta przed przeprowadzką było na prawdę ciekawie. Mówię do Mamy, Mama mów co mam robić i zrobię. Mama mówi, żebym się za coś wzięła. Potem do kuchni wchodzę, Mama w kuchni i Tata do mnie czemu nic nie robię. A ja mówię, że przygotowywuję rzeczy do sprzątania. Do mnie, że nie będę tego robiła tylko mam się wziąc za coś innego. W końcu Mama do niego kulturalnie powiedziała, żeby się nie odzywał bo ma dla mnie listę rzeczy do zrobienia, robię wszystko o co mnie prosi i zapytała się czy zrobił to o co go wcześniej prosiła. Nic nie odpowiedział. Wyszedł z kuchni, poszedł do garażu a potem się skończyło jak zwykle tak samo - siedział przed xbox'em.

Nie zrozumcie mnie źle, na moim tacie można na prawdę polegać - ostatnio był chory. Miał ciężką grypę. Potrzebowałam przewieźć ciężki sejf z pracy ale nie miałam jak. Tata się obudził i przyjechał po mnie do pracy i odwiózł a potem poszedł spać u siebie w domu.

Tata mnie zawsze bronił w szkole, jeśli ktoś mi dokuczał, ale w tym problem. Ja nigdy nie mogłam uderzyć pierwsza i nie chciałam się bronić bo wiem że potem miałabym tłumaczenie u ojca. Do tego jeśli bym skłamała, że ktoś pierwszy udeżył, dostałabym jeszcze większe lanie w domu. Po prostu nigdy nie czułam się bezpiecznie sama z sobą. I na prawdę bałam się czasami własnego taty. Skąd mogę wiedzieć, kiedy się na mnie wścieknie? Jedyna osoba (oprócz Mamy) którą kochasz od urodzenia jest jednocześnie bogiem (bo tak widzimy rodziców jako dzieci) i katem. Jak można się czuć bezpiecznie przy takiej osobie? Nawet jak "dostałam w dupę" (jak to lubi mój tata mówić) jak już mnie przestało boleć, szłam z płaczem do taty i go przepraszałam bo czułam się winna? Ale czy na prawdę to ja powinnam czuć się winna? Co ja mogę wiedzieć jako dziecko?

Miałam może 8 lat? Popsułam przez przypadek stary automatyczny ołówek ojca (automatyczny - taki co się gruby grafit wkładało do środka). Chciałam zobaczyć czy uda mi się tą "paszczą" łapiącą grafit, podnieść gumkę do wycierania ale gumka była za twarda i niestety pręty się wygięły. Nie zrobiłam przecież tego celowo, jedynie byłam ciekawa. Po prostu bawiłam się przy kolorowaniu. Nawet nie wiecie jaki wpierdol dostałam od ojca. Nie mogłam usiąść bo mnie aż tak bolało. Za głupi ołówek...

Historii jest wiele na prawdę, a dzięki sytuacji która miała miejsce kilka dni temu wreszcie mogłam z siebie wyrzucić poczucie winy, że nie byłam wystarczająco dobrą córką.

Na razie to tyle. Kiedy poczuję potrzebę wyrzucienia z siebie więcej, na pewno jeszcze nie raz o tym napiszę. Na razie to tyle, a ja kładę się spać. Kocham <3
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Musisz walczyć o swoje, w dzisiejszych czasach tylko tak można do czegoś dojść, pamiętaj.!
  • awatar Bad Bunny: Twój ojciec był tyranem i nie ma co go usprawiedliwiać. To, jakie on miał dzieciństwo nie powinno mieć żadnego wpływu na Twoje wychowanie. On to się po prostu nadaje do terapeuty ze swoim zachowaniem i tyle. To jest chore, że my ludzie mamy bardzo częste dendencje do powielania złych nawyków naszych rodziców. Trzymaj się i nie daj się! A już na pewno unikaj powielania wzorca.
  • awatar .Miss Independent.: z moim ojcem tez się dogadać nie mogłam. Miałam z nim mnóstwo spin i problemów. Teraz im mniej go widzę to mniej kłótni,. Z tym że ja się stawiam i tu był zawsze problem.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

ebooki24org
 
Z ebooka "ABC Mądrego Rodzica: Droga do Sukcesu" dowiesz się, jak pomóc swojemu dziecku osiągnąć sukces i sprawić, aby było szczęśliwe.

Jesteś już rodzicem? A może dopiero będziesz? Opowiem Ci więc pewną historię. Doczytaj ją do końca, a dowiesz się, jak książka " ABC Mądrego Rodzica: Droga do Sukcesu " zmieni życie zarówno Twoje, jak i Twojego dziecka.



www.ebooki24.org/(…)abc-madrego-rodzica-droga-do-su…
 

ebooki24org
 
Poznaj 52 skuteczne i sprawdzone sposoby, które sprawią, że rutyna zniknie z Twojego związku.

Jesteście parą od lat. Mieszkacie razem. I popadliście w rutynę – kręcicie się w zamkniętym kółku “dom-praca-dom”, rzadko ze sobą rozmawiacie, każde z Was ma swoje zajęcia, swoje obowiązki. Wasz związek pomału usycha. Jak temu zaradzić?



www.ebooki24.org/(…)rutyna-w-zwiazku-anna-popis-wit…
 

hononey
 
Pinger działa jak chce, ale ja zdecydowałam, że i tak będę pisała - tylko nie było kiedy czasu, bo... no właśnie bo D cały czas za mną chodzi i spędza każdą możliwą chwilę. Przytula, buzi daje. Krótko mówiąc wie jak bardzo sprawę spierdolił. Ba, wracam teraz do domu i chata ogarnięta i mogę dla nas obiad robić. Zostało mi jakieś 30 minut zanim będę musiała jedzenie szykować do pracy więc postaram się jak najszybciej napisać co mogę. D i tak teraz śpi a ja już po solarium i zakupach.

No więc jak rzeczy mają się z D. Niedawno mieliśmy kolejną rozmowę. D się mnie zapytał czy nadal chcę się wyprowadzić, powiedziałam że tak. Znowu się popłakał (w sumie to mu się nie dziwię i nie uważam, żeby czyiś płacz był oznaką słabości, ale o tym kiedy indziej bo na serio nie mam czasu). Następnego dnia chodził za mną cały czas i błagał mnie o kolejną szansę, ale stanowczo mówiłam, że nie bo to i tak niczego by nie zmieniło. Praktycznie połowa dnia spędzona dosłownie w ten sposób. Oboje płakaliśmy, chociaż ja bardziej dlatego, że czułam empatycznie przez co on przechodził.

Pytał się mnie dlaczego nie chcę mu dać ostatniej szansy. Powiedziałam, że nie chcę go jeszcze bardziej torturować, narobić mu nadzieji kiedy on się będzie starał a potem mu jeszcze powiedzieć, że i tak chcę się wyprowadzić. W końcu przed samym moim wyjściem (nie pamiętam dokąd szłam) powiedział, że jeżeli będę chciała się wyprowadzić jak skończy się umowa, to mam zielone światło ale niech mu chociaż pozwolę sobie pokazać jak może być, ostatnia szansa. Powiedziałam, że się zastanowię bo pasowało mi to, że dałby mi odejść. Od tamtego czasu nie odstępuje mi na krok a kolegi nie widziałam już chyba z tydzień w domu!

Ale ten wpis nie o tym. W sumie to nawet nie wiem czy uda mi się to wszystko spisać w tak krótkim czasie - zostało mi 17 minut do zbiernia się do pracy. Ten wpis będzie o tym jak bardzo kochamy naszych rodziców będąc dziećmi i jak bardzo chcemy im dogodzić nie rozumiejąc, że to nie nasz obowiązek.

Wczoraj wracałam z pracy i zadzwoniłam do Taty, jak zawsze żeby pogadać. Między nami jest dobrze, bo ja mieszkam na swoim i mogę się sama utrzymywać i nikt już mi niczego nie żyga. W wielkim skrócie mój Tata miał na prawdę ciężkie dzieciństwo i nadal walczy z demonami. Ja ogółem w jego sprawy się nie wtrącam, chyba że wiem że jakoś mogę mu pomóc. Tata ma rodzeństwo i każdy wie, że w rodzeństwie nie zawsze jest kolorowo. Jeśli Ciocia/Wujek się mnie pyta co u Taty kiedy jestem w Polsce, grzecznie odpowiadam, że to nie są moje sprawy i sami wiedzą jak się skontaktować z Tatą. Nie było żadnego problemu, aż do wczoraj. Ciocia poprosiła mnie o przesłanie życzeń urodzinowych Tacie ponieważ nie mogła się z nim skontaktować wcześniej (mniejsza o szegóły). Napisałam, że prześlę myśląc, że Tata się ucieszy, że jednak ktoś o nim pamięta. W końcu to nie były jakieś potajemne sprawy, tylko najzwyklejsze urodzinowe życzenia.

Więc rozmawiam wczoraj z Tatą przez telefon jadąc z pracy i rozmowa przeszła w jadkę, ale to dosłowną. Jeszcze nigdy się tak z Tatą nie pokłóciłam. BA! Wreszcie mu część rzeczy powiedziałam, za które mam żal aż do dzisiejszego dnia. Ogółem poszło o to, że przekazałam Tacie życzenia urodzinowe a powinnam Cioci powiedzieć, żeby sama mu je przekazała? Chciałam zrobić dobrze, ale jak zwykle to ja jestem winna wszystkiemu. Poczułam się jak zwykle jak śmieć bo mojemu Tacie nigdy nie można było dogodzić jako małe dziecko. Zawsze coś było ze mną źle. Nie takie pismo - trzeba było przepisywać zeszyty od początku. W wakacje nie mogłam wyjść na dwór się bawić, tylko musiałam przepisywać streszcznia filmów z tele tygodnia, żeby mózg mi nie rozleniwił pod czas wakacji. Tata zawsze mi powtarzał - "Chcesz być inna? To bądź inna w nauce". Nigdy nie mogłam robić jak chciałam, wszystko było pod dyrektywę ojca. No i żeby nie było, byłam lana po dupie - lub mniej kontrowersyjnie - karcona, bo jak mówi, nigdy nie dostałam za nic, zawsze był powód (Tata potrafił dostać za to, że potrafił zapytać się swojego taty żeby mu pomógł z lekcjami). Więc jak możecie się domyśleć, poczucie własnej wartości spada. Nigdy nie czułam się, że mogę stanąć we własnej obronie w szkole bo osoba którą najbardziej kochałam (Mamę też kocham, żeby nie było) tak bardzo mnie zraniła emocjonalnie/psychicznie.

Jednak nie zdążę tego wszystkiego napisać - jutro postram się dokończyć, ale jutro bierze priorytet tłumaczenie dla Siostry także jeszcze zobaczymy. <3

12.02.2018 _ poniedziałek
  • awatar Ach2017: Po pierwsze to się cieszę, że dałaś wreszcie znak co porabiasz. Zastanawiałam się co się z Tobą dzieje, czy to Ty nie masz czasu czy to pinger tak nawala. :/ Po drugie z kolegą D. to chyba cud? Przepraszam Cię za moją uszczypliwość, ale D. jako facet powinien być stanowczy w ochranianiu domowego ogniska. Rozumiem, że jest empatyczny i może mieć gorsze dni, no ale nie codziennie! 3. Kiedy kończy Wam się ta umowa o wynajem? Po czwarte zachowanie Twojego Taty jest szokujące i teraz i gdy byłaś mała. Przepisywanie streszczeń jeśli chodzi o pracę mózgu to bezsens. Rozumiem gdyby miało to na celu wygląd pisma, to ok, ale myślenie?! :/
Pokaż wszystkie (1) ›
 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)milosc_nie_rozklada_sie_po_rowno…
Miłość nie rozkłada się po równo w związku. Nigdy nie jest pół na pół. To zawsze siedemdziesiąt do trzydziestu, lub sześćdziesiąt do czterdziestu. Ktoś zakochuje się pierwszy. Ktoś stawia drugą osobę na piedestale. Ktoś staje na głowie, by życie toczyło się gładko i przyjemnie, a partner po prostu załapuje się na ten wózek.
 

ebook-czytaj-nas
 
Autor: M. Pierce  

Dwudziestoośmioletni niezwykle przystojny Matt Sky ma olbrzymi spadek i cztery bestsellery, napisane pod pseudonimem M. Pierce. Związek z piękną Hannah, w którym oboje się zatracają, wypełnia ich życie. Ale jego życie to plątanina fałszywych tropów, pozorów i zatartych śladów. Przeszłość to tragedie, które takim go uczyniły. Obsesyjnie chroni swoją anonimowość. W jej obronie gotów jest posunąć się do końca…

Hannah rozumie, że Matt potrzebuje anonimowości. Wspiera go. Ale gdy szalony plan Matta zaczyna niszczyć ich związek, musi podjąć decyzję…


Szczegóły publikacji:
www.nexto.pl/(…)dotkniecie_switu_p136771.xml…

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków i innych publikacji znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

hononey
 
Dzisiaj nie wiem o czym pisać. Szczerze.

Znudziło mi się spisywanie dnia, dzień po dniu. Więc stwierdziłam, że łatwiej mi po prostu będzie napisać jakąś rozkminę. Od razu uprzedzam, że nie mam żadnych zahamowań, jeśli chodzi o sprawy prywatne więc musicie się uzbroić w cierpliwość z moim charakterem, albo po prostu już teraz sobie darować nie tracąc czasu na moje wypociny, lol.

Otóż wkurzyłam się na D. I to teraz na maksa. Nigdy nie pisałam o tym wcześniej, ale mam wysokie libido. Był okres, że będąc młodszą nie mogłam spać po nocach (co było mega wkurzające) i bynajmniej ignorowanie zachcianek nic nie przynosiło. Nigdy się z żadnym nie puszczałam, byłam "czysta" do momentu aż poznałam D i stał się moim partnerem. Wracając do tematu. Mimo pełnoletności o tematach intymnych (mimo buzujących hormonów) myślałam jak zakonnica, że to grzech i komu takie rzeczy w ogóle potrzebne. Do momentu, kiedy aż za namową koleżanki obejżałam film dokumentalny o kobietach które oddają się przyjemności i po prostu wreszcie zrozumiałam, że nie ma w tym nic złego.

Więc zanim miałam chłopaka, używałam sobie wibratora żeby wreszcie wyrzucić z siebie natłoczoną frustrację. Wreszcie zaczęłam lepiej sypiać a wszystko było robione z umiarem. Poznałam D i (w) poszedł w odstawkę, ale z racji faktu, że będąc już w związku widzieliśmy się tylko raz na tydzień, to i (w) się czasami przydał. W końcu przenieśliśmy się z D do własnego mieszkania. Pierwsze dwa miesiące były jak w niebie ale sprawy intymne powoli zaczęły gasnąć. D już nie chciał się wcześniej kłaść spać, więc sprawy łóżkowe przeszły na poranek. Po jakimś czasie nawet z samego rana były problemy (nie z jego "sprzętem", tylko z chrapiącym właścicielem owego "sprzętu") więc budziłam się sama, aż praktycznie sprawy łóżkowe stanęły w miejscu. Prosiłam go tyle razy (czasami nawet płakłam z tęsknoty), żeby poszedł wcześniej spać albo obudził się rano. Cały czas, że zmęczony, że po co i tak dalej. Więc wróciłam do (w). Znowu dałam ujście frustracji, a D mógł się zająć swoją jedyną miłością - elektryką.

No ale jak wiecie, z D zerwałam i mimo że on liczy na to, że "kryzys da się zażegnać" to ja na prawdę nie widzę w tym żadnej przyszłości. D za to zrobił się bardzo uczuciowy. Kiedy ja się budzę rano, on również. Całuje mnie po policzku, w czoło - jak nigdy. Szkoda, że nie robił tego wcześniej bo we mnie już coś umarło i nie robi na mnie to żadnego wrażenia mimo że widzę jak bardzo się stara i mi go szkoda. Mimo zerwania z D, hormony nadal we mnie buzują, frustracja okresowo wzrasta i z pomocą przychodzi (w), żeby się pozbyć tego wkurzającego libido. Pytacie czemu wkurzona jestem na D? Otóż wyłamał mi pręty przy bateriach w (w)! I zrobił to tak po kryjomu, że myśli, że jestem na tyle głupia, że po prostu pomyślę że się zepsuł. Chyba ma nadzieję, że przez to się na niego rzucę wygłodniała... Teraz dopiero zobaczy jak potrafię chodzić wkurwiona. Niedość, że frustracja to sam (w) był drogi...
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

SPROSTOWANIE: D nie popsuł mi go, były jednak tylko dwa pręty przy bateriach. Nawet się go pytałam, wiem że nie umie kłamać i jest za bardzo honorowy. Jednak mi go nie popsuł ale wpis zostawiam, jedynie dlatego że w prawdzimym pamiętniku tego nie dałoby się wykreślić.
 

hononey
 
Pinger warjuje i zauważyłam, że nie tylko mi się te wpisy nie pokazują. Mniejsza o to.

Piszę teraz bo muszę z siebie wypuścić złość. Z resztą zaraz same będziecie wkurzone. No więc na koniec każdego miesiąca dostaję wypłatę (powiedzmy teraz jest styczeń). Z tej wypłaty biorę swoją część kasy na wynajem mieszkania (z D płacimy na pół) i sobie grzecznie moja połówka leży w szafce dopóki nie przyjdzie termin spłaty - czyli w tym przypadku koniec lutego (zawsze przecież mogłaby leżeć ta połówka w banku, ale chce mieć świadomość, że kasa jest już odłożona). Okay, mam nadzieję że nadal mnie rozumiecie.

Za to D ma płacone co tydzień i to jeszcze do ręki, więc dopóki pinda w biurze (której się tam nie chce pracować) nie zrobi mu wypłaty (wypełni formularzy, itp) to pieniędzy nie dostaje. Miał mieć wypłacone dzisiaj... Poszedł i pocałował klamkę - no żesz kur... Tak więc moja połówka pieniędzy która miała iść na wynajem za luty, musiała zostać zużyta na ten miesiąc mimo, że już za ten miesiąc zapłaciłam. Ale to jeszcze nie najgorsze...

D pali zioło - nie wiem czy wcześniej pisałam, ale mniejsza o to. Za jedną porcję płaci 10 funtów - to dużo biorąc pod uwagę, że koleś który mu ją dostarcza przychodzi prawie codziennie, żeby mu ją dostarczyć i do tego jeszcze dochodzi koszt tytoniu. Na tydzień zarabia jakieś 150 funtów. Za kasę którą zarobi, zazwyczaj od razu kupuje sprzęt, żeby móc zbudować wzmacniacz nad którym pracuje. Jedzenia praktycznie żadnego nie je, z wyjątkiem jakichś pizz, słodyczy i red bull'a. Przestałam już mu dawno gotować o czym pisałam wcześniej. Więc co robi D? Bierze kasę z mojej połówki na wynajem i kupuje za nią zioło. Nie apelowałam do niego, żeby przestał bo przecież jeśli hajs się zgadza pod koniec miesiąca to co mnie to obchodzi? Aż do dzisiaj...

Dzisiaj jest środa i ostatni dzień miesiąca. D dzwoni do mnie z pracy, że biuro zamknięte, nikogo nie ma, cisza w budynku. Mówię mu, że w takim razie może wziąć moją połówkę za następny miesiąc i zapłacić razem z połówką z obecnego. I D do mnie z niepewnością w głosie, że jeszcze będzie potrzebował 160 funtów! bo liczył, że będzie miał dziś wypłatę... No ręce mi się załamują normalnie. Ale uczę się na błędach i tak jak wcześniej się zastanawiałam, tak teraz na prawdę chcę się wyprowadzić. Nie mogę polegać na tak niezorganizowanym człowieku! Kasę ma mi jutro oddać, ale dłużej już tego nie zniosę. Czuję się dosłownie jak skarbonka.

Jeszczy bym zrozumiała, gdybym kasę dostawała za ziewanie, za zmienianie jakiś wyimaginowanych cyferek na giełdzie, itp. Ale ja kurwa w tej pracy zapierdalam! I w domu tak samo jest. Na prawdę zasługuję na kogoś odpowiedzialniejszego...
  • awatar szachimatONA: daj spokój jak facet pali zioło to dupa nie facet i nawet "d" się zgadza. Porządni faceci nie palą zioła ani papierosów bo zamiast puszczać kasę z dymem wolą kobiecie kupić róże albo dziecko zabrać na łyżwy. Olej go. Jeszcze nie myśli przyszłościowo. nie trać czasu na niego. Wiem co mówię ;) Mężatka :)
  • awatar Ach2017: Zdecydowanie zasługujesz na kogoś lepszego! Zioło? Fuuj. Kompletna nie odpowiedzialność. :/
  • awatar Ach2017: Odpowiadając na Twój komentarz o karmieniu kotów - moje koty jesli chodzi o karmy suche jedzą jednobarwne brązowe "kamyczki", kolorowych (czyli farbowanych) nie kupuję. Cenowo wygląda to tak, za karmę kolorową (kitcat) w necie za kg chcą ok. 9zł, za te karmy, które moje koty jedzą chcą gdzieś ok 35 zł za kg. Preferuję karmy suche z dużą ilością mięcha z ptactwa lub zwierzątek wodnych oraz warzywami, owocami i przyprawami. Bez zbóż. :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hononey
 
Pinger zjadł mi wpis więc dodaję jeszcze raz... Jak tamten się pojawi to ten usunę. Całe szczęście, że przed dodaniem zawsze robię KOPIUJ <3

Po pierwsze to chciałabym podziękować za otuchę od osób które skomentowały. Nie robię tego w ramach podbudowania ego, tylko na prawdę miło mi, że są osoby którym chce się skrobnąć kilka miłych słów od siebie, żeby podbudować drugą osobę. Dziękuję <3

A u mnie co się dzieje? Jak napisałam wczoraj, zmęczenie i przepracowanie wreszcie ze mnie wyszło. Czuję się, że wreszcie odzyskałam czas dla siebie. Każde poranki wyglądają mniej więcej tak samo. Robienie soków / sprzątanie / gotowanie. Dzisiaj stwierdziłam, że poleżę dłużej i obowiązki zostawię na potem. Po prostu chciałam się wyleniwić w łóżku. Tracey do mnie napisała (ta od kontaktu ze zwięrzętami) i popisaliśmy trochę o Karolku. Najciekawsze - jednak mi się nie wydawało, że Karolek pozuje do zdjęć. On na prawdę to robi! LOL.

Więc zajęłam się domem, nigdzie nie wychodziłam. Soki zrobione, wypite. Zupa ugotowana (por, ziemniaki, marchew + przyprawy) więc nie muszę się bawić w gotowanie jutro. W ogóle to znalazłam zaje aplikacje na telefon. Nazywa się FreePrints (działa tylko w UK). Na miesiąc dostajesz limit na 45 zdjęć darmowych z telefonu, zaznaczasz które chcesz i płacisz tylko za przesyłkę. Kupiłam album i zdjęcia Karolka już w nim są. Jeśli mieszkacie w UK i chcecie użyć apki to przy rejestracji wpiszcie JGORSKA8 to dostaniecie 5 zdjęć więcej na miesiąc przez pół roku. Na prawdę opłaca się bo wysyłka kosztuje jedynie 4 funy a wydrukowanie kilku zdjęć w Bootsie to już koszt ok 6 funtów.

Co poza tym? Nie ma dużo do opowiadania. Teraz choróbsko złapało D mimo że się zażekał, że nie dostanie. Na razie między nami jest okay, stara się jak może ale jak już pisałam z mojej strony czuję się jakby był obcą osobą.

Skoro do pisania dużo nie ma dzisiaj, to chciałabym napisać, że mój stosunek do jedzenia się wreszcie zmienił. Pomyśleć, że kiedyś myślałam że głodowanie jest okay, wyobrażałam sobie że wmuszam jedzenie bo już nie mogę a dzisiaj cieszę się każdym kęsem! Dzięki przeczytaniu książek Anthonego, wreszcie dowiedziałam się powodu AZS i innych chorób. Wreszcie rozumiem skąd się biorą uzależnienia od słonego / słodkiego / tłustego / itp i wiem co jeść, żeby mnie nie brało. Wreszcie zaczynam odżywać!

Najlepsze (w sumie to zabrzmi trochę jak najgorsze) jest to, że wiedziałam dokładnie co jeść po śmierci Buni (mojego psa z którym się wychowałam), tak żeby nie dopadł mnie ani stres pourazowy ani depresja. Dzięki temu teraz nie jest ze mną tak źle. Co prawda Tracey dużo pomogła, więc było łatwiej.

Przeczytałam Wasze wpisy, teraz idę komentować. Kocham <3
 

hononey
 
14.01.2018 _ niedziela .... Ostatni wpis skończyłam na tym, że powiedziałam D, że chcę się wyprowadzić. Stałam w kuchni, on stał w drzwiach w progu. Oboje staliśmy w ciszy. Nie wiedział co powiedzieć. Pomiędzy słowami leciały mi łzy. Powiedziałam, że jestem szczera i podjęłam decyzję. Oczy zaczęły mu się czerwienić. Poszedł do dużego pokoju, usiadł na sofie i zaczął płakać. Zaczęłam się szykować do rodziców, bo Dziadki jeszcze w Anglii i miałam brać Karolka ze sobą. Zapytał się czy muszę iść, powiedział że nie chce żebym odchodziła, żebym została. Powiedziałam, że już wcześniej im powiedziałam że będę. Ogółem był płacz z mojej strony i jego strony, prosił żebym została ale szczerze mi się nie chciało. Chciałam jechać do domu rodziców. Powiedział, że czuje się jakbym już nigdy nie miała wrócić. Powiedziałam, że wrócę. Powiedziałam, że to głupie ale jeśli chce to mogę się do niego przytulić jeśli to coś da. Kiedy wychodziłam niepewnie się do mnie przytulił, bojąc się że go odtrącę i zaczął płakać a ja razem z nim. Pojechałam do rodziców z Karolkiem. Karolek grzecznie siedział między Babcią a Mamą na sofie, dopóki nie zaczęłam płakać przez D (bo powiedział, że pakuje swoje rzeczy bo i tak nie ma już to po co mieszkać). Posiedziałam jeszcze trochę u rodziców ale potem zaczęłam się zbierać. Czułam się taka pusta w środku. Po przyjściu do domu, pakował swoje rzeczy a mi dosłownie leciało z oczu. Poszłam spać do łóżka, ale i tak buczałam. Wziełam Karolka do siebie żeby miał dostęp do kuwety i płakałam w łóżku. D przyszedł i wreszcie mieliśmy normalną rozmowę. Powiedział, że on tego po prostu nie rozumie. Dla niego wszystko było z nienacka i jednego dnia wszystko okay a drugiego chcę się wyprowadzać. Ogółem zaczął opowiadać jak bardzo mnie kocha i jak próbuje rozśmieszyć i że to wszystko co robi jest dla nas. Byłam tak wymęczona płaczem, że nie mogłam spać. Zasnęłam koło 2 w nocy a obudziłam koło 7. D spał na sofie. Powiedział, że nie ma już łóżka...

Ogółem te kilka dni było okropnych. Byłam tak wymęczona płaczem, że po prostu nie miałam siły więcej płakać. Raz próbował na mnie winę zwalić, było też że do gardeł sobie raz skoczyliśmy.

Stanęło na tym, że on chce spróbować jeszcze raz. Przez kilka dni był na prawdę uczuciowy, tulił mnie całą w łóżku na krok nie odstępował, tylko... No właśnie, tylko że we mnie już coś umarło. Ja już tego nie czuję. Tyle razy go prosiłam, tyle czekałam i płakałam, że po prostu to już we mnie umarło. Do tego dochodzą obowiązki. Jak mogłabym zostawić z nim dziecko? Jak mielibyśmy się utrzymywać z mojej pensji? (on ledwo co zarabia - co prawda ma chłop łeb bo buduje własny sprzęt do sprzedaży ale czuje się jak skarbonka dla niego).

No więc tak wygląda sytuacja. D mnie przytula, próbuje całować w usta ale automatycznie głowa mi się odkręca i nastawiam policzek. Raz nawet widziałam jak w łóżku płakał bo nie chciałam zostać dłużej (czuł się odtrącony i od tamtej pory już się nie przytula). Szkoda mi, na prawdę mi go szkoda ale ja chcę czegoś innego od życia. Potrzebuję zamieszkać sama i wreszie zadecydować o wszystkim w moim życiu. Być swoją własną skarbonką.

Co poza tym? Zabookowałam bilety do Polski na sierpień (19 - 30 Sierpnia). Kilka dni spędzę z Pandzią w Wawie, potem do Radomia do Dziadków, ślub siostry ciotecznej, air show. Potem jeszcze kilka dni w Radomiu i z powrotem do Anglii. Nie chcę zostawać dłużej, wolę na maksa spędzić czas i wrócić do Karolka niż się nudzić.

Do tego dopadła mnie grypa - tak gdzieś środa/czwartek. W czwartek do pracy, w piątek na prawdę ciężko było, 38 stopni. Zwolniłam się, chorobowe na weekend wstawione. W sobotę calutki dzień przeleżałam w łóżku - nie miałam siły na nic. Dopiero pod wieczór wreszcie odżyłam. Co brałam? Nic, tylko starałam się zdrowo odżywiać (smoothie, zupy + suplementy) Wieczorem sprzątnęłam co mogłam. W niedzielę pojechałam z rodzicami nad morze do Cleethorpes (moje ulubione miejsce) i wzięłam Karolka. Niestety Karolek nie pobiegał, bo teraz plaża jest otwarta dla psów... Poczekamy do maja. W Cleethorpes otworzyli wreszcie knajpę wegańską bio/organiczną zaraz przy plaży! No już lepiej się nie da. A przepraszam, do knajpy zwierzęta mogą wchodzić jak u siebie! Już nie jestem skazana na same frytki! No żyć, nie umierać.

Na razie tyle. Z Siostrą znowu gramy partyjki w makao na Kurniku. Teraz jeszcze wciągnęła w to swojego narzeczonego, haha.

Trzymajcie się Kochane. <3

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Nie wiem czemu ale pinger zjadł mi wpisy wczoraj. Żaden się nie pokazuje na mojej stronie mimo dodania. Tutaj macie link:

60# _ posłuchaj intuicji...
hononey.pinger.pl/m/27892452

61# _ nie daj sobą pomiatać, tylko dlatego, że jesteś do tego przyzwyczajona...
hononey.pinger.pl/m/27892911
  • awatar Ach2017: Przykro mi Skarbie, że tak ciężko znosisz rozstanie. :* Życzę Ci zdrowia!
  • awatar Nolciak: No sytuacja, nie do pozazdroszczenia. Siły, życzę!
  • awatar Poicele: Przykra sprawa, ale BĄDŹ SILNA. Nie poddaj się, nie wahaj. Dasz radę!
Pokaż wszystkie (9) ›
 

stylowki24
 
Zastanawiasz się, czy Wasz związek jest jedyny w swoim rodzaju czy może taki jak większość? Przekonaj się, czytając ten wpis!

www.dlanastolatek.pl/czy-wasz-zwiazek-jest-typowy/

4b5ccaecd2ff82693e033536f86c17c3410ff9f4.jpg
 

hononey
 
Stwierdziłam, że skoro taka długa przerwa z wiadomych powodów, będę pisała pod kolejnym numerem (zamiat 57 + tyle ile mnie nie było). Postaram się jak najwięcej napisać z tego co pamiętam ale dużo tego nie ma więc najprawdopodobniej będę tylko więszke akcje.

29.12.2017 _ piątek (ten dzień jeszcze jakoś napisałam w telefonie) Wstałam rano ale nie mogłam się ogarnąć. Nakarmiłam koty, zrobiłam soki ale na smoothie już nie miałam siły ale musli zjadłam. Po drodze do pracy zgubiłam zapięcie do roweru... Shit. (dzisiaj tj. 17.01.18 kupiłam nowy, lepszy i tańszy). W pracy szybko pogadałam z koleżanką. Z racji, że śnieg padał nigdzie nie mogłam wyjść z PP więc siedziałyśmy w domu i oglądałyśmy filmy. Czas szybko zleciał i następna osoba przyszła godzinę wcześniej na zmianę żeby mnie zmienić. Tego dnia zjadłam 2 paczki chipsów i ziemniaki. W domu jeszcze lepiej, bo zjadłam kolejne cztery... Potem pojechałam na solarium a w drodze powrotnej poszłam po zakupy do Aldiego płacąc 6.66, lol. Kolega został aż (albo tylko do) 23.00. D miał iść do Babci ale nie poszedł.

30.12.2017 _ sobota Koleżanka zachorowała i musiałam za nią robić tą zmianę (z soboty na niedzielę). No żesz kurr... Nie chciałam pracować w sylwestra i dlatego specjalnie zgłosiłam się żeby pracować w święta, żeby Sylwestra mieć wolnego. Od samego rana wzięłam się za porządki i robiłam sobie soki do picia. Wysprzątałam wreszcie kibel do czystości - nigdy taki biały nie był. Toaleta miała być do zrobienia dla D ale potem on stwierdził, że tej toalecie nic nie było. Nawet nie chcę pisać Wam jego definicji czystości... Pojechałam na miasto kupić jedzenie dla kotów D, żeby starczyło na 4 tygodnie. Nie wiem jak się zabrałam z tym, ale jakimś cudem wróciłam do domu. Przy okazji jakaś kobieta widząc ile mam jedzenia dla kotów, zapytała czy lubię a ja powiedziałam szczerze że nienawidzę ale należą do mojego chłopaka więc mu pomagam. Opowiedziała mi o kocie którego musi oddać. No więc wróciłam do domu, ogarnęłam się i do pracy. To był na prawdę spokojny wieczór. Lekarz miał przyjść do jednego PP ale było już po 22 więc kładłam się spać myśląc, że nie przyjdzie. 22.30 słyszę pukanie no i wtedy się zaczęło... Lekarz przyszedł, musiałam wysyłać o północy PP do szpitala, całą noc dzwonienie do szpitala, uspokajanie go przez telefon... Po prostu noc nieprzespana ale w całej sytuacji załapałam dodatkowe punkty u nowej menadżerki więc się opłacało.

31.12.2017 _ niedziela Pracę skończyłam po 14 a miałam kończyć o 11. Przez ten incydent skończyłam tak późno. Przyjechałam do domu zmordowana, kolegi nie było - o dziwo i był tylko D. Dokładnie nie pamiętam wszystkiego, ale pamiętam że tego dnia dużo rozmawialiśmy. O 18 leżałam już w łóżku, a D stał w sypialni i gadaliśmy. Martwił się, bo do pracy chcieli go zaciągnąć na ostatnią chwilę i wreszcie mu powiedziałam, żeby dał sobie spokój. Że go używają i nie szanują i że gdyby to było takie ważne to dostałby wiadomość i kilka osób próbowałoby się dodzwonić. Uspokoił się trochę. Nieprzytomna przysnęłam i obudziłam się o 22. D powiedział, że kolega próbował się do niego dodzwonić żeby przyjść ale go zignorował (szok). Potem o północy obudziły mnie fajerwerki i D stał w drzwiach więc mu życzyłam wszystkiego najlepszego. D poszedł spać ale nie wiem o której. Ja zaraz potem zasnęłam.

1.01.2018 _ poniedziałek Z tego co wiem kolega tego dnia przyszedł już o 12.30 po południu a poszedł przed północą... Pamiętam że tego dnia chyba pojechałam do rodziców i spędzić trochę czasu z Dziadkami. Oczywiście Karolka wzięłam ze sobą.

Więcej nie pamiętam za dobrze. Ogółem kolega przychodził jak chciał bo mógł i nikt mu nie powiedział NIE WOLNO. Chodzę regularnie na solarium ze względu na skórę i wit D3 ale nie będę ściemniać - opaliłam się delikatnie. Chodzę co drugi dzień na 4 minuty. Powodem dla którego nie mogłam pisać było właśnie dlatego, że cały czas robię oprócz swoich zmian, zmiany koleżanki która jest na chorobowym. Wbrew pozorom to na prawdę dużo roboty i rzadko kiedy miałam okazję wejść na kompa. W zeszłą niedzielę złożyłam papiery do spłódzielni. Jeszcze tylko brakuje informacji od Landlorda, ale po nie idę jutro żeby mi wypełnił.

Więc zacznijmy od ostatnich dni które pamiętam dobrze...

12.01.2018 _ piątek Byłam po pracy, siedziałam na górze. Dzień wcześniej prosiłam D, żeby łóżko pościelał, bo już tak śmierdziało potem że nie dało się wytrzymać więc wrzuciłam do pralki i miał pościelać łóżko. D z kolegą u siebie w pokoju. Praktycznie cały dzień w domu patrząc w laptopa, kiedy może wymienić kryptowalutę. Jedynie musiał iść spotkać się z innym kolegą, żeby kase mu oddał. Zimno mi było, więc poprosiłam D żeby mi zrobił herbatę, no ale że on gra to spoko. Mogę chwilę poczekać. Zrobił mi tą herbatę, dokładnie tak jak lubię i zrobiło mi się miło, bo na prawdę od czasu nowego roku tak jakby nowy człowiek się w nim obudził. Po prostu mi było tak miło. Wrócił do pokoju i powiedziałam, że niedługo będziemy łóżko ścielać (razem szybciej) i będę kładła się spać. W końcu mówię, że pora spać, idę do niego do pokoju, siedzi na fotelu, dalej gra na komórce, kolega obok i przytulam się do D na fotelu i mówię, że pora na ścielanie. A on do mnie z wyrzutami, że dlaczego on musi w tym uczestniczyć (mimo, że mu mówiłam) i cały czas do niego mówię zrób to, zrób tamto (chodziło mu o herbatę) i nie ma nawet 5 minut dla siebie (mimo że grał na komórce z kolegą). Powiedziałam okay i wyszłam. Tak mi się przykro zrobiło. On za mną, że mi pomoże bo potem będę robić mu wyrzuty sumienia, że nie pomaga mi. Mówię mu, że go nie potrzebuję, że zrobię sama. On do mnie, że pomoże (od niechcenia) a ja powiedziałam, że niech sobie idzie. Sama sobie zrobię. Pościelałam łóżko i leżałam po cichu płacząc. Zabrałam Karolka do pokoju, żeby miał dojście do kuwety i zamknęłam drzwi od sypialni. Kolega nie wiem o której poszedł. D wchodząc do łóżka później chciał się we mnie wtulić ale ja już miałam dość i się odsunęłam na swoją połówkę więc ten się odwrócił. Zasnęłam.

13.01.2018 _ sobota Rano po prostu było cicho. Nie rozmawialiśmy. Stwierdziłam, że skoro mam go błagać o pomoc to ja się tak nie bawię. Przestawiłam kosze na śmieci i inne sprawy. D prawie nosiło, taki był wkurzony. Rano piję teraz same soki - aloes, woda + sok z cytryny + pomarańcze, sok z selera, sok z buraka + jabłko + woda, sok z marchewki (jeszcze myślę o soku z ogórka). Broń boże się nie odchudzam na siłe, jakoś samej mi tak przyszło z tymi sokami. Skóra do tego jak szybko zaczęła się goić i opuchlizna z twarzy znikła wreszcie. Pojechałam do pracy, po drodze pogadałam z Mamą. W pracy doszłam do wniosku, że dalej nie mogę tego ciągnąć i będę musiała zerwać z D. Nie dzowniłam do niego (zazwyczaj dzwonię tak po 21 kiedy już wzięłam prysznic). Mniej więcej o tej godzinie wysłał mi serduszko ale nie odpisałam. Potem wysłał mi zdjęcie przesyłki z Amazona. Też nic nie odpisałam. Po prostu chciałam poczekać z rozmową do następnego dnia. Poszłam spać, ale byłam spokojna.

14.01.2018 _ niedziela W pracy szybko zleciało (niestety). Koło 12.00 wysłał mi wiadomość Okay. W sensie, że rozumie że mam focha na niego i ma to konkretnie w dupie. Odpisałam że jestem zajęta w pracy i w domu porozmawiamy. Wróciłam do domu i był wysprzątany na tip top. Destylarka była wypełniona na maxa wodą tak jak prosiłam od kilku dni. Nie było się do czego przyczepić, widać było że mu zależy. D zszedł na dół, nawet kolegi nie było i powiedział niepewnie Hello. Poszłam do kuchni, żeby napić się wody. Poszedł za mną. I mu powiedziałam, że chcę się wyprowadzić i mieszkać sama. Że tyle razy już prosiłam żeby kolega szedł do domu wcześniej, albo żeby w domu coś zrobił. Że jestem już po prostu tym wszystkim zmęczona.

Na więcej nie mam siły. Postaram się dopisać następnym razem. Na koniec Karolek jedzący smoothie. <3

  • awatar Ach2017: Przykro mi, że D tak Cię traktuje. :(
  • awatar ms moth: Im więcej piszesz o D. tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jest jak mój... Zero pomocy, nawet przy drobiazgach, które zajmują dosłownie 5 minut, bo po co, lepiej poświęcić to na granie na telefonie i narzekać potem, że nie ma się na nic czasu, prośby w jego stronę, z których i tak nic sobie nie robi, zero zaangażowania w domu, eh... Doskonale Cię rozumiem, też jestem tym zmęczona i po prostu mam dość. Bo co jak co, ale to bardzo denerwuje, a do tego jak tak długo trwa i nie ma żadnej poprawy (albo tylko chwilowa) to szału można dostać. Trzymaj się, czekam na dalszy ciąg. PS: Dobrze, że masz Karolka <3
  • awatar pingeromania22: Axg problemy z facetami którzy na Nas nie zasługują ;( super się Ciebie czyta ;*
Pokaż wszystkie (5) ›
 

moreandmore1
 
Wpis tylko dla znajomych
BezCukruuu:

Wpis tylko dla znajomych

 

hononey
 
Obudziłam się o 8. Śniły mi się konkretne pierdoły, szkoda pisać. Czytałam coś na iPadzie, D spał obok - nawet nie spał w sumie. Przytuliłam się do niego. Proszę, żeby się odwrócił, bo chcę się przytulić i widzieć jego twarz a on do mnie "Po co?" z pretensjami. Powiedziałam, że nie ważne. Zaczęłam się ubierać i tylko oglądał.

Nakrarmiłam koty, wytuliłam Karolka. Wypiłam soki i zabrałam się za sprzątanie chaty. D też wyczuł o co chodzi i odkurzył. Wypiłam smoothie. Dzwoni telefon. Julia znowu na chorobowe przeszła i Diane się pyta czy przyjdę na weekend do pracy. No mówię, że tak mimo, że 30 na 31 i Sylwester. Ale podobno rodzice mają przyjechać po PP o 11 i mogę do domu wracać, ale i tak będę miała płacone do 16. I to jeszcze podwójnie dlatego, że to są specjalne holiday'e.

Jeszcze się mnie zapytała czy firma mi nie zalega z godzinami i powiedziałam, że sprawdzę. Okazało się, że menadżerka znowu mi zalega z godzinami. Tym razem 40 godzin za Listopad. Ahh... Wdech i wydech. Ugotowałam zupę z batatów. Posiedziałam na laptopie i potem jeszcze ugotowałam dwa ziemniaki.

Na koncie zostało mi trochę kasy i stwierdziłam, że je wypłacę i schowam do skarbonki. Poszłam do bankomatu. Mieszkam w trochę głupiej dzielnicy więc miałam stracha. Poszłam do TESCO bo tam bankomat jest cały czas. Zaczepia mnie bezdomny, że chce kilka groszy na herbatę. Mówię, że nie mam bo mam tylko kartę a kasy ze sobą nie noszę. Do tego na nodze miał wielką ranę od wstrzykiwania sobie narkotywków (tak, ja nazywam rzeczy po imieniu). Szkoda mi go było, bo na prawdę dzisiaj zimno było ale kurna już tyle razy pomogłam bezdomnym i nie nawidzę czuć się wykorzystywana, zwłaszcza że nie wiem na co je konkretnie wyda. Poszłam do TESCO, przeprosiłam ochroniarza, że nie chcę walić stereotypów i żeby miał na mnie oko przy bankomacie. Bankomat nie działa...

Wróciłam do domu (nie chciałam, żeby tamten szedł za mną) i miałam po rower iść ale stwierdziłam, że za szybko zmarznę. Rzadko chodzę na spacery, to poszłam na spacer. Nadal nie wiem jak udało mi się do domu wrócić bez rabunku, ale nawet policja koło mnie przejeżdżała (dziękuję Wszechświecie) i nawet zwolniła. Doszłam do domu, napisałam pingera i zaraz kładę się spać bo jutro do pracy od 9 do 16... <3

28.12.2017 _ czwartek
  • awatar Ach2017: To miałaś nieprzyjemne przeżycie. :/ Współczuję!
  • awatar ms moth: Ta sytuacja z D. z przytulaniem - znowu tak jak z moim D., ale za to to że Twój widział jak sprzątasz i sam się wziął za odkurzanie - u mojego D. nie do pomyślenia! Jego trzeba prosić się i MOŻE po tygodniu to zrobi. xD Btw dziękuję za miłe słowa ostatnio u mnie pod wpisem. Powiem Ci, że u Ciebie też coraz bardziej mi się podoba. <3
  • awatar Ach2017: Gdzie się podziałaś? :)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Kategorie blogów